poniedziałek, 21 maja 2018

"Coś do jedzenia, czyli ziemniaki i węgiel". Humor ze szkolnych wypracowań (5)

Pomysłowość uczniów jest przeogromna. Oto autentyczne cytaty z prac pisemnych:

Makbet wiedział, że nie zostanie zabity przez człowieka, który się narodził śmiercią naturalną.

Jagna była jak ziemia. Miała wielu dzierżawców, a żadnego właściciela.
Skawiński aż do rana zagłębiał się w Panu Tadeuszu.

Żyją w małżeństwie i są w pożyciu własnym.

W XIX wieku wyodrębniła się kobieta rodem z salonu.
W oglądanym filmie „Quo vadis” widać niezłą grę Deląga i Lindy; mniej udany występ zaliczył cesarz Rzymu (nie pamiętam nazwiska).

Przez biedę dzieci nie miały co jeść, spały na podłodze, nie miały ciepło, a akcja rozgrywała się w czasie zimy.

Zenon zdradzał Elżbietę i prawą rękę swojej matki.

Spotkanie to nastąpiło pod gmachem jednego z budynków.

W „Weselu” tytułowa Chochoła miała połączyć inteligencję z chłopstwem, ale to nie wyszło do końca.


Mieszkania mniej sytuowane były w piwnicy.

Żona Jacka Soplicy zmarła wcześnie, bo nie zaznała ciepłoty męża.

Zaraz poszedł kupić coś do jedzenia, czyli ziemniaki i węgiel.

Akcja noweli dzieje się w Warszawie, która była wtedy nazywana Gdańskiem.

Zamiast statusu społecznego, Justyna wybrała życie z Janem.

Stara szkapa dawała chleb całej rodzinie.

Roland zawył w róg – to był znak, że już poległ.

Pędzel wskazuje, że jest postacią artystyczną.

Dobytkiem Rzeckiego były gitara i pies.

Artyści sięgali do symboli, a w modernizmie robili to znacznie często.

Śmierć ukazana jest w postaci zwłok.


Jagnię nie może znieść, że jest w takim położeniu łańcucha pokarmowego, które jest bezbronne wobec wrogów.

Ordon postanawia wysadzić redutę i dzięki temu ginie.

W dzień wyścigów Stanisław chciał odwiedzić swego konia; przy okazji poznał też dżokeja.


Wynotowane z archiwalnych numerów miesięcznika "Wszystko dla Szkoły".
źródło
 

piątek, 18 maja 2018

Urok przedwojennych reklam

Niektórych denerwują, a niektórych śmieszą. Jeszcze innych inspirują. Jednak we współczesnym świecie uniknąć ich nie sposób. Reklamy. Mają swoje święta, czyli festiwale. Do najważniejszych międzynarodowych festiwali zalicza się: Międzynarodowy Festiwal Kreatywności „Cannes Lions” (od 1954 r., a od 1984 r. na stałe w Cannes, Francja), Effie Awards (od 1968 r., Nowy Jork, Stany Zjednoczone; w Polsce od 1999 r.), Golden Drum Advertising Festival of New Europe (od 2006 r. w Portoroż, Słowenia) i CLIO Awards (od 1959 r.). Najważniejsze polskie festiwale to: Festiwal Złote Orły (od 1998 r.), Polski Festiwal Reklamy KTR (od 2004 r.) i wspomniany wyżej Effie Awards.

Przygotowując się do tegorocznych centralnych obchodów jubileuszu dziewięćdziesięciolecia istnienia naszej biblioteki przeszukujemy niektóre dawne zbiory. Niektóre przedstawimy na blogu w listopadzie, bo wówczas przypadnie okrągła rocznica powstania placówki, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy czciły ten fakt przez cały rok. Dlatego dzisiaj pokażemy kilka reklam zamieszczonych w zbiorach.

Najpierw – przedwojenne reklamy artykułów dla dzieci i młodzieży szkolnej. Na przykład gumki „Myszki” (była taka również w latach powojennych, sama jej używałam pisze p. Basia, chociaż nie jestem pewna, czy tamta nie gumowała staranniej):

i ołówków „Lechistanu”:

A oto reklamy odzieży. Najpierw „Pierwsza Chrześcijańska Wytwórnia Ubiorów Uczniowskich i Dziecinnych Romana Leo”:

oraz pracownia M. Albertiego:

Wreszcie sklep "Urania" i biurka, które „przeciwdziałają krzywieniu się kręgosłupa”:

Zmieniamy dziedzinę. Oto reklama austro-węgierskiej „fabryki tutek cygaretowych” Rudolfa Herliczki:

usług Zygmunta Wasilkowskiego – „przedsiębiorcy robót asfaltowych”:

i „fabryki wyrobów betonowych” M. Zieleniewskiego:

Na zakończenie dzisiejszego przeglądu dwie reklamy uliczne. Przedwojenna - firmy „Haberbusch i Schiele”, wykonana według projektu inż. Pinesa z rurek Philipsa, umieszczona na narożniku ul. Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich w Warszawie. W tle widoczna także reklama wódek Baczewskiego:

oraz PRL-owska (z 1984 r.) reklama PKO:

Nie zamykamy tematu. Reklama jest wdzięcznym zagadnieniem (szczególnie dawna!), zatem może pozwolimy sobie kiedyś do niej wrócić i zaprezentować kolejne przykłady.

