Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2024

Urok trybu przypuszczającego?

 Jeżeli... Gdyby... Pod warunkiem...

W podręcznikach gramatyki języka polskiego czytamy, że "tryb przypuszczający to jeden z trybów czasownika, mówiący, że dana czynność nie jest rzeczywista, ale hipotetyczna". W wielu językach, np. angielskim i francuskim, wyróżniamy trzy okresy warunkowe – między innymi czynności możliwe do wykonania w (dalszej) przyszłości ("Jeśli..., to...", "Pod warunkiem...") i niemożliwe do wykonania, bo coś już się w przeszłości odbyło ("Gdybym był...").

W 1999 roku Gabriel Garciá Marquez dowiedział się, że choruje na raka limfatycznego. Napisał list pożegnalny, który okrążył świat (głównie drogą elektroniczną). Oto fragment:

„Jeśli Bóg (...) podaruje mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej, jak potrafię. (...) Spałbym mało, śniłbym więcej. Wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia (...) rzuciłbym się ku słońcu.”

W obliczu Końca zrozumiał, jakie to ważne, by w dziełach miłości wyprzedzić poranek. Żył do 2014 roku. I Halina Poświatowska. W perspektywie nieubłaganie nadciągającej śmierci napisała „Urok trybu przypuszczającego”, w którym zawarła swoje tęsknoty i niespełnienia. W sytuacji podobnej. Granicznej.

Tryb przypuszczający. Kilka literackich przykładów? „Gdyby” Ignacego Krasickiego, „*** (Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz)” Bolesława Leśmiana, „Gdyby” Juliana Tuwima, "Modlitwa III" Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, w której jak refren pojawia się spójniki podrzędny "jeżeli", podniosły w tonie wiersz „Ach, gdyby nawet piec zabrali... Moja niewyczerpana oda do radości” Mirona Białoszewskiego. I Epilog „Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza („O, gdybym kiedy dożył tej pociechy…”).

Była jednak poetka, która posługiwała się tą formą gramatyczną chętniej od innych: Wisława Szymborska. Uczyniła z niej element światopoglądu, w którym niepewność sądów, swoisty sceptycyzm stanowią ważną część osobistej epistemologii. Sposobem jego wyrażania są: 

nieco irytujące w odbiorze, ale kluczowe dla interpretacji nawiasy w "Rachunku elegijnym"…
bolesne „może” - refren niewiedzy w "Może to wszystko" oraz „jeżeli” w „"Komedyjkach” i "Wersji wydarzeń"…
smutne „gdyby” w (właśnie!) „Gdyby” – namysł nad tym, co powiedziałyby o nas rzeczy, gdyby umiały mówić…
Wreszcie jeden z najsławniejszych utworów - „W biały dzień” - próba stworzenia historii alternatywnej, czyli powojennej biografii Baczyńskiego. Oczywiście, gdyby… nie umarł:

„Do pensjonatu w górach jeździłby,
na obiad do jadalni schodziłby (…)
Czasami ktoś od progu wołałby:
"panie Baczyński, telefon do pana"
i nic dziwnego w tym nie byłoby,
że to on i że wstaje obciągając sweter
i bez pośpiechu rusza w stronę drzwi.
Rozmów na widok ten nie przerywanoby,
w pół gestu i w pół tchu nie zastyganoby,
bo zwykłe to zdarzenie, a szkoda, a szkoda,
jako zwykłe zdarzenie traktowanoby.”

Tak, „a szkoda, a szkoda”. Delikatny wyrzut, że kochamy poetę, gdy ginie. A przecież poeci żyją wśród nas…

I jeszcze jeden piękny utwór. Tym razem Jonasza Kofty (TUTAJ). Liryczne marzenie. „Jak pięknie by mogło być”. Czy nierealne? Nie. Wystarczy wziąć je sobie do serca i zacząć stosować:

„Jak pięknie by mogło być
Na ziemi wiecznie zielonej (…)
Wśród szczęku broni, zgiełku spraw
Krzyczą Kasandry wszystko wiedzące
Tu mądrość świata na nic się zda
Tu trzeba umieć spojrzeć w słońce (…)
Wśród krwi, pożogi toczy się gra
Codziennie jest Sąd Ostateczny
Tu mądrość świata na nic się zda
Musimy znów stać się dziećmi

Jak pięknie by mogło być
Ziemia jest wielką Jabłonią
Starczy owoców wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią”

Ps. O gramatyce w poezji – TUTAJ.


poniedziałek, 18 marca 2024

Kolejny Światowy Dzień Poezji, czyli poetycka frazeologia

21 marca przypadnie kolejny Światowy Dzień Poezji. Dziś przyjrzymy się niektórym związkom frazeologicznym w polskiej poezji  powojennej - ich znaczeniom i sposobom użycia.

Twórcy literatury powojennej często sięgają po związki frazeologiczne. Główne przyczyny tego zjawiska, to nasilająca się potoczność języka literatury (poezji), przewaga refleksji intelektualnej nad emocjonalnością, głębsza refleksja metajęzykowa - zainteresowanie samym językiem i jego komunikacyjnymi możliwościami, podejrzliwość wobec samego systemu językowego (np. w poezji „lingwistów”).

Sposoby użycia związków frazeologicznych we współczesnej poezji: dosłowne (bez zmiany znaczenia), niedosłowne (np. przekształcanie, dodawanie, odejmowanie, wymiana członów, zmiana kontekstu, w którym występują). A oto główne funkcje związków frazeologicznych w utworach poetyckich (z przykładami):

- Wprowadzenie skrótowości dla rozbudowanych ujęć znaczeniowych:

"Przeżył przecież taką noc
kiedy zniknął dom,
w którym były wszystkie jego obrazy.
Malowane o głodzie i chłodzie"
(Anna Świrszczyńska, Ojciec w Krakowie)

- Kondensacja treści:

kiw głów
kiw butów
kiw kolan
pociąganie vizaviw
tokkółata
(Miron Białoszewski, Pociągola)

Wiersz przedstawia kolejowy przedział w trakcie jazdy ("kiw") i przywołuje trzy obrazy: 1/ Polski „delegacyjnej”, czyli PRL-u; 2/ popijania alkoholu w trakcie jazdy (nawiązanie do „głowa się kiwa”, "pociąganie"  = „golnąć sobie”, „strzelić sobie gola”); 3/ powrotu kibiców – popijających alkohol? - z meczu („gol”, "kiw" = zwód, "kiwać" = dryblować, "pociąganie" – por. np. „pociągnąć środkiem pola w kierunku bramki”). Kontaminacje (połączenie lub zmieszanie dwóch lub więcej wyrazów) są czynnikiem kondensacji treści.

- Pytanie o związek między językiem a rzeczywistością; ukazanie arbitralności znaku językowego, np. poezja Nowej Fali - tom "Korekta twarzy" Stanisława Barańczaka, "My", "Egzamin" Ewy Lipskiej, "Mała piosenka o cenzurze" Adama Zagajewskiego. Wzbudzenie nieufności wobec języka jako środka komunikacji (np. „lingwiści”). Deformacja rzeczywistości, wynikła z wieloznaczności samego języka, czego efektem bywa pomniejszenie bogactwa świata, np. "Rozkład jazdy" Tymoteusza Karpowicza – TUTAJ.

