piątek, 22 czerwca 2018

Książki (nie)zapomniane - Pytania ważniejsze od odpowiedzi, czyli ocalenie Człowieczeństwa

Był rok 1915. Pola bitewne pod Ypres. Tu po raz pierwszy zastosowano gazy bojowe. Potem nastąpiły Verdun, Flandria, obozy zagłady. O ich sile rażenia świat nadal się boleśnie przekonuje... Ten środek trujący stał się także fabularnym pretekstem do szerokich rozważań nad ogólnoludzkim zagadnieniem dotyczącym postaw wobec życia i umierania. Ważnym na polu literatury głosem, bo zabranym przez człowieka złożonego już wówczas ogromnym cierpieniem, będącego właściwie na rubieży, za którą rozpościerała się dlań przeogromna panorama oswajanej dzień po dniu Tajemnicy. Oto Łazarz francuskiego literata, ANDRÉ MALRAUX (1901- 1976).

Trudności nastręcza sam gatunek. Czym właściwie jest ta niewielka książeczka? Powieścią? Opowiadaniem? Szkicem filozoficznym? Esejem? Quasi-pamiętnikiem? Swoistym notatnikiem? Na pewno zawiera jakieś konkretne przesłanie dla pozostawianego świata.

Wszystko zaczyna się jak powieść o bardzo nikłej fabule. Oto ewokacja wymyślonej sytuacji z czasów pierwszej wojny światowej. Żołnierze niemieccy zostają rzuceni w wir walki z Rosjanami, której celem jest przełamanie frontu nad Wisłą. Ich dowództwo przygotowało potężny oręż - gazy bojowe. Na pierwszy plan wysuwa się postać Waltera Bergera w jego konfrontacji z profesorem – entuzjastą zastosowania chloru lub fosgenu w walce. Oto Niemcy idą zobaczyć, jakiego spustoszenia dokonała ta broń. Znajdują martwe ciała, ale wśród nich - sporo żywych. Duszących się. Rozpaczliwie walczących o oddech. Konających. I zaczynają nieść im pomoc. Wynoszą ze strefy zagrożenia te bezwładne ciała, na których nie ma żadnych ran… Grozę potęguje wszechobecna, wymarła przyroda. Kikuty drzew. Ale nienawiść nie ma ostatniego słowa. Zwycięża to, co w człowieku jest... ludzkie. Autor oglądał rzeczywistość z perspektywy laickiego humanizmu.

Dlaczego ta fikcyjna opowieść? Bolgako z 1916 roku (i z pierwszego rozdziału) nie istniało. Nie było takiej wsi. Nie było takiej sytuacji w czasie czteroletnich wojennych zmagań. Tylko pierwszy rozdział książki zawiera niespieszną, całkowicie fikcyjną fabułę. Kolejne, to - zapisane w szpitalu Salpetriere - przemyślenia o sytuacji człowieka bezpośrednio zagrożonego śmiercią. Także o tym, co nie unicestwia, lecz ocala. Swoista podróż do źródeł ludzkiej wspólnoty.

Szukam w duszy przecięcia dróg, na których Zło absolutne przeciwstawia się braterstwu. (...). Będąc już niemal pod władzą śmierci, chronię się w opowieść o jednym z najbardziej zagadkowych drgnień życia.

Szczególne miejsce w utworze zajmuje zapis rozmów narratora z lekarzem. O trwałości i kruchości. O odchodzeniu i trwaniu. O nauce, jej ograniczeniach i sile, ewolucji oraz cywilizacji i stanie ducha człowieka Zachodu:
 
Nauka może zniszczyć planetę, ale nie może uformować człowieka. (…) Człowiek Zachodu pozostaje bez formy, ponieważ czeka.

Ważny jest także wątek autobiograficzny – wspomnienia z wojny w Hiszpanii, z czasów walki we francuskim ruchu oporu czy pobytu w Indochinach. I autotematyzm, np. wyjaśnienie genezy warstwy fabularnej. A dlaczego Łazarz? Chyba dlatego, że byli bogacz i biedak – właśnie Łazarz, który okropnie cierpiał za życia… Jak odchodzący pisarz.

Jeszcze jedno – pytania. Malraux sporo z nich rzuca w ciemność. Ale one trwają. Domagają się odzewu. Tyle zawsze pozostaje po wartościowym dziele czy życiu – właśnie pytania, które czasem bywają ważniejsze od odpowiedzi. Szczególnie w sytuacji zarażonego tymczasowością, „oczekującego” człowieka Zachodu, który nie zawsze wie już nie tylko jak, ale – przede wszystkim – o co zapytać…

Malraux André, Łazarz, tł. Julian Rogoziński, Warszawa 1977 (sygnatura: 75690)

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Dinozaury w filmie i nauce

Jego premiera odbyła się 9 czerwca 1993 roku. Niedawno minęło 25 lat od tej chwili, a film nadal fascynuje. Także jego kontynuacje. Po prostu – Jurassic Park Stevena Spielberga, zrealizowany na podstawie książki Michaela Crichtona. Może znowu – jak wówczas – poczytamy o dinozaurach (nie tylko filmowych)?

