Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasze Skarby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasze Skarby. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2026

Nasze Skarby: Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny (1928); Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej (1939); Kubiak Irena i Krzysztof, Chleb w tradycji ludowej (1981)

O chlebie jako znaczącym motywie tekstów kultury pisałyśmy TUTAJ i TUTAJ. Dzisiaj zaprezentujemy trzy szacowne pozycje, z których dwie liczą już sobie naprawdę sporo lat.

„Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny” Witolda Gądzikiewicza to niejedyna książka tego autora w zbiorach. Inne dzieła lekarza, profesora trzech uniwersytetów (w Krakowie, Warszawie i Poznaniu) oraz krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej i AWF, to m.in.: „Badania książek szkolnych pod względem higienicznym” (1923), „Higjena książki” (1925), „Ważniejsze zaburzenia zdrowia w wieku szkolnym i zapobieganie ich powstawaniu” (1933).

Co jednak zawiera „Chleb i piekarstwo…”? Oto treść niektórych rozdziałów: produkty surowe służące do wypieku chleba, przechowywanie mąki; wyrób chleba (na drożdżach, na kwasie); piece i pieczenie chleba; nadpiek (czyli różnica między wagą chleba a zużytą do jego wypieku ilością mąki, wyrażona w procentach); przechowywanie chleba, ulepszanie, badanie (np. objętość, stosunek wagi skórki do miękiszu, ciężar właściwy, wchłanialność wody, zawartość błonnika i popiołu); stan sanitarny piekarń; choroby piekarzy, ich śmiertelność i długość życia.

Szczególnie zainteresowały nas ostatnie kwestie. Dowiadujemy się, że piekarz to zawód, w którym jest zatrudniona największa liczba ludzi młodych. Na poparcie tej tezy znajdujemy liczne dane statystyczne i ujęcia tabelaryczne. Ponoć jest to fach, którego wykonawcy cieszą się zwykle dobrym zdrowiem, ale to się zmienia po 50 roku życia - na wyraźną niekorzyść piekarzy w stosunku do innych zawodów. Do tego stopnia, że wniosek ogólny nie jest optymistyczny: „przytoczone fakty o zachorzeniach i śmiertelności piekarzy dobitnie wskazują, że nie cieszą się oni dobrem zdrowiem i długiem życiem.” A jakie są (były?) przyczyny chorób? Kto chce je poznać, niech zajrzy do opracowania.

Całość wieńczy bibliografia („Polskie piśmiennictwo o chlebie i piekarstwie”), w której znajdujemy m.in. takie tytuły: „Chleb z ignamów” (nasz dopisek: chyba chodzi o kłącze bulwiaste zwane też pochrzynem), „O molu mącznym”, „Zacofanie naszego piekarstwa”, „O nowym amerykańskim sposobie ulepszania chleba”.

Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny, Warszawa 1928 (sygn. 10370).

Druga perełka, to „Błogosławiony chleb ziemi czarnej” Jana Wiktora, po wojnie znanego prozaika. Pozycja jest znacznie obszerniejsza, liczy prawie 450 stron. Oto jak ją przedstawił wydawca:

„Nowa książka rdzennego pisarza wsi i znawcy ludu (…) wprowadza nas w splot aktualnych zagadnień, związanych z wsią polską, a zarazem poprzez dzisiejszą kulturę duchową i materialną ludu polskiego sięga do prehistorii naszych praojców w Prasłowiańszczyźnie. (…) Piękne i prastare obrzędy ludowe sięgające czasów prasłowiańskich łączą się w wyobraźni pisarza w jedną całość z zabytkami kultury materialnej naszych praojców odkrytej w Biskupinie.”

Dodaje, że naprawdę w porę ukazuje się książka, która jest „silnym reflektorem rozjaśniającym zagadkę wsi polskiej”. A co konkretnie zawiera? Spis treści brzmi bardzo górnolotnie i jest ujęty w trzy części: „Obrzędy”, „Kamienie i ziarna spadające na wieś”, „Siejba o świtaniu”. Rozdziały w każdej z nich też zapisano w podobnym, poetyckim stylu. Przytoczymy je (część 1 i 2), bo najbardziej zachęcają do lektury:

„Część 1. W grodzie naszych praojców (o Biskupinie); Kiedy gwiazda zwiastuje narodzenie miłości; Wyprawa po wężową głowę mającą czarodziejską moc; Babry, babrosie i babrule; Po uzdrawiającą wodę; O czarowniku bacy; Pod opieką gruchających gołębi; Za progiem niezwykłej plebanii.
Część 2. Matka wiodąca do światła; Żar w zaciśniętej dłoni; Kryzysowa niedola wsi polskiej; Z potu jego i mordęgi – los narodu; Kto zdoła odkopać wielkie twórcze zdolności; Ślepiec, który pokazuje drogę widzącym; Gdzie pług w polskich garściach, tam Polska; Ci, których tracimy.”

Prawda, że ładne? Jak baśń lub pradawna legenda…

Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej, Lwów, Warszawa 1939 (sygn. 7529).

I trzecia „perła”. Wprawdzie „młoda”, ale wielokrotnie cytuje się w niej bardzo dawne teksty. „Chleb w tradycji ludowej” Ireny i Krzysztofa Kubiaków. Sześć rozdziałów plus wybór tekstów. Szczególnie ten ostatni nas zainteresował. Oto treść: „Zwyczaje związane z wypiekiem chleba; Chleb w zwyczajach dorocznych; Chleb w obrzędach rodzinnych; Chleb w wierzeniach ludowych; Rola pieczywa w magii, lecznictwie i wróżbach; Zwyczaje, obrzędy, wierzenia związane z narzędziami do wypieku i przechowywania chleba”.

Może – dla zachęty – coś o leczniczym działaniu chleba? Oto wartościowa (?) porada: „Kto cierpi na zęby, niech jada ten chleb, który myszy nadgryzły, a nie będą go zęby bolały ani próchniały.” I jeszcze jedna: „Kto nie może spać albo od rozumu odejdzie, wziąć mąki jęczmiennej, upiec chleb, i tym ciepło obłożyć głowę.” 

Irena Kubiak, Krzysztof Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981. ISBN 83-205-3338-4 (sygn. 96288).

Źródło fot. Pixabay.com

poniedziałek, 3 listopada 2025

Nasze Skarby: Ralph Waldo Trine, "Władza nad myślą urabia charakter" (1914)

Ta książka ma ponad sto lat, a jej autor przyszedł na świat jeszcze w XIX stuleciu. Ralph Waldo Trine (1866-1958). Amerykański pisarz i filozof. Jego rozważanie "Władza nad myślą urabia charakter" przełożyła na język polski Maria z Przezdzieckich Walewska (1851-1929), przedstawicielka dawnego szlacheckiego rodu.
 
Trine wierzy w możliwości jednostki. I mierzy bardzo wysoko. Najwyżej. Pragnie zakotwiczyć człowieka w Nieskończoności, bo tam upatruje cel istnienia. Uważa jednak, że nikt nie może podjąć tak śmiałych planów bez świadomej i systematycznej pracy nad charakterem:

„czy przy budowie naszego charakteru, kształcąc nasze nawyknienia, myślimy, iż mamy do czynienia ze ślepem przeznaczeniem, które nami rządzi, lub czy czujemy się panami położenia w wyborze naszej drogi życiowej? Trzeba, żebyśmy mogli sobie powiedzieć: b ę d ę,  t a k i m, j a k i m  b ę d ę  c h c i a ł  b y ć, i to powinno być powiedziane przez  k a ż d ą  i s t o t ę  l u d z k ą. (...) „Należy się więc przejąć tą prawdą, że myśl jest  r o d z i c i e l k ą  c z y n u. W naszych rękach leży wybór naszych myśli.”

Prawem powszechnie obowiązującym jest też - jak uważa - kształcenie samych nawyków. Dlatego, że myśl jest pierwsza, dopiero po niej następuje czyn. Zanim człowiek cokolwiek zrealizuje, winien rozważyć, jaki będzie skutek jego działań. Czyny powtarzalne stają się nawykami, a ich zespół jest podwaliną charakteru. Każdy wybór ma konsekwencje, więc szczególnie ważne staje się zwalczanie pokus do  z ł e g o  czynu. Autor podaje konkretne przykłady. Jak zwalczyć pokusę kradzieży? Tylko w jeden sposób:

„skoro (...) zawita do głowy myśl użycia cudzych funduszów, wygnać ją natychmiast, nie dając jej przystępu, a tembardziej możności powracania.”

Z analizy tego i kolejnych przykładów wynika optymistyczna konkluzja:

„jakiekolwiek są dziś warunki moje życiowe, choć niezbyt wygodne i miłe, i na jakiekolwiek inne zmienić się mogą, choćby gorsze jeszcze (...), przyjmę je tak, jak mi się ukażą, wystrzegać się będę skarg, upadku na duchu, pójdę na ich spotkanie z największą łagodnością, przypominając sobie, że muszą mi być w danej  chwili (…) potrzebne, bo inaczej nie byłyby mi dane. (...) Czynimy postępy, o ile korzystamy z okoliczności, pojawiających się w naszem życiu, gdyż one składają się na sumę naszych doświadczeń. (...) Myśl jest podstawą każdego postępu lub przyczyną każdego poniżenia. Myśl jest źródłem powodzenia albo przegranej. Jej zawdzięczamy wszystko, co jest najpożyteczniejsze i najgorsze.”

Chciałoby się powiedzieć: "cała ludzka godność leży w myśli". Ale to nie cytat z Trine'a. To z Pascala.  

Stwierdzenie, że „myśl, ciągle powtarzana, nabiera siły i mocy", by objawić się nareszcie czynem, przypomina coś jeszcze... Oczywiście, słowa innego człowieka, który również dużo od siebie wymagał. Alberta Schweitzera:

"Potęga ideału jest nieobliczalna. (...)  Ideały są myślami. (...). Ich potęga stanie się skuteczna dopiero wtedy, gdy zaczną wyrażać istotę uwznioślonego człowieka. (...) Nic nie może pozbawić idealizmu człowieka, który pracuje nad swoim udoskonaleniem. (...) Jeśli nawet tam, gdzie działa, nie dostrzega na zewnątrz większych efektów, wie przecież, że tyle osiąga, ile ma w sobie dobrego."

Tak oto dialogują ze sobą ponad wiekami trzej wielcy filozofowie. Pascal, Schweitzer i Trine na pewno byli idealistami. Ten trzeci - pragnąc uświadomić ludziom ich egzystencjalne zadanie - dodawał:

„widzimy roje mężczyzn i kobiet w ciągłym ruchu, krzątaniu się, działalności na zewnątrz, bez szukania jakiego środowiska i punktu oparcia, na którem by się mogli zatrzymać, gdzie zapuścić kotwicę życia swego; ileż oni w takiej gorączce swych sił zużywają, nie mając nawet kilku chwil (…) na zastanowienie się nad rzeczywistym celem życia.”

A przecież pragnął dla nich wielkości. Chciał ich prowadzić najdalej i najwyżej. Dla nich napisał ten nieduży rozmiarami poradnik. Jeszcze jeden Prometeusz czy niezrozumiany, samotny marzyciel?

Ralph Waldo Trine, Władza nad myślą urabia charakter, spolszczyła Marja z Przezdzieckich Walewska, Warszawa 1914 (sygnatura: ZS 29538).

piątek, 29 sierpnia 2025

Nasze Skarby: Antoni Bolesław Dobrowolski, „Męczennicy polarni” (1937)

ANTONIEGO BOLESŁAWA DOBROWOLSKIEGO (1872-1954) przedstawiać nie trzeba. Przyrodnik, geofizyk, meteorolog, podróżnik (uczestnik wyprawy słynnej „Belgiki”) i pedagog (przed wojną - profesor Wolnej Wszechnicy Polskiej, po wojnie - Uniwersytetu Warszawskiego). Autor jedynej polskiej…  monografii lodu. Jego „Męczennicy polarni” stanowią nade wszystko hołd oddany ofiarom polarnych katastrof.

