Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cornelius Ryan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cornelius Ryan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2018

Książki (nie)zapomniane - Za daleko

W wąskim korytarzu, którym miało pójść natarcie wojsk pancernych, trzeba było zdobyć pięć dużych mostów. Miano je zdobyć nie uszkodzone, atakiem wojsk powietrznodesantowych. I właśnie ten piąty most niepokoił (...) porucznika, Fredericka Browninga, zastępcę dowódcy alianckiej 1 armii powietrznodesantowej. Był to most decydujący o powodzeniu tej operacji (...). Browning, wskazując na mapie most w Arnhem, zapytał: - Ile czasu potrzeba wojskom pancernym na dotarcie do nas? - Dwa dni - odparł buńczucznie marszałek Montgomery. - Zdołamy utrzymać ten most przez cztery dni - odpowiedział Browning, ciągle wpatrzony w mapę, i dodał: - Jednakże sądzę, sir, że chyba idziemy o jeden most za daleko. (Z ostatniej narady w kwaterze głównej Mantgomery'ego, jaka odbyta się września 1944 r w sprawie operacji „Market-Garden"). To są autentyczne słowa, zapamiętane i powtórzone przez jednego z uczestników narady. Te ostatnie stały się później tytułem reportażu książkowego CORNELIUSA RYANA (1920-1974). Istotnie, poszli O jeden most za daleko.

Marszałek Bernard Law Montgomery miał opinię jednego z najbardziej ostrożnych dowódców alianckich. A jednak wymyślił przeprowadzenie niezwykle ryzykownej połączonej ofensywy wojsk powietrznodesantowych i lądowych, z udziałem prawie 5 000 samolotów myśliwskich, bombowych i transportowych, ponad 2 500 szybowców oraz kolumn czołgów brytyjskiej 2 armii.

Obszerna książka składa się z pięciu części: Odwrót, Plan, Atak, Oblężenie, Der Hexenkessel (Kocioł Czarownic) oraz liczbowego zestawienia strat, bibliografii, indeksów i fotografii. Główna zasada konstrukcji reportażu jest podobna do tej, którą autor zastosował w Najdłuższym dniu (przedstawionym TUTAJ) - przeplatanie "planu ogólnego" teatru wojny i kolejnych "zbliżeń", czyli ukazywanie jednostkowych losów, sytuacji, zachowań. W ten sposób czytelnik odnosi wrażenie, że jest bardzo blisko zdarzeń, więcej, że jest w ich wirze.

Prawda polegała na tym, że Niemcy szybciej przegrywali, niż alianci mogli zwyciężać. Taki był początek.

Najpierw reporter prowadzi nas do wioski Driel. W jej pobliżu trwają gorączkowe przetasowania wojsk, a tu jest cichutko. W ogromnym oddaleniu od tej miejscowości toczy się bitwa na słowa i gesty, która rzuca długi, chociaż na razie niezauważalny cień na to, co się stanie w Holandii - ciągłe niesnaski na linii: Eisenhower - Montgomery (ostrożny i arogancki) - Patton (bardzo szybki w decyzjach i czynach). Jedynie ten drugi wierzy w powodzenie śmiałej akcji. Z takim nastawieniem decydują się na przeprowadzenie Market-Garden.

Tymczasem podwójny szpieg, Lindemans, zdobywa supertajny plan i zdradza go Niemcom. Ci mówią o nim "fantastyczny". Wyśmiewają. Nie wierzą. Lecz oto już:

Huk potężnych formacji lotniczych był ogłuszający. Wokół baz szybowców brytyjskich (...) konie i bydło wpadły w panikę i na oślep gnały po polach. W południowej i wschodniej Anglii tysiące ludzi spoglądało w zdumieniu. W niektórych wsiach i miasteczkach potworzyły się korki na drogach (...). Najpotężniejsza siła powietrznodesantowa w historii oderwała się od ziemi i zmierzała do swych celów
.

Z planu w formie perspektywy przechodzimy do planu pełnego. Wyraźnie widzimy małe tragedie. Żołnierz skacze przez płomienie palącego się samolotu... Wirujące śmigła innego samolotu tną na kawałki kolejnych spadochroniarzy... W Arnhem szaleją pożary nie do opanowania... Załoga "Dakoty" z nadludzkim poświęceniem, płonąc, zrzuca zaopatrzenie, które trafia nie w ręce zdziesiątkowanych grup alianckich, ale wroga... Pewien major osłania się od strzałów otwartym parasolem i nie zamyka go, bo może niebawem zacznie padać...

Powracamy do Driel. Wreszcie i tutaj zaczyna być głośno - za sprawą gen. Sosabowskiego. Spadochrony lądują, żołnierze się zbierają, a on gryzie jabłko. Zaczynają się krwawe walki. Opór Niemców okazuje się nadzwyczaj silny. Brytyjska prasa wkrótce nazwie Arnhem (i okolice) "skrawkiem piekła". A gdy Polacy i Anglicy będą zmuszeni do wycofania się, do spokojnej kiedyś wioski powrócą okupanci...

Epilog. W ciągu dziewięciu dni Market-Garden łączne straty wojsk sojuszniczych (powietrznych i lądowych) wyniosły ponad 17 000 zabitych, rannych i zaginionych (w tym ponad 13 000 Brytyjczyków). Straty Niemców nie są znane. Oblicza się, że było to ok. 7 500 - 10 000 osób, z których zabitych została jedna czwarta.

O jeden most za daleko. Czasem ujawnia epickie zacięcie autora. Chwilami podobny do tragedii. Nierzadko operuje nutą liryzmu. Nie brak w nim także tego, czego byśmy się w tekście o takiej tematyce nie spodziewali - humoru, łagodzącego grozę opisywanych zdarzeń. Nie da się go czytać w spokoju. I wiedząc, jak się skończy, jednak nie sposób się od niego oderwać. Absolutne mistrzostwo reportażu wojennego.

