Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Szaniawski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Szaniawski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 maja 2025

Książki (nie)zapomniane - Nikt nie zna całej prawdy o człowieku

"Bo dziecinadą nazywają często ludzie i te rzeczy, z których już wyrośli, i często te rzeczy, do których jeszcze nie dorośli". Marzenia a rzeczywistość. Tęsknota za prawdą i ponawiane przez wieki pytanie: Co to jest prawda?” Oto refleksyjny dramat (komedia?) „Żeglarz” JERZEGO SZANIAWSKIEGO (1886-1970).

Portowe miasto. Zapewne niemałe, bo jest tu uniwersytet i siedziba admiralicji. Zbliża się pięćdziesiąta rocznica bohaterskiej śmierci lokalnego bohatera, kapitana Nuta. Władze planują odsłonięcie jego pomnika i muzealną ekspozycję. Rzeźbiarz już tworzy podobiznę, ogłasza się zbiórkę pamiątek po zmarłym. I tu jest problem, bo ich po prostu… brak. Nie istnieje nawet wiarygodna fotografia, a każdy z nielicznych znajomych inaczej go charakteryzuje.

W pracowni Rzeźbiarza spotykają się siostra artysty, Med, miejscowi notable, a wkrótce dołącza do nich Jan – narzeczony dziewczyny. Właśnie wrócił z trwającej półtora roku podróży. Szukał śladów po kapitanie. I znalazł, ale nie takie, jakich się spodziewano. Z demaskatorskim zapałem ujawnia „prawdę”. Listy Nuta do Lady Peppilton – istniejące tylko w odpisach i świadczące o romantycznej miłości – to fałsz. Wcale ich nie było. Jedyny świadek, Stary Marynarz, sprowadzony przez Jana, twierdzi, że kapitan – rzekomo nie chcąc oddać statku wrogom - nie podpalił go i na nim nie zginął. W rzeczywistości ogień powstał przez nieuwagę jednego z członków załogi, który zasnął z fajką w składzie bawełny. Gdy pożar się rozprzestrzeniał, kapitan uciekł razem z załogą.

Zebrani nie chcą słuchać tych rewelacji. Jeden po drugim wychodzą, uprzednio usiłując usprawiedliwić nieheroiczne czyny swojego bohatera. Rzeźbiarz myśli podobnie. Zwraca się do Jana: "Kiedyś tu wszedł - toś powiedział – „To jest kapitan Nut". Skąd poznałeś, że to on? Zobaczyłeś (...) takiego, jakiego widziałem ja. Więc... może był taki, jak ten". Ale Jan nie daje za wygraną. Co więcej, znajduje sojusznika w Wydawcy, który kusi pieniędzmi za demistyfikującą książkę: "zarobimy dobrze, bo to ludzie kupią... A kupią dlatego, bo (...) lubią, gdy się bliźniego z imieniem i nazwiskiem obniży". Jan się waha. Po raz pierwszy nie ma pewności, czy dobrze czyni. Wstrzymuje się z decyzją.

I oto nadchodzi drugi kusiciel: Paweł Szmidt. Dopowiada, że Nut handlował opium, by wreszcie ujawnić, że sam jest kapitanem, a jednocześnie… dziadkiem Jana. Wyjaśnia sprawę rzekomych listów do Lady Peppilton ("nie piękne listy mówią o pięknej miłości"). Jan rzeczywiście nie przypomina sobie sytuacji, by babka źle mówiła o Pawle. Co więcej, mężczyzna zgromadził niezły majątek i chce go przekazać wnukowi. Przestaje mu też zależeć na tym, czy ten ujawni informacje zgromadzone w toku poszukiwań.

Następuje uroczysty dzień odsłonięcia pomnika. Czy w Janie zwycięży duch „prawdy” (jak ją rozumie), czy tęsknota za ideałem? Czy jego „prawda” nie okaże się zbyt mała wobec Legendy?

W interpretacjach dramatu często powtarza się, że człowiek potrzebuje mitu. Trudno się z nimi zgodzić. Przeczą im słowa Wydawcy. Raczej jest to utwór o zapalczywym młodzieńcu, widzącym świat w czarno-białych barwach, który wreszcie zrozumiał, że nikt nie zna całej prawdy o człowieku. Często myślimy, że ten drugi jest gorszy. A co, jeśli jest lepszy?

