poniedziałek, 2 lutego 2026

„Świat nic nie wywodzi / Aż do włoska małego, za czym cień nie chodzi” (Daniel Naborowski)

„Smuga cienia” Josepha Conrada. Jeden z Użytkowników biblioteki zapytał o tę książkę i tak się zaczęło… Cień - motyw wieloznaczny. Warto mu się przyjrzeć także z tego powodu, że w bieżącym roku zauważamy zaskakującą zbieżność „okrągłych” dat. Książka powstała w 1916 roku, a jej ekranizacja (zrealizowana przez Andrzeja Wajdę) – sześćdziesiąt lat później. 

Cień to – w najpowszechniejszym znaczeniu - odbicie oświetlonej osoby lub przedmiotu padające na stronę odwróconą od źródła światła, np. piękna synestezja na temat wieczoru w „Wysokich drzewach” Leopolda Staffa („Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu”), a także niewyraźny zarys postaci lub przedmiotu o świcie lub zmierzchu, np. poemat „Scena przy strumieniu” Lucjana Szenwalda („W takiej chwili jest półcień światłem”)… Ochrona przed słońcem, np. Jon 4, 5-6, „Cień” Daniela Naborowskiego („cień we znoju cieszy podróżnego”). Zdecydowanie więcej ma jednak znaczeń metaforycznych, czyli…

Świat i jego iluzoryczność, np. alegoria jaskini w „Politei” Platona, „Cień” Naborowskiego („Ten, który z cienia powstał, świat nieogarniony, / Będzie z nami w cień drogi znowu obrócony”), Ziemia jako cień Nieba w „Raju utraconym” Johna Miltona.
Znikomość ludzkiego życia, często powiązana z motywem vanitas (TUTAJ), np. Hi 8, 9 („bo wiek nasz jak cień jest na ziemi”) i Hi 14, 1-2, "Sonet II na one słowa Jopowe: Homo natus de muliere, brevi vivens tempore etc." Mikołaja Sępa Szarzyńskiego („człowiek / krótko tu na świecie żywie, / I to odmiennie, nędznie, bojaźliwie, / Ginie, od Słońca jak cień opuszczony”), „Boska Komedia” Dantego („Cień mój na ziemi przemknął nie bez śladu” [Raj, P XIX]), życie jako „wędrujący cień” w „Makbecie” Williama Szekspira (TUTAJ).   Podobnie - Koh 6, 12… Mara senna, zmarły człowiek, duch, widmo, upiór, np. Banko w „Makbecie”, „Bema pamięci żałobny - rapsod” Cypriana Kamila Norwida („Czemu, cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz”)… Śmierć, np. Hi 10, 21-22, Kraina Cieni (Hades), „Cień” Naborowskiego („Cieniem [z] przegranej bitwy niejeden wychodzi”).
Odległe, zamazujące się w pamięci wspomnienie, np. „Do M***” Adama Mickiewicza:

„Jak cień tym dłuższy, gdy padnie z daleka,
Tym szerzej koło żałobne roztoczy, -
Tak moja postać, im dalej ucieka,
Tym grubszym kirem twą pamięć pomroczy.”


Znikomość wiedzy, niewiedza, np. „Boska Komedia”:

„Rozumy toną w sprawiedliwość wieczną,
Jak oko w bezdeń morską albo rzeczną;
Dno blisko brzegu widzisz łatwo okiem,
Na pełnym morzu nie dojrzysz go wzrokiem,
Dno jest, lecz dno to głębokość wam kryje.
Nie ma światłości, gdy ona nie wschodzi
Z miejsca, gdzie wiecznie trwa pogoda stała,
Będzie to ciemność, co dnia nie urodzi,
Cień lub trucizna znikomego ciała.”
(Tłum. Julian Korsak)

… … Sen, np. „Hamlet” Szekspira (rozmowa Hamleta z Rozenkrancem i Gildensternem, Akt 2, sc. 2).
… Groźny sobowtór, np. „Cień” Hansa Christiana Andersena.
Człowiek wymizerowany, czyli cień samego siebie, np. „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza („Wychudła i zmizerniała do tego stopnia, że nie była to już dziewczynka, ale cień dziewczynki. Płomyk jej życia tlił się tak słabo, że zdawało się, iż dość jest dmuchnąć, aby go zgasić”). 
Chwila w życiu, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że osiągnął pełną dojrzałość i odtąd zacznie się starzeć (często związana z tzw. kryzysem wieku średniego), np. "Smuga cienia" Josepha Conrada (TUTAJ).

Są też milsze skojarzenia, czyli…
Miłość, np. „Wesołe kumoszki z Windsoru” Szekspira („Miłość jak cień ucieka”).
… Trzecia Osoba Boska - Duch Święty, obecny np. w chwili Zwiastowania (Łk 1, 35).
Bezpieczeństwo, schronienie, azyl, np. „Psalm 57(56)”: „chronię się pod cień Twoich skrzydeł, / aż przejdzie klęska”.
… Nieodłączny przyjaciel człowieka, np. "Cień" Ludwika Jerzego Kerna.
W sztuce: gra świateł i cieni, światłocień, np. „Powrót syna marnotrawnego” Romana Brandstaettera (TUTAJ)…, widowisko teatralne, np. „Sen nocy letniej” Szekspira (i Oberon jako Król Cieni), chińskie cienie, czyli teatr kukiełkowy.