To nieduża książeczka (56 stron, 17 cm). Niesamowite, że w skromniutkich rozmiarach udało się zmieścić aż tyle fascynujących opowieści z białego świata. Oto początek:
 
„Wśród majestatu najosobliwszych, odosobnionych krain wieczyście śnieżnych duch ludzki majestatowi swemu wzniósł pomnik najosobliwszy, odosobniony, z najprzedniejszego, wiecznego, śnieżnie białego budulca. Nigdzie pojęcie walki nie wcieliło się w tak idealnej postaci. Człowiek nie gnębił tu człowieka. Były to wielkie bitwy - może największe z tych, które żądza poznania staczała z nieznanym a groźnym, myśl i wola - ze ślepym żywiołem: jedyna postać walki, jaka ludziom naprawdę przystoi (…). Nigdzie żywioły nie przeciwstawiały się tak wrogo, tak potężnie, tak uparcie. Nigdzie człowiek nie wytrzymał takiej próby wytrwałości, hartu, męstwa. (…) Dlatego to dzieje tych walk ludzkość powinna by mieć w czci szczególnej, zamknąć w osobnej złotej księdze. I uczyni to, gdy dojrzeje.”

I dalej - w tym samym podniosłym tonie:

„Wieczne zimno i wieczny lód – oto dwie podstawowe, sprzężone ze sobą osobliwości natury polarnej. Życiowo, po ludzku znaczy to: większa niż gdzie indziej na globie niedostępność i wrogość, większe niż gdzie indziej trudności podróżowania i życia. Toteż osobliwemu piętnu fizycznemu odpowiada tu osobliwe piętno życiowe, ludzkie, wyciśnięte na całych dziejach podróży polarnych: łańcuch katastrof – męczarni i śmierci, tragiczny cień ciągnący się za walką polarną, nieuchronny haracz, który los ściąga z walczących”.

Prezentację największych polarnych katastrof podzielono na dwie części: „W Arktydzie” (!) i „W Antarktydzie”. Pierwszą rozpoczyna wspomnienie przygód średniowiecznych Normanów, a po niej następują: „męczeństwo” Barentsa, Erichsena i ich towarzyszy, koszty Wielkiej Wyprawy Północnej, katastrofy Willoughby’ego, „Jeannette”, Greely’ego, André’ego, Tolla i Seeberga, Franklina:

„By uratować życie garści zaginionych, a potem – by tylko ich trupy odnaleźć i godnym uczcić pogrzebem, przez lat trzydzieści z górą idzie na walkę z lodami nie mniej, niżeli czterdzieści wypraw, groźny labirynt morski roi się od statków, a sanie przebiegają wzdłuż i wszerz lądy lodowatego archipelagu”.

Dalej: wyprawa Rasmussena i realizacja ważnego programu naukowego, dokonania wybitnego fizyka, Alfreda Wegenera oraz – szczególnie wyeksponowana - katastrofa „Italii”, śmierć Malmgrena i bohaterski koniec Amundsena (o wydarzeniu szerzej TUTAJ). Ten fragment jest jednocześnie prozatorskim hymnem na cześć Amundsena – wikinga XX stulecia, „największego z największych”. Na marginesie warto zaznaczyć, że nie tylko Dobrowolski złożył hołd podróżnikowi. Uczynił to także Kazimierz Wierzyński w pięknej „Pieśni o Amundsenie”.

Część dotycząca Antarktydy to przygody „Belgiki” i dwie „szare, zwykłe ofiary podróży” - koledzy piszącego, który był przy ich śmierci, oraz katastrofa wyprawy Scotta (wstrząsający dziennik organizatora ekspedycji - TUTAJ), przedstawiona jako wynik swoistego fatum:

„Równocześnie ze zwycięskim marszem Amundsena gotowała się straszna katastrofa Scotta. Kroczyła wolno a nieubłaganie; jej czarny cień złowieszczym proroctwem coraz wyraźniej kładł się na wypadkach. Amundsen musiał zwyciężyć – Scott musiał zginąć”.

Wreszcie – „męczarnie Mawsona i śmierć Ninnisa i Mertza”, czyli losy niefortunnej wyprawy australijskiej oraz przebieg i tragiczny finał drugiej ekspedycji Shackletona (o nim i innych podróżnikach - TUTAJ i TUTAJ).

Tak, nie tylko morze i podniebne przestworza czasem żądają ofiar. Śmiertelne żniwo zbierają również Arktyka i Antarktyda.

A. B. Dobrowolski, Męczennicy polarni, Lwów 1937 (sygn. 12070).

poniedziałek, 28 lipca 2025

Nasze Skarby – Karol Sęczyk, Ochrona zdrowia górnika (1939)

Oto książka idealna na grudzień, czyli czas „okołobarbórkowy”, ale zaprezentujemy ją latem, by było niestandardowo:). „Ochrona zdrowia górnika. Zagadnienie higieny i bezpieczeństwa pracy w górnictwie śląskim” Karola Sęczyka, wydana w 1939 roku.

Autor, żyjący w latach 1889-1975, był – jak czytamy na stronie tytułowej – Naczelnikiem Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego w Katowicach. A oto treść publikacji, czyli spis treści:

„Wstęp historyczny; Czynniki niebezpieczeństwa w kopalniach; Szyb. Podszybie. Nadszybie. Sortownia; Praca na filarach i w przodkach; Transport urobku na dole; Narzędzia; Urządzenia elektryczne w kopalniach; Przewietrzanie kopalni. Niebezpieczeństwa wybuchów metanu i pyłu węglowego; Pożary i ratownictwo; Oświetlenie kopalni; Choroby zawodowe górników; Organizacja lecznictwa górników na Śląsku; Dozór górników. Organizacja nadzoru. Nauczanie i propaganda bezpieczeństwa pracy; Czas pracy i wydajność; Urządzenia sanitarno-techniczne; Warunki bytowania poza kopalniami; Podstawy prawne nadzoru nad higieną pracy”.

Nas szczególnie zainteresowały choroby zawodowe górników. Są to: pylica płuc (i jej rodzaje: krzemica i węglica; autor przedstawia także różnice między pylicą a gruźlicą płuc), glistnica, oczopląs. Sęczyk charakteryzuje wpływ pracy w kopalni na rozwój innych chorób: gośćca ostrego, przewlekłego i mięśniowego, wad zastawkowych serca, neuralgii, gruźlicy płuc, schorzeń górnych dróg oddechowych i zapalenia płuc, chorób przewodu pokarmowego.

W książce znajdujemy bardzo dużo unikatowych fotografii, m.in. z końmi w roli „siły roboczej”. Badaczy dawnych książek może zainteresować również odręczna dedykacja: „Z prośbą przyjęcia wręczył 20/4/1939 autor”.


Karol Sęczyk, Ochrona zdrowia górnika. Zagadnienie higieny i bezpieczeństwa pracy w górnictwie śląskim, Warszawa, Instytut Spraw Społecznych, 1939 (sygn. ZS 16505).

poniedziałek, 7 lipca 2025

Nasze Skarby: "Ćwiczenia w mówieniu. Przyczynek do metodyki języka" (1922) Tadeusza Czapczyńskiego

Tadeusz Czapczyński (1884-1958). Absolwent filologii angielskiej i klasycznej. Nauczyciel, historyk literatury, dyrektor szkół i innych placówek. Autor prac z dziejów literatury i nauczania języka polskiego, w tym także "Ćwiczeń w mówieniu" (1922).

Zalecenie Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, by prowadzić takie ćwiczenia, było oczywistością w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości (wobec zróżnicowanych doświadczeń edukacyjnych w trzech zaborach). Autor rozpoczyna poradnik od zagadnień rozwoju psychofizycznego i pojęciowego dzieci i młodzieży ("w wieku od 10 do 18 względnie 20 roku życia"). Następnie  prezentuje zainteresowania  i czytelnictwo uczniów w kilku przedziałach wiekowych, odwołując się do badań Anieli Szycówny i Józefa Ciembroniewicza, dotyczących stosunku dzieci do... kwiatów i ptaków:

„U dzieci wiejskich występuje zamiłowanie do kwiatów dużych o jaskrawych barwach, u miejskich do drobnych o barwach delikatnych. Jako motyw występuje przedewszystkiem miły zapach, potem piękność, piękna barwa, u wiejskich dzieci czerwona, u miejskich biała i błękitna. (...) Twierdzenie, że ptaki mają rozum, powszechniejsze jest u chłopców niż u dziewcząt, również naśladowanie głosu i ruchów ptaka. (…) Świat ptaków, podobnie jak kwiatów, zainteresowanie dla niego można wyzyskać dla celów szkolnych i wydobyć dziesiątki tematów, które wychodząc od obserwacji i utylitaryzmu mogą objąć coraz szersze estetyczne i moralne zagadnienia.”

Zasadniczą część wywodu - praktyczne zalecenia metodyczne - wzbogaca licznymi przykładami tematów wypracowań (z dostosowaniem do wieku). Oto przykłady:

- Gdybym był bogaty.
- Moje sny, które mi najsilniej utkwiły w pamięci.
- Targ w małem miasteczku.
- Jak wczoraj było ładnie.
- Lekcja rysunków na cmentarzu [!].
- Ciągłe doskonalenie jest prawem świata.
- Miłość sławy jako bodziec do wielkich czynów.
- Przejścia moje życiowe w ostatnich tygodniach.
- Wiosna a człowiek.
- Jak wielkie jest zadanie matki.
- Nauki ścisłe a literatura.
- Czem są święta i wakacje?

Sporo miejsca zajmują tabelaryczne ujęcia wyników odpowiedzi na pytania z ankiety, m.in.: "Do kogo chciałbym być podobny? Czem chciałbym być w przyszłości? Jak często czytuję gazety? Kogo z Polaków uważam za największego? Który przedmiot najlepiej lubię? Jakiej treści książki najchętniej czytam? Czem się najchętniej bawię?"

Dalsze rozdziały przynoszą kolejne przykłady szkolnego zastosowania wiedzy wyniesionej z ankiet, czyli rodzaje ćwiczeń w mówieniu. Dla klas niższych: odtworzenie treści w formie zmienionej, tematy analogiczne, tematy samodzielne (np. „Co spotkało Staszka, kiedy palił papierosy”), odtwarzanie przeżyć. Dla klas wyższych: paralele literackie, retrospektywne ujmowanie treści, referaty, sprawozdania z przeżyć i inne.

Ważny akcent położono na pracę domową. Z zastrzeżeniem: „O tem, że nad wyborem lektury czuwać winien nauczyciel, wspominać chyba nie trzeba.”

Szczególnie interesujący jest obszerny suplement, czyli tematy mów dla początkujących pochodzące ze szkoły Komisji Edukacji Narodowej - Collegium Nobilium (z lat (1779-1789) Stanisława Konarskiego. Oto przykłady zagadnień, z którymi mierzyli się uczniowie:
- O niesprawiedliwym przesądzie, że teraz uczniowie, mnogością lekcji obciążeni, nie są zdatni do postępku w naukach.
- Co użyteczniejsze dla kraju, aby wielu do rady obywatelów wchodziło, czy mało.
- Nic nie szkodzi bardziej ludzkiemu towarzystwu, jak obłudna polityka.
- Rozum – najszlachetniejsza duszy własność.
- Niewczesne wojaże nie tylko i wojażującemu i krajowi nie są pożyteczne, ale nawet bardzo szkodliwe.
- Człowiek z postępków złych chlubiący się jest najnieszczęśliwszy.
- Nie tracić czasu na zbyteczne dysputy.
- Zboża nie należy wywozić do Gdańska.
- Mężczyźnie nie przystoi zbytnia troska o piękność oblicza i postawy.
- Koryto Wisły należy uregulować.
- Żaden tam rząd doskonały być nie może, gdzie nie masz dobrego prawa.
- Naśladowanie powinno być rozumne i rozważne, nie płoche.

A co na to współcześni uczniowie (i nauczyciele)? Czy młodzi potrafią chętnie, swobodnie (i merytorycznie) wypowiadać się na różne tematy?

Tadeusz Czapczyński, Ćwiczenia w mówieniu. Przyczynek do metodyki języka, Warszawa, Skład główny w Książnicy Polskiej TNSW, 1922 (sygnatury: ZS 9221, ZS 617).


poniedziałek, 31 marca 2025

Nasze Skarby - Norbert Igłowski, "Na srebrnym ekranie" (1938)

NORBERT IGŁOWSKI (właść. Norbert Nadel 1896-1945). Malarz i literat, zainteresowany filmem - sztuką, które był rówieśnikiem.