Tego autora: "Adwokat i róże" (TUTAJ), "Kowal, pieniądze i gwiazdy" (TUTAJ), "Most" (TUTAJ).

Jerzy Szaniawski, Żeglarz. Komedia w trzech aktach, Kraków 1958 (sygn. 130279). Także kilka innych wydań.

piątek, 9 czerwca 2017

Książki (nie)zapomniane - Zanim skończy się dzień

Każdy jest kowalem swojego losu. Tak mówimy, gdy chcemy podkreślić, że każdy odpowiada za własne czyny. Ale bywają sytuacje, że właśnie los boleśnie porani człowieka. Postąpi z nim tak, jak z bohaterem dramatu JERZEGO SZANIAWSKIEGO (1886-1970) Kowal, pieniądze i gwiazdy.

Kowal od lat pojedynkował się z życiem. Najpierw młodo umarła mu żona. Pozostawiła córkę. Jak się później okazało - dziecko nie jego, ale niefrasobliwego grajka, który wędrował tu i tam, nigdzie nie zagrzewając miejsca. Następnie, użyczywszy z dobrego serca znajomemu noclegu, nazajutrz znalazł go martwego. A pieniądze, które tamten miał ze sobą, zniknęły. I jemu - a jakże! - przypisano kradzież. Jeszcze później, gdy dziewczynka nieco podrosła, poczuła w duszy wołanie rozległych przestrzeni. Dziki zew, by wędrować. Daleko. Poza horyzont. Najdalej. Jak jej ojciec - przybłęda. Artysta - łazik.

Kowal już nie miał siły, by nie tylko wykuwać własny los, ale - zwyczajnie - pracować w kuźni. Zatrudnił młodszego pracownika. I gdy wydawało się, że tylko gorycz mu pozostanie na sędziwe lata, przypadkiem, po prawie dwóch dekadach znalazły się pieniądze zmarłego tu przed laty jednodniowego (precyzyjniej byłoby powiedzieć - jednonocnego) lokatora. 

Wydawałoby się, że jego ostatnie lata opromieni spokojna, cicha radość. Bo odzyskał dobrą opinię wśród znajomych. Zrzucił z ramion brzemię niesławy, które tak długo i boleśnie dźwigał jako domniemany złodziej. Niby powinna być radość. Nawet podwójna, bo w pobliżu, u sąsiadów szykuje się wesele. Nowe, młode pokolenie wchodzi na scenę życia. I ono niebawem w pełni ją zawłaszczy, z nadzieją wykuwając własne losy.

Oto teraz nadeszła ta chwila. Dzień już się dla starego kowala nachylił. Nie potrafi ciszyć się odzyskanym, należnym mu miejscem wśród ludzi uczciwych. Szczęścia w szerokim świecie nie znalazł też chyba grajek. Jak zbłąkany ptak, znowu przywędrował w te strony. Pod dom kobiety, którą kiedyś zapewne kochał. Ale jej już dawno tu nie ma. Pozostał jedynie jej doświadczony przez przeciwności losu, zmęczony mąż.

Bardzo długi dzień niebawem się skończy. Przynajmniej dla kowala. Przegrał życie? Odniósł moralne zwycięstwo, gdy aureola niewinności rozbłysła nad jego obolałą od trosk głową? Nikt tego nie rozstrzyga. U sąsiadów brzmi radosna muzyka. Wesele. A po nim kolejna młoda para odpłynie do swoich marzeń. Jak kiedyś oni - kowal i jego żona. Co z tych uroczych snów zostanie? Czy przeniosą je w swych wątłych dłoniach przez całe wspólne życie? Bo także dla nich kiedyś słońce zniży się nad horyzontem. Ten wieczór będzie promienny czy mroczny?
Źródło
Szaniawski Jerzy, Kowal, pieniądze i gwiazdy. Sztuka  w trzech aktach, w: tegoż, Dramaty zebrane, t. 3, Kraków 1958, s. 143-218. (Sygnatura: 26687/III).

piątek, 28 kwietnia 2017

Książki (nie)zapomniane - Żaden egzamin nie jest (w życiu) ostatni

Tak się zdarzyło, że nigdy nie broniłem takich, co mi krzywdę wyrządzili na moim podwórku. I mam wrażenie, jakbym nie zdał jakiegoś ostatecznego egzaminu... Słowa starego, emerytowanego mecenasa są dwuznaczne. Bo też złodziej skradł mu nie kwiaty, ale serce żony. Z takim cierniem trzeba żyć. Z cierniem większym niż ten, który chroni najpiękniejszy z kwiatów. Adwokat i róże JERZEGO SZANIAWSKIEGO (1886-1970). Refleksyjny dramat psychologiczny.