- Demaskowanie niektórych odmian języka (np. propagandowo-urzędowego), czyli element mowy narzucającej obcą wizję świata:

"Urodzony? (tak, nie; niepotrzebne
skreślić); dlaczego „tak”? (uzasadnić); gdzie?
kiedy? po co? dla kogo żyje? (...)
czy żywi
i czym żywi nieufność? (…)"
(Stanisław Barańczak, Wypełnić czytelnym pismem)

- Metaforyzacja, zwiększanie obrazowości, wzbogacanie języka poezji:

"I ten najmłodszy urodzony
w czepku odszedł w stalowym
hełmie i nie mogła go
pogładzić po głowie"
(Tadeusz Różewicz, Kobieta w czerni stąpa po różach)

W ten sposób – koncentrując wypowiedź wokół głowy („urodzony w czepku”, „hełm”) – ukazuje się ból matki po śmierci („odejściu”) syna – żołnierza. To kolejna odsłona motywu Mater Dolorosa.

- Przeciwnie - środek „odpoetyzowania”, prozaizacji języka:

"ludzie są straszni
po trupach idą
wiadomo stado"
(Tadeusz Różewicz, Która to klasa)

- Konieczność uchwycenia specjalnych odcieni znaczeniowych:

"Nie proszę Ciebie o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzegu
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć"
(Jan Twardowski, Samotność)

Pierwszy związek frazeologiczny („sam jak palec”) podkreśla samotność związaną z fizyczną nieobecnością innych osób, drugi („nie mam do kogo ust otworzyć”) – z brakiem rozmówców, czyli osób bliskich psychicznie.

- Wzmocnienie, podkreślenie znaczenia związku frazeologicznego:

"Więc tak długo trzeba było rozsądku się uczyć
na pytania logiczne odpowiadać
nie mówić bez sensu i od rzeczy
żeby nagle zobaczyć
że nadzieja może być obok rozpaczy
niewiara obok wiary"
(Jan Twardowski, Żeby nagle zobaczyć)

- Zaskoczenie – wywołane rozszerzeniem lub udosłownieniem znaczenia związku frazeologicznego:

"Sumienie miał czyste. Nie używane."

"Karłom trzeba się nisko kłaniać."

"Miał barwne życie. Zmieniał sztandary."
(Stanisław Jerzy Lec, Myśli nieuczesane)

"Jestem ci już potrzeba
jak umarłemu żywy"
(Ewa Lipska, *** [Na twój pogrzeb])

W wierszu Lipskiej wyrażono oczywistą myśl, że żywi są umarłym potrzebni, bo bez żyjących nie może trwać pamięć o umarłych. Dotyczy to zarówno światopoglądu laickiego, jak religijnego (w tym drugim przypadku – zmarli potrzebują nie tylko pamięci, ale także modlitwy żywych).

"Pośrodku Droga Mleczna.
Któż po niej przechodzi?
To przechodzi ludzkie pojęcie."
(Leopold Staff, Niebo w nocy)
 
- Budulec "wykrzywionej" - groteskowej, surrealistycznej lub komicznej - wizji świata:

"Przyzywam ciebie, Euterpe,
przyzywam ciebie. Muzo miła,
ciebie, coś w gąszczu moich cierpień
do wiatru mnie nie wystawiła"
(Konstanty Ildefons Gałczyński, Na nowy rok pijmy grape-fruitowy sok)

Patetyczny początek i prozaiczne zakończenie fragmentu wywołują efekt komiczny.

Wybrana bibliografia (do skorzystania w Czytelni)
Anna Pajdzińska, Frazeologizmy jako tworzywo współczesnej poezji, Lublin 1993. ISBN 83-85976-00-0.
Anna Pajdzińska, Frazeologizmy w poezji współczesnej. 1. Użycia kanoniczne, „Polonistyka” 1990, nr 10, s. 540-549.
Anna Pajdzińska, Frazeologizmy w poezji współczesnej. 1. Użycia innowacyjne, „Polonistyka” 1991, nr 4, s. 227-236.
Joanna Sojka, Frazeologiczne gry językowe we współczesnych polskich tekstach kabaretowych, „Poradnik Językowy” 2011, nr 10, s. 60-74.


piątek, 7 kwietnia 2023

Książki (nie)zapomniane - Tak się idzie ku nadziei, tak się idzie ku życiu

Inne miejsca. Ten tomik jest lirycznym dziennikiem etapów Drogi. Od małżeństwa do wdowieństwa. Od szczęścia we dwoje do żałoby. Od niewiary ku wierze. Od życia ku Tamtej Stronie. Zawiera najbardziej osobiste wiersze ANNY KAMIEŃSKIEJ (1920-1986).

Droga przemierzona. Wspomnienia o tych, którzy byli, np. "Krótka rozmowa z Simone Weil", "Pascal", "Portret Alberta Schweitzera". I o Janie Śpiewaku – mężu, bezszelestnie przemykającym się w tekstach, nie nazwanym wprost, bo wspomnienie o nim nadal jest jak rana. Przede wszystkim zaś to, co jest, ujęte w wymowne tytuły ("Cisza", "Noc, która właśnie nadchodzi", "Światło i ciemność"). Wreszcie – "Rzeczy ostatnie". Próba scalenia przeszłości z teraźniejszością i przyszłością:

"Aby rzeczy ostatnie
stały się rzeczami pierwszymi (…)
żeby śmierć miała kroki jedyne upragnione"

Powrót do harmonii jest możliwy dzięki wierze (np. "Modlitwa bez słów", "Psalm", "Przed nocą", "Westchnienie", "Wołanie", "Z głębokości"), która jednak nie przypomina łatwej konsolacji, ale przychodzi – jak wszystko – przez ból, wyrzeczenie, trud:

"Nieść pustych rąk wymowę
Jak wznosi się kielich w górę
Iść przez ziemie jałowe
Jak się zbliża do źródeł"
(*** [Godzić się na oddalenie])

Pora zasnąć, by Przejść. Także w bólu:

"(…) nigdy nie można powiedzieć całej prawdy
Bo jak dotrzeć do granicy bez granic"
(W ciemności)

I w poczuciu niespełnienia, gdyż tęsknota zawsze jest podszyta lękiem:

"Pragnąc tylko pragniemy pragnienia (…)
ciągle
mierzymy siły na samotność
i odchodzimy
każde w swoją wieczność"
(Wiem o miłości)

A jednak poezję Kamieńskiej – tak często przywołującą ciemność – przenika dyskretne a ekspansywne światło. Tak się idzie ku nadziei. Tak się idzie ku życiu. Przez śmierć:

"Ci co poznali głód znają już smak chleba
ci co poznali samotność znają smak miłości
ci co poznali odtrącenie znają smak dotknięcia
ci co poznali śmierć znają smak życia"
(Rzeczy ostatnie)

Nieduży tomik jest wyborem z kilku publikacji: "Drugiego szczęścia Hioba", "Dwóch ciemności i wierszy ostatnich", "Herodów", "Milczeń", "Milczeń i psalmów najmniejszych", "Rękopisu znalezionego we śnie", "Wierszy jednej nocy". Ps. "Dobranoc matce" Anny Kamieńskiej przedstawiłyśmy TUTAJ. O poetyckim dialogu Kamieńskiej z ks. Janem Twardowskim - TUTAJ.

Anna Kamieńska, Inne miejsca, Poznań 1996. ISBN 8370331548 (sygnatury:  145575-6).

piątek, 27 stycznia 2023

Książki (nie)zapomniane - Próba zakotwiczenia "próżni dziejów" w wiecznej aksjologii

Historia. Przemijanie i trwanie. Przeszłość i teraźniejszość. Rozważania o wstędze czasu snute pod niebem Italii. Oto tematyka zbioru wierszy „Hamlet i łabędź” ROMANA BRANDSTAETTERA (1906-1987).

Pisarz zachwyca erudycją i znajomością dziejów kultury. Wspomina wielkich pisarzy i ich dzieła (np. "Winogrona Antygony", "Ugolino"), malarzy ("Apokalipsa brzuchów"), postaci rozpoznawalne w licznych dziełach ("Pogrzeb don Juana"), gatunki ("Bukolika"). Wreszcie - interesuje go samo tworzenie ("Ars poetica", "Poezja").