Wykorzystano reklamy z:
Kochanowska Maria (wybór), Płomykowe kroniki, lata 1922-1939, Warszawa 1984 (sygnatura: 106906)
Reklamy w dawnej Warszawie, „Spotkania z Zabytkami” 2000, nr 9, s. 32-34 (sygnatura: BS 11511/00/XXIV)

poniedziałek, 14 maja 2018

Torty, mazurki, pierniczki, kocie języczki. Smaki swojskie i egzotyczne

18 maja, w piątek, przypadnie Światowy Dzień Pieczenia, mający na celu „zachęcenie ludzi do własnoręcznych wypieków”. Na ten dzień planujemy inny materiał, więc już dziś podzielimy się wiedzą wyniesioną z dostępnych u nas książek kulinarnych. Mamy ich sporo i zapewne jeszcze kiedyś wrócimy do tematu (który już podjęłyśmy TUTAJ, a o literackich kulinariach - TUTAJ i TUTAJ). Jeśli ktoś dba o sylwetkę, może jeść wirtualnie, tzn. patrząc na przepisy (ktoś mnie kiedyś przekonywał, że to bezpieczniejsze niż patrzenie na zapełnione sklepowe gabloty). Zatem - tak czy owak - smacznego!
źródło
Zacznijmy od czegoś trudnego, czyli od tortów (w nawiasie podajemy numer pozycji bibliograficznej i strony).

Dziad [I, s. 128-129]
25 dag mąki, 20 dag cukru, 20 dag masła, 5 jaj, 1 paczka proszku do pieczenia, 20 dag bakalii (figi, rodzynki, migdały, orzechy), cukier puder do posypywania.

Bakalie pokrajać w grubą kostkę. Jaja ubić z cukrem, dodać mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia, sklarowane masło, bakalie, po czym wymieszać, włożyć do tortownicy i piec 45 min. Po ostygnięciu posypywać cukrem pudrem lub polać dowolną polewą i poszatkowanymi migdałami.

Tort Sachera 1 [II, s. 14]
150 g czekolady lub 100 g kakao, 30 g cukru pudru, 2 łyżki gęstej słodkiej śmietanki, 150 g masła, 150 g cukru, 150 g mąki, 6 jajek, 150 g marmolady morelowej. Polewa: 200 g cukru pudru, kopiasta łyżka masła, 50 g kakao, 3 łyżki mleka.

Utrzeć na pianę masło z cukrem pudrem i w dalszym ciągu ucierając dodawać pojedyncze żółtka, roztopioną i ostudzoną czekoladę, a na końcu sztywną pianę z białek i przesianą mąkę. Lekko wymieszać. Nałożyć masę do tortownicy wysmarowanej masłem i posypanej mąką. Piec 1 godz. w średnio nagrzanym piekarniku. Kakao rozprowadzić w gorącym mleku, ucierając - dodawać cukier i masło. Po ostygnięciu wyjąć tort z formy, obciąć boki, posmarować na wierzchu rozgrzaną marmoladą morelową i polać gorącą polewą czekoladową. Boki tortu wygładzić nożem moczonym w gotującej się wodzie.
źródło
A może mazurek? Oto on!

Mazurek szwajcarski [III, s. 142-3]
8 dag mąki pszennej, 8 dag mąki ziemniaczanej, 25 dag masła, 25 dag cukru, 8 jaj, skórka z 2 cytryn, 10 dag konfitury z wiśni lub truskawek.

Masło z cukrem utrzeć na jednolitą masę. Mieszając, dodawać stopniowo żółtka, skórkę z 2 cytryn i mąkę pszenną wymieszaną z ziemniaczaną. Po dokładnym wymieszaniu dodać pianę ubitą z białek. Ponownie ostrożnie wymieszać, przełożyć do blachy wyłożonej papierem posmarowanym masłem. Warstwa ciasta powinna mieć grubość ok. 2 cm. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec w temperaturze 170 °C przez ok. 35 min. Po ostudzeniu wyjąć z blachy, odłączyć papier, przybrać konfiturami. Podawać z bitą śmietaną.
źródło
Placek (nie ziemniaczany)? Proszę bardzo!

Placek brazylijski [I, s. 84]

1/2 kg mąki, 35 dag cukru, 25 dag masła, 4 jaja, pół szklanki śmietany, 1 paczka proszku do pieczenia, 1 paczka cukru waniliowego, 3 łyżki kakao.

Rozgrzać masło do gęstości śmietany, dodać 25 dag cukru, żółtka, cukier waniliowy, mąkę ziemniaczaną z proszkiem do pieczenia i wyrobić. Ubić pianę i dodać do ciasta lekko mieszając. Ciasto podzielić na 2 połowy. Jedną część wymieszać z kakao. Kłaść na przemian warstwami do natłuszczonej formy. Piec 1 do 1 i 1/2 godz. w średnio nagrzanym piekarniku. Polukrować jasną polewą (z cukru i wody) o dowolnym zapachu.

Może pierniczki? Te mają bardzo wdzięczną nazwę!

Całuski [I, s. 125]
30 dag mąki, 15 dag miodu, 15 dag cukru, 1 kopiasta łyżka masła, 1 jajo, 1/2 dag sody oczyszczonej, 1 łyżeczka utartych korzeni (goździki, cynamon, skórka cytrynowa, pomarańczowa) lub 1 torebka przypraw do pierników.

Miód zagotować i wlać do mąki, wsypać cukier, korzenie, sodę, masło i wbić jajo. Zagnieść ciasto, wyrabiać dość długo i energicznie. Rozwałkować cienko, wycinać foremką lub kieliszkiem małe kółeczka, smarować rozmąconym jajem. Piec 15-20 min. w gorącym piekarniku. Powinny uróść potrójnie. Można je polukrować.
źródło

Jeszcze inne ciasto (o zabawnej nazwie), czyli:

Kocie języczki (loczki) [I, s. 193-4]
5 łyżek mąki, 10 dag cukru pudru, 12 i 1/2 dag masła, 1 jajo, 1 żółtko.

Masło utrzeć do białości, dodać całe jajo, żółtko, cukier puder i mąkę. Wyrabiać ciasto, po czym za pomocą łyżeczki formować długie, płaskie paluszki i układać je na blasze wysmarowanej masłem i posypanej mąką. Piec w średnio nagrzanym piekarniku. Gdy się zrumienią, podważyć nożem i - póki gorące - owijać spiralnie na okrągłym wałeczku, by się skręciły.

Wreszcie dwa egzotyczne przepisy:

Dżamilah (placek z daktyli, z Krajów Maghrebu) [II, s. 202]
250 g daktyli, 120 g migdałów, 150 g cukru, 50 g masła, 4 jajka, 2 łyżki mąki ziemniaczanej.

