poniedziałek, 16 września 2019

Nasze skarby - Józef Prażmowski, Szkolnictwo w województwie śląskiem (…)

Nieocenione źródło wiedzy dla historyków oświaty, szczególnie – dla historyków szkolnictwa na Śląsku. 260 stron rozmaitych zestawień i wyliczeń. Benedyktyńska praca.

Szkolnictwo w województwie śląskiem. Przedszkola, szkoły wszelkiego typu, nauczycielstwo. Opracowane na podstawie materiałów urzędowych i innych źródeł Józefa Prażmowskiego,  Katowice 1936 (sygnatura: cz B XX-7/14 d). Zachwyca dokładnością, rzetelnością ujęcia.
Publikacja ma 11 działów. Oto one (pomijamy wstęp i wykaz skrótów):
  1. Wyniki spisu ludności z 9 grudnia 1931 roku. Zestawienia statystyczne szkolnictwa (według różnych kryteriów, np. typów i organizacji szkół czy języka nauczania). Organizacja Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (i skład osobowy departamentów). Organizacja Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego. Organizacja Wydziału Oświecenia Publicznego. Obwody Szkolne i Inspektoraty. Starostwa powiatowe.
  2. Przedszkola (ochronki) wg powiatów.
  3. Szkoły powszechne wg powiatów.
  4. Szkoły specjalne dla dzieci upośledzonych.
  5. Zakłady kształcenia nauczycieli i szkoły ćwiczeń.
  6. Szkoły średnie ogólnokształcące (państwowe, komunalne, tzn. miejskie, prywatne, małe seminaria w klasztorach).
  7. Szkolnictwo zawodowe (szkoły i kursy zawodowe, szkoły zawodowe dokształcające, ludowe szkoły rolnicze).
  8. Szkolnictwo dokształcające wiejskie.
  9. Szkoły muzyczne.
  10. Skorowidz miejscowości szkolnych i nazwisk nauczycieli(lek).
  11. Ogłoszenia.


Szukamy – rzecz jasna – Instytutu Pedagogicznego w Katowicach, gdyż odegrał podstawową rolę przy powstaniu naszej placówki. Oto, co znajdujemy (w dziale V):

Inne ujęcia są równie szczegółowe. Nie brak w nich nikogo. Są nawet nauczyciele urlopowani, lekarze i dentystki – wymienieni z imienia i nazwiska!

A oto ruchoma reklama, przytwierdzona do całości – co widać u góry – na sznurku. Na jej odwrocie znajdujemy wykaz skrótów użytych w tekście.

Na końcu – jako ostatni dział – dalszy ciąg reklam. Oto przykłady:

Ktokolwiek szuka źródłowej wiedzy na temat przedwojennej śląskiej oświaty, na pewno tutaj znajdzie niemało bezcennych informacji.

piątek, 13 września 2019

Książki (nie)zapomniane – Krótki przewodnik po człowieczeństwie

Minęło ćwierć wieku od zakończenia II wojny światowej. Polacy żyli w objęciach systemu politycznego, który ukształtował się w latach czterdziestych. Wielu go akceptowało, chociaż znacząco odbiegał od socjalizmu wyidealizowanego przez nich przed wojenną zawieruchą. Liczni przeżywali bolesną konfrontację marzeń z rzeczywistością, w dużej mierze kaleczącą ich ideały. Może właśnie to była jedna z przyczyn powrotu do tematyki okupacyjnej na początku lat 70. minionego stulecia, podjęta w Próbach świadectwa przez JANA STRZELECKIEGO (1919-1988).

36 krótkich esejów, zawierających analizę motywów ludzkiego postępowania w sytuacjach granicznych. Subiektywne refleksje, spisane nieodmiennie w czasie przeszłym. Niezbicie z nich wynika, że wówczas, gdy palił się świat, niektóre sprawy były bardziej oczywiste i jednoznaczne niż wtedy, gdy pożary zgasły. A są to kwestie podstawowe, które człowieka czynią człowiekiem. Nawet w czasie nieludzkim. Oddamy głos autorowi. Czytając, spróbujmy zamienić w myśli czas przeszły na teraźniejszy. Oto leksykon uniwersalnych wartości.

Piękno, miłość, godność:

Czuliśmy (...), że jakby zwiększamy wymiar dziejącej się przeciwko nam zbrodni, jeśli życie nasze jest oddane wartościom, jeśli przez nas, jeśli dzięki nam zwiększa się w świecie ilość piękna czy miłości. (…) Czuliśmy, że jeśli nie stajemy się źródłem wartości, usprawiedliwiamy to, co robią [okupanci], zmniejszamy godność życia, niemal przyznajemy im rację.(…) Żyliśmy przez kilka lat na granicy ostatecznej próby.

Braterstwo, poczucie wspólnoty:

Myśmy wiedzieli, czym jest braterstwo, Braterstwo oznacza utożsamienie się z kimś drugim, nieoddzielanie jego losu od swojego, (...) widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. (...) Tkwiliśmy głęboko wewnątrz słowa "my" (...). Jeśli jesteśmy w tym kręgu i jeśli jesteśmy głodni (...), to wyciągamy rękę po chleb, aby chleb dać  j e m u. Swojego głodu boimy się (...) mniej niż głodu drugiego człowieka. Na odgłos strzałów zasłaniamy  j e g o - jego krew boli nas o wiele bardziej niż własna.


