poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Język nie kłamie, ale się łamie

Wakacje w pełni. Na pewno spotykamy się w miłym gronie, np. w rodzinie lub na koloniach. Opowiadamy różne historie, także zagadki czy żarty. A może by tak pogimnastykować język, czyli przygotować na spotkanie jakieś językołamacze? Może być z ich powtarzania dużo radości. Jeśli ktoś chciałby zainspirować się pochodzącymi z naszych zbiorów (i nie tylko), proszę bardzo!

Najpierw króciutkie, łatwiutkie, np.:

Zmiażdż dżdżownicę.
Boss ssie sok.
Przeleciały trzy pstre przepiórzyce przez trzy pstre kamienice.
Kiedy pieprz się w wieprza wetrze, wówczas mięso będzie lepsze.
Czy tata czyta cytaty z Tacyta?
W czasie suszy Saszę suszy.
Błazen Błażej błąka się po błoniach.
Szczoteczka szczoteczce szczebioce coś w teczce.
Cześć, Czesiek! Czeszesz się częściej często, czy częściej czasem?
Żubr żuł żuchwą żurawinę, mając przy tym kwaśną minę.
Rzęsa w rzece rzadka rzecz.
I słoń ma swe słabości: wszak głaszcząc – złamie kość ci…

Poprztykały się trzy skrzaty:
pstry, kosmaty i garbaty.
Chrabąszczowa je zganiła,
a dżdżownica pogodziła.

A teraz już trudniejsze:

Trzynastego, w Szczebrzeszynie,
chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.
Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie:
- Cóż ma znaczyć to tarzanie?
Wezwać trzeba by lekarza.
Zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!
Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie,
że w nim zawsze chrząszcz brzmi w trzcinie!
A chrząszcz odrzekł nie zmieszany:
- Przyszedł wreszcie czas na zmiany!
Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały,
teraz będą się tarzały!

Trzódka piegży drży na wietrze,
chrzęszczą w zbożu skrzydła chrząszczy,
wrzeszczy w deszczu cietrzew w swetrze,
drepcząc w kółko pośród gąszczy.

Hasał huczek z tłuczkiem wnuczka
i niechcący huknął żuczka.
- Ale heca... - huczek mruknął
i z hurkotem w hełm się stuknął.
Leży żuczek, leży wnuczek,
a pomiędzy nimi tłuczek.
Stąd dla huczka jest nauczka,
by nie hasać z tłuczkiem wnuczka.

Powiedziała pchła pchle:
Pchło pchnij pchłę!
Pchła pchnęła pchłę
I po pchle!

Mała muszka spod Łopuszki
chciała mieć różowe nóżki.
Różdżką nóżki czarowała,
lecz wciąż nóżki czarne miała.
Po cóż czary, moja muszko?
Ruszże móżdżkiem a nie różdżką!
Wyrzuć wreszcie różdżkę wróżki
i unurzaj w różu nóżki!

W krzakach rzekł do trznadla trznadel:
- Możesz mi pożyczyć szpadel?
Muszę nim przetrzebić chaszcze,
bo w nich straszą straszne paszcze.
Odrzekł na to drugi trznadel:
- Niepotrzebny, trznadlu, szpadel!
Gdy wytrzeszczysz oczy w chaszczach,
z krzykiem pierzchnie każda paszcza!

Opracowano według:
Kalendarze zdzieraki.
Gorzelski Roman, Srebrnikowe myśli czyli bajki, fraszki, przysłówka i wierszyki, Łódź 1986. ISBN 8321804152 (sygnatury: 117122, 117331).
Przyłubska Ewa, Przyłubski Feliks, Język polski na co dzień. Samouczek i słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1966 (sygnatura: 113336).
Wawak Małgorzata, Gimnastyka języka. Konspekt zajęć dla uczniów gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych oraz szkolnych grup teatralnych, "Wychowawca" 2017, nr 5, s. 24-25 (Czytelnia).

piątek, 31 lipca 2020

Książki (nie)zapomniane - Opowieści o duchach. Cz. 3

Już po raz trzeci opowiemy kilka historii z dreszczykiem. Nie zdradzimy jednak zakończeń.

