poniedziałek, 10 czerwca 2024

Nasze Skarby - Hieronim Gołębiewski, ”Obrazki rybackie z półwyspy [!] Helu” (1926)

Niebawem nadejdzie lato. Poczytamy coś o morzu?

Pierwsze wydanie książeczki datuje się na 1883 rok. W zbiorach posiadamy edycję trzecią. „Obrazki rybackie z półwyspy Helu” HIERONIMA GOŁĘBIEWSKIEGO (1845-1918), duchownego, literata, działacza społecznego, autora licznych publikacji na temat życia i obyczajowości Kaszubów helskich.

 „Wiele pięknych rzeczy na świecie, ale do najpiękniejszych należy morze.” To zdanie z rozdziału 9 mogłoby być mottem, ale tekst zaczyna się inaczej. Nawiązując do strofy „A czy znasz ty bracie młody” ze znanego kiedyś poematu, autor zapytuje:

„Znasz ty też Kaszubów? Wprawdzie nasz piewca Wincenty Pol wysławiając (…) polskie szczepy, o Kaszubach przepomniał, ale dzisiaj – każdy Polak zna ich i ceni. (…) Ale nie każdy, co pisze o Kaszubach, tem samem już zna Rybaki. A cóż to za kraj, te Rybaki? Przyjrzyj się Kaszubom na mapie; tam u góry, gdzie kraj do Bałtyku dochodzi, wysuwa się jakoby z ramienia ręka 6 mil długa, kładąc się na morze, jakoby, tę część Kaszub w posiadanie biorąc, powiedziała: i to morze jeszcze do Kaszub należy. Ta ręka piaszczysta, ta półwyspa helska, to są owi rybacy. Rybaki, których życie i obyczaje chciałem Ci w kilku obrazkach przedstawić, żebyś i Ty, miły czytelniku, poznał i pokochał tę rybacką ziemię, to „pokrewne twoje plemię””.

Całość zawiera się w dziesięciu rozdziałach z dodatkowym, jedenastym, jako zakończeniem. W „Poglądzie ogólnym” znajdujemy informacje geograficzne, geologiczne i onomastyczne o wioskach, a są to „Chałupy, Kusfeld, Jastarnia, Bór i Hela”. ”Lud rybacki” prezentuje mieszkańców: ich dbałość o pielęgnowanie polszczyzny (w czasie zaborów!), ubiór. Tu czytamy: „Ulubionym kolorem jest ciemnomodry jak morze, a na niedzielę noszą modre spodnie, modry krótki żakiet, modrą kamizelkę i modrą czapkę zamaszyście w tył zsuniętą.” Specyficzny strój kobiecy zaś zanika, choć charakterystyczne czapeczki nadal się powszechnie widuje. Miejscowi są bardzo zajęci pracą, do Gdańska „tylko za sprawunkami a nie dla rozrywki jeżdżą”.

Język kaszubski. Skomplikowany? Autor twierdzi, że przeciwnie: „dla Polaka prawie żadnej trudności nie przedstawia. (…) Osobliwością (…) jest to, że opuszcza i skraca bardzo wiele zgłosek i końcowej, które Polacy wymawiają, np. stateczk, kościółk, skowronk (…)”. Nazwiska mieszkańców często się powtarzają, a wśród imion dominują Jan i Józef, Anna i Marianna. Autor przyznaje, że zalecił nadawanie dzieciom imion zgodnych z kalendarzem i ochoczo go usłuchano.

„Domek rybacki”. Ten rozdział przynosi nie tylko tematykę „budowlaną” i etnograficzną (np. zamiłowanie miejscowych do palenia sobótek czy obraz wesela – nieszczególnie odbiegającego od ogólnopolskiego obyczaju), ale również przegląd dominujących potraw, których główną cechą jest „słoność”. „Potrawy niesłone, a choćby najlepsze, nie są lubiane, mianowicie słodkie (miodne) prawie w pogardzie. Wcale już rybacy pojąć nie mogą, jak to można jeść kartofle z maślanką.” „Któżby w kraju zjadał wrony! A tu są specjałem.” Ulubiony napój? „Bajersz” (piwo bawarskie) oraz tzw. wino rybackie – „z eteru, cukru, octu itd. składające się, ale tylko głowy rybackie to wino znieść mogą.”

Sporo uwagi poświęca Gołębiewski „Kościołowi rybackiemu” w Jastarni i religijności miejscowych, znających nieprzeliczone pieśni i chętnie uczestniczących w nabożeństwach. Najdłuższe – wielogodzinne – odbywało się w dzień zaduszny. „A zatem myśli sobie niejeden: przy tak licznych nabożeństwach rybacy powinni być prawie święci. Na to odpowiadam: wszędzie ludzie ludźmi.”

Dalsze rozdziały dotyczą głównego zajęcia mieszkańców i ich codzienności. Są to: „Rzemiosło rybackie”, „Pola rybackie”, „Wioski rybackie” (z genezą nazw), „Lasek rybacki”, „Okręt w strąndzie”. Sprawdziłyśmy w słowniku: „strąd” znaczy regionalnie „brzeg morski, wybrzeże”. Tu znajdziemy obszerny opis potęgi i urody morza. Wreszcie „Przejażdżka do Gdańska”, a na zakończenie: pieśń ułożona - na melodię krakowiaka! - w 1865 r. przez ks. Tomaszewskiego. Jej początek:

„Płynę sobie łódką, w ręku drugie wiosło,
Niemasz jak to nasze rybackie rzemiosło!
Rybackie rzemiosło na tych nurtach wody,
Gdzie sobie wciąż mile płynę wśród swobody (…)”

Piękny hołd oddany morzu i ludziom, którzy je znają, rozumieją i kochają.