Wiodącym motywem jest jednak Historia. Widziana przez pryzmat etyki. Dająca prawo do sądu. Nad człowiekiem, dla którego nie jest nauczycielką życia lecz pustym echem. Gdyby miała wymiar wychowawczy, ludzkość nie powtarzałaby uparcie dawnych błędów:

"Na ruinach starego chaosu
Wznoszą nowy chaos,
I tak codziennie odbudowując
Próżnię dziejów,
Zdążam od klęski do klęski (...)
Jak ciężko jest żyć
Na rozdrożu stu negacji
Między szalejącym atomem
A szalejącym człowiekiem."
("Wyspa syren")

"Kości rzucone. Rzucone są kości
Milionów ludzi. (...)
W każdej epoce bije z innych źródeł
Tragedia czasu."
("Faust zwyciężony")

"W historii nie ma
Zwycięstw"
("Pieśń miłosna o Cleo")

Czy jednak rekonstrukcja przeszłości w ogóle jest do wiernego odtworzenia, skoro:

"Odbywa się za pomocą środków,
Które są wyłącznie twoją tajemnicą,
Wierna wyobraźnio"
("Pompes funèbres")

Podobne ograniczenia posiada sztuka i jej kreatorzy:

"nawet mistrz genialny, obrabiając marmur,
Nic nie zdoła talentem stworzyć ponad to,
Co marmur już w zarysie sam w sobie zawiera.
Wiedz bowiem, że natura, która też jest duchem,
Dłoni mistrzowskiej kształty właściwe narzuca."

("Pani z Pescary czyta list Michała Anioła")

Człowiek jest samotny wobec dziejów, ale dystans - paradoksalnie - niesie pocieszenie:

"Samotność (...)
Jest morską latarnią
Na skalistym cyplu
Człowieczeństwa".
("Samotność")

Prawdę o przemijaniu trzeba zaakceptować, bo trwanie i mijanie jednakowo należą do porządku rzeczy:

"życie i śmierć
Są jak dwie ręce,
Biegnące po klawiaturze,
W harmonii i zgodzie,
Lecz w przeciwnych kierunkach."
("Wieczorny koncert na Neusiedlersee")

I tak od praczasu toczą się dzieje:

"Kamień kamieniowi
Przekazuje
W nieskazitelnym kształcie
Słowo
Wypowiedziane szeptem.
Akustyka wieków."
("Ucho Dionizjosa")

A poeta - doświadczony "dzwonnik nieobeszłych marzeń", snujący filozoficzne refleksje - próbuje ocalić to, co z przeszłości najwartościowsze. Co świadczy o człowieczeństwie. Chce zakotwiczyć "próżnię dziejów" w wiecznej aksjologii.

Ps. Dramaty „Powrót syna marnotrawnego” i „Dzień gniewu” tego autora – TUTAJ.

Roman Brandstaetter, Hamlet i łabędź. Wybór wierszy, oprac. graf. Maria Wieczorek-Heidrich, Poznań 1988. ISBN 8321007309 (sygn. 125161).

piątek, 9 października 2020

Książki (nie)zapomniane - Hołd oddany morzu i jego pracownikom

Gdyby Joseph Conrad był poetą, może pisałby jak generał brygady MARIUSZ ZARUSKI (1867-1941). Może, gdyż w twórczości tego drugiego łatwo dostrzec jeszcze silne ślady stylistyki modernistycznej. Muszą być widoczne, bo głównie w tej epoce tworzył. Jednak właśnie on jest uważany za twórcę polskiej marynistyki, bo Conradowi bliżej do literatury angielskiej, którą w podręcznikach reprezentuje. Dwa tomiki Zaruskiego - Sonety morskie i Sonety żeglarskie, z których pochodzi prezentowany wybór - stanowią swoisty hołd oddany morzu i jego pracownikom, ale biografia ich autora jest chyba jeszcze bardziej godna uwagi. Kim był twórca podstaw wychowania morskiego?

Urodzony na Podolu, wykształcony w Kamieńcu Podolskim (gimnazjum) i Odessie (uniwersytet, wydział fizyczno-matematyczny), już w czasie wakacji zaciągał się na statki kursujące na Daleki Wschód. Skazany za przynależność do "Sokoła" i Ligi Narodowej, zabiega - z powodzeniem! - o dalszą możliwość pływania po morzach arktycznych. Kończy nawet szkołę nawigacyjną, uzyskując dyplom szturmana żeglugi wielkiej. Po powrocie z zesłania trafia do krakowskiej... Akademii Sztuk Pięknych, a przeniósłszy się - wraz z żoną - do Zakopanego, zostaje zapalonym taternikiem. Organizuje Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i publikuje książki o tematyce górskiej. Wstępuje do Związku Strzeleckiego, potem do Legionów, ale w I wojnie światowej walczy jako ułan. Po wojnie zostaje generalnym adiutantem prezydenta. Przechodzi w stan spoczynku w połowie lat 20. I wraca do swej pierwszej miłości. Inicjuje żeglarstwo jachtowe, zostaje komandorem Yacht-Klubu Polskiego, pełni jeszcze kilka innych ważnych funkcji, aż wreszcie - na prośbę harcerzy - zostaje kapitanem jachtu szkolnego "Zawisza Czarny". W czasie wojny trafia do Lwowa, ale umiera w Chersoniu.

Barwna, malownicza postać. Życie burzliwe, pełne zaskakujących zwrotów. I taka właśnie jest też jego poezja. Gdybyśmy mieli znaleźć dominujący temat morskich sonetów, na pewno byłaby nim burza. Animizowana, groźna, ale zawsze możliwa do pokonania:

A morze coraz groźniej chmurzy się i dąsa,
Jak niedźwiedź w głuchej puszczy szukający żeru.

(Burza północna)

Okropne było morze w swym dzikim szaleństwie: (...)
Lecz morze już natenczas ze wstydem, nieznacznie
Swe fale jęło cofać z wichrowej zawiei -
Gdy myśmy jeszcze trwali... Zwycięstwo, zwycięstwo!

(Opowieść)

Jest także tematem m.in. Rybaków, Ogni św. Elma, Jungi, Dziewiątej fali czy sonetu łudząco podobnego do Mickiewiczowej Żeglugi i noszącego taki sam tytuł. Natomiast o ciszy morskiej traktuje Sternik. Danina złożona Młodej Polsce, to nierzadkie porównania wzburzonych wód do niespokojnego ludzkiego serca lub pojawiające się znienacka filozoficzne uogólnienia:

O życie! I ty niesiesz na fal swoich wierzchu
Takie piękne na pozór umysły i serca -
A takie zimne i puste jak owe meduzy!

(Meduzy)

Typowo modernistyczny jest też np. ten fragment:

Posłuchaj, jak szemrzą głębiny,
Jak pluszcze w kryształach kaskada:
O cudach bajecznej krainy
Bezduszny tam głaz opowiada.

(Śpiew morza)

I może wielokierunkowa działalność Zaruskiego oraz jego prozatorskie dokonania przyćmiły nieco twórczość poetycką, jednak warto po nią sięgnąć. Bo jest napisana z miłości do morza. Tak, zaledwie nieliczni (a wśród nich Zaruski) mogą czy mogli szczerze wyznać:

O, znam cię, morze! Kocham cię jak księgę,
Z której wybrani czytać tylko mogą.

(Apostrofa)
Zaruski Mariusz, Sonety morskie, Gdańsk 1977 (sygnatura: 75695)

piątek, 20 marca 2020

Wiersze mogą bawić

21 marca świętujemy Światowy Dzień Poezji. W minionym roku z tej okazji przypomniałyśmy parę zabawnych wierszy (TUTAJ). Dzisiaj - kilka kolejnych.