I niektóre związki frazeologiczne: Bać się własnego cienia (z Cycerona: timere umbram suam - lękać się nadmiernie); Blaski i cienie (pozytywne i negatywne strony czegoś); Iść za kimś jak cień (być nierozłącznym towarzyszem); Pozostawać w cieniu (być na uboczu, niedostrzeżonym); Rzucać na kogoś cień (rzucać podejrzenie); Usunąć się w cień (odejść na dalszy plan); Usuwać kogoś w cień (spychać kogoś na dalszy plan); Walczyć z cieniem (walczyć z pozorowanym przeciwnikiem); Żyć w czyimś cieniu (być uważanym za kogoś mniej wartościowego niż ta osoba).

Źródło fot. Pixabay.com

piątek, 30 stycznia 2026

Nasze Skarby: Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny (1928); Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej (1939); Kubiak Irena i Krzysztof, Chleb w tradycji ludowej (1981)

O chlebie jako znaczącym motywie tekstów kultury pisałyśmy TUTAJ i TUTAJ. Dzisiaj zaprezentujemy trzy szacowne pozycje, z których dwie liczą już sobie naprawdę sporo lat.

„Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny” Witolda Gądzikiewicza to niejedyna książka tego autora w zbiorach. Inne dzieła lekarza, profesora trzech uniwersytetów (w Krakowie, Warszawie i Poznaniu) oraz krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej i AWF, to m.in.: „Badania książek szkolnych pod względem higienicznym” (1923), „Higjena książki” (1925), „Ważniejsze zaburzenia zdrowia w wieku szkolnym i zapobieganie ich powstawaniu” (1933).

Co jednak zawiera „Chleb i piekarstwo…”? Oto treść niektórych rozdziałów: produkty surowe służące do wypieku chleba, przechowywanie mąki; wyrób chleba (na drożdżach, na kwasie); piece i pieczenie chleba; nadpiek (czyli różnica między wagą chleba a zużytą do jego wypieku ilością mąki, wyrażona w procentach); przechowywanie chleba, ulepszanie, badanie (np. objętość, stosunek wagi skórki do miękiszu, ciężar właściwy, wchłanialność wody, zawartość błonnika i popiołu); stan sanitarny piekarń; choroby piekarzy, ich śmiertelność i długość życia.

Szczególnie zainteresowały nas ostatnie kwestie. Dowiadujemy się, że piekarz to zawód, w którym jest zatrudniona największa liczba ludzi młodych. Na poparcie tej tezy znajdujemy liczne dane statystyczne i ujęcia tabelaryczne. Ponoć jest to fach, którego wykonawcy cieszą się zwykle dobrym zdrowiem, ale to się zmienia po 50 roku życia - na wyraźną niekorzyść piekarzy w stosunku do innych zawodów. Do tego stopnia, że wniosek ogólny nie jest optymistyczny: „przytoczone fakty o zachorzeniach i śmiertelności piekarzy dobitnie wskazują, że nie cieszą się oni dobrem zdrowiem i długiem życiem.” A jakie są (były?) przyczyny chorób? Kto chce je poznać, niech zajrzy do opracowania.

Całość wieńczy bibliografia („Polskie piśmiennictwo o chlebie i piekarstwie”), w której znajdujemy m.in. takie tytuły: „Chleb z ignamów” (nasz dopisek: chyba chodzi o kłącze bulwiaste zwane też pochrzynem), „O molu mącznym”, „Zacofanie naszego piekarstwa”, „O nowym amerykańskim sposobie ulepszania chleba”.

Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny, Warszawa 1928 (sygn. 10370).

Druga perełka, to „Błogosławiony chleb ziemi czarnej” Jana Wiktora, po wojnie znanego prozaika. Pozycja jest znacznie obszerniejsza, liczy prawie 450 stron. Oto jak ją przedstawił wydawca:

„Nowa książka rdzennego pisarza wsi i znawcy ludu (…) wprowadza nas w splot aktualnych zagadnień, związanych z wsią polską, a zarazem poprzez dzisiejszą kulturę duchową i materialną ludu polskiego sięga do prehistorii naszych praojców w Prasłowiańszczyźnie. (…) Piękne i prastare obrzędy ludowe sięgające czasów prasłowiańskich łączą się w wyobraźni pisarza w jedną całość z zabytkami kultury materialnej naszych praojców odkrytej w Biskupinie.”