Hieronim Gołębiewski, Obrazki rybackie z półwyspy Helu, wyd. 3, Pelplin, dr. i nakł. „Pielgrzym", 1926 (sygnatura: ZS 9091).

piątek, 7 czerwca 2024

Nasze Skarby - Ignacy Schreiber, „Ściąga w praktyce szkolnej” (1938)

„Czyż nie są zbrodniarzami wszyscy ci, którzy tolerują ściągę w szkole?” - pytał retorycznie IGNACY SCHREIBER (1902-1939) w „Ściądze w praktyce szkolnej”, powołując się na wieloletnie doświadczenie w pracy z uczniami, chociaż żył tylko 37 lat. Jednak czasu nie zmarnował i wypełnił go niemal mrówczą pracą.

Czyli ściąga to tylko zło? Jednak nie! Autor uważa, że wypracowania szkolne - w tradycyjnej formie - naruszają równowagę psychiczną młodzieży, przyprawiają ją o drżenie rąk ("jak u starców"), a każda istota "ma prawo do obrony przed czynnikami, które ją niszczą. Ściąga jest więc ustaloną i tradycyjnie renomowaną samoobroną ucznia.”

Dalsze rozdziały przynoszą rozwinięcie zagadnienia i omówienie kolejnych przyczyn ściągania (brak wiadomości albo umiejętności, lenistwo, niesystematyczność szkolnej pracy, kompleks niedowartościowania), rolę „dyspozycji psychicznej w umiejętności ściągania”, „typy ściągaczy” (z niewiedzy, z przyzwyczajenia, ściągacze „pozorni”), wpływ osobowości nauczyciela i rozmieszczenia uczniów w sali szkolnej na częstotliwość użycia ściąg, a nawet… znaczenie pory roku! Okazuje się, że w zimie i na wiosnę użycie ściąg jest najbardziej powszechne, gdyż zimą uczniów od nauki odrywają zabawy na powietrzu, a  wiosną – młodzi ludzie duszą się w klasach!

Jest i wpływ statusu społecznego wychowanków: „Dzieci z domów zamożniejszych o wiele więcej używają ściąg niż synowie proletariatu. Są bardziej zepsute, mają więcej pozaszkolnych zainteresowań, więcej możliwości zabawy, która je od pracy odrywa.”

„Ściąganie jest sztuką – sztuką stosowaną. I jak w artystycznym rzemiośle, tak i w ściąganiu istnieje artyzm i partactwo.” Ważna jest zatem „typologia” tych specyficznych pomocy. Są ściągi indywidualne i zbiorowe, pisane samodzielnie i przez osoby drugie, istnieje nawet handel ściągami. Nie zawsze tworzą je uczniowie. Nierzadko ich dostawcami są… korepetytorzy, a specyficzną odmianę stanową bryki.

Pod względem formalnym ściągi to fiszki, „harmonijki” i „rolki”. Nierzadko wykorzystują pismo łacińskie, alfabet grecki, znaki Morse’a, stenografię, „układy graficzne linii geometrycznych” szyfry (liczbowe, literowe i nutowe), „alfabety tajne” uczniów. Przy okazji myślimy sobie - chyba z uczniami wówczas nie było aż tak źle, skoro znali specjalistyczne litery i znaki…

Ostatnie rozdziały zawierają etyczną ocenę ściągania (z punktu widzenia nauczycieli,  uczniów i rodziców) oraz jego pozytywne i negatywne strony. Tak! Jest jedna zaleta ścigania! „Wyrabia w uczniach niewątpliwie zimną krew wytwarzając odporność nerwową na bodźce z zewnątrz”. A minusy? Braki w wiedzy, destrukcja charakteru, zanik niezależności myślenia, tłumienie logiki wysłowienia, otępienie. „Równorzędnie z tym kroczy zatrata poczucia praw rządzących w społeczeństwie i najtragiczniejszy bodaj skutek: wzrastanie niewiary w sprawiedliwość.”

Co zrobić, by ograniczyć użycie ściąg? Bardzo istotne jest zachowanie nauczyciela podczas lekcji i jego umiejętność zainteresowania tematem („aktywizacja elementów martwych”), ogólny nastrój panujący w klasie, ożywienie intelektualne, samodzielność i swoboda uczniów podczas odpowiedzi, odpytywanie „na drodze dyskusyjnej” i „piśmienne prace grupowe”. Tak, uczniowie zaktywizowani, zainteresowani, czujący się w klasie bezpiecznie z pewnością będą bardziej przykładać się do nauki, a ściąganie stanie się mniej potrzebne lub wręcz niepotrzebne. Piękne, ale czy możliwe do zrealizowania?

Ignacy Schreiber, Ściąga w praktyce szkolnej, Kraków, Księgarnia Nauka i Sztuka, 1938 (sygn. ZS 11092).

poniedziałek, 3 czerwca 2024

"Guliwer XX wieku" (czyli dwadzieścia lat minęło)

Czesław Miłosz (1911-2004). Poeta, powieściopisarz, eseista, historyk literatury, wykładowca. Minęło dwadzieścia lat od jego śmierci. Kilkanaście lat temu obchodziliśmy jego Rok, a obecnie - kolejny.

