Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2025

Książki (nie)zapomniane - W monotonię rozsłonecznionej mieściny wkrada się Nienazwane

Prosta historia. Epizod z życia. Kilka ulotnych chwil. Czy tylko tyle? Chyba nie, skoro nad Grą na moście (Il giuoco sul ponte) SERGIA FERRERO (ur. 1926-2008) unosi się nieuchwytna mgiełka tajemnicy. Jakieś niedopowiedzenie. I pozostaje długo po zakończeniu lektury.

„Gra”. Rzeczownik wieloznaczny. Włoskie „giuoco” (częściej „gioco”) znaczy najpierw „gra” (np. karciana), „zabawa”, ale także: „rozgrywka” (np. sportowa) oraz „żart”, „wygłup” (przenośnie). Wszystkie te pola znaczeniowe powinny kojarzyć się z radością. A jednak… Historia zaczyna się od (niebezpiecznej) zabawy chłopca na moście, przerwanej przez przyjezdnego mężczyznę, a kończy tragedią…

Skąpane w słońcu miasteczko. Raffaele przyjechał tu na zaproszenie margrabiny Romildy, kuzynki, by uporządkować księgozbiór po zmarłym hrabi – koneserze literatury. Przy dworcu wstępuje do gospody, gdzie dostaje nie tylko posiłek, ale również adres kobiety wynajmującej pokój. Tam może się zatrzymać. Pod wskazany adres prowadzi go synek kobiety. Mały niemal natychmiast zaprzyjaźnia się z przybyszem.

Raffaele rozpoczyna pracę. I staje się obiektem zainteresowania. Miejscowość nie jest duża, więc wszyscy się znają. Każda nowa twarz zostaje dostrzeżona. A mężczyzna budzi dodatkowe zainteresowanie, gdyż zamieszkał u młodej, niezamężnej panny z dzieckiem. Nikt nie zna tożsamości ojca tego malca. Może był nim zmarły stary lokator, po którym odziedziczyła dom? Ona jednak zaprzecza.

W monotonię rozsłonecznionej mieściny wkrada się Nienazwane. Niby zwyczajna nuda. Ale oczy mieszkańców pilnie śledzą każdy ruch gościa i jego gospodyni. Czy już są razem? Dlaczego chłopiec tak go polubił? Zwykłe plotki, lecz niebezpieczne. Jak bardzo groźne, okaże się, gdy dojdzie do tragedii. Bo jest w tej niedługiej powieści jakaś Tajemnica. Nieuchwytna. Poetycka, a jednocześnie rzucająca Cień. Aura z obrazów Giorgia de Chirico.

Sergio Ferrero, Gra na moście, przeł. Barbara Sieroszewska, Warszawa 1973 (sygn. 59789).

piątek, 10 stycznia 2025

Książki (nie)zapomniane - Portrety Superbohaterów

Batman, Hulk, Iron Man, Kapitan Ameryka, Spider-Man, Superman, Wolverine, Wonder Woman… Po prostu Superbohaterowie. A kim byli Alex, Balto, Cher Ami, Mila, Ning Nong…? Też Superbohaterami! O nich są Opowieści o zwierzętach które zmieniły świat. 51 superbohaterów z krwi i kości (Storie di animali che hanno cambiato il mondo. 50 storie vere di animali eccezionali), stworzone według pomysłu G.L. MARVELA, a spisane przez MARCELO E. MAZZANTIEGO.

Sześć niedługich części. Każda prezentuje po kilka zwierząt. Część 1, „Zwierzęta na ratunek!”, ukazuje m.in. Balto – psa, który uratował życie wszystkim dzieciom w alaskańskim miasteczku, przyczyniwszy się do zdobycia szczepionki… Milę – białuchę ratującą nurkującą kobietę… Ning Nonga - słonia, który podczas tsunami ocalił dziewczynkę… Gołębicę pocztową z czasu I wojny światowej… Cher Ami, która pod ostrzałem straciła oko i nogę… „Najbardziej kudłatego żołnierza II wojny światowej” i jednego z najdzielniejszych, czyli niedźwiedzia Wojtka…

Część 2, „Zwierzęta w nauce”, przynosi portrety m.in. papugi o imieniu Alex, która doskonale wiedziała, co mówi. Pytała, jeśli czegoś nie rozumiała. Miała poziom inteligencji dwuletniego dziecka… Oskara - pół kota, pół maszyny, czyli zwierzaka „bionicznego”, który w wypadku stracił część tylnych łap i musiał posługiwać się protezami…