Ryan Cornelius, O jeden most za daleko, przeł. Tadeusz Wójcik, [wyd. 2], Warszawa 1986. ISBN 83-07-01316-X (sygnatury: 115388, 115743)

piątek, 8 czerwca 2018

Książki (nie)zapomniane - Makabra nocy i groza dnia

Ten dzień rozpoczął się jeszcze w głębinach zimnej nocy. Kilka godzin później już było wiadomo, że - zgodnie z zapowiedzią feldmarszałka Erwina Rommla - to będzie Najdłuższy dzień II wojny światowej. Książka CORNELIUSA RYANA (1920-1974) jest powieścią? Dokumentem? Oczywiście, dokumentem, który ma fragmenty dialogowe i czyta się go jak najlepiej napisaną, nieustannie trzymającą w napięciu powieść.

Wtorek, 6 czerwca 1944 roku. Niewiele minut po północy nad normandzką plażą pojawił się rój złożony z 4255 spadochroniarzy. Białe ptaki sfruwały z pochmurnego nieba na niegościnną, pooraną niebezpiecznymi moczarami ziemię. Pogodna w tym rejonie była najgorsza od dwudziestu lat. W tym czasie feldmarszałek Rommel przebywał u kochanej małżonki, a Adolf Hitler może przewracał się na drugi bok, pogrążony w głębokim śnie. Ani jeden ani drugi, ani nikt inny w porę nie odczytał "znaków", które zapowiadały tę chwilę. Na przykład rozwiązania hasła w krzyżówce z 30 maja: Krzak ten zrewolucjonizował szkółki hodowlane, które brzmiało - Mulberry (morwa). 6 czerwca była to zakodowana nazwa dwóch sztucznych portów, które miano zamontować na plażach. Szukanym słowem do definicji w krzyżówce z 1 czerwca, brzmiącej: Brytania (symbol Anglii) i on trzymają tę samą rzecz, było - Neptun, czyli zakodowane hasło dla morskich operacji inwazyjnych. I jeszcze dwa najbardziej "niebezpieczne" (z punktu widzenia możliwej dekonspiracji) wyrazy: Cicero i Overlord. Kto przeczyta, ten sie dowie (ze szczegółami).

Niełatwo pisać o wydarzeniu powszechnie znanym w ten sposób, by odbiorca - czytając - drżał z niepokoju o zakończenie. A tak jest w przypadku Najdłuższego dnia. Dokument Ryana składa się z trzech niedługich części: Wyczekiwanie, Noc oraz Dzień. Z kwadransa na kwadrans posuwamy się z przepaści nocy ku świtowi. Autor cytuje wypowiedzi tych, którzy przeżyli. Unaocznia wspomnienia. Podaje nazwiska. Snuje opowieść o konkretnych ludziach. I o czasie, który staje się jednym z głównych bohaterów.

... Oto dowódca grup operacyjnych 101 dywizji, zrzucony na pastwisko. Kiedy wylądował, stanął "twarzą w twarz" z jakimś wielkim cielskiem, które runęło na niego z ciemności. I już miał strzelić do tego "czegoś", kiedy "to" oznajmiło mu się głęboko krowim: "Muu!".

... Inny (...) spadł z niezwykłą dokładnością prosto w studnię. Wywindował się szybko na górę na linkach spadochronu i - jak gdyby nigdy nic - ruszył na miejsce zbiórki.

... Jeszcze inny zawisł na drzewie, a zaplątany w liny, nie mogąc zejść, stał się łatwym celem dla przeciwników. Strzelali do niego jak do żywej tarczy, nawet wtedy, gdy... już nie żył. A jego kolega - zaczepiony na dzwonnicy - poraniony, obolały, półprzytomny, nie słyszał nawet bicia dzwonu umieszczonego tuż nad jego głową.

... Oto wojskowy kapelan. Kilkakrotnie nurkował w ciemnościach w wodną otchłań, do której wpadły mu przy lądowaniu paramenty liturgiczne, by za piątym razem wydostać je z toni.

... I oszalały ze strachu żołnierz, zjadający - kartka po kartce - podartą przez siebie książkę łączności, zawierającą kody na najbliższe dni.

... Oto spotkanie spadochroniarza z Niemcem w szczerym polu, podczas którego wróg - tak samo zaskoczony, jak aliancki porucznik - oddając strzał, trafił w zamek karabinu przeciwnika. Gdy kula odbiła się rykoszetem, odwrócił się... i uciekł. Oficer także, ale w przeciwną stronę.

Tak to jest napisane. Błyski fleszy - jasne snopy, raz po raz rzucane w pochmurną noc. A gdy nastał poranek, oświetlił morze, zapełnione niemal po horyzont okrętami. I wyszli na brzeg młodzieńcy bynajmniej nie wspaniali, ludzie, którym nikt nie zazdrościł. Nie powiewały im sztandary bojowe, nie brzmiały dla nich rogi i trąbki. Ale oni właśnie tworzyli historię.

Po makabrze nocy rozpoczęła się groza dnia, który - nim się na dobre rozpoczął - trwał już od kilku godzin i zdążył pochłonąć tysiące ludzkich istnień. Groza najdłuższego dnia straszliwej światowej wojny.


Ryan Cornelius, Najdłuższy dzień (6 czerwca 1944),  przeł. Tadeusz Wójcik, wyd. 2, Warszawa, 1990, ISBN 83-07-01574-X (sygnatury: 129343, 144119) oraz wyd. z 1987 r. (sygnatura: 121702).