"Na srebrnym ekranie. Kino - filmy kinowe". Pozycja dość sporych rozmiarów, licząca szesnaście rozdziałów: "Kto jest twórcą kina?; Scenopis; Obsada ról i dekoracje; Charakteryzacja; Odwiedziny w atelier; Film dźwiękowy; Tajemnice wytwórni kinowej; Jak film powstaje; Dziennik filmowy [kronika filmowa poprzedzająca film]; Filmy przyrodnicze; Zwierzęta aktorami; Film rysowany; Film na ekranie; Nie każdy może zostać aktorem filmowym; Hollywood, miasto filmu; Przyszłość filmu". Zatrzymamy się nad kilkoma.

Początki filmu sięgają - według Igłowskiego - wschodniego teatru cieni. Ważnymi postaciami na drodze jego rozwoju byli: Edward Muybridge, Thomas A. Edison, Leon Scott, Louis i Auguste Lumière, Thomas Armat.

Coś o dziale literackim i scenarzyście? „Kierownik działu literackiego wielkiej wytwórni filmowej często jest człowiekiem nieszczęśliwym. Na jego biurku piętrzą się stosy pomysłów filmowych (…), a poczta codziennie dorzuca mu nowe sterty zapisanego papieru.” I jeszcze:  „Pisanie dialogów, w szczególności komediowych, sprawia często dużo kłopotu. Któż by przypuszczał, że podczas opracowywania dialogu piszący musi się liczyć z czasem trwania śmiechu publiczności?”

Obsada? Też spory problem: „Poczekalnie wielkich wytwórni filmowych zazwyczaj są pełne ludzi. Towarzystwo to jest dziwnie niedobrane. Wytworny, starszy pan w (…) tużurku, spoglądający wyniosłym wzrokiem, siedzi obok draba o potężnych łapach i twarzy mordercy, ładna panienka (…) obok wynędzniałej kobiety z równie wynędzniałym dzieckiem na ręku, (…) człowiek o twarzy karczmarza obok smukłego chłopca. Wszyscy ci ludzie są kandydatami na aktorów filmowych. (…) Jedno wspólne przekonanie łączy tę dziwną gromadkę ludzi, a mianowicie przekonanie, że są fotogeniczni.” Ale prawdziwy aktor „prócz talentu i korzystnego wyglądu zewnętrznego (…) powinien posiadać prawdziwą kulturę wewnętrzną”, powściągliwość, dobre maniery...

Powstawanie filmu, czyli ciekawostki, np. jak w studio zrobić plażę, śnieżycę, ruch pociągu i podsumowanie: „fabrykacja filmu jest jedną z największych gałęzi przemysłu światowego. Dla celów kina zużywa się rocznie około 640 milionów metrów filmu!”

"Zwierzęta aktorami". Najdłuższy (50 stron) i chyba najbardziej interesujący rozdział. Bo przecież „Nic tak bardzo nie bawi, jak inteligentne zwierzę, naśladujące zachowanie się człowieka”. Autor przypomina słynne zwierzęta, np. "wilczura, Rin-Tin-Tina. Dzieje tego niezwykle sympatycznego psa były bardzo romantyczne. Pewien oficer armii amerykańskiej znalazł w opuszczonych okopach niemieckich młodego wilka. Zdumiony jego inteligencją zabrał go do Stanów Zjednoczonych i „wykształcił” na aktora filmowego. Pies wkrótce stał się ulubieńcem publiczności (…). Zarabiał podobno około 40.000 złotych miesięcznie. Nieco mniej znany był lew Numa (…) bawił publiczność i swoją uczciwą pracą zarobił dla swego pana (…) 400.000 złotych” (ps. o Rin-Tin-Tinie pisałyśmy m.in. TUTAJ).

„Nie będzie przesady w twierdzeniu, że aktorzy grający role swe wraz z drapieżcami, spacerują ze śmiercią pod ramię”. Niektóre przykłady z filmowego planu mrożą krew w żyłach! „Józef Delmont, reżyser filmowy i podróżnik (…) w r. 1908 nakręcił pierwszy swój  film z lwem w roli głównej. Podług scenariusza lew miał uciec z ogrodu zoologicznego, błąkać się przez pewien czas po ulicach miasta - i po dłuższym spacerze wskoczyć przez okno do mieszkania, w którym pijany człowiek zamierza siekierą uśmiercić swą żonę. Na widok drapieżcy, rzucającego się na dziecko tej pary, pijak miał wytrzeźwieć i stoczyć z nim śmiertelną walkę”. Straszne!

„Film rysowany”, czyli animacja. „Całą zasługę należy przypisać amerykańskiemu rysownikowi, nazwiskiem Walt Disney, który jest właściwym twórcą filmu rysowanego. Disney rysował z początku serie karykatur dla pism codziennych, lecz praca ta nie dawała mu zadowolenia. Wyprawił się do Hollywood”. Efekty tej wyprawy znamy.

Kilka słów o reklamie... „Propaganda filmu za pomocą reklamy rozpoczyna się jeszcze przed ukończeniem pracy wytwórni”. Oczywiście, dzieje się tak i współcześnie. I wreszcie prognozy. „Nie można powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie rozwój kinematografii. Jedno jest pewne: że czekają film doniosłe zmiany i ciekawa przyszłość”. Tak, film się zmienia, a jego historia wciąż się pisze na ekranach świata...

Norbert Igłowski, Na srebrnym ekranie. Kino - filmy kinowe. Z ilustracjami, Warszawa 1938 (sygn. ZS 14157).

poniedziałek, 3 marca 2025

Nasze Skarby - "Wychowanie wychowawcy. Książka mrówcza" (1904) C.G. Salzmanna

Szczególnie nas zainteresował podtytuł książki "Wychowanie wychowawcy. Książka mrówcza" CHRISTIANA GOTTHILFA SALZMANNA (1744-1811), pastora i nauczyciela, założyciela zakładu wychowawczego. Należał do Grupa Filantropów (tj. przyjaciół ludzkości), upowszechniającej w Niemczech idee Rousseau. Skąd te mrówki, dowiadujemy się ze wstępu. Kto przeczyta, dowie się. Autor twierdzi, że dużo jest książek o wychowaniu dzieci, ale mało - o przygotowaniu dobrych wychowawców. Tą pozycją nadrabia braki wydawnicze we wspomnianym zakresie.

Malutki format (12 centymetrów), około 160 stron. Zaledwie kilka rozdziałów. Najważniejsze wydają się trzy: "Czem jest wychowanie? Czego wychowawca musi się nauczyć? Plan wychowania wychowawcy."

Punktem wyjścia rozważań Salzmanna jest zasada: „Wychowawca powinien sam w sobie szukać wszystkich wad i błędów ucznia. (...) Jestem najmocniej przekonany, że bardzo często wychowawca jest istotnym powodem wad ucznia”. I jeszcze: „Nauczyciel poczytuje często uczniom za wadę to, co stanowi ich wrodzoną odrębność. (…) Poczytując dzieciom za wadę to, że nie mogą się nagiąć do naszej miary, postępujemy jak ten, kto by chciał nogi przystosować do obuwia.” Każdy doświadczony nauczyciel zapewne się z nim zgodzi. Jak również z arcyprostą definicją wychowania: „jest to rozwijanie i ćwiczenie wszystkich władz dziecka.”

W rozdziale „Czego wychowawca musi się nauczyć?” przedstawia ważną obserwację: „Długoletnie doświadczenie nauczyło mnie, że najwięcej zaciekawiają małe dzieci - zwierzęta. Swemu ciału malcy nie przyglądają się prawie nigdy, lecz zwracają uwagę na przedmioty zewnętrzne. (…) Nawet na obrazku przede wszystkiem zajmą się wizerunkiem żywych stworzeń”. Dlatego radzi, by ćwiczyć zmysły dzieci na konkretnych okazach - podawanych pojedynczo, by łatwiej mogły się skupić. Podobnie radzi uczyć botaniki. Nie tylko w szkolnej ławce, ale głównie poprzez przechadzki, czynienie obserwacji. Dziś nazwalibyśmy to: zajęcia terenowe.

„Ale czem zająć uczniów (...) poza godzinami wykładu? Zwracajcie tylko uwagę na ich życzenia, a sami dadzą wam najlepsze wskazówki”. Tak, mamy podążać za dzieckiem, a nie zmuszać je, by podążało za nami.

A jakie cechy mają wyróżniać wychowawcę? Prawdomówność, pogoda ducha, niepodnoszenie głosu, podawanie dobrych przykładów, budzenie zainteresowań. Jak go zatem "wychować"? Znowu proste rady. Oto niektóre: „Wychowujcie się sami! Nauczcie się mówić i obchodzić się z dziećmi. A więc, przede wszystkiem, poznajcie dziecko! Unikajcie określeń ogólnikowych." Bardzo istotny jest kontakt z rodziną dzieci i przyzwyczajanie uczniów do obowiązku, ale wszystko sprowadza się do zasady: „Postępuj zawsze tak, jak chcesz, by postępowali twoi wychowawcy.”

Mała książeczka, na wskroś przeniknięta miłością do dziecka, co daje się wyczytać z każdego jej fragmentu. Tak, uczmy się uczyć - kochając, a wówczas osiągniemy najlepsze efekty. Poradnik Salzmanna to nie tylko szacowna staroć. To dziełko pełne wartościowych przemyśleń, popartych wieloletnim zawodowym doświadczeniem autora.

C. G. Salzmann, Wychowanie wychowawcy. Książka mrówcza, tł. Zofja Sennewald,  Warszawa 1904 (sygn. ZS 32214).


poniedziałek, 3 lutego 2025

Nasze Skarby – Najstarsze gramatyki języków obcych

Jedni wolą żmudne lekcje, godziny w słuchawkach. Inni - nieco na skróty, czyli w hipnozie. Tak - podobno - najłatwiej (na)uczyć się języków. Rok 2025 ma być między innymi Rokiem gen. Kazimierza Sosnkowskiego (1885-1969). Pewnie sporo moglibyśmy powiedzieć o jego wojskowych dokonaniach, ale nie każdy wie, że był... poliglotą. Znał biegle osiem języków (w tym łacinę i grekę), a ponadto był znawcą filozofii, muzyki, literatury i sztuki.  I jeszcze więcej: posiadał uzdolnienia w kierunku nauk ścisłych! Dziś przedstawimy niektóre najstarsze opracowania gramatyki kilku języków. Może któreś były jego podręcznikami?

Curtius-Hartel, Gramatyka języka greckiego, do jęz. pol. zastosował Ludwik Ćwikliński, Wiedeń, Praga, Lwów 1890 (sygn. ZS 17784). Solidne, fachowe, obszerne opracowanie naukowe. Omówienie języka greckiego i jego narzeczy, po którym następuje szczegółowy przegląd wszystkich działów gramatyki opisowej.

Marjan Golias, Dydaktyka języków klasycznych, Warszawa 1936 (sygn. ZS 4757). Odbitka z „Encyklopedji Wychowania”. Kilkanaście stron. Zasadniczo dwa rozdziały: „Nauka języków klasycznych” i ”Poznanie kultury Greków i Rzymian”. Treść w ujęciu hasłowym: humanizm jako podstawa kształcenia i wychowania, kształcenie humanistyczne przez naukę języków, wartości kształcące języków klasycznych, metody uczenia się ich, lektura tekstów oryginalnych i czytanek.

Władysław Iżycki, Nowy obrazowy sposób uczenia dzieci grammatyki elementarnej za pomocą kolorów i figur jeometrycznych, Kraków 1838 (sygn. ZS 24908). Najstarsza pozycja w zestawie. Ze wstępu: „Doświadczenie uczy, że dzieci w ogólności łatwiej zapominają prawideł gramatycznych, których uczyły się na pamięć, aniżeli wszelkich innych zasad jakiejkolwiek nauki. Dla czego? Gdyż dzieci są istoty zmysłowe. – Zaledwie rozwinięte ich pojęcia nie są jeszcze zdolne zajmować się długo przedmiotem wyrozumowanym, jakim jest każda definicya grammatyczna.” Dlatego nowatorska metoda. Jaka? Malutka książeczka zawiera rozkładane tablice, które ją przybliżają…

Tadeusz Lehr-Spławiński, Gramatyka połabska, Lwów 1929 (sygn. ZS 15567). Ten język jest już dziś martwy, ale… „W pierwszej połowie wieku XVIII po lewym brzegu Łaby w okolicach miasteczek Lüchowa, Wustrowa i Dannenbergu żyło jeszcze kilku starców, którzy znali język słowiański zwany przez Niemców „wendisch”, a przez nich samych (…) słowieński lub wendski.” Dalej następuje bardzo obszerne i szczegółowe omówienie wszystkich jego elementów.