Część 3, „Wyjątkowe zwierzęta”, to m.in. wizerunek konia zwanego  Babieca, należącego do walecznego Cyda i pomagającego rycerzowi wygrywać… nawet po śmierci. Wziął udział w ponad 70 bitwach i potyczkach, z których żadna nie była przegrana, zaś w ostatniej bitwie posadzono martwego Cyda na koniu, a przeciwnicy… uciekli… Kolejny Superbohater to Buddy - jeden z pierwszych w historii psów przewodników. Pomagał  żołnierzom ociemniałym po I wojnie światowej… Także Bobbie – pies, który pokonał 4000 km, by wrócić do rodziny... I Rupee – pies, który wyszedł ze śmietnika i dotarł na szczyt świata, czyli do bazy pod Mount Everestem… I Dindim - najbardziej wdzięczny pingwin na świecie…

Część 4 to przypomnienie niektórych „Zwierzęcych gwiazd” – wiernego Hachiko (pisałyśmy o nim TUTAJ i TUTAJ), Tamy – kotki będącej zawiadowcą stacji, Phila – świstaka przepowiadającego Amerykanom pogodę, Leo – lwa ze symbolu wytwórni MGM, Doorkins angielskiej kotki, która wprost z ulicy weszła do londyńskiej katedry i zlekceważyła przebywającą tam królową…

Część 5, „Niewiarygodne, ale czy prawdziwe?”, przynosi prawdziwe i fałszywe zagadki, które czytelnik powinien rozpoznać i zdemaskować. A kogo tu mamy? Na przykład jednorożca, potwora z Loch Ness, dziobaka, mamuta, syrenę, minotaura, legrysa (mieszańca kota i tygrysa), Rudolfa (renifera)…

Część 6, niejako post scriptum – „Twój ulubieniec. Karta twojego zwierzaka” – zachęca do własnej twórczości. Nic się zatem nie kończy. Może niebawem świat pozna kolejnych Superbohaterów? „Opowieści…” – sympatyczna, pięknie ilustrowana książeczka, którą po prostu warto (trzeba?) poznać!

Opowieści o zwierzętach które zmieniły świat. 51 superbohaterów z krwi i kości, pomysł G.L. Marvel, tekst Marcelo E. Mazzanti, il.  Mar Guixé, przeł. Anna Jęczmyk, Kraków 2019. ISBN 9788324051779 (sygn. 180231).

piątek, 22 września 2023

Książki (nie)zapomniane - Sceniczny głos w sprawie kryzysu współczesnego człowieka

LUIGI PIRANDELLO (1867-1936). Można by o nim powiedzieć, że to literacki "krewny" Becketta, Ionesco i Pintera. Co ich łączyło? Podobna filozofia. Sceniczny głos w sprawie kryzysu współczesnego człowieka, którego osobowość nie zawsze jest spójna, wewnętrznie zintegrowana.

Dyrektor, grupa Aktorów i pracownicy techniczni spotykają się w teatrze. Za chwilę zaczną kolejną próbę. I oto nieoczekiwanie na scenę wchodzi sześć nieznanych nikomu Postaci. W ten sposób zaczyna się jeden z najoryginalniejszych i wielowymiarowych interpretacyjnie dramatów XX wieku, czyli "Sześć postaci w poszukiwaniu autora" (Sei personaggi in cerca d'autore).

Ojciec - około pięćdziesięcioletni. Matka - uboga kobieta we wdowich szatach i o przeraźliwie smutnej twarzy, zrezygnowana, nieszczęśliwa. Pasierbica - zuchwała dziewczyna, z pogardą odnosząca się do Ojca. Syn - nieco na uboczu, jakby lekceważący wszystkich. Chłopczyk i Dziewczynka - przez cały czas nie powiedzą ani jednego słowa. Ojciec zwraca się do Dyrektora w ich imieniu. Prosi, by je stworzył jako postaci. Narzuca mu się. Sugeruje, że opowie ich historię, a Aktorzy ją zagrają. Pomimo początkowego oporu i jawnej niechęci wobec Postaci, zebrani zaczynają słuchać, a z czasem nawet współczuć. Dopowiadają. Oburzają się. I już nie bardzo wiadomo, kto jest Aktorem, a kto "fikcyjną" Postacią...