Umiejętność dokonywania wyborów:

Nasz stosunek do wartości nasycony był ostatecznym charakterem wyboru.

Cichy heroizm:

Był wezwaniem do pokornej wzniosłości, nadającej moc, której nie przełamią moce piekieł - i to nam było bliskie.

Strzelecki przeprowadza dogłębną analizę sytuacji, w których w jego epoce znalazł się człowiek. Ze zgrozą zauważamy, że zawsze może się okazać, iż to nie tylko przeszłość:

[Oświęcim] Było to miejsce, z którego kruchość Europy widać było ze szczególną siłą.

Snuje refleksję nad śmiercią i poprzedzającym ją cierpieniem:

Czas przeżywaliśmy jako przestrzeń istnienia mogącego się wkrótce zakończyć. Całe nasze życie przebiegało jej skrajem: co chwila ktoś spadał. Spadał nie tylko w śmierć - szybka śmierć była najlżejszym z upadków; spadał w torturę, w konanie powolne, podzielone na etapy powracającej męki; spadał w system piekieł, w którym dbano troskliwie o to, aby śmierci odebrać jej zwykły charakter.

Nad anatomią zła i jego oblicza - nienawiści:

Wokół nas działo się zło, którego nie zdoła rozwiać żadna zmiana punktu widzenia, nie złagodzi żaden historyzm, nie nada cech względności żadna socjologia. To zło nosiło postać pychy niszczenia życia, postać okrucieństwa, przeżywanego jako kształt absolutnej władzy nad istnieniem drugiego człowieka.

Wyrok nie był związany z żadnym czynem ofiary, żaden znak - płacz dziecka, piękno dziewczyny, krzyk matki - nie przenikał na drugą stronę. Świat skazanych i świat skazujących były doskonale rozłączone.

Nienawiści nie można przeciwstawić rozumu, jak to chcieli czynić ludzie osiemnastego wieku. Nienawiść jest przenikliwa, uczyni sobie z rozumu narzędzie. Rozum jest źródłem techniki czynienia dobra lub zła, ale nie włada sądem, orzekającym o tym, co czynić należy w porządku innym niż porządek sprawności
.

Także nad strategią ocalenia człowieczeństwa w czasie nieludzkim:

Sądu o wartości życia nie da się oprzeć na rozumie. Przestaliśmy więc czynić z rozumu ostateczną wyrocznię tego, co godzi się mniemać człowiekowi. Nie odrzucaliśmy rozumu, ale opieraliśmy go na tym, co go przekracza.

36 krótkich, czasem jednostronicowych esejów. Nie tylko jednostkowe spojrzenie na piekło, które przeżyło pokolenie autora, ale uniwersalny drogowskaz. Ostrzeżenie i memento.
Strzelecki Jan, Próby świadectwa, Warszawa 1971 (sygnatura: 52388)

poniedziałek, 9 września 2019

Królom równy

Pisali o nim m.in. Adam Asnyk, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Mieczysław Jastrun, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Liebert, Stanisław Baliński, Jerzy Zagórski, Józef Wittlin, Jan Lechoń, Julian Tuwim, Ernest Bryll. Z Testamentu mojego Aleksander Kamiński zaczerpnął inspirację do tytułu Kamieni na szaniec. Jego nazwisko wspomniał profesor Stanisław Pigoń na wieść o śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. O tym, że „wielkim poetą był” napisał – chociaż prześmiewczo – Witold Gombrowicz. W PBW mamy ponad 110 książek z dziełami jego autorstwa i ponad 100 dotyczących jego życia i twórczości, zaś artykułów i fragmentów książek w kartotece zagadnieniowej jest blisko 180.

W bieżącym roku przypada 210 rocznica urodzin i 170 lat od śmierci Juliusza Słowackiego. Z tej okazji przypomnimy trzy artykuły. Dwa przedstawiają „śląskie drogi” wieszcza. Trzeci prezentuje słowa wypowiedziane przed śmiercią przez Johanna Wolfganga Goethego, Juliusza Słowackiego, Victora Hugo, Siergieja Jesienina, Osipa Mandelsztama i Juliana Tuwima. W drugim z poniżej zacytowanych artykułów – bardzo obszernym, wnikliwym i źródłowym – autor cytuje nawet raport z paryskiej ekshumacji Słowackiego. Dowiadujemy się, jaki poeta miał kolor włosów, wzrost, nawet… pojemność czaszki (świadczącą o wysokiej inteligencji)! Kto zechce przeczytać, dowie się wielu bardzo interesujących rzeczy.