Najpierw pytanie: jakie rymy nazywamy rime emperiere? Odpowiedź: rymy podwójne (lub potrójne). Oto dwa przykłady:

Powiedział niedźwiedź:
Gdy pragniesz miedź mieć,
Żywot jak śledź wiedź!
Schwytany w sieć, siedź!

(Nieznany autor, tekst wg: Tuwim Julian, Pegaz dęba, Warszawa 1950, sygnatura PBW: 130234)

Na spacerze sobie tuptam,
Nagle patrzę: trup tu, trup tam
.
(wiersz Tadeusza Brezy - źródło i strona jak wyżej)
A oto przykład rymu łamanego:
Była to urocza chwila,
O, narodzie, wierz mi, wierz,
Gdy się stałam Venus z Mila-
nówka i okolic też.

(wiersz Tadeusza Boya-Żeleńskiego - źródło jak wyżej)

Inna wierszowana ciekawostka:
Mówiono, że dowody prawdziwego przywiązania można okazać:
AMORE – miłością
MORE – sposobem bycia
ORE – wymową
RE – czynem

(autor nieznany - źródło jak wyżej)

A oto Dziwna rymowanka Jerzego Ficowskiego:

Pewien żarłok nienażarty
raz wygłodniał nie na żarty.
I wywiesił szyld na płocie
że ochotę ma na płocie.
Tutaj na brak ryb narzeka,
bo daleko rybna rzeka.
Więc się zgłosił pewien żebrak
i rzekł żarłokowi, że brak:
płoci, karpi oraz śledzi,
ale rzeki pilnie śledzi,
i gdy tylko będzie w stanie
to o świcie z łóżka wstanie,
po czym ruszy na Pomorze
i w zdobyciu ryb pomoże.
Odtąd żarłok nas jedynie,
zamiast smacznych ryb je dynie
.
(Tekst wg: Kurkowska Halina, Skorupka Stanisław, Stylistyka polska. Zarys, wyd. 4, Warszawa 1974, sygnatura: 62130. Także w innych wydaniach)
Z tego samego źródła pochodzi Otomana Janusza Minkiewicza:

Oto motto Otto Manna:
Grunt, to dobra otomana!
Po co Otto ma to motto?
Byście rzekli: „kto to Otto?”
Otto jest to erotoman,
Co fabrykę ma otoman.
Dziwną teraz ma Mann manię:
Siedząc na mej otomanie,
Mówi, grając ze mną w loto:
„Oto
otomana
od
Otto
Manna –
erotomana!”


W licznych zbiorach wierszy Juliana Tuwima znajdziemy Figielek:

Raz się komar z komarem przekomarzać zaczął,
Mówiąc, że widział raki, co się winkiem raczą.
Cietrzew się zacietrzewił, słysząc takie słowa,
Sęp zasępił się strasznie, osowiała sowa,
Kura dała drapaka, że aż się kurzyło,
Zając zajęczał smętnie, kurczę się skurczyło,
Kozioł fiknął koziołka, słoń się cały słaniał,
Baran się rozindyczył, a indyk zbaraniał.
 Na zakończenie - dwa tekściki Janiny Pollakówny, opublikowane w czasopiśmie "Ojczyzna-Polszczyzna" 1997, nr 2, s. 48:

Król polski miecz wyszczerbił o bramę Kijowa.
Wdzięczny lud go po śmierci w katedrze pochował.
Dziś na kartę historii spójrzmy z drugiej strony:
Kijów z dala, król martwy, a miecz wyszczerbiony
.
(Czy Kali, czy Kalemu ukraść krowę?)

Kiedy święta Helena była jeszcze mała,
przyszłość odległa we śnie jej się pokazała.
Dostała lanie za to prorocze widzenie,
że wódz Francuzów skończy na świętej Helenie
.
(Niedocenione proroctwo)

poniedziałek, 18 marca 2019

Centony, tautogramy, carmina figurata, czyli o poezji (z przymrużeniem oka)

21 marca to Światowy Dzień Poezji. Nie każdy ją lubi, ale mamy nadzieję, że po przeczytaniu kilku poniższych przykładów, Ci, którzy za nią nie przepadają, zmienią zdanie. A może sam zaczną układać rymy? Wierszami można się nie tylko wzruszać, ale też nieźle bawić. Bo, na przykład, ten wiersz. Czyż nie jest piękny i pomysłowo skomponowany? Taki typ utworu nazywa się centon:

Siedzi sobie nad Nilem
Ptaszek zwany krokodylem
I płacze:
„Dziewczę ty, spełń me sny,
Miej serce i patrzaj w serce”.
A dziewczyna jak malina
Niesie koszyk róż
I rzecze:
„Tańcowała ryba z rakiem
A pietruszka z pasternakiem,
Chodził do mnie całe lato,
Dawałam mu buzi za to”…

(Zerwany romans, w: „Kurier Polski”, z 21 maja 1939, wg PD, s. 148)

Jak nietrudno wydedukować, centon to utwór skomponowany z cytatów wyjętych z innych dzieł, na ogół dobrze znanych, a zatem również łatwo rozpoznawalnych.

A oto tautogram, czyli tekst, w którym wszystkie wyrazy rozpoczynają się tą samą literą. Przykład pochodzi spod obrazu Najświętszej Maryi Panny w płockiej katedrze (PD, s. 154):

Pójdźcie, polskie pisklęta, pod płaszcz polskiej Pani,
Prowadź, prowadź, poratuj, prosimy poddani
.

Teraz wiersz, w którym pierwsze i ostatnie litery każdej linijki są jednakowe:

Od serdecznego afektu to kołO
Ochotnie toczę ku tobie wesołO
Ode mnie pokłon żebyć oddawałO
O zdrowie prosząc tegoż winszowałO
Okaże tedy łaskawe swe okO,
Obejrzy onym chęci me szyrokO,
Osobie co twej słusznie należałO.

(Jakub Teodor Trembecki, Koło, PD, s. 157)

Carmina figurata, to liryka wizualna. Takie utwory, zwane też kaligramami, pisał Guillaume Appollinaire (zob. TUTAJ). Oto teksty innych pisarzy. Najpierw „mechaniczny ogródek” Tytusa Czyżewskiego (PD, s. 414):

Teraz Wiersz o kielichu (PD, s. 241):
i wreszcie Zima blokowa (fragment Barodrzwi) Mirona Białoszewskiego (od s. 274):

Kolejne zabawne przykłady różnych zjawisk związanych z poezją - przy kolejnej okazji. Te, które przedstawiłyśmy dzisiaj, pochodzą z: Białoszewski Miron, Sprawdzone sobą. Wybór wierszy, wyd. 2 w tej ed., Warszawa 2014. ISBN 978-83-06-03352-6 (ostatni tekst, sygnatura: 177857) oraz Tuwim Julian, Pegaz dęba, Warszawa 1950 (= PD, pozostałe teksty i skany, sygnatura: 130234).

piątek, 8 września 2017

Człowiek z Pasją - Życie jest pełne obietnic, ale przede wszystkim trzeba żyć w zgodzie ze sobą

Dzisiaj proponujemy spotkanie z Panią JANINĄ KOWALIK. Nasz Gość to góralka z urodzenia, Ślązaczka z wyboru, jak napisał wydawca drugiego tomiku jej poezji. Autorka wierszy, miłośniczka historii i książek, a prywatnie - kochająca i energiczna mama oraz babcia.

