piątek, 27 listopada 2020

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Filmy (nie)zapomniane: Bryan Forbes, Zbuntowany księżyc / Szalony księżyc (1971)

Zbuntowany księżyc. Pod takim tytułem film Bryana Forbesa pokazywano w Polsce.

Bruce Pritchard jest pogodnym dwudziestoczterolatkiem, amatorsko grającym w piłkę nożną. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, iż cierpi na nieuleczalną chorobę i resztę życia będzie musiał spędzić na wózku inwalidzkim, jego świat wywraca się do góry nogami. Trudno mu zaakceptować tę diagnozę. Ale nie ma wyboru. Nie chcąc być ciężarem dla bliskich, udaje się do zakładu prowadzonego przez instytucję kościelną. I z dnia na dzień popada w coraz większy gniew. Buntuje się. Rani ludzi usiłujących mu pomóc.

W tym samym miejscu przebywa Jill Matthews - starsza od niego o siedem lat, również unieruchomiona (z powodu polio), ale cierpliwa i łagodna. Bruce obserwuje ją i stopniowo zaczyna odzyskiwać sens życia. Nim jednak zdąży powiedzieć jej o swej skrytej miłości, kobieta opuści zakład, by wyjść za długoletniego narzeczonego, Geoffrey'a.

Życie Bruce'a, po raz drugi okrutnie połamane, wydaje się znowu tracić sens. Wówczas Jill wraca. Zorientowała się, że Geoffrey nie pragnie żony na wózku. I z właściwą sobie delikatnością wchodzi w codzienność Pritcharda. A on stopniowo pozbywa się odpychającego sposobu bycia, cynizmu, nihilizmu. Miłość zaczyna niepodzielnie władać sercami młodych, ale już bardzo doświadczonych przez los ludzi. I gdy wydaje się, że najgorsze, czyli przygnębiającą samotność mają na zawsze za sobą, że przed nimi trudna, ale wspólna droga, pojawia się niewidoczny, mikroskopijny zabójca. Wirus. Zabiera Jill. Czy Bruce powróci do rozpaczliwej, destrukcyjnej roli buntownika?

Ps. Tę historię - jak wiele innych - po części napisało życie. A właściwie cierpienie Petera Marshalla, który jako nastolatek zachorował na polio i do śmierci (z powodu zapalenia płuc) poruszał się na wózku. Jego powieść stała się podstawą pięknego, kameralnego filmu.
Zbuntowany księżyc / Szalony księżyc (The Raging Moon). Reż. Bryan Forbes. 1971. Wielka Brytania. 110 minut. Główne role: Malcolm McDowell (Bruce Pritchard) i Nanette Newman (Jill Matthews).

poniedziałek, 23 listopada 2020

Pisał dzieła największe w polskiej literaturze

Pisał dzieła największe w polskiej literaturze. I o nim pisali. Więksi i mniejsi.

26 listopada mija 165. rocznica śmierci ADAMA MICKIEWICZA (1798-1855). O okolicznościach i kontrowersjach wokół jego odejścia szczegółowo napisałyśmy TUTAJ. Dzisiaj skupimy się na hołdzie oddanym mu przez rodzimych literatów.

Pozycja Adam Mickiewicz w poezji polskiej i obcej. 1818-1885-1955 (Antologia), opracowana przez Jerzego Starnawskiego, wydana przez Ossolineum w 1961 roku, liczy prawie 870 stron (sygnatura: cz D IX-4/1). Stanowi wspaniałe źródło wierszy na przeróżne akademie. Nie będziemy jej omawiać. Kto zechce, zajrzy do środka. Przypomnimy niektórych polskich poetów piszących o Wieszczu.
Jego geniusz dostrzegali już rówieśnicy i współcześni. Panegiryki pisali m.in. Aleksander Chodźko, Jan Czeczot, Karol Estreicher, Konstanty Gaszyński, Maurycy Gosławski, Józef Jeżowski, Julian Korsak, Józef Ignacy Kraszewski, Ludwik Kropiński, Konstancja Łubieńska, Tomasz August Olizarowski, Onufry Pietraszkiewicz, Karolina Proniewska, Mieczysław Romanowski, Stanisław Starzyński, Tymon Zaborowski, Eulogiusz Zakrzewski, Bohdan Zaleski, Roman Zmorski, Tomasz Zan. Na przykład ten ostatni – ze sporą dozą samokrytycyzmu:

Nieudolny orator z winszowaniem stawa
Temu, któremu święta dziś płynie oktawa.


Byli w tej gromadzie pisarze epoki poprzedniej, np. Franciszek Wężyk, Kajetan Koźmian, jak również poeci późnego romantyzmu i epigoni - Teofil Lenartowicz, Władysław Syrokomla, Kornel Ujejski.

Wspominali go w swej twórczości także najwybitniejsi, np. kilkakrotnie – Juliusz Słowacki (szczególnie w Beniowskim) i Cyprian Kamil Norwid (np. Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie; Duch Adama i skandal).

Następne epoki nie osłabły w szacunku. Wśród najsławniejszych pozytywistów i modernistów możemy wymienić np. Adama Asnyka, Michała Bałuckiego, Władysława Bełzę, Marię Konopnicką, Antoniego Langego, Kazimierza Przerwę-Tetmajera.

Autor Pana Tadeusza jednak zachwyca. Jak Słowacki. Także współczesnych, których (ze zrozumiałej przyczyny – por. rok wydania) zabrakło w antologii. Wystarczy wspomnieć Chleb Tadeusza Różewicza, wypowiedź Czesława Miłosza, że „zawdzięcza Mickiewiczowi każdą linijkę” (w rozmowie z Krzysztofem Myszkowskim) czy Chmury Wisławy Szymborskiej, w których odbiorca nawet nie w pełni wprawny w literackich aluzjach odnajdzie nawiązanie do Nad wodą wielką i czystą
To króciutkie zamyślenie na twórczością Wieszcza chcemy zakończyć pogodnym, a mało znanym wierszem Romantyczność Teodora Bujnickiego, pochodzącym z 1938 roku (we wspomnianej antologii na str. 459-461):

- „Słuchaj dzieweczko!" Ona nie słucha –
Próżno Mickiewicz udaje zucha.
Wzruszony, blady czyta ballady,
przynosi kwiatki i czekolady.

- „Spojrzyj Marylo: mam nowy krawat..."
A płoche dziewczę nie zerknie nawet.
- „Kocham namiętnie, myślę o ślubie!"
Ona nie rzeknie nawet - „To lubię" –

- „Daj mi choć zwiędły listek cyprysa,
żebym mógł o tym potem napisać,
żeby Kallenbach albo Chmielowski
mogli wyciągnąć ciekawe wnioski".

Milczy Maryla, nie chce Maryla.
Daremnie Adam talent wysila.
– „Ha, puchu marny, znam ja twój zamiar
od Mickiewicza lepszy Puttkamer!!!

Honorów bańka i złota blaski
tak ciebie nęcą - ! nie chcę twej łaski.
Już chyba pójdę..." Ona: „Idź sobie".
„Pójdę i sobie coś złego zrobię!

Napiszę Dziady, Schiller wystawi!
Wszystkie sekrety nasze wyjawię!
Ze swego serca teraz mnie wygoń,
ale co o tym napisze Pigoń?

Napisze Pigoń, Boy odbrązowi,
przyniesie hańbę twemu domowi.
Na tamtym świecie spamiętasz jeszcze,
co to pogardzić miłością wieszcza".

piątek, 20 listopada 2020

Książki (nie)zapomniane - Bardzo długa noc

O wpół do siódmej wieczór, w pewien styczniowy piątek Międzynarodowy Port Lotniczy w Lincoln, w stanie Illinois, był otwarty i funkcjonował, aczkolwiek nie bez trudności. Tak rozpoczyna się powieść w trzech częściach, obejmujących interwały: 18.30 – 20.30, 20.30 – 23.00, 23.00 – 1.30 (czasu centralnego). Bardzo długa noc, podczas której wiele się wydarzy i którą bohaterowie książki zakończą zupełnie przemienieni. Port lotniczy (Airport) ARTHURA HAILEY’A (1920-2004).

Śnieżyca atakuje od dawna niemodernizowane lotnisko. Boeing 707 jest ostatnim samolotem mającym wystartować przed ogłoszeniem przerwy ze względu na warunki atmosferyczne. Ale maszyna grzęźnie w błocie blokując najszerszy pas. Jednemu pasażerowi szczególnie zależy na jak najszybszym starcie. Guerrerro wykupił bardzo wysoką polisę. Zachowuje się podejrzanie, tuląc walizkę, czym przykuwa uwagę nie tylko bystrej i sympatycznej staruszki, Ady Quonsett, notorycznej gapowiczki, ale również pracowników portu lotniczego. Nikt jednak nie wie, że zmaga się z psychiczna chorobą i udało mu się przemycić na pokład bombę. Zaplanował samobójstwo, aby zapewnić żonie wygodne życie z polisy. Ta ostatnia też coś podejrzewa i pragnie zapobiec nieszczęściu. Niestety, śnieżyca blokuje również jej ruchy. Boeing już wzbił się w powietrze. Zrazu podróż upływa w miarę spokojnie, ale w pewnej chwili Guerrero ujawnia swoje zamiary. W obliczy śmiertelnego zagrożenia ujawniają się ludzkie charaktery.

Mel Bakersfeld, dyrektor lotniska, zmaga się nie tylko z nieoczekiwaną sytuacją i niesprzyjającą pogodą, ale także z nieustannymi protestami mieszkańcami domów sąsiadujących z obiektem, którym przeszkadza hałas. Zapracowany – często przebywający na stanowisku także po godzinach – oddala się od żony i córek, a zbliża do współpracowniczki, Tani Livingston. Życia nie ułatwia mu też brat, Keith, zatrudniony jako kontroler na lotnisku, oraz kapitan Vernon Demerest. Ten ostatni – żonaty z jego siostrą, ale romansujący ze stewardessą, Gwen Meighen – od dawna oskarżał go o opóźnianie wielu lotów.

Zaczyna się walka o życie pasażerów. Demerest usiłuje przekonać zamachowca, że polisa została anulowana i zdetonowanie bomby w takiej sytuacji staje się bezcelowe. Ale mężczyzna jest zdeterminowany. Odpala ładunek, ginąc na miejscu i tworząc sporą dziurę w kadłubie samolotu. Rani przy tym Gwen, będącą w ciąży z Vernonem. Sytuacja staje się dramatyczna. Lotnisko w Chicago, dokąd bez wiedzy pasażerów zawrócono maszynę, odmawia zgody na lądowanie. Tam również szaleje śnieżyca. Jedynym wyjściem staje się powrót niesprawnej maszyny do Lincoln. Lądowanie będzie miało miejsce w skrajnie niesprzyjających okolicznościach. Keith – jeszcze kilka godzin temu pragnący popełnić samobójstwo – staje przed największym wyzwaniem. Jego problemy małżeńskie i sercowe stają się teraz śmiesznie małe. Już wie, że im podoła. Mel także zrozumiał coś bardzo ważnego. Protestujący mieli rację. Lotnisko wymaga modernizacji. Będzie się o nią starał. Wreszcie ciężkie burzowe chmury ustępują z lekka zarysowującemu się w oddali spokojnemu błękitowi, a każdy z bohaterów staje się innym, dojrzalszym człowiekiem. I zaczyna też rozumieć innych, bo wreszcie zrozumiał siebie.

Ps. Powieść została sfilmowana, dając początek serii filmów o „portach lotniczych”. Reżyseria: Henry Hathaway, George Seaton. W głównych rolach wystąpili: Burt Lancaster (Mel Bakersfeld), Van Heflin (D. O. Guerrerro), Jacqueline Bisset (Gwen Meighen), Jean Seberg (Tanya Livingston), Helen Hayes (Ada Quonsett).

Hailey Arthur, Port lotniczy, przeł. Małgorzata i Andrzej Grabowscy, Warszawa 1987. ISBN 83-207-0938-5 (sygnatura: 119933).

poniedziałek, 16 listopada 2020

Wpływ roślin na historię, Polska potęgą książkową, filmowy świat i jego atrakcje. Prasówka z aktualnych czasopism

Szewczyk Józef, Jak rośliny wpływają na historię?, „Geografia w Szkole” 2020, nr 3, s. 44-46

Na liście najważniejszej dla człowieka uprawnej rośliny ryż konkuruje z pszenicą. (…) Są jednak rośliny, które w historii ludzkości zapisały się czasem w sposób wyjątkowy, często epizodyczny, ciekawostkowy.

O jakie rośliny chodzi? Na przykład o pieprz, herbatę, bawełnę, kauczuk, konopie, tulipany, kawę. Ich rola w dziejach jest ogromna. Czyli jaka?
Polska potęgą książkową, „Geografia w Szkole” 2020, nr 3, s. 49

Polska jest potęgą europejską w produkcji książek. Według danych Eurostatu spośród państw członkowskich UE największym producentem książek były Niemcy, z kwotą 889 mln euro. Polska znalazła się na drugim miejscu z produkcją o wartości 661 mln euro, wyprzedzając Hiszpanię (604 mln euro).

Jak to więc jest – czytamy czy nie?

Woda dla pogotowia; Kartki Wielkiej Mocy; Kocie torby; Co się oczom i ptakom podoba; Co lubią tygrysy; Wsparcie dla maluchów; Tarnowscy więziennicy kontra COVID-19; Dla zabawy i nauki, „Forum Służby Więziennej” 2020, nr 6, s. 30-32

Przykłady różnorodnych działań, które podjęli więźniowie i Służba Więzienna w celu wsparcia różnych środowisk w okresie pandemii. Jak z tytułów notek wynika, zyskały nie tylko dzieci i osoby chore, ale również zwierzęta – ptaki, koty, nawet tygrysy… Były na przykład własnoręcznie wykonane puzzle, torby shopper, kartki świąteczne, karmniki dla ptaków.
Świat się kręci [notka], „Kino” 2019-2020

Ciekawostki dotyczące filmowego świata. Oto kilka:

Oryginalny mechaniczny rekin o imieniu Bruce, który wystąpił w „Szczękach” Stevena Spielberga został w pełni zrekonstruowany i będzie można oglądać go w muzeum tworzonym przez Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Na razie nie wiadomo, kiedy muzeum zostanie otwarte. („Kino” 2019, nr 7, s. 96)

Na lato 2020 roku na wyspie Awaji (Japonia) zaplanowano otwarcie parku rozrywki poświęconego słynnemu potworowi – Godzilli, zbudowanemu w skali 1 : 1, który ma być głównie atrakcją interaktywną. („Kino” 2019, nr 12, s. 96)

Na aukcji w Beverly Hills sprzedano pelerynę z pierwszego filmu o Supermanie (1978). Nabywca zapłacił za nią blisko 200 000 dolarów. Sprzedano też stroje z planu serialu Star Trek: Stacja kosmiczna (lata 90. XX w.) i Pogromcy duchów II (1989). ("Kino" 2020, nr 1/2, s. 96)

14 grudnia 2020 r. na Wilshire Boulevard w Los Angeles (w dawnym domu towarowym May Co) zostanie otwarte muzeum Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Koszt budowy – 388 mln dolarów. (“Kino” 2020, nr 4, s. 96)

piątek, 13 listopada 2020

Człowiek z Pasją - Miarą naszej odpowiedzialności są nasze możliwości

Poznałam go w ostatnich latach jego życia (pisze p. Basia). Mieliśmy taką specyficzną, "korespondencyjną" znajomość. Przepisywałam i nieco przeredagowywałam jego artykuły - wspomnienia. O ludziach, których spotkał. O wartościach, którym hołdował. O pracy, którą kochał. O filozofii dziejów, wynalazczości, odpowiedzialności moralnej badacza. Każdy list - maszynopis podpisywał odręcznym autografem, czyli skrótem "Di". Za rok minie dwadzieścia lat od jego śmierci. Piszemy o nim właśnie dziś, bo zmarł 14 listopada.
Profesor JANUSZ DIETRYCH (1907-2001) przez wszystkie lata swej pracy zawodowej stanowił uosobienie naukowej rzetelności, pracowitości oraz wierności stałym zasadom w zmieniającym się otoczeniu społecznym. Był niezłomny. Najpierw – jako żołnierz kampanii wrześniowej 1939 roku (podczas której dowodził baterią obrony przeciwlotniczej w Brygadzie Pancerno-Motorowej płk. Stefana Roweckiego), potem jeniec Murnau (dostał się do niewoli po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim), wreszcie inżynier mechanik, wynalazca (posiadacz licznych patentów), profesor Politechniki Śląskiej, wieloletni pracownik Katedry Części Maszyn. Wspólnie z pełnymi zapału współpracownikami stworzył podwaliny pod nowoczesną naukę konstrukcji. Zaproponował i wyegzekwował zmianę nazwy przedmiotu "części maszyn" na "podstawy konstrukcji maszyn", co było konsekwencją jego interdyscyplinarnego spojrzenia na ten przedmiot, syntetyzujący elementy wielu dziedzin nauki. Chętnie dzielił się wiedzą i popularyzował ją (prowadził cykl wykładów na temat rysunku technicznego w regionalnej telewizji), a jednocześnie sam stale własne umiejętności doskonalił.

Był zadziwiająco pracowity. Napisał ponad 350 publikacji z zakresu metodologii, projektowania, etycznych i społecznych postaw inżyniera. Wypromował wielu magistrów i ponad trzydziestu doktorów. Znamy go jako współautora klasycznej pozycji Podstawy konstrukcji maszyn i autora fundamentalnych opracowań podejmujących między innymi kwestię etycznej odpowiedzialności badacza: System i konstrukcja oraz Istota i znaczenie racjonalizacji. To ostatnie stanowi nie tylko traktat naukowy, ale również - można by rzec - etyczny. Oto niektóre z myśli w nim zawartych:

Jesteśmy tyle warci, ile warte są kryteria, którymi kierujemy się w naszym życiu, w każdym naszym działaniu (...). Osobisty interes jest najsłabszym kryterium – może być nawet społecznie szkodliwym kryterium.

Słowa są wyrazem naszych możliwości intelektualnych oraz mocy duchowych.

Brak wiedzy i umiejętności nas nie usprawiedliwia, brak ten bowiem może być minimalizowany.

Miarą naszej odpowiedzialności są nasze możliwości. Warunkiem odpowiedzialności jest wolność.

Herezją współczesnych czasów jest traktowanie możliwości jako konieczności.

Człowiek jest stworzony do twórczości.


Profesor uczestniczył w licznych konferencjach międzynarodowych i filozoficznych dysputach z wybitnymi postaciami jego czasów, na przykład z gen. kapelanem Józefem Gawliną, ks. bp. Herbertem Bednorzem, Tadeuszem Kotarbińskim, Władysławem Tatarkiewiczem, św. Janem Pawłem II... Chętnie opowiadał o tych spotkaniach.

Nigdy nie uległ presji politycznej, nie podporządkował się żadnej ideologii niezgodnej z wyznawanym przez siebie systemem wartości. Pisał:

Jeżeli (...) świadomie nie działamy w kierunku dobra, to jesteśmy przyczyną zła.

Bez lęku przyznawał się do wiary, którą wyznawał. Był współzałożycielem Klubu Inteligencji Katolickiej (przez wiele lat również przewodniczącym Sekcji "Nauka-Wiara").

Bardzo lubił rozmawiać z młodzieżą. Zawsze znajdował dla niej czas. Był obecny na każdej inauguracji kolejnego roku działalności Duszpasterstwa Akademickiego. Wielu do dziś wspomina jego mądre rady, zachętę do odważnego bronienia wartości. Wygłaszał te słowa – nawet mocno już posunięty w latach – zawsze na stojąco. Powtarzał:       

Jutro nie będzie lepiej, jeżeli dziś nic dobrego nie uczynimy!!!

Nigdy nie przypisywał winy warunkom, otoczeniu, innym ludziom. Zamiast narzekać – wolał działać. Najwięcej wymagał od siebie. Wiedział, że wszelkiej niesprawiedliwości i krzywdzie tamę można postawić tylko poprzez szerzenie dobra. I czynił to niestrudzenie.

W końcówce życia przeprowadził się do Warszawy-Wilanowa, skąd przysyłał wspomniane listy. Znalazł się tam ze względu na lepszą opiekę medyczną, którą w tym mieście mogła otrzymać jego sędziwa żona. Zmarł w niespełna dwa tygodnie po jej odejściu.

Do ostatnich dni życia pozostał aktywny intelektualnie. Dwie z jego licznych publikacji książkowych mamy w zbiorach. Fragmenty ich okładek stanowią ilustrację tego wspomnienia o człowieku naprawdę wielkiej miary. Człowieku z pasją tworzenia.

poniedziałek, 9 listopada 2020

Dzień (i Rok) Samorządu Terytorialnego

Dzień Samorządu Terytorialnego to polskie święto, obchodzone corocznie 27 maja. Zostało wprowadzone do kalendarza Uchwałą Sejmu RP z 29 czerwca 2000 roku („Monitor Polski” Nr 19 poz. 404). Upamiętnia pierwsze wybory do samorządu terytorialnego w Polsce po jego przywróceniu.

Obecny rok w całości został poświęcony tym obchodom. Temat jest bogato reprezentowany w książkach i artykułach zgromadzonych w naszej placówce. Są pozycje o  organizowaniu samorządów po wieloletniej przerwie, podstawach prawnych ich funkcjonowania, społecznym znaczeniu…
O placówkach oświatowych w ich strukturach…

O samorządności na Górnym Śląsku…

Przy okazji: czy wiesz, że samorządność w tej części Polski sięga XIII wieku? Zainteresowanych szukaniem ciekawostek odsyłamy do artykułu o dawnym polskim parlamentaryzmie i samorządności, sygnowanego inicjałami M.D., opublikowanego w Naszej Ziemi. Kalendarzu na rok 1994. Sporo materiałów o tym, co dawno, oraz o tym, co w ostatnich trzydziestu latach, można znaleźć na naszej stronie internetowej, w zakładce Polecamy (Zestawienia bibliograficzne). Już teraz jest tam ponad 90 publikacji, ale niebawem może być więcej, bo zestawienie będzie systematycznie aktualizowane.

piątek, 6 listopada 2020

Książki (nie)zapomniane – Relacja napisana (z) sercem, żarliwością i polotem

Minęło kilka dziesiątków lat.
Niemłody już magister Marian Rejewski (…), stojąc przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, wskazywał ręką – przestrzeń, mówiąc:
- Tam na piętrze w lewym skrzydle obok nie istniejącej dziś kolumnady Pałacu saskiego, ale z oknami na wewnętrzny dziedziniec, mieściło się biuro „BS-4” i tam pod koniec roku 1932 nasza trójka wykryła tajemnicę niemieckiej Enigmy…
Wspominał dalej:
- Później przeniesiono nas do ośrodka w Pyrach, ale wtedy – obok naszego – był pokój numer 13, nazywany przez pracowników „pokojem pod zegarem”. Wejście do tego pokoju, podobnie jak wejście do naszego gabinetu kryptologicznego, było osłonięte czarną kotarą (…). Wpatrzony w skrawek nieba musi swoją opowieść nagle przerwać. Nikomu tu nie znany, razem z innymi ustąpił na bok, gdyż właśnie rozpoczynała się u Grobu Nieznanego Żołnierza uroczystość. Ceremonialnie niesiono wieńce, nadchodzili przywódcy, mężowie stanu, błyszczący złotem generałowie.


Oto zakończenie Sekretu Enigmy STANISŁAWA STRUMPH-WOJTKIEWICZA (1898-1986). Owszem, istnieje wiele opracowań tematu. Nowszych i może bardziej wnikliwych. Ale to jest szczególne, bo napisane (z) sercem, żarliwością, polotem. Porywa wartką akcją jak powieść i do końca trzyma w napięciu, chociaż wiadomo, jak się skończy…

Najpierw sam autor. Niejednoznaczna postać. Dowódca kompanii w Polskich Siłach Zbrojnych, a później oficer oświatowy i prasowy w Wielkiej Brytanii oraz oficer prasowy Armii Polskiej w ZSRR. Ucieczką do Londynu być może ocalił życie, gdyż w Armii Andersa groził mu sąd wojenny (był zwolennikiem Armii Czerwonej). Po wojnie także osoba co najmniej dwuznaczna. Megaloman, twórca własnej legendy (bez jakichkolwiek źródłowych podstaw), a jednocześnie popularyzator historii II wojny światowej, w zasadzie monopolista w tej dziedzinie.

Sekret Enigmy to, rzecz jasna, dzieje złamania kodów niemieckiej maszyny szyfrującej. Ale jak napisane! Książkę czyta się znakomicie. Jak powieść sensacyjno-szpiegowską, zaś z całości przebija duma narodowa, że właśnie Polacy tego dokonali! W tym wypadku nie sposób mówić jedynie o dokumencie (choć publikacja – pełna dat i faktów - nim jest), ale także o arcyinteresującej fabule, a nawet gotowym scenopisie dla filmu. Każda przedstawiona tu postać ma swoje osobiste rysy i cechy charakteru oraz wyraźnie odróżnia się od pozostałych. Całości dopełniają nagłe zwroty akcji, przemieszczenia bohaterów, anegdoty zaczerpnięte z gawęd Rejewskiego i komentarz autorski. Świetna lektura dla każdego.
Strumph-Wojtkiewicz Stanisław, Sekret Enigmy, Warszawa 1978 (sygnatura: 78979)