Żółtka utrzeć z cukrem i - dodając masło - ucierać na puszystą masę. Dodać pozbawione pestek i cienko posiekane daktyle, sparzone, obrane i zmielone migdały, a na końcu pianę z białek, wymieszaną z mąką ziemniaczaną. Delikatnie wymieszać. Nałożyć do natłuszczonej tortownicy (20 cm średnicy) i piec 30 min. w gorącym piekarniku.
źródło
Ciasteczka chińskie [I, s. 193]
25 dag mąki ryżowej, 10 dag cukru pudru, 15 dag masła, 1 olejek migdałowy, 1 łyżka migdałów lub orzechów.

Wyrobić ciasto z mąki ryżowej, cukru pudru i masła. Dodać olejek. Posiekać migdały lub orzechy. Utoczyć z ciasta drobne kulki, włożyć do każdej kawałek migdała i upiec na złoty kolor.
źródło
Bibliografia
[I] Czernikowski Jan, Ciasta, ciastka, ciasteczka. Wypiek domowy, wyd. 12, Warszawa 1987. ISBN 83-225-0179-X (sygn. 120072)
[II] Halbański Maciej Erwin, Potrawy z różnych stron świata, wyd. 4, Warszawa 1984. ISBN 83-225-0136-6 (sygn. 108291)
[III] Lipińska Helena, Woźniakowski Andrzej, Ciasta słodkie i wytrawne, wyd. 2, Warszawa 1987. ISBN 83-209-0422-6 (sygn. 120677-8)

piątek, 11 maja 2018

Książki (nie)zapomniane - Zwyczajne dni i noce na tle niespokojnych stuleci

Czy wiesz, że 15 maja przypada – ustanowiony przez ONZ w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku - Międzynarodowy Dzień Rodzin? Dlatego w tym miesiącu przypominamy gatunek literacki, w którym rodzina (ród) jest głównym "bohaterem". Powieść-rzeka (roman fleuve), czasem nazywana sagą, ukazuje dzieje rodziny na przestrzeni wielu lat, na tle znaczących wydarzeń historycznych. W tym jest podobna do eposu. Reprezentantami gatunku są np. Saga rodu Palliserów Anthony'ego Trollope'a, a w Polsce - Noce i dnie Marii Dąbrowskiej. Tej pierwszej nie mamy w zbiorach, drugą - tak. Poniżej wymieniamy jeszcze kilka, które można u nas wypożyczyć.

Rodzina Whiteoaków MAZO DE LA ROCHE'A (1879-1961). Zaznaczamy: nie posiadamy całości, a jedynie tom 1. Dzieje osadników - pionierów w Kanadzie. 16 tomów obejmujących 100 lat! Rozpoczyna je budowa Jalny - posiadłości, w której przemijać będą dni i noce bohaterów. Powieść została przeniesiona na ekran (serial) i była jednym z „hitów” telewizyjnych mojego dzieciństwa (pisze p. Basia).

Tł. Julia Rylska. Sygn. 129321/1.

Saga rodu Forsyte'ów JOHNA GALSWORTHY'EGO (1867-1933). Losy burżuazyjnej rodziny angielskiej od drugiej połowy XIX do lat 20. XX stulecia. Barwny, wielowymiarowy obraz epoki wiktoriańskiej. Sprawy duże przeplatają się z małymi. Wielkie wydarzenia historyczne (np. wojna światowa) i losy jednostek. Miłości, miłostki i romanse. Jak uczucie Jolyona opuszczającego rodzinę, by żyć u boku byłej guwernantki jego córki. Jak poszukiwania żony przez jego kuzyna, Soamesa. To jest dopiero początek…

Książki z cyklu: tł. Stella Landy, Maria Godlewska (sygn. 68562/1-3); Róża Centnerszwerowa, Jerzy Bohdan Rychliński, Józef Birkenmajer (122192/1-3); Tadeusz Jakubowicz (127186); Zofia Lasocka, Krystyna Czerwijowska, Tadeusz Jakubowicz, Wanda Kragen (127187/1-3); oprac. Ida Godziszewska-Pac, Jerzy Godziszewski (125059).

Korzenie ALEXA HALEY'A (1921-1992). Bardziej znane dzięki ekranizacjom. Pierwsza była przebojem telewizyjnym lat 80. w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstała. Pamiętam! Genealogia rodu autora, wywiedziona od schwytanego przez handlarzy niewolników na terenie obecnej Gambii przodka – piętnastoletniego Kunty Kintego z plemienia Mandinka – aż po XX wiek. Losy chłopaka, nazwanego w Nowym Świecie – Tobi, jego małżeństwo oraz dzieje kolejnego pokolenia, po prawnuka – Alexa.

Tł. Blanka Kluczborska. Sygn. 124167.

Rodzina Boussardelów PHILIPPE’A HÉRIATA (właśc. Raymonda Payelle’a, 1898-1971). Historia rodu założonego przez Floriana Boussardela, agenta giełdowego, w Paryżu na początku XIX wieku. Losy jego synów – bliźniaków, których narodzenie słaba matka przypłaciła życiem oraz ich dzieci, rzucone na historyczne tło niespokojnego stulecia. Bohaterowie zaznaczają swój udział m.in. w rewolucji lipcowej, Wiośnie Ludów i wojnie francusko-pruskiej. W późniejszych książkach autora, które można czytać jako zamknięte całości (Wybrańcy losu, Złote kraty), dopowiedziane są ich dzieje, doprowadzone do połowy XX wieku. Wszystkie zostały przed laty sfilmowane. Serial był emitowany także w naszej telewizji.

Tł. Jadwiga Dmochowska. Sygn. BS 35126.


Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny  THOMASA MANNA (1875-1955). Historia czterech pokoleń kupieckiej rodziny z Lubeki w XIX wieku. Rozpoczyna ją nabycie pięknego domu, a kończy (pod)tytułowy upadek firmy i rozpad więzi międzyludzkich. Konflikty wewnątrz rodu, "walki" staczane o niezależność i prawo do realizowania marzeń oraz utrudniające (lub uniemożliwiające) je uwikłanie w sieć obyczajowych konwenansów - to zasadnicza treść, w której tle brzmi ukochana przez autora (i szczególnie przez jednego z bohaterów powieści) muzyka.

Tł. Ewa Librowiczowa. Sygn. BS 6027/1-2, 51270/1-2, 51272/1-2, 100064/2, 126390/1-2.

Rodzina Thibault ROGERA MARTINA DU GARDA (1881-1958).

Paryż na początku XX wieku. Losy mieszczanina, Oskara Thibault, i jego dwóch synów - Antoniego (lekarza) i zbuntowanego, delikatnego Jakuba, którego poznajemy jako ucznia, później wychowanka zakładu poprawczego, wreszcie młodzieńca definitywnie opuszczającego rodzinę, by przyłączyć się do działaczy międzynarodowego ruchu robotniczego. Los doprowadzi braci - już po śmierci ojca - na pola bitewne I wojny światowej...

Tł. Kalina Wojciechowska, Halina Gądkowa, Paweł Hulka-Laskowski. Sygn. 121735/1-4.

Jan Krzysztof ROMAINA ROLLANDA (1866-1944). Dzieje wiedeńskiego bibosza i utracjusza, Melchiora Kraffta, oraz jego żony i trójki dzieci, wśród których jest wybitnie uzdolniony Jan Krzysztof, późniejszy kompozytor. Losy tego ostatniego znajdują się w powieści na pierwszym planie. Jego praca (od wczesnych lat), by zarobić na utrzymanie matki i rodzeństwa, częste związki z kobietami, ale przede wszystkim – muzyka. Brak natomiast… podstawowego wyróżnika roman fleuve, czyli dziejów kilku pokoleń. Mimo to – poprzez wnikliwe zobrazowanie społeczeństwa – powieść w pełni mieści się w ramach gatunku.

Tł. Leopold Staff. Sygn. 123357/1-4.

Ps. Przy niektórych tytułach wspomniałam ich filmowe adaptacje, ale wszystkie zostały przeniesione na ekran (i wszystkie widziałam!). Ten literacki gatunek wygląda na ekranie bardzo malowniczo. Polecam!

środa, 9 maja 2018

Kącik Maturzysty: 79. Ćwiczenia

Dziś jeszcze kilka ćwiczeń. Odpowiedzi - jak zwykle - w tym samym odcinku (w drugiej części tekstu). 

Uwaga! Mamy Rok Herbertowski. Tematy (niektórych egzaminów pisemnych i ustnych) z lat 90. XX w., związane z twórczością Z. Herberta, z nadzieją, ze może niektóre się powtórzą – zaprezentowałam TUTAJ.
źródło
Pytania.
Ćwiczenie 1.

Wytłumacz terminy: polisyndeton (i asyndeton), hamartia, topos.

Ćwiczenie 2.
We fragmencie Kazań gnieźnieńskich (XV w.) podkreśl formy czasu zaprzeszłego.
Podpowiedź! Te formy składały się pierwotnie z imiesłowu czynnego przeszłego i z form złożonych czasu przeszłego czasownika posiłkowego być.

(...) gdy synowie izraelscy sąć oni z Egiptu byli wyszli, a gdy więc oni są byli do morza przyszli, tedy więc morze jest się ono było na obie strony rozstąpiło.

Ćwiczenie 3.
Przedstaw sposoby bogacenia słownictwa na wybranych przez siebie przykładach.

Ćwiczenie 4.
Jakie są składniki znaczenia wyrazu? Omów na wybranych przykładach.

Ćwiczenie 5.
Wyjaśnij mechanizm powstawania błędów językowych.

Ćwiczenie 6.
Omów podobieństwa i różnice między językiem a innymi konwencjonalnymi systemami komunikacji (na wybranym przykładzie).

Ćwiczenie 7.
Zdefiniuj terminy: hiperonim i hiponim. Z podanych wyrazów utwórz trzy zestawy hiperonimów z hiponimami: rodzic, teściowa, matka chrzestna, ojciec samotny, macocha, ojciec, matka zastępcza, ojciec biologiczny, matka, ojczym.

Ćwiczenie 8.
Podaj definicje i przykłady perswazji oraz manipulacji językowej - z literatury i (lub) własnego doświadczenia.