Wówczas uczciliśmy go w Wydziale wystawami, imprezami, publikacjami:
- "Czesław Miłosz – interpretacje twórczości i jej wykorzystanie w edukacji. Zestawienie bibliograficzne " Katarzyny Herich, „Dialogi Biblioteczne” 2011, nr 1(7), s. 30-37 (online – TUTAJ).
- "Czesław Miłosz jako tłumacz Psalmów. (Kilka uwag na temat przekładu artystycznego w pracy polonisty)" Barbary Michałek, " Wszystko dla Szkoły" 2010, nr 11, s. 12-14.
- "Czesław Miłosz a film. Zestawienie bibliograficzne" Barbary Michałek, „Dialogi Biblioteczne” 2011, nr 2(8), s. 25-27 (online – TUTAJ). Na tym blogu przedstawiłyśmy jego fragment ("Związki Czesława Miłosza z X Muzą" - TUTAJ).
17 listopada 2011 r. p. Basia wystąpiła z referatem podczas seminarium "Twórczość Czesława Miłosza w szkole i bibliotece", zorganizowanego przez Sekcję Bibliotekarską przy Okręgu Śląskim ZNP w Katowicach.

Dziś przypomnimy niektóre wypowiedzi znawców i miłośników twórczości Miłosza - zawarte w tytułach publikacji dostępnych w naszych zbiorach.

Nazywano go...

„Hiob naszego wieku” (Josif Brodski), "mistrz pokonanej rozpaczy" (Bożena Chrząstowska), "piewca polskiej duchowości" (Bernadetta Craveri), "Guliwer XX wieku", "prorok postchrześcijaństwa" (Aleksander Fiut), „przewodnik” (Maria Janion), "poeta dykcji nowej" (Ewa Nowel), „ten, który przetrwał” (Robert Pinsky), „wędrowiec” (Aleksander Schenker), "mistrz pokonanej rozpaczy, mistrz wysokiego stylu" (Agata Stankowska), „tropiciel spraw istotnych” (Łukasz Tischner), "poeta powtórzenia" (Marek Zaleski).
Aby nie było zbyt laurkowo, ale prawdziwie, pojawiały się też inne epitety, dotyczące głównie okresu paryskiego. Bolesne.

Jego twórczość tak charakteryzowano... 

 „Wieczne światło zatrzymanego czasu” (Andrzej Franaszek), "kosmos żywiołów manichejskich" (Zbigniew Kaźmierczyk - o wczesnej poezji), "między sielskością a odczarowaniem" (Miłosz Kłobukowski - o "Dolinie Issy"), "oczywistość i tajemnica" (Andrzej Kosiński), "samotność i hermetyczność" (Charles S. Kraszewski - o poezji napisanej w USA), "ufność heretyka" (Anders Olsson), "między konkretem a sensem uniwersalnym" (Danuta Ostaszewska), "katastrofa i nadzieja" (Jerzy Szymik), "między hukiem a ciszą Apokalipsy" (Grażyna Tomaszewska - o "Piosence o końcu świata"), "głos z katakumb" (Aneta Wiatr).

Z biografii. U (pra)początków:

„Geneza rodu Miłoszów (…) rozmywa się w legendzie. Według jednej wersji Miłoszowie zawędrowali na Litwę z Serbii. (…) Według innej wersji (…) wywodzili się z plemienia Serbów łużyckich, dzisiaj istniejących już szczątkowo. Pisana historia rodu liczona jest od wieku XVI, z którego zachowały się sporządzone w języku starobiałoruskim dokumenty.”
(Andrzej Zawada, Miłosz, Wrocław 1996, s. 17-18, sygn. cz D I-3/10 b)

...i u kresu: 

„Na (…) drugi brzeg chciał wyruszyć nie ze szpitalnego łóżka, ale z domu. Zmarł w Krakowie (…), w mieszkaniu na ulicy Bogusławskiego, 14 sierpnia 2004 roku o godzinie 11.10.”
(Andrzej Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków 2012, s. 750, sygn. cz D I-3/9 b)

Kilka opinii o człowieku i dziele:

„Miłosz, jakim go znałam, był człowiekiem skorym do śmiechu, o pamięci pełnej wspomnień, ironicznym tak wobec siebie, jak i innych, serdecznym i wspaniałomyślnym w przyjaźni.”
(Helen Vendler, Kim był dla mnie Miłosz?, tł. Agnieszka Pokojska, w: Czesław Miłosz in memoriam, Kraków 2004, s. 65, sygn. 159423)

„Był silną osobowością, człowiekiem wiernym fascynacji różnymi krajobrazami, rozlicznymi myślicielami, łączącym w sobie wiele sprzeczności i wiele głosów.”
(Robert Faggen, Sprzeczności, fascynacje głosy, tł. Agnieszka Pokojska, w: Czesław Miłosz in memoriam, Kraków 2004, s. 203, sygn. 159423)

„Stworzył dzieło przerastające rangą bodaj wszystko, co w minionym stuleciu wydała z siebie polska literatura. Przeżył wrogów, których mu nie brakowało i którym zwykle wspaniałomyślnie wybaczał.”
(Andrzej Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków 2012, s. 10, sygn. cz D I-3/9 b)

„Dla czytelników książek Miłosza „nostalgia za nieosiągalnym” wyda się bez wątpienia kluczowym motywem całego jego pisarstwa.”
(Ryszard Nycz, „Nostalgia za nieosiągalnym”. O późnych poematach Czesława Miłosza, w: Agata Koss (red.), „Metafizyczne” w literaturze współczesnej. Materiały z II Tygodnia Polonistów, Lublin 1992, s. 79, sygn. cz VI-6/66)

