Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joseph Conrad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joseph Conrad. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2020

Książki (nie)zapomniane – Na granicy cienia

Z pozoru – powieść marynistyczna. Patrząc głębiej, dostrzeżemy prozę psychologiczną. Dlaczego zatem Smuga cienia. Wyznanie (The Shadow Line. A Confession) JOSEPHA CONRADA (1857-1924) bywała i nadal czasami jest uznawana za… horror? Bo może ma jeszcze kolejne dno (lub dna). Czy to tylko autobiograficzne wspomnienie?...

Gdzieś na wschodnich morzach rozegrała się tragedia. Zmarł nielubiany dowódca statku. W tym samym czasie młody marynarz z innego okrętu, czyli narrator, podjął decyzję o opuszczeniu go i powrocie do dalekiej ojczyzny. Wyszedł na ląd w Bangkoku. 

Załoga pierwszej jednostki i narrator spotykają się w tym samym porcie. Zaczyna się ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Doświadczony dowódca, akurat tu przebywający, podpowiada Josephowi, by zrezygnował z podróży do ojczyzny i przyjął wakujące stanowisko. Można by powiedzieć, że wywiera na niego dyskretną, ale skuteczną presję. Młody człowiek podejmuje wyzwanie.

Wypływają. I zaczynają się problemy. Najpierw sprawia je Burns, pierwszy oficer. Niełatwo dostrzec, że żywi sporą niechęć do zmarłego. Niebawem okaże się, że coś więcej. Jawną wrogość. Potem nastanie cisza morska. I niemiłosiernie będzie się przeciągać. A załoga zacznie chorować na febrę. Wówczas wyjdzie na jaw, że zapasy chininy zostały podmienione i w apteczce znajduje się bezużyteczny proszek.

Choroba dziwnym trafem omija tylko dwie osoby: narratora i kucharza Ransome’a. Ci dwaj muszą przejąć wszystkie obowiązki załogi. Pracują nad siły. Bez wytchnienia. Dniem i nocą. W jakimś transie. Wreszcie wiatr zaczyna wiać. Słabo. Ale można żeglować. A Burns nie chce odpoczywać. Złorzeczy zmarłemu kapitanowi, obciążając go winą za obecne niepowodzenia. Widzi w nich działanie nadprzyrodzonych, niesprzyjających sił. I siłą woli pomaga prowadzić okręt do bezpiecznego przeznaczenia.

Gdy po trzech tygodniach gehenny wszyscy dopływają do celu, nikt nie potrafi stwierdzić, jakim cudem przeżyli. Kapitan słania się na nogach i czuje się już w pełni dojrzałym człowiekiem. Jakby przeżył nie dni, ale lata. Zaś uczynny i pomocny Ransome nagle zaczyna drżeć o swoje życie. Dopiero teraz może pozwolić sobie na słabość. 

Łatwo dostrzec, że tytuł – literalnie – nie oznacza „smugi” lecz zdecydowaną granicę między światłem a cieniem. Oczywista interpretacja przychodzi natychmiast: to nieoczekiwane, brutalne wkroczenie młodzika w wielowymiarową „dorosłość”. Czyli powieść jawiłaby się w tym kontekście jako swoista Bildungsroman. Ale mnie (pisze p. Basia) podczas czytania nieoczekiwanie nasunął się fragment ze Słowackiego:

Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie.


Przecież doświadczony kapitan kazał porzucić myśl o ojczyźnie i wyruszyć z nową załogą. Jeszcze dalej od Domu. Pewnie to tylko luźne skojarzenie, bo poza tą uwagą narrator nigdzie nie rozwija wątku, ale – w kontekście późniejszej twórczości Conrada, a głównie Lorda Jima - może mam prawo tak pomyśleć…

Niech każdy zinterpretuje utwór, jak zechce. Może to proza wspomnieniowa, autobiograficzna. A może powieść psychologiczna. Nawet kryminał czy horror. Byle ją czytać, bo warto. Ten pisarz uchodzi za „trudnego”. Ale swoją twórczością otwiera tajemnicze okno, przez które wdziera się w nasze życie ożywczy wiatr z dalekich mórz i lądów. Wiatr egzotyczny, swobodny, pełen niejasnych obietnic i kuszących tajemnic. Obietnica Przygody.

Ps. O twórczości Conrada pisałyśmy kilkakrotnie, przedstawiając m.in. Amy Foster (TUTAJ), Zwierciadło morza (TUTAJ), Jądro ciemności (TUTAJ), jego poglądy na temat zatonięcia "Titanica" (TUTAJ), adaptacje filmowe prozy (TUTAJ i TUTAJ) oraz portret Conrada w utworach innych pisarzy (TUTAJ).


Conrad Joseph, Smuga cienia, przekł. i posłowie Jan Józef Szczepański, Wrocław, Warszawa 1994 (sygnatura: cz D VIII-7/9).
Conrad Joseph, Smuga cienia. Wyznanie, przeł. Jan Józef Szczepański, Warszawa 1973 (sygnatura: cz D I-1/18 a).
Conrad Joseph, Smuga cienia. Wyznanie, przeł. Jan Józef Szczepański, Katowice 1989. ISBN 83-7025-011-4 (sygnatury: 129344, 129960).

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Pokaz aroganckiego szaleństwa na tle nieubłaganego morza. Tragedia "Titanica" w artykułach Josepha Conrada

Wczoraj (15 kwietnia) minęła kolejna rocznica katastrofy "Titanica". W zbiorach posiadamy dwa artykuły, które w 1912 roku napisał na jej temat Joseph Conrad. Padają w nich słowa surowej oceny wobec komisji badającej tragedię, dziennikarzy, samych podróżujących. Okręt przeszedł do historii. Powstało o nim sporo książek, piosenek i filmów (pisałyśmy o nich TUTAJ). Warto na chwilę oderwać się od tych ujęć i poznać opinię człowieka, który morze kochał i znał jak mało kto.
źródło
Oto fragmenty artykułu Kilka refleksji w związku z zatonięciem "Titanica":

Z pewną goryczą trzeba sobie powiedzieć, że utracony s.s. "Titanic" miał "dobrą prasę". Może dlatego, że nie czytuję wielu dzienników (nigdy nie widziałem tylu naraz porozkładanych po mym pokoju), wydaje mi się niekonsekwentnie wesoły wygląd białych miejsc i wielkich liter nagłówków, nieprzyjemnego skutku gorączkowego eksploatowania sensacyjnej niespodzianki. I jeśli kiedykolwiek utrata statku odpowiadała definicji "siły wyższej" - według warunków konosamentu - to tak było tym razem, a to z powodu jej rozmiaru, nagłości i dotkliwości; i z powodu oczyszczającego wpływu, jaki powinna mieć na zadufaną w sobie ludzkość.