Ćwiczenie 9.
Zdefiniuj pojęcie motyw wędrowny i znajdź motywy wędrowne buntu, wędrówki, winy i odpowiedzialności w następujących tekstach kultury: historia Kaina i Abla (z Księgi Rodzaju), mit o Syzyfie, Sonety krymskie Adama Mickiewicza, Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego, Mały Książę Antoine'a de Saint-Exupéry'ego.
źródło
Odpowiedzi.
Ćwiczenie 1.
Polisyndeton - figura retoryczna; konstrukcja składniowa zbudowana z szeregu współrzędnych członów połączonych jednakowym spójnikiem, np. I głód, i bezsen, i proch, i błota, i lasy (Mikołaj Sęp-Szarzyński, Pieśń VII. Stefanowi Batoremu, królowi polskiemu). Asyndeton - konstrukcja zbudowana z szeregu współrzędnych członów zestawionych bezspójnikowo, np. gdyby poeta napisał: głód, bezsen, proch, błota, lasy.
Hamartia - wina tragiczna; błędne rozpoznanie i fałszywa ocena własnej sytuacji przez bohatera antycznej tragedii, który - nieświadom sytuacji, w której się znalazł - popełnia czyny prowadzące do dalszego zawikłania jego losu i końcowej katastrofy, np. Król Edyp Sofoklesa.
Topos - stały w kulturze europejskiej obraz i motyw, będący świadectwem ciągłości tradycji oraz uzewnętrznieniem archetypicznych wzorców w niej utrwalonych (archetyp - wspólny wszystkim ludziom, prastary wzorzec, wchodzący w obręb zbiorowej nieświadomości, istniejący odwiecznie w ludzkim umyśle, określający wyobrażenia o świecie, przeżycia religijne i zachowania).
źródło
Ćwiczenie 2.
 (...) gdy synowie izraelscy sąć oni z Egiptu byli wyszli, a gdy więc oni są byli do morza przyszli, tedy więc morze jest się ono było na obie strony rozstąpiło.
źródło
Ćwiczenie 3.
Wzbogacanie słownictwa odbywa się poprzez:
1/ Tworzenie wyrazów pochodnych (derywację) od wyrazów już istniejących w języku. Odbywa się to za pomocą formantów, np.:
- łącząc czasowniki z różnymi przedrostkami otrzymujemy nowe czasowniki wyrażające trochę inną treść, np. mówić, od-mówić, prze-mówić, w-mówić, za-mówić itp.,
- dodając odpowiednie formanty tworzymy specyficzne treści, np. poprzedzając wyraz formantem prze- wyrażamy spotęgowaną cechę wyrazu podstawowego: prze-ogromny, prze-piękny, prze-różny; dodając różne przedrostki i przyrostki do przymiotników - tworzymy nowe czasowniki (u-możliw-ić), a od rzeczowników - czasowniki (wy-korzen-ić) itp.
2/ Nadawanie istniejącym wyrazom nowych, przenośnych znaczeń, np. bieg (pociągu, piłki, myśli, czasu).
3/ Zapożyczenia z innych języków (zob. TUTAJ).
4/ Tworzenie wyrazów złożonych i skrótowców (zob. TUTAJ).
5/ Tworzenie neologizmów i neosemantyzmów (zob. TUTAJ).
źródło
Ćwiczenie 4.
Wyrazy - znaki, z których pomocą nazywamy przedmioty, czynności, właściwości i stosunki. Można wymyślić jakieś zdanie, by to zobrazować, np. W domu postawiono we wnęce nową kanapę. Analizie poddamy wyrazy wchodzące w jego skład. Postawiono - oznacza czynność, kanapa - przedmiot, nowa - właściwość, w, we - stosunki między przedmiotami (wnętrze). Wnęka też może uchodzić za "przedmiot" (pomieszczenie). Ponadto trzeba pamiętać o treści i zakresie wyrazu (por. TUTAJ).
źródło
Ćwiczenie 5.
To zagadnienie bardzo szczegółowo omówiłam TUTAJ. Możemy też spodziewać się tekstu, w którym będziemy musieli wskazać błędy i określić ich rodzaje.
źródło
Ćwiczenie 6.
Należy zacząć od wyjaśnienia konwencjonalności (umowności) znaków językowych i wybrania przykładu, z którym będziemy go zestawiać, np. systemu znaków drogowych. Tu od razu dostrzeżemy różnicę: umowność znaków drogowych wynika ze społecznej umowy, zaś języka - jest konsekwencją wielowiekowego, często żywiołowego rozwoju. Dlatego język jest kodem naturalnym, a znaki drogowe - kodem sztucznym. Inne cechy:
- Język - to system otwarty (powstają nowe jednostki), znaki drogowe - zamknięty (jest liczbowo ściśle określony).
- Znaki języka - w przeciwieństwie do znaków konwencjonalnych - mają motywację wewnątrzsystemową, tzn. są zrozumiałe w ścisłym połączeniu z określonymi innymi znakami (np. rybołówstwo - z rybą czy rybakiem, a nie np. z... piekarzem).
- Znaki języka - w przeciwieństwie do znaków konwencjonalnych - są wielofunkcyjne (np. babka = babcia, rodzaj rośliny, rodzaj ciasta, [ładna] kobieta itp.).
- Znaki języka - w przeciwieństwie do znaków konwencjonalnych - są też wspólnofunkcyjne (np. nie ma dwóch różnych znaków drogowych oznaczających to samo, zaś w języku - tak, np. ojciec, tata, papcio, tatuś). Ta cecha języka pozwala na wyrażenie w nim różnych odcieni znaczeniowych (np. są różnice między zadymką, śnieżycą, zamiecią, zawieją, kurzawą).
- Język posiada systemy łączenia znaków podstawowych (wyrazów) czyli gramatykę, a kody sztuczne są tylko zbiorem samych znaków.
źródło
Ćwiczenie 7.
Hipernonim - wyraz mający zakres znaczeniowo większy od zakresu znaczeniowego hiponimów.

Rodzic - matka, ojciec.
Matka - matka zastępcza, matka chrzestna, macocha, teściowa.
Ojciec - ojciec biologiczny, ojciec samotny, ojczym.

źródło
Ćwiczenie 8.
Perswazja językowa - wypowiedź mająca na celu wpłynięcie na poglądy, przekonania, działania, zachowania i normy etyczne odbiorców, do których jest adresowana. Charakterystyczne dla niej sformułowania, to: trzeba, należy, powinno się. Najczęściej pojawia się w tekstach propagandowych, reklamowych, publicystycznych. Jest obecna w kampaniach politycznych i społecznych. Nie zawsze jest uczciwa. Nieuczciwa - prowadzi do manipulacji.

Manipulacja językowa - świadome i celowe oddziaływanie wypowiedzi na umysł, podświadomość i wolę odbiorcy, mające na celu narzucenie mu zaplanowanych przez nadawcę reakcji, zachowań i sposobu wartościowania. Wyraża się m.in. w zamierzonej nieprecyzyjności (pod względem prawdy / nieprawdy) informacji, doborze słownictwa nacechowanego pozytywnie lub negatywnie, wykorzystywaniu wieloznaczności słów, podstępnym narzucaniu opinii i sądów w formie gotowych sformułowań. Wszelka manipulacja jest etycznie naganna, dlatego należy znać jej mechanizmy i ją demaskować. Jest obecna nie tylko w formie językowej, ale także wizualnej. Dostrzegamy ją w reklamie, języku propagandy, w ideologicznym języku władzy totalitarnej (tzw. nowomowie). Jej mechanizmy odsłaniają np. niektóre wiersze Stanisława Barańczaka (Protokół, Wypełnić czytelnym pismem), proza George'a Orwella (Rok 1984) i inne antyutopie. Była o nich mowa TUTAJ.
źródło
Ćwiczenie 9.