Niedoświadczony duch HERBERTA GEORGE'A WELLSA (1866-1946). Clayton - bywalec klubu "Mermaid" - spotkał w nocy wątłego ducha, byłego nauczyciela języka angielskiego, który zginął w wyniku wybuchu gazu w piwnicy. Według jego opowieści w zaświatach poznał młodzieńców idących straszyć ludzi. Dołączył do nich. A ponieważ był nieporadny, spartaczył robotę. I wzbudził raczej litość niż lęk. Jednak chyba pewien wpływ na straszonego posiadał, skoro... No właśnie, jak dla Claytona skończyło się to niezwykłe spotkanie?

Wells Herbert George, Niedoświadczony duch, tłum. Krystyna Tarnowska, w: O duchach. Opowieści prawdziwe, Warszawa 1977, s. 192-208 (sygnatura: 78888).

Kuzyn Passeroux JEANA RAYA (1887-1964). Passeroux - wilk morski - przybył do kuzyna, Jo Gellerta, w poszukiwaniu bezpiecznej przystani. Bo musiał się ukrywać. Ścigał go duch Uga-Hoo, poznanego gdzieś w pobliżu Markizów i zabitego przezeń jakiś czas później. A wszystko zaczęło się od żądzy pieniądza. Uga-Hoo miał piękne perły, które bardzo spodobały się marynarzowi. Obieżyświat uprowadził więc córkę tamtego, by otrzymać cenne kamienie jako okup. Ale dziewczyna rzuciła się w morze, a ojciec postanowił się zemścić. Passeroux zabił go, a odtąd widmo zamordowanego prześladowało go wszędzie, dokąd się udał. Kryjówka u Jo też nie dała mu azylu. Wreszcie sam - można by powiedzieć, że na własne życzenie - zginął pod kołami pociągu. Zapisał Gellertowi spory majątek. I teraz powrócił. Jak kiedyś jego malajski prześladowca. W rocznicę swej śmierci. Po co?

Ray Jean, Kuzyn Passeroux, tłum. Jerzy Lisowski..., s. 250-265.

Dom na sprzedaż JEANA RAYA. Sędzia Larrivier był surowy i bezlitosny. Skazał na ciężkie więzienie złodzieja, Flaviena Merricka, mimo że wina tamtego nie była bardzo wielka. Gdy okrutny sędzia zmarł, jego dom nabył Merrick, przebywający już na wolności i wzbogacony. Na czas swego wyjazdu wynajął dom rejentowi i jego żonie. Wówczas zaczęły dziać się dziwne historie. Ktokolwiek wchodził do byłego gabinetu Larriviera, odczuwał nieznośne ciepło i widział zjawę sędziego. Dom - otoczony złą sławą - przechodził z rąk do rąk. Nikt nie potrafił wytrzymać w nim dłużej. Kolejni właściciele mieli w nim koszmarne sny - widzieli mężczyznę w płomieniach. A co najbardziej niezwykłe, "bał się" także... sam dom. Wreszcie kara ducha się skończyła. Mógł wrócić do grobu. A co stało się z domem?

Ray Jean, Dom na sprzedaż, tłum. Hanna Olędzka..., s. 266-278.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Nasz Mały Leksykon Filmowy – Filmy (nie)zapomniane: "Brzdąc" Charlesa Chaplina

Ten film ma (około) sto lat. Nadal wzrusza. Brzdąc (The Kid) Charlie Chaplina. Jedno z wielkich dzieł początków kinematografii zaczęło się od osobistej tragedii reżysera.
Latem 1919 roku zmarł syn Chaplina. Żył zaledwie kilkadziesiąt godzin. Niebawem Charlie rozpoczął zdjęcia do filmu z dziecięcym bohaterem. Sam napisał scenariusz. Premiera odbyła się dwa lata później.

Akcja rozgrywa się w Londynie. Uboga kobieta usiłuje znaleźć bogatych opiekunów dla swojego nieślubnego dziecka, które – z powodu braku środków na jego utrzymanie - musi opuścić. Podrzuca je - wraz z kartką (zawierającą gorącą prośbę o zajęcie się synkiem) - do luksusowego samochodu parkującego przed pięknym domem. Samochód zostaje wkrótce skradziony, a złodzieje zostawiają niemowlę obok śmietnika. Tu znajduje je tramp, wędrowny szklarz i zabiera do swego nędznego pokoiku. Początkowo zajmuje się nim niechętnie i niezbyt umiejętnie, ale z czasem coraz bardziej przywiązuje się do malca.