Konosament - dokument żeglugowy, zawierający niektóre klauzule ograniczające odpowiedzialność przewoźnika.
źródło
Nasze dawne statki wielorybnicze, mimo najbardziej umiejętnego manewrowania, ulegały zbijającym z nóg wstrząsom podczas przedzierania się przez gruby lód w Cieśninie Baffina, a jednak pływały przez całe lata. "Titanic" zatonął, kiedy tylko otarł się, jeśli wierzyć ostatnim sprawozdaniom, nie o wielką i względnie dobrze widoczną, górę lodową, lecz, jak podejrzewam, o niską krawędź grubej tafli lodu. Tonął całkiem powoli (...). Zatonięcie okrętu wywołało nie tylko żal i smutek z powodu straty tylu istnień ludzkich, ale także zdziwienie i konsternację, że coś takiego w ogóle mogło się zdarzyć. Dlaczego? Buduje się z cienkiej stali 45 000-tonowy hotel dla paru tysięcy bogatych ludzi (bo gdyby ten statek miał służyć tylko emigrantom, nie przesadzono by tak z jego ogromem), z wnętrzami w stylu faraonów albo Ludwika XV - wszystko jedno jakim - i dla przyjemności wyżej wspomnianej garstki durniów, którzy nie wiedzą, co robić z pieniędzmi, ładuje się na tego kolosa 2000 ludzi i pozwala płynąć przez ocean z szybkością 21 węzłów, zdobywając poklask dwu kontynentów. Doskonały to pokaz nowoczesnego ślepego zaufania do mocy materiału i niezawodności urządzeń. I potem okręt tonie. Ogólna wrzawa. Ślepe zaufanie do mocy materiału i niezawodności urządzeń otrzymało straszliwy cios. Że nie wspomnę już o łatwowierności, z jaką ludzie zwykli przyjmować za dobrą monetę wszystko, co im próbują wmówić rozmaici specjaliści, technicy i urzędnicy, goniący za zyskiem albo rozgłosem. Jesteście tym zdumieni i głęboko wstrząśnięci. A czegóż innego w tych warunkach mogliście się państwo spodziewać?
źródło
Pierwszą refleksją, jaka nasuwa się po przeczytaniu sprawozdań z przebiegu wypadku, jest ta, że ten nieszczęśliwy okręt wyminąłby pewnie przeszkodę, gdyby był krótszy o paręset stóp. Ale wówczas nie starczyłoby na nim miejsca na basen kąpielowy ani na kawiarnię urządzoną po francusku.
źródło
Wszyscy płynący na "Titanicu" żyli w złudnym poczuciu bezpieczeństwa. Jak bardzo łudzili się, okazało się dostatecznie jasno. A jak mocne były ich złudzenia, to pokazał fakt raczej nie podlegający wątpliwości, że niektórzy pasażerowie naprawdę nie chcieli schodzić do łodzi ratunkowych, kiedy im kazano. Przy tej sposobności okazało się, jak szwankuje dyscyplina na statkach, w jaki sposób panuje się nad pasażerami w obliczu nieubłaganego morza. Tym ludziom wydawało się, że to sprawa ich wolnego wyboru, gdy tymczasem rozkaz opuszczenia okrętu powinien być wykonany bezwzględnie przez wszystkich, bez dyskusji i szybko, a ludzie do tego wyznaczeni powinni natychmiast egzekwować go przymusowo, według ustalonego porządku i sprawnie. I na nic się nie zda mówienie, że to rzecz niewykonalna, bo tak nie jest. To wszystko nieraz wykonywano. Trzeba tylko, aby sam statek i liczba ludzi na jego pokładzie były możliwe do opanowania. To jest najważniejszy warunek bezpieczeństwa.
źródło
Tak, materiały mogą zawieść i ludzie także czasami zawodzą. Ale na ludziach, byle tylko nie odebrać im szansy, częściej można polegać niż na stali, tej cudownej cienkiej stali, z której buduje się burty i grodzie nowoczesnych lewiatanów morza.
źródło
Teraz fragmenty artykułu Pewne aspekty chwalebnego śledztwa w sprawie zatonięcia "Titanica":

Wiem bardzo dobrze, że załogi maszynowe w chwilach niebezpieczeństwa nie trzęsą się o swoje życie, lecz, o ile znałem tych ludzi, czynią spokojnie, co do nich należy. Wszyscy musimy kiedyś umrzeć; ale (...) człowiek powinien chociaż mieć szansę, jeśli nie walczenia o życie, to przynajmniej umierania w przyzwoity sposób. Już samo siedzenie tam w dole jest niezbyt przyjemne, kiedy okręt znajduje się w niebezpieczeństwie i nie można być pewnym, czy się dożyje następnej chwili, ale topić się w zamknięciu pod pokładem - to już nadmiar złego. Można się obawiać, że część załogi "Titanica" zginęła właśnie w ten sposób. Zamknięta w przegródkach - że tak powiem. Proszę tylko pomyśleć, co to znaczy! Nie może być okropniejszej śmierci, chyba że komuś zdarzy się zostać zasypanym żywcem w jakiejś grocie, kopalni czy rodzinnym grobowcu.
źródło
Nie jestem sentymentalny, więc niewielka to dla mnie pociecha, że popularna Prasa nadaje tym wszystkim ludziom tytuł "bohaterów". Żadna pociecha. W trudnych chwilach, w najtrudniejszych chwilach większość ludzi (...) zachowuje się przyzwoicie. Tylko dziennikarze zdają się o tym nie wiedzieć. Stąd zapewne bierze się ich entuzjazm. Ale ja, nie będąc sentymentalnym, uważam, że byłoby ładniej, gdyby orkiestra "Titanica" została po prostu uratowana, zamiast grać aż do końca (...). Wolałbym raczej, by ich uratowano, aby mogli utrzymywać swe rodziny, niż widzieć ich rodziny na utrzymaniu tych, co ze wspaniałą hojnością składają datki. Nie pocieszają mnie fałszywe, dokładnie opisane, teatralne aspekty tego wydarzenia, które nie jest dramatem, ani melodramatem, ani tragedią, ale pokazem aroganckiego szaleństwa. (...) Tak wygląda prawda. Prawda bez sentymentalizmu, bez romantycznych szat, w które Prasa drapuje to najzupełniej niepotrzebne nieszczęście.
źródło
Conrad Joseph, Kilka refleksji w związku z zatonięciem "Titanica"; Pewne aspekty chwalebnego śledztwa w sprawie zatonięcia "Titanica", przeł. Józef Miłobędzki, w: tegoż, Dzieła, t. 21, O życiu i literaturze, przeł. Maria Boduszyńska-Borowikowa i Józef Miłobędzki, Warszawa 1974, s. 167-183, 184-204 (sygnatura: cz D I-1/21 a)

środa, 28 marca 2018

Kącik Maturzysty: 73. Lektury. Joseph Conrad, Jądro ciemności

I wydanie. 1899 rok.

Narracja.
Dwaj narratorzy:
- trzecioosobowy, wprowadzający czytelnika w ramową sytuację, zachodzącą w czasie teraźniejszym. Wraz z trzema przyjaciółmi i kapitanem płynie na statku „Nellie” w dół Tamizy;
- Marlow (jeden z pasażerów) - podczas odpływu opowiada, co kiedyś przeżył w Afryce. To: 1/ naoczny świadek wydarzeń w Kongu; 2/ wyraziciel poglądów autora.
J. Conrad
Bohaterowie.
- Marlow - ascetycznie wyglądający marynarz. Przemierzając Afrykę - doznaje duchowej przemiany. Z bliska dostrzega, że wizja zdobycia majątku ma na człowieka (Kurtza) wielki, destrukcyjny wpływ. Jednak po powrocie do Europy tuszuje prawdę o degradacji Kurtza.
- Kurtz - główny bohater relacji Marlowa; człowiek bezwzględnie dążący do absolutnego panowania w dziczy, będący zarazem obiektem uwielbienia, ale i strachu miejscowych. Indywidualista. Jego matka - "pół krwi Angielką, ojciec - na wpół Francuzem. W jego żyłach płynęła krew całej Europy". Symbol europejskiej, bezwzględnej ekspansji kolonialnej.
- Inni bohaterowie. Większość z nich jest określona rzeczownikami pospolitymi, bez indywidualizujących ich nazwisk, np. dyrektor, fabrykant cegły itp.
źródło
Temat. Kolonizacja Konga. Bezwzględna eksploatacja tubylców, grabieżcza polityka, marnotrawstwo surowców i sił, zawieszenie wszelkich norm, nieudolność, demoralizacja i okrucieństwo białych kolonizatorów. Nielogiczne działania, np. na Stacji Centralnej przebywa wytwórca cegieł, który żadnej cegły nie wyprodukował; biały - wraz z oddziałem Murzynów - pilnuje porządku na drodze, której nie ma; środkiem płatniczym za niewolniczą pracę jest - zupełnie nieprzydatny w dżungli - miedziany drut.

