Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Nasze Skarby - Hieronim Gołębiewski, ”Obrazki rybackie z półwyspy [!] Helu” (1926)

Niebawem nadejdzie lato. Poczytamy coś o morzu?

Pierwsze wydanie książeczki datuje się na 1883 rok. W zbiorach posiadamy edycję trzecią. „Obrazki rybackie z półwyspy Helu” HIERONIMA GOŁĘBIEWSKIEGO (1845-1918), duchownego, literata, działacza społecznego, autora licznych publikacji na temat życia i obyczajowości Kaszubów helskich.

 „Wiele pięknych rzeczy na świecie, ale do najpiękniejszych należy morze.” To zdanie z rozdziału 9 mogłoby być mottem, ale tekst zaczyna się inaczej. Nawiązując do strofy „A czy znasz ty bracie młody” ze znanego kiedyś poematu, autor zapytuje:

„Znasz ty też Kaszubów? Wprawdzie nasz piewca Wincenty Pol wysławiając (…) polskie szczepy, o Kaszubach przepomniał, ale dzisiaj – każdy Polak zna ich i ceni. (…) Ale nie każdy, co pisze o Kaszubach, tem samem już zna Rybaki. A cóż to za kraj, te Rybaki? Przyjrzyj się Kaszubom na mapie; tam u góry, gdzie kraj do Bałtyku dochodzi, wysuwa się jakoby z ramienia ręka 6 mil długa, kładąc się na morze, jakoby, tę część Kaszub w posiadanie biorąc, powiedziała: i to morze jeszcze do Kaszub należy. Ta ręka piaszczysta, ta półwyspa helska, to są owi rybacy. Rybaki, których życie i obyczaje chciałem Ci w kilku obrazkach przedstawić, żebyś i Ty, miły czytelniku, poznał i pokochał tę rybacką ziemię, to „pokrewne twoje plemię””.

Całość zawiera się w dziesięciu rozdziałach z dodatkowym, jedenastym, jako zakończeniem. W „Poglądzie ogólnym” znajdujemy informacje geograficzne, geologiczne i onomastyczne o wioskach, a są to „Chałupy, Kusfeld, Jastarnia, Bór i Hela”. ”Lud rybacki” prezentuje mieszkańców: ich dbałość o pielęgnowanie polszczyzny (w czasie zaborów!), ubiór. Tu czytamy: „Ulubionym kolorem jest ciemnomodry jak morze, a na niedzielę noszą modre spodnie, modry krótki żakiet, modrą kamizelkę i modrą czapkę zamaszyście w tył zsuniętą.” Specyficzny strój kobiecy zaś zanika, choć charakterystyczne czapeczki nadal się powszechnie widuje. Miejscowi są bardzo zajęci pracą, do Gdańska „tylko za sprawunkami a nie dla rozrywki jeżdżą”.

Język kaszubski. Skomplikowany? Autor twierdzi, że przeciwnie: „dla Polaka prawie żadnej trudności nie przedstawia. (…) Osobliwością (…) jest to, że opuszcza i skraca bardzo wiele zgłosek i końcowej, które Polacy wymawiają, np. stateczk, kościółk, skowronk (…)”. Nazwiska mieszkańców często się powtarzają, a wśród imion dominują Jan i Józef, Anna i Marianna. Autor przyznaje, że zalecił nadawanie dzieciom imion zgodnych z kalendarzem i ochoczo go usłuchano.

„Domek rybacki”. Ten rozdział przynosi nie tylko tematykę „budowlaną” i etnograficzną (np. zamiłowanie miejscowych do palenia sobótek czy obraz wesela – nieszczególnie odbiegającego od ogólnopolskiego obyczaju), ale również przegląd dominujących potraw, których główną cechą jest „słoność”. „Potrawy niesłone, a choćby najlepsze, nie są lubiane, mianowicie słodkie (miodne) prawie w pogardzie. Wcale już rybacy pojąć nie mogą, jak to można jeść kartofle z maślanką.” „Któżby w kraju zjadał wrony! A tu są specjałem.” Ulubiony napój? „Bajersz” (piwo bawarskie) oraz tzw. wino rybackie – „z eteru, cukru, octu itd. składające się, ale tylko głowy rybackie to wino znieść mogą.”

Sporo uwagi poświęca Gołębiewski „Kościołowi rybackiemu” w Jastarni i religijności miejscowych, znających nieprzeliczone pieśni i chętnie uczestniczących w nabożeństwach. Najdłuższe – wielogodzinne – odbywało się w dzień zaduszny. „A zatem myśli sobie niejeden: przy tak licznych nabożeństwach rybacy powinni być prawie święci. Na to odpowiadam: wszędzie ludzie ludźmi.”