Przyszła na świat w Koszarawie (niedaleko Żywca), w burzliwym roku 1940, ale swe dorosłe życie związała z Zabrzem. Od połowy lat 70. ubiegłego wieku pisze wiersze. Z potrzeby serca. Z miłości. Dla i o najbliższych. Z okazji urodzin dzieci. Z okazji pierwszokomunijnej uroczystości. Dla przyszłej synowej... Dokumentuje ulotne i ważne chwile. Codzienność i święta. Umie się zachwycać. Podziwia przemiany pór roku. Fale marszczące się na jeziorze. Dzikie gęsi. Majestatyczne drzewa. Rozmyśla nad przemijaniem. Nad tajemnicą życia i nieodłącznie związanego z nim cierpienia. Ogarnia świat sercem i spojrzeniem pełnym czułości (kursywa oznacza nawiązanie do jednego z tytułów). Mądra, wypróbowana przez odmiany losu dobroć przebija z tych wersów.

Najpierw jej twórczość trafiała do szuflady. Jednak po wielu latach ujrzała światło dzienne. Pierwszy tomik - Korzenie - niskonakładowy, dziś już niemal niedostępny, ukazał się w Nisku w 1998 roku. W dłoniach trzymam drugą publikację - Kalendarz zdarzeń, wiersze wybrane 1976-2014 - wydaną w Zabrzu w 2014 roku. Poprosiłam Autorkę o odpowiedź na kilka pytań. Rozmowę ilustrujemy obrazkami z "Jej" Beskidu Żywieckiego. 

Wydawca II tomiku Pani poezji napisał w notce „góralka z urodzenia, Ślązaczka z wyboru”. Czy mogłaby Pani powiedzieć kilka słów o tym, jak z gór trafia się na Śląsk?

Można powiedzieć, że na Śląsk trafiłam mimo wszystko nieco przypadkowo. Takie były czasy, że rąk do pracy brakowało i przyjeżdżali tu wówczas ludzie z wszystkich stron kraju. I tak też, za pracą, przyjechał mój mąż, a wkrótce potem i ja za nim. Wybraliśmy lepsze życie.

Z Beskidu Żywieckiego, gdzie się urodziłam i wychowałam, dużo osób wyjechało do pracy w śląskim przemyśle. Pamiętam, że często się u nas pojawiali przedstawiciele zakładów przemysłowych, już w szkołach opowiadali nam, jaka dobra praca czeka, jakie mieszkania duże, jakie płace wysokie; można powiedzieć, że nas niejako werbowali. Oczywiście werbowali nie tylko górali, pojawiali się także w innych regionach. Ale od nas było dość blisko, więc wielu się dało łatwo namówić.

Mieszkanie otrzymaliśmy, praca była, nie było na co narzekać. I tak z czasem wrośliśmy w Śląsk, zakorzeniliśmy się. A z czasem nawet zaczęliśmy się ze Śląskiem, a z Zabrzem zwłaszcza, utożsamiać.

Z opowieści moich rodziców pamiętam, że ludzie z Koszarawy i okolicznych wiosek jeździli na Śląsk już przed wojną. Jeździli do Prus, jak to się u nas mówiło. Nasz region słynął z rękodzieła, wyrobów z drewna, które potem śląskie gospodynie kupowały. Wtedy były to jednak wyjazdy na jeden, dwa dni, po prostu na handel. Po wojnie już wyjeżdżało się na stałe, za pracą, tak jak ja.
Źródło
Może teraz pomówimy o Pani wierszach. Jak to pisanie się zaczęło? Dlaczego?

Od początku ciągnęło mnie do słowa pisanego, a to dzięki postawie mojego wuja, który czytając na głos, podrzucając mi pierwsze książki, zaszczepił we mnie chęć czytania, więcej i więcej. Po przeprowadzce do Zabrza pasję tę mogłam kontynuować, bo zasobność tutejszej biblioteki była nieporównywalnie większa od biblioteki w Koszarawie. Dzięki temu, prócz klasycznych powieści, mogłam do woli przebierać również w poezji, czytać kolejnych autorów, poznawać ich. Spodobało mi się, w jaki sposób budują klimat, opowiadają o pięknie przyrody, ważą słowa, niemal komponują melodie swej opowieści. Założyłam sobie wtedy takie zeszyty, do których przepisywałam fragmenty, czasem całe strofy, a czasem tylko pojedyncze wersy. Zebrało mi się tego 11 pełnych zeszytów.

I chyba tak naturalną koleją rzeczy postanowiłam, by poezję nie tylko czytać, ale spróbować również tworzyć. Może troszkę naiwnie, marzycielsko, stworzyłam swoje pierwsze utwory. A potem było ich coraz więcej, w życiu pojawiły się wnuczki, a z nimi dużo okazji do tworzenia. I tak już zostało.
źródło
Jak doszło do wydania I tomiku? Czy to była Pani inicjatywa?

To absolutnie nie była moja inicjatywa, to była wręcz niespodzianka dla mnie. Zawsze pisałam dla wąskiego grona odbiorców, dla najbliższej rodziny, na różnego rodzaju imprezy, rocznice, ważne momenty. I podczas jednej z takich właśnie imprez wiersze usłyszeli bratankowie mego męża, Tadeusza, i chyba im się te wiersze spodobały, bo poprosili, by im kilka przesłać. Okazało się, że faktycznie wiersze im się spodobały na tyle, że postanowili je wydać. Jeden z nich był franciszkaninem w Niepokalanowie i z racji powierzonych przez zakon funkcji współpracował z tamtejszą słynną drukarnią, co sprawę ułatwiło. I tak pewnego dnia listonosz przyniósł nam paczkę, a w niej kilkadziesiąt egzemplarzy tomiku „Korzenie”. To byłą piękna niespodzianka, która dodała mi skrzydeł i zachęciła do dalszego pisania.
 
źródło
W Pani wierszach dostrzegam coś z uroczej prostoty i miłości do ludzi, cechującej poezję Leopolda Staffa, ale także Leśmianowe „przeżywanie” piękna przyrody. Jakich poetów Pani najchętniej czyta?

Bliscy mi są poeci klasyczni, można powiedzieć, że ci „starej daty”. Często i namiętnie czytałam wspomnianych Staffa i Leśmiana. To od nich trochę zaczynałam swoją przygodę z poezją, zachwycałam się ich wierszami, sposobem pisania o przyrodzie. Ale wydaje mi się, że najbliższy jest mi Przerwa-Tetmajer, którzy tak pięknie opisuje góry, z takim znawstwem maluje górskie mgły, rysuje szczyty. Urodziłam się i wychowywałam z widokiem wprost na Pilsko, co roku jeżdżę do rodzinnego domu na Mrowców Groniu, dlatego Tetmajer niezmiennie zachwyca mnie swoim sposobem pisania o górach, które i ja tak kocham. Oczywiście Kasprowicz ze swoimi górskimi tematami, ze swym słuchem dla szumu drzew, wiatru, też towarzyszy mi ze swoją poezją od wielu lat, a jego wiersze mam przepisane we wspomnianych zeszytach.
źródło
Może coś jeszcze o ulubionych pisarzach, tym razem o prozaikach. Są tacy?

Oj, wielu, naprawdę wielu. I chyba znów będą to głównie nazwiska klasyków. Eliza Orzeszkowa, Lew Tołstoj za „Opowieści o miłości”, Irwin Shaw za „Hotel św. Augustyna”. Ale ostatnio bardzo dużo czasu poświęcam też na książki historyczne, popularnonaukowe, ale pisane dobrym piórem. Dlatego niezwykle wysoko cenię Pawła Jasienicę.