Przebieg zdarzeń.
a) Prolog. Przedstawienie pasażerów okrętu („Nellie”) na Tamizie. Rozważania na temat kolonizacji (w scenerii zachodzącego słońca). Już tu pojawia się podstawowa opozycja: jasność – ciemność.
b) Opowieść Marlowa, który stale pozostaje na pierwszym planie, choć bohaterem jego opowiadania jest Kurtz (pojawiający się w nim zresztą dość późno). Podróż Marlowa „do wnętrza”, czyli wędrówka: 1/ przestrzenna - w głąb dżungli oraz 2/ w głąb siebie - poszerzanie doświadczeń moralnych.
- Odbiór nominacji od dyrektora spółki.
- Dalsze kręgi „wtajemniczenia”: podróż do Konga. – Stacja spółki. – Piesza podróż lądem do Stacji Centralnej.
- Coraz głębiej w stronę ciemności: poznanie ludzi budujących kolej, osobiste poznanie Kurtza i śmierć tego ostatniego.
- Choroba Marlowa i powrót do Europy. – Załatwianie spraw związanych z Kurtzem i kłamstwo wobec jego narzeczonej.
Wolne Państwo Kongo, źródło
Symbolizm. Wiele przedmiotów, sytuacji i zdarzeń ma znaczenie symboliczne, np. podróż, gaj śmierci, sceneria (Tamiza i Kongo), atmosfera (światło i ciemność). Są tu też motywy częste u francuskich symbolistów (np. Artura Rimbauda): „duchowa podróż odkrywcza” (głównie przez egzotyczną dżunglę); nastrój marzenia sennego, koszmaru i halucynacji; prezentacja skrajnych przeżyć.

Tytuł. Jądro ciemności to określenie:
- rabunkowej, niemoralnej działalności kolonizatorów;
- śmierci niesionej miejscowym przez białych;
- duszy człowieka, zniszczonej przez żądzę pieniądza i władzy;
- pierwotnych instynktów ludzkich, spotęgowanych przez poczucie bezkarności oraz pobyt w dzikiej głuszy.

Ciemność jest w dżungli, ale także nad Tamizą (słońce zachodzi), w Londynie, bo tutaj często  zapadają decyzje odnośnie do działań w Afryce. Skojarzenia z wędrówką Dantego (Boska Komedia). Tamten miał jednak przewodnika i niebiański cel, a Marlow zdaje się przemierzać labirynt zła, z którego nie ma wyjścia. Zważywszy to, a także niewyjawienie przez Marlowa prawdy o Kurtzu, pojawiają się pytania:
- Czy zakończenie można uznać - jak twierdzili niektórzy krytycy - za nihilistyczne?
- Czy jest ono - mimo wszystko - wyrazem swoistego podziwu dla tej nieprzeciętnej, choć zdemoralizowanej (przez warunki zewnętrzne, poczucie bezkarności i naturalną skłonność do zła) jednostki?
- A może Marlow w pewnym sensie "rozgrzesza" Kurtza, gdyż – jak uważa - w jego ostatnich słowach usłyszał przyznanie się do zła?

Tytuł sprawia wrażenie oksymoronu: Heart of Darkness. Ian Watt pisze o nim (por. bibliografia):

Oba użyte przez Conrada rzeczowniki naładowane są sugestiami fizycznymi i moralnymi (…) łączą się z sobą budząc uczucie zaskoczenia, które przygotowuje czytelnika na spotkanie z czymś poza jego normalnymi oczekiwaniami (…) bardziej konkretny z dwóch rzeczowników, „jądro”, zajmuje strategiczny punkt centralny wewnątrz bezkształtnej i nieskończonej abstrakcji, „ciemności”; kombinacja tych dwóch wyrazów sprzeciwia się zarówno wyobrażeniu wzrokowemu, jak i logice. W jaki sposób coś nieograniczonego, jak ciemność, może mieć ograniczony ośrodek życia i czucia? Jak może bezkształtna nieobecność światła zagęścić się w ukształtowaną, pulsującą obecność? I co mamy począć z faktem, że „dobra” istność w postaci jądra (= serca; ang. heart) staje się (…) nadrzędną częścią istności „złej” w postaci ciemności?
źródło
Impresjonizm. Przedstawienie doraźnych wrażeń Marlowa. Akcentowanie przez niego trudności w pojmowaniu i przekazywaniu osobistego przeżycia. Także: sceneria opowiadania (statek na Tamizie, nad którym zapada noc).
źródło
Opozycje i kontrasty.
- Światło  - ciemność.
- Cywilizacja - dzicz.
- Postęp – regres, także w sensie moralnym, ale również fizycznym (Kurtz pełznący „na czworakach” w kierunku obrzędowych ognisk).
- Prawda – kłamstwo.
- Realia – ideał.

Główne motywy literackie. Europejczycy, kolonializm, podróż (w przestrzeni i w głąb siebie), władza, zło.
źródło
Bibliografia (wybór, wszystkie pozycje dostępne w PBW)
Chomiuk Aleksandra, Podróż do kresu pewnego doświadczenia, "Polonistyka" 2003, nr 1, s. 21-26
Francuz Aleksandra, Jądro ciemności - Marlowa sen o krańcu, "Język Polski w Liceum" 2013/2014, nr 3, s. 75-80
Koc Barbara, "Jądro ciemności" Conrada w stulecie istnienia, "Przegląd Humanistyczny" 2000, nr 1/2, s. 107-114
Koc Barbara, Zdobywca w „Jądrze ciemności” Conrada, "Polonistyka" 1985, nr 1, s. 21-27
Przybyła Wiesław, Jądro ciemności Józefa Conrada, "Język Polski w Liceum" 2008/2009, z. 3, s. 61-69
Watt Ian, Conrad w wieku dziewiętnastym, tł. Maria Boduszyńska-Borowikowa, Gdańsk 1984. ISBN 83-215-7830-6

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Nasz Mały Leksykon Filmowy. Morze, egzotyka i przygoda, czyli adaptacje filmowe twórczości Josepha Conrada (cz. 2)

Pojedynek (1908)

Pojedynek (1977, reż. Ridley Scott, Wielka Brytania). Porucznik d’Hubert, doręcza innemu oficerowi rozkaz pozostania w areszcie domowym. Ta prosta czynność jednak znacząco wpłynie na jego dalsze życie, z czego początkowo nie zdaje sobie sprawy.
Źródło
Powrót (1898)

Jej powrót (1974, TV, reż. Witold Orzechowski, Polska). Ustabilizowany życiowo Edward znajduje pewnego dnia list od żony, w którym informuje go o swym odejściu. Jednak jeszcze tego samego dnia kobieta niespodziewanie powraca. Małżonkowie muszą wszystko poukładać w swym życiu na nowo. A nic już nie wydaje się oczywiste. Akcja utworu Conrada rozgrywa się w Londynie (XIX w.), tu została przeniesiona do Polski okresu międzywojennego. Kolejna adaptacja utworu nosi tytuł Gabrielle (2005, reż. Patrice Chéreau, Francja, Niemcy, Włochy).
Źródło
Przygoda (1903)

Przygoda (1927, reż. John S. Robertson, USA, kopia zaginęła). Sędzia z Karaibów, Balthasar, zamierza ożenić się z uprowadzoną przez siebie Serafiną. Tymczasem na wyspę przybywa Hiszpan, kapitan José Armando. Usiłuje uwolnić dziewczynę z rąk przewrotnego sędziego. Uwaga! U Conrada - zamiast Hiszpana - mamy bogatego Anglika!

Smuga cienia (1917)

Smuga cienia (1976, reż. Andrzej Wajda, Polska, Wielka Brytania). Młody i niedoświadczony oficer marynarki handlowej, Polak z pochodzenia, obejmuje dowództwo na okręcie płynącym z Bangkoku do Singapuru. Kapitan tej jednostki nagle zmarł. Ale wśród załogi wybucha epidemia. A pierwszy oficer - jedyny doświadczony marynarz na pokładzie - nie kryje niechęci do Polaka. Wkrótce on sam także zaczyna chorować na cholerę.