„Tropiciel Istotności – tak przed laty nazwałem go sobie na prywatny użytek. Jego koncentracja wyłącznie na tym, co ważne, była nieustannym wyzwaniem.”
(Jerzy Illg, Kontynent Miłosz, w: Czesław Miłosz in memoriam, Kraków 2004, s. 73-74, sygn. 159423)

(Jednak) przede wszystkim poeta…

„Dzieło Miłosza jest wyraźnie zróżnicowane zewnętrznie i – jeszcze wyraźniej – jednolite w swej głębokiej strukturze. Fundamentem owej jedności jest nie tyle styl, ile wpisany w wiersze, poematy, powieści, szkice, eseje i wykłady – całościowy projekt antropologiczno-metafizyczny. Wynika on z rozpoznania duchowej sytuacji współczesnego człowieka (…) i usiłuje się tej sytuacji przeciwstawić. Centrum Miłoszowskiego dzieła pozostaje twórczość poetycka.”
(Marian Stala, Trzy nieskończoności. O poezji Adama Mickiewicza, Bolesława Leśmiana i Czesława Miłosza, Kraków 2001, s. 151, sygn. 155308)

„Potrzeba ładu, rytmu i formy znaczy, jak zawsze u Miłosza, metaforycznie, czyli wielostronnie. Tęsknota do porządku słów jest tęsknotą do porządku uniwersalnego – przecież końcem tego porządku stało się pomieszanie języków przy budowie wieży Babel. Pierwszym zadaniem poety jest według Czesława Miłosza pomagać językowi w odzyskiwaniu sił. Zaś zasługą jego poezji jest przebłyskujące z jej zdań, wyczuwalne za zasłoną słów, przeczucie porządku.”
(Andrzej Zawada, Miłosz, Wrocław 1996, s. 233, sygn. cz D I-3/10 b)

„Miłosza jak ogarnąć? (…) Może jeden Słowacki tak spontanicznie zamieniał w poezję wszystko, co spostrzegł, przeczuł, przemyślał… Ale Miłosz nie Słowackim karmiony; zdecydowanie wierny Mickiewiczowi.”
(Jan Błoński, Miłosz jak świat, Kraków 1998, s. 5, sygn. 153926)

„Miłosz rzuca poezję na szalę w walce o Rzeczywistość. Poezja jest dla niego orężem w boju o dotarcie do Realnego. Utraciliśmy bowiem niezachwianą wiarę w istnienie tego, czego na co dzień doświadczamy zmysłami.”
(Lech Giemza, „Rzeka, która cierpi”. O poezji Czesława Miłosza, Kraków 2021, s. 19, sygn. 180236)

piątek, 31 maja 2024

Książki (nie)zapomniane - Wielka Gra o tron

Wielka Gra o tron, czyli…

Tym cyklem zainteresowany był sam George R.R. Martin, twórca literackiego przeboju „Pieśń lodu i ognia”. Co go tak zachwyciło w „Królach przeklętych” (Les Rois maudits) MAURICE’A DRUONA (1918-2009), pisanych przez dwie dekady (od lat 50. do 70. XX wieku)? Kto przeczyta, także będzie pod wrażeniem. Książki prezentują burzliwy i tragiczny, ale nieodmiennie fascynujący fragment dziejów Francji (na tle Europy) - od Filipa IV Pięknego z Kapetyngów do Jana II Dobrego z Walezjuszów.

Król z żelaza (Le Roi de fer). Filip IV Piękny. Niezłomny i wojowniczy. Ale towarzyszą mu też intrygi, władza, zemsta i krzywda. Wydaje się nie do pokonania… aż do marcowego dnia 1314 roku, czyli do tragicznego finału Zakonu Templariuszy. Jakub de Molay odważnie wstępuje na stos, ale z jego wyżyn rzuca ponurą przepowiednię. Za krzywdę Wielkiego Mistrza król i papież niebawem zapłacą życiem, a Francję – w dalszej perspektywie – czekają mroczne lata…

Maurice Druon, Król z żelaza. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/1).


Zamordowana królowa (La Reine étranglée). Na arenę dziejów wkracza Ludwik X Kłótliwy,  najstarszy syn Filipa IV. Rządzi krótko, ale zostanie zapamiętany jako słabeusz zajmujący się raczej prywatnymi sprawami (zdradą żony) niż państwem. A w kraju – po wyjątkowo nieurodzajnym roku – nastaje głód, a z nim bieda, zamęt i śmierć…

Maurice Druon, Zamordowana królowa. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/2). Także wyd. 3 (sygn. 170481).

Trucizna królewska
(Les Poisons de la couronne). Po śmierci uprzednio uwięzionej niewiernej małżonki, Ludwik X Kłótliwy poślubia śliczną i niewinną Klemencję Węgierską, przybyłą z… Neapolu. A hrabina Mahaut d’Artois, teściowa królewskich braci, nadal sieje w monarchii niezgodę i skłóca wszystkich…

Maurice Druon, Trucizna królewska. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/3).

Prawo mężczyzn (La Loi des mâles). Z czyich rąk ginie Ludwik? Czy otruła go hrabina Mahaut d’Artois? Tron raczej nie przypadnie dziecku, które Klemencja nosi pod sercem, bo ono wkrótce po narodzeniu umrze. Wśród intryg, pomówień, a nawet zbrodni… ster rządów ujmuje Filip, brat otrutego króla. On też niebawem zejdzie ze świata. I nie pozostawi męskiego potomka…
 
Maurice Druon, Prawo mężczyzn. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/4).