Dodaje, że naprawdę w porę ukazuje się książka, która jest „silnym reflektorem rozjaśniającym zagadkę wsi polskiej”. A co konkretnie zawiera? Spis treści brzmi bardzo górnolotnie i jest ujęty w trzy części: „Obrzędy”, „Kamienie i ziarna spadające na wieś”, „Siejba o świtaniu”. Rozdziały w każdej z nich też zapisano w podobnym, poetyckim stylu. Przytoczymy je (część 1 i 2), bo najbardziej zachęcają do lektury:

„Część 1. W grodzie naszych praojców (o Biskupinie); Kiedy gwiazda zwiastuje narodzenie miłości; Wyprawa po wężową głowę mającą czarodziejską moc; Babry, babrosie i babrule; Po uzdrawiającą wodę; O czarowniku bacy; Pod opieką gruchających gołębi; Za progiem niezwykłej plebanii.
Część 2. Matka wiodąca do światła; Żar w zaciśniętej dłoni; Kryzysowa niedola wsi polskiej; Z potu jego i mordęgi – los narodu; Kto zdoła odkopać wielkie twórcze zdolności; Ślepiec, który pokazuje drogę widzącym; Gdzie pług w polskich garściach, tam Polska; Ci, których tracimy.”

Prawda, że ładne? Jak baśń lub pradawna legenda…

Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej, Lwów, Warszawa 1939 (sygn. 7529).

I trzecia „perła”. Wprawdzie „młoda”, ale wielokrotnie cytuje się w niej bardzo dawne teksty. „Chleb w tradycji ludowej” Ireny i Krzysztofa Kubiaków. Sześć rozdziałów plus wybór tekstów. Szczególnie ten ostatni nas zainteresował. Oto treść: „Zwyczaje związane z wypiekiem chleba; Chleb w zwyczajach dorocznych; Chleb w obrzędach rodzinnych; Chleb w wierzeniach ludowych; Rola pieczywa w magii, lecznictwie i wróżbach; Zwyczaje, obrzędy, wierzenia związane z narzędziami do wypieku i przechowywania chleba”.

Może – dla zachęty – coś o leczniczym działaniu chleba? Oto wartościowa (?) porada: „Kto cierpi na zęby, niech jada ten chleb, który myszy nadgryzły, a nie będą go zęby bolały ani próchniały.” I jeszcze jedna: „Kto nie może spać albo od rozumu odejdzie, wziąć mąki jęczmiennej, upiec chleb, i tym ciepło obłożyć głowę.” 

Irena Kubiak, Krzysztof Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981. ISBN 83-205-3338-4 (sygn. 96288).

Źródło fot. Pixabay.com

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Hobby, sport, zabawa... Co dzieci i młodzież robią w wolnym czasie?

Rozpoczyna się cykl ferii zimowych. W naszym województwie rozpoczną się w połowie lutego. To dobra okazja, by zatrzymać się na chwilę nad czasem wolnym i hobby dziecięcych i młodzieżowych bohaterów literackich.

Najwięcej wolnego czasu jest zapewne w porze wakacji. Wystarczy przypomnieć „Wakacje Mikołajka” René Goscinny'ego. Ileż interesujących przygód można przeżyć! Wakacje można spędzić na przykład...
... Z rodziną: u cioci lub wujka, np. „Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek” Hanny Ożogowskiej, stryja, np. "Tajemniczy szyfr" Nancy Faulkner (TUTAJ), dziadka, np. „Marcel i czas” Emilii Becker.
... Na obozie harcerskim, np. "Czarne stopy" Seweryny Szmaglewskiej, „Plama na Złotej Puszczy” Bolesława Mrówczyńskiego lub obozie naukowym, np. „Dziewczyna z Wyspy Słońca” Moniki Warneńskiej (TUTAJ).
Biwakując na łonie przyrody, np. „Lato leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny, „Chłopcy znad Rzeki Bobrów” Jaroslava Foglara.
... Urządzając wycieczki rowerowe, nad staw, na działkę, np. "Koniec wakacji" Janusza Domagalika.
... Ucząc się do poprawki z niezaliczonego przedmiotu, np. "Wszystko inaczej" Ireny Jurgielewiczowej.
... Rozwiązując zagadki detektywistyczne, np. "Szatan z siódmej klasy" Kornela Makuszyńskiego, "Wakacje z duchami" Adama Bahdaja, „Klementyna lubi kolor czerwony” Krystyny Boglar.
... Biorąc udział w wyprawie dalekomorskiej, np. "Dwa lata wakacji" Julesa Verne'a. No, akurat w tym przypadku - niezupełnie z własnej woli...
Poszukując skarbu, np. „Przygody Tomka Sawyera” Marka Twaina, „Skarb pradziadka” Ewy Kołaczkowskiej.
... Podróżując, np. autostopem czy w inny sposób, jak bohaterowie "Podróży za jeden uśmiech" Bahdaja.
Zatrudniając się jako osoba towarzysząca starszemu mężczyźnie i jego wnukowi, np. „Ida sierpniowa” Małgorzaty Musierowicz.
Więcej o wakacjach w literaturze i filmie TUTAJ.