Postaci opowiedziały - wymyśliły - naszkicowały (?) swoje dzieje, które chciałyby urzeczywistnić (na scenie). Kobieta była żoną Ojca. Ale - mimo że miał z nią Syna - oddalił ją. Wyszła za innego, urodziwszy mu troje dzieci. Niedawno została wdową. Wróciła do tamtego. Jednak wcześniej podupadła materialnie. Pracowała jako szwaczka dla Pani Pace, która nie była zadowolona z jej wytworów i zasugerowała Pasierbicy, by - w ramach wyrównania strat, które spowodowała matka - podjęła inną pracę... I Pasierbica została ulicznicą. Największe upokorzenie spotkało ją wówczas, gdy - będąc jeszcze w żałobie - została zmuszona do "obsłużenia" kolejnego gościa, czyli Ojca. A ten jej nie rozpoznał. Dziewczyna dyszy żądzą zemsty za swój upadek, Ojcem targają wyrzuty sumienia, Syn traktuje wszystkich z wyższością, dwoje oniemiałych dzieci spogląda bezradnie, a Matka - oniemiała z bólu - musi patrzeć na cierpienie czwórki swoich dzieci...

Aktorzy włączają się do ich rozmów, czy raczej wzajemnych oskarżeń. Dyrektor już nie bardzo panuje nad sytuacją i każe Postaciom opuścić scenę. Nim to uczynią, Dziewczynka wpada do sadzawki i topi się, a Chłopiec strzela (do siebie) z rewolweru. Zapada decyzja o  odłożeniu próby do następnego dnia. Wszyscy oddychają z ulgą, bo sytuacja była już naprawdę groźna. Ale gdy reflektor mimowolnie oświetla pustoszejącą scenę, okazuje się, że Postaci nadal na niej są. Cztery, a nie sześć...

Co się wydarzyło? Czy to tylko fikcja w fikcji? A może „prawdziwa” tragedia? W utworze pojawiają się symbole sugerujące oszałamiającą wielość odczytań. Na przykład opozycja ogrodu, w którym bawi się nieświadoma grzechu Dziewczynka, i ciemnego, mrocznego pokoju Pasierbicy. Ponadto twarze - maski... Ludzie i marionetki. Antynomie prawdy i pozy. Redukcja człowieczeństwa do „gry”… "Sześć postaci w poszukiwaniu autora" - jeden z najważniejszych głosów na temat nie tylko sztuki dramatycznej, ale również kondycji współczesnego człowieka.
 
Luigi Pirandello, Sześć postaci w poszukiwaniu autora, przeł. Zofia Jachimecka, w: tegoż, Wybór dramatów, Wrocław 1978, s. 1-130 (sygn. 176730, cz D IV-4/193).

piątek, 2 grudnia 2022

Książki (nie)zapomniane – Brodząc w „ciernistych zaroślach czasu”

Myślał, że posiadanie władzy nad czasem i przestrzenią uszczęśliwiłoby go. Sądził, że ponowne zobaczenie ukochanej matki, chociaż zmarła, oznaczałoby znalezienie się w niebie. I stało się, jak chciał. Ale wtedy ani nie był szczęśliwy, ani nie przechadzał się po błękitnych pastwiskach… Tę postać wykreował LUIGI SANTUCCI (1918-1999).  „Orfeusz w raju” (Orfeo in Paradiso)  może być tylko w marzeniu. Naprawdę ciągle przebywa na ziemskim padole, a rzeczywistość, którą widzi, sprawia mu ból.

Orfeo ma 35 lat i nie radzi sobie z depresją po śmierci ukochanej matki, Ewy Grillo. Postanawia popełnić samobójstwo. Gdy chce skoczyć z balkonu mediolańskiej katedry, zostaje chwilowo powstrzymany przez rozmownego nieznajomego. Kim jest tajemniczy Monsieur des Oiseaux, człowiek o nazwisku pełnym ptaków? Niejaką wskazówkę (ale nie pewność!)  mamy w motcie do rozdziału: „Wtedy postawił Go na narożniku świątyni…”. Orfeusz – zmęczony dialogiem i pokonany elokwencją tamtego – godzi się na propozycję. Skoczy i… powróci do przeszłości. Odzyska utracony czas.  

Ostatnie lata XIX stulecia. Za niespełna rok narodzi się Ewa. Oto wreszcie przychodzi na świat. Śliczne niemowlę. Orfeo często ją widuje. Jest świadkiem jej dorastania. Wkracza w grono jej znajomych. Ponieważ z opowiadań matki zna te osoby, wie też, jaka przyszłość je czeka. Dzięki tej wiedzy, którą się z nimi czasem dzieli, uchodzi niemal za jasnowidza. Często konwersuje z opiekunką Ewy. Zawiera znajomość z Fausto Gomezem – jedyną miłością matki. Widzi zaloty kapitana Rocca. Uczestniczy w wielu historycznych wydarzeniach. Wreszcie we śnie dostrzega Leandra pragnącego rzucić się w dół z tej samej katedry, na której sam niedawno stał. Mężczyzna ma dość ciągłych kłótni z poślubioną kilka lat temu Ewą… A Monsieur des Oiseaux dyskretnie czuwa. Pisze listy do Orfea i wspiera go finansowo. Radzi, by był jedynie obserwatorem przeszłości i pod żadnym pozorem w nią nie ingerował.