Tadeusz Lehr-Spławiński, Zarys gramatyki języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, Poznań, Warszawa 1923 (sygn. ZS 129488). „Językiem staro-cerkiewno-słowiańskim (scs.) nazywamy język najdawniejszego słowiańskiego przekładu ksiąg kościelnych chrześcijańskich, którego główny zrąb pochodzi od tzw. Apostołów słowiańskich św. św. Cyryla (Konstantyna) i Metodjusza. Przed wyruszeniem na wyprawę misyjną do państwa wielko-morawskiego przełożyli oni około 860 r. z języka greckiego najważniejsze teksty liturgiczne, biorąc (…) za podstawę językową przekładu znane im od dzieciństwa narzecze najbliższej słowiańskiej okolicy swego ojczystego miasta Sołunia (Saloniki) w Macedonji.” Po tym wstępie mamy około 100 stron szczegółowego, wręcz drobiazgowego wykładu.

Maurycy Mann, Jak się uczyć języka i literatury włoskiej? Poradnik bibljograficzny dla studentów i samouków, Warszawa 1928 (sygn. 29950). Działy: „Nauka praktyczna języka włoskiego; Studja nad językiem włoskim; Historja literatury włoskiej. Wskazówki dla nieznających języka włoskiego; Pisarze włoscy w przekładach polskich; Historja literatury włoskiej. Wskazówki dla władających językiem włoskim; Wydania pisarzy włoskich w oryginale.”

Ph. Martinon, Comment on prononce la Francais. Traite complet de prononciation pratique avec les noms propres et les mots etrangers, Paris 1913 (sygn. 28762). Wartościowe opracowanie, ale tylko takie publikuje paryska Librairie Larousse. Kompletne opracowanie zasad wymowy z przydatnym indeksem przywołanych w tekście wyrazów.

A. Meillet, Zarys gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich, przeł.  Stanisław F. Michalski, Warszawa, Lwów 1919 (sygn. 10288). Potężne rozmiarami, wnikliwe, szczegółowe, kilkusetstronicowe opracowanie. Praca dedykowana Ferdynandowi de Saussure.

J. Morawski, Kastor i Polluks. Studium z zakresu frazeologii porównawczej z szczególnym uwzględnieniem romańskiej, Kraków 1937 (sygn. ZS 5049). Około 50 stron. Naukowe opracowanie, niełatwe w odbiorze, ale kończy się piękną metaforą autorstwa Jana Rozwadowskiego: „Poezja jest starą kolebką ludzkości, a jej kołysanie widać w języku.”

Henryk Ułaszyn, Język złodziejski = La langue des voleurs, Łódź 1951 (sygn. cz K XXV-4/11 a). A teraz ciekawostka! „Znaczenie znajomości języka złodziejskiego dla kryminologów, dla pracujących w zawodzie sędziowskim czy w policji – jest rzeczą powszechnie znaną. Pierwszy nasz zbieracz wyrazów języka złodziejskiego, (…) Karol Estreicher, w przedmowie do swej pracy pt. „Szwargot więzienny” podaje (…) przypadek, kiedy znajomość wyrazu złodziejskiego pomogła mu do wykrycia zbrodni.” Potem następuje omówienie słownictwa i innych składowych tego języka, a nawet… przykłady rozmówek i listów. Jak np. ten: „Kochany Brachu! Szrajbuję Ci ksywę, byś kumał co słychać z naszymi sztamakami (…). Przed wojtkiem poganiali oni do Kalisza na żłob na jucht dolinowy do motja. Przy robocie dziakowali kiftanowi 2 majchry, za co szpagaty zabindowali im manele i rosadzili w kwaczu.” Co dalej i jak się to tłumaczy? W książce!


poniedziałek, 16 grudnia 2024

Nasze Skarby - Książki o tematyce przyrodniczej

Czy znikną ze szkoły biologia, chemia, geografia, fizyka jako osobne przedmioty? Czy idea  integracji przedmiotów przyrodniczych jest słuszna? Trwa dyskusja. A my dziś przypomnimy kilka szacownych (ze względu na wiek) książek o tej tematyce. W porządku chronologicznym, czyli od najstarszych.

Mieczysław Baranowski (1851-1898), popularyzator przyrody, pedagog, wydał „Specyalną metodykę nauk przyrodniczych w szkole ludowej, obejmującą specyalną metodykę historii naturalnej i fizyki” pod koniec XIX wieku. We wstępie pisze:

„Plan nauki szkół ludowych wszelkiej kategorii, wydany przez c.k. Radę Szkolną Krajową rozporządzeniem z dnia 15. maja 1875 (…) w następujący sposób określa zadania nauki historyi naturalnej:
- „Celem nauki historyi naturalnej jest: 1. wzbudzić w dzieciach ciekawość i zamiłowanie do zajmowania się przyrodą; 2. zaznajomić je z najzwyklejszymi płodami natury; 3. tudzież z budową ciała ludzkiego; 4. i zasadami zachowania zdrowia.”

Następnie podaje kolejne wymagania. Nauki przyrodnicze kształcą: uczucia religijne, estetyczne i patriotyczne. Jak i dlaczego przyroda „jest dla dziatwy nauczycielką różnych cnót”? Kto przeczyta pięćdziesięciostronicową książeczkę, ten się dowie.

Mieczysław Baranowski, Specyalna metodyka nauk przyrodniczych w szkole ludowej, obejmująca specyalną metodykę historii naturalnej i fizyki, Lwów 1893 (ZS 32902).

„Woda i las – to największe ozdoby naszego krajobrazu. Strumyk, szemrzący u stóp pochylonych nad nim starych wierzb lub olch dodaje nieopisanego uroku miejscowości, która bez niego wydawałaby się mniej ożywiona i wesoła. Miły chłód, wiejący z lasu, ciągnie do niego w skwarny dzień letni i ludzi, i zwierzęta. A ileż to stworzeń znajduje w lesie bezpieczną kryjówkę!” Tak zaczyna się urocza książka „Nasz las i jego mieszkańcy” Bohdana Dyakowskiego. Ponad 270 stron, czarno-białe, piękne ryciny, tekst znawcy i miłośnika przyrody napisany naprawdę z sercem.

B. Dyakowski, Nasz las i jego mieszkańcy, rys. F. Jabłczyński i inni, wyd. 4, Warszawa 1923 (sygn.14205).
B. Dyakowski, Nasz las i jego mieszkańcy, rys. i okł. wykonał K. Mackiewicz, wyd. 5, Warszawa 1931 (sygn. 12999, 21359).


Bohdan Dyakowski (1864-1940) to znana postać. Biolog i popularyzator wiedzy przyrodniczej, współzałożyciel Ligi Ochrony Przyrody. Mamy kilka jego książek, m.in. trzyczęściowy „Atlas państwa zwierzęcego”. Każda część liczy około 100 stron, nawet mniej. Treść opatrzona jest pięknymi czarno-białymi, ale także licznymi barwnymi ilustracjami. Książka opiera się treściowo na publikacji Kurta Lamperta (1859-1918).

B. Dyakowski (oprac.), Atlas państwa zwierzęcego. Cz. 1, Zwierzęta ssące. Cz. 2, Ptaki. Cz. 3, Gady, płazy, ryby i zwierzęta bezkręgowe, wg Kurta Lamperta, wyd. 2, Warszawa, ok. 1925 (sygn. ZS 14171/1-3).

Segregacja śmieci? To już było! Na przykład w przedwojennym zbiorku „Śmietnik. Opowiadania przyrodnicze” Wandy Haberkantówny (1871-1930), przyrodniczki i autorki prac metodycznych z zakresu nauczania przyrody. Tytuły krótkich opowiadań: „Antek śmieciarz; Śmietnik na wsi; Gdzie się podział martwy ptaszek; Do broni!; Mieszkańcy pokrzywy; Matki i dzieci (części: Liczna rodzina; Owoce-pociski; Stacja balonów; Podróż na psim ogonie; Jeszcze inne sposoby), Przybysze z dalekich krain; Amatorowie nawozu; Nocne duchy śmietnika”. Jeszcze nigdy śmietnik nie odkrył tylu tajemnic!

Wanda Haberkantówna, Śmietnik. Opowiadania przyrodnicze, wyd. 4 uzup., Lwów, Warszawa 1928 (sygn. 12985).

„Dziwy przyrody” Ellisona Hawksa (1889-1971), popularyzatora nauki, to wartościowe, kompleksowe ujęcie wielu zagadnień. 250 stron, czarno-białe ryciny, dziesięć rozdziałów z podrozdziałami, czyli: Ziemia jako planeta (pomiary i „wymiary” Ziemi); Dziwy skał (wiek Ziemi, pojawienie się człowieka); Natura w roli niszczyciela (denudacja atmosferyczna, rzeczna, lodowcowa, osuwiskowa i morska); Najwyższe góry (wnętrze Ziemi, Himalaje, Kilimandżaro); Trzęsienia Ziemi (przyczyny i skutki, najsławniejsze kataklizmy); Wulkany czynne i wygasłe (np. Wezuwiusz, Etna, Hawai, „Krakatoa”); Gorące źródła, gejzery i znikające wyspy (osobny podrozdział: Jezioro Asfaltowe na Trinidadzie); Płaskowyże, równiny i prerie (podrozdział: Czerwonoskórzy i bawoły); Wielkie pustynie świata; „Krater meteoryczny” w Arizonie.

Ellison Hawks, Dziwy przyrody, przeł. Feliks Rutkowski, Warszawa, 1934 [i wyd. 2 - z 1937], (sygn. ZS 5497, 14061).

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Nasze Skarby - Kultura klasyczna

Pisali o niej wybitni naukowcy z Janem Parandowskim, Czesławem Pieniążkiem, Henrykiem Sawczyńskim, Anną Świderkówną i Aleksandrem Krawczukiem na czele. Poświęcano jej serie wydawnicze (np. „Antiquitas”). Nadal interesuje, fascynuje, inspiruje. Sięgają do niej literatura i film - twórczo (re)interpretując.

Kultura klasyczna „żyje”. Regularnie pojawia się w czasopismach historycznych (np. w „Mówią Wieki”) i innych (np. „Tony Freeth, Cuda starożytnego świata, „Świat Nauki” 2022, nr 2, s. 20-29). Jest obecna w szkole (np. Maria Słobodzian, W grobowcu faraona. Scenariusz gry edukacyjnej, „Geografia w Szkole” 2019, nr 1, s. 19-2). Dzisiaj przedstawimy starsze, szacowne pozycje, ale nadal warte czytania.

Michał Lityński, Rys dziejów sztuki starożytnej, Lwów, wydawca nieznany, 1904 (sygn. ZS 14605)

Historyczny rozwój sztuki głosowej i obrazowej. Przystępny wykład z rycinami. Założeniem autorskim jest przeświadczenie o duchowym początku twórczości artystycznej. Twórczość przedstawiono tu więc jako "wrodzoną władzę duszy ludzkiej”.

Tadeusz Zieliński, Starożytność klasyczna i wykształcenie klasyczne, Warszawa, skład główny Polski Związek Nauczycielski, 1909 (sygn. ZS 40341)

„Że przedmioty klasyczne posiadają znaczenie kształcące, świadczy o tym ich historja. Już to samo, że nauczanie języków i literatury starożytnej w szkole średniej na półtora tysiąclecia przeżyło to cesarstwo, dla którego języki te były ojczystemi, powinno dać do myślenia ich przeciwnikom.” Po prostu: nieduża (około 20 stron), ale przekonująca apologia obecności kultury klasycznej w nauczaniu.

Tadeusz Korzon, Historya starożytna sposobem elementarnym wyłożona, wyd. 4 popr., Warszawa, nakł. Gebethnera i Wolffa, 1905 (sygn. ZS 13159)

"Upowszochnionem jest mniemanie, że w pierwotnym wykładzie Historyi należy dawać dzieciom biografie, anegdoty, lub ćwiczenia chronologiczne. Nie przeczę, że wykład taki może być przystępnym i zajmującym; sądzę wszakże, iż jest niedostatecznym, a nawet niewłaściwym, ponieważ do umysłu dziecinnego może wprowadzić tylko luźne i chaotyczne wyobrażenia. Co uchodzi w książeczce, ofiarowanej na gwiazdkę, tego niepodobna tolerować  w kursie naukowym.” Dalej następuje wskazanie adresata: „Dla starszych (…) i nieco przygotowanych już dzieci pisałem dziełko niniejsze. Usiłowałem szczerze nadać wykładowi jasność i prostotę.” I udało się to znakomicie!