Szaleństwo Alamayera (1895)

Szaleństwo Alamayera (1972, TV, reż. Vittorio Cottafavi, Francja, Niemcy, Wochy). Kaspar Almayer, choć Europejczyk z pochodzenia, mieszka wśród Malajów. Ideą jego życia jest zapewnienie córce wysokiej pozycji społecznej, choć "towarzystwo" odnosi się do dziewczyny z pogardą. 
Źródło
Tajemny wspólnik (1910, wyd. 1913)

Tajemny wspólnik (1950, reż. George F. Kerr, Wielka Brytania). Leggatt, morderca, wdziera się nocą na okręt młodego, niedoświadczonego kapitana. Ten ostatni postanawia ukryć go w swej kajucie, a potem umożliwić mu bezpieczne opuszczenie statku. Ta decyzja wiąże się z ogromnym ryzykiem zahaczenia o przybrzeżne skały. Całej załodze grozi śmiertelne niebezpieczeństwo... Kolejne adaptacje, to Twarzą w twarz (1952, reż. John Brahm, USA) oraz Ukryty sojusznik (1988, reż. Philippe Condroyer, Francja). W tej ostatniej adaptacji uciekinier i kapitan otrzymują inne imiona, ale akcja na ogół rozwija się tak samo, jak w literackim pierwowzorze.

Tajny agent (1907)

Tajny agent (Sabotage, A Woman Alone, I Married a Murderer, 1936, reż. Alfred Hitchcock, Wielka Brytania). Anarchista i podwójny agent, Verloc, zostaje zmuszony do przeprowadzenia zamachu bombowego. Jednak sprawy skomplikują się, gdy fach, którego podjął się dla pieniędzy, będzie kosztował życie brata jego żony, która postanowi się zemścić... To bardzo popularny wśród reżyserów utwór Conrada. Oto kolejne adaptacje: Tajny agent (1967, TV, reż. Gerald Blake, Wielka Brytania), Tajny agent (1978, miniserial TV, reż. Antonio Calenda, Włochy), Tajny agent (1992, serial TV, reż. David Drury, Wielka Brytania), Tajny agent (1996, reż. Christopher Hampton, USA, Wielka Brytania).
Źródło
W oczach Zachodu (1911)

W oczach Zachodu (Prowokator, Razumov, 1936, reż. Mark Allégret, Francja). Rewolucja w Rosji. Razumov udziela w swym mieszkaniu schronienia należącemu do organizacji terrorystycznej Haldinowi, który zabił przedstawiciela władzy. Jednak - w obawie przed oskarżeniem o współudział - decyduje się na denuncjację przyjaciela. Mimo to zostaje oskarżony i aby ratować życie, zgadza się pracować dla carskiej policji. Jednak w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, w jakim znajduje się jego ukochana, przyznaje się do zdrady. Ratując ją, sam traci życie. Kolejny film o losach Razumowa, tym razem serial, nakręcono we Włoszech: W oczach Zachodu (1979, reż. Vittorio Cottafavi).

Wykolejeniec (Wyrzutek, 1896)

Wykolejeniec (Awanturnik z Malezji, 1952, reż. Carol Reed, Wielka Brytania). Willems - jako dziecko - otrzymał pomoc od kapitana Lingarda. Później zostaje piratem. Z miłości do kobiety zdradza jej ojcu handlową tajemnicę Lingarda.

Z powodu dolarów (Dla dolarów, 1915)

Laughing Anne (Between the Tides, 1953, reż. Herbert Wilcox, USA, Wielka Brytania). Anne, nazywana "Laughing Anne", śpiewa w renomowanym paryskim klubie. Po okaleczeniu jej kochanka, Farrella (boksera), podczas jednej z walk, oboje postanawiają odpłynąć na Jawę. Tam Anne znajduje pracę w podrzędnej knajpie. Wiedzie nędzne życie u boku kaleki. Gdy otwiera się przed nią szansa poprawy bytu, czyli ucieczki do Singapuru z kapitanem Davidsonem, korzysta z okazji. Jednak wkrótce wraca do Farrella. Mijają lata. Davidson - przewożąc wartościowy ładunek - ponownie zawija w te strony. Znowu namawia kobietę do opuszczenia kochanka. Ten ostatni zaś postanawia wzbogacić się zabierając kapitanowi ładunek...
Źródło
Zwycięstwo (1915)

Zwycięstwo (1919, reż. Maurice Tourneur, USA). Alma występuje w hotelu jako skrzypaczka, ale jej rola sprowadza się nie tylko do tego. Pewnego wieczoru poznaje pana Heysta, który samotniczo mieszka na pobliskiej wyspie. Mężczyzna, widząc, jak dziewczyna jest traktowana przez właścicieli hotelowej kawiarni i dyrygenta orkiestry, zabiera ją na wyspę. Ale to stanie się początkiem wielu problemów... Kolejna adaptacja, z 1930 roku, zaginęła. Nosiła tytuł Niebezpieczny raj (reż. Ryszard Ordyński, USA). Twórcy następnej, zatytułowanej znowu Zwycięstwo (1940, reż. John Cromwell, USA), przenieśli czas akcji z XIX wieku do lat trzydziestych XX stulecia i dokonali jeszcze kilku istotnych zmian. Pan Escher żyje samotniczo na własnej wyspie usytuowanej na Morzu Jawajskim. Jednak pewnego dnia musi popłynąć na stały ląd. Tu poznaje Julię. Zabiera ją ze sobą, ale tajemniczy pan Jones i jego wspólnik udają się w ślad za nimi... I jeszcze dwie adaptacje: Devil's Paradise (1986, reż. Vadim Glowna, Niemcy) oraz Zwycięstwo (1995, reż. Mark Peploe, Francja, Niemcy, Wielka Brytania). W tej ostatniej bohater znowu nazywa się Axel Heyst. Zasadnicze realia i treść książki zostały zachowane.
Źródło

piątek, 16 czerwca 2017

Nasz Mały Leksykon Filmowy. Morze, egzotyka i przygoda, czyli adaptacje filmowe twórczości Josepha Conrada (cz. 1)

To na pewno nie są wszystkie filmy. Można wyliczyć ich więcej. Ale chyba są tu wszystkie ważniejsze adaptacje filmowe twórczości literackiej Josepha Conrada. Jest co oglądać! Kto kocha morze, egzotykę, przygodę, może da się zachęcić do obejrzenia niektórych obrazów? Zresztą, na pewno niejeden już widzieliśmy. Na przykład Czas Apokalipsy... A inne?

Amy Foster (1901, wyd. 1903)

Kochankowie sztormowego morza (Swept from the Sea, 1997, reż. Beeban Kidron, Kanada, USA, Wielka Brytania). Kornwalia. Amy Foster, służąca doktora Jamesa Kennedy'ego, jest nieślubnym dzieckiem, dlatego pracodawca traktuje ją pogardliwie. Podobnie, jak całe otoczenie. Pewnego dnia stroniąca od ludzi dziewczyna niesie pomoc młodemu rozbitkowi, Yanko Gooralowi, obcokrajowcowi, jedynemu ocalałemu z okrętu płynącego do Ameryki. Doktor użycza mężczyźnie schronienia pod swym dachem, ale niechętnie patrzy na jego miłość do Amy. Tragedia jest więc tylko kwestią czasu...
Źródło
Freja z siedmiu wysp (1910-1911, wyd. 1912)

Freja z siedmiu wysp (1972, TV, reż.  Jean-Pierre Gallo, Francja, Niemcy, Włochy).  Nelson, holenderski kupiec, mieszka na jednej z wysp w holenderskich Indiach Wschodnich. O względy jego córki rywalizują angielski kapitan brygu i oficer holenderskiej marynarki wojennej. Freja wybiera ucieczkę z Anglikiem.

Jądro ciemności (1899, wyd. 1902)

Czas Apokalipsy (1979, reż. Francis Ford Coppola, USA). Historia kapitana Willarda, który w realiach wojny wietnamskiej otrzymuje misję odnalezienia i zamordowania ukrywającego się w puszczy szalonego, zbuntowanego pułkownika Kurtza, który w głuszy założył własne państwo i walczy przeciwko podwójnemu wrogowi - Amerykanom i Wietnamczykom.