I oto nadchodzi moment przełomowy. Spotkanie, które odmieni Orfea. Oto Don Pasqua. Ksiądz i zielarz mówi, że „słowa uzdrawiają, podobnie jak zioła”. Poznaje tajemnicę człowieka zabłąkanego w czasie przeszłym. Wie, że pragnienie stałego towarzyszenia zmarłej matce i niemożność pogodzenia się z jej odejściem są ukrytą postacią egoizmu: „Wiesz ty, co się traci? Tylko to, co nie jest nasze”. Bo nasze jest to, „co posiadamy tylko przez miłość”. Takiej „własności” nie zniszczy samolubstwo. Ani czas.

Monsieur des Oiseaux ostrzega przed znajomością z duchownym. Ale traci władzę. Orfeo przestaje go słuchać. Podejmuje walkę z wewnętrznym (?) wrogiem. Z egoizmem. Zaczyna rozumieć najważniejsze: „Miłość drwi sobie z czasu, z jego nieustannej grabieży. Miłość prawdziwa jest przewidywaniem rozłąki. (…) Tylko fałszywa miłość potrzebuje ostrzeżeń przed rozstaniem, przed tym, co nazywamy utratą”. I wreszcie zdobywa się na bezinteresowność wobec matki – odradza jej małżeństwo ze swym przyszłym ojcem. Z nim Ewa na pewno nie będzie szczęśliwa. Teraz nie będzie musiała ponownie przechodzić przez „cierniste zarośla czasu”, które już raz przemierzyła…

Ale Orfeo jednak się narodził. Ewa nie posłuchała? Tak głęboka ingerencja w przeszłość okazała się niemożliwa? Kim naprawdę w przeszłości był Orfeo – tylko widzem czy także protagonistą? Czy pozostał w czasie przeszłym? A może cała ta powieść jest tylko zapisem stanu (chorej) wyobraźni mężczyzny… I jeszcze jeden trop – narzucający się przez sam tytuł: dokąd by nas doprowadziło przeczytanie utworu w konfrontacji z mitem orfickim i w nawiązaniu do „Orfeusza i Eurydyki” Glucka (a także „Orfeusza w piekle” Offenbacha)?

Luigi Santucci, Orfeusz w raju, przeł. Barbara Sieroszewska, Warszawa 1973 (sygnatura: 57243).

piątek, 18 listopada 2022

Książki (nie)zapomniane - „Nigdy nie było piękniejszego oblicza”

MARIO TOBINO (1910-1991). Psychiatra, ale również literat. Oto Jasnowłosy był i piękny (Biondo era e bello). Pod względem gatunku - powieść biograficzna. W istocie – wspaniały, emocjonalny hołd złożony największemu włoskiemu poecie.

Dante Alighieri „wcześnie zdobył świadomość swego przeznaczenia”. Już w młodości „zakosztował wszystkiego, co za jego czasów było ważne – filozofii, teologii, astrologii, arytmetyki, geometrii. Rozkoszował się historią, czarowała go muzyka wierszy Wergiliusza, potężna i czysta rzeka”. Jego życie było barwną wstęgą wzlotów ducha i – z czasem – gorzkich rozczarowań.

Książka układa się w urzekającą mozaikę zdarzeń, miejsc i ludzi. Dzieciństwo – bez serdeczności ze strony ojca (matka zmarła, gdy Dante był dzieckiem), w małym pokoiku stanowiącym namiastkę szerokiego świata, rozjaśnione wątłym promyczkiem uznania ze strony siostry. Młodość – wyjście „w świat”, czyli uciechy w tawernach, pierwsze przyjaźnie, początki sławy. I „ustawione” małżeństwo - bez miłości. Były to dlań lata najważniejsze: „skrzynia, która napełnia się pachnącym chlebem”. Potem – zaangażowanie polityczne, pierwsze porażki. Jeszcze później – klęska, czyli wygnanie, ubóstwo, wrogość ze strony niedawnych stronników. Finał – śmierć w pobliżu promieniejącej czystością Beatrycze, córki (takie imię przybrała w klasztorze).

Miasta. Ukochane, rodzinne:

„We Florencji nawet kamienie miały swój wdzięk, każda ulica była jak szlifowany diament, zachowując bezbłędną harmonię między zdrowym rozsądkiem a fantazją, domy były jednocześnie dumne i zaciszne, żywe i gadatliwe, nawet wtedy, kiedy mieszkańcy spali; wieże sterczały niby las.”

