Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 stycznia 2024

Książki (nie)zapomniane - Przyjmowanie i kontemplowanie życia, jakim jest

„Najlepiej jest umrzeć, gdy jest się przez wszystkich kochanym”. Marzenie seniora rodziny…

YASUNARI KAWABATA (1899-1972) był jednym z najwybitniejszych japońskich pisarzy, a „Głos góry” to jedna z jego stonowanych, ściszonych opowieści.

Lata 40. XX wieku. Ogata Shingo ukończył 60 lat, wybiera się na emeryturę i zaczyna myśleć… o śmierci. Mieszka z żoną, synem Suichi, synową Kikuko i córką Fusako. W rodzinach dzieci nie dzieje się dobrze. Syn zdradza żonę i często wchodzi w niejasne kontakty z różnymi kobietami, a córka rozwodzi się z mężem. Niełatwo byłoby odejść ze świadomością przegranej. Ale życie – mimo wszystko – nadal przyciąga barwami. Uczucia Shingo do synowej - niełatwe do zdefiniowania - bezpośrednio rzutują na stosunki z synem. Miłość ojcowska zyskuje dwuznaczny podtekst swoistej rywalizacji czy nawet utajonej walki, a bliska obecność Kikuko stale przywołuje w pamięci mężczyzny inną kobietę, którą niegdyś kochał, czyli siostrę niekochanej żony.

Akcja jest tu wyjątkowo wątła, jeśli w ogóle można o niej mówić. Jej nikłość rekompensują subtelne opisy przeżyć wewnętrznych i szczególna wrażliwość na piękno otaczającego świata. Efemeryczność chwil mieni się wieloma kolorami, a niektóre obrazy przyrody naprawdę mogą zachwycić. Co jest głównym tematem książki? Starzenie się? Granice odpowiedzialności rodziców za moralne wybory dzieci? Wpływy czy samodzielność w ich dokonywaniu? Pamięć o przeszłości i jej konstruktywny bądź destrukcyjny wpływ na teraźniejszość? A może jest to opowieść o bezpowrotnie utraconych nadziejach (tu symbolizowanych przez ukochaną, a zmarłą już szwagierkę Shingo)? O spełnieniach i niespełnieniach, egzystencjalnym braku i samotności wśród swoich? Pewnie o tym wszystkim po trochu. Nadto przenikają tę historię trudne do skonkretyzowania akcenty specyficznej japońskiej kultury i filozofii. Kontemplowanie i przyjmowanie życia, jakim jest. Przejrzystość świadomości. Swoista rezygnacja – pomimo nieoczekiwanie atakujących, a skrywanych pragnień.

Yasunari Kawabata, Głos góry,  przeł. Ewa Szulc, Warszawa 1982 (sygn.  100278).

piątek, 29 lipca 2022

Książki (nie)zapomniane – Aby przysłużyć się dobru i poniżyć zło

SANYUUTEI ENCHOO (właśc. Izubuchi Jirokichi, ok. 1839-1900) był najbardziej znanym twórcą kaidanów, czyli charakterystycznych dla kultury japońskiej opowiadań o duchach, które swe zakotwiczenie miały w kulturze ludowej epoki Edo. Oto egzotyczna opowieść o samurajach, honorze, przygodach, miłości i… zjawach, czyli Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii (Kaidan botan dōrō).

Jest rok 1743. Młody samuraj, Iijima Eeizaemon, przybywa do Edo w celu zakupu miecza, ale niebawem z błahego powodu zabija człowieka. Po latach do jego domu przybywa nowy sługa, Koske, syn zamordowanego, nieświadomy przeszłości nowego pana. I służy mu uczciwie.

Tymczasem rodzina Iijimy zaczyna się rozpadać. Najpierw umiera mu żona, a później córka, piękna O-Tsuyu, zamieszkuje osobno i nawiązuje intymną znajomość z Hagiwarą Shinzaburo. Ale nałożnica jej ojca, podła O-Kuni, wraz ze wspólnikiem czyha na życie Eeizaemona i wreszcie doprowadza do jego śmierci. Koske postanawia pomścić pana, co mu się wreszcie – po licznych perypetiach – udaje.