W zbiorach mamy również „Moje wakacje” Janusza Korczaka, ale to zapis audycji radiowych  dla dzieci. 

A co w czasie wolnym poza okresem wakacyjnym? Rozrywka, hobby i inne zajęcia, czyli… 

... Czytanie książek, np. "...Aż do śmierci" Marcina Chmiela. Surfowanie w Internecie, np. „Niebo z widokiem na niebo” Marty Fox.
... Ekspedycje, dalekie wyprawy, np. cykl Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim, ... Poszukiwanie zaginionych, rozbitków, np. "Dzieci kapitana Granta" Verne'a.
... Gry i zabawy plenerowe: na podwórku z kolegami i koleżankami, np. "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, seria "Mikołajek"; także te niezbyt odpowiednie dla wieku, np. „Do pierwszej krwi” Grzegorza Gortata, "gang" w "Stawiam na Tolka Banana" Bahdaja, … W ogrodzie, np. „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett, …. Na pikniku, np. „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery, … Zabawy w piratów, np. „Przygody Tomka Sawyera”, ... Zabawy lalką, np. „Mała księżniczka” Burnett, „Wędrówki Joanny” Jadwigi Korczakowskiej.
... Hodowla gołębi, np. „Dziewczyna i gołębie” Jarosława Iwaszkiewicza.
Kolekcjonerstwo, np. „Dzieciństwo” Leopolda Staffa:

„Zbierałem zardzewiałe, stare klucze (…)
Motyle-m potem zbierał (…)
I gromadziłem długi czas pocztowe marki...”


... Obserwowanie przyrody, np. „Jak tata pokazał mi wszechświat” Ulfa Starka.
... Pisanie dziennika, pamiętnika, np. "Pamiętnik nastolatki" Beaty Andrzejczuk, „Czarne okna” Stanisława Kowalewskiego, „Słoneczniki” Haliny Snopkiewicz, „Tajemnica zielonej pieczęci” Hanny Ożogowskiej, … listów, np. „Do zobaczenia, mamo” Henryka Lothamera, „Słońce w kałuży” Ewy Nowackiej, … inne próby literackie (opowiadania), np. "Ania z Zielonego Wzgórza".
Podróże w czasie, np. „Na latającym dywanie” Ewy Lach.
... Pomaganie spotykanym ludziom, np. "Pollyanna" Eleanor H. Porter.
Sport, np. biegi („Maratończyk” Williama Goldmana), piłka nożna („Do przerwy 0:1” Bahdaja, „Zielone kasztany” Janusza Domagalika), siatkówka ("Rok pełen marzeń" Claudii Pendel), szachy ("...Aż do śmierci" Marcina Chmiela).
... Taniec, np. „Zaczarowane baletki" Streatfeild Noel.
Twórczość artystyczna, np. rzeźbienie w drewnie, czyli „Antek” Bolesława Prusa,… gra na instrumencie, np. „Janko Muzykant” Henryka Sienkiewicza.
... Wylegiwanie się w łóżku, np. „Statki, które mijają się nocą” Zofii Chądzyńskiej (pokrewny motyw - nuda TUTAJ).
Występ w teleturnieju, np. "Rycerze Złotego Runa" Paula Berny, „Wielka gra” Danuty Bieńkowskiej.
Zajmowanie się domem i rodzeństwem, np. pod nieobecność chorej matki w „Kwiecie kalafiora” Małgorzaty Musierowicz.

Ileż tych czynności! Bez większego trudu można dopisać kolejne. Jedno jest pewne - w czasie wolnym dzieci i młodzież raczej nie powinny się nudzić. 


piątek, 23 stycznia 2026

Książki (nie)zapomniane - Człowiek z przeznaczeniem wypisanym na twarzy

Niedługa powieść o "klasycznej" czystości, niemal przejrzystości, łącząca kilka prastarych motywów: miłość, śmierć, samotność. I morze, czyli wyzwanie. "Jak ślady na wodzie" (Sillages) VERCORSA (właśc. Jeana Marcela Brullera, 1902-1991).

"Są ludzie, którzy mają swoje przeznaczenie wypisane na twarzy: nikt się nie dziwi nieszczęściom, które ich spotykają. Czy tak było w jego wypadku? Czy smutek i melancholia stanowiły już jakąś zapowiedź?"

Laurel Hardy, młody Irlandczyk, to oficer mechanik, wypatrzony na frachtowcu "Lewis Carroll" przez narratora - dziennikarza udającego się tuż po wojnie do Ameryki. Jednostka, na której płynął, służyła do repatriacji cywilów, a wśród pasażerów była też żona oficera, Armandine.