Lyszczyna Jacek, Na Górnym Śląsku żyw Król-Duch, „Śląsk” 2009, nr 4, s. 28-30

Po raz pierwszy na Śląsku Juliusz Słowacki znalazł się w marcu 1831 r. i powiedzmy od razu, iż okoliczności tego pobytu nie sprzyjały ani poszukiwaniu wrażeń z podróży i poznawaniu nowych miejsc, ani tym bardziej utrwalaniu ich w poetyckim słowie. Młody, 22-letni poeta znalazł się bowiem we Wrocławiu w drodze z Warszawy do Drezna, a motywy tego wyjazdu z ogarniętej powstaniem listopadowym stolicy pozostają do dziś niejasne. (…) Po raz drugi Juliusz Słowacki znaleźć miał się na Śląsku – znów we Wrocławiu – siedemnaście lat później, w zupełnie innych okolicznościach, co więcej – tam właśnie, po kilkunastu latach wyłącznie listownego kontaktu, miało miejsce ostatnie spotkanie poety z matką. (…) I choć nigdy więcej już poeta nie stanął na śląskiej ziemi, to przecież tak naprawdę w następnym półwieczu stawał się coraz wyraźniej obecny tu przez swą poezję, coraz bardziej znaną i czytaną, a także wydawaną w słynnej drukarni prowadzonej w Mikołowie przez Karola Miarkę. (…) A przecież mówiąc o pobycie Słowackiego na Śląsku nie sposób pominąć jeszcze jednego momentu. Był 27 czerwca 1927 r., gdy trumna z doczesnymi szczątkami poety dotarła do Katowic, gdzie na dworcu, jak na całej trasie przejazdu specjalnego pociągu, zebrały się tłumy, aby oddać wieszczowi hołd w jego ostatniej drodze. (…) I stąd, ze Śląska, wiodła już prosta droga na Wawel…

Kijonka Tadeusz, Słowacki w drodze na Wawel. ...By królom był równy, „Śląsk” 2010, nr 2, s. 54-61

Śląsk przygotował się nader starannie do tego wydarzenia [sprowadzenia prochów poety] (…). W skład Komitetu Honorowego m.in. wchodzili ks. biskup Arkadiusz Lisiecki, wojewoda Michał Grażyński oraz marszałek Sejmu Śląskiego Kazimierz Wolny. Sam fakt, że na tym szlaku znalazły się także Katowice oraz przewidziano kilka stacji postoju z trumną Słowackiego był świadectwem osobistego zaangażowania i wpływów wojewody Grażyńskiego. Przygotowania realizowane były nadzwyczaj starannie i uwzględniały wiele imprez towarzyszących, w tym uroczyste nabożeństwo i galowy spektakl „Balladyny”. Miasto miało przybrać odświętny wygląd udekorowane chorągwiami. Przygotowano nalepki z podobizną Słowackiego i specjalne odznaki. Punktem docelowym były Katowice, gdzie na bocznym peronie obok poczty głównej miał zatrzymać się pociąg z trumną Słowackiego w ostatnim wagonie. W tym rejonie stanąć miała brama powitalna zaprojektowana przez Stanisława Ligonia z napisem KRÓLOWI DUCHA NARODU – LUD ŚLĄSKI. Były oczywiście przewidziane przemówienia biskupa Lisieckiego i wojewody Grażyńskiego, ceremonie powitalne z udziałem kompanii honorowej, występy połączonych chórów Wielkich Katowic z „Gaude Mater Polonia” (…). Eksponowane miejsce przewidziano także dla powstańców śląskich w mundurach. (…)


Kulpiński Paweł, Trzy (ostatnie) wiersze, „Przegląd Powszechny” 2012, nr 4, s. 136-148

Ostatnie słowa Juliusza Słowackiego istnieją w kilku, bynajmniej do siebie niepodobnych, wersjach. Wedle pierwszej z nich, zapisanej przez Zygmunta Szczęsnego Felińskiego w liście z 7 kwietnia 1849 roku, a więc niedługo po śmierci poety (...), Słowacki przed śmiercią powiedział: To wszystko głupstwo, po czym poprosił o uleżenie schorowanego ciała w innej pozycji i dodał: Może w tym położeniu śmierć mnie zastanie. Wedle innej wersji, także autorstwa Felińskiego, ale z roku 1886 (…), ostatnie słowa poety dotyczyły listu od matki, który otrzymał w dniu śmierci: Dziękuję Bogu za tę ostatnią, a tak miłą sercu mojemu ziemską pociechę. Kiedy zobaczysz moją matkę, to powiedz jej, że gdyby mi było wolno oddać duszę mą w jej ręce, nie oddawałbym jej z taką ufnością, z jaką powierzam ją obecnie w ręce Boga mojego. Feliński przekazywał ostatnie stawa Słowackiego jeszcze kilkakrotnie, w nieco zmienionych wersjach, byty one jednak na ogół wariacjami na temat dwóch powyższych. Zupełnie inaczej wyglądają ostatnie słowa poety w relacji Zygmunta Krasińskiego, który wspominał o nich kilkakrotnie - również w innych wersjach, ale nie tak diametralnie od siebie różnych jak w przypadku relacji Felińskiego. Słowacki miał więc powiedzieć: Niechże już zrzucę ten płaszcz lichy, co mię więził, i pójdę tam! albo Czas już ten łachman zrzucić i pójść tam!, albo Czas już zrzucić ten płaszcz złachmaniony. Pytaniem pozostaje, skąd Krasiński, nieobecny przy Słowackim w chwili jego śmierci, mógł się o ostatnich słowach przyjaciela dowiedzieć. Dość jednak na tym, że nie ma co do nich zgody. Tak jakby każdy relacjonujący je świadek chciał dołożyć coś od siebie, odcisnąć na ostatnim przestaniu wielkiego poety swoje piętno i tym samym pozostać w pamięci potomnych.
Do pośmiertnej sławy wieszcza chyba jednak najbardziej przyczynił się Marszałek Józef Piłsudski, gdy 28 czerwca 1927 roku wypowiedział te piękne słowa:

Gdy teraz, patrząc na trumnę, wiem, tak, jak wszyscy zebrani, że Słowacki idzie, to wiem, że idzie tam, gdzie głazy na naszym gościńcu stoją, świadcząc nieledwie chronologicznie przez imiona o naszej przeszłości. Idzie między Władysławy i Zygmunty, idzie między Jany i Bolesławy. Idzie nie z imieniem, lecz z nazwiskiem, świadcząc także o wielkości pracy i wielkości ducha Polski. Idzie, by przedłużyć swe życie, by być nie tylko z naszym pokoleniem, lecz i z tym, którzy nadejdą. Idzie, jako Król Duch. (…) W imieniu rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę do krypty królewskiej, by królom był równy

piątek, 6 września 2019

Barbara i Krzysztof

W ciągu 63 dni oficjalnie zawarto ich ponad 250. Czasem trwały kilka minut, skutkując na kilkudniowe, czasem kilkuletnie, a bywało, że kilkudziesięcioletnie życie. Śluby zawarte podczas Powstania Warszawskiego. A ile ich było – zawartych w cieniu szalejącej śmierci - w trakcie całej wojny? Nikt chyba nie policzył. W czerwcu 1942 roku odbył się jeden z nich.

Więc pokochałeś kruche, ciepłe ciało,
które się w formach słowiczych ustało,
jak mleko płynie w szklanym smukłym dzbanie,
skrzypiec ma smutek i roślin śpiewanie
.
(K.K. Baczyński, Dwie miłości)
fot. z naszego blogu
Podczas dziesięciominutowej ceremonii powiedziało sobie „tak” dwoje młodziutkich ludzi. Barbara Drapczyńska i Krzysztof Kamil Baczyński. Poznali się zaledwie pół roku wcześniej u jej koleżanki. Nie przyciągała uwagi szczególną urodą ani innymi nadzwyczajnymi przymiotami, ale jego miłość była z rodzaju tych, którzy Francuzi nazywają „coup de foudre”. Świadkami na ślubie byli Jerzy Andrzejewski i Jarosław Iwaszkiewicz. Właśnie ten drugi powiedział, że nowożeńcy przypominali raczej pierwszokomunijne dzieci. W prezencie dostali bukiet bzów (od Iwaszkiewicza) i figurkę Matki Boskiej (od księdza błogosławiącego związek, a prywatnie – znajomego rodziców panny młodej). Przyjęcie – jak na czas okupacji – było dość wystawne, bo ojciec Barbary (właściciel drukarni) sprzedał swój złoty zegarek. Następnego dnia – już u matki Krzysztofa – odbyły się zdecydowanie skromniejsze poprawiny.

Szczęścia jest tylko tyle, ile go wymarzysz
(Piosenka)
fot. z naszego blogu
Zamieszkali u Stefanii Baczyńskiej. Wrażliwej, opiekuńczej i bardzo zaborczej, świadomej wielkiego talentu syna. Zaczęły się niesnaski między teściową a synową. Młoda małżonka – chociaż ogromnie kochała Krzysztofa - chciała wracać do rodziców. Ostatecznie teściowa ustąpiła. Wyprowadziła się do podwarszawskiego Anina.

O, daj mi siłę przemiany, a uczynię Cię wieczną przez zamieć, mróz, skwar i przez rzeki ogniste.
(Fragment listu do Barbary, 26 maja 1941 r.)


Nie sposób było uciec od rzeczywistości. Krzysztof chciał walczyć. Jak jego koledzy. „Wojna nie dla takich jak on” – przekonywał otoczenie podziwiany przez żołnierzy Jan Rodowicz „Anoda”. Zważywszy stan zdrowia i talent poety, odradzał mu „zabawę w wojsko”, zachęcając równocześnie do pisania. Ale Krzysztof nie ustąpił. Dowódca kompanii, Andrzej Romocki „Morro”, powierzył mu bezpieczniejszą (jak sądził) funkcję szefa prasowego kompanii. W domu Baczyńskich odbywały się szkolenia konspiratorów. Na utrzymanie zarabiała Barbara, zatrudniona w biurze stryja.

A dni się sypią - zerwane korale,
perły o zmroku...
powiedzmy: dobranoc.

(Zmierzchanie)
fot. z naszego blogu
1 sierpnia 1944 roku. W godzinie „W” był na Placu Teatralnym. Cztery dni później – spacerując po pokoju w pałacu Blanka i gryząc jabłko – został bezbłędnie trafiony w głowę przez snajpera. Pocisk odstrzelił mu kawałek kości. Jego kolega, zapytany przez innego o nazwisko ranionego, bo nie zdążyli się jeszcze poznać, odpowiedział: „Słowacki”.

Bogu podamy w końcu dłonie
spalone skrzydłem antychrysta,
i on zrozumie, że ta młodość
w tej grozie jedna była czysta

(*** [Których nam nikt nie wynagrodzi])


Istnieje też wersja (rzadziej powtarzana), że zginął w ratuszu, ale matka rozpoznała jego ciało właśnie po ekshumacji poległych w obronie pałacu Blanka.

Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek,
jeden gest - a już orkanów pochód,
jeden krok - a otoś tylko jest
w każdy czas - duch czekający w prochu.

(Erotyk)

W chwili śmierci męża Barbara była w domu rodziców. Nikt nie miał odwagi powiedzieć jej, co zaszło. A ona przeczuwała. Błądziła po ulicach, wypytują o niego. Dała nawet ogłoszenie do powstańczej gazetki. Ci, którzy znali prawdę, nadal starannie ją ukrywali.

Tych miłości, które z nami
na strumieniach białych płyną (...)
co jak puch dziewczęcych włosów
lekko rosną ku niebiosom,
nie wydepczą nienawiści.

(*** [Tych miłości, które z nami])
fot. z naszego blogu
Dwudziestego szóstego dnia Powstania została ranna. Gdy wyszła na podwórko, w pobliżu spadł niemiecki pocisk, a odłamek rozbitej szyby utkwił w jej głowie. Zaciągnięto ją do piwnicy i w polowych warunkach przeprowadzono operację mózgu. Konała jeszcze przez kilka dni (do 1 września), na przemian tracąc świadomość i chwilowo ją odzyskując. Kurczowo ściskała w dłoniach tomik wierszy Krzysztofa i jego dyplom ukończenia szkoły podchorążych. Razem z nią konało ich dziecko, które miało narodzić się wiosną, a o którego istnieniu Krzysztof nigdy się nie dowiedział.

Jakie szczęście, że nie można tego dożyć,
kiedy pomnik ci wystawią, bohaterze,
i morderca na nagrobkach kwiaty złoży!
(Pożegnanie żałosnego strzelca)

Warto przeczytać
Katarzyna Dzierzbicka, Ostatnie dni Baczyńskiego, „Pamięć.pl” 2014, nr 7/8, s. 88-91 (Czytelnia, cały tekst dostępny TUTAJ).
Magdalena Goik, Kobiety w literaturze, Warszawa, Bielsko-Biała 2009, s. 206-207, 228-231 (sygnatury: 177135, cz XLVII-1/37).
Andrzej Krzysztof Waśkiewicz, Krzysztof Kamil Baczyński. Poezja, historia, los, Gdańsk 1994. ISBN 8385864237 (sygnatury: 173401, 144550).
Kazimierz Wyka, Krzysztof Baczyński. 1921-1944, Kraków 1961 (sygnatura: cz VI-6/31).
Stefan Zabierowski, Krzysztof Kamil Baczyński. Biografia i legenda, Wrocław, Warszawa 1990. ISBN 8304036150 (sygnatury: 134781, cz XXVIII-7/5 c).

poniedziałek, 2 września 2019

Szkoła dawniej i dziś (w literaturze)

Rozpoczęliśmy kolejny rok szkolny. Z tej przemiłej okazji pozwólmy sobie na mały test ze znajomości „literackich” szkół i „sytuacji edukacyjnych” (kto rozwiąże test, domyśli się, dlaczego pojawiło się to dziwne sformułowanie). Przedstawiamy 15 cytatów z utworów prozą. Zadaniem Czytelnika będzie odpowiedzieć na pytanie, z których utworów pochodzą. Jak zwykle, odpowiedzi znajdują się poniżej. Miłej zabawy!

A oto utwory, do których trzeba dopasować cytaty: A...B...C... Elizy Orzeszkowej, Akademia Pana Kleksa Jana Brzechwy, Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery, Emancypantki Bolesława Prusa, Ferdydurke Witolda Gombrowicza, Konopielka Edwarda Redlińskiego, Marcin Kozera Marii Dąbrowskiej, Panna Nikt Tomka Tryzny, Przygody Tomka Sawyera Marka Twaina, Sposób na Alcybiadesa Edmunda Niziurskiego, Stowarzyszenie Umarłych Poetów Nancy H. Kleinbaum, Syzyfowe prace Stefana Żeromskiego, Szatan z siódmej klasy Kornela Makuszyńskiego, Wspomnienia niebieskiego mundurka Wiktora Gomulickiego, Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela Henryka Sienkiewicza.
 Cytaty.
1.
(…) nasza Akademia mieści się w ogromnym parku, pełnym rozmaitych dołów, jarów i wąwozów, i otoczona jest wysokim murem. (…) Ale ten mur nie jest to mur byle jaki. Po tej stronie, która biegnie wzdłuż ulicy, jest zupełnie gładki i tylko pośrodku znajduje się duża oszklona brama. Natomiast w trzech pozostałych częściach muru mieszczą się długim nieprzerwanym szeregiem jedna obok drugiej żelazne furtki, pozamykane na małe srebrne kłódeczki. Wszystkie te furtki prowadzą do rozmaitych sąsiednich bajek (…)

2.
Nadciągnął grudzień. Króciutkie dnie i olbrzymie wieczory szły jeden po drugim, jeden po drugim. Dzieci uczyły się jasełek po odbyciu właściwej lekcji, a potem wracały do domu już koło dziewiątej wieczorem. Po prostu w nocy, bo przecież w grudniu koło dziewiątej to już głęboka noc, na dworze czarno jak w kominie, a w ich ubogiej dzielnicy bywało nawet już pusto.