Gdy byłam młodsza, książki były drogie, a nam się nie przelewało, więc czytałam głównie egzemplarze biblioteczne. Ale postanowiłam sobie wtedy, że kilkanaście książek, które najbardziej mną wtedy poruszyły, najbardziej złapały za serce, na pewno kiedyś kupię. Stworzyłam sobie listę lektur, które po prostu muszę mieć. I, dzięki Bożej pomocy, wiele z nich udało mi się już nabyć. Może nie tylko dzięki Bożej pomocy, ale też dzięki pomocy synowej, która biegła jest w Internecie i na aukcjach wyszukała mi książki z mojej listy marzeń.

Niektóre z nich są już prawie niedostępne, długo się ich naszukaliśmy. Ale moim zdaniem to perełki literatury. „Niczyjak” Jana Kurczaba, „Jak wilk w głuszy” Astera Berkofa to niesamowite książki, wciągają, wzruszają, cieszę się, że je mam i w każdej chwili mogę po nie sięgnąć.
źródło

Z Pani wierszy wyczytać można także głęboką zgodę na to, co niesie los i wielką mądrość życiową. Jakie jest Pani życiowe motto? Co jest najważniejsze?

Trudno powiedzieć, czy to faktycznie mądrość życiowa, ale trochę już tych zim minęło, trudno wojować z losem i z Panem Bogiem. Zawsze sobie powtarzałam, że życie jest pełne obietnic, ale trzeba przede wszystkim żyć zgodnie ze sobą, nie zapominać o rodzinie, o honorze, o sumieniu. Może to trywializmy, ale po prostu trzeba pamiętać, że jest się tylko człowiekiem, który się kiedyś zestarzeje i może mu wtedy sił już braknąć na paniczne naprawianie błędów młodości.
źródło
Gdyby miała Pani zachęcić (szczególnie młode pokolenie) do czytania poezji, co by Pani powiedziała?

Młodzież ma teraz tyle odskoczni, tyle wyimaginowanych rzeczywistości, filmy, gry, Internet. Ktoś trafnie powiedział, że technologia odrealnia od rzeczywistości. Trudno się dziwić, że nie mają czasu na poezję, która wymaga więcej uwagi, skupienia. W filmach czy książkach dla młodzieży są piękne historie, ale wszystko jest takie bezpośrednie, wyjaśnione od początku do końca, nie ma miejsca na czytanie między wierszami, nie ma tej muzyki słów. Młodzież potrzebuje akcji, nie ma czasu na liryzm.

Myślę jednak, że co ma być, to będzie, i jeśli ktoś tylko czyta, nie oduczył się jeszcze, to może prędzej czy później znajdzie poezję dla siebie. Trzeba sugerować, a nie zmuszać, polecać, ale nie nastawiać. Niech się może nawet zrażą jednym czy drugim autorem, aby znaleźć coś dla siebie. A kiedy tylko człowiek znajdzie coś swojego, coś bliskiego, to już przepadł. Tak jak ja w zbiorach Miejskiej Biblioteki Publicznej, ładnych kilka dekad temu.

Czyli – warto czytać (i pisać wiersze)?

Nie warto. Trzeba!

Dziękuję za rozmowę, która wiele mnie nauczyła!
źródło

poniedziałek, 28 listopada 2016

Żaby, Kaczki, Hipopotamy, czyli poetycka menażeria Szer-Szenia

W bieżącym roku minęło pół wieku od śmierci Jana Brzechwy (1898-1966, właśc. Jana Wiktora Lesmana, pseud. Szer-Szeń). Był poetą, satyrykiem, tłumaczem z literatury rosyjskiej. W kartotece zagadnieniowej online (zob. na stronie internetowej naszej placówki) znajdziemy około 60 opisów bibliograficznych, m.in. materiały popularyzujące tę twórczość oraz teksty metodyczne. Dziś przedstawimy kilka opracowań jego pisarstwa dla dzieci, mogących wzbogacić wiedzę miłośników Brzechwy. Najpierw jedno (lub kilka) zdań wprowadzenia, potem – cytat z artykułu (książki).

Chrobak Katarzyna, W kręgu słów. O tematyczno-lingwistycznych analogiach w twórczości Juliana Tuwima, Jana Brzechwy oraz Wandy Chotomskiej, "Guliwer" 2013, nr 1, s. 12-20

Analiza analogii zachodzących miedzy dziecięcym sposobem spostrzegania świata a twórczością literacką trójki poetów. Język ich twórczości jako przedmiot „refleksji, eksperymentów i badań”.

Mimo iż twórczością dla dzieci Julian Tuwim zajął się dosyć późno, (…) to właśnie ona przyniosła poecie nieśmiertelną sławę i zawodową satysfakcję. (…) Wielu współczesnych lingwistów oraz literaturoznawców w badaniach nad językiem literackim sięga do jego pierwotnego kształtu. Julian Tuwim cechy własnej poezji, do których zaliczał nacechowanie emocjonalne, intuicyjność oraz metaforyczność, wywodzi z przeszłości, tzn. doświadczeń okresu dzieciństwa.

Kowolik Piotr, Humor w utworach dla dzieci Jana Brzechwy. "Nauczyciel i Szkoła" 2002, nr 1-2, s. 185-197

Najistotniejszą cechę poezji Brzechwy stanowią „zabawa słowem” i „granie” podobieństwem dźwięków. Równie ważne jest usuwanie przezeń z utworów dla dzieci wszystkiego, co jest związane ze złem czy przemocą. Świat w nich ukazany jest radosny i budzi miłe skojarzenia.

Rzadko na bohaterów swych utworów wybiera (...) dzieci. Nawet w bajkach zwierzęcych są to dojrzałe czaple, pająki, kaczki, indyki. I właśnie na przykładach świata dorosłego eksponuje „wady”. Nie obciąża nimi dzieci i ponieważ morał nie ma określonego adresata, łatwiej go można przyjąć. (…) Wiele wierszy dla dzieci, w których występują zwierzęta, trudno zaliczyć do „bajek zwierzęcych”. Bliskie jednak tej formie, choć różne w wymowie są m.in. niektóre utwory J. Brzechwy (...). Ich bohaterami są zwierzęta, warzywa, grzyby, w postaci których łatwo można odnaleźć aluzję do świata ludzi (...). Świat zwierząt w tych utworach jest pogodny, stosunki w nim panujące nie mają nic wspólnego z okrucieństwem i bezwzględnością (...). Zwierzęta te są przede wszystkim śmieszne i sympatyczne. Pogodna jest więc i pointa. 

Krasoń Katarzyna, Malowniczy most do poezji. Wiersze Brzechwy i Tuwima w edukacji i wspomaganiu rozwoju dziecka, Kraków 2002. ISBN 83-86663-93-6 (sygnatury: 156056, cz XXI-5/56)

Poezja Brzechwy i Tuwima na zajęciach i lekcjach. Scenariusze 16 spotkań, między innymi na temat Żaby, Kwoki, Kaczki-Dziwaczki, Indyka, Hipopotama, Żurawia i czapli, Wrony i sera.

Organizacja spotkań z wierszami Brzechwy i Tuwima służy przede wszystkim wywołaniu refleksji nad sobą, porządkiem świata i wieloma istotnymi w życiu każdego człowieka wartościami.

Ługowska Jolanta, W kręgu baśni poetyckich Jana Brzechwy, "Guliwer" 2008, nr 1, s. 47-54
Baśń o korsarzu Palemonie oraz Przygody rycerza Szaławiły jako przykłady baśni poetyckich na tle innych realizacji gatunku.

Pisał przed laty Jerzy Cieślikowski: „Teksty rymowane, do wiersza były najbardziej naturalne dziecku, a i mówić do dziecka (…) wierszem wydawało się najbardziej właściwe”. Tę sztukę mówienia wierszem opanował Brzechwa w stopniu bez mała mistrzowskim i zastosował ją (…) także w trudnym i w polskiej literaturze niezbyt (...) popularnym gatunku, jakim jest baśń poetycka (…)

Mieczkowski Alfred, Kolesie Lisa Witalisa, "Guliwer" 2007, nr 2, s. 96-99

Polemika z krytycznymi uwagami na temat poezji Brzechwy. Upamiętnienie setnej rocznicy urodzin poety wierszem napisanym przez sympatyków jego twórczości.