Mija kilka lat. Chłopiec zostaje „współpracownikiem” opiekuna. Wybija kamieniami szyby, dając w ten sposób możliwość zarobku szklarzowi, który wstawia nowe. Nadal żyją biednie, ale zgodnie. Los uśmiecha się natomiast do matki brzdąca, robiącej zawrotną karierę jako śpiewaczka operowa. Kobieta wspiera też filantropijnie ubogie dzieci. Pewnego dnia wręcza prezent własnemu synowi, nie poznając go. 

A chłopiec zaczyna chorować. Lekarz nakazuje przewiezienie go do przytułku, gdzie miałby lepszą opiekę. Tramp – nie chcąc rozstać się z malcem - uprowadza go i razem ukrywają się w noclegowni. W tym samym czasie lekarz rozmawia ze śpiewaczką, której pokazuje kartkę znalezioną przy brzdącu. Ta natychmiast rozpoznaje swój rozpaczliwy list sprzed lat i ogłasza w prasie obietnicę nagrody dla znalazcy dziecka. Jedna z gazet trafia w ręce właściciela noclegowni. Skuszony zapowiedzią gratyfikacji, porywa chłopca w czasie, gdy szklarz śpi.

Nastaje dzień. Matka spotkała już dziecko i przebywa z nim w swojej rezydencji, podczas gdy tramp bezskutecznie go poszukuje. Wreszcie – zmęczony - zasypia i ma bardzo piękny sen: wydaje mu się, że jest w niebie. Przebudzenie jest jednak dość brutalne. Policjant zabiera go do samochodu. Zdezorientowany, nie wie, dokąd jadą. Ale oto okazuje się, że do domu, w którym czekają na niego brzdąc wraz z matką.

Piękny, rzewny, ale też chwilami zabawny film. Jeden z przejawów geniuszu Chaplina. Nieśmiertelny, jak jego twórca.
Główne role: Charlie Chaplin (tramp), Jackie Coogan (brzdąc), Edna Purviance (kobieta).

Można przeczytać
Dickstein Morris, Komedia miejska i nowoczesność. Od Chaplina do Woody Allena, tł. Wiesław Marcysiak, „Literatura na Świecie” 1989, nr 1, s. 245-257
Garbicz Adam, Klinowski Jacek, Kino, wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego, [1], Podróż pierwsza, 1913-1949, Kraków 1981. ISBN 83-08-00298-6 (sygnatura: cz II A-5/2 f)
Toeplitz Jerzy, Historia sztuki filmowej, [t.] 2, 1918-1928, Warszawa 1956, s. 200-201, 211 (sygnatura: cz II A-3/2 a)

piątek, 24 lipca 2020

Pamiętajmy o ogrodach (7)

OGRODNICY

Jako suplement – jeszcze kilka tekstów o ogrodnikach:

(…)  Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!” a ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu! (…)
(J 20, 15-16 - tekst wg Biblii Tysiąclecia)

Panieneczki, mieszczaneczki podlewają ogródeczki,
Posypują żółtym piaskiem drobne, kręte, wąskie steczki,

Paniczyki (och, okrzyki!), cynie, fuksje i gwoździki,
Rezedowe wonne grządki, pieski, kotki i króliki.

Zakasawszy swe spódniczki, z falbankami perliczkami,
Panieneczki - mieszczaneczki, panieneczki - ogrodniczki.
          
Za sztachetą ktoś karetą przybył. Czarne stoją konie,
Stoi rycerz czarny, w masce, w czarnym płaszczu, z kosą w dłoni.

(Jarosław  Iwaszkiewicz, Ogrodniczki)
Ogrodnicy rzeźbią ziemię,
Poprawiają jej rysy (…)
Ale nad ziemią przewłóczyła się Historia,
W szkołach uczą pisać ją przez duże H (…)
A ogrodnicy plewią (…)
Chcą wyplewić maleńkie pólko pod niebotyczną ścianą Historii,
Zielony kwadrat pod wszechwidzącym oknem Historii,
Zasadzić pieczarki w piwnicy Historii,
Ustawić donice na tarasie Historii.

Co wy robicie, nic się nie zmieni,
To przecież pinezka pod stopą słonia.

A oni plewią
(…)
(Kazimierz Wierzyński, Ogrodnicy)

W parku łagodni ogrodnicy
Rozpylaczami koszą grządki
Hiacyntów i storczyków.
Taka jest moc nawyku!
Bo pomną, jak to ongi
Kropili z lepszej broni
W kamienne koronki
Gotyckich wież i wieżyczek.