Pokładowe życie. Jednostajność, wypełniana rozmowami o minionej wojnie i przyglądaniem się towarzyszom podróży. Bez trudu można było dostrzec, że Hardy, choć młody, jest "rozczarowany i zmęczony życiem" i że żona go nie kocha, choć niedawno się pobrali. W czasie wojny, rozłączeni, czekali na siebie, teraz - nie potrafili być ze sobą blisko. Ona nawiązała romans z przystojnym Jacquebertem, jakby ostentacyjnie dając mężowi do zrozumienia, że oboje czują smak życia, gdy (ze sobą?) walczą. Leniwa atmosfera dnia powszedniego rujnowała ich związek.

A jednak coś się zaczęło dziać, czyli "rzeczy, które miały uczynić z tej podróży przygodę pełną wydarzeń pozornie zupełnie nieszkodliwych, ale przecież stanowiących jakby pewną zapowiedź fatalnych następstw". Najpierw - przymusowy przestój wywołany złą pogodą i złowrogie, brzmiące jak memento słowa pani Hardy: "mam nadzieję, że nic się nie stanie na tym statku". Następne: alarm wywołany sztormem i postój na Azorach, awaria komina i cisza przed kolejną "burzą", tym razem już nie atmosferyczną, czyli "epidemia śmiertelnej nudy".

I wreszcie stało się! Mechanik Hardy nie stawił się na wachtę. Zaginął. Każdy na swój sposób był przekonany, że mężczyzna nie żyje, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć głośno przed Armandine. A ona czuła, że ją oszukują, ale odpowiedzi na liczne pytania oczekiwała tylko u narratora...

Tu się jego opowieść urywa...

Retrospekcja. Hardy badał log. Przysnął, gdy statek uczynił gwałtowny skręt. Obudził się pod wodą. Instynkt kazał mu utrzymywać się na niej. Aż dziewięć godzin. Myślał tylko o żonie. Płynął dla niej. Wspominał wspólne chwile. Wiedział, że go szukają. Ale nie wiedział, czy znajdą. Czy zdążą...

Niedługa powieść Vercorsa. Złożona z kilku motywów. Krystalicznie przejrzysta. Jak woda. I jak miłość, która bardzo boli...

Vercors, Jak ślady na wodzie, tł. Jacek Trznadel, Warszawa 1977 (sygn. 75269).

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Przydatna? Zbędna? Niebezpieczna? Po prostu sztuczna inteligencja (w literaturze)

Widowiskowo (i groźnie!) prezentuje się w filmie. Pobudza wyobraźnię w literaturze. Ma zagorzałych admiratorów i niemałe grono przeciwników. Stephen Hawking w pośmiertnie opublikowanej książce "Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania" niejako zza grobu przed nią  przestrzegał: "Kuszące jest odrzucenie wizji wysoce inteligentnych maszyn jako czystej science fiction, ale byłby to błąd - i potencjalnie nasz największy błąd w historii". Tak, w gronie znajomych czasem się zastanawiamy, kiedy „Terminator” zostanie uznany za film dokumentalny…

SZTUCZNA INTELIGENCJA. Najstarsze (naukowe) książki o niej w naszych zbiorach to „Sztuczna inteligencja” (1979) i „Maszyny jak ludzie” (1984) Marka Hołyńskiego. W kulturze popularnej pojawiała się nierzadko w  dystopiach i postapokalipsach. Przypomnimy kilku autorów i książki, których jest „bohaterką”. Filmy pominiemy, bo są ogólnie znane.

Początki, czyli Kenneth Folingsby. Prawdopodobnie Szkot, ale niewiele o nim wiadomo. „Meda: A Tale of the Future” (1891?) to najstarsza literacka utopia transhumanizmu. Terminu "robot" po raz pierwszy użył zaś Karel Čapek, chociaż wymyślił go jego brat, Josef. W dramacie Karela „R.U.R.” (Roboty Uniwersalne Rossuma) roboty produkuje się fabrycznie i pewnego dnia dochodzi do ich buntu. Na szczęście - spacyfikowanego. Etyczne relacje pomiędzy człowiekiem a maszyną wybijają się także na pierwszy plan w twórczości Isaaca Asimova (Isaaka Judowicza Ozimowa, TUTAJ), czyli w opowiadaniach z tomu „Ja, robot”, w „Człowieku przyszłości” i „Pozytronowym człowieku” (napisanym we współpracy z Robertem Silverbergiem).

Dwaj przyjaciele - Robert Anson Heinlein i Philip K(indred) Dick - klasycy science fiction. Nie sposób ich pominąć. "Luna to surowa pani” Heinleina ukazuje bunt ziemskiej kolonii na Księżycu wobec rządów na Ziemi oraz Mike'a - znacząco ograniczającego  wolność ludzi (to, oczywiście, superkomputer). Dick natomiast (uchodzący za prekursora weird fiction, którego najważniejszym przedstawicielem został z czasem Howard Phillips Lovecraft, TUTAJ), podejmuje rozważanie o człowieczeństwie w utworze „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”, zapewne bardziej znanym w swej filmowej wersji („Łowca androidów” - "Blade Runner", reż. Ridley Scott). Nie mniej interesujący wątek przedstawia w „Tajemnicy Syriusza”. Tytułowy Syriusz 6B to planeta, na której zbudowano górniczą kolonię, a jej pracownicy walczą z Nowym Ekonomicznym Blokiem, pozyskującym tu śmiertelnie niebezpieczny pierwiastek  mogący zlikwidować kryzys energetyczny na Ziemi.