Wilczyca z Francji (La Louve de France). Młody następca tronu - Filip V Długi – umiera nie dożywszy nawet trzydziestki. Władzę przejmuje Karol IV Piękny, jego brat – marionetkowy, chwiejny monarcha, w małostkowy sposób (wykorzystując „broń” podatkową) zwalczający nielubianych poddanych. Wikła się w konflikt pomiędzy swą siostrą, Izabelą, a jej mężem, angielskim władcą (Edwardem II). A gdy kobieta zakocha się bez pamięci w byłym więźniu londyńskiej twierdzy Tower, rozpęta się międzynarodowy konflikt. Zacznie się mroczna opowieść o dwóch państwach…

Maurice Druon, Wilczyca z Francji. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/5).


Lew i lilie (Le Lis et le Lion). Karol IV Piękny odchodzi w osamotnieniu. Ponieważ także – pomimo trzykrotnych ożenków - nie pozostawił syna, dynastia Kapetyngów wygasa. Francję czeka kolejna walka o władzę, z której zwycięsko wychodzi Filip VI Walezjusz, zwany Szczęśliwym. Ponieważ Edward III (syn Izabeli Francuskiej) także rości sobie prawo do tronu, nie będzie to spokojne panowanie. Wkrótce Filip uwikła swój kraj w wojnę stuletnią…

Maurice Druon, Lew i lilie. Powieść historyczna, przeł. Anna Jędrychowska, wyd. 2 przejrz. i popr., Kraków 1977 (sygn. 74826/6).

Ps. Czasem do cyklu zalicza się powieść „Kiedy król gubi kraj” (Quand un Roi perd la France), której nie mamy w zbiorach. W samych książkach widnieje spis pozycji tworzących serię. Zamyka się na sześciu wymienionych tytułach.

poniedziałek, 27 maja 2024

Outsider? Kabotyn? Pozer? Marek Hłasko w życiu, twórczości i legendzie

Outsider? Kabotyn? Pozer? Z pewnością postać skupiająca na sobie uwagę. Budził niepokój – pojawiający się zawsze, gdy mamy do czynienia ze swoistą zagadką. A taki właśnie był. Trudny do zaklasyfikowania. Niełatwy w życiu i nieprosty w całościowej interpretacji. Zostawił dzieła bardzo realistyczne i zawierające nutę tragizmu. Otwierające szersze perspektywy i dalsze horyzonty. MAREK HŁASKO (1934-1969). Prześledzimy główne wątki jego biografii i pisarstwa przez pryzmat wypowiedzi historyków literatury i krytyków literackich.

Biografia (zarys)

Urodził się w Warszawie jako jedyne dziecko Macieja Hłaski i Marii Łucji z domu Rosiak. Rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata. Ojciec niebawem zmarł. Większość wojennych lat matka i syn przeżyli w stolicy. Po upadku powstania warszawskiego mieszkali kolejno w Częstochowie, Chorzowie, Białymstoku i Wrocławiu (w dwóch ostatnich miejscach z Kazimierzem Gryczkiewiczem, przyjacielem, później drugim mężem matki). Po ukończeniu szkoły Marek pracował fizycznie. Pod koniec lat 50. wyjechał do Paryża, potem do Niemiec, Włoch, Berlina Zachodniego, Izraela, Stanów Zjednoczonych, by znowu wrócić do Niemiec. Zmarł w Wiesbaden. W 1975 roku – na prośbę matki - sprowadzono jego prochy do kraju. Ona też wymyśliła epitafium nawiązujące do jego twórczości: „Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni”.

„Żył 35 lat. Był jednym z najwybitniejszych prozaików-realistów swojego pokolenia, które weszło do literatury zdecydowanie, głośno i wyraźnie w tym klimacie ideowym, politycznym, artystycznym, intelektualnym wreszcie, jaki zwykło się opatrywać znakiem: „1956” (…). Z piętnastu lat tej niespokojnej, dużo obiecującej, nie spełnionej do końca, ale w tym, co zrealizować zdołał, wystarczająco wartościowej twórczości, by do niej powracać, ponad dziesięć przypada na pobyt poza krajem. Zmarł (…) nagle, w niezupełnie wyjaśnionych okolicznościach (…). Po upływie sześciu lat jego zwłoki sprowadzono do Warszawy i pochowano na Cmentarzu Powązkowskim. Tym aktem nastąpiło jego pojednanie z krajem, od którego nigdy naprawdę nie odszedł.”
(Marian Stępień, Marek Hłasko (1934-1969), „Ruch Literacki” 1981, z. 1, s. 15-16, Czytelnia)

Z biografii. W rodzinnym kręgu

„Matka Marka jest osierocona przez syna, który odszedł przed matką odwracając porządek śmierci (…). Potem matką dla niego byli koledzy, przyjaciele Polska, cały świat. Nigdy nie darował matce związku z Gryczkiewiczem. Nie lubił swojego ojczyma, czuł się obrabowany z najcenniejszego skarbu: miłości matki (…) matka zaczęła naprawdę kochać Marka, gdy go straciła i została na zawsze sama. Ale on już o tym nie wiedział.”
(Krzysztof Kąkolewski, Posłowie, w: Barbara Stanisławczyk, Matka Marka Hłaski, Warszawa 1992, s. 134, sygn. cz D VII-3/8)

Z biografii. Na śląskich drogach

„Górnośląskich epizodów jest w życiu Marka Hłaski niewiele. W 1945 roku 11-letni wówczas Hłasko mieszkał ponad dwa miesiące w Chorzowie. W roku 1957 „Panorama” jako pierwsza drukowała jego „Głupcy wierzą w poranek”, znane z wersji książkowej jako „Następny do raju”. Wreszcie w Tychach mieszka Andrzej Czyżewski, najbliższy kuzyn pisarza.”
(Bogdan Prejs, Hłasko na Śląsku, „Śląsk” 1996, nr 10, s. 30, Czytelnia)