Mecenas Wilcher dawno opuścił sądowe sale. Jako emeryt odkrył w sobie nową pasję. Hoduje róże. Za jedną nawet niedawno otrzymał zagraniczną nagrodę. Ale ktoś systematycznie wieczorami przychodzi do jego ogrodu. By ukraść cenne okazy (?). Dlatego na straży kwitnących skarbów stawia Agenta.

I dochodzi do nieszczęścia. W zastawionej zasadzce złodziej zostaje aresztowany, a Agent - ranny. Niebawem w domu Mecenasa zjawia się matka rabusia, a zarazem kobieta, której kiedyś - oskarżonej o morderstwo - bronił w jednym z najsławniejszych procesów. Teraz tamta błaga, by poprowadził również obronę jej dziecka. Wilcher waha się, gdyż wie to, z czego ona nie zdaje sobie sprawy. Ma pewność, że kradnący na jego podwórku wcale nie interesuje się roślinami, ale jego małżonką. I dlatego - ku zdziwieniu wszystkich, a najbardziej właśnie żony - nie odmawia. Nie mogąc być jednocześnie obrońcą i świadkiem, zleca to zadanie najzdolniejszemu uczniowi, Markowi.

Oto stary adwokat wraca do punktu wyjścia, od którego rozpoczęła się jego zawrotna kariera. Do egzaminów umożliwiających mu wykonywanie zawodu. Wiele lat temu zdał je celująco. Jednak wówczas jednego zabrakło. Najważniejszego. Egzaminu z człowieczeństwa. Wielokrotnie we wspaniałych mowach nadmieniał, że jeśli nawet paragrafy nie wszystko ujmują w swoje wątłe ramy, nie każdy przypadek normują, a ludzie zawodzą, wówczas sumienie jest sędzią ostatecznym. Życie rozstrzygnie. Sumienie oskarży lub uniewinni. Obecnie on sam musi spróbować wznieść się ponad poczucie osobistej krzywdy i zobaczyć człowieka. Nie rywala.

Ale jest jeszcze ktoś inny, mimowolnie zraniony przez złodzieja. Marek. Ta obrona jest jego życiową szansą. Może stać się odskocznią do podobnego sukcesu zawodowego, jaki osiągnął mistrz, z którym teraz wspólnie przygotują plan działań. Jednocześnie jest także sprawdzianem podobnym do tego, jaki tamten musi zdać. Przecież on również po cichu, w tajemnicy przed wszystkimi, kocha mecenasową...

Młody adwokat wygrywa w sądzie. Natychmiast pojawiają się rozgłos, entuzjastyczne komentarze prasowe, rozpoznawalność na ulicach. Wilcher, który znacząco przyczynił się do przygotowania linię obrony, także triumfuje. A może jest w jego sukcesie odrobina pychy? Oto udowodnił sobie, że - pomimo własnej krzywdy - pomógł wybronić kochanka żony, a zatem nie jest tak zły, jak tamten? Może to zatem chwila fałszywej, wmówionej sobie radości, zaprawionej autentyczną goryczą?

Bo rozprawa przecież trwa. Hodowla róż to nieustanna, prowadzona przez całe życie, mozolna praca nad sobą. By (od czasu do czasu) zajaśniało szczere piękno... jakże chwilowe i kruche. Jak róża.

Ps. Autor zaklasyfikował swój utwór jako komedię. Dziwne, prawda? Powstrzymam się od interpretacji, pozostawiając ją Czytelnikom. Zaś do nastrojowej, pełnej niedopowiedzeń i ulotnego liryzmu dramaturgii Jerzego Szaniawskiego na pewno w tym cyklu powrócę. Może już niebawem.
Źródło
Szaniawski Jerzy, Adwokat i róże. Komedia w trzech aktach, w: tegoż, Dramaty wybrane, Murzyn, Ptak, Żeglarz, Adwokat i róże, Most, Dwa teatry, Warszawa 1973, s. 221-282. (Sygnatura: 56191).
Szaniawski Jerzy, Adwokat i róże. Komedia w trzech aktach, w: tegoż, Dramaty zebrane, t. 2, Kraków 1958, s. 99-178. (Sygnatura: 26687/II).