Arthura C(harlesa) Clarke'a przedstawiać nie trzeba. Opowiadanie “Strażnik” ("The Sentinel") to pierwowzór powstałej później „2001: Odysei kosmicznej”. Na Księżycu zostaje odkryty prehistoryczny Monolit i wysyła tajemnicze sygnały w kierunku księżyca Saturna. Załoga „Disovery One” wyrusza to zbadać. Komputer HAL 9000 usamodzielnia się, a gdy ostatni członek załogi odnajduje na Saturnie drugi Monolit, nieznana siła odrzuca go w odległy rejon Kosmosu. Zostaje sam w bezkresnym Universum.

Może coś o polskich pisarzach? Najpierw ten zdecydowanie mniej znany - Adam Wiśniewski-Snerg. Jego książki to - najogólniej mówiąc - obrazy degradacji człowieczeństwa. „Robot” jest maszyną otrzymującą od Nadistot zadanie obserwowania ludzi, ale ostatecznie podnoszącą bunt i uczłowieczającą się. „Według łotra” wprowadza pomysł stopniowania człowieczeństwa, czyli różnorodność spostrzegania rzeczywistości i uczestnictwa w niej przez bohaterów (manekiny, statystów, aktorów, reżysera), zależnie od stopnia świadomości. Manekin widzi w innych manekinach ludzi, a statysta nie dostrzega, że gra rolę.

Jeszcze za życia zapomniany i przedwcześnie samobójczo zmarły Snerg umieszczał w swych książkach ważkie wątki moralne, ale najpełniej wybrzmiewają one w prozie najwybitniejszego twórcy rodzimego science fiction - Stanisława Lema. Na przykład w „Masce”, w której  automat z czasem coraz bardziej myśli po ludzku (TUTAJ) czy w „Wizji lokalnej”, gdzie komputer-dysputer staje się asystentem człowieka. W „Non Serviam” (z tomu „Doskonała próżnia”) mamy zarys "personetyki", czyli nauki stworzonej przez istniejące w komputerach algorytmy - personoidy - w pełni decyzyjne i skłonne do samoreplikacji. Sztuczna inteligencja ważną (jeśli nie pierwszoplanową!) rolę odgrywa również w „Bajkach robotów”, „Golemie  XIV” i „Cyberiadzie”. W tej ostatniej na uwagę zasługuje "Wyprawa pierwsza A, czyli Elektrybałt Trurla". Tu poznajemy robota piszącego maszynowo poezję, a komputery tworzą książki także w “Wielkości urojonej”. Podsumowaniem rozważań Lema o AI jest z pewnością „Summa Technologiae”, a konkretnie jej rozdział "Intelektronika". Na marginesie zauważmy, że pomysł generowania powieści przez sztuczną inteligencję wykorzystał również kanadyjski futorolog, Karl Schroeder, w „Lady of Mazes".

Sztuczna inteligencja. Przydatna czy nie? „Wyłączająca” myślenie i kreatywność człowieka? Śmiertelnie niebezpieczna? Co wynika z przeglądu niektórych dzieł literackich? Ano to, że pisarze - nie negując jej możliwości - przeważnie woleli przed nią ostrzegać niż bezkrytycznie afirmować. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Zaczniemy ją stosować ze sporą dozą zdrowego rozsądku, czy może popełnimy „największy błąd w historii"?

Prasówka na temat AI - TUTAJ.

piątek, 16 stycznia 2026

"W sprawie pojednania człowieka z maszyną wynalazek radia jest czynnikiem epokowego znaczenia" (Tadeusz Peiper)

Fragment  tekstu publicystycznego „Radio adwokat" (ze zbioru „Tędy” Tadeusza Peipera z 1930 roku):

„Niedawno kino, jedno z najbardziej czarujących dzieci maszyny, przyniosło na świetlistym ekranie wspaniałe, naoczne, dla wszystkich zrozumiałe plaidoyer techniki. Dzisiaj występuje radio jako nowy adwokat tej samej sprawy. W sprawie pojednania człowieka z maszyną wynalazek radia jest czynnikiem epokowego znaczenia. Można śmiało powiedzieć, że cywilizacja nasza byłaby bez radia niezupełną. Można iść dalej i powiedzieć, że sto lat schodzenia w tajemnice elektryczności zmierzało do radia, jako do swego ludzkiego uświęcenia. Radiofon rozszerza słuchokrąg człowieka do rozmiarów kontynentalnych”.

Rok 2026 został ogłoszony przez Sejm Rokiem Polskiego Radia (w stulecie regularnego nadawania). To dobra okazja, by przypomnieć niektóre utwory literackie z motywem radia.