Kochany Panie Janie Brzechwo
Sto lat, jak z bicza strzelił, przeszło
Od kiedy przyszedł Pan na świat
By Pańskim bajkom świat był rad


Ostasz Maria, Agon, alea, ilinx i mimicry w wierszach Tuwima i Brzechwy, „Guliwer" 2003, nr 1, s. 10-18
Nawiązanie (w tytule) do klasyfikacji postaw realizowanych w czynnościach ludycznych, dokonanej przez Rogera Cailloisa. Agon – postawa obecna w zabawach opartych na współzawodnictwie. Alea – postawa bierności uczestnika gry, gdy decyzja nie zależy od niego. Ilinx - oszołomienie. Mimicra – naśladowanie, maska.

Julian Tuwim i Jan Brzechwa w większości swoich wierszy dla dziecięcego adresata operują pewnym typem poetyckości, który odwołuje się do paidii, bowiem zakładają, że zabawa dziecięca pełni określone zadania. (…) Utwór paidialny staje się dziełem dopełnionym dzięki twórczej aktywności odbiorcy, np. działaniom ruchowym, przeżywaniu, reprodukowaniu itp.

Szóstak Anna, Poeta dzieciom. O zabawie słowem w wierszach Jana Brzechwy, „Guliwer" 2003, nr 1, s. 5-10

Twórczość dla dzieci w dorobku pisarskim Brzechwy. Jej źródła i chronologia.

Wiek XX nazwano stuleciem dziecka. Bowiem właśnie dzięki badaniom dwudziestowiecznych psychologów i pedagogów zwrócono uwagę na te prawidłowości procesu rozwojowego dziecka, które pozwoliły dostrzec świadomego oraz wnikliwego odbiorcę treści pochodzących ze świata zewnętrznego, w tym również z literatury. Niemałą rolę odegrali tu (…) pisarze. W Polsce przełom ten związany jest z drukiem w końcu lat trzydziestych tomików poetyckich Tuwima i Brzechwy.


Taraszkiewicz Małgorzata, Książki warte czytania... dzieciom, Warszawa 1995. ISBN 83-85910-02-6 (sygnatura: cz LVI-4/25 c)

Wychowanie do i przez sztukę. Wychowanie przez książkę. „Warstwy” tekstów literackich dla dziecka: psychologiczna, estetyczna, etyczna i kulturowa. Analiza ogólna 18 lektur zalecanych do klasy 1, w tym – wierszy Jana Brzechwy.

Brzechwa wprowadził do poezji dziecięcej paradoks, nonsens i stylizację świata na opak (…), operował oryginalnym skojarzeniem, elementami satyry i groteski. Ulubionym chwytem fabularnym poety jest wyrywanie przedmiotów i pojęć z potocznych znaczeń i funkcji, mieszanie pierwotnych znaczeń słów z ich symbolicznym (metaforycznym) funkcjonowaniem. (…) Poeta powołuje nowego czytelnika zachęcając i prowokując dziecko do wysokiej aktywności intelektualnej, do szukania sensu i nonsensu, do stawiania pytań, dziwienia się i nie poddawania stereotypom i schematom.

Źródło


poniedziałek, 16 listopada 2015

Urodzić się... w przeciwną stronę.

Pamiętacie uroczy pełnometrażowy film Casper Brada Silberinga? Sympatyczny duszek, zapytany przez dziewczynę: Jak to jest umrzeć?, odpowiada filozoficznie: Tak samo, jak się urodzić, tylko w przeciwną stronę. Nie bójmy się więc przeczytać paru zdań o śmierci, szczególnie w tym listopadowym czasie, skoro ona jest także... narodzinami.

Nie, pisząca te słowa nie odmówi sobie zacytowania z tej okazji kilku wypowiedzi jednej ze swych ulubionych poetek, Anny Kamieńskiej (1920-1986). To była szczególna kobieta. Tak o sobie napisała:
Całe życie prałam, prasowałam, gotowałam, zmywałam, usługiwałam - pisząc, ucząc się, czytając, kochając w głębi serca - i to, a nie co innego nazywam "pełnią życia".

Zatem przez 19 lat szczęśliwa żona i matka, a później wdowa, przez kolejne 10 lat niemal co dnia przychodziła nad grób męża (także poety, Jana Śpiewaka). Napisała przejmujący tomik wierszy - Biały rękopis -  o swej miłości do niego. I tu, między mogiłami, wielką tajemnicę istnienia i umierania tłumaczył jej przyjaciel, ks. Jan Twardowski. Po latach poświęcił poetce cały rozdział w swej Autobiografii, zatytułowany Mieliśmy piękną przyjaźń. Po Matce to jedyna kobieta, dla której zarezerwował tyle miejsca. Nie tylko w książce. Także w życiu. Z pewnością jeszcze coś o niej (o nich) kiedyś napiszemy, wszak w przyszłym roku  przypada okrągła rocznica śmierci Kamieńskiej. I ks. Twardowskiego. Dziś - kilka pięknych cytatów. Aby się zamyślić. Nad życiem.

Ci co poznali głód znają już smak chleba
ci co poznali samotność znają smak miłości
ci co poznali odtrącenie znają smak dotknięcia
może ci co poznali śmierć znają smak życia
(Rzeczy ostatnie)

Dlaczego nazywasz dniem i nocą
dlaczego nazywasz miłością i egoizmem
dlaczego nazywasz życiem i śmiercią
to co jest tylko rozmową ciemności i światła.
(Światło i ciemność)

Nie lękaj się to tylko tyle
to tylko cisza i ogromne niebo
nie pragnie rąk ten kto ma skrzydła
nie szuka słów ten kto zna prawdę

Nie płacz wita cię wszystko zapomniane
unosi jasność dni zebrana w jedno
po cóż ci serce gdy masz całą miłość
po co ci oczy kiedy jesteś wszystkim
(Chwila)

Teraz jeszcze kilka przemyśleń z Notatnika 1973-1979:
Głęboka zgoda na życie musi się łączyć ze zgodą na to, co życie ma w sobie najważniejszego - śmierć.
Uczyć się śmierci - to stopniowo rezygnować z samego siebie. Ktoś, kto umiałby   wyzbyć się siebie - umierałby tak, jak się zasypia.
Człowiek niekochany nie umiera. Tylko po prostu usycha jak niepotrzebna ręka.
Kto myśli o miłości - pisze o śmierci. Kto myśli o śmierci - pisze o miłości.
A gdyby każdą śmierć rozpatrywać w aspekcie ofiary?


Warto przeczytać:
Kamieńska Anna, Notatnik 1973-1979, Poznań, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów "W Drodze", 1987. ISBN 83-85008-48-9. (Sygnatura: 124872).

Twardowski Jan, Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie, t. 1-2, oprac. Aleksandra Iwanowska, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2006-2007. ISBN 83-08-03926-X. ISBN 978-83-08-03942-7. (Sygnatury: 162350/I-II, 162783/I-II).

piątek, 21 sierpnia 2015

Książki (nie)zapomniane - Rzewna nuta, tęsknota i oczekiwanie.