Jądro ciemności (1993, reż. Nicolas Roeg, USA). Kapitan Charles Marlow wypływa do Afryki, gdzie handluje z mieszkańcami kością słoniową. Podczas wędrówki wzdłuż rzeki Kongo dociera do usytuowanego w dżungli punktu wymiany, w którym niepodzielnie włada obłąkany Kurtz. W tej ostatniej roli świetny John Malkovich.
Windigo (1994, reż. Robert Morin, Kanada). Eddy Laroche przewodzi walce rodowitych Amerykanów z rządem o niepodległość małego skrawka Kanady. Domaga się obecności  mediów w trakcie swych negocjacji z rządem. Zarówno więc reporterzy, jak negocjatorzy i przedstawiciele rządu muszą popłynąć statkiem do miejsca, gdzie protestuje Laroche. Podróż jest pełna niebezpieczeństw...

Czas apokalipsy. Powrót (Apocalypse Now, 2001, reż. Francis Ford Coppola, USA). Ponad 20 lat po nakręceniu Czasu Apokalipsy powstała nowa, dłuższa wersja. Reżyser dodał 50 minut, których uprzednio nie wykorzystał.
Źródło
Apocalypse Oz (2006, krótkometrażowy, reż. Ewan Telford, USA). "Kombinacja" Czasu Apokalipsy i Czarnoksiężnika z krainy Oz. Dorothy Willard, w której żyłach płynie zarówno amerykańska, jak wietnamska krew, ucieka od krewnych, u których mieszka. Pragnie odnaleźć swego szalonego ojca, walczącego niegdyś w wojnie wietnamskiej, posługującego się pseudonimem Czarnoksiężnik.

Jutro (1903)

Jutro (1973, film muzyczny, TV, reż. Bogdan Hussakowski, libretto Jerzy Stanisław Sito, Polska). Opowieść o nadziei, czyli o mężczyźnie, który przez wiele lat szuka syna zbiegłego przed laty na morze. Uparcie wierzy, że ten powróci już jutro... I spełnia się marzenie, ale rzeczywistość do niego nie dorasta. Nic już nie może zapobiec tragedii...

Korsarz (1923)

Awanturnik (1967, reż. Terence Young, Wielka Brytania, Włochy). Były pirat, Peyrol, wstępuje w szeregi kontrrewolucjonistów w porewolucyjnej Francji. Zatrzymany przez policję, ucieka, ratując jednocześnie młodą kobietę. Znajduje azyl w domu jej i jej ciotki. Jednak miłość do kobiety i obowiązki względem kontrrewolucjonistów są ze sobą sprzeczne...
Korsarz (1983, serial TV, reż. Franco Giraldi, Włochy). Starzejący się pirat Peyrol postanawia rozstać się z korsarstwem na dalekich morzach i wrócić do ojczyzny, Francji, by osiąść na farmie. Kolejna adaptacja filmowa utworu Conrada.
Źródło
Lord Jim (1900)

Lord Jim (1925, niemy, reż. Victor Fleming, USA). Kapitan Jim ucieka wraz z załogą z tonącego okrętu. W porcie okazuje się, że okręt nie poszedł na dno. Jim dobrowolnie stawia się na procesie. Wyrzuty sumienia każą mu szukać ekspiacji w odległej krainie. W Patusanie. Późniejsza adaptacja - 1965, reż. Richard Brooks, USA, Wielka Brytania.
Źródło
Nostromo (1904)

Nostromo (1997, miniserial TV, reż. Alistair Reid, Hiszpania, Niemcy, USA, Wielka Brytania Włochy). Charles Gould dziedziczy po zamordowanym przez powstańców ojcu nieczynną kopalnię srebra w kraju Costaguana. Zamierza ją reaktywować, ale rebelianci mu w tym przeszkadzają. Charles zleca Nostromo przewiezienie srebra, ale ten - wraz z towarzyszącym mu wspólnikiem - po uszkodzeniu statku zakopuje ładunek na bezludnej wyspie. Tymczasem wspólnik zostaje chwilowo sam (gdyż Nostromo wyrusza, by sprowadzić pomoc) i myśli, że został celowo porzucony. Wkłada srebro do kieszeni i topi się. Nostromo wraca. Obawiając się, że nikt nie uwierzy w autentyczną wersję wydarzeń, kradnie resztę cennego kruszcu. Próbując go po kryjomu wywieźć, ginie od przypadkowej kuli. Istniała jeszcze jedna, wcześniejsza adaptacja filmowa powieści, wyreżyserowana przez Rowlanda V. Lee (1926, USA), ale zaginęła.
Źródło
Ocalenie (1920)

Ocalenie (1929, reż. Herbert Brenon, USA). Tom Lingard jest podróżnikiem. Pewnego dnia dociera do ogarniętej rebelią wyspy, pomagając miejscowemu księciu i jego siostrze zbiec przed buntownikami. Niebawem docierają tu także państwo Travers. Sprawy skomplikują się jeszcze bardziej, gdy Tom rozpocznie romans z panią Travers... 

Ciąg dalszy -  w poniedziałek (17 lipca).

piątek, 14 kwietnia 2017

Książki (nie)zapomniane - Tragedia na niegościnnym wybrzeżu

Colebrook. Mała, ponura, niegościnna miejscowość na wybrzeżu Eastbay. Tu, wśród surowej przyrody i takich jak ona ludzi, rozegrała się tragedia. A w tle szumiało morze. Bo  opowiadanie Amy Foster napisał JOSEPH CONRAD (1857-1924), jeden z najwybitniejszych przedstawicieli literatury marynistycznej.

Narrator przybywa do Colebrook, by odwiedzić przyjaciela, lekarza. Jadąc z nim wiejską drogą, zauważa młodą, nieładną dziewczynę o tępym, bezmyślnym spojrzeniu. Później usłyszy od doktora smutną historię.

Przed kilku laty na wybrzeżu wydarzyła się tragedia. Zatonął okręt płynący do Ameryki. Ocalał tylko jeden człowiek. Mężczyzna ze środkowej Europy, góral ze wschodnich Karpat, płynący za ocean w celu zarobkowym. Janko, bo tak miał na imię, przebył już długą drogę koleją, a gdy myślał, że jego oczom niebawem ukaże się upragniony Nowy Świat, został przemieszczony na statek i umieszczony w ciemnej ładowni. Niemal oszalały ze strachu i zmęczenia, odrętwiały, siedział w tym ciasnym pomieszczeniu wraz z grupą innych nieszczęśników. A wizja bogatej krainy oddalała się. Zamiast niej, w wyniku katastrofy trafił na nieprzychylny, angielski grunt. W tej oddalonej od cywilizacji dziurze nikt nie patrzył na rozbitka życzliwie. Dzieci obrzuciły go kamieniami, dorośli przed nim uciekali, szczelnie zamykając drzwi domów. Tylko Amy - nie przejmując się opiniami krewnych i sąsiadów - pomogła obcemu. Nakarmiła go. Lecz nie pojmowała, co mówił. Podobnie, jak inni. Mur niezrozumienia, dosłownego i przenośnego, skutecznie ich oddzielał.

Upływał czas. "Nowy" nie stał się "swoim". Tylko Amy go akceptowała. Więcej, pokochała Janka miłością wielką, dziką, niebezpieczną. Bo bezmyślną. Była chyba osobą bez wyobraźni, więc nie zastanawiała się nad tym, jak ułożyć życie z człowiekiem, z którego języka nie znała ani słowa ani którego stylu życia i obyczajów nie uznawała. A jego sposób bycia budził powszechny sprzeciw. Gdy tańczył na stole w karczmie, został pobity. Gdy pięknym, melancholijnym głosem śpiewał, też nie był akceptowany. Jednak wyszła za niego. Urodziła syna. I chyba wówczas dotarło do niej, że górala z Kontynentu i ją, dziewczynę z Wysp, wszystko dzieli.