Kain i Abel - bunt, wędrówka, wina i odpowiedzialność.
Mit o Syzyfie - bunt, wina i odpowiedzialność.
Sonety krymskie - wędrówka.
Zbrodnia i kara - bunt, wina i odpowiedzialność.
Mały Książę - wędrówka.
źródło

poniedziałek, 7 maja 2018

Mózg hazardzisty, zabytki techniki (komputerowej), wieczór panieński, jabłka to nie zawsze jabłka... Prasówka retro, czyli artykuły z (zawsze) aktualnych czasopism

Jabr Ferris, Mózg hazardzisty, „Świat Nauki” 2013, nr 12, s. 20-21

(…) badacze szacują, że ponad 80 % osób uzależnionych od hazardu nigdy nie szuka pomocy. Natomiast spośród tych, które przeszły terapię, nawet 75 % powraca do kasyna.


Geneza, objawy i terapia uzależnienia od hazardu. Interesujące przykłady i efekty badań nałogu.

Stukowski Aleksander, To już są zabytki!, „Spotkania z Zabytkami” 2000, nr 3, s. 28-29

W jakim momencie zabytkowego charakteru nabiera np. radioodbiornik lub aparat fotograficzny? Albo… komputer? W tym ostatnim wypadku postęp techniczny jest tak błyskawiczny, że określenie „zabytek” można stosować już do egzemplarza mającego 3 lata. Oczywiście, w przenośni!

A bez przenośni? Autor prezentuje „zabytki” zgromadzone przez nauczyciela jednej z poznańskich szkół, wśród których pierwszym egzemplarzem był komputer osobisty COMMODORE 116. Te obiekty – zajmujące sporą część niedużego mieszkania – zostały następnie przetransportowane do pomieszczeń placówki oświatowej, dając w 1999 r. początek pierwszemu w Europie i drugiemu na świecie (po Stanach Zjednoczonych) muzeum komputerów. Jakie okazy można podziwiać w tej kolekcji? Odpowiedź w artykule!

Kuligowski Waldemar, Wianek z sex-shopu. Wieczory panieńskie w Polsce dawnej i współczesnej, „Dialog” 2013, nr 5, s. 30-41

W kulturze typu ludowego zawarciu związku małżeńskiego towarzyszyła bardzo rozbudowana oprawa rytualna – miłość mogła nie występować, scenariusz rytualny trzeba było za to zrealizować z pietyzmem.

Co wchodziło w jego skład? W ujęciu modelowym były to: swaty, zrękowiny, sprosiny, ślub, uczta weselna, oczepiny oraz przenosiny panny młodej do domu pana młodego. Gdzie w tym miejsce na wieczór panieński (i kawalerski)? Odpowiedź – jak zawsze - jest w artykule.

Kubisztal Paweł, Najstarszy wiatrak, „Spotkania z Zabytkami” 2000, nr 1, s. 34
Najstarszy wiatrak w Wielkiej Brytanii znajduje się w Pitstone (…). Przyjmuje się, że podstawy 1627 r. – taka data wyryta jest u podstawy drewnianej konstrukcji.

Długie losy wiatraka stanowią jednocześnie fragment pięknej historii ludzkiej troski o zachowanie śladów przeszłości. Malowniczo usytuowany wśród łanów zboża, jest udostępniany zwiedzającym w letnie, niedzielne popołudnia. Szczególne atrakcje są zaś związane z Narodowym Dniem Młynów, przypadającym w drugą niedzielę maja.

Lewicka Maria, Ruiny w dziejach, „Mówią Wieki” 1970, nr 7, s. 19-23

Ruiny dawnej architektury zaciekawiały i zaciekawiają ludzi. Wplecione w historię fascynują swoimi dziejami, powiązane z legendami budzą zainteresowania literackie, malowniczo położone, oplecione dziką roślinnością, stwarzają jedyne w swoim rodzaju walory widokowe i nastrojowe.

Przegląd motywu ruin w malarstwie pejzażowym – od wczesnego renesansu (np. freski malarza zwanego Maso), przez wybitne dzieła XV i XV w. (np. A. Mantegna, Leonardo da Vinci), największy rozkwit „mody” na ruiny w XVII i XVIII stuleciu (np. N. Poussin, C. Lorrain, S. Ruysdael, S. Rosa), aż po romantyzm i ruiny „architektoniczne”. Zakończeniem jest przewartościowanie pojęcia na tle ogromnych zniszczeń po II wojnie światowej. Nie brak wnikliwej analizy motywu w literaturze oraz historycznego kontekstu tych zainteresowań, czyli efektów odkryć archeologicznych. Źródłowa, obszerna, dokładna praca. Szczególnie przydatna dla studentów historii sztuki, nauczycieli przedmiotów artystycznych i wszelkich koneserów „dawności”.

Kaleta Marcin, Magia jabłek, „Nowy Filomata” 2009, nr 3, s. 217-222

Jabłka w wielu mitologiach indoeuropejskich związane były z symboliką życia, nieśmiertelności oraz młodości. Od dawna uważane były również za owoc miłości. W starożytnej Grecji odgrywały często rolę prezentu zaręczynowego i ślubnego.