Punkty znaczące mapę wygnania: Werona, Bolonia, Val Di Magra, Casentino, Paryż, Piza, Wenecja, Rawenna.

Osoby: przyjazny Guido Cavalcanti, rozpolitykowany Giano Della Bella, Gemma Donati (cicha żona), urodziwy, chciwy i amoralny baron Corso Donati, dwaj papieże – Bonifacy VIII i Benedykt XI, przyjazny ród Scaligerów, inni możni protektorzy, bezwzględni wrogowie…

Twórczość, czyli udręka i ekstaza. „Vita nuova”, „De monarchia”, „De vulgari eloquentia”, kilka mniejszych dziełek… Wreszcie opus magnum: natchniona "La Divina Commedia".

„Poeta musi przecierpieć każdą rzecz dwukrotnie: najpierw kiedy ją sobie wyobraża, i potem, kiedy wyobrażenie staje się rzeczywistością”.

Piękna książka. Pełna nieskrywanego żaru i podziwu. Dla Poezji i Człowieka. Oto wielki finał. Noc z 14 na 15 sierpnia 1321 roku: „Nigdy nie było piękniejszego oblicza po śmierci”.    

Mario Tobino, Jasnowłosy był i piękny, przeł. Barbara Sieroszewska, Warszawa 1977 (sygnatura: 75001).


piątek, 11 lutego 2022

Książki (nie)zapomniane - Atmosfera odrealnienia i nieuchwytnej tajemnicy

Forteca Bastiani. Tonący we mgłach, zapomniany przygraniczny posterunek. Z jednej strony wysokie góry, z drugiej - pustynia. W tym niegościnnym krajobrazie trzyma wieloletnią, absurdalną wartę stuosobowy garnizon. I oczekuje na "wielki alarm". Na (urojonego?) wroga. Bo żaden nieprzyjaciel w długich dziejach placówce nie zagroził. To jest treść Pustyni Tatarów (Il Deserto dei Tartari) DINA BUZZATIEGO (-Traverso, 1906-1972) - arcydzieła przenikniętego atmosferą odrealnienia, egzystencjalnego bólu i trudnej do uchwycenia tajemnicy. Czy bohaterowie opowieści w ogóle istnieją? Czy wśród murów naprawdę snują się ludzie? A może widma?

Giovanni Drogo ukończył Akademię Wojskową i po otrzymaniu awansu na porucznika został skierowany do twierdzy na rubieżach. Był szczęśliwy, ale gdy żegnał się z matką, poczuł w sercu niejasne drgnienie. Ogarnął go lekki niepokój. Przeczucie, że nie powróci z tej spokojnej placówki? I pojechał konno w wysokie góry. Szukał fortecy, a nikt nie potrafił wskazać mu drogi. Wreszcie spotkał kapitana Ortiza, który doprowadził go do celu.

Pierwsza myśl po przyjeździe to pragnienie powrotu. Niby nic trudnego, bo można to zrobić, ale... coś niewidzialnego niszczy wolę. Forteca, która nigdy niczemu nie służyła, staje się obsesją. Codzienny rytuał i bezsensowny rygor wciągają jak wir. Załoga śni na jawie o bohaterstwie. O dniu, w którym pojawi się nieprzyjaciel i trzeba będzie ogłosić stan bojowej gotowości. Co jakiś czas pojawia się na pustyni punkt lub światełko. Złudzenie obserwujących ją, daremnie wyczekujących? A nad kamienną budowlą nieodmiennie latają kruki...

Po czterech latach Drogo wraca do domu. Na krótko. Nie potrafi już rozmawiać z matką ani z dziewczyną. Czuje, że musi pojechać z powrotem. Do twierdzy. Po jakimś czasie ponownie zostaje wezwany do miasta. Dowiaduje się o redukcji garnizonu. Ale jego nie obejmie, bo... za krótko pełnił służbę.

Tymczasem na pustyni coś wreszcie zaczyna się dziać. Ktoś buduje drogę. Pojawia się wróg? Dowódca ogłasza alarm. I wtedy zdrowie Giovanniego szwankuje. Po trzydziestu latach musi opuścić garnizon, by ustąpić miejsca sprawniejszym. Zostaje wygnany z placówki, w której spędził życie na oczekiwaniu. Na działanie nie wystarczyło mu czasu. Ale właśnie teraz wreszcie zaczyna rozumieć, że jednak zobaczy Nieprzyjaciela. Innego, niż go sobie wyobrażał. Czy będzie umiał po bohatersku przyjąć Tego (niektórzy mówią: Tę), z którym (którą?) wszyscy się kiedyś spotkamy?