Miłość

„Hłasko budził miłość i niekiedy, pewnie na krótko, ją dawał. (…) Leopold Tyrmand napisze bez ogródek, że Marek za każdym razem, z mniejszym czy większym przekonaniem, z teatralnym przejęciem – i najczęściej dobrym skutkiem – rzucał wybrance świat do stóp. Tyle że „kochało się go zazwyczaj 24 godziny; nie można było dłużej.””
(Aneta Wiatr, Wielki sen Marka Hłaski, „Twórczość” 2007, nr 6, s. 84, Czytelnia)

Na tle epoki

„młody pisarz pozuje na kogoś w rodzaju eks-robotnika, częściowo boksera, częściowo rozczarowanego zetempowca, zwanego młodzieżowcem, chuligana, studenta, elektryka z ekipy filmowej, intelektualistę-barbarzyńcę (on, który ukończył podstawówkę i Kursy samochodowe M. Jabłońskiego we Wrocławiu, radzi w liście Jerzemu Andrzejewskiemu, by przeczytał „Proces” Franza Kafki!), bikiniarza (wystudiowane uczesanie), a więc poniekąd apasza.”
(Feliks Netz, Buntownik (bez powodu?), „Śląsk” 2004, nr 6, s. 28, Czytelnia)

Erudyta (?)

„Dostojewskiego cytował z pamięci całymi rozdziałami, z Biblią nie rozstawał się, jako jeden z nielicznych wówczas gruntownie przeanalizował filozofię egzystencjalną Sartre’a (…), a niejednego polonistę – erudytę mógłby dokształcić, jeśli chodzi o interpretację dramatów Szekspira i współczesnej prozy amerykańskiej: Faulknera, Steinbecka, Hemingwaya (…). Bardzo wcześnie poznał (…) twórczość Gombrowicza, Kafki, i innych. I dość wcześnie miał własne krytyczne zdanie na temat ich twórczości.”
(Temida Stankiewicz-Podhorecka, Listy Marka Hłaski, Warszawa 1994, s. 16)

Twórczość

Przygodę z literaturą rozpoczął w 1951 roku. Debiutował opowiadaniem "Baza Sokołowska". W ciągu kilkunastu lat stworzył kilkanaście powieści i ponad trzydzieści opowiadań. Szybko stał się sławny w kraju i za granicą. Pisał o zakłamaniu, fałszywej etyce ludzi swego czasu. Buntował się. To w nim podziwiano i… zwalczano.  

„Ma niespełna dwadzieścia lat, gdy debiutuje; dwadzieścia dwa, dwadzieścia cztery, gdy odnosi sukces. Jest młody i przystojny (…) ma w swoim wyglądzie coś z inteligenta i proletariusza. Pracował jako kierowca ciężarówek w Karkonoszach. Więc robociarz. Proletariackie dziecię. Później się okaże, że tata, nieżyjący, był prawnikiem, a mama próbowała studiować polonistykę i romanistykę… W tym, co mówi w wywiadach, co pisze i jak pisze, jest wyrafinowany, błyskotliwy, jakby miał za sobą studia uniwersyteckie, może przerwane, ale tuż-tuż przed dyplomem, i zarazem jakby na tę czarodziejską górę literatury wdrapał się z samych dołów.”
(Feliks Netz, Buntownik (bez powodu?), „Śląsk” 2004, nr 6, s. 29, Czytelnia)

„Jakim wartościom wierny był Hłasko? W imię czego tak buntowniczo - i sentymentalnie - wierzył? Czy był to rzeczywiście bunt w imię wartości, czy tylko w imię głodu, za którym kryła się rozpacz? Z pewnością było w nim wiele tęsknoty za ładem moralnym (…). Gniew i rozczarowanie to charakterystyczne elementy w życiu tego pokolenia, które - jak pisał Andrzej Kijowski - między innymi głosem Hłaski upominało się „o prawo do ludzkich uczuć, do niezależnej myśli”. Hłaskę nazwano „mścicielem pokolenia” (Stanisław Stabro), który „buntuje się przeciwko życiu dlatego, że wszystko, co w sposób decydujący stanowi o sensowności życia: miłość, przyjaźń, piękno ludzkich marzeń, pragnień i dążeń, podlega zdeformowaniu i zatracie” - stwierdził inny krytyk - Henryk Bereza. Zatracie - dodajmy - nie tylko w czasach stalinowskich. Inaczej krytyk ten nie byłby zgodny z samym Hłaską, który dość wcześnie uwierzył, że zło jest immanentne, że jest substancją bytu, nakazem ludzkich działań, ich imperatywem. To zło stało się jego obsesją pisarską i głównym problemem.”
(Tomasz Soldenhoff, Marka Hłaski niesienie krzyża..., „Ethos” 1992, nr 1, s. 153, Czytelnia, pełny tekst artykułu TUTAJ)

„W ostatniej wydanej za życia (…) książce – Sowie, córce piekarza – (…) nade wszystko dotyka problemu symulakryczności otaczającego świata. (…) Hłasko, podejmując (…) problem  życia niepełnego, nierzeczywistego, tworzy w gruncie rzeczy pean ku czci śmierci, jako jedynej pewnej i wiernej towarzyszki. Wszystko jedno, czy nazwie ją Weroniką, Ofelią – tą „czarno ubraną kobietą” (…) ona przyjdzie i tak. Śmierć, jedyna córka pisarza.”
(Sabina Kwak, Ofelia, córka pisarza. Świat kopii Marka Hłaski, „Twórczość” 2010, nr 3, s. 72, 76, Czytelnia)

Na ekranie

Jego pisarstwo wielokrotnie ekranizowano (w latach 1957-2016). Były to etiudy szkolne, fabuły krótkometrażowe i spektakle telewizyjne. Jako bohater pojawił się w pięciu filmach dokumentalnych i jednym fabularnym. Sam - w latach 1954-1958 - współpracował przy sześciu filmach fabularnych.