3.
Miasteczko śpi jeszcze, nakryte mgłą, jak pierzyną. Godzina zaledwie siódma. W końcu października nie wszyscy o tej porze wstają do pracy, czynią to tylko ci, co muszą: rzemieślnicy, sługi, uczniowie. Głos dzwonka z trudnością przedziera się przez mgłę. Jednak dolatuje, gdzie trzeba. Świadczą o tym migające tu i ówdzie w oknach blade płomyki świec (…). [Dzieciaki] w tej chwili parzą sobie usta gorącą kawą, wpychają do tek książki, jabłka, kajety i obwarzanki, „przepowiadając jednocześnie na cały głos: katechizm, gramatykę polską, deklamację łacińską i geografię.

4.
W murowanej kaplicy Akademii Weltona - prywatnej szkoły położonej wśród dalekich wzgórz Vermontu - po obu stronach szerokiej nawy siedziało ponad trzystu chłopców ubranych w odświętne szkolne bluzy. Między nimi zasiedli ich pełni dumy rodzice.

5.
Zawsze roztargniony, nie znał dobrze dźwięcznych  nazwisk swoich  uczniów i  mieszał je, nigdy  nie  wiedząc, które  z  nich  do  której  należy  gęby.  Przy  egzaminowaniu  odczytywał  je  z  notesu. 

6.
Szkoła musi funkcjonować. Bez uczniów nie byłoby szkoły, a bez szkoły nie byłoby nauczycieli. Do szkoły! Do szkoły! Już tam w szkole zrobią z ciebie ucznia.

7.
Uczycielka wchodzi zapiece: znowuś w paltosiku z kapiszonem, kajet w ręku ma i obsadke: To co, panie Dunaj, ruszamy po chatach stódentów spisywać? Ty, Ziutek, też będziesz chodził do szkoły, mówi, głaskawszy chłopca po włosach. I wychodzo z chaty, Kuśtyk z nimi.

8.
Dom  szkolny  stał  z  dala  od  drogi;  poza  nim  ciągnął  się  ciemny  las  sosnowy  i strumień, do którego uczniowie i uczennice wstawiali rano butelki z mlekiem, aby pozostało do południa zimne i słodkie.

9.
Pomimo lat czterdziestu kilku była jeszcze piękną kobietą. Wzrostu więcej niż średniego, nieokazałej tuszy, ale i nieszczupła, miała czarne włosy nieco przyprószone siwizną, rysy wyraziste, płeć śniadą i prześliczne oczy. (…) Uczennice bały się jej, choć nigdy nie podnosiła głosu. Najmocniej rozbawiona klasa milkła od razu, jeżeli w sąsiedniej sali dzieci usłyszały w pewien charakterystyczny sposób otwierane drzwi i równy chód przełożonej.

10.
Izba była pełna. Na wszystkich ławkach siedzieli chłopcy i dziewczęta. Gromadka najpóźniej przybyłych, nie znalazłszy miejsca, stała pod oknem. Chłopcy siedzieli w sukmankach, w ojcowskich spancerach, nawet w matczynych lejbikach, niektórzy mieli szyje okręcone szalikami, a ręce w wełnianych rękawicach; dziewczęta miały na głowach zapaski i chuściny, jakby się znajdowały nie w dusznej izbie, lecz wśród zasp szczerego pola.

11.
-  Pokolenia  patrzą  na  was  z  obrzydzeniem...  -  słyszeliśmy  głos  Dyra.  -  Do  zagadek  stulecia będzie należał zdumiewający fakt, w jaki sposób w ogóle znaleźliście się w ósmej klasie...

12.
Chociaż uczyła dość znaczną liczbę drobnych dzieci, nie przestała przecież zajmować się pilnie małem gospodarstwem swojem i brata. Dlatego codziennie, raz albo i dwa razy na dzień, po prowizję i różne sprawunki wychodziła do miasta.
13.
Światło lampy, chociaż przyćmione, budziło mnie i nieraz o drugiej lub trzeciej po północy widziałem Michasia pracującego jeszcze. Mała i wątła jego postać, przybrana tylko w bieliznę, schylona była nad książką, a w ciszy nocnej senny i zmęczony głos powtarzał mechanicznie koniugacje łacińskie lub greckie z tą jednostajnością, z jaką w kościele powtarzają słowa litanii. Gdym zawołał na niego, by szedł spać, chłopiec odpowiadał mi: „Nie umiem jeszcze lekcji, panie Wawrzynkiewicz”.

14.
Gdy (…) dotarł wreszcie do małego, drewnianego, położonego na uboczu budynku szkolnego, wszedł do klasy szybkim krokiem, z miną człowieka, który bardzo się spieszył. Powiesił kapelusz na kołku i ruszył na swoje miejsce z pilnością wzorowego ucznia. Nauczyciel siedział na wyżynach swego tronu, w wielkim wyplatanym fotelu i drzemał, ukołysany sennym szmerem uczących się dzieci.

15.
Od dzisiaj będę uczęszczać do klasy Ósmej A. Jestem bardzo ciekawa nowych koleżanek i nowych kolegów. Jak chodziłam do szkoły w Krzeszowie, to nie miałam żadnej bliskiej koleżanki. Tylko raz miałam, w piątej klasie, ale ona wyjechała z rodzicami do Kanady i nigdy mi nie przysłała pocztówki, chociaż obiecała.