Karol du Prel, Mistyka starożytnych Greków, przeł. Józef Kretz, Lwów, Wydawnictwo "Kultura i Sztuka", 1916? (sygn. ZS 16647)

„Jeśli nas z odległych czasów i to przez najwiarygodniejszych pisarzy podana dochodzi wieść o rzeczach, których żadną miarą pojąć nie umiemy, to można być pewnym, żeśmy stanęli wobec sprawy, której wyjaśnienie niepoślednie miałoby znaczenie”. Jakie to sprawy? Zagadkowo i frapująco brzmią tytuły rozdziałów: "Sen świątynny", "Wyrocznie", "Misterye", "Demon Sokratesa". Czyż nie?

Adam Szelągowski, Dzieje powszechne i cywilizacyi, t. 1, Egipt, Babilon i Assyrya, Syrya i Palestyna, Azya Mniejsza, Iran i Turan, Indye, Chiny i Pacyfik, Warszawa, nakł. i druk Tow. Akc. S. Olgebranda Synów, 1913 (sygn. ZS 13104)

 „Wszystko, co człowiek zdziałał na ziemi, zarówno w zakresie życia materialnego, jak i duchowego, nazywa się cywilizacyą. Cywilizacya jest to zatem rezultat historycznego rozwoju. Historya bada nie tylko rozwój życia ludzkiego na ziemi, lecz również i pochód cywilizacyi. Wobec nas samych cywilizacya jest to spadek po ludach, które przed nami tworzyły dzieje.” To początek. A potem płynie fascynująca opowieść. Ciągnie się przez kolejne rozdziały... i tomy.

Adam Szelągowski, Historja starożytna, wyd. 4 przejrz. i popr., Warszawa Kraków, Księgarnia J. Czerneckiego, 1919 (sygn. 2589)

Fakt, że książka posiadała liczne wydania, stanowi wystarczający powód jej wspomnienia. Inne powody wydają się drugorzędne.

Wincenty Zakrzewski, Historja powszechna na klasy wyższe szkół średnich, t. 1, Historja starożytna, wyd. 11, Kraków, Gebethner i Wolff, 1921 (sygn. 16408)

Rzeczowy, bardzo dokładny wykład, z przytoczeniem wielu szczegółów. Na przykład: jak dużo wiesz o dzieciństwie i młodości Juliusza Cezara? Jeśli niewiele, a temat Cię interesuje, z tej książki możesz dowiedzieć się naprawdę sporo.

Tadeusz Zieliński, Starożytność bajeczna, Warszawa, J. Mortkowicz, 1930 (sygn. ZS 9255)

To nie bajka, ale... mitologia grecka. Tytuły rozdziałów: "Kadmos i Kadmidzi", "Perseusz", "Argunauci", "Herakles", "Labdakidzi", "Ateny", "Wojna trojańska", "Koniec królestwa baśni". Ale już jej początek brzmi jak opowieść bajarza: „Żył niegdyś w dalekiej Fenicji potężny król, imieniem Agenor; miał on trzech synów i piękną córkę, Europę. Zdarzyło się pewnego razu, że królewna z towarzyszkami bawiła się na łące nad morzem. (…) Nagle dziewczęta widzą, że zbliża się do nich byk - biały, śliczny.” Całość utrzymana jest w podobnym tonie. Czytanie - znanych przecież - opowieści ujętych w taką formę stylistyczną, stanowi... czystą przyjemność.

Fot. poniżej przedstawia wystawkę popularyzującą język łaciński, a przygotowaną przez nasz Wydział (umieszczoną przed Czytelnią).

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Nasze Skarby - Hieronim Gołębiewski, ”Obrazki rybackie z półwyspy [!] Helu” (1926)

Niebawem nadejdzie lato. Poczytamy coś o morzu?

Pierwsze wydanie książeczki datuje się na 1883 rok. W zbiorach posiadamy edycję trzecią. „Obrazki rybackie z półwyspy Helu” HIERONIMA GOŁĘBIEWSKIEGO (1845-1918), duchownego, literata, działacza społecznego, autora licznych publikacji na temat życia i obyczajowości Kaszubów helskich.

 „Wiele pięknych rzeczy na świecie, ale do najpiękniejszych należy morze.” To zdanie z rozdziału 9 mogłoby być mottem, ale tekst zaczyna się inaczej. Nawiązując do strofy „A czy znasz ty bracie młody” ze znanego kiedyś poematu, autor zapytuje:

„Znasz ty też Kaszubów? Wprawdzie nasz piewca Wincenty Pol wysławiając (…) polskie szczepy, o Kaszubach przepomniał, ale dzisiaj – każdy Polak zna ich i ceni. (…) Ale nie każdy, co pisze o Kaszubach, tem samem już zna Rybaki. A cóż to za kraj, te Rybaki? Przyjrzyj się Kaszubom na mapie; tam u góry, gdzie kraj do Bałtyku dochodzi, wysuwa się jakoby z ramienia ręka 6 mil długa, kładąc się na morze, jakoby, tę część Kaszub w posiadanie biorąc, powiedziała: i to morze jeszcze do Kaszub należy. Ta ręka piaszczysta, ta półwyspa helska, to są owi rybacy. Rybaki, których życie i obyczaje chciałem Ci w kilku obrazkach przedstawić, żebyś i Ty, miły czytelniku, poznał i pokochał tę rybacką ziemię, to „pokrewne twoje plemię””.

Całość zawiera się w dziesięciu rozdziałach z dodatkowym, jedenastym, jako zakończeniem. W „Poglądzie ogólnym” znajdujemy informacje geograficzne, geologiczne i onomastyczne o wioskach, a są to „Chałupy, Kusfeld, Jastarnia, Bór i Hela”. ”Lud rybacki” prezentuje mieszkańców: ich dbałość o pielęgnowanie polszczyzny (w czasie zaborów!), ubiór. Tu czytamy: „Ulubionym kolorem jest ciemnomodry jak morze, a na niedzielę noszą modre spodnie, modry krótki żakiet, modrą kamizelkę i modrą czapkę zamaszyście w tył zsuniętą.” Specyficzny strój kobiecy zaś zanika, choć charakterystyczne czapeczki nadal się powszechnie widuje. Miejscowi są bardzo zajęci pracą, do Gdańska „tylko za sprawunkami a nie dla rozrywki jeżdżą”.

Język kaszubski. Skomplikowany? Autor twierdzi, że przeciwnie: „dla Polaka prawie żadnej trudności nie przedstawia. (…) Osobliwością (…) jest to, że opuszcza i skraca bardzo wiele zgłosek i końcowej, które Polacy wymawiają, np. stateczk, kościółk, skowronk (…)”. Nazwiska mieszkańców często się powtarzają, a wśród imion dominują Jan i Józef, Anna i Marianna. Autor przyznaje, że zalecił nadawanie dzieciom imion zgodnych z kalendarzem i ochoczo go usłuchano.

„Domek rybacki”. Ten rozdział przynosi nie tylko tematykę „budowlaną” i etnograficzną (np. zamiłowanie miejscowych do palenia sobótek czy obraz wesela – nieszczególnie odbiegającego od ogólnopolskiego obyczaju), ale również przegląd dominujących potraw, których główną cechą jest „słoność”. „Potrawy niesłone, a choćby najlepsze, nie są lubiane, mianowicie słodkie (miodne) prawie w pogardzie. Wcale już rybacy pojąć nie mogą, jak to można jeść kartofle z maślanką.” „Któżby w kraju zjadał wrony! A tu są specjałem.” Ulubiony napój? „Bajersz” (piwo bawarskie) oraz tzw. wino rybackie – „z eteru, cukru, octu itd. składające się, ale tylko głowy rybackie to wino znieść mogą.”

Sporo uwagi poświęca Gołębiewski „Kościołowi rybackiemu” w Jastarni i religijności miejscowych, znających nieprzeliczone pieśni i chętnie uczestniczących w nabożeństwach. Najdłuższe – wielogodzinne – odbywało się w dzień zaduszny. „A zatem myśli sobie niejeden: przy tak licznych nabożeństwach rybacy powinni być prawie święci. Na to odpowiadam: wszędzie ludzie ludźmi.”

Dalsze rozdziały dotyczą głównego zajęcia mieszkańców i ich codzienności. Są to: „Rzemiosło rybackie”, „Pola rybackie”, „Wioski rybackie” (z genezą nazw), „Lasek rybacki”, „Okręt w strąndzie”. Sprawdziłyśmy w słowniku: „strąd” znaczy regionalnie „brzeg morski, wybrzeże”. Tu znajdziemy obszerny opis potęgi i urody morza. Wreszcie „Przejażdżka do Gdańska”, a na zakończenie: pieśń ułożona - na melodię krakowiaka! - w 1865 r. przez ks. Tomaszewskiego. Jej początek:

„Płynę sobie łódką, w ręku drugie wiosło,
Niemasz jak to nasze rybackie rzemiosło!
Rybackie rzemiosło na tych nurtach wody,
Gdzie sobie wciąż mile płynę wśród swobody (…)”

Piękny hołd oddany morzu i ludziom, którzy je znają, rozumieją i kochają.

Hieronim Gołębiewski, Obrazki rybackie z półwyspy Helu, wyd. 3, Pelplin, dr. i nakł. „Pielgrzym", 1926 (sygnatura: ZS 9091).

piątek, 7 czerwca 2024

Nasze Skarby - Ignacy Schreiber, „Ściąga w praktyce szkolnej” (1938)

„Czyż nie są zbrodniarzami wszyscy ci, którzy tolerują ściągę w szkole?” - pytał retorycznie IGNACY SCHREIBER (1902-1939) w „Ściądze w praktyce szkolnej”, powołując się na wieloletnie doświadczenie w pracy z uczniami, chociaż żył tylko 37 lat. Jednak czasu nie zmarnował i wypełnił go niemal mrówczą pracą.

Czyli ściąga to tylko zło? Jednak nie! Autor uważa, że wypracowania szkolne - w tradycyjnej formie - naruszają równowagę psychiczną młodzieży, przyprawiają ją o drżenie rąk ("jak u starców"), a każda istota "ma prawo do obrony przed czynnikami, które ją niszczą. Ściąga jest więc ustaloną i tradycyjnie renomowaną samoobroną ucznia.”

Dalsze rozdziały przynoszą rozwinięcie zagadnienia i omówienie kolejnych przyczyn ściągania (brak wiadomości albo umiejętności, lenistwo, niesystematyczność szkolnej pracy, kompleks niedowartościowania), rolę „dyspozycji psychicznej w umiejętności ściągania”, „typy ściągaczy” (z niewiedzy, z przyzwyczajenia, ściągacze „pozorni”), wpływ osobowości nauczyciela i rozmieszczenia uczniów w sali szkolnej na częstotliwość użycia ściąg, a nawet… znaczenie pory roku! Okazuje się, że w zimie i na wiosnę użycie ściąg jest najbardziej powszechne, gdyż zimą uczniów od nauki odrywają zabawy na powietrzu, a  wiosną – młodzi ludzie duszą się w klasach!

Jest i wpływ statusu społecznego wychowanków: „Dzieci z domów zamożniejszych o wiele więcej używają ściąg niż synowie proletariatu. Są bardziej zepsute, mają więcej pozaszkolnych zainteresowań, więcej możliwości zabawy, która je od pracy odrywa.”

„Ściąganie jest sztuką – sztuką stosowaną. I jak w artystycznym rzemiośle, tak i w ściąganiu istnieje artyzm i partactwo.” Ważna jest zatem „typologia” tych specyficznych pomocy. Są ściągi indywidualne i zbiorowe, pisane samodzielnie i przez osoby drugie, istnieje nawet handel ściągami. Nie zawsze tworzą je uczniowie. Nierzadko ich dostawcami są… korepetytorzy, a specyficzną odmianę stanową bryki.