„Nakręcony w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie w 1986 r. film o Marku Hłasce - w reżyserii Andrzeja Titkowa – rozpoczyna fotografia, na której pisarz rozkłada ramiona, jak gdyby przymierza się do stojącego za nim krzyża. (…) Gdy na ekranie znika fotografia, Agnieszka Osiecka mówi: „Przez całe swoje życie Marek przymierzał się do krzyża...””
(Tomasz Soldenhoff, Marka Hłaski niesienie krzyża..., „Ethos” 1992, nr 1, s. 153, Czytelnia)

Ps. Pełniejsza wersja: więcej cytatów, rozbudowany dział „W szkolnym odbiorze” (wraz z wybraną bibliografią materiałów merytorycznych i metodycznych) – w półroczniku „Dialogi Biblioteczne” 2023, nr 2 (32), s. 13-18 (TUTAJ).

Źródło fot.: WikimediaCommons

piątek, 24 maja 2024

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Filmy (nie)zapomniane: Fred Zinnemann, "Oto jest głowa zdrajcy" (1966)

W przyszłym roku minie 490 lat od dnia, w którym stracił głowę... Na szafocie. Mały fragment powszechnej (głównie angielskiej) historii. Ale ten człowiek był postacią na tyle znaczącą, że jego bezkompromisowa postawa i odwaga nadal inspirują. Zainteresowały także polską pisarkę, Hannę Malewską, skłaniając do umieszczenia jego postaci w zbiorze opowiadań "Sir Tomasz More odmawia". Dzisiaj zaś przypomnimy film, który mamy w zbiorach. "Oto jest głowa zdrajcy" (A Man for All Seasons) FREDA ZINNEMANNA (1907-1997).

Zaskoczenia nie będzie. Wyrywek z europejskich dziejów. Na ogół znany. Kochliwy Henryk VIII poślubił z rozsądku mało atrakcyjną (w jego oczach) Katarzynę Aragońską. Ale oto wypatrzył w swym otoczeniu piękną Annę Boleyn. Dla niej teraz zaczyna bić serce monarchy. Chwilowo, bo i ją z czasem odprawi... na zawsze. W sposób brutalny, najokrutniejszy. A potem jeszcze czterokrotnie będzie zawierał związki małżeńskie. Nadejdzie moment, gdy także jej krewna - równie urodziwa Katarzyna Howard - rozstanie się ze światem w analogicznych  okolicznościach. A teraz trwa zauroczenie. Król postanawia. Rozwiedzie się. Kto mu zabroni?

Jest człowiek mówiący "nie". Wyłamuje się z grona zastraszonych. W imię zasad. W imię uczciwości. W myśl wyznawanej wiary. Konfrontacja wydaje się nieunikniona…

Sir Thomas – jako osoba świecka – nie musi złożyć przysięgi supremacji, uznającej króla za głowę Kościoła. Ale w sumieniu uznaje, że powinien zrzec się kanclerskiego urzędu. I idzie za wewnętrznym głosem. Już dostrzeżono jego nielojalność, więc podpisanie kolejnego dokumentu, ustawy o sukcesji, obowiązkowego tylko dla urzędników państwowych i osób nieprawomyślnych, dla niego – siłą rzeczy – staje się obligatoryjne. More po raz kolejny odmawia. Nie, szesnastowieczna Anglia to nie idealna Utopia. Za nieposłuszeństwo zachciance monarchy trzeba zapłacić. Głową. W lipcowy dzień 1535 roku ta głowa spada…  

Malowniczy, wierny historycznym realiom film to adaptacja sztuki Roberta Bolta, scenarzysty wielu hollywoodzkich przebojów (m.in. „Lawrence’a z Arabii” i „Doktora Żywago”). Reżyser - Fred Zinnemann – jest znany m.in. jako twórca nieśmiertelnego westernu „W samo południe”, ekranizacji „Stąd do wieczności” Jonesa i „Dnia Szakala” Forsytha. Główną rolę gra Paul Scofield, ponoć najlepszy odtwórca postaci szekspirowskich. Już choćby dla tych kilku nazwisk warto go zobaczyć. A jeśli dodamy, że obraz zdobył sześć Oscarów, to chyba staje się oczywiste, że obejrzeć go po prostu trzeba.

Oto jest głowa zdrajcy (A Man for All Seasons). 1966. Wielka Brytania. 118 min. Reż. Fred Zinnemann. Główne role: Paul Scofield (Tomasz More), Robert Shaw (Henryk VIII), Vanessa Redgrave (Anna Boleyn), Leo McKern (Thomas Cromwell), Orson Welles (kard. Thomas Wolsey), Nigel Davenport (książę Norfolk).
W zbiorach PBW: Oto jest głowa zdrajcy [Film], Sony Pictures Home Entertainment, Warszawa, Imperial CinePix, 2006 (sygn. AV DVD 2467).


Można przeczytać
Piotr Kletowski (red.), 1000 filmów, które tworzą historię kina, Bielsko-Biała 2020, s. 166-167 (sygn. cz LXIII-4/6 c).