Odpowiedzi.
1. Akademia Pana Kleksa Jana Brzechwy. 2. Marcin Kozera Marii Dąbrowskiej. 3. Wspomnienia niebieskiego mundurka Wiktora Gomulickiego. 4. Stowarzyszenie Umarłych Poetów Nancy H. Kleinbaum. 5. Szatan z siódmej klasy Kornela Makuszyńskiego. 6. Ferdydurke Witolda Gombrowicza. 7. Konopielka Edwarda Redlińskiego. 8. Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. 9. Emancypantki Bolesława Prusa. 10. Syzyfowe prace Stefana Żeromskiego. 11. Sposób na Alcybiadesa Edmunda Niziurskiego. 12. A...B...C... Elizy Orzeszkowej. 13. Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela Henryka Sienkiewicza. 14. Przygody Tomka Sawyera Marka Twaina. 15. Panna Nikt Tomka Tryzny.

piątek, 30 sierpnia 2019

Książki (nie)zapomniane - Tragedia w trzech aktach

Napisany trzydzieści lat po zakończeniu II wojny światowej, ale odtwarza grozę tamtych dni z taką wiernością, jakby był dziennikiem spisywanym na bieżąco. Pod wpływem makabry, która trwa. Dzieli się na trzy części. Budowałam barykadę ANNY ŚWIRSZCZYŃSKIEJ (1909-1984). Tomik wierszy. Poetycki obraz Apokalipsy, czyli powstania warszawskiego.

Nocą
staliśmy razem na warcie,
nakazaliśmy sercom, żeby nie biły.
Żebyśmy mogli słyszeć,
jak w ciemności
biją serca wrogów.

(Nocą na warcie)

Jest tu cała otchłań cierpienia. Dzień po dniu. W migawkach, zbliżeniach, ale także w uogólnieniu. Są naloty, schrony, płonące i walące się domy, barykady, gruzy, duszne szpitale, w których ciągle za mało lekarstw i miejsca. Są ludzie - żołnierze, harcerze, sanitariuszki, łączniczki, sąsiedzi. Także zwierzęta. Przerażone i bezbronne jak ludzie. Ginące jak oni. Jest codzienność - budowanie ulicznych umocnień, jedzenie surowej kaszy, walka o żywność. I strach. Dziecko boi się odgłosu butów niemieckiego oficera. Przedwojenny prymus, który teraz musi strzelać, a tego w szkole nie uczyli. Dowódca, pijący przed akcjami i po nich. Także cicha nadzieja, że może inne kraje pomogą. Wreszcie - agonia nadziei.

Po pijanemu
wlazł na barykadę pod ostrzałem (...)
Trafili go (...)
Powiedzieli matce:
zginął jak bohater.

(Po pijanemu)


Kilka obrazów z walczącej i ginącej stolicy. Oto jakiś człowiek, który po nalocie zauważył, że pocisk wybił szybę sklepu z futrami. Zakrada się do opustoszałego budynku, by wynieść parę z nich. Przydadzą się na zimę. Jeśli jej doczeka... Następny pocisk zabija go, niosącego na plecach kilka płaszczy.

... Matka wędruje piwnicami przez cały dzień na drugi koniec miasta, by przynieść dziecku dwie łyżki mleka. Zdobywa je. Dziecko żyje godzinę dłużej niż ona.

... Szpital. Na dwóch szpitalnych łóżkach konają obok siebie mąż i żona. Czy w agonii dociera do nich myśl, że do końca są bardzo blisko siebie?

... Na innym łóżku umiera harcerka, która nigdy nie była na zabawie i głośno marzyła, by ją po śmierci ubrano w sukienkę z koronką. Koleżanki zrobiły to dla niej.

... Po nalocie słychać spod ziemi przeraźliwe krzyki. Ludzie podbiegają, gorączkowo odkopują jęczących pod trzema zwalonymi piętrami. Jak na trzecim kręgu dantejskiego piekła. Jeszcze nie zdążyli. Zaczął się drugi nalot. I już nikogo nie słychać.

... W zasypanej piwnicy umierają zakochani. Dzielą sie ostatnim łykiem powietrza i ostatnim uderzeniem serca. Jak ci mężni z wiersza Zbigniewa Herberta.

Konała w piwnicy
na workach z węglem (...)
Syn zapomniał o matce,
syn czyścił automat.
Liczył naboje
przed walką.

(Zapomniał o matce)


... Niemiecki żołnierz. On też się boi wojny. W domu zostawił dzieci.

... Kobieta prosi inną kobietę, niosącą dwa ziemniaki, by je sprzedała dla jej głodnych dzieci. Tamta odmawia, bo ma w domu głodną matkę.

... Kanały. Sanitariuszka przez dziesięć godzin niesie na plecach rannego porucznika. Gdy ostatkiem sił dociera do wylotu, okazuje się, że niosła zmarłego.

... Stary człowiek wynosi z domu książki. Chce je ocalić. Podchodzi oficer. Kopie go i wytrąca mu książki. Mądrość pokoleń leży na ulicy.

... Żołnierze powstania idą do niewoli. Najmłodszy ma dziesięć lat....

W kałuży błota i krwi (...)
leży spalony po brzegach
strzęp miłosnego listu:
"Jestem taka szczęśliwa".