Oby nam dane było najwięcej
Otwarte oczy i czułe serce (...)
Jest frasobliwa radość istnienia
Kto nie przeżywa świata nie zmienia
(A my jak dzieci)

Ładne, prawda? Dziś zaprezentujemy poetę, JONASZA KOFTĘ (1942-1988) i tomik PAMIĘTAJCIE O OGRODACH. Myślę, że kojarzymy piosenki z jego tekstami, bo również tym się zajmował. Samba na rozstanie, Kwiat jednej nocy, Jej portret śpiewali najlepsi wokaliści, a melodie tworzyli najsłynniejsi kompozytorzy, np. Jerzy Satanowski, Czesław Niemen, Jan Pietrzak, Jarosław Kukulski. W wierszach i piosenkach Kofty dominuje jakaś rzewna nuta, tęsknota, oczekiwanie... Czysty liryzm.


Gdy smutno, można przeczytać te słowa - by jeszcze bardziej się zasmucić ... i przeżyć katharsis, po którym znacznie śmielej da się mierzyć z życiem:

Wszystko co piękne musi boleć
Chociaż tak trudno to znieść (...)
Radości nie dla wszystkich starczy
Bólu wystarczy dla wszystkich
(Śpiew ocalenia)

Kiedy się kocha, wypada powiedzieć najdroższej osobie:

Zasłoń mi słońce - niech zgaśnie
Mnie w twoim cieniu najjaśniej
(Zatrzymaj mnie)

A po tragicznym rozstaniu, gdy sił brakuje, by ze wspomnień wyjmować ciernie, czyż nie przynosi ulgi taka myśl:

Róży cierniem serca skłute
Póki bolą
Jeszcze warto żyć
(Niepotrzebny nam ten smutek)

Gdy wreszcie nadchodzi chwila względnej równowagi, warto przemyśleć radę:

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
Przecież czeka je nowy ból
(Kiedy serce śpi)

Liryka Kofty skupia się nie tylko na relacji ja - ty. To, co ogólnoludzkie, jakże trudne! Taka jest konstatacja w zakończeniu Epitafium dla Louisa Armstronga:

Nas na to (...) już nie stać
Być człowiekiem
I na tym poprzestać

I jeszcze wielki apel artysty, ale nade wszystko członka ludzkiej rodziny:

Gdy chcemy przetrwać
Musi boleć
To
Że jesteśmy ludźmi
(Volo)

Jonasz Kofta. Nie żył długo. Mógł żyć rozważniej. Nie chciał. Drobny, wątły, nic z Supermana. Schorowany. Słabiutki fizyczne, ale pełen wewnętrznego żaru. Takim go pamiętam. W 1988 roku poszedł na słoneczną stronę. By zaprzeczyć cieniowi, który nierzadko rozciągał się nad jego codziennością. By udowodnić, że zwyciężyła miłość - jeden z najważniejszych tematów tej twórczości. Może więc jako ostatnie słowo trzeba potraktować strofę, której wszystkim, nawet zawiedzionym i poranionym, kazał się nauczyć na pamięć:
Małe jasne - to jest piwo
Duże jasne - to jest słońce
Mała czarna - to jest kawa
Duża czarna - to jest noc
Noc odchodzi, słońce wschodzi
Chyba nam go nie ubyło
Mała miłość - to nic nie jest
Duża miłość - to jest miłość
(Słońce)

Kofta Jonasz, Pamiętajcie o ogrodach, wybór i oprac. Jadwiga Kofta, wstęp Ryszard Marek Groński, Warszawa, "Czytelnik", 1991. ISBN 83-07-02105-7. (Sygnatura: 134072).

sobota, 15 sierpnia 2015

Jan Brzechwa.

Gdyby Jan Wiktor Lesman jeszcze żył, to dzisiaj obchodziłby 117 urodziny.
Przygotowując wpis o Brzechwie postanowiłyśmy zrobić błyskawiczną ankietę wśród naszych krewnych i znajomych. Zapytałyśmy - jaki jest ich ulubiony wiersz Brzechwy*?
Większość odpowiedzi, jakie uzyskałyśmy, wyglądała tak:
- Lokomotywa. Czekaj, nie, to chyba Tuwim.
- Lokomotywa Tuwima!
- Nie lubię poezji.
- Ptasie radio.
- Nie odpowiem, bo nie chcę źle powiedzieć, bo Brzechwa zawsze mi się myli z Tuwimem.
Były oczywiście odpowiedzi wskazujące na konkretne wiersze Brzechwy (Samochwała, Dzik, Kaczka-DziwaczkaSójka), ale zdecydowana większość "ankietowanych" myliła obu poetów.
Dlaczego? Bo nietrudno ich pomylić - obaj żyli w niemal tych samych czasach, obaj pisali wiersze dla dzieci. Wiesze, które dorośli znają jeszcze z dzieciństwa, bądź pamiętają, jak czytali je własnym dzieciom.

*Wskazanie książki okazało się łatwiejsze, ponieważ każda z osób pamiętała o "Akademii Pana Kleksa".

Dzisiaj uhonorujemy tego wyjątkowego poetę przypominając (Czytelnikom blogu i... sobie :) ) najbardziej znane jego wiersze.

Teraz już na pewno będziemy pamiętać, że Brzechwa to (między innymi):

NA STRAGANIE

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:

- Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie Koprze.

- Cóż się dziwić, mój Szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!

Rzecze na to Kalarepka:
- Spójrz na Rzepę - ta jest krzepka!

Groch po brzuszku Rzepę klepie:
- Jak tam, Rzepo? Coraz lepiej?

- Dzięki, dzięki, panie Grochu,
Jakoś żyje się po trochu.

Lecz Pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może.

- A to feler -
Westchnął Seler.

Burak stroni od Cebuli,
A Cebula doń się czuli:

- Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?

Burak tylko nos zatyka:
- Niech no pani prędzej zmyka,

Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą.

- A to feler -
Westchnął Seler.

Naraz słychać głos Fasoli:
- Gdzie się pani tu gramoli?!

- Nie bądź dla mnie taka wielka! -
Odpowiada jej Brukselka.

- Widzieliście, jaka krewka! -
Zaperzyła się Marchewka.

- Niech rozsądzi nas Kapusta!
- Co, Kapusta?! Głowa pusta?!

A Kapusta rzecze smutnie:
- Moi drodzy, po co kłótnie,

Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!

- A to feler -
Westchnął seler.

NA WYSPACH BERGAMUTACH

Na wyspach Bergamutach
Podobno jest kot w butach,

Widziano także osła,
Którego mrówka niosła.

Jest kura samograjka
Znosząca złote jajka;

Na dębach rosną jabłka
W gronostajowych czapkach,

Jest i wieloryb stary,
Co nosi okulary,

Uczone są łososie
W pomidorowym sosie

I tresowane szczury
Na szczycie szklanej góry,

Jest słoń z trąbami dwiema
I tylko... wysp tych nie ma.
TYDZIEŃ

Tydzień dzieci miał siedmioro:
- Niech się tutaj wszystkie zbiorą!

Ale przecież nie tak łatwo
Radzić sobie z liczną dziatwą:

Poniedziałek już od wtorku
Poszukuje kota w worku,

Wtorek środę wziął pod brodę:
- Chodźmy sitkiem czerpać wodę.

Czwartek w górze igłą grzebie
I zaszywa dziury w niebie.

Chcieli pracę skończyć w piątek,
A to ledwie był początek.

Zamyśliła się sobota:
- Toż dopiero jest robota!

Poszli razem do niedzieli,
Tam porządnie odpoczęli.

Tydzień drapie się w przedziałek:
- No a gdzie jest poniedziałek?

Poniedziałek już od wtorku
Poszukuje kota w worku...
I tak dalej...


Wszystkie wiersze pochodzą z książki "Brzechwa dzieciom", z ilustracjami Jana Marcina Szancera (Warszawa: Nasza Księgarnia, 1989), dostępnej w naszej bibliotece (sygnatury: 81111, 101331-2, 127537-8).