Tutejszy surowy klimat Jankowi nie służył. Zachorował na płuca. I wówczas ta jedyna istota, która okazała mu tyle sympatii, gdy przybył w niegościnne strony, zdawała się traktować go jak zupełnie obcego. Gdy, zgorączkowany, poprosił ją o wodę, uciekła z domu. Nie wiedziała, co do niej mówi. Nawet nie próbowała pojąć. Zostawiła umierającego na pastwę losu...
Źródło
Conrad Joseph, Amy Foster, przeł. Aniela Zagórska, w: tegoż: Wybór opowiadań, oprac. Zdzisław Najder, Wrocław, Warszawa 1972, s. 171-209. (Sygnatury: 67933, 176743, cz D IV-4/171).
Conrad Joseph, Amy Foster, przeł. Aniela Zagórska, w: tegoż: Dzieła, t. 7, Tajfun i inne opowiadania, Warszawa 1972, s. 113-153. (
Sygnatura: cz D I - 1/7 a).

piątek, 24 marca 2017

Żeglarz i dwaj żołnierze. Bohaterowie nie tylko jednego roku

Co mają wspólnego Joseph Conrad, Józef Piłsudski i Tadeusz Kościuszko? Conrad i Piłsudski noszą to samo imię. Ale nie tylko. Rok bieżący, Uchwałą Sejmu RP, jest im poświęcony. Zaproponujemy trochę migawek z ich życia, ciekawostek, może mniej znanych faktów. Czyli – najprościej mówiąc – przegląd niektórych artykułów z czasopism w naszych zbiorach.
Źródło
Gutt Romuald Wiesław, Legendy i fakty. (Uwagi o chorobie marszałka Józefa Piłsudskiego), „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1988, z. 3, s. 407-420

Przyczyną śmierci Marszałka był rak żołądka z przerzutami do wątroby. (…) Marszałek nie lubił i nie dopuszczał do siebie lekarzy, do medycyny nie miał zaufania (…). Nie wykonano badania radiologicznego przewodu pokarmowego, nie mówiąc o innych badaniach, umożliwiających za naszych czasów ustalenie wczesnego rozpoznania. Można jedynie powziąć domniemanie, że gdyby zdołano w porę uchwycić tak dobrze nam znany „nietypowy wrzód krzywizny żołądka” (…), być może w porę wykonana laparotomia – tj. resekcja żołądka – mogła przerwać proces chorobowy i nie dopuścić do przerzutów. (…) Ponieważ choroba do końca przebiegała bez objawów bólowych, mało prawdopodobne, aby lekarzom udało się wyegzekwować dokładne badania.

Józef Piłsudski od wczesnej młodości zapadał na choroby górnych dróg oddechowych, grypy, przebył też zapalenie płuc. Jednak nie oszczędzał się i prowadził antyhigieniczny tryb życia. Mało odpoczywał, nieregularnie sypiał, dużo palił. Nawet stany podgorączkowe, powiększenie wątroby i obrzęki nóg, które pojawiły się w ostatnim stadium śmiertelnej choroby, zwyczajnie lekceważył. W lutym 1935 r. zmarła na białaczkę jego siostra, Zofia. On sam – podczas narady rodzinnej na Wielkanoc tegoż roku – został nakłoniony do wezwania internisty z Wiednia na konsultację. Doktor przybył 24 kwietnia. Zgon marszałka nastąpił 12 maja o godzinie 20:45. Więcej szczegółów – w kwartalniku.
Źródło
Molenda Jarosław, Lekarka u boku marszałka. Józef Piłsudski i Eugenia Lewicka, „Mówią Wieki” 2014, nr 10, s. 64-66 

[Eugenia Lewicka] była wysokiej klasy specjalistką w dziedzinie nowoczesnej medycyny i leczenia niekonwencjonalnymi metodami (…). Dzięki niej powstały w parku zdrojowym [w Druskiennikach] urządzenia sportowe i basen, a na Rotniczance – lecznicze kaskady kąpielowe, dziś znów dostępne dla kuracjuszy.

Pewnej letniej nocy w 1923 r. marszałek poważnie zachorował. Znając jego niechęć do medyków, trzeba zauważyć, że musiała to być naprawdę poważna dolegliwość, skoro zgodził się na wizytę doktor Lewickiej. Nawiasem mówiąc - młodej, niewysokiej, uroczej blondynki. Na jednej wizycie się nie skończyło. Doglądała go też w następnych dniach. I jeszcze później… Pojechali razem do wspomnianych Druskiennik. I na Maderę. Jednakże później Piłsudski odsunął ją od siebie, a kobietę za jakiś czas znaleziono martwą. Zaczęły pojawiać się podejrzenia i plotki, gdyż wydawało się pewne, że została otruta eterem (lub otruła się sama). Do dziś nie wiadomo, co się naprawdę stało. Marszałek komentował ten fakt tajemniczo: Nawet tego mi nie oszczędzono.

Kabiesz Edward, Krwawy biznes, „Gość Niedzielny” 2012, nr 27, s. 56-57

Krwawy biznes króla Leopolda trwał przez 12 lat. Trwałby dłużej, gdyby nie działania kilku osób, które sprawdziły, jak w praktyce wygląda humanitarna misja Leopolda II (…) w Wolnym Państwie Konga z powodu bezwzględnej eksploatacji zmarło około 3 milionów Afrykanów. (…) [Misjonarze] o tym, co dzieje się w Kongu, informowali już wcześniej, ale ich świadectwa nie mogły się przebić. (…) Ogromne wrażenie wywarły dostarczane przez nich zdjęcia wykonane w miejscach zbrodni. Świat zszokowało szczególnie jedno, na którym widać siedzącego przed swoją chatą Afrykanina, przed którym leżą odcięte za karę ręce jego dziecka.

Historyczna prawda o belgijskiej ekspansji w Kongu. Proceder, który trwałby, gdyby nie zainteresował się nim niski rangą urzędnik z Liverpoolu, dorabiający jako dziennikarz, który zauważył, że wyładowane kauczukiem statki przybywające do Belgii z Konga w powrotną drogę zabierają jedynie łańcuchy, działa, karabiny i amunicję. I gdyby nie opowiadanie Conrada…
Wolne Państwo Kongo, źródło
Będkowski, Mateusz, Polak w kongijskim piekle. Jak powstało Jądro ciemności Josepha Conrada, „Mówią Wieki” 2013, nr 10, s. 31-33

Joseph Conrad za młodu marzył o egzotycznych wyprawach. Wspominał, że w szkole: kładąc palec na mapie w samym środku białego wówczas wnętrza Afryki, oświadczyłem, że kiedyś tam się wybiorę. Prześmiewki moich kolegów były najzupełniej usprawiedliwione. Mnie samemu wstyd się zrobiło, że wyszedłem na zwykłego chwalipiętę. A jednak ziściło się – w 1890 roku pojechał do Konga. To, co tam przeżył, opisał w jednym ze swych najpopularniejszych opowiadań – Jądrze ciemności.

Belgowie szukali doświadczonego kapitana władającego językiem francuskim, który zechce dowodzić jednym ze statków parowych na słabo jeszcze wówczas znanej rzece Kongo. Interesował ich ten rejon ze względu na zyskowny handel kością słoniową i gumą. Polecono im Conrada. Zgodził się. Jednak w Afryce zmieniono warunki. Kazano mu odnaleźć chorego na febrę dyrektora stacji przy Wodospadach Stanleya, Georgesa A. Kleina. Chory zmarł trzy dni przed osiągnięciem celu, zaś sam pisarz z trudem uszedł z życiem. Wrócił do Europy wyniszczony psychicznie i fizycznie. Niebawem pożegnał się z marynarką.
Źródło
Zabierowski Stefan, O Conradzie i Piłsudskim, „Teksty Drugie” 2009, nr 3, s. 33-46

Józef Korzeniowski z Berdyczowa i Józef Piłsudski z Zułowa byli przykładami na osobliwe połączenie – w pozornie bardzo odległych od siebie dziedzinach – romantyzmu i realizmu. Pierwszy z nich dokonał tego w sztuce władania słowem, drugi w dziedzinie czynu – w sztuce polityki. (…) Dla Conrada wnioski z polskiej historii prowadziły do afirmacji etosu o znaczeniu ogólnoludzkim, natomiast dla Piłsudskiego stały się zachętą do walki o suwerenność ojczyzny.