(Martwa natura)

Świrszczyńska Anna, Budowałam barykadę, Warszawa 1974 (sygnatura: 61110).
Świrszczyńska Anna, Budowałam barykadę = Building the barricade, Warszawa 1979 (sygnatura: 88833).
Świrszczyńska Anna, Budowałam barykadę, Kraków, Wrocław 1984 (sygnatury: 106119, 106628).

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Leonardo

Malarz. Rzeźbiarz. Architekt. Filozof. Pisarz. Muzyk. Matematyk. Hydrolog. Mechanik. Anatom. Geolog. Odkrywca. Wynalazca. I geniusz. Po prostu: Leonardo da Vinci (1452-1519). W bieżącym roku przypada 500. rocznica jego śmierci. Oto kilka pozycji z naszych zbiorów, które warto poznać.

Leonarda da Vinci "Traktat o malarstwie", [tł. z włos. Maria Rzepińska], Wrocław [i in.] 1984. ISBN 83-04-01385-1 (sygnatura: cz K XXIX-2/25 b)

Autentyczne dzieło Mistrza. Zbiór notatek o malarstwie, które po raz pierwszy wydano – choć w okrojonej formie – w 1651 roku.
Fabiani Bożena, Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi, wyd. 1 (4 dodruk), Warszawa 2011. ISBN 978-83-01-16398-3 (sygnatura: 167937)

Tej autorki przedstawiać nie trzeba. Pisze wyśmienicie. Geniuszowi z Vinci poświęciła trzy gawędy. Pierwsza ogólnie prezentuje jego osobę i dzieło. W kolejnych - Monę Lisę i Damę z gronostajem.
Aneta Grodecka, Poeci patrzą... Obrazy, wiersze, komentarze, Warszawa 2008. ISBN 978-83-89315-92-2 (sygnatury: 177147, cz XX-4/3 b)

Bardzo wartościowa pozycja poświęcona ekfrazom. Najsłynniejsi twórcy. Wielkie obrazy. I wiersze. Nawiązania do Leonarda mamy tu dwa, czyli Monę Lizę Jana Kasprowicza i Monę Lizę Zbigniewa Herberta.
Łysiak Waldemar, Wyspy zaczarowane, wyd. 3, 1986 ISBN 83-03-01416-1 (sygnatury: 118483-6)

Zbiór esejów o kulturze włoskiej. Nie tylko o malarstwie. Któż jednak – myśląc o Italii – nie wspomni o renesansowym Mistrzu? Rozdział Nóż Leonarda jest mu poświęcony.
źródło
Nicholl Charles, Leonardo da Vinci. Lot wyobraźni, przeł. Małgorzata i Andrzej Grabowscy, 2006. ISBN 83-7414-220-0 , ISBN 978-83-7414-220-5 (sygnatura: 175725)

Współczesne spojrzenie na geniusz Leonarda. Autor rozważa jego olśniewające dokonania naukowe i artystyczne nie pomijając historycznego, kulturalnego i obyczajowego kontekstu, w którym powstawały. Akcentuje rozległość zainteresowań. Szczegółowo interpretuje wybrane dzieła.
źródło
Mikulski Kazimierz, Inżynier renesansu. 500 rocznica śmierci Leonarda da Vinci, „Fizyka w Szkole z Astronomią” 2019, nr 1, s. 40-44 (Czytelnia)

Leonardo był opisywany jako archetyp „człowieka renesansu”, którego, wydawałoby się, niespożytej ciekawości dorównywała tylko siła jego kreatywności. Uważa się go za jednego z największych malarzy wszech czasów i najprawdopodobniej najwszechstronniej utalentowaną osobę w historii.
Leonardo da Vinci. Pasjonujące życie geniusza (DVD). Film włoski. Reż. Renato Castellani. 2 płyty. Czas trwania 270 minut. Polski lektor i napisy (sygnatura: DVD 2073)

Z okładki: Film ukazuje fascynujące fakty z biografii Leonarda da Vinci. Losy genialnego twórcy Renato Casttelani przedstawia w kontekście wydarzeń społeczno-politycznych.
Tajemnice Leonarda da Vinci (BBC, DVD). Na okładce: Opowieść o człowieku, który chciał wiedzieć wszystko. Prod. Wielka Brytania, 2003. 100 minut. Język angielski i polski. Napisy polskie (sygnatura: DVD 2048)

Z okładki: Leonardo da Vinci był jedną z najwybitniejszych postaci Renesansu. Mimo to wiemy o nim bardzo niewiele, a o jego życiu krąży wiele legend... Leonardo artysta pozostawił nam „Monę Lisę” oraz „Ostatnią Wieczerzę”, jako naukowiec przeprowadzał sekcje zwłok i badał skamieliny, w roli inżyniera budował katedrę i zawracał bieg rzek. Podążmy (…) śladami Leonarda, odwiedzając malownicze miejsca Włoch: Florencję, Wenecję, Mediolan i Rzym. Wirtualna rzeczywistość pozwoli nam dosłownie zajrzeć w głąb jego malarskich dzieł, poznamy również sekrety jego umiejętności, a z pomocą inżynierów NASA skonstruujemy (…) robota, zaprojektowanego przez mistrza 500 lat temu…
źródło
 Ps. Więcej pozycji z naszych zbiorów - TUTAJ.