Dalsze rozdziały dotyczą głównego zajęcia mieszkańców i ich codzienności. Są to: „Rzemiosło rybackie”, „Pola rybackie”, „Wioski rybackie” (z genezą nazw), „Lasek rybacki”, „Okręt w strąndzie”. Sprawdziłyśmy w słowniku: „strąd” znaczy regionalnie „brzeg morski, wybrzeże”. Tu znajdziemy obszerny opis potęgi i urody morza. Wreszcie „Przejażdżka do Gdańska”, a na zakończenie: pieśń ułożona - na melodię krakowiaka! - w 1865 r. przez ks. Tomaszewskiego. Jej początek:

„Płynę sobie łódką, w ręku drugie wiosło,
Niemasz jak to nasze rybackie rzemiosło!
Rybackie rzemiosło na tych nurtach wody,
Gdzie sobie wciąż mile płynę wśród swobody (…)”

Piękny hołd oddany morzu i ludziom, którzy je znają, rozumieją i kochają.

Hieronim Gołębiewski, Obrazki rybackie z półwyspy Helu, wyd. 3, Pelplin, dr. i nakł. „Pielgrzym", 1926 (sygnatura: ZS 9091).

piątek, 1 czerwca 2018

Nie tylko Latający Holender. Najsławniejsze okręty widma

W czerwcu w Szczecinie będą obradować eksperci branży morskiej z całego świata. Odbędą się też liczne imprezy kulturalne, sportowe i rekreacyjne. Światowe Dni Morza, największe święto morskie ONZ, zagości nad Bałtyk! Z tej okazji chcemy napisać coś o tematyce marynistycznej. Może o najsławniejszych okrętach widmach?
źródło
Najstarsze legendy o nich pochodzą z Indii, Skandynawii i Rosji. Są znane również w folklorze amerykańskim, angielskim, chińskim, duńskim, francuskim, irlandzkim, kanadyjskim, niemieckim i szkockim. Według T.R. Bassetta (Legends and Superstitions of the Sea, 1924) widuje się je na Bałtyku i Morzu Sargassowym, zaś jeden z nich, próbując sforsować kanał La Manche, spowodował rysy na skałach nieopodal Dover. Inny autor, R.L. Brown (Phantoms of the Sea, 1972) opisuje straszne zjawiska, a wśród nich amerykańskiego Bezgłowego Marynarza, Statki Widma z Mielizny Goodwin i Głosy z Dna Morza, wydawane przez żeglarzy - topielców. A teraz kolejne przykłady.

Baychimo. Statek należący do firmy Hudson's Bay Company, przeznaczony do odbierania futer od Eskimosów i zaopatrywania ich w żywność. W 1931 r. został uwięziony wśród lodów w pobliżu Alaski. Załoga opuściła go i na lądzie oczekiwała na poprawę pogody. Jednak w nocy rozpętała się burza śnieżna, po której Baychimo zniknął. Uważano, że zatonął, ale do 1969 r. był często widywany na wodach terytorialnych Alaski.
źródło
Carroll A. Deering. W 1921 r. osiadł na mieliźnie w pobliżu Cape Hatteras (Północna Karolina). Ratownicy, którzy dotarli do niego po kilku dniach, nie stwierdzili żadnych uszkodzeń, ale zniknął dziennik pokładowy, sprzęt i łodzie ratunkowe. Spośród żywych istot pozostał tylko kot. W tym samym czasie w równie dziwnych okolicznościach zaginęło kilka innych statków.
źródło
Celeuche. Okręt piękny, oświetlony, pełen muzyki i śmiechu. W Chile jest nazywany statkiem czarowników. Pojawia się tylko na kilka chwil każdej nocy nieopodal wyspy Chiloe. Następnie znika lub zanurza się. Miejscowa legenda głosi, że pływają na nim duchy wszystkich ludzi, którzy utonęli w morzu.