Niesamowita, oniryczna powieść. Parabola. Jak ją odczytać? Każda ujednoznaczniająca próba byłaby zubożeniem sensu. Odarciem dzieła z jego błyskotliwej wieloznaczności. Forteca raz pojawia się w promieniu słońca, raz ukrywa się wśród gęstych chmur. Czy garnizon obronił się w momencie pobudki, przepraszam: w chwili ogłoszenia alarmu?

                                                                źródło zdjęcia: Pixabay.com

Dino Buzzati, Pustynia Tatarów, przeł. Alojzy Pałłasz, Warszawa 1977 (sygnatura: 76890).

piątek, 31 grudnia 2021

Książki (nie)zapomniane - Książka pełna przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji

EMILIO SALGARI (1863-1911) to autor kilkudziesięciu powieści awanturniczo-przygodowych, między innymi sfilmowanego i pokazywanego przed laty w naszej telewizji cyklu o zawadiackim Hindusie - Sandokanie. Dziś jednak będzie o Władcy Ognia (Il re dell'aria), czyli przygodach dwóch (a właściwie trzech) rozbitków w Ameryce Południowej.

Powieść powstała w pierwszej dekadzie XX wieku i przedstawia fragment z życia autentycznej postaci - Diego Alwareza Viana de Correa, Portugalczyka, którego okręt rozbił się w 1535 roku u wybrzeży Brazylii. Z katastrofy ocalał tylko on i chłopak okrętowy, Garcia. Pozostali członkowie załogi uciekli, ale szybko wpadli w ręce tubylców i zostali zamordowani. Tej rzezi przyglądał się bezradny Alwarez. Mężczyzna i chłopak wymknęli się oprawcom, lecz dostali się w głąb równie wrogiej i nieprzewidywalnej dżungli.

Odtąd przygoda goniła przygodę. Na obcych czekały zdradliwe pułapki terenu - zatopiona sawanna, nieprzebyty las, groźna rzeka - oraz nieobliczalna przyroda. Dzikie zwierzęta (kuguar, małpy, "elektryczne" węgorze) i ludożercy (Eimurowie). W ręce tych ostatnich zresztą się dostali, podobnie jak znaleziony w ostępie Diaz Kartego, Hiszpan, który - także po katastrofie okrętowej  - przybył tu dwadzieścia lat wcześniej i przyjął zwyczaje Indian. Gdy sytuacja pojmanych była beznadziejna, udało im się wydostać używszy broni palnej, której nie znali dzicy (stąd tytuł). Dostali się jednak do kolejnej niewoli. Z niej także zbiegli, a Diaz przypłacił tę ucieczkę życiem.

To jeszcze nie koniec. Jest epilog. Dalsze losy Alwareza są równie interesujące. Wrócił do Europy. Nie na długo. Co było dalej?...

Władca Ognia. Książka pełna przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dobra na każdą porę roku, na lato i zimę. Także na teraz.

Emilio Salgari, Władca Ognia, tł. Konstanty Sedlaczek, oprac. literacko Tadeusz Linkner, Gdańsk, Wydawnictwo Morskie, 1988. ISBN 83-215-9852-8 (sygn. 125672)

piątek, 24 maja 2019

Książki (nie)zapomniane - Świat, który (z wdziękiem) przemija

Lampart (Il gattopardo) GIUSEPPE'A TOMASI DI LAMPEDUSA (1896-1957) to swoista kronika upadku jednego z najstarszych sycylijskich rodów oraz jego pełnej wdzięku i przepychu agonii na historycznym tle walki o zjednoczenie Włoch w latach 60. XIX stulecia. Przełomowy moment dziejów został ukazany z finezją i nutą melancholii. Świat, który przemija, otacza czarowna mgiełka nostalgii. Pewna grupa społeczna ginie w otoczeniu kunsztownie odmalowanej piórem przyrody i w blaskach zachodzącego nad Palermo słońca.

Fabrizio Corbera, książę Salina, jest ostatnim z rodu. Zna wszystkich tutejszych szacownych mieszkańców. Bywa też u króla, wobec którego do końca zachowa życzliwość. Przyjaźni się z o. Saverio Pirrone, jezuitą, lojalnie odpuszczającym mu grzeszki i grzechy. Chociaż ma wierną żonę (sam nie zawsze odpłaca jej tym samym) i siedmioro dzieci, największą sympatią darzy siostrzeńca, Tancreda Falconeri - uroczego hazardzistę, a ponadto kobieciarza. Finansuje jego wybryki, a nawet aranżuje małżeństwo z prześliczną Angeliką Sedarą.