Płażewski Jerzy, Mądra przygoda, "Kino" 1993, nr 10, s. 35-36

„Jurassic Park” jest jednym z niewielu dotąd przykładów filmu, który nie ogranicza się do prezentacji paru zapierających dech tricków technicznych, byle jak połączonych nie mającą znaczenia fabułką. Pod tym względem może być uważany za godnego spadkobiercę „2001: Odysei kosmicznej” Kubricka (…). To już nie tyle Nowa Przygoda, ile Mądra Przygoda.
źródło
Sobański Oskar, Produkt z pozytywną konotacją, "Kino" 1997, nr 9, s. 40-41

Amerykańska realizacja tak zwanych (…) megapixów, przynoszących w parę tygodni ponad ćwierć miliarda dolarów, jest przedsięwzięciem o skali niewyobrażalnej w Europie (…). Właśnie padły dwa rekordy świata: 20th Century Fox i Paramount wydały 200 milionów na „Titanica” (…), zaś Steven Spielberg wypuścił na ekrany „Zaginiony świat”, czyli drugą część „Jurassic Park” i w ciągu 4 dni zarobił 92,7 milionów. By skończyć z liczbami dodam, że Spielbergowe dinozaury kosztowały poniżej setki.
źródło
Śmiałkowski Kamil, Powrót gigantów, "Kino" 2015, nr 6, s. 18-21

W Hollywood przez dekady dinozaury utożsamiano z co najwyżej drugorzędnym kinem, najprostszą rozrywką dla mas. I to wcale nie tych, o których marzy producent filmowy. Aż wreszcie za temat zabrało się dwóch geniuszów rozrywki.

Artykuł o filmowych dokonaniach Stevena Spielberga i Michaela Crichtona, napisany na marginesie polskiej premiery Jurassic World Colina Trevorrowa.
źródło
Bobiński Witold, Idę do kina! czyli co młody kinoman wiedzieć powinien, Kraków 1995, s. 84-93 (sygnatury: 143619-21)

Rozdział: Mądrość rodzi się ze sprzeczności (o filmie fantastyczno-naukowym). Literackie korzenie gatunku (m.in. twórczość Julesa Verne’a, Gustave’a Le Rouge’a, Herberta George’a Wellsa) oraz filmy sf (m.in. Podróż na Księżyc Georgesa Méliesa, 2001 Odyseja kosmiczna Stanley’a Kubricka, Jurassic Park Stevena Spielberga, Willow Rona Howarda) i filmowe antyutopie (np. Gwiezdne wojny George’a Lucasa). Przystępnie napisane kompendium wiedzy o filmie, warte polecenia młodzieży oraz nauczycielom z nią pracującym.

Brzeziński Mieczysław, Pogadanki o wnętrzu ziemi to jest: o rozpalonem wnętrzu ziemi; o źródłach gorących i górach ziejących ogniem; o strasznych trzęsieniach ziemi; o budowie skorupy ziemskiej; o roślinach i zwierzętach przedpotopowych: wężojaszczurach, smokach latających i innych, wyd. 7, z wielu rysunkami, Warszawa 1924 (sygnatura: ZS 157898)

Książka warta zobaczenia. 69 stron niedużego formatu. Barwny, przedwojenny język. Interesujące, chociaż czarno-białe ryciny, np. „Spotkanie rybojaszczura z wężojaszczurem”, „Szkielet dinorisa, olbrzymiego ptaka zaginionego” czy „Tak zapewne wyglądał dinoris”. Ktokolwiek interesuje się dziejami Ziemi, niech uczyni tę pozycję obowiązkową lekturą z historii tej nauki.

Ryszkiewicz Marcin, Mieszkańcy światów alternatywnych czyli historia naturalna rozumu, Warszawa 1987. ISBN 83-214-0449-9 (sygnatura: 118464)

Ze Wstępu: Człowiek jest stworzeniem niezwykłym, nieporównywalnym z żadnym innym gatunkiem, ale grupa, do której należy – ssaki łożyskowe, nie jest już tak niepowtarzalna ani wyjątkowa.

Wychodząc z założeń teorii ewolucjonistycznej, autor stara się udowodnić, że w przeszłości Ziemi istniały grupy, których ewolucja szła podobnymi drogami i w których przejawiały się analogiczne trendy i przystosowania. Snuje hipotezy, co byłoby, gdyby życie na Ziemi rozwijało się inaczej, czyli… Gdyby nie wymarły wielkie gady… Gdyby pojawił się gatunek mający możliwości rozwoju w kierunku wytworzenia inteligencji podobnej do ludzkiej…  Gdyby… Właśnie! To jest książka (popularno)naukowa czy odmiana fantastyki?


Alvarez Walter, Dinozaury i krater śmierci, przeł. Norbert Ryszczuk, Warszawa 1999. ISBN 83-7180-340-0 (sygnatura: 151865)

Autor (rocznik 1940) jest amerykańskim geologiem i paleontologiem, pracownikiem  Uniwersytetu Kalifornijskiego (Wydziału Ziemi i Nauk Geologicznych). Tutaj nawiązuje do hipotezy o uderzeniu w Ziemię planetoidy jako przyczynie wymarcia dinozaurów, którą wcześniej postawił wraz ze swym ojcem, Luisem Walterem. Hipoteza zyskała znamiona prawdopodobieństwa po odkryciu na Jukatanie (Meksyk) krateru Chicxulub. Książka jest jej interesującym rozwinięciem.