Rzetelna, wnikliwa próba przeprowadzenia paraleli pomiędzy Conradem i Piłsudskim. Wśród podobieństw autor wymienia m.in.: pochodzenie z kresowej szlachty polskiej, wychowanie w rodzinie i związki z polską romantyczną tradycją kulturową, samouctwo, wizję niepodległej Polski jako Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Akcentuje także wzajemną sympatię pisarza i Marszałka. Różnice, to głównie stosunek do klęski powstania styczniowego.
Źródło
Leszkowicz Tomasz, Różne twarze Kościuszki, „Pamięć.pl” 2014, nr 10, s. 39-42

Nowego panteonu tworzonego na potrzeby Polski Ludowej nie można było wypełnić samymi działaczami Międzynarodówki, Komunistycznej Partii Polski i Polskiej Partii Robotniczej. Komuniści musieli szukać postaci, które – niczym socrealizm – byłyby „narodowe w formie i socjalistyczne w treści”. Któż nadawał się do tego lepiej niż Naczelnik w sukmanie?

Pracownicy Wydziału Ideologicznego KC PZPR przygotowywali w 1983 r. zestawienie „pomników zasłużonych Polaków” (bez tablic i rzeźb cmentarnych). Wyniki były bardzo interesujące. Okazało się, że Mikołaj Kopernik i Fryderyk Chopin mają ich w Polsce po 13, gen. Karol Świerczewski „Walter” – 14, Adam Mickiewicz – 18, a Tadeusz Kościuszko… aż 35. Wnikliwe opracowanie przedstawia „losy” naczelnika w PRL: od patronatu w wojsku, poprzez wielkie obchody rocznic upamiętniających wydarzenia z nim związane, aż po emisję banknotu o nominale 500 złotych.

Okoń Waldemar, Ikonografia zmitologizowana. Wizerunki Tadeusza Kościuszki, „Warsztaty Polonistyczne” 1994, nr 4, s. 85-92

Misterium narodowe dopełniało się albo w jaskrawym świetle realności, albo też w (…) oparach hagiograficznej legendy. Odwieczna Polskość przybierała (…) pozornie pospolitą lub uduchowioną mistyczną postać, a wizerunek naszego bohatera, jego czyny i śmierć stawały się jedynie pretekstem, aby mogła się ona objawić choćby w błyskawicowych, momentalnych obrazach.

Przegląd ikonograficznych ujęć Kościuszki: obrazów, rycin, medali i medalionów, rysunków.
Źródło
Kubis Barbara, Tadeusz Kościuszko i powstańczy etos w szkolnych podręcznikach historii XXI wieku, „Wiadomości Historyczne” 2008, nr 2, s. 27-37

Co do postaci Tadeusza Kościuszki, tak szczególnie zakodowanej w świadomości narodowej Polaków, ciągle jeszcze oczekuje ona na bardziej wszechstronną i nowoczesną prezentację na kartach szkolnych opracowań do nauczania historii.

Przegląd zawartości podręczników gimnazjalnych i licealnych pod kątem przedstawienia w nich sylwetki Naczelnika. Wyakcentowanie mankamentów, np. rzadkich nawiązań do utworów literackich, pamiętnikarskich przedstawiających jego sylwetkę, a mogących stanowić interesujący kontekst interpretacyjny lub nieczęste odwołania do dokonań współczesnej historiografii.

Ps. Zwierciadło morza Josepha Conrada przedstawiłyśmy TUTAJ, a sylwetkę Tadeusza Kościuszki – TUTAJ.

poniedziałek, 6 marca 2017

Najwybitniejszy pisarz wśród żeglarzy. Joseph Conrad w oczach literatów

W bieżącym roku przypada 160. rocznica urodzin Josepha Conrada. Był chyba najwybitniejszym pisarzem wśród żeglarzy. I najsłynniejszym żeglarzem - literatem. Do jego postawy moralnej nawiązywało pokolenie Kolumbów, które zapisało piękne i tragiczne karty w polskiej historii. O niezwykle silnym wpływie postawy autora Nostromo na młodzież wspomniał Jan Józef Szczepański w eseju W służbie Wielkiego Armatora (w zbiorze Przed nieznanym Trybunałem):

Dla znacznego  odłamu mego pokolenia pisma Conrada były istotnie czymś więcej niż literaturą. Były kodeksem postępowania.

Tak też widział jego życie i dzieło Wit Tarnawski (Conrad):

Znowu jesteś z nami; ujmujesz ster,
niewidzialny, nienarzucający się,
właśnie jak duch,
i pewną, doświadczoną dłonią
wyprowadzasz statek z odmętu.

Źródło

W podobnym duchu pisał Kazimierz Wierzyński (Róża wiatrów), antycypując to, co po wrześniu 1939 roku stało się wędrówką-tułaczką boleśnie niemityczną:

Podróżni po bezmiarach, w łodzi byle jakiej,
Pod żaglem podniesionym albo i bez żagla
Błądzimy niecierpliwie, śmierć wciąż nas ponagla,
A wybrzeża ojczystej nie widać Itaki.


Do twórczości Conrada nawiązywali najsławniejsi: Czesław Miłosz (Traktat poetycki, Traktat moralny, Rodzinna Europa), Józef Czechowicz (pamięci zniknionego), Antoni Słonimski, Jan Lechoń (tych dwóch ostatnich jeszcze wspomnimy). Sporo wierszy poświęcili mu poeci dziś już mniej znani, a kiedyś popularni, np. Edward Stachura (posępnie słynna smuga cienia), Halina Poświatowska (*** [pośrodku morza...]), Marian Piechal (Itaka Conrada), Aleksander Rymkiewicz (Spadkobiercy Conrada), Jan Koprowski (Conrad) czy Stanisław Młodożeniec (Pieśń o Conradzie-Korzeniowskim). Pisali o nim także ci, których nazwiska nigdy nie trafiły do szkolnych podręczników czy popularnych opracowań historii polskiej literatury, np. Teresa Ferenc (Conrada powrót do Ojczyzny), Władysław Perkowski (W cieniu Conrada), Zbigniew Jankowski (Lord Jim), Franciszek Gruszka (Conrad) i sporo innych.

Literacki hołd składali mu najwięksi pisarze europejscy, np. Thomas Stearns Eliot (The Hollow Men) i pozaeuropejscy, np. Jorge Luis Borges (Manuscrito Hallado en un libro de Joseph Conrad).
Źródło

Wydaje się jednak, że najpiękniejsze są utwory o jego narodzinach i śmierci. To pierwsze wydarzenie uczcił ojciec pisarza, Apollo Korzeniowski, w wierszu Piosenka na dzień Chrztu świętego, stylizowanym na kolędę.

Liryków o śmierci Conrada jest więcej. Wystarczy wspomnieć Ostatnią podróż Conrada Romana Kołonieckiego. Mnie jednak najbardziej wzruszają te dwa, które przytoczę. Pierwszy napisał Jan Lechoń. Nosi tytuł Na śmierć Conrada:

Twój ojciec też miał pogrzeb wspaniały i chmurny,
Szli za nim mrocznym miastem dostojni i prości,
O bruk stukały buty jak greckie koturny,
I wiedli go z niewoli do wiecznej wolności.

Mową twardą i prostą, chropowatą mową,
Mówili doń Polacy i cicho płakali,
Nakryli go ojczyzną, jak czapką wojskową,
A później się rozeszli i bili się dalej!

