Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henrik Ibsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henrik Ibsen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2022

Książki (nie)zapomniane – Jak się umiera i jak zmartwychwstaje?

Symbole, alegorie, „niesceniczność”. Tak można w skrócie określić Gdy wstaniemy z martwych (Når vi døde vågner) - ostatni dramat HENRIKA IBSENA (1828-1906). I już to mogłoby zniechęcić reżyserów do jego wystawienia. Bo jak wyobrazić na scenie tę nieustanną wspinaczkę po górskich graniach, którą odbywają bohaterowie, idący wciąż wyżej i wyżej? Ale czyż „niesceniczność” może zniechęcić czytelnika? Wydaje się, że raczej przeciwnie.

Park nadmorskiego hotelu zdrojowego. Profesor Rubek, rzeźbiarz, i jego młoda żona, Maja, prowadzą nudną rozmowę. Artysta przeżywa niemoc twórczą po stworzeniu dzieła życia - Dnia Zmartwychwstania. Pewnie konwersowaliby o niczym znacznie dłużej, gdyby nie zjawiła się Pani (Irena) w towarzystwie Siostry Miłosierdzia. Ich pojawienie się zaburza dotychczasową realistyczną konwencję. Kobiety wydają się być istotami nie z tego świata. Ponadto Irena mówi o sobie jako o upiorze, który dopiero teraz powstaje z martwych. Czy to tylko wyrzut sumienia profesora, który przed laty porzucił kochankę? Przybyła przypomnieć mu o bolesnej  przeszłości czy zabrać go na drugą stronę?

Przenosimy się do wysokogórskiego sanatorium. Na scenę wchodzą nowe postaci. Wśród nich – Ulfheim, pełen życia pogromca niedźwiedzi. Podczas gdy rzeczywistość każe Rubekowi i Irenie rozważać minione, Ulfheima i żonę profesora interesują teraźniejszość i ewentualna przyszłość.

Wreszcie trzeci akt. Surowe skały. Zawrotne wysokości. Po zimnych graniach wędrują dwie pary. Rubek, Ulfheim, Maja, Irena. Kto z kim – nie zdradzimy. Jedna idzie na szczyt, który – paradoksalnie – okazuje się drogą ku zatraceniu. Bo akurat rusza lawina... Druga para schodzi w dół, co w tym wypadku oznacza powrót do żywych. Kto poległ? Kto powstał?  

Jak się umiera? Prowadząc bezsensowne, jałowe życie… Nie podążając za przeznaczeniem, marzeniem, życiowym zadaniem… Nieustannie rozpamiętując zamkniętą przeszłość… Zaprzeczając życiu… A jak się zmartwychwstaje? Gdy dusza opuszcza ciało… Gdy wybiera się  ż y c i e, a nie wegetowanie na jego obrzeżach… Gdy powraca się we wspomnieniu… Gdy artysta unieśmiertelnia w dziele sztuki… Wszystkie te sensy opalizują w dramacie Ibsena. Były w jego twórczości już wcześniej, lecz w dziele ostatnim nabierają dodatkowego, monumentalnego znaczenia. Pozostają (w historii literatury) na zawsze.

Tekst: Henrik Ibsen, Gdy wstaniemy z martwych [w projekcie Gutenberg TUTAJ].

                                                               Źródło: Pixabay.com

piątek, 11 grudnia 2015

Książki (nie)zapomniane – Świat pełen poezji i grozy, czyli o Drodze, którą każdy musi przemierzyć.

Co to za przedziwny utwór, w którym żyją trolle, czarnoksiężnicy, różne złośliwe stwory, a Suche Liście, Krople Rosy czy Źdźbła Połamane są pełnoprawnymi "osobami dramatu" - tak samo, jak ludzie.

Peer Gynt - bohater norweskiej baśni ludowej i dramatu HENRIKA Johana IBSENA (1828-1906) - należy do literackich krewnych Parsifala, Don Kichota, Fausta, Don Juana. Poszukiwacz urojonych światów. Wieczny nomada. Everyman, chociaż ma konkretne nazwisko. Postać z moralitetu. Między Dobrem a Złem.

Peer Gynt jest strzelcem polującym na górską zwierzynę. Człowiekiem kłamliwym, żądnym rozrywek i alkoholu, rozrzutnym i lekkomyślnym. Jednocześnie odznacza się wielką fantazją. Pewnej jesieni spotyka przed szałasem Wielkiego Krzywego. Odtąd walka z rozmaitymi potworami stanie się jego chlebem powszednim. Gdy na krótki czas wróci do wsi, popadnie w konflikt z lokalną społecznością, gdyż - niepomny na miłość, jaką darzy go dobra i piękna Solvejga - uprowadzi ze ślubnego kobierca żonę znajomego, by niemal natychmiast ją porzucić.

I odtąd rozpoczyna trwającą dziesiątki lat wędrówkę. Widzimy go na wybrzeżach Maroka i na Saharze, w kairskim szpitalu dla obłąkanych, na morzu. Zawadiacki młodzieniec przeistacza się w przystojnego mężczyznę w sile wieku, aż wreszcie w dziarskiego jeszcze starca. Kolejne przygody wiodą go ku coraz większym upadkom, choć on sam woli o nich myśleć jako o zwycięstwach. Wreszcie, odrzucony i potępiony przez ludzi, wraca do domu. Zarówno bohaterowie, jak i "postacie sceniczne" (np. Głosy w Powietrzu, Śpiewający Posąg Memnona), mówią mu o (życiowej) klęsce. Czynią wyrzuty. Oskarżają. W końcu Odlewacz Guzików orzeka, iż zostanie unicestwiony.

Ratunek przychodzi ze strony wiernej Solvejgi, teraz już niewidomej staruszki, która wypłakała oczy czekając na ukochanego. Dzięki jej miłości wyrok nad nim zostaje... Właśnie! Oddalony? Chwilowo wstrzymany?

Różnie można odczytać zakończenie tego symbolicznego dramatu. Składa on daninę czasom, w których powstał. Romantyczne widzenie świata odcisnęło na nim niezatarte piętno. Osoby realistyczne egzystują obok fantastycznych. Świat jest pełen poezji. I grozy. Przyroda też spełnia ważną rolę.

I jeszcze gra dobrych i złych mocy, światła i ciemności. Spójrzmy tylko na dziwne imię - Solvejga (norweskie sol = słońce, veg = droga). Już rozumiemy, prawda? To, że dramat ma swoje miejsce w historii literatury, którego nikt nie zaneguje. Ale również to: Peer Gynt jest ponadczasowym moralitetem. Piękną, metaforyczną opowieścią o Drodze, którą każdy musi przemierzyć.


Ibsen Henryk, Peer Gynt. Poemat dramatyczny, przeł. Zbigniew Krawczykowski, wstępem i objaśnieniami opatrzyła Olga Dobijanka-Witczakowa, Wrocław, Warszawa, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1967. (Biblioteka Narodowa. Seria II ; nr 152). (Sygnatura: cz  D IV-3/152).