 Fot. Pixabay.com

poniedziałek, 20 maja 2024

Nasze Skarby - Józef Piernikarczyk, „Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska” (1923)

To wyjątkowy dokument. Powstał, gdy opadł kurz po trzech powstaniach i poznano wyniki plebiscytu. „Słowo wstępne” datuje go na luty 1923 roku. "Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska" JÓZEFA PIERNIKARCZYKA (1885-1946).

Pierwszy rozdział: „Początek budzenia się ducha polskiego na Górnym Śląsku” prezentuje zarys historii i sylwetki „mężów opatrznościowych” regionu, czyli: Józefa Lompę, ks. Norberta Bonczyka, ks. Konstantego Damrota (tu pisanego przez „h” w wygłosie), Karola Miarkę, Juliusza Ligonia.

 „Rzut oka na rozwój społeczno-narodowy G. Śląska od początku XX. w, do wielkiej wojny światowej”, to historii ciąg dalszy. W niej szczególne miejsce ma rok 1903 - „przełomowy”, bo „Wytworzył się teraz większy zastęp inteligencji własnej. Na widownię polityczną wystąpili dwaj młodzi pełni zapału i odwagi ludzie, Wojciech Korfanty i Jan Kowalczyk. Ci w radykalny sposób (…) zaczęli burzyć stary porządek rzeczy, postanowili upominać się o prawa ludu górnośląskiego (…). Wzbudzili oni na Górnym Śląsku taki ruch polityczny i społeczny, jakiegośmy tutaj dotąd nie widzieli.” W podrozdziałach wymienia się też zasługi dr. Józefa Rostka i  ks. Pawła Pośpiecha.

Osobne miejsce zajmuje niechlubna pruska „Ustawa osadnicza” z 1904 r., zabraniająca chłopom budowania na własnej roli. W jej kontekście wspomniano prawie nieznaną dziś, tragiczną postać: „Polski inwalid-górnik Chrószcz z Pszowa przy Rybniku kupił sobie parcelę i chciał na niej wybudować domek, aby tam resztę swoich dni spędzić. Nie dostaje atoli pozwolenia. Co robi biedny chłop? Buduje sobie jaskinię w ziemi, bo przecież musi gdzieś mieszkać. Mieszka więc jako troglodyta (mieszkaniec jaskini) w kulturalnych Prusach! Przychodzi żandarm, aby mu i tego zabronić. Wtedy chłopa ogarnia zwątpienie, bierze strzelbę i zabija pruskiego żandarma. Potem idzie do lasu i kładzie kres swojemu życiu.”

Kolejne rozdziały: „Powstanie Związków Zawodowych Polskich na Górnym Śląsku”, „Zjednoczenie Zawodowe Polskie i jego powstanie”, „Pierwszy Wojewoda Śląski Józef Rymer”, „Górny Śląsk po ukończeniu wielkiej wojny światowej”, „Nastrój i stan psychiczny ludności górnośląskiej podczas przygotowań do głosowania ludowego”, „Wynik plebiscytu i jego następstwa”, „Trzy powstania górnośląskie”, „Karty męczenników narodowych Górnego Śląska” (tu: Piotr Niedurny, Walter Larysz, Wincenty Janas, proboszczowie: Ruda i Marks, ks. dziekan Augustyn Strzybny, lekarze: Mielęcki i Styczyński).

Wreszcie - wielki finał: „Z wielkich dni Górnego Śląska. Wkroczenie wojska polskiego na ziemię Śląską do miasta Katowic” i „Ostatni akt wielkiej historii Górnego Śląska, Uroczystości w Katowicach”, czyli: nabożeństwo na boisku miejskim obok parku Kościuszki, podpisanie doniosłego aktu, pełne teksty aktu i mowy gen. Stanisława Szeptyckiego, defilada na rynku, otwarcie Sejmu Śląskiego. Całości dopełniają liczne fotografie:

„W niedzielę, dnia 16 lipca 1922 odbyła się w Katowicach zapowiedziana uroczystość zjednoczenia G. Śląska z Polską przez symboliczne przejęcie ziemi śląskiej przez Rząd polski. Uroczystość ta rozpoczęta się w sobotę wieczorem capstrzykiem wojskowym urządzonym przez garnizon katowicki z rozkazu p. generała Szeptyckiego. W niedzielę rano o godz. 6 orkiestry wojskowe i cywilne odegrały pobudkę na ulicach miasta, które na tę uroczystość przybrało odświętny charakter, przez udekorowanie gmachów i domów w zieleń. O godz. 8 rano przybyli specjalnym pociągiem z Warszawy oficjalni goście, mianowicie przedstawiciele Rządu polskiego i Sejmu. Na powitanie ich na dworzec udali się p. Wojewoda Rymer, z członkami Tymczasowej Rady Wojewódzkiej oraz delegatem ministerstwa spraw wewnętrz. p. Konczewskim, p. generał Szeptycki z korpusem oficerskim, pierwszy burmistrz miasta dr Górnik z przedstawicielami rady miejskiej i magistratu, przedstawiciele komitetu przyjęcia, oraz reprezentanci władz i organizacji społecznych. Na peronie ustawiona była kompanja honorowa, która, gdy nadjechał pociąg z gośćmi, prezentowała broń a orkiestra wojskowa odegrała hymn narodowy.”

Książka stanowi wyjątkowy dokument. Jest skarbnicą wiedzy o tamtych dniach. Źródłem, z którego może czerpać nie tylko historyk.

Józef Piernikarczyk, Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska, Katowice, nakładem "Illustrowanego Tygodnika Katowickiego", 1923 (sygn. ZS 51212).