Najsławniejsze jest z pewnością onomatopeiczne "Ptasie Radio” Juliana Tuwima. W utworach dla dzieci lub z dziecięcymi bohaterami motyw pojawia się jeszcze np. w „Pedagogice żartobliwej. Moich wakacjach. Gadaninkach radiowych Starego Doktora” - zbiorze felietonów Janusza Korczaka.

Radio stało się tematem poezji już niemal u swych początków. Wspomnimy „Radio” Zofii Rościszewskiej:

„Teraz przez okno zaglądają róże i drzewa.
Lato, bożek pogański w wianku z kłosów na głowie,
A w radio (co za kontrast!) jakiś yankes śpiewa – 
Słuchają go niezliczone panie, i pewnie mniej liczni panowie”


i futurystyczny "Radioromans" Stanisława Młodożeńca ("nadchodzi żona - / jak radiofala przeczulona"). Jest obecne także w wierszach powojennych, np. w "N.N. przekręca gałkę radia" Stanisława Barańczaka obserwujemy kontrast pomiędzy optymistycznymi treściami audycji a szarą, socjalistyczną rzeczywistością bytowania słuchającego jej podmiotu. W „Co godzinę wiadomości” Adama Zagajewskiego także mamy opozycję pozornej wszechwiedzy spikerów i ich całkowitej niewiedzy o tym, co absolutnie nieważne, ulotne, ale w dużej mierze stanowiące urodę codzienności:

"Radio podaje co godzinę wiadomości.
Spikerzy wiedzą wszystko (...)  A jednak
(...) Kto
Słucha wiadomości, nie wie, że
W pobliżu, po ogrodzie mokrym od deszczu
Spaceruje mały szary kot i bawi się,
Mocuje z twardymi łodygami traw."


W "Reszta to śmiecie" Leonarda Cohena dźwięki z radia towarzyszą schadzce:

"Spotykamy się w hotelu
mamy dosyć drobnych, by włączyć radio
zdumieni, że jeszcze jesteśmy kochankami"

(Tł. Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

Pisarzem szczególnie wrażliwym na dźwięki (także radiowe) był Miron Białoszewski. Fragment z dziennika "Chamowo": "Jednak to akustyczny dom. (...) Szczególnie słychać jedną rodzinę: baby i dzieci. (...) Radio czy telewizję słychać niedużo". I oparty na grze słów fragment "Niedzielojdy": "ściana / radio / aktywna", umożliwiająca przenikanie hałaśliwej muzyki z mieszkania sąsiadów.

Autor szczególny: Zbigniew Herbert, mniej znany jako współpracownik Polskiego Radia. Tworzył słuchowiska dla Rozgłośni Gdańskiej, później Pomorskiej oraz napisał cztery dramaty radiowe:  „Drugi pokój" - o udanej próbie zastraszenia sąsiadki, której mieszkanie chcą przejąć młodzi zza ściany, by powiększyć metraż.., „Rekonstrukcja poety” - poszukiwanie prawdy o Homerze (!)..., „Lalek. Sztuka na głosy”, czyli los anonimowego chłopaka i jego przedwczesna śmierć..., „Listy naszych czytelników” - wstrząsający monolog człowieka, który stracił wszystko...

Trochę prozy. Radiowym "głosem", uwielbianym przez spore grono słuchaczy,  jest bohaterka opowiadania "Jak być kochaną" Kazimierza Brandysa (TUTAJ). Wielki Brat z "Roku 1984" George'a Orwella (TUTAJ) także docenia możliwości radia (i filmu) we wpływaniu na opinię publiczną i jej preferencje. Wreszcie literatura faktu: pamiętniki Zdzisława Jeziorańskiego (pseud. Jan Nowak) z czasów "zimnej wojny", czyli "Polska z oddali. Wojna w eterze - wspomnienia". Pierwszy tom obejmuje lata 1948-1956, drugi - kolejne dwadzieścia. A jeśli ktoś chciałby wiedzieć, jakie były początki radia, może zajrzeć do książki Beverley Birch "Guglielmo Marconi. Jak radio przybliżyło świat". Mamy w bibliotece! (sygn. D VIII-38, 137812).

źródło fot. Pixabay.com


poniedziałek, 12 stycznia 2026

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Filmy (nie)zapomniane: "Cyrk straceńców" (1969) Johna Frankenheimera

Nostalgiczny, smutny film. Jeden z tych, które boleśnie tkwią w pamięci. "Cyrk straceńców" (The Gypsy Moths) JOHNA FRANKENHEIMERA (1930-2002).

Tytułowe (oryg.) ćmy cygańskie to gatunek motyli-szkodników, żywiących się liśćmi niektórych drzew, głównie dębów. Czy można je porównać do... wyczynowych skoczków spadochronowych? Owszem. Tak nazwali swoje trio.