I oto do tego małego światka, olśniewającego bogactwem i nieuchwytną aurą dekadencji, przez jakieś niedomknięte okno wtargnął porywisty wiatr Przemian. Tancredi zaczyna sympatyzować z Garibaldczykami, dziarsko wkraczającymi do Historii. Przez Palermo. Gdy zjednoczenie Sycylii z Królestwem Sardynii staje się faktem, stary książę otrzymuje propozycję od turyńskiego rządu, gdzie chciano by go widzieć w senatorskim fotelu. Wyraża sympatię, ale nie ma złudzeń. Mądrość życiowa podpowiada mu, że Nowe po pewnym czasie stanie się Starym. Dlatego elegancko odmawia, jednocześnie dając rozmówcy sporo do przemyślenia:

Należę do tego nieszczęsnego pokolenia, które znalazło się na przełomie starych i nowych czasów i które ani tu, ani tam nie czuje się dobrze. (...) Wam potrzeba teraz ludzi młodych, sprytnych (...), takich, którzy potrafią się maskować, to jest, chciałem powiedzieć: dostosować swoje konkretne osobiste interesy do nieokreślonych ideałów publicznych.

I dopowiada przenikliwie:

My byliśmy Lampartami i Lwami, zastąpią nas szakale i hieny; i wszyscy: lamparty, szakale, hieny, będziemy się uważali w dalszym ciągu za sól ziemi.

Co czyni w zaistniałej sytuacji? To, co dawniej. Udaje się na wystawny bal:

Po przybyciu Piemontczyków, po zajściach w Aspromonte, gdy już ulotniły się zmory gwałtów i wywłaszczeń, te dwieście osób tworzących świat towarzyski niezmordowanie spotykało się, by winszować sobie wzajemnie, że jeszcze żyją.

Wszystko wokoło się zmienia, a oni tańczą. Otoczeni luksusem, w pięknych strojach. Ludzie - marionetki ze świata, którego już praktycznie nie ma.

Czynimy spory przeskok w czasie. Od tamtych wydarzeń minęło 20 lat. Książę Salina liczy już ponad 70 wiosen. Czyni bilans życia. Szacuje zyski i straty. Powoli odchodzi.

Znowu przenosimy się w czasie. Do roku 1910. Angelika przeżyła z mężem 40 lat i bardzo się do niego upodobniła - w gestach, sposobie poruszania się, spojrzeniu na rzeczywistość. Trzy siostry Salina, obecnie w wieku, w którym ich ojciec rozstał się z życiem, spokojnie oczekują na własny koniec. Są zmęczone. Jedna z nich postanawia nieco odkurzyć otaczające je stare dekoracje i wyrzucić z salonu zakurzonego, wypchanego psa:

Gdy ciągnięto wypchane zwierzę, szklane oczy spojrzały na nią z pokornym wyrzutem rzeczy, którą się usuwa, którą chce się zniszczyć. Kilka minut później to, co zostało z Bendica, rzucono w kąt podwórza, które codziennie odwiedzał śmieciarz. Podczas lotu z okna kształt psa zmienił się na chwilę: można było dostrzec tańczącego w powietrzu lamparta o długich wąsach, z uniesioną przednią łapą, która zdawała się wygrażać. Potem wszystko zamarło w usypisku sinego kurzu.

To już ostatnia, symboliczna faza upadku rodu.

Ps. Widowiskową, lśniącą przepychem adaptację filmową powieści stworzył Luchino Visconti (Francja, Włochy, 1963). Główne role zagrały "gwiazdy" ówczesnego kina: Burt Lancaster (Fabrizio Corbera, książę Salina), Alain Delon (Tancredi Falconeri) i Claudia Cardinale (Angelica Sedara-Falconeri).

Tomasi di Lampedusa Giuseppe, Lampart, tł. Zofia Ernstowa, wyd. 5, Warszawa 1988 (sygnatura: 123759)

piątek, 23 grudnia 2016

Książki (nie)zapomniane - Kładka do Krainy Dzieciństwa

Pamiętam ją jako "książkę z podziemia". Nie dlatego, że byłaby przez kogoś zakazana, ale ze względu na miejsce, w którym ją często widziałam. Szatnia w szkole podstawowej, do której uczęszczałam, znajdowała się w piwnicy. W tym ciemnawym miejscu, przy stoliku oświetlonym słabą lampką, siadywała woźna. Na blacie zawsze leżała książka. Duży format. Chłopczyk na okładce. Serce. Opowiadania miesięczne EDMUNDA DE AMICISA  (1846-1908).

Autor unieśmiertelnił się przez ten jeden utwór. Chyba nikt (poza zawodowymi historykami literatury włoskiej) nie pamięta innych. Bo nic nie było większe od Serca.