Musimy jednak uściślić. Jabłko to nie zawsze… jabłko. Przede wszystkim – to melon. A jeśli chcemy powiedzieć jeszcze bardziej ściśle, używamy sformułowań: melon persikon, czyli perskie jabłko (po polsku „brzoskwinia”), melon kudonian, czyli cydońskie jabłko (pigwa) itp. O co w tym wszystkim chodzi?! By dowiedzieć się, czemu służyły te rozróżnienia i jak jest różnorodna rola jabłek w mitologii, wystarczy przeczytać artykuł.

piątek, 4 maja 2018

Człowiek z pasją – Niecodzienne życie niezwykłego człowieka, czyli Największa podróż Witalija

Jego największą pasją są podróże. Dalekie i bliskie. Samotne i w większej grupie (wówczas występuje w roli przewodnika turystycznego i realizuje kolejną ze swoich pasji). Jest też nauczycielem, poliglotą, spadochroniarzem, krwiodawcą… WITALIJ GAPONENKO.  Mieszka na Sachalinie, czyli (prawie) na końcu świata. Zapraszamy Go do rozmowy…

Jest Pan mieszkańcem Jużnosachalińska. To daleko od Polski. Gdzie dokładnie leży to miasto?

Nasze miasto jest stolicą obwodu sachalińskiego, jedynego w Rosji, który znajduje się na wyspach. Od Polski to w przybliżeniu 11000 kilometrów. Na wschód od nas jest tylko Pacyfik, na południu – Morze Japońskie i Japonia (w odległości około 45 kilometrów).

Podróżując po Europie odwiedza Pan także Polskę. Zna Pan język. Skąd zainteresowanie naszym krajem?

Moja miłość do Polski rozpoczęła się jeszcze w szkole. Może nie uwierzycie, lecz u nas na lekcjach historii poznawaliśmy historię Polski od Mieszka I do Batorego, Poniatowskiego, Czartoryskiego i Piłsudskiego. Imiona Tadeusza Kościuszki i Konstantego Kalinowskiego też są nam znane. Na lekcjach literatury uczyliśmy się fragmentów utworów Adama Mickiewicza („Dziady”, „Pan Tadeusz”). W naszym Muzeum Krajoznawczym jest obszerna ekspozycja poświęcona Polakom wysłanym na katorgę na wyspę Sachalin, a obok na placu stoi pomnik Bronisława Piłsudskiego, uczonego, etnografia, brata Józefa Piłsudskiego. W latach 60-tych popularne u nas było wszystko, co polskie: moda, kino, odzież, perfumy. W kioskach sprzedawano polskie czasopisma: „Ekran”,  „Panoramę”, „Życie Warszawy” i „Żołnierza Wolności”.  Prawda mówiąc, nie wiem, kto to czytał - na wyspie nie ma Polaków, no chyba tylko ich potomkowie
[zesłańców]. W tamtych latach bardzo popularne było korespondowanie z równolatkami z krajów obozu socjalistycznego. Pisałem listy do mieszkańców Polski, Bułgarii, Jugosławii i NRD. Z jedną Polką - Beatą Krasowską, warszawianką - utrzymujemy kontakt listowne do tej pory, a nasze pierwsze spotkanie odbyło się po 35 latach!  Sam zacząłem uczyć się polskiego korzystając z popularnego podręcznika Wasilewskiej i Karolaka [Wacław Bisko, Stanisław Karolak, Danuta Wasilewska: Mówimy po polsku].  Od tego czasu, zwłaszcza bywając w Polsce, staram się doskonalić ten język.

Odwiedzał Pan Polskę wielokrotnie. Czy da się zaobserwować zmiany na przestrzeni lat?

Oczywiście, od pierwszej wizyty w Polsce w latach 80-tych, gdy w pamięci utkwił mi ogromny targ na Stadionie [Narodowym] w Warszawie, kraj przeszedł ogromne zmiany na lepsze: nowe drogi, budynki, centra handlowe. Bardzo lubię Polaków. Wśród moich znajomych jest wiele osób z różnym wykształceniem i przedstawicieli różnych zawodów: policjant, prawnik, urzędnik, dozorca, pielęgniarka, nauczyciel w szkole zawodowej, strażak, emeryt, górnik, nauczyciel przedszkola i inni. Wszyscy są bardzo przyjaźni i gościnni, u wielu z nich przebywałem w domu, w rodzinie.  Niektórzy byli u nas na Sachalinie. Zapraszam do odwiedzenia naszej wyspy, zawsze chętnie poznaję nowych ludzi.

Wrażenia z Katowic?

Bardzo spodobało mi się Wasze miasto, zwłaszcza nowe muzeum [Muzeum Śląskie]. Dużo ciekawych pomników.

Kraje, miasta, które Pan odwiedził? Co najbardziej zaskoczyło, zdziwiło?

Trudno je wymienić, przecież byłem w 51 krajach. I wszędzie jest coś wyjątkowego i  niezwykłego. Bardzo lubię Tatry, Beskidy, Kraków i Pragę, mogę je odwiedzać wielokrotnie. Jeśli mówimy o Azji, to jest to ukryta w dżungli świątynia Angkor Wat w Kambodży.

Czy jest takie miejsce, które według Pana każdy powinien zobaczyć?

Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy rozumie to po swojemu. Być może Kraków, Pragę, Jerozolimę, Egipt (nie plażę), Kambodżę, fiordy Norwegii, Antarktydę.

Jest Pan nie tylko podróżnikiem, ale i przewodnikiem turystycznym. Doskonale zna Pan historię i kulturę Sachalina. Dokąd prowadzi Pan wycieczki i na co zwraca uwagę uczestnikom wypraw?

W zasadzie są to wycieczki po rodzimej wyspie. Każdego tygodnia wybraną klasę zabieram na przechadzki do lasu, w góry, oglądamy wodospady, wulkany, wybrzeże morskie – wszystko to, co jest blisko nas, tuż obok. Te wycieczki uczą dzieci kochać swój kraj, swoją wyspę, swoją Ojczyznę. Uczą także prostego życia w lesie: jak poprawnie postawić namiot, rozpalić ognisko, zdobyć wodę, pokarm i tak dalej. Opowiadam również o historii danego miejsca, o roślinach i minerałach, które są wokół nas. Podczas wakacji, jesienią, zimą i wiosną organizuję podróże do kulturalnej stolicy Rosji  -  Sankt-Petersburga, do pobliskich krajów - Chin, Japonii, Korei. Moim celem jest zapoznanie dzieci z życiem naszych najbliższych sąsiadów, zaznajomienie ich z dawną kulturą Wschodu. Także teraz, wiosną, od 25 marca do 1 kwietnia [w tym czasie był przeprowadzany wywiad] z grupą 30 uczniów jedziemy do Chin, do miasta Changchun. Latem, w czasie urlopu (72 płatne dni), podróżuję sam po Europie czy Azji.