Od tych dni dzieli mnie już wiele drzew,
Wśród których szedłem przez ogrody,
I upłynęło tyle wody,
Jakby to była ludzka krew
(…)
(Leopold Staff, Ogrodnicy)

Także np. Pies ogrodnika Lopego de Vega, Strażnik sadu Cormaca McCarthy’ego, Ogród wieczornych mgieł Tan Twan Enga.
źródło
Już całkiem na koniec cyklu z bibliotekarskiego obowiązku przypominamy, że w kartotece zagadnieniowej (tradycyjnej i elektronicznej) posiadamy sporo opisów pod hasłami: parki i ogrody (ponad 60 opisów), ogrody przedszkolne (30 opisów), ogrody szkolne (prawie 40 opisów), ogrody jordanowskie, Henryk Jordan (razem - 11 opisów) i hortiterapia – w tym: ogrody sensoryczne (30 opisów).

poniedziałek, 20 lipca 2020

Pamiętajmy o ogrodach (6)

OGRODY PRZYDOMOWE, OGRODY WARZYWNE, SADY

Więc też sobie pójdziesz potym do ogródeczków, do wirydarzyków, grządki nadobnie każesz pokopać; nie czyńże ich owak kołpakiem nazbyt wysoko, bo i woda snadnie z nich spłynie, i w głębokie, bruździe nic nigdy nie będzie. To sobie z oną rozkoszą nasiejesz ziołek potrzebnych, rzodkiewek, sałatek, rzeżuszek, nasadzisz maluneczków, ogóreczków. I majoranik, i szałwijka, i ine ziołka, wszytko to nic nie wadzi. Więc włoskich grochów, więc wysokich koprów, więc i inych wiele rzeczy, co się to wszytko przygodzi. Bo to zasię kiedy wzejdzie tedy to i panienki, albo ty ine domowe dzieweczki mogą wypleć i ochędożyć. Więc nie wadzi brzoskiniową, morelową, marunkową kosteczkę wsadzić, albo też włoski orzeszek, bo to wszytko prędko uroście, a przedsię i pożytek uczynić może. Także grosz dawszy chłopu na dzień, siła grządek może nakopać, co stanie za dziesięć.
(Mikołaj Rej, Żywot człowieka poczciwego, Kapitulum XVI, 27. Rok na czterzy części rozdzielon)
źródło
Za sztachetami stało tyle sztywnych, wykwintnych kwiatów; im mniej pachniały, tym dumniej strzelały w górę. Piwonie nadymały się, aby być większymi od róż (...). Tulipany miały najpiękniejsze barwy, wiedziały o tym dobrze i trzymały się prosto, aby je można było lepiej widzieć.
(Hans Christian Andersen, Stokrotka, tłum. Stefania Beylin i Stanisław Sawicki)

Ogród nasz okrył się tysiącami fijołków i pierwiosnków, które tu żółtego i różowego są koloru. Drzewa już się zaczynają rozwijać. Piję wszystkimi zmysłami poezją wiosny i szwajcarskiego powietrza.
(Juliusz Słowacki, Listy do matki, [15 marca 1833])

Kordian, młody 15-letni chłopiec, leży pod wielką lipą na wiejskim dziedzińcu, Grzegorz, stary sługa, nieco opodal czyści broń myśliwską. Z jednej strony widać dom wiejski, z drugiej ogród… za ogrodzeniem dziedzińca staw, pola - i lasy sosnowe.
(Juliusz Słowacki, Kordian – z didaskaliów)

Będziemy se siedzieć w zieleni,
będziemy se siedzieć w maju,
we kwitnącym sadzie. (…)
„A jak będzie słońce i pogoda, słońce i pogoda…
Pójdziemy se razem do ogroda -
będziemy se fijołecki smykać…”

(Stanisław Wyspiański, Wesele)

Słońce nadawało całkiem inny wygląd całemu ogrodowi. Wysoka, błękitna kopuła niebios zamykała się i nad Misselthwaite, i nad wrzosowiskiem (...).
(Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, tł. Jadwiga Włodarkiewicz)