Macdougall J.D., Krótka historia Ziemi. Góry, ssaki, ogień i lód, przeł. M. A. Bitner, A. Pisera, Warszawa 1998. ISBN 83-7180-077-0 (sygnatura: 149075)

W połowie siedemnastego wieku James Ussher, powszechnie poważany uczony i biskup Kościoła anglikańskiego w Irlandii i Anglii, wyliczył, że Ziemia została stworzona w roku 4004 p.n.e. (…) Zgodnie z duchem badań owego czasu, współcześni mu uczeni (…) sprawdzili rachunki Usshera. Rok powstania jest wyliczony prawidłowo, lecz można podać dokładniejszą datę: Ziemia została stworzona o godzinie 9 rano, 23 października 4004 roku przed naszą erą!

Współcześni badacze utrzymują, że Ziemia jest jednak prawie milion razy starsza! Książka kolejnego naukowca z Uniwersytetu Kalifornijskiego zaprasza do podróży w fascynującą przeszłość. Oto tytuły rozdziałów: Czytając w skałach; Początki; Wspaniałe życie; Proterozoik; Taniec płyt; Okruchy czasu; Eksplozja kambryjska; Ryby, lasy i Gondwana: era paleozoiczna, Od Pangei do (prawie) współczesnego świata: era mezozoiczna; Globalne katastrofy; Ssaki, góry i lód: era kenozoiczna; Wielka Epoka Lodowa; Co dalej? Geologia a człowiek.

piątek, 15 czerwca 2018

Psychologia kosmiczna, kosztowne gwiazdy, Ministerstwo ds. Samotności, parkowanie w wielkim mieście, grudzień we wrześniu, fajerwerki…, czyli (wybuchowa) prasówka z aktualnych czasopism

Zalewska Natalia, Kubiak Katarzyna, Mars Desert Research Station, czyli Mars na Ziemi. Relacja z pobytu w symulowanej bazie marsjańskiej w Utah (USA) pierwszej polskiej załogi EXO.17, „Fizyka w Szkole z Astronomią” 2018, nr 2, s. 42-49

Podstawowym i chyba głównym rezultatem symulacji jest poznanie zachowań ludzkich w odosobnionym środowisku oraz wyeliminowanie błędów w planowaniu takich przedsięwzięć.

Arcyinteresująca relacja z dwutygodniowego pobytu w analogu bazy marsjańskiej. Autorki opisują warunki zamieszkania, produkty spożywcze dozwolone w bazie, budowę skafandrów, pracę na zewnątrz i wykorzystywane sprzęty, a także założenia psychologii kosmicznej – kierunku bardzo mało znanego w Polsce. Obszerny tekst, uzupełniony licznymi barwnymi zdjęciami.

Russo Francine, Toksyczna samotność, „Świat Nauki” 2018, nr 3, s. 58-63, 73

Życie w izolacji od innych może prowadzić do szeregu chorób, a nawet przedwczesnej śmierci. Naukowcy badają przyczyny i testują rozwiązania problemu osamotnienia.

Niedawno media obiegła wiadomość, że w Wielkiej Brytanii stworzono urząd ministra ds. samotności. Teraz pojawia się kolejny duży artykuł. Widać, że problem narasta. Autorka prezentuje wyniki badań epidemiologów i genetyków, którzy jednoznacznie udowadniają istnienie związków między samotnością a dolegliwościami fizycznymi i psychicznymi, np. depresją, zaburzeniami funkcji poznawczych i chorobami układu krążenia. Terapie okazywały się skuteczne. A w jaki sposób leczono osamotnionych – o tym w artykule.

Legutko Piotr, Ile za gwiazdę?, " Gość Niedzielny"2018, nr 10, s. 56-57

Deyna, Lubański, Lato, Gadocha, Szarmach wyjechali na Zachód u schyłku swoich wielkich karier. Ówczesne przepisy pozwalały na to dopiero po ukończeniu 30 lat.

Historia największych transferów piłkarskich w PRL-u i rola najwyższych władz państwowych oraz wojskowych w ich realizacji. Na przykład - pozwolenie na przejście Kazimierza Deyny do klubu Manchester City wydał w 1978 roku gen. Wojciech Jaruzelski, a klub zapłacił za piłkarza 120 000 funtów... w sprzęcie biurowym.

Smagacz-Poziemska Marta, Bukowski Andrzej, Kurnicki Karol, „Wspólnota parkingowania”. Praktyki parkowania na osiedlach wielkomiejskich i ich strukturalne konsekwencje, „Studia Socjologiczne” 2018, nr 1, s. 117-142

(…) osoby prywatne [z nowego osiedla] w stosunku do tych [ze starego osiedla] pisały na Facebooku: Jak sobie ćwoku kupiłeś tanie mieszkanie bez miejsca parkingowego, to teraz sobie tam żyj, a my cię nie puścimy przez nasze osiedle. To takie bardziej łagodniejsze. Bo nawet szły wulgaryzmy.


To była wypowiedź radnego z wielkomiejskiej dzielnicy. Autorzy analizują zjawisko parkowania i mechanizmy wytwarzania społecznych różnic i granic na osiedlach mieszkaniowych (z perspektywy teorii praktyk społecznych oraz relacyjnej koncepcji granic i różnic społecznych Frederika Bartha).