Na co dzień pracuje Pan w szkole, ucząc dzieci i młodzież geografii. Co jest lepsze – lekcje w szkolnych ławkach czy w terenie?

Lekcje w terenie są przepięknym i ciekawym dopełnieniem wiedzy uzyskanej w szkole. Tego nie zastąpi żadna teoria.

Swoją przygodę z nauczaniem rozpoczął Pan dość późno. Najpierw było spadochroniarstwo, Szkoła Morska i kilka lat spędzonych na statkach rybackich i handlowych. Co skłoniło Pana do porzucenia podróży morskich i zajęcia się kształceniem młodych ludzi?

Spadochroniarstwo zafascynowało mnie jeszcze w szkole, w 10 klasie, wtedy uzyskałem drugą kategorię sportową. Potem studiowałem w Szkole Morskiej [w Niewielsku](4 lata), pracowałem we flocie (16 lat). W tym czasie studiowałem zaocznie w Instytucie Pedagogicznym [w Jużnosachalińsku] (fakultet geografii, 5 lat), później na Uniwersytecie Kijowskim [Kijowski Uniwersytet Narodowy] (kierunek: Orientalistyka z podstawami języka japońskiego). Też zaocznie. W wieku 50 lat przeszedłem na emeryturę. Na Sachalinie mężczyźni osiągają wiek emerytalny po ukończeniu 55 lat, kobiety - 50 lat, lecz przedstawiciele niektórych zawodów związanych z ciężką pracą (np. strażacy, górnicy,  marynarze) – odchodzą na emeryturę odpowiednio w 50 i 45 roku życia. Już od 30 lat pracuję w Liceum.

Od wielu lat jest Pan także honorowym krwiodawcą. Z jakich powodów oddaje Pan krew?

Tak, jestem honorowym krwiodawcą ZSRR i Rosji. Za to państwo przyznaje mi pewne ulgi, np. 50% zniżki na wszystkie usługi komunalne i bezpłatny przejazd komunikacją publiczną. Po osiągnięciu 65 lat przestałem oddawać krew (prawo). Policzyłem, że w tym czasie oddałem 97 litrów krwi! Żałuję, że nie udało mi się oddać 100 litrów! Kiedy wiesz, że twoja krew ratuje czyjeś życie, masz satysfakcję.

Wróćmy jeszcze na chwilę do podróży. Wiąże się z nimi znajomość języków obcych. Iloma językami Pan włada? Przyswojenie którego z nich było proste, a który sprawił najwięcej trudności?

Znajomość chociażby jednego języka obcego ułatwia kontakt, daje możliwość zdobywania nowych informacji, a to zawsze przydaje się w podróży. Najłatwiejsze do studiowania są spokrewnione języki słowiańskie - polski, czeski, bułgarski (uczyłem się ich samodzielnie). Znam je na poziomie komunikatywnym, lecz dla poważnej pracy nie jest to wystarczające. Oprócz tego - angielski, trochę niemiecki - w zakresie szkoły średniej. Japoński studiowałem w instytucie, wiele nauczyłem się podczas pracy w flocie, kiedy odwiedziłem Japonię ponad 80 razy. Mówię trochę po koreańsku (w dzieciństwie, do 16 roku życia mieszkałem w sąsiedztwie kilku koreańskich rodzin) i po chińsku (bardzo często tam bywam).

Jaka jest skuteczna metoda nauki języków obcych?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Metod jest dużo. Każdy musi wybrać tę, którą uważa za najbardziej efektywną. Opowiem, jak ja to robię. Lepsze efekty przynosi codzienny kontakt z językiem po 15-20 minut, niż dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Warto codziennie rano starać się zapamiętać 5-6 nowych słówek. Nawet jeśli na trwałe w pamięci zostanie tylko połowa, to i tak w ciągu miesiąca jest to już 90. Ważne jest także, by czytać książki , czasopisma, słuchać piosenek i oglądać filmy w języku, którego się uczymy. Dobre efekty przynosi także korespondencja w danym języku i podróże. Najważniejsza jest systematyczność.

Jakie gatunki literackie lubi Pan czytać?

Lubię rosyjską klasykę, literaturę historyczną i krajoznawczą, biografie znanych ludzi.

Ponieważ jesteśmy na blogu bibliotecznym, obowiązkowe wydaje się pytanie o ulubioną książkę. Którego z pisarzy – klasyków i współczesnych – ceni Pan najbardziej? 

Antona Czechowa, Iwana Bunina, Michaiła Bułhakowa, Borisa Pasternaka, współczesnych: Walentina Rasputina, Wiktora Astafjewa, Walentina Pikula,  Aleksandra Sołżenicyna,  Ilię Ilfa i Jewgienija Pietrowa.
Wystawa w PBW - fot. A. Marcol
Na zakończenie – czy warto podróżować na Sachalin? Jak zachęciłby Pan do odwiedzenia tej niezwykłej wyspy?

Naprawdę warto przyjechać i zobaczyć tę dziwną wyspę, która leży na końcu świata. Obejrzyjcie fotografie, które są pokazane na wystawie w bibliotece i dowiedzcie się nowych, ciekawych rzeczy [w PBW mamy interesującą ekspozycję]. Zapraszamy z wizytą!
Wystawa w PBW - fot. A. Marcol

Dziękujemy za rozmowę!

Ps. Witalij Gaponenko lubi – jak powiedział – poznawać ludzi, więc zaprasza do kontaktu: gvd_sensei@mail.ru. Ponadto  zachęca do zobaczenia filmu o olśniewającej przyrodzie Sachalina:
Wszystkie fotografie (poza prezentującymi wystawę w PBW) pochodzą z archiwum W. Gaponenki.