Ogromna wiśnia rosła tuż, blisko, gałęzie jej dotykały domu; kwiaty pokryły drzewo tak obficie, że przysłoniły zupełnie liście. Po obu stronach dworku roztaczały się sady, jeden pełen jabłoni, drugi drzew wiśniowych osypanych kwieciem. Trawniki były żółte od kwitnących mleczów. W ogrodzie poniżej bzy uginały się pod olbrzymimi kiściami fioletowych kwiatów (…). Poza ogrodem, hen ku dolinie ciągnęły się zielone łąki, pełne soczystej koniczyny. Tam właśnie płynął strumyk i rosły młode brzózki, Ich smukłe, białe pnie wznosiły się ponad bogate poszycie - puszyste paprocie, mchy i przeróżne zioła nasuwały myśl o rozkosznym wypoczynku. Dalej ciągnęło się wzgórze, przystrojone ciemną zielenią sosen i jodeł. (…)
(Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza, rozdz. Poranek na Zielonym Wzgórzu, tłum. Rozalia Bernsteinowa)

Jeszcze przykład na wesoło:

Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano
(…)
(Adam Mickiewicz, Lis i Kozieł)

Także np. Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego, Ziemiaństwo Kajetana Koźmiana, Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, Ania ze Złotego Brzegu Lucy Maud Montgomery, Słowik i róża Oscara Wilde’a, The Garden Party Katherine Mansfield, Ogród w Milanówku, koniec listopada, Zachód słońca w Milanówku Jarosława Marka Rymkiewicza (te ostatnie można także uznać za ogrody filozofów). Również sporo powieści i opowiadań Agathy Christie, np. Nemezis, Morderstwo na plebanii, Zabójstwo Rogera Ackroyda, Niemy świadek, Strzały w Stonygates, Niedziela na wsi, Przyjdź i zgiń, Wigilia Wszystkich Świętych  (Hallowe'en Party), Uśpione morderstwo i inne.
OGRODY FILOZOFICZNE, OGRÓD ŚWIATA

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

(Czesław Miłosz, Nadzieja, w: Świat (Poema naiwne))

to jest okno mówiłem
to jest okno
za oknem jest ogród
w ogrodzie widzę jabłonkę
jabłonka kwitnie

(Tadeusz Różewicz, W środku życia)
źródło: Pixabay.com
OGRODY ZOOLOGICZNE

Matołek raz zwiedzał zoo
I wołał co chwila: "O-o!"
"Jaka brzydka papuga!"
"Żyrafa jest za długa!"
"Słoń za wysoki!"
"A po co komu te foki?"
"Zebra ma farbowane żebra!"
"Tygrys
Chętnie by mnie stąd wygryzł!"
"Na, a zajrzyjmy pod daszek:
Żółw - tuś, bratku, tuś!"
"A to? Ptaszek.
Niezły ptaszek -
Struś!"
Wreszcie zbliża się do wielbłąda,
Uważnie mu się przygląda
I powiada wskazując na niego przez kraty:
"Owszem, niezły. Niczego! Szkoda tylko, że garbaty!”

(Jan Brzechwa, Zoo)

Także np. Wakacje w ZOO Romana Pisarskiego, Tajemniczy nieznajomy z ZOO Edmunda Niziurskiego, Spacer w zoo Romana Bratnego, Mary Poppins Pameli L. Travers, Basia i upał w zoo Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak, Dziewczynka z zoo Rebeki Elliott, Kropka w zoo Stanisława Szpondera, Maluchy w ZOO Samuela Marszaka, Martynka w zoo Gilberta Delahaye, Marysia i wycieczka do zoo Nadii Berkane i Alexis Nesme, Niesforny miś polarny, Radosna śnieżna pantera Amelii Cobb, Przygody mieszkańców Karmazynowego Zoo Bartłomieja Grabowskiego, Wycieczka do zoo Anny Wiśniewskiej.
Dokończenie - 24 lipca (w piątek).

piątek, 17 lipca 2020

Książki (nie)zapomniane - Opowieści o duchach. Cz. 2

Dzisiaj przedstawiamy kolejne opowiadania z dreszczykiem.