A teraz ciebie wicher zaświatów ogarnia,
I ten tułacz bezsenny, zorany przez blizny,
Twój ojciec tam cię woła językiem Ojczyzny,
Gdzie wszystkim świeci morzom ta sama latarnia.



Drugi utwór, autorstwa Antoniego Słonimskiego, nosi taki sam tytuł (Na śmierć Conrada). To również apostrofa, ale już nie do pisarza, lecz do zbiorowości, która ma dokonać pochówku. Piękny wiersz!

Nie kładźcie Go w trumnę drewnianą -
Nie zaśnie snem sprawiedliwym:
Bo trumna jak okręt zbryzgany pianą
Zaskrzypi drewnem płaczliwym.

Gdy wichru zerwie się pęd,
Niech okręt z Nim odpłynie:
Nie leżeć mu w hrabstwie Kent
Ani w Londynie.

Nie grzebcie go w Westminsterze,
Nie owijajcie w całuny,
Odpłyńcie na ciche wybrzeże,
Na turkusowe laguny,


Gdzie słońce czarno-ogniste
Zielonym przebiega polem,
A palm pióropusze strzeliste
Nad białym drzemią atolem.

Na wyspy dalekie odpłyńcie,
W marynarską ubierzcie Go kurtę
I w żaglowe płótno owińcie -

Potem rzućcie Go prosto za burtę,

Bo tam - w kraju dalekiej tęsknoty,
Modrymi szklistymi falami
Odda Mu wszystkie pieszczoty
Morze płaczące perłami.


Źródło
Bibliografia (wybór)
Dudek Jolanta, Miłosz wobec Conrada w Traktacie moralnym, "Ruch Literacki"  2012, z. 4-5, s. 489-512. (Czytelnia).
Forajter Wacław, Świat według Conrada, "Teksty Drugie" 2010, nr 1/2, s. 243-251. (Czytelnia).
Skutnik Tadeusz, Morze i myśl, Gdańsk 1982. ISBN 83-215-6822-X. (Sygnatura: 99036).
Skutnik Tadeusz, W imię Conrada. Joseph Conrad w poezji polskiej, Gdańsk 1977. (Sygnatura: 78128).
Zabierowski Stefan, Autor – rodak. Pisarze polscy wobec Conrada, Katowice 1988. ISBN 83-216-0683-0. (Sygnatury: 124498, 128918).
Zabierowski Stefan, Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku, Kraków 1992. ISBN 83-85158-75-8. (Sygnatura: cz D I-4/2 d).

piątek, 16 września 2016

Książki (nie)zapomniane – Z miłości do morza

Ta książka jest wyznaniem miłości. Do morza, które urzekło jej autora do tego stopnia, że już tylko o nim potrafił pisać. Zwierciadło morza JOSEPHA CONRADA (1857-1924).

Dzieło niezwykłe. Opowieść - jak precyzuje podtytuł. Bez akcji, bez fikcyjnych bohaterów czy dialogów, ale fascynująca. Historia wielkiego, ogarniającego całe życie zachwytu. Oto kilka zdań ze wstępu:
 

Poza linią morskiego widnokręgu świat dla mnie nie istniał, tak jak nie istnieje dla mistyków, którzy chronią się na szczyty wysokich gór. (...) Ale jakkolwiek by nazwać tę moją miłość, jedno pozostaje niezbite: była czymś zbyt wielkim do wyrażenia w słowach.

Kilkanaście rozdziałów, w których poznajemy okrętowe życie, zwyczaje i ludzi. Rutynę kojącą wzburzone umysły. Upływ pozostawianego za burtą czasu. To, co zachwyca w codzienności. I detale. 


... Na przykład kotwica - "wykuta i ukształtowana dla wierności". Godło nadziei w niepewnych chwilach. 

... Na przykład maszty. Słupy pnące się ku niebu, zuchwale chwytające wiatr - dar dla dumnych żagli. Czasem wyprężone, czasem uginające się "pod gniewem zachmurzonego nieba".


... Na przykład sztorm. Groźny indywidualista. Bez niego nie sposób wyobrazić sobie morza. Huk, wrzask wzburzonych wód:


Nieskończona jest rozmaitość sztormów na morzu i wyjąwszy osobliwy, straszliwy,tajemniczy jęk przewijający się niekiedy wśród ryków huraganu - wyjąwszy ten dźwięk niezapomniany, ponury, który brzmi, jakby się wyrwał z udręczonej duszy wszechświata - to właściwie ludzki głos nadaje sztormowi piętno ludzkiej świadomości.

... Na przykład wiatr. Swobodny władca bezkresu:


Nie ma miejscowości w świecie wybrzeży, kontynentów, oceanów, mórz, cieśnin,     przylądków i wysp, która by nie podlegała władzy panującego wiatru, monarchy, od     którego zależy pogoda. Wiatr rozstrzyga o wyglądzie nieba i działaniach oceanu.


Ma coś wspólnego z niektórymi ludzkimi władcami. Wojowniczość. Kapryśność. Samowolę. Napastliwość i awanturniczość. Wielcy królowie i dwa królestwa: Wschodniego i Zachodniego Wiatru. Także władcy mniejsi - gwałtowne szkwały. I pasaty, posiadające jednak mniej potęgi, bo ograniczone do międzyzwrotnikowej strefy. 


... I są mielizny. Pojawiają się, gdy zachłanny ląd zamyka okręty w żelaznym uścisku. Ale ten uchwyt zawsze jest konsekwencją błędu człowieka. Każdy kapitan długo i boleśnie go przeżywa.


... I są ujścia rzek, a wreszcie - porty. W tych ostatnich statek wygląda "jak więzień rozmyślający o swobodzie". Wolny duch, a zniewolony. Oplątany siecią trzymających go na uwięzi łańcuchów i lin. 


Na morzu miały miejsce wielkie podróże i rozgrywały się straszne dramaty. Bitwy i rzezie. Szczególnie drogie autorowi - Morze Śródziemne. "Tylko Rzymianie władali nim bezspornie". To "morze klasycznych przygód". Czarowne. Drugi dom Odyseusza.


Są "statki zaprzyjaźnione i statki zaginione". Jak "umierają"? W konsekwencji uporczywego pecha, sztormów, niekończącej się ciszy, złych wiatrów, lodu, niepogody. Ale istnieją też mniejsze jednostki - parowce. Ich życie jest "pogardliwym ignorowaniem morza". Słabną na falach i na nich kończą życie.


Statki kocha się bezinteresownie. Bo bezmiar wód potrafi być wobec nich okrutny. Zabiera je w swoje głębie. A jednak, jeśli kocha się okręt, to również kocha się morze. Mimo wszystko. Chociaż pochłania. Nienasycone. Marynarz czuje respekt przed jego potęgą, ale jeśli ofiarował mu serce, to na zawsze. Przetrwa nawet jego niewierność:


Przepadło moje wyobrażenie o wspaniałomyślnej wierności morza. I patrzyłem na morze prawdziwe - morze, które igra z ludźmi, póki z nich sił nie wypije, i zadręcza statki na śmierć.
Nic nie jest w stanie wzruszyć posępnej goryczy jego ducha. Otwarte na wszystkich i nie dochowujące wierności nikomu, roztacza swój czar na zgubę najlepszych. Niedobrze jest je kochać. Nie zna więzów danego słowa, nie dotrzymuje wiary w nieszczęściu, nie uznaje długoletniej zażyłości, długoletniego oddania.

Bo właśnie taka jest miłość. Ze strony morza - niestała. Ze strony człowieka - niewzruszona. Nieujarzmiona jak ono. Gwałtowna. To oddanie całkowite. Bez reszty. Joseph Conrad oddał morzu serce i wielu - przy pomocy swego pisarskiego kunsztu - nauczył je kochać. 

Conrad Joseph, Zwierciadło morza, przeł. Aniela Zagórska, Warszawa 1972, (Dzieła, t. 9). (Sygnatura: 57135/9).
Conrad Joseph, Zwierciadło morza, przeł. Aniela Zagórska, Warszawa 1949. (Sygnatura: BS 5987).