Maciocha Marian, Proste sposoby na wyznaczanie dnia tygodnia dla dowolnej daty kalendarzy juliańskiego i gregoriańskiego, „Wiadomości Historyczne z Wiedzą o Społeczeństwie” 2018, nr 2, s. 41-42

W 63 r. p.n.e. w Rzymie najwyższym kapłanem został Juliusz Cezar. Przysługiwało mu prawo do ustanawiania kapłanów i kalendarza świąt dla wszystkich religii cesarstwa. Gdy w 46 r. p.n.e. okazało się, że rzymski kalendarz księżycowy rozregulował się do tego stopnia, że kalendarzowy grudzień wypadł we wrześniu, to Juliusz Cezar zlecił Sosygenesowi, greckiemu matematykowi i astronomowi, opracowanie nowego kalendarza.

Kilkanaście stuleci później powstał kalendarz gregoriański. Tekst prezentuje proste (według autora!) algorytmy pozwalające wyznaczyć dni tygodnia dla dowolnej daty obu kalendarzy.

Zdziebłowski Szymon, Tajemnice fajerwerków, „Chemia w Szkole” 2018, nr 1, s. 18

Nie jest możliwe stworzenie fajerwerków, które nie powodowałyby zanieczyszczenia powietrza – taka jest bowiem ich natura – w wyniku spalania odrywają się różne cząstki, w tym szkodliwe dla zdrowia, które trafiają do atmosfery.

Sztuczne ognie wynaleźli starożytni Chińczycy. Podobno przypadkiem, gdy poszukiwali eliksiru życia. Czy tamte były również szkodliwe, nie wiadomo. O współczesnych wiemy, że podczas ich eksplozji powstają tlenki siarki, azotu, węgla, uważane za odpowiedzialne między innymi za efekt cieplarniany. Ich producenci dbają bowiem nie o ekologię, ale o jak najtańszy skład. A jednak ich używamy…
 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Kryminały retro (w naszych zbiorach)

Co nowego w wydziale? CIĄGLE coś nowego! 25 maja przeprowadziłam szkolenie dla nauczycieli w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli "WOM" w Katowicach (pisze p. Basia). Temat brzmiał: Kryminał literacki i filmowy. Piękne zaproszenie przygotowano w RODN "WOM" (jest poniżej). Porozmawialiśmy sobie o historii gatunku, jego odmianach i twórcach. Czyli sprawdziło się to, co – intuicyjnie – przewidziałyśmy kilka miesięcy temu: to naprawdę jest Rok Kryminału (zob. TUTAJ i TUTAJ)!

Kontynuując temat, chcemy zaprezentować kilka utworów kryminalnych z naszych zbiorów. Oczywiście, posiadamy sporo dzieł Agathy Christie, Stiega Larssona, Camilli Läckberg, Henninga Mankella, Jo Nesbo, Joanny Chmielewskiej i innych autorów. Dzisiaj jednak powrócimy do tytułów nieco mniej znanych lub troszkę zapomnianych. Oto one:

Joe ALEX (właśc. Maciej Słomczyński), Powiem wam, jak zginął (sygn. 127166). Do Scotland Yardu trafia anonim z którego wynika, że życie mieszkającego na wsi sławnego chemika, Iana Drummonda, i jego rodziny znajduje się w niebezpieczeństwie. Inspektor Ben Parker posyła do Sunshine Manor detektywa i przyjaciela naukowca, Joe Alexa, by obserwował otoczenie oraz informował go o ewentualnym zagrożeniu. Mimo obecności Alexa, dochodzi do morderstwa. Krąg podejrzanych stanowi ośmioro przebywających tu gości. Joe i Ben rozpoczynają śledztwo… Śmierć mówi w moim imieniu (sygn. 109483). Znany aktor, Stephen Vincy, tuż po przedstawieniu zostaje znaleziony martwy w garderobie. Obecni w teatrze Joe i Ben wkraczają do akcji. W trakcie śledztwa wychodzą na jaw nieprzyjemne fakty z biografii denata, a każdy z podejrzanych ma alibi…

Leslie CHARTERIS (właśc. Leslie Charles Bowyer-Yin), Święty w Nowym Jorku (sygn. 99324). Simon Templar – „Święty”. Młodszemu pokoleniu może niewiele mówi, ale moje – doskonale pamięta tę postać. Głównie z serialu „Święty” (1962-1969), który oglądaliśmy z zapartym tchem. Rolę tytułową grał Roger Moore. Szlachetny, elegancki detektyw, ale w jakimś wymiarze również przestępca. Tym razem przyjeżdża do Nowego Jorku. Na prośbę Valcrossa, tutejszego bogacza, który stracił syna i - nie mogąc pogodzić się z bezradnością tutejszej policji - pragnie, by Templar osobiście "zlikwidował" członków bandy porywaczy - morderców chłopaka.

Freeman Wills CROFTS, Tragedia w Starvel (sygn. 107752). Na irlandzkiej prowincji policja nie jest zbyt błyskotliwa. Gdy w pożarze giną trzy osoby, stróże prawa nie umieją poradzić sobie z dylematem: wypadek czy podpalenie? Na pomoc przybywa im inspektor French.

Józef HEN, Twarz pokerzysty (sygn. 131069). Koniec lat 60. XX wieku. W nadmorskiej miejscowości bohater, Dymitr, opowiada o swej powojennej działalności partyzanckiej i więzieniu, do którego za nią trafił, by w końcu wziąć udział w „obławie” na gestapowca ukrywającego się w ekskluzywnym kurorcie. Crimen. Opowieść sensacyjna z XVII wieku (sygn. 123804). Tomasz Błudnicki wraca w rodzinne strony z rosyjskiej niewoli. Na miejscu dowiaduje się, że jego ojciec nie żyje. Przypuszczalnie został zamordowany. Szlachcic rozpoczyna własne śledztwo.

Maurice LEBLANC, Arsen Lupin. Zbrodnia w zamku, Tajemnica królowej (sygn. 126420). Dżentelmen – włamywacz o detektywistycznym talencie. Szalenie atrakcyjny dla kobiet, ale bezwzględny dla sejfów. Posiada własny kodeks honorowy – okrada nieuczciwych, a broni skrzywdzonych. Żyje jak arystokrata, zawsze umie wykiwać policjantów, a gdy Ojczyzna w potrzebie – potrafi jej służyć. Na podstawie książek o Lupinie powstał serial (reż. Jean-Pierre Decourt i inni, 1971-1974), niegdyś bijący rekordy popularności także w Polsce. Pamiętam!

Ed McBAIN (właśc. Evan Hunter), Szewska pasja (King’s Ransom, sygn. 131054). Dyrektor fabryki obuwa ma przed sobą perspektywę sfinalizowania kosztownej transakcji, w wyniku której zostanie właścicielem obiektu. Jednak nieoczekiwanie zostaje uprowadzony syn jego szofera. Czy przeznaczy te pieniądze na okup za chłopaka?

James McCLURE, Lamparty Północy (sygn. 106733). Dwunastoletni chłopiec zostaje ofiarą morderstwa. Porucznik Kramer i sierżant Zondi rozpoczynają poszukiwanie zabójcy.

Dorothy Leigh SAYERS, Nieprzyjemność w klubie Bellona (sygn. 115799, 116831). Wiktoriańska Anglia. W jej tło wtapia się dżentelmen, Lord Peter Death Bredon Wimsey, który musi ustalić godzinę śmierci generała Fentimana. Rzecz jest istotna, gdyż (bogata) siostra denata, która zmarła tego samego dnia, zastrzegła w testamencie, iż w przypadku, gdy ona odejdzie jako pierwsza, pieniądze przypadną rodzinie generała. Jeśli zaś zdarzy się odwrotnie, spadek otrzyma daleka krewna… Lord Peter ogląda zwłoki. Opowiadania (sygn. 112915). Cztery opowiadania z Lordem Peterem w głównej roli – Zgroza kota w worku, Biegnące kroki, Różnice zdań w kwestii smaku, Erudycja i smoczy łeb.

Georges SIMENON, Śmierć Augusta (sygn. 111314). August – pracownik restauracji – w pewnej chwili słabnie i umiera. Z przyczyn naturalnych (to wyjaśnienie jest ważne w tekście o kryminałach!). Jednak tym, co naprawdę mrozi krew w żyłach, są postawy jego dzieci w tej sytuacji.

piątek, 8 czerwca 2018

Książki (nie)zapomniane - Makabra nocy i groza dnia

Ten dzień rozpoczął się jeszcze w głębinach zimnej nocy. Kilka godzin później już było wiadomo, że - zgodnie z zapowiedzią feldmarszałka Erwina Rommla - to będzie Najdłuższy dzień II wojny światowej. Książka CORNELIUSA RYANA (1920-1974) jest powieścią? Dokumentem? Oczywiście, dokumentem, który ma fragmenty dialogowe i czyta się go jak najlepiej napisaną, nieustannie trzymającą w napięciu powieść.

Wtorek, 6 czerwca 1944 roku. Niewiele minut po północy nad normandzką plażą pojawił się rój złożony z 4255 spadochroniarzy. Białe ptaki sfruwały z pochmurnego nieba na niegościnną, pooraną niebezpiecznymi moczarami ziemię. Pogodna w tym rejonie była najgorsza od dwudziestu lat. W tym czasie feldmarszałek Rommel przebywał u kochanej małżonki, a Adolf Hitler może przewracał się na drugi bok, pogrążony w głębokim śnie. Ani jeden ani drugi, ani nikt inny w porę nie odczytał "znaków", które zapowiadały tę chwilę. Na przykład rozwiązania hasła w krzyżówce z 30 maja: Krzak ten zrewolucjonizował szkółki hodowlane, które brzmiało - Mulberry (morwa). 6 czerwca była to zakodowana nazwa dwóch sztucznych portów, które miano zamontować na plażach. Szukanym słowem do definicji w krzyżówce z 1 czerwca, brzmiącej: Brytania (symbol Anglii) i on trzymają tę samą rzecz, było - Neptun, czyli zakodowane hasło dla morskich operacji inwazyjnych. I jeszcze dwa najbardziej "niebezpieczne" (z punktu widzenia możliwej dekonspiracji) wyrazy: Cicero i Overlord. Kto przeczyta, ten sie dowie (ze szczegółami).

Niełatwo pisać o wydarzeniu powszechnie znanym w ten sposób, by odbiorca - czytając - drżał z niepokoju o zakończenie. A tak jest w przypadku Najdłuższego dnia. Dokument Ryana składa się z trzech niedługich części: Wyczekiwanie, Noc oraz Dzień. Z kwadransa na kwadrans posuwamy się z przepaści nocy ku świtowi. Autor cytuje wypowiedzi tych, którzy przeżyli. Unaocznia wspomnienia. Podaje nazwiska. Snuje opowieść o konkretnych ludziach. I o czasie, który staje się jednym z głównych bohaterów.

... Oto dowódca grup operacyjnych 101 dywizji, zrzucony na pastwisko. Kiedy wylądował, stanął "twarzą w twarz" z jakimś wielkim cielskiem, które runęło na niego z ciemności. I już miał strzelić do tego "czegoś", kiedy "to" oznajmiło mu się głęboko krowim: "Muu!".

... Inny (...) spadł z niezwykłą dokładnością prosto w studnię. Wywindował się szybko na górę na linkach spadochronu i - jak gdyby nigdy nic - ruszył na miejsce zbiórki.

... Jeszcze inny zawisł na drzewie, a zaplątany w liny, nie mogąc zejść, stał się łatwym celem dla przeciwników. Strzelali do niego jak do żywej tarczy, nawet wtedy, gdy... już nie żył. A jego kolega - zaczepiony na dzwonnicy - poraniony, obolały, półprzytomny, nie słyszał nawet bicia dzwonu umieszczonego tuż nad jego głową.

... Oto wojskowy kapelan. Kilkakrotnie nurkował w ciemnościach w wodną otchłań, do której wpadły mu przy lądowaniu paramenty liturgiczne, by za piątym razem wydostać je z toni.

... I oszalały ze strachu żołnierz, zjadający - kartka po kartce - podartą przez siebie książkę łączności, zawierającą kody na najbliższe dni.

... Oto spotkanie spadochroniarza z Niemcem w szczerym polu, podczas którego wróg - tak samo zaskoczony, jak aliancki porucznik - oddając strzał, trafił w zamek karabinu przeciwnika. Gdy kula odbiła się rykoszetem, odwrócił się... i uciekł. Oficer także, ale w przeciwną stronę.

Tak to jest napisane. Błyski fleszy - jasne snopy, raz po raz rzucane w pochmurną noc. A gdy nastał poranek, oświetlił morze, zapełnione niemal po horyzont okrętami. I wyszli na brzeg młodzieńcy bynajmniej nie wspaniali, ludzie, którym nikt nie zazdrościł. Nie powiewały im sztandary bojowe, nie brzmiały dla nich rogi i trąbki. Ale oni właśnie tworzyli historię.

Po makabrze nocy rozpoczęła się groza dnia, który - nim się na dobre rozpoczął - trwał już od kilku godzin i zdążył pochłonąć tysiące ludzkich istnień. Groza najdłuższego dnia straszliwej światowej wojny.


Ryan Cornelius, Najdłuższy dzień (6 czerwca 1944),  przeł. Tadeusz Wójcik, wyd. 2, Warszawa, 1990, ISBN 83-07-01574-X (sygnatury: 129343, 144119) oraz wyd. z 1987 r. (sygnatura: 121702).

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Jak „pijakom trunek obrzydzić”? Staropolskie porady na marginesie Dnia Bez Alkoholu

1 czerwca to nie tylko Dzień Dziecka. To również... Dzień Bez Alkoholu, ustanowiony uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w 2006 roku.

O trzeźwość narodu dbano już w minionych wiekach. Oto 1751. Kalendarz Duńczewskiego (mniejszy) i jego fragment, zacytowany według interesującej pozycji z naszych zbiorów, czyli
Kalendarza półstuletniego. 1750-1800, wybór tekstów, wstęp i opracowanie Henryka Baczki i  Henryka Hinza, Warszawa 1975. (Sygnatury: 161650, cz XXIV-5/11).
źródło
PIJAKOM TRUNEK OBRZYDZIĆ. Do gorzałki lub innego trunku wpuścić krwi karpiowej, umięszawszy dobrze, dać wypić.
Albo: rybki śliżyki zwane namoczyć żywo w gorzałce, a wyjąwszy dać wypić. Insi radzą moczyć w trunku, jakim się pijak kontentuje, węgorza albo żabę, albo kroplę, a najwięcej dwie wpuścić w trunek krwi spod gardła węgorza. Lecz to rzecz niebezpieczna dla womitów, osobliwie którzy już mają wnętrzności nadwątlone; inszym boki trzeba dobrze związać.
Kto by pił sok albo wodę z odciętych gałęzi winnych wyciśnioną, wcale do wina apetyt utraci.
PIĆ, A NIE UPIĆ SIĘ ŁATWO. Wycisnąć soku z głąbiów białych i z jabłek granatowych cierpkich, każdego części dwie równe, octu część jednę, warzyć wszystko razem, żeby się stał syrop, którego zażyć uncją, to jest łutów dwa, przed wypiciem wina.
Albo: zjeść na czczo migdałów gorzkich pięć albo sześć.
Toż czyni płuca kozie albo owcze pieczone i przysmażone zjadłszy; nasienie kapuściane, piołun i ametyst noszony od pijaństwa prezerwują.
Albo: wprzódy zjadłszy ze trzy łyżki kapusty kwaśnej surowo. Jaskółek spalonych popiół w winie pity z mirrą, na wieki pijąc, nie da upić się. Toż czyni sok z liścia utłuczonego brzoskwini wyciśniony.
A na prędkie wytrzeźwienie – kto ocet pije, kapustę je kwaśną albo słodkie pierniki.

źródło
A oto jeszcze trzy historyczne ciekawostki, opracowane według  „Mówią Wieki” 2016, nr 12, s. 80, dział Plotki z brodą).

Logika pijaka jest szczególna. Otóż jednemu z nich perswadowano, by zaniechał picia, gdyż w ten sposób traci zdrowie i majątek. Ten odparł: Nieprawda! Jako trzeźwy, mało co w domu widzę, a kiedym pijany, to mi się przecie dwoi.
źródło
Staropolscy pisarze zdawali sobie sprawę z plagi pijaństwa. Na przykład interesujący sposób na profilaktykę alkoholową wśród młodych przytoczył i skomentował Jędrzej Kitowicz: Niektóre matki, jaki trunek same piły, na przykład gorzałkę, takiego i dziecięciu kosztować podawały, mając to uprzedzenie, że gdy tego trunku kosztować będzie z dzieciństwa, potem, gdy dorośnie, brzydzić się nim będzie. Ale to wielka nieprawda; wyrastali z takich dzieci głównie pijacy i pijaczki.
źródło
I jeszcze dawna modlitwa pijaka, czyli fraszka Karola Żery (1743-1799?):
Hej, Boże mój, gdyby
Morze się zmieniło w piwo, a my wszyscy w ryby,
O, jak byśmy rozkosznie używali sobie,
Tam żyli, tam skończyli i tam legli w grobie!

źródło
Mamy nadzieję, iż przytoczenia ostatniego cytatu nikt nie odebrał w kategoriach zachęty, bo nasz cel był wprost przeciwny! :)

piątek, 1 czerwca 2018

Nie tylko Latający Holender. Najsławniejsze okręty widma

W czerwcu w Szczecinie będą obradować eksperci branży morskiej z całego świata. Odbędą się też liczne imprezy kulturalne, sportowe i rekreacyjne. Światowe Dni Morza, największe święto morskie ONZ, zagości nad Bałtyk! Z tej okazji chcemy napisać coś o tematyce marynistycznej. Może o najsławniejszych okrętach widmach?
źródło
Najstarsze legendy o nich pochodzą z Indii, Skandynawii i Rosji. Są znane również w folklorze amerykańskim, angielskim, chińskim, duńskim, francuskim, irlandzkim, kanadyjskim, niemieckim i szkockim. Według T.R. Bassetta (Legends and Superstitions of the Sea, 1924) widuje się je na Bałtyku i Morzu Sargassowym, zaś jeden z nich, próbując sforsować kanał La Manche, spowodował rysy na skałach nieopodal Dover. Inny autor, R.L. Brown (Phantoms of the Sea, 1972) opisuje straszne zjawiska, a wśród nich amerykańskiego Bezgłowego Marynarza, Statki Widma z Mielizny Goodwin i Głosy z Dna Morza, wydawane przez żeglarzy - topielców. A teraz kolejne przykłady.

Baychimo. Statek należący do firmy Hudson's Bay Company, przeznaczony do odbierania futer od Eskimosów i zaopatrywania ich w żywność. W 1931 r. został uwięziony wśród lodów w pobliżu Alaski. Załoga opuściła go i na lądzie oczekiwała na poprawę pogody. Jednak w nocy rozpętała się burza śnieżna, po której Baychimo zniknął. Uważano, że zatonął, ale do 1969 r. był często widywany na wodach terytorialnych Alaski.
źródło
Carroll A. Deering. W 1921 r. osiadł na mieliźnie w pobliżu Cape Hatteras (Północna Karolina). Ratownicy, którzy dotarli do niego po kilku dniach, nie stwierdzili żadnych uszkodzeń, ale zniknął dziennik pokładowy, sprzęt i łodzie ratunkowe. Spośród żywych istot pozostał tylko kot. W tym samym czasie w równie dziwnych okolicznościach zaginęło kilka innych statków.
źródło
Celeuche. Okręt piękny, oświetlony, pełen muzyki i śmiechu. W Chile jest nazywany statkiem czarowników. Pojawia się tylko na kilka chwil każdej nocy nieopodal wyspy Chiloe. Następnie znika lub zanurza się. Miejscowa legenda głosi, że pływają na nim duchy wszystkich ludzi, którzy utonęli w morzu.

Joyita. Jego zaginięcie nastąpiło w 1955 r. Poszukiwania trwały pięć tygodni. Po zlokalizowaniu statku okazało się, że dryfuje w znacznej odległości od docelowego portu. Nie  znaleziono liczącej 25 osób załogi ani ładunku, a jedynie torbę lekarską i zakrwawione bandaże. Żaden załogant nigdy się nie odnalazł.
źródło
Lady Lovibond. Żaglowiec zatonął w piątek, 13 lutego 1748 r., wraz ze wszystkimi osobami znajdującymi się na pokładzie. Miało to miejsce podczas uczty weselnej kapitana (Simona Peela). Przy sterze znajdował się niejaki Rivers, zakochany w pannie młodej i z zemsty skierował statek w rejon niebezpiecznej mielizny Goodwin (południowo-wschodnie wybrzeże Anglii). Odtąd co pół wieku powtarza się tu katastrofa z udziałem widmowego żaglowca i wszystkich ofiar tragedii. Relacja – w Haunted England (1940) Christiny Hole. 
źródło
Latający Holender (Flying Dutchman). Widywany od stuleci w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. W 1641 r. – dowodzony przez kapitana Hendrika Vanderdeckena - płynął tym szlakiem do Amsterdamu. Podczas straszliwej burzy kapitan krzyknął, że woli żeglować do Sądnego Dnia niż postawić okręt w dryf. Podobno musi tak pływać do czasu, aż znajdzie kapitana, który przyjmie od niego list z prośbą o przebaczenie. Jednak ci wolą go omijać, bo zwiastuje im pewną zgubę. Jest obecny w tekstach kultury, np. w operze (Holender tułacz Richarda Wagnera) i literaturze (Okręt Widmo Fredericka Marryata).
źródło
Mary Celeste. Brytyjski statek Dei Gratia napotkał tę amerykańską brygantynę 5 grudnia 1872 r. na morzu między Azorami a Lizboną. Była piękna pogoda. Marynarze brytyjscy, którzy weszli na Mary Celeste, nie zastali tam żadnej żywej istoty, chociaż szczątki nie dojedzonych potraw i nadpalona fajka wskazywały na to, że opuszczono ją w pośpiechu. Zapiski w dzienniku pokładowym urywały się na 25 listopada i nie wynikało z nich nic niepokojącego. Por. np. Poltergeist Over England (1945) Harry’ego Price’a.
źródło
Octavius. Płynął do Anglii ze Wschodu, kierując się w stronę Przejścia Północno-Zachodniego na Atlantyku. 1775 r. został odnaleziony (wraz z zamarzniętą załogą) u wybrzeży Grenlandii. Kapitan zamarzł siedząc i kończąc wpis do dziennika pokładowego z datą... 1762 roku! Statek dryfował więc 13 lat.

Ourang Medan. W 1947 r. jeden z członków jego załogi wysłał sygnał z prośbą o pomoc w pobliżu Cieśniny Malakka. Zawiadomił, że oprócz niego nikt nie żyje, a on sam umiera. Ratownicy z dwóch amerykańskich statków, którzy przybyli na miejsce, znaleźli nieuszkodzony okręt i martwą załogę. Wszyscy mieli przerażenie wymalowane na twarzach. Nikt jednak nie zdążył rozwikłać tej tajemnicy, bo prawie natychmiast rozpętały się pożar i seria eksplozji. 

Palatine. Żaglowiec amerykański, wiozący w 1752 r. grupę holenderskich emigrantów. Gdy dopływał do wybrzeży Rhode Island, w czasie straszliwej burzy zmarł jego kapitan, a zbuntowana załoga złupiła statek i uciekła na ląd w szalupach. Pozostawieni na łaskę losu pasażerowie przez kilka dni dryfowali po morzu, aż osiedli na mieliźnie u brzegów Block Island. Wówczas wdarli się na pokład tubylcy, a widząc, że nic nie pozostało do ukradzenia, podpalili statek i zepchnęli go z mielizny. Wypłynął na morze i od ponad dwustu lat, w kolejne rocznice tych wydarzeń, pojawia się u brzegów Ameryki Północnej.

Statek umarłych. Znana w wielu krajach legenda głosi, że ten statek - potrafiący żeglować w powietrzu - przypływa po marynarzy (szczególnie piratów) zmarłych na lądzie (wg A Survey of the Occult, 1935).

Takarabune. Legendarny japoński statek widmo, wiozący skarby i zawijający do portu w Nowy Rok. Przynosi szczęście każdemu, kto go zobaczy.
źródło
SS Valencia. Statek amerykański, płynący w 1906 r. z San Francisco do Seattle. Zatonął u wybrzeży Vancouver po uderzeniu w rafę podczas burzy. Spośród 108 pasażerów tylko 37 zdołało ocalić życie. Odtąd miejscowi rybacy widywali go ze szkieletami na pokładzie.
źródło
Dodatek 1. Nocny Człowiek (Night Man). Duch pojawiający się na wyspie Man (Morze Irlandzkie), nastawiony przyjaźnie wobec ludzi. Ostrzega przed mającymi nastąpić sztormami krzykiem lub ukazaniem się w obłoku mgły.
źródło
Dodatek 2. Titanic wprawdzie nie straszy, ale należy mu się specjalne wspomnienie. Pisałyśmy o nim TUTAJ. I jeszcze kilka najsławniejszych książek o okrętach: Joseph Conrad i Frederick Marryat - zasadniczo wszystko, co napisali, bo należą do wiodących marynistów, Polowanie na Czerwony Październik Toma Clancy'ego, Czerwony Korsarz Jamesa Fenimoore'a Coopera, Robinson Crusoe Daniela Defoe, Wilk morski Jacka Londona, Moby Dick albo Biały Wieloryb Hermana Melville'a, 20 000 mil podmorskiej żeglugi Julesa Verne'a.
źródło