Pod względem formalnym ściągi to fiszki, „harmonijki” i „rolki”. Nierzadko wykorzystują pismo łacińskie, alfabet grecki, znaki Morse’a, stenografię, „układy graficzne linii geometrycznych” szyfry (liczbowe, literowe i nutowe), „alfabety tajne” uczniów. Przy okazji myślimy sobie - chyba z uczniami wówczas nie było aż tak źle, skoro znali specjalistyczne litery i znaki…

Ostatnie rozdziały zawierają etyczną ocenę ściągania (z punktu widzenia nauczycieli,  uczniów i rodziców) oraz jego pozytywne i negatywne strony. Tak! Jest jedna zaleta ścigania! „Wyrabia w uczniach niewątpliwie zimną krew wytwarzając odporność nerwową na bodźce z zewnątrz”. A minusy? Braki w wiedzy, destrukcja charakteru, zanik niezależności myślenia, tłumienie logiki wysłowienia, otępienie. „Równorzędnie z tym kroczy zatrata poczucia praw rządzących w społeczeństwie i najtragiczniejszy bodaj skutek: wzrastanie niewiary w sprawiedliwość.”

Co zrobić, by ograniczyć użycie ściąg? Bardzo istotne jest zachowanie nauczyciela podczas lekcji i jego umiejętność zainteresowania tematem („aktywizacja elementów martwych”), ogólny nastrój panujący w klasie, ożywienie intelektualne, samodzielność i swoboda uczniów podczas odpowiedzi, odpytywanie „na drodze dyskusyjnej” i „piśmienne prace grupowe”. Tak, uczniowie zaktywizowani, zainteresowani, czujący się w klasie bezpiecznie z pewnością będą bardziej przykładać się do nauki, a ściąganie stanie się mniej potrzebne lub wręcz niepotrzebne. Piękne, ale czy możliwe do zrealizowania?

Ignacy Schreiber, Ściąga w praktyce szkolnej, Kraków, Księgarnia Nauka i Sztuka, 1938 (sygn. ZS 11092).

poniedziałek, 20 maja 2024

Nasze Skarby - Józef Piernikarczyk, „Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska” (1923)

To wyjątkowy dokument. Powstał, gdy opadł kurz po trzech powstaniach i poznano wyniki plebiscytu. „Słowo wstępne” datuje go na luty 1923 roku. "Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska" JÓZEFA PIERNIKARCZYKA (1885-1946).

Pierwszy rozdział: „Początek budzenia się ducha polskiego na Górnym Śląsku” prezentuje zarys historii i sylwetki „mężów opatrznościowych” regionu, czyli: Józefa Lompę, ks. Norberta Bonczyka, ks. Konstantego Damrota (tu pisanego przez „h” w wygłosie), Karola Miarkę, Juliusza Ligonia.

 „Rzut oka na rozwój społeczno-narodowy G. Śląska od początku XX. w, do wielkiej wojny światowej”, to historii ciąg dalszy. W niej szczególne miejsce ma rok 1903 - „przełomowy”, bo „Wytworzył się teraz większy zastęp inteligencji własnej. Na widownię polityczną wystąpili dwaj młodzi pełni zapału i odwagi ludzie, Wojciech Korfanty i Jan Kowalczyk. Ci w radykalny sposób (…) zaczęli burzyć stary porządek rzeczy, postanowili upominać się o prawa ludu górnośląskiego (…). Wzbudzili oni na Górnym Śląsku taki ruch polityczny i społeczny, jakiegośmy tutaj dotąd nie widzieli.” W podrozdziałach wymienia się też zasługi dr. Józefa Rostka i  ks. Pawła Pośpiecha.

Osobne miejsce zajmuje niechlubna pruska „Ustawa osadnicza” z 1904 r., zabraniająca chłopom budowania na własnej roli. W jej kontekście wspomniano prawie nieznaną dziś, tragiczną postać: „Polski inwalid-górnik Chrószcz z Pszowa przy Rybniku kupił sobie parcelę i chciał na niej wybudować domek, aby tam resztę swoich dni spędzić. Nie dostaje atoli pozwolenia. Co robi biedny chłop? Buduje sobie jaskinię w ziemi, bo przecież musi gdzieś mieszkać. Mieszka więc jako troglodyta (mieszkaniec jaskini) w kulturalnych Prusach! Przychodzi żandarm, aby mu i tego zabronić. Wtedy chłopa ogarnia zwątpienie, bierze strzelbę i zabija pruskiego żandarma. Potem idzie do lasu i kładzie kres swojemu życiu.”

Kolejne rozdziały: „Powstanie Związków Zawodowych Polskich na Górnym Śląsku”, „Zjednoczenie Zawodowe Polskie i jego powstanie”, „Pierwszy Wojewoda Śląski Józef Rymer”, „Górny Śląsk po ukończeniu wielkiej wojny światowej”, „Nastrój i stan psychiczny ludności górnośląskiej podczas przygotowań do głosowania ludowego”, „Wynik plebiscytu i jego następstwa”, „Trzy powstania górnośląskie”, „Karty męczenników narodowych Górnego Śląska” (tu: Piotr Niedurny, Walter Larysz, Wincenty Janas, proboszczowie: Ruda i Marks, ks. dziekan Augustyn Strzybny, lekarze: Mielęcki i Styczyński).

Wreszcie - wielki finał: „Z wielkich dni Górnego Śląska. Wkroczenie wojska polskiego na ziemię Śląską do miasta Katowic” i „Ostatni akt wielkiej historii Górnego Śląska, Uroczystości w Katowicach”, czyli: nabożeństwo na boisku miejskim obok parku Kościuszki, podpisanie doniosłego aktu, pełne teksty aktu i mowy gen. Stanisława Szeptyckiego, defilada na rynku, otwarcie Sejmu Śląskiego. Całości dopełniają liczne fotografie:

„W niedzielę, dnia 16 lipca 1922 odbyła się w Katowicach zapowiedziana uroczystość zjednoczenia G. Śląska z Polską przez symboliczne przejęcie ziemi śląskiej przez Rząd polski. Uroczystość ta rozpoczęta się w sobotę wieczorem capstrzykiem wojskowym urządzonym przez garnizon katowicki z rozkazu p. generała Szeptyckiego. W niedzielę rano o godz. 6 orkiestry wojskowe i cywilne odegrały pobudkę na ulicach miasta, które na tę uroczystość przybrało odświętny charakter, przez udekorowanie gmachów i domów w zieleń. O godz. 8 rano przybyli specjalnym pociągiem z Warszawy oficjalni goście, mianowicie przedstawiciele Rządu polskiego i Sejmu. Na powitanie ich na dworzec udali się p. Wojewoda Rymer, z członkami Tymczasowej Rady Wojewódzkiej oraz delegatem ministerstwa spraw wewnętrz. p. Konczewskim, p. generał Szeptycki z korpusem oficerskim, pierwszy burmistrz miasta dr Górnik z przedstawicielami rady miejskiej i magistratu, przedstawiciele komitetu przyjęcia, oraz reprezentanci władz i organizacji społecznych. Na peronie ustawiona była kompanja honorowa, która, gdy nadjechał pociąg z gośćmi, prezentowała broń a orkiestra wojskowa odegrała hymn narodowy.”

Książka stanowi wyjątkowy dokument. Jest skarbnicą wiedzy o tamtych dniach. Źródłem, z którego może czerpać nie tylko historyk.

Józef Piernikarczyk, Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska, Katowice, nakładem "Illustrowanego Tygodnika Katowickiego", 1923 (sygn. ZS 51212).

piątek, 29 marca 2024

Nasze Skarby - Mieczysław Ziemnowicz, „Autorytet a wolność w wychowaniu” (1928)

Mieczysław Ziemnowicz (Mieczysław Kokoszka, 1882-1971). Pedagog, germanista. Nauczyciel, dyrektor szkoły, kurator oświatowy. W latach 30. minionego wieku - wykładowca dydaktyki ogólnej i pedagogiki w Instytucie Pedagogicznym w Katowicach. Oto jedna z jego książek: „Autorytet a wolność w wychowaniu”, licząca prawie sto lat. Od tego czasu przybyło nam pozycji poruszających tę tematykę. Czy poglądy współczesnych pedagogów są znacząco odmienne od tamtych?

„Autorytet jest narzuceniem swej woli drugiemu, ograniczeniem swobody, jest więc zaprzeczeniem wolności; a zatem, jeżeli etykieta autorytetu słusznie została nadana dawnej szkole, to nowa szkoła musi być przeciwieństwem dawnej.”

To jest teza. Punkt wyjścia. Jednak już kilka zdań dalej autor wyraża wątpliwość, czy autorytet wyklucza wolność. Snując rozważania nad powinnościami nauczyciela dochodzi do wniosku, że autorytet jest  i s t o t ą  wychowania:

„Wychowanie polega (…) na autorytecie, który przedstawiają starsi indywidualnie i jako spadkobiercy autorytetu przodków, i w który młodzi wierzą. Im ta wiara w autorytet jest głębsza, im autorytet rzeczywistszy, tym wychowanie skuteczniejsze.”

Jak to pogodzić z wolnością? Trzeba założyć, że istnieją różne autorytety: matki i domu, szkoły, środowiska. I że zmieniają się w wyniku dorastania. Ponadto autorytet może być narzucony lub uznany:

„Narzucony (…) nie ma siły wychowawczej, twórczej, zastąpić go trzeba wolnością dobierania i tworzenia autorytetu, gdyż tylko autorytet oparty na wewnętrznem uznaniu ma siłę.”

Jednak wolność to nie samowola. Ziemnowicz podaje kilka przykładów tej ostatniej. Przytoczymy jeden fragment. Pewnie lekko się uśmiechniemy, czytając…

„Przyjętym zwyczajem nie wolno wyprawiać krzyków na miejscach publicznych. Czy będzie więc dowodem wolności, gdy ktoś zacznie na ulicy w biały dzień wyprawiać wrzaski i krzyki? Nikt nie będzie chyba tego uważał za objaw wolności, ale raczej za objaw rozstroju umysłowego, wymagającego leczenia. Hałasy nocne wyrabiają jedynie awanturnicy, podnieceni alkoholem, a zatem wykazujący pewne zaburzenia psychiczne. Tak zrozumie te objawy każdy przechodzień (…).”

Jaka konkluzja? Nie można usunąć autorytetu z wychowania bez zaprzeczenia istoty wychowania, ale należy „domagać się tworzenia autorytetu, zrozumiałego i uznanego przez tych, którym ma być narzucony.” Poniższe słowa są więc bardzo optymistyczne:

„Autorytet, który przyświecał kilku pokoleniom, znikł, to prawda, ale nie dlatego, że młodzież jest gorsza, lecz tylko dlatego, że się przeżył, że stracił cały kredyt moralny. (…) Aby poznać młode pokolenie i jego dążności, trzeba wniknąć w życie młodzieży i bez uprzedzeń żyć z nią jej życiem. (…) Obawa, że zostawienie wolności decyzji i wyboru młodzieży, obniży autorytet starszych, albo uczyni ich niepotrzebnymi, może przerażać tych, którzy nie mają świadomości, że i dzisiaj tego autorytetu nie posiadają.”

Mieczysław Ziemnowicz, Autorytet a wolność w wychowaniu, Kraków, Skład Główny w Tow. Księgarni Kol. "Ruch" S. A., 1928 (sygn. ZS 2424, ZS 13734).

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Nasze Skarby - Paweł Kalina, Mnemonika… (1929); William W. Atkinson, Kształcenie pamięci (1921)

W zbiorach mamy sporo pozycji o kształceniu pamięci i mnemotechnice, ale dzisiaj przedstawimy dwie szacowne ciekawostki. To (były) bardzo pożyteczne książki.

„Mnemonika czyli Sztuka kształcenia i wzmocnienia pamięci. Tudzież sposoby, ułatwiające naukę języków obcych, spamiętanie imion własnych, chronologii, statystyki, chemii etc.” Pawła Kaliny składa się z kilku rozdziałów. Już w pierwszym - „O przyczynach łatwego zapominania” – znajdujemy tezy nie w pełni aprobowane przez współczesnych psychologów:

„Brak pamięci może mieć wielorakie przyczyny: wiek, choroby, wybryki młodości, silne wstrząśnienia moralne, nieustanne zmartwienie, namiętności, roztargnienie, złe odżywianie, niedbalstwo i brak wprawy. (…)  Osłabienie pamięci nie jest koniecznym następstwem podeszłego wieku, a jeżeli to się zdarza, musiały tu jeszcze wpłynąć i inne czynniki; można wszelako przez ciągłą wprawę, w najpóźniejszym nawet wieku pamięć wzmocnić.  Powszechną przyczyną osłabienia pamięci jest powierzchowne czytywanie dzienników, pism ulotnych i romansów, bez zamiaru zatrzymania czegoś w pamięci, powodując tem sposobem jej utratę; ponieważ myśli swoich nie skupiamy, lecz pozwalamy im rozpraszać się. Wielka ilość książek lub dzienników, które czytelnicy przebiegają, prędzej wprowadza w zamęt, niż kształci, pospieszne bowiem czytanie nie zostawia w duszy głębokiego i trwałego wrażenia, przez co umysł nasz nabiera złych przyzwyczajeń: nie utrwala treści przeczytanej w mózgu, uwaga i pamięć słabną i ostatecznie lektura taka jest szkodliwą dla pamięci. (…) Najszkodliwiej jednak na władzę pamięci oddziaływa rozpusta pod rozmaitą postacią i różnego rodzaju. (…) Również ujemnie działa na pamięć nadmierne użycie trunków.”