Mike Rettig, Joe Browdy i Malcolm Webson. Ryzykanci. Pierwszy - najbardziej doświadczony, trzeci - początkujący w niebezpiecznym fachu. Objeżdżają prowincjonalne amerykańskie mieściny, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. Za liche pieniądze wykonują niebezpieczny program pod kopułą nieba. Może lubią mocne wrażenia, bo chcą czuć pełnię życia, a może przeciwnie - zbrzydło im życie i szukają efektownej śmierci.

Zbliża się Czwarty Lipca. Mieszkańcy niewielkiego Benton (stan Kansas) otrzymają z tej okazji popis, a ponadto Rettig zaprezentuje paniom w miejscowym klubie sztukę składania spadochronu. Zatrzymują się w domu Elizabeth i Johna Brandonów, czyli ciotki i wuja Malcolma Websona. A on, choć jest tu wśród swoich, sprawia wrażenie niezainteresowanego życiem mieszkańców. Stoi obok wydarzeń. Skupia się na zadaniu do wykonania? Może rozpamiętuje przeszłość, czyli wczesną śmierć rodziców i konieczność wyjazdu z tych stron, gdyż jego obecność nieustannie przypominała wujowi o miłości Elizabeth do zmarłego ojca chłopaka... A może też po prostu skupia się na zadaniu do wykonania?

W miasteczku jest niewiele atrakcji. Na pewno jedną z nich będzie pokaz. W poprzedzający go wieczór każdy z mężczyzn próbuje się odprężyć. Joe – na zewnątrz hałaśliwy wesołek, żyjący przelotną chwilą – skrzętnie skrywa nieodmiennie towarzyszący mu niepokój. Bawi się w lokalu, wykazując nadmierne zainteresowanie roznegliżowaną tancerką. Cichego Malcolma pociąga lokatorka krewnych, studentka Annie Burke. Mike – od dłuższego czasu obojętny na wszystko i wszystkich – dostrzega urodę pani domu. Podczas wieczornego spaceru towarzyszy kobiecie znudzonej małżeństwem z nijakim małżonkiem. Zostaje z nią na kolejne godziny. Mąż jest tuż za ścianą. Wszystko słyszy…

Świąteczny poranek. Mike – zwykle ponury, nieprzenikniony i chmurny – podejmuje ważną decyzję. Prosi Elizabeth, by z nim wyjechała. Zapragnął stabilizacji, odrobiny bliskości, miłości? Kobieta odmawia. A on nie ma już nic do stracenia. Płomyk zainteresowania życiem, który w nim na chwilę zamigotał, ponownie gaśnie. Kulminacją popisów podniebnych kaskaderów jest skrajnie niebezpieczny, solowy numer Mike’a. Skacze w dużej pelerynie. Istotnie przypomina ćmę. Wiruje w chmurach, wysoko. Po wykonaniu kilku akrobacji zaczyna się zniżać. Ziemia jest coraz bliżej. Niebezpiecznie blisko. Zachwyt widowni zamienia się w niepokój, konsternację, a wreszcie w przerażenie. Skoczek nie otwiera spadochronu… Wszyscy wiedzą, że uczynił to celowo, ale nikt nie ma odwagi głośno tego powiedzieć…

Jeden z nich kiedyś wspominał:

"Miałem w Armii przyjaciela, sierżanta, skoczka spadochronowego od około dwudziestu lat. Mawiał, że skakanie jest nie tylko sposobem na życie, ale również sposobem umierania.”

Nastaje smutna noc. Malcolm nie chce być sam. Zostaje z nim Annie. On, najmłodszy, wpatrzony w kolegów, zaczyna rozumieć, że był członkiem ekipy ludzi wiecznie uciekających przed samymi sobą, że on czyni to samo i jedynie opóźnia chwilę, w której będzie musiał spojrzeć życiu (śmierci?) w oczy. O poranku należałoby wyjechać, ale przedtem trzeba pochować kolegę. A za pogrzeb należy zapłacić. Aby zdobyć pieniądze, ten najmłodszy decyduje się na wykonanie ekstremalnie niebezpiecznego skoku, będącego dotychczas popisowym numerem w repertuarze zmarłego…

Ćmy cygańskie. Uważa się je za szkodniki. Gryzą i niszczą, czyli coś bezpowrotnie przeobrażają, zmieniają… Co lub kogo przemienili trzej straceńcy? Ludzi z prowincjonalnego miasteczka? Siebie? Na dłużej czy na chwilę?

Cyrk straceńców (The Gypsy Moths). Reż. John Frankenheimer. 1969. USA. 107 min. Na podstawie powieści Jamesa Droughta. Główne role: Burt Lancaster, Deborah Kerr, Gene Hackman, Scott Wilson.

Można zajrzeć
Frankenheimer John, w: Zbigniew Pitera, Leksykon reżyserów filmowych. Reżyserzy zagraniczni, Wyd. 2 rozszerz., Warszawa 1984, s. 119 (sygn. 109558).
Idziemy do kina, „Film” 1971, nr 39, s. 15 [online]. Tryb dostępu: https://www.filmopedia.org/archiwum/1971/1177/47426/1971-film-39-015jpg.html