Mewa. (Historia o sile nadprzyrodzonej) F. ANSTEYA (Thomasa Ansteya Guthriego, 1856-1934). Parmenas Filmer poznał Izoldę Le Vazon, gdy już była zaręczona i niebawem miała wyjechać, by opiekować się ciotką. Pokochali się jednak od pierwszego wejrzenia. Obiecała romantycznemu kochankowi, że wróci do niego jako ptak, byle tylko pozostał jej wierny. Kilka godzin po wypłynięciu w morze statku, na którym przebywała, rozeszła się wieść o katastrofie. Pasażerów (podobno) uratowano. Niebawem w oknie pokoju Parmenasa pojawiła się mewa... Mężczyzna opiekował się nią, wybornie karmił i coraz bardziej odsuwał się od znajomych. Przyjaciel, Frank, postanowił zapoznać go ze swą siostrą, uroczą Doriel. Do dziewczyny pragnął zbliżyć się także Mowbray, wrogo spoglądający na Parmenasa. Ten ostatni pokochał łagodną Doriel i zaczął zaniedbywać mewę. A ptak okazywał zazdrość, by wreszcie - nie mogąc znieść niewierności - umrzeć w swojej klatce. Parmenasa gryzły wyrzuty sumienia, a Doriel dowiedziała się o dziwactwie ukochanego. I właśnie wtedy przybyła Izolda, by zwrócić Filmerowi słowo, gdyż wówczas, przed katastrofą, poznała na pokładzie innego, ku któremu pociągnęło ją serce. Śmieszyła ją wierność mężczyzny. Czy w tej sytuacji możliwy był powrót Parmenasa do Doriel, za którą - jak cień - podążał zauroczony Mowbray?

Anstey F., Mewa. (Historia o sile nadprzyrodzonej), tłum. Amelia Kurlandzka, w: O duchach. Opowieści prawdziwe, Warszawa 1977, s. 93-115 (sygnatura: 78888).

Spowiedź Charlesa Linkwortha E.F. BENSONA (1867-1940). Dr Teesdale był już w domu, gdy rozległ się dźwięk telefonu. Podniósł słuchawkę, ale usłyszał tylko jakieś nieartykułowane dźwięki i trzaski. Mimowolnie pomyślał o skazańcu - którego stracenia w więzieniu był świadkiem - do końca rozpaczliwie a bezskutecznie broniącym swej niewinności. Rano w pracy wszędzie czuł obecność zmarłego. Strażnik też poprzedniego wieczoru był pewny czyjejś obecności w stróżówce. Co więcej, niewidzialna ręka przerzucała kartki książki telefonicznej! Nawet więźniowie spali niespokojnie. Niebawem sytuacja powtórzyła się. Tym razem głos w słuchawce stał się wyraźniejszy. Prosił o rozmowę z kapelanem, a ten – nastawiony sceptycznie i skrajnie niechętny pomysłowi - zgodził się. Skazaniec przyznał się do winy. Przyszedł także z własną głową w dłoniach! Ale to nie koniec ponurej historii...

Benson Edward Frederic, Spowiedź Charlesa Linkwortha, tłum. Ewa Krasińska..., s. 167-177.

Pokój na wieży E.F. BENSONA. Narrator od lat śnił ten sam upiorny sen, w którym jego kolega, Jack Stone, zapraszał go do siebie, a Julia Stone oznajmiała mu, że straszny, złowrogi pokój na wieży jest dlań przygotowany. Po kilkunastu latach spotkał kolegę. I w rzeczywistości powtórzyła się ta sama scena, którą widział w koszmarach. Na ścianie w brzydkim pokoju wisiał portret zmarłej. Postanowili go na noc wynieść. Był ciężki i zranił im dłonie, które jednak natychmiast się zagoiły. Gdy nastała ciemność, a narrator został sam, dostrzegł, że obraz nadal jest na ścianie! Co więcej, zmarła we własnej postaci przyszła zaprosić go na ucztę...

Benson Edward Frederic, Pokój na wieży, tłum. Krystyna Ślaska..., s. 178-191.

poniedziałek, 13 lipca 2020

Pamiętajmy o ogrodach (5)

OGRODY SZTUKI, OGRODY LITERATURY

Ogrody  z  liter  i  słów  dla  własnej  zabawy  będzie  obsiewał  i  pisał,  jeżeli zechce;  będzie  sobie  kaplicę  osobistych  pamiątek  budował,  aby  do  niej  chodził, kiedy  starość  niepamięć  przyniesie;  on  sam  i  każdy,  który  za  nim  pójdzie śladami.  Rozkosz  będzie  miał  patrzeć,  jak  te  kwiaty  kwitną (…).
(Platon, Fajdros)

Inaczej  świat  malarze,  inaczej  miernicy
Konterfetować  zwykli  na  małej  tablicy:
Miernik  wszytek  krąg  ziemski  linijami  kryśli,
Niewiele  oczom,  więcej  pokazuje  myśli;
Malarz,  kraj  do  widoku  obrawszy  wesoły
Lub  wirydarz  pięknymi  usadzony  zioły,
Uczyni  z  niego  lanczaft  z  uciesznym  wejźrzeniem;
Tak  ja  swe  kąty  chciałem  odrysować  pieniem
(…)
(Bartłomiej Zimorowicz, Obmowa - do Sielanek)
źródło
Przedmowa z przestrogą potrzebną do czytelnika.
Spytasz mię pono, czytelniku miły,
Czemum tę księgę nazwał Wirydarzem?
Pewne i słuszne przyczyny w tym były,
Ktore ja, jako będąc gospodarzem
Tego dziardynu, by cię nie trudniły,
Oznajmię. Wiedz, iż księga bakałarzem
 Najlepszym bywa każdemu człowieku,
Tak w młodym, jako i dojrzałym wieku.
Z ksiąg bowiem pięknych obyczajów wzory
Wezmiesz, i wielkie do cnoty przykłady (…)
Jak w wirydarzach nie wszytko lilije,
Nie wszytko roże abo tulipany,
Nie wszytko narcyz, nie wszytko kassyje,
Ale i proste najdziesz majerany,
 I z ktorych ciężki jakiś odor bije,
Mięty i ruty ujrzysz na przemiany,
Nuż brak podlejszy: choć przecie te wszytki
Mają skrytą moc i wielkie pożytki
. (…)
(Jakub Teodor Trembecki, Wirydarz poetycki, z Przedmowy z przestrogą potrzebną do czytelnika)

Czym jest ta książka w moim pojęciu? Zbiorem szkiców. Sprawozdaniem z podróży. Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga - poprzez książki dotyczące widzianych miejsc. Te dwa widzenia, czy dwie metody, przeplatają się ze sobą. (…)
(Zbigniew Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie)

Usuwam się ze świata, aby zbudować labirynt (...) nikt nie pomyślał, że książka i labirynt są jednym przedmiotem. Pawilon Przejrzystej Samotności wznosił się w środku jakiegoś, być może skomplikowanego, ogrodu (...). Niemal natychmiast zrozumiałem: ogrodem o rozwidlających się ścieżkach była chaotyczna powieść; zwrot "wielu przyszłościom, nie wszystkim" zasugerował mi obraz rozwidlania się w czasie, nie w przestrzeni. Ogród o rozwidlających się ścieżkach jest ogromną zagadką czy parabolą, której tematem jest czas (...).
(Jorge Luis Borges, Ogród o rozwidlających się ścieżkach, tłum. Andrzej Sobol-Jurczykowski)

Zgodne w radości są wszystkie instrumenty
Kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi

(Czesław Miłosz, Do Tadeusza Różewicza poety)
źródło
 OGRODY NAUK

Ogród nauk jest moją prywatną księgą różności. Zawiera ona wypisy z różnych autorów, przekłady wierszy, krótkie noty itd.
(Czesław Miłosz, Ogród nauk - ze Wstępu)
OGRODY PODZIEMNE

(…)  Zdało mu się, że płynie pełnymi żaglami na pięknym okręcie po gładkiej jak zwierciadło powierzchni morza; nad głową jego kłębiły się ciemne chmury. Ale gdy spojrzał w głąb toni, przekonał się, że to, co uważał za morze, było twardą, przezroczystą, błyszcząca masą. W blasku jej cały okręt rozpłynął się w cudowny sposób, tak że nagle stanął na kryształowej opoce, nad nim piętrzyło się migocące czarne sklepienie skaliste. To, co zrazu wydawało mu się chmurami, było skałą. Wiedziony nieznaną siłą szedł naprzód; ale w tej samej chwili wszystko dokoła niego poczęło się poruszać, jak kołyszące się fale wstawały z ziemi czarowne kwiaty i pnącze z błyszczącego metalu, z przepaścistych głębin wynurzały się kwiaty i liście, wiążąc się z sobą w wieńce i girlandy. Ziemia była tak przezroczysta, że Elis rozróżniał wyraźnie korzenie roślin. Wzrok jego sięgał coraz głębiej, wtem spostrzegł mnóstwo cudownych dziewiczych postaci, które obejmowały się pieszczotliwie białymi, lśniącymi rękoma, z ich serc wyrastały owe korzenie, owe kwiaty i rośliny. Kiedy dziewice uśmiechnęły się, słodki dźwięk rozlegał się pod skalnym sklepieniem, a czarowne kwiaty z błyszczącego materiału wystrzelały wyżej i wyżej w górę. (…)
(Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Kopalnie faluńskie)

Przejdziesz  przez  drzwi  błyszczące,  wykute  ze  stali,
na  dziedziniec,  oblany  zapachem  ogrodów

(Lucjan Szenwald, Kuchnia mojej matki)

Także np. De raptu Proserpinae Claudiusa Claudianusa, Sonety do Orfeusza Rainera Marii Rilkego.

OGRODY BOTANICZNE

O tej  porze  w  wielkim,  tajemniczym  Ogrodzie  Botanicznym  panowała  cisza.  Na  sygnał dawany  przed  zamknięciem  ogrodu  spacerowicze  opuszczali  park.  W środku  pozostawali tylko  włóczędzy,  względnie  tacy,  jak  nasza  skulona  i  skradająca  się  od  krzaka  do  krzaka, snująca  wojenne  plany  trójka  chłopców

(Ferenc Molnar, Chłopcy z Placu Broni)
OGRODY MIEJSKIE

Nam (…) bądź rodowitym, bądź naturalizowanym Warszawiakom, wystarcza ta klatka bez dachu. Mamy w niej, co prawda, zakurzone i „połatane”, lecz zawsze dość zielone drzewa; mamy klomby, wprawdzie niekoniecznie czyste, ale wygodne i do naszych wyobrażeń o porządku nieźle zastosowane; nie brak też miejscami kwiatów różnobarwnych i trawników płowych, a przypominających niegoloną dziadowską brodę.

A ile tam alei kasztanami wysadzanych, ile gracowanych ulic, jaki obszar! … Wprawdzie na szerokość ogród nasz nie ma więcej, niż około 360 pensjonarskich kroków, lecz za to długi jest na 600 przeszło kroków tragicznych, takich, jakimi prowincjonalni artyści posługują się dla wywołania najwyższego efektu.

Oprócz budynków, nie mających wielkiego związku z galeriami sztuk pięknych, prócz cukierni i mleczarni, posiadamy w tym lubym zakątku namiot owocowy, pyszną altankę wód gazowych i resztki loteryjnych szałasów, wymowne świadectwo naszych filantropijnych uczuć. Szkoda jednak, żeśmy się już pozbyli strzelnicy i jeszcze nie doczekali choćby skromnej bawaryjki; szkoda również, że nad planem głównego wodotrysku pracowała jakaś gospodarska fantazja. Jak na największą ozdobę takiego ogrodu, nie dość było ustawić na ziemi dużą balię, w niej ogromną miskę, w tej kolosalną podstawkę do nafcianej lampy, a na wierzchu imponujących rozmiarów spodek. Jeżeli Warszawę, w braku popiołów i lawy, piasek kiedy zasypie, wątpimy, aby odległa potomność zadawała sobie dużo trudu nad odgrzebywaniem tego dzieła najnowszej sztuki.

(Bolesław Prus, Ogród Saski)

Ptaki świergotały nad głową, wiewiórka przebiegła przez aleję. Tu i tam, na ławkach, siedzieli mężczyźni, kobiety i dzieci. Między drzewami w promieniach słońca lśniła woda; skądś z daleka dochodziły krzyki bawiących się dzieci i dźwięki muzyki.
(Eleanor Hodgeman Porter, Pollyanna dorasta)

Także np. Lalka, Emancypantki Bolesława Prusa, W miejskim ogrodzie Bułata Okudżawy.
źródło
OGRODY JORDANOWSKIE
Założenia parkowe lub ogrodowe, przeznaczone do gier, zabaw, wypoczynku, jak również dydaktyki dla dzieci i młodzieży; nazwa od nazwiska ich twórcy H[enryka] Jordana, którego staraniem i kosztem urządzono 1887 w Krakowie pierwszy tego rodzaju ogród na ziemiach pol.; inicjatywa Jordana szybko upowszechniła się w wielu innych miastach; w Warszawie podjęło ją 1899 Warsz. Tow. Higieniczne, korzystając z fundacji przemysłowca W.E. Raua (tzw. ogrody Raua); zakładano je także w innych miastach, m.in. w Płocku (1901), Lublinie i Kaliszu (1908); 1934 powstało w Warszawie Tow. Ogrodów Jordanowskich o ogólnokrajowym zasięgu działania; po II wojnie świat. ogrody jordanowskie rozwijały się pod opieką terenowych jednostek administracji oświat. jako samodzielne ogrody lub jako składniki dużych parków publicznych.
(wg Wielkiej Encyklopedii PWN, t. 13)
źródło
Ciąg dalszy - 20 lipca (w poniedziałek). W piątek będą Książki (nie)zapomniane.