„Byliśmy jak rycerze ze starej legendy, co żeglują przez jakieś tajemnicze jezioro do nieznanego królestwa zmierzchu, ku wielkiej krainie zachodu słońca.” Tak opowiadali o przygodzie, którą wspólnie przeżyli. Przedstawił ją w pierwszoosobowej narracji jeden z "Trzech panów w łódce nie licząc psa" (Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog)) JEROME’A K. JEROME’A (1859-1927).
Jerome, Harris i George. Trzej młodzi ludzie oraz czworonóg Montmorency. Pewnego dnia spotkali się u pierwszego z nich i zaczęli narzekać na przepracowanie i związane z nim rozmaite choroby. Żaden nie przyznał się do hipochondrii, bo wszyscy byli przekonani, że te liczne dolegliwości naprawdę odczuwają. Po wymianie opinii znaleźli na nie remedium: dobre powietrze i spokój, które zapewni im dwutygodniowy rejs łodzią w górę Tamizy, na trasie Kingston - Oksford. I wyruszyli. Powieść nie jest jednak kroniką wyprawy. Wydarzenia nie stanowią głównego tematu, bo rytm podróży był dość unormowany i jednostajny: żegluga, posiłki, noclegi, wizyty w karczmach. To, co w książce urzeka, to humorystyczne opisy niektórych prozaicznych wydarzeń (np. obierania ziemniaków) oraz - przede wszystkim! - mnogość bardzo interesujących dygresji dotyczących dziejów mijanych miejsc, które w całości tworzą wzorzystą tkaninę dziejów Anglii.
Wypłynęli z pamiętającego czasy Cezara Kingston, które w X stuleciu było miastem koronacyjnym angielskich królów. Równie bogatą historię mają Hampton i śluza w Sunbury... W Corway Stakes Cezar przekroczył Tamizę podążając za Cassivelaunusem... Pięknym miejscem jest Weybridge, gdzie do Tamizy wpadają dopływy, zaś śluza w Bell Weir i usytuowana obok niej Magna Charta Island mają związek ze słynnym dokumentem Jana bez Ziemi... Potem – posuwając się w górę rzeki - są Staines, "snobistyczne miasteczko" Maidenhead, śluzy w Boulter i malownicza wioska Cookham... Dramatyczne historie wiążą się z Marlow, „ruchliwą i gwarną mieściną”, nawiedzaną przez Upiora Świętej Damy... Wieś Bisham oferuje - dla odmiany - wyciszenie... W Medmenham stare, ufundowane w XII stuleciu opactwo, majestatycznie panuje nad rozłożystą wodą... Są jeszcze inne wioski: Wargrave (z urokliwymi domkami) i Sonning... Przy zbiegu Tamizy i rzeki Kennet usytuowało się starodawne miasto Reading. Współcześnie są w nim aż dwa uniwersytety! Dalej Tamiza płynie przez Streatley i Goring – urocze miejscowości, opasuje Wallingford i Dorchester – grody pamiętające jeszcze czasy Brytów, a pośród ulic Abingdon wije się ulicami. Ta ostatnia jest „mieściną cichą, niezmiernie przyzwoitą, czystą i rozpaczliwie nudną”, a jej historia przez wieki była związana z miejscowym opactwem Benedyktynów pw. św. Marii - pierwszym klasztorem w kraju, zbudowanym w 675 roku.
Pod koniec drugiego tygodnia podróży panowie i pies znaleźli się w pobliżu śluzy w Iffley - cichego przedmieścia Oksfordu o atmosferze małego miasteczka. Przy obsadzonych zielenią ulicach ujrzeli stare domy i tradycyjne puby. Sam Oksford - od XIX wieku nazywany „miastem rozmarzonych wież” - zaskoczył ich mnogością psów. To stare miasto; osadnictwo na jego terenie sięga IX wieku. A okolice nad górną Tamizą - co bez trudu dostrzegli - są pełne pamiątek po Rzymianach. Ślady ich osadnictwa znaleziono w Pangbourne, zaś chrześcijańskie dzieje znaczy zbudowany w XII wieku i istniejący do dzisiaj kościół św. Jakuba. Właśnie w tutejszej przystani przyjaciele zostali zmuszeni (przez niesprzyjającą pogodę) do zakończenia przygody i powrotu do Londynu koleją. Przez kilkanaście dni ich znikome dzieje splotły się z wielowiekowymi losami kraju, którego piękno na nowo odkryli.
"Trzech panów w łódce nie licząc psa" jest także opowieścią o samej rzece:
„Rzeka – kiedy słońce iskrzy się wśród roztańczonych fal i pozłaca szarozielone pnie buków, błyska na ciemnych i chłodnych ścieżkach leśnych, goni cienie po mieliznach, sypie diamenty z kół młyńskich, śle pocałunki liliom, baraszkuje ze spienionymi wodami śluz, srebrzy okryte mchem stare mury i mosty, opromienia maleńkie wiosczyny, zdobi każdą ścieżkę i łąkę, wplątuje się w krzaki, uśmiechnięta wyziera z każdej zatoczki, wesoło połyskuje na dalekim żaglu, przepaja słodyczą powietrze – wtedy rzeka jest złotą bajką. Ale rzeka – zimna i posępna, gdy deszcz bez ustanku siąpi na jej brunatne i gnuśne wody (…), gdy lasy, nieme i posępne, okrywają się całunem gęstej mgły, a drzewa stoją na brzegu jak widma (…) taka rzeka jest tylko nawiedzaną przez duchy wodą w krainie próżnych żalów. Słońce – to krew życia Natury”.
Piękna, zabawna, a czasem wzruszająca powieść, w której stulecia odbijają się w falach Tamizy - szumiącym świadku niezliczonych wydarzeń. Wielkich, wiekopomnych, ale też zupełnie nieznanych, jednostkowych, które utonęły w pomroce dziejów jak w płynących od stuleci wodach.
Jerome K. Jerome, Trzech panów w łódce nie licząc psa, tł. Kazimierz Piotrowski, wyd. 3, Warszawa 1986. ISBN 83-203-2293-6 (sygn. 166816).
Jerome K. Jerome, Trzech panów w łódce nie licząc psa, tł. Kazimierz Piotrowski, wyd. 4, Warszawa 1988. ISBN 83-05-12114-3 (sygn. 126470).
piątek, 9 stycznia 2026
Książki (nie)zapomniane – Historia odbita w lustrze rzeki
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz