Wielki historyczny fresk czy kolejna trudna do przebrnięcia pozycja z historii literatury? Powieść imponująca rozmachem scen batalistycznych czy epatująca okrucieństwem? Jej odbiór na przestrzeni lat był tak różnorodny, że warto podjąć trud samodzielnej lektury.
Tytułowa Salambo (Salammbô) z powieści GUSTAVE’A FLAUBERTA (1821-1880) to córka Hamilkara i kapłanka bogini Tanit. Kobieta fatalna. Nieszczęśliwa. Piękna i zła. Jej ojciec dowodził Kartagińczykami w pierwszej wojnie punickiej (III w. p.n.e.). Aby walczyć, władze musiały zatrudnić rzeszę najemników, którym teraz – po zakończeniu działań – nie mają czym zapłacić. Zaczynają się rozruchy. Wśród niezadowolonych prym wiedzie Libijczyk Matho. Wraz ze swym oddziałem wdziera się do ogrodu wodza i dostrzega śliczną dziewczynę…
W wysokich kręgach zapada decyzja o wyrzuceniu najemników poza mury miasta. Tam mają oczekiwać na należne im pieniądze. Żołdu jednak wciąż nie ma, a do zdesperowanych koczowników docierają wieści o zamordowaniu kilkuset ich towarzyszy. Niezadowolenie narasta. Najemnicy zaczynają oblegać miasto, a wśród nich prym wiedzie Spendiusz, Grek, były niewolnik, człowiek o podłym i przewrotnym charakterze. Wraz z Matho forsuje bramy Kartaginy, skąd ten drugi kradnie zaimf - magiczną zasłonę ze świątyni Tanit - przedmiot otoczony szczególną czcią.
Do Kartaginy powraca Hamilkar Barkas, dawny wódz najemników. Mieszkańcy usiłują nakłonić go do objęcia dowództwa w walce z rebeliantami. On nie chce zabijać swych dawnych podwładnych, bo popiera ich dążenia, ale ostatecznie ulega namowom. Zaczyna odnosić małe zwycięstwa. Wówczas na pole męskich zmagań wkracza femme fatale. Świadoma wrażenia, jakie wywiera, uwodzi Matha i wykrada mu zaimf, co podbudowuje morale broniących się Kartagińczyków. Niebawem w mieście pojawia się też Narr Hawas - Numidyjczyk, władca ościennego państwa i dotychczasowy sprzymierzeniec zbuntowanych, których porzucił w zamian za obietnicę małżeństwa z Salambo.
Walki o udręczone i głodujące miasto trwają. Dochodzi do krwawych scen dzieciobójstwa. To ofiary dla mściwego bożka Molocha, który – wedle obleganych – mógłby spojrzeć łaskawszym okiem i dać upragnione zwycięstwo. Kolejne krwawe bitwy nie przynoszą rozstrzygnięcia. Wreszcie udaje się zamknąć wśród skał spory oddział najemników, gdzie konają z głodu i pragnienia. Pojmany Spendiusz ginie śmiercią krzyżową. Podobnie Hannon - wódz kartagiński. Teraz już łatwo dobić resztki buntowników. Jedynie Matho zostaje chwilowo pozostawiony przy życiu, gdyż zwycięzcy planują złożyć go bogom na ofiarę. Upokorzonego, poranionego przez wściekły tłum, prowadzą go przed oblicze Salambo i jej narzeczonego, Narr Hawasa, dla którego musiała (z woli ojca) porzucić posługę kapłanki. Matho wie, że nie jest jej obojętny. Ale kobieta nie wykorzystuje sposobności, by okazać łaskę. Ten, który ją kochał i do którego sama czuła słabość, jednak umiera. A ona obojętnie patrzy…
Czy to już koniec opowieści? Huczny ślub nad ciałami pokonanych? Nie. Bogini Tanit też jest mściwa. Nikt nie przypuszczał, że zainterweniuje natychmiast i w taki sposób…
piątek, 26 sierpnia 2022
Książki (nie)zapomniane - Na pole męskich zmagań wkroczyła femme fatale
poniedziałek, 28 marca 2022
Nasze Skarby - Gustave Flaubert, „Manjak książkowy” (1923)
Dwadzieścia stron, brak ilustracji, dość duży druk. I miękka, bezbarwna okładka, na której przedstawiono postać z książką przed oczami, nie widzącą świata poza lekturą. Zapewne nawet niejeden bibliotekarz nie zwróciłby uwagi na to niepozorne dziełko, gdyby nie rok wydania. Stulatka warta jest chwili uwagi.
"Maniak książkowy" Gustave’a Flauberta absolutnie nie należy do jego największych dzieł. Nawet najbardziej przed laty znane – "Pani Bovary" i "Szkoła uczuć" – nie są już przedmiotem polemik i ożywionych dyskusji. Ich sława przeminęła. A maniak z Barcelony nigdy tej sławy nie miał.
Księgarz Giacomo – chociaż trzydziestolatek – wyglądał staro. Jeśli wychodził ze swego przybytku pełnego zbiorów, to jedynie w celu nabycia jakiejś perełki. Wtedy był ożywiony, na chwilę młodniał. Pewnego dnia nieoczekiwanie odwiedził go młody student z Salamanki, pragnący nabyć rzadki rękopis. Prędko zorientował się, że go nie otrzyma od księgarza zazdrosnego o swój stan posiadania, toteż wyłudził dzieło podstępem. Oznajmił, że rywal Giacoma - Baptisto - ma drugi egzemplarz innego unikatowego dzieła… W ten sposób uruchomił lawinę, która odtąd zaczęła toczyć się z zawrotną prędkością. Nieszczęście zaczęło gonić nieszczęście. Co się konkretnie wydarzyło, że skromy Giacomo został oskarżony o największe zbrodnie i postawiony przed trybunałem?
Opowiadanie o (niezdrowej, zaborczej) miłości do przedmiotów. O manii, która niszczy. Może jej przesłanie nie jest aż tak nieaktualne? Bo gdyby zamiast książki był tam na przykład jakiś „nowoczesny” przedmiot?...