W kolejnym rozdziale - „O warunkach niezbędnych dla osiągnięcia dobrej pamięci” - autor wymienia: zdrowy rozsądek, „rozumne kierownictwo w ćwiczeniu pamięci”, dobrą wolę i wytrwałość. Nas jednak najbardziej interesuje zagadnienie „Jak należy się uczyć”. Tu znajdujemy m.in. takie zalecenia: „ćwiczenie i natężenie”, codzienne rozmyślanie nad przedmiotem nauki, uczenie się w milczeniu, skupienie na głównej treści (nie na szczegółach), zrozumienie treści. Wielką wagę autor przykłada do pisania i przepisywania, systematyczności i powtarzania. Z tymi ostatnimi tezami trudno się nie zgodzić. Ale czy są powszechne (szczególnie przepisywanie) w epoce cyfrowej?

W dalszych rozdziałach – bardziej praktycznych - omówiono: zastosowania mnemotechniki, uczenie się języków (np. przez skojarzenia, tworzenie fraz), wierszy, chronologii i chemii. Niektóre porady są rzeczywiście inspirujące…

Paweł Kalina (ułożył), Mnemonika czyli Sztuka kształcenia i wzmocnienia pamięci. Tudzież sposoby, ułatwiające naukę języków obcych, spamiętanie imion własnych, chronologii, statystyki, chemii etc., wyd. 3, Warszawa 1939 (sygn. ZS 32250).

„Kształcenie pamięci. Nauka o obserwacji, pamięci i wywoływaniu wspomnień” Williama Walkera Atkinsona jest podobna (niekiedy bardzo!) do opracowania Kaliny. W obu przywołane są identyczne przykłady ze starożytności, czyli początków mnemotechniki. A oto niektóre rozdziały: „Skarbiec podświadomości”, „Uwaga i skupienie”, „Odbieranie wrażeń”, „System zbiorowy kształcenia pamięci”. Następnie autor charakteryzuje pamięć liczb, dat, cen, miejsc, twarzy („fizyognomii”), osób, imion. Dużo tu psychologii (np. przy omawianiu wrażeń wzrokowych i słuchowych, asocjacji, rekolekcji i rekognicji) i zaleceń „praktycznych”, wśród których mamy np. kształcenie… złodziei brytyjskich! Jeśli kogoś zainteresuje nie tylko ostatnie zagadnienie:) - zapraszamy do skorzystania!
 
William Walker Atkinson, Kształcenie pamięci. Nauka o obserwacji, pamięci i wywoływaniu wspomnień, przekł. z oryg. Stanisława Zawadzkiego, wyd. 2 przejrz. i uzup, Lwów 1921 (sygn. 14710).


poniedziałek, 25 września 2023

Nasze Skarby - Jan Kuchta, "Książka zakazana jako przedmiot zainteresowań młodzieży w okresie dojrzewania" (1934)

Treści czytane w ukryciu. Stanowiące pokusę. Po co - poza lekturą szkolną - sięgali młodzi sto lat temu?

"Książka zakazana jako przedmiot zainteresowań młodzieży w okresie dojrzewania" Jana Kuchty składa się z czterech rozdziałów. Poprzedza ją wstęp, a kończy załączona literatura przedmiotu. Porządne opracowanie.

W Rozdziale 1 znajdujemy: definicję "książki zakazanej", klasyfikację takiej twórczości, źródła nabywania, wiek rozpoczęcia lektury oraz kierunki zainteresowań dziewcząt i chłopców w tej dziedzinie.

Rozdziały 2 i 3 zawierają już konkretne "zakazane" tytuły. Z kręgu pozycji o treści kryminalnej i sensacyjno-awanturniczej są to np. "Rinaldo Rinaldini", "Jack Texas", powieści Dumasa i Londona (!), "Arsène Lupin" Leblanca (kto pragnie skosztować zakazanego owocu, znajdzie go TUTAJ), wszelkie "książki detektywne". Inne niewskazane tematy, to m. in.: astrologia, grafologia, hipnoza, spirytyzm, telepatia, życie seksualne. Szczególnie szeroki jest wykaz literatury "romansowej", erotycznej i pornograficznej. Znajdujemy tu np. Boccaccia, France'a, Hugo, de Maupassanta, Zolę, ale też "Jaskółkę" Daniłowskiego, "Dzikuskę" Zarzyckiej, "Panią Walewską" Gąsiorowskiego, a nawet "Chłopów" Reymonta! Zakazane dla młodego wieku powinny być niektóre książki o treści religijnej (Darwina, Diderota, Häckla, Marksa, Nietzschego, Renana) i naukowej lub pseudonaukowej. Mamy też kilka pozycji z klasyki ("Annę Kareninę" Tołstoja, "Bez dogmatu" Sienkiewicza), dzieła uznanych filozofów (Spinoza, Kant), a nawet Romana Dmowskiego! A co sama młodzież uznała za nieodpowiednie dla jej wieku? "Ballady i romanse" Mickiewicza, "Przedpiekle" Zapolskiej, "Dzieje grzechu" i "Przedwiośnie" Żeromskiego!

Rozdział 4 ukazuje negatywny i pozytywny (tak!) wpływ tej literatury na czytelników. Szczególnie interesuje nas drugi, zatem go przytoczymy: kształtowanie gustów estetycznych (młodzież sama rozezna, że to jest zła twórczość i w przyszłości będzie jej unikać), rozwijanie czytelnictwa (!), walor informacyjny (np. o życiu płciowym), namiastka realnego (niedoskonałego) życia i uodparnianie się na jego "brudy", szybszy rozwój, przestroga. Nie ze wszystkim byśmy się pewnie zgodzili, ale... któż autorowi zabroni mieć własne zdanie.

Znaczącą część zajmują wnioski pedagogiczne. Jan Kuchta stanowczo odradza zakazywanie takiej lektury. Proponuje zastąpić je ośmieszaniem przy pomocy odpowiedniego doboru cytatów. Uważa, iż po zakazaną książkę uczeń na pewno sięgnie, a ośmieszoną - sam odrzuci.

Wreszcie coś pro domo sua. Takie słowa chciałby uznać za prawdziwe każdy bibliotekarz: "Książkę wiążą (...) w okresie dojrzewania z jej młodocianym czytelnikiem jakieś złociste, serdeczne nici. Jest ona w tym czasie jedynym godnym zaufania powiernikiem (...) posiadaczem tajemnic najgłębszych... skarbem nieocenionym... ". Gdy książka zainteresuje, "dziecko zapomina o jedzeniu i porze obiadowej, o spaniu i porze nocnej, o wycieczce nawet, czy zabawie! Czyta i czyta... Zapomniawszy o całym świecie".

Jan Kuchta, Książka zakazana jako przedmiot zainteresowań młodzieży w okresie dojrzewania, Warszawa, Wydawnictwo M. Arcta, 1934 (sygn. ZS 2226).

poniedziałek, 18 września 2023

Nasze Skarby – Michał Wiszniewski, Charaktery rozumów ludzkich (1935)

MICHAŁ WISZNIEWSKI (1794-1865) był filozofem, psychologiem, historykiem literatury. Dzisiaj przedstawimy jego „Charaktery rozumów ludzkich”. W zbiorach posiadamy dwa wydania. Starsze – przedwojenne, do którego zaglądamy, oraz kolejne, pochodzące z 1988 roku.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów oraz wstępu, w którym autor przedstawia „Właściwości rozumu” z podziałem na narody i rasy. A dalej (podajemy wykazy akapitów)…

Rozdział 1 zawiera: „Głupstwo i rozmaite jego odcienie. Głupiuteńki. Gap. Głupiec przesądny. Głupiec sprzeczający się i zapytujący. Głupiec przeuczony. Głupiec dowcipkujący. Głupiec płaczliwy. Głupiec polerowany. Głupiec zarozumiały. Łgarz. Półgłówek. Półgłupiec. Głupiec przemądrzały. Człowiek dobroduszny. Prostaczek. Człowiek ciemny.”

Szczególnie zastanawia nas „głupiec polerowany”. Kto to? Ano, człowiek wyrozumiały, taki, którego niczym nie można obrazić!

Treść Rozdziału 2: „Przywary i niedoskonałości rozumów. Głowa mierna. Pedant. Drobnowidz, karłowaty geniuszek. Rozum płytki i ograniczony. Rozum o jednej myśli. Rozum literacki. Rozum bez pamięci. Rozum z bujną pamięcią. Roztargniony. Rozum bez dna. Dziwak. Rozum krzywy. Rozum wykrętny i przewrotny. Rozum mętny. Rozum leniwy. Ludzie z gustem. Rozum zakochanego.”

Tutaj – dla przykładu – podamy częściową (by nie psuć całościowej lektury :)) - charakterystykę rozum zakochanego: „Miłość sprawując roztargnienie, ścieśnia pojęcie i miesza wyobrażenia; człowiek zakochany żyje sercem tylko, rozum jego w głębokim spoczynku gnuśnieje. Miłość głupiego jeszcze głupszym czyni”.

Rozdział 3 to rozważania na temat rozsądku. Jaki on może być? Kilka przykładów: „zdrowy, rubaszny, gospodarski, przemyślny.” Tu także znajdziemy uwagi na temat roztropności i przezorności.

Rozdział 4 jest poświęcony „dowcipowi”. Szczególnego wyróżnienia – w postaci wyeksponowanych akapitów – doczekali się: „dowcipna panna”, Cervantes i Walter Scott.

W Rozdziale 5 skupiamy się na rozumie, który – znowu jako exemplum – bywa: „systematyczny, samorodny, kobiecy, spekulacyjny”. Jest także „samorodny matematyk”.

Rozdziały 6 i 7 zawierają m.in. uwagi na temat „dusz ognistych, głów zapalonych”, „urojeńca”, geniusza, poety, improwizatora. Osobno omówieni są: geniusz malarski i „geniusz Napoleona Bonapartego”.

Przeglądamy książkę. Czytamy fragmenty. Zastanawiamy się nad jej przydatnością w naukowych dociekaniach…

Michał Wiszniewski, Charaktery rozumów ludzkich, wydał i wstępem zaopatrzył Stefan Szuman, Warszawa, Naukowe Towarzystwo Pedagogiczne, 1935 (sygn. ZS 2860, ZS 4493).



poniedziałek, 31 lipca 2023

Nasze Skarby – Jan Kuchta, „Dziecko włóczęga” (ok. 1934, 1936)

Jan Kuchta (rocznik 1900) był naukowcem wszechstronnym. Pisał książki nie tylko pedagogiczne, ale także psychologiczne, socjologiczne, etnograficzne (tych najmniej). Oto dwie pozycje o tym samym tytule, ale znacznie różniące się objętością. Pierwsza liczy ponad 170 stron, druga – niecałe 60.

„Dziecko – włóczęga”. Pozycja wydana w warszawskim Wydawnictwie M. Arcta, około 1934 roku. Na stronie tytułowej go nie podano. Trafiła do naszych zbiorów z daleka. Aż ze Stanisławowa. Na okładce i stronie przedtytułowej ma stosowną pieczątkę. Ukazała się w cyklu „Dzieci trudne do wychowania”. Składa się z sześciu części, z których każda dzieli się na mniejsze całości. Są to (w oryginalnej pisowni):
I.    Typy dzieci-włóczęgów.
II.    „Próba podziału dzieci-włóczęgów na „typy” z puntu widzenia socjologji.
III.    Organizacje dzieci-włóczęgów.
IV.    Dążenia do kompensacji u dziecka-włóczęgi a postawa wychowawcza.
V.    Instynkt włóczęgowski – jako jedna z przyczyn aspołeczności dziecka-włóczęgi. (Analiza możliwości ewolucji i przeobrażeń).
VI.    Zabawy krakowskich „dzieci-włóczęgów” w porze zimowej.