Joyita. Jego zaginięcie nastąpiło w 1955 r. Poszukiwania trwały pięć tygodni. Po zlokalizowaniu statku okazało się, że dryfuje w znacznej odległości od docelowego portu. Nie  znaleziono liczącej 25 osób załogi ani ładunku, a jedynie torbę lekarską i zakrwawione bandaże. Żaden załogant nigdy się nie odnalazł.
źródło
Lady Lovibond. Żaglowiec zatonął w piątek, 13 lutego 1748 r., wraz ze wszystkimi osobami znajdującymi się na pokładzie. Miało to miejsce podczas uczty weselnej kapitana (Simona Peela). Przy sterze znajdował się niejaki Rivers, zakochany w pannie młodej i z zemsty skierował statek w rejon niebezpiecznej mielizny Goodwin (południowo-wschodnie wybrzeże Anglii). Odtąd co pół wieku powtarza się tu katastrofa z udziałem widmowego żaglowca i wszystkich ofiar tragedii. Relacja – w Haunted England (1940) Christiny Hole. 
źródło
Latający Holender (Flying Dutchman). Widywany od stuleci w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. W 1641 r. – dowodzony przez kapitana Hendrika Vanderdeckena - płynął tym szlakiem do Amsterdamu. Podczas straszliwej burzy kapitan krzyknął, że woli żeglować do Sądnego Dnia niż postawić okręt w dryf. Podobno musi tak pływać do czasu, aż znajdzie kapitana, który przyjmie od niego list z prośbą o przebaczenie. Jednak ci wolą go omijać, bo zwiastuje im pewną zgubę. Jest obecny w tekstach kultury, np. w operze (Holender tułacz Richarda Wagnera) i literaturze (Okręt Widmo Fredericka Marryata).
źródło
Mary Celeste. Brytyjski statek Dei Gratia napotkał tę amerykańską brygantynę 5 grudnia 1872 r. na morzu między Azorami a Lizboną. Była piękna pogoda. Marynarze brytyjscy, którzy weszli na Mary Celeste, nie zastali tam żadnej żywej istoty, chociaż szczątki nie dojedzonych potraw i nadpalona fajka wskazywały na to, że opuszczono ją w pośpiechu. Zapiski w dzienniku pokładowym urywały się na 25 listopada i nie wynikało z nich nic niepokojącego. Por. np. Poltergeist Over England (1945) Harry’ego Price’a.
źródło
Octavius. Płynął do Anglii ze Wschodu, kierując się w stronę Przejścia Północno-Zachodniego na Atlantyku. 1775 r. został odnaleziony (wraz z zamarzniętą załogą) u wybrzeży Grenlandii. Kapitan zamarzł siedząc i kończąc wpis do dziennika pokładowego z datą... 1762 roku! Statek dryfował więc 13 lat.

Ourang Medan. W 1947 r. jeden z członków jego załogi wysłał sygnał z prośbą o pomoc w pobliżu Cieśniny Malakka. Zawiadomił, że oprócz niego nikt nie żyje, a on sam umiera. Ratownicy z dwóch amerykańskich statków, którzy przybyli na miejsce, znaleźli nieuszkodzony okręt i martwą załogę. Wszyscy mieli przerażenie wymalowane na twarzach. Nikt jednak nie zdążył rozwikłać tej tajemnicy, bo prawie natychmiast rozpętały się pożar i seria eksplozji. 

Palatine. Żaglowiec amerykański, wiozący w 1752 r. grupę holenderskich emigrantów. Gdy dopływał do wybrzeży Rhode Island, w czasie straszliwej burzy zmarł jego kapitan, a zbuntowana załoga złupiła statek i uciekła na ląd w szalupach. Pozostawieni na łaskę losu pasażerowie przez kilka dni dryfowali po morzu, aż osiedli na mieliźnie u brzegów Block Island. Wówczas wdarli się na pokład tubylcy, a widząc, że nic nie pozostało do ukradzenia, podpalili statek i zepchnęli go z mielizny. Wypłynął na morze i od ponad dwustu lat, w kolejne rocznice tych wydarzeń, pojawia się u brzegów Ameryki Północnej.

Statek umarłych. Znana w wielu krajach legenda głosi, że ten statek - potrafiący żeglować w powietrzu - przypływa po marynarzy (szczególnie piratów) zmarłych na lądzie (wg A Survey of the Occult, 1935).

Takarabune. Legendarny japoński statek widmo, wiozący skarby i zawijający do portu w Nowy Rok. Przynosi szczęście każdemu, kto go zobaczy.
źródło
SS Valencia. Statek amerykański, płynący w 1906 r. z San Francisco do Seattle. Zatonął u wybrzeży Vancouver po uderzeniu w rafę podczas burzy. Spośród 108 pasażerów tylko 37 zdołało ocalić życie. Odtąd miejscowi rybacy widywali go ze szkieletami na pokładzie.
źródło
Dodatek 1. Nocny Człowiek (Night Man). Duch pojawiający się na wyspie Man (Morze Irlandzkie), nastawiony przyjaźnie wobec ludzi. Ostrzega przed mającymi nastąpić sztormami krzykiem lub ukazaniem się w obłoku mgły.
źródło
Dodatek 2. Titanic wprawdzie nie straszy, ale należy mu się specjalne wspomnienie. Pisałyśmy o nim TUTAJ. I jeszcze kilka najsławniejszych książek o okrętach: Joseph Conrad i Frederick Marryat - zasadniczo wszystko, co napisali, bo należą do wiodących marynistów, Polowanie na Czerwony Październik Toma Clancy'ego, Czerwony Korsarz Jamesa Fenimoore'a Coopera, Robinson Crusoe Daniela Defoe, Wilk morski Jacka Londona, Moby Dick albo Biały Wieloryb Hermana Melville'a, 20 000 mil podmorskiej żeglugi Julesa Verne'a.
źródło