Pisane z miłości. Powstało na podstawie pamiętnika prowadzonego przez syna de Amicisa. Ot, przeżycia szkolne ucznia z Turynu oraz teksty do literackich comiesięcznych zadań domowych dały impuls do napisania niezapomnianego zbioru. Właśnie owe opowiadania miesięczne. Pierwsze kompletne wydanie ukazało się w Italii 17 października 1886 roku (pierwszy dzień roku szkolnego). Od tamtego czasu zaczęła się zawrotna kariera dzieła, którego urok nie przemija.

Losy dziecięcych bohaterów, ich radości, troski i rany, rzucone w kontekst niespokojnych czasów wojny o zjednoczenie Włoch, do dziś wzruszają. Pomijam wymiar historyczny dzieła, zamknięte w nim prawdy i nieprawdy (niekiedy się o tym wspomina w fachowych opracowaniach), bo to temat dla „zawodowców”. Skupiam się na przeżyciach dzieci. Oto dwa najpiękniejsze, jak uważam, przykłady.

Mały pisarczyk z Florencji. Uroczy chłopczyk z ubogiej rodziny. Ukochany synek ciężko pracującego i dorabiającego po nocach ojca. Na wszelkie nalegania syna, że chętnie pomoże w pisaniu nazwisk abonentów dziennika, tata pozostaje głuchy. Ale gdy o północy, zmęczony kończy zajęcie, chłopiec - umiejętnie podrabiając charakter pisma rodzica - potajemnie je kontynuuje. Jednak młodego, rozwijającego się organizmu nie można oszukać. Dziecko otrzymuje coraz gorsze oceny, a ociec - nie domyślając się prawdy - czyni mu gorzkie wyrzuty. Malec cierpi. Czuje się odrzucony. Jednocześnie nie potrafi zaprzestać zajęcia, dzięki któremu tato przynosi do domu więcej pieniędzy. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Tych dwoje ze wzruszeniem przeprasza się wzajemnie. Wreszcie dziecko spokojnie zasypia. Po raz pierwszy od wielu miesięcy...

To opowiadanie było jedną z moich szkolnych lektur. Od Apeninów do Andów. Trzynastolatek z robotniczej rodziny wybiera się z Genui do Ameryki Południowej w celu odszukania matki. Pojechała do Buenos Aires, by zarobić na oddłużenie domowników. Gdy po trudnej, niebezpiecznej podróży chłopak stawia stopę na lądzie Nowego Świata, trudności zaczną się wręcz nieprawdopodobnie piętrzyć. Gdziekolwiek przybędzie, dowie się, że matka jeszcze niedawno w tym miejscu była. Ale już jej nie ma. Wreszcie, po niezliczonych przygodach, niemal chcąc już dać za wygraną, znajduje ją w szpitalu. Ciężko chorą. Czy kobieta przeżyje? Co ją może uleczyć? Jest tylko jedno lekarstwo...

Miłość. Chyba właśnie ona jest wiodącym tematem opowiadań i zarazem stanowi o ich nieprzemijającym uroku. Miłość do bliskich i najbliższych. Do kraju rodzinnego. I czar dzieciństwa - krainy nadziei i marzeń, pragnień i oczekiwań, która była własnością nas wszystkich. Nie zawsze beztroska. Czasem bolesna. Wzniosła, a nawet heroiczna. Zależnie od momentu historycznego, na który przypadła. Ale "kraj lat dziecinnych" - wraz z posuwaniem się po osi czasu - ulega dyskretnemu retuszowi. Idealizacji. Pomimo dziejowej zawieruchy świeci nad nim czyste słońce. Jak w opowiadaniach miesięcznych.

Nie będę tchórzem, nie! Ale chodziłbym z dużo większą ochotą do szkoły, gdyby nam nauczyciel opowiadał co dzień takie rzeczy, jak dziś z rana. Ale cóż! Tylko raz w miesiącu ma być jedno takie opowiadanie i mamy je dostać na piśmie, i będzie zawsze o pięknym i dobrym czynie jakiegoś małego chłopca.

Tak zaczyna się książka. "Piękny i dobry czyn". Piękno tworzące syntezę z dobrem. Jedno z drugim ma iść w parze. Jedno drugiemu nie może zaprzeczać. To zjednoczenie widzimy w postawach małych bohaterów. "Tylko raz w miesiącu". A chciałoby się je czytać jak najczęściej... My - możemy. Ilekroć zapragniemy wejść po wąskiej kładce barwnych wspomnień do Krainy Dzieciństwa. Ile razy zechcemy wyciągnąć rękę po książkę z dziecięcych lat.

Źródło

Amicis Edmund de, Serce. Opowiadania miesięczne, tł. Maria Konopnicka, Warszawa 1956. (Sygnatura: 24982).