W treści – dla każdego coś istotnego. Prezentuje zjawisko dziecięcego włóczęgostwa z różnych punków widzenia. Wnikliwa, interesująca (nawet dzisiaj) publikacja.

Jan Kuchta, Dziecko – włóczęga, Warszawa ok. 1934 (sygn. 6801).

„Dziecko włóczęga”, wydane również w latach 30. minionego wieku, w Lwowskiej Księgarni Towarzystwa Szkoły Ludowej. Reprezentuje ten sam cykl („Dzieci trudne do wychowania”) i zaczyna się tak samo. Pojawia się podział na włóczęgi: patologiczne, normalne (?!), romantyczne w okresie pokwitania, w późniejszym wieku pokwitania („przedsiębrane z chęci uwolnienia się z więzów społecznych, obcowania z przyrodą, romantycznej nadziei przygód”), których źródłem jest środowisko. Szczególnie te ostatnie wywierają spore wrażenie także na współczesnym czytelniku. Oto jeden z licznych przykładów:

„Stanisław T., lat 12 – bezdomny, nieletni włóczęga. Wygląda bardzo charakterystycznie. Włosy jego, nieznające nożyc, przybrały kształt słomianego chochoła. Nie nosi czapki, bo nie ma na zbytkowne części ubrania: zresztą niestrzyżona czupryna stanowi najlepsze i najbardziej higieniczne pokrycie głowy. Jeszcze dzisiejszej nocy (zima – 23. XII. – dzień wigilijny) chodził  b o s o, bez szkody dla zdrowia. (…) Zimna nie odczuwa.”

Ta pozycja zawiera sporo opisów konkretnych włóczęgów. Brak w niej rozbudowanej teorii z warszawskiej edycji, ale jest cierpienie nazwanych z imienia osób. Cierpienie, które chwyta za gardło. Poraża. Na pewno warto do niej zajrzeć. Nawet po latach.

Jan Kuchta, Dziecko włóczęga, Lwów1936 (sygn. ZS 9997, 8942).

Ps. O literackich włóczęgach pisałyśmy TUTAJ.

piątek, 26 maja 2023

Nasze Skarby – „Rady dla matek (…)” Karola Gregorowicza (1863), „Serce matki” Weroniki Tropaczyńskiej-Ogarkowej (1938)

 Dzisiaj przedstawimy dwa „skarby”: „Rady dla matek (…)” Karola Gregorowicza i „Serce matki” Weroniki Tropaczyńskiej-Ogarkowej.

„Rady dla matek obejmujące przepisy pielęgnowania i wychowania dzieci od niemowlęctwa do wieku w którym rozpoczynają nauki. Poświęcone matkom polskim” KAROLA GREGOROWICZA (1819-1869), ukazały się drukiem w 1863 roku.

Ze „Wstępu”: „Olbrzymi jest okres życia ludzkiego! Olbrzymia jest też nauka, która wyłącznie zajmuje się życiem, zdrowiem, chorobą wyzdrowieniem, uniknieniem lub ubieżaniem chorób, która duszę ma ucieleśnić, ciało udochowić! Z tego pobieżnego określenia, rozumie się, że hygiena nie tylko zbratała się ze wszystkiemi naukami, których nauczają nas szkoły w najrozciąglejszem znaczeniu tego wyrazu, ale nadto jest nauką i sztuką zarazem badania i zbadania natury ludzkiéj tak w szczególe każdym, jakoteż i w ogóle, że zatem obejmuje wszystko, co może i powinno przyczyniać się do błogiego stanu zdrowia naszego, a tem samem szczęścia.”

Potem następuje historia higieny. Część właściwa obejmuje rozdziały (przytoczymy wszystkie, bo są naprawdę interesujące - pisownia oryginalna): „Życie i zdrowie; Konstytucje i temperamenta; Temperament nerwowy; Temperament krwisty; Temperament  chłoniczny (limfatyczny); Temperament mięszany; Ogólne uwagi nad wiekiem dzieciństwa pod względem fizyologicznym; Uwagi ogólne nad stanem małżeńskim; O brzemienności i zachowaniu się kobiet w tym stanie; Ubranie; Ruch i spoczynek; Spoczynek; Pierwsze starania około nowo-narodzonego dziecięcia; O żywieniu dzieci; Moralne przymioty mamki ;Dawanie dziecku piersi; Karmienie bez piersi; Kiedy odłączyć dziecko od piersi; Karmienie mięszane; Starania o piersiach po odsadzeniu dziecka; Pierwsze ząbkowanie. Uwagi anatomiczno-fizjologiczne; Stan zdrowia dziecka wczasie pierwszego ząbkowania; Kąpiele; O powietrzu; Światło; O cieple; O zimnie; O wilgoci; O elektryczności; O głównych zasadach moralnego wychowania dzieci; nauka; Zabawy.”

Zaglądamy do poszczególnych rozdziałów. Bardzo zainteresowały nas fragmenty od rozdziału „Uwagi ogólne nad stanem małżeńskim”. Cóż znajdujemy? Wynotowujemy kilka myśli:

„Tradycja biblijna o Adamie i Ewie przetrwała do naszych czasów (…) zawsze zgodzimy się na to: że te dwie (…) istoty są godłem małżeńskiego stanu.”

„Dobrze wychowana kobieta, najmniej ma zachwciwanek w stanie brzemienności.”

„Zwyczaj kąpieli dla nowonarodzonych nie jest szkodliwy, można bez obawy zostawić dziecię w kąpieli tak długo, jak wymaga tego porządne obmycie, byleby przednia część głowy i twarzy wystawione były na zewnętrzne działanie powietrza, a woda nie chodziła do uszków, ust i nosa, bo te organa dopiero żyć rozpoczynają.”

„Do trzech miesięcy dziecko krzyczy nie płacząc, bo gruczołki łazawe nie wyrabiają jeszcze łez, w późniejszym dopiero wieku, po trzech miesiącach, przy każdym krzyku spływają łzy po licach;”

„Wychowanie moralne zaczyna się w kolebce.”

Cytować można bez końca… A co przynosi intrygujący rozdział „O elektryczności”? Opis zachowania matki i dziecka podczas burzy. Nie zapomniano nawet o tej sprawie! Nieco ponad 200 stron, a bardzo szerokie spektrum zagadnień. Warto zajrzeć. To nie tylko ciekawostka. Na przykład uwagi o zachowaniu podczas wyładowań atmosferycznych – jakże aktualne…

K. Gregorowicz, Rady dla matek obejmujące przepisy pielęgnowania i wychowania dzieci od niemowlęctwa do wieku w którym rozpoczynają nauki. Poświęcone matkom polskim, Warszawa, w Drukarni I. Krokoszyńskiego, 1863 (sygn. ZS 35422).

WERONIKA TROPACZYŃSKA-OGARKOWA (1908-1957) to pisarka i nauczycielka, autorka podręczników historii. Przed wojną uczyła w szkole wiejskiej w Mogilicy i w Uniwersytecie Ludowym w Tywonii. Organizowała biblioteki, kursy dla analfabetów, udzielała się społecznie. Redagowała „Płomyk”. W czasie okupacji działała w konspiracyjnym Ludowym Związku Kobiet, pisząc piosenki dla Batalionów Chłopskich i broszury o życiu kobiet na wsi. Jej mąż, Franciszek Ogarek  – więzień Ostaszkowa – został zamordowany w Twerze (1940 r.). Po wojnie związana z Polskim Stronnictwem Ludowym, przygotowywała audycje radiowe o tematyce wiejskiej oraz stworzyła kilka  książek dla dzieci i młodzieży. W zbiorach mamy „Serce matki” jej autorstwa - opracowanie sceniczne utworów literackich, przeznaczone do użytku szkolnego, biorące tytuł od utworu Kazimierza Przerwy-Tetmajera, zaprezentowanego TUTAJ.

W nocie „Od Wydawcy” czytamy: „Niewątpliwie jest to książka w treści i nastroju smutna, ale nie beznadziejna. Autorka przeprowadza nas przez tragiczne zaułki ludzkiej duszy, ukazuje cienie i smutki życia, ale z świadomością i wiarą, że po nocy będzie ranny świt i dzień słoneczny.”

Książeczka – złożona z trzech części („Serce matki”, „O nową wieś i niepodległą Polskę”, ”Zbudujemy życie nowe”) – adaptuje utwory Przerwy-Tetmajera, Marii Konopnickiej, Władysława Orkana, Stefana Żeromskiego. Wykorzystuje też wiersz Juliana Tuwima i teksty autorki. Tak, to niewesołe widowiska. Ale bardzo prawdziwe.

Weronika Tropaczyńska-Ogarkowa, Serce matki, Warszawa, Instytut Teatrów Ludowych, 1938 (sygn. ZS 15765).

poniedziałek, 27 lutego 2023

Nasze Skarby – Stanisław Tomkowicz, „Zamek na Wawelu” (1917)

Wawel jest „streszczeniem dziejów narodu, znakiem widomym naszej jedności, symbolem naszej dawnej wielkości i chwały”.

Stanisław Tomkowicz (1850-1933). Historyk sztuki. Konserwator zabytków i pionier ich nowoczesnej inwentaryzacji. Odznaczony papieskim złotym krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Komandorskim Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego, austriackim Krzyżem Komandorskim Orderu Franciszka Józefa, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi.

Odczyt  „Zamek na Wawelu” rozpoczyna się emocjonalnie i podniośle:

„Prócz jednego Rzymu nie ma bodaj drugiego miasta w Europie, które by (przynajmniej na synach własnego narodu) wywoływało wrażenie tak głębokie, tak silne, i tak rzewne, jak nasz niewielki, niezamożny i spokojny Kraków. Polakowi niepodobna doń się zbliżać, niepodobna o nim mówić bez wzruszenia. Wszak tu każda piędź ziemi uświęcona jest wielkiemi wspomnieniami, każdy kamień donośnym głosem opowiada naszą dawną wielkość i chwałę.”

Potem następuje omówienie dziejów budowy Wawelu na szerokim tle historycznym wraz z opisem architektury i wyposażenia kompleksu. Pada niemało dat, ale one tylko wspierają opowieść spisaną pięknym, obrazowym językiem. Zaś zakończenie tekstu – po którym następuje szereg fotografii – to profetyczna zapowiedź „dalszego ciągu” narodowej historii (pamiętajmy, że odczyt został wygłoszony w czasie, gdy odrodzonej Polski nie było jeszcze na mapie):

„Stoi (…) nasz Wawel. Srogie zawieruchy, straszne nawałnice przeszły nad jego głową, a on je przetrwał, dumne czoło wznosi w górę, z tajemniczej swej siły i moralnego znaczenia nic nie uronił.
Niedawno zawrzało w nim nowe życie. Zrzucił długoletnie więzy załogi wojskowej. Zabrano się do naprawy porysowanych murów, do przywracania im dawnej ozdoby. (…) Kto wie, czy to odżycie Wawelu nie jest zapowiedzią, że dla ciężko doświadczonego narodu świta nareszcie lepsza przyszłość, że po mrokach czarnej nocy nadchodzi dlań naprawdę dzień pogodny.
Los bywa zmienny, a Bóg cudowny.
Mickiewicz przed 70 z górą laty zwiastował, że
...wyszedł głos i padł już los
I tajne brzemię lat
Wydało płód i stał się cud
I rozraduje świat!
Poeta miał na myśli moralne – nie polityczne – odrodzenie narodu. Dziś na inne zanosi się zmiany. Wobec gigantycznych walk i przewrotów, na które patrzymy, głos wewnętrzny mówi nam, że to może początek nowej epoki w historii Europy i że może nareszcie na zegarze dziejowym wybiła nasza godzina. Wstępuje w nas otucha.
Byliśmy, jesteśmy i będziemy!”

Stanisław Tomkowicz, Zamek na Wawelu. Odczyt wygłoszony w Warszawie w styczniu 1917 r.,  Warszawa, nakł. Księgarni F. Hoesicka, (Warszawa : Drukarnia i Litografia p. f. "Jan Cotty"), 1917 (sygn. ZS 10151).