Nieoczekiwanie, zwiewnie jak mgiełka, w treść historycznej opowieści wkrada się fantastyka. Okazuje się, że fatalny romans Shinzabura opiera się na schadzkach… z upiorem, gdyż podczas kolejnych wcieleń, w których przebywał, kochała go ta sama kobieta. „Kołowrót wcieleń” - kluczowa kategoria buddyzmu. Czyny z przeszłości rzutują w przyszłość. Losu nie da się uniknąć. Przeznaczenie – jak złowrogi cień – kroczy za człowiekiem… Wszystkie rudne do wyjaśnienia wydarzenia z życia bohaterów są motywowane w nadprzyrodzony i pesymistyczny sposób.

"Dziwna historia…" wywodzi się – jak zaznaczono w posłowiu - z japońskich ustnych opowieści "kodan" i "rakugo", czyli tradycyjnych form narracji zbliżonych do współczesnego teatru jednego aktora. Jednocześnie wyraziście ujawnia się w niej moralizatorstwo, czyli motyw walki bohaterów szlachetnych z podłymi, w której wygrać muszą ci pierwsi. Została opowiedziana w nadziei, że chociaż "w niewielkim stopniu przysłuży się ona dobru i poniży zło."

Sanyuutei Enchoo (pseud.), Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii, przekł. i adaptacja Zdzisław Reszelewski, Kraków 1981 (sygnatura: 92853).

piątek, 7 grudnia 2018

Książki (nie)zapomniane - Skąd ten irracjonalny strach?

Ciemność. Zawieja. Dreszcz Niepewności i dotyk Tajemnicy. Oto niezwykłe opowiadanie Żołnierz ze snu ABE KOBO (1924-1993).

Osada zagubiona wśród gór, odcięta od świata z powodu ukształtowania terenu oraz - potęgującej poczucie izolacji - zamieci śnieżnej. Tu znajdował się garnizon żołnierzy, bo nawet w takie miejsca dotarła wojna.

Do mieszkańców wioski, pogrążonych w mrokach nocy i przymusowego zaciemnienia, przyszedł sołtys, by ostrzec przed czającym się w pobliżu zmarzniętym, głodnym i uzbrojonym dezerterem. Wówczas:

Zwierzęcy strach ogarnął osadę. Większość mieszkańców, mimo trwogi, wkrótce posnęła. Tylko stary policjant się nie kładł i przez cały czas w skupieniu nasłuchiwał wszelkich odgłosów z zewnątrz, jak gdyby czegoś się spodziewał. Wieśniacy w swoich zaryglowanych i szczelnie zamkniętych domach nie mogli, oczywiście, o tym wiedzieć...

Dyżur niespokojnego serca. Co starzec zamierzał uczynić? Samodzielnie schwytać zbiega? Zabić go? Udzielić azylu? Ostrzec? Nie wiadomo. Inni ludzie zareagowali w sposób nieadekwatny do zagrożenia. Schronienia szukał człowiek - wprawdzie uzbrojony, ale tylko jeden. Skąd więc ten irracjonalny strach, który jak czarny kaptur spadł na ich domostwa?

Płynęły niespokojne godziny. Wreszcie nad osadą obudził się świt, a sołtys został poinformowany, że znowu ktoś rzucił się pod pociąg. Uciekinier? Tak, on, czyli syn starego policjanta, który także niebawem opuścił wioskę. Dlaczego?

Króciutkie, niesamowite opowiadanie. Jest w nim jakaś nieuchwytna zagadkowość, niedopowiedzenie i niepewność. Także oniryczna, klaustrofobiczna atmosfera. Pozostaje wrażenie, że nic nie zostało zakończone. Żołnierz, którego nikt nie widział, miał przybyć z mroku, "ze snu", zaś jego ojciec odszedł w realną ciemność... Jak interpretować ten utwór? Bo nie wydaje się, że jest to tekst mieszczący się w konwencji realizmu.

Ps. Równie zagadkową, wspaniałą powieść Abe Kobo, słynną Kobietę z wydm, przedstawiłyśmy TUTAJ.

Abe Kobo, Żołnierz ze snu, w: Tydzień świętego mozołu. Opowiadania japońskie 1945-1975, tł. Henryk Lipszyc, Warszawa 1986, s. 11-19 (sygnatura: 114907)

piątek, 27 października 2017

Książki (nie)zapomniane - W obliczu fatum przygotowanego z zimną krwią

Lata 1944-1945 w Europie. Już wiadomo, że hitlerowskie Niemcy przegrają wojnę, którą rozpętały, chociaż jeszcze poleje się morze krwi. W tym samym czasie - na Dalekim Wschodzie japoński militaryzm realizuje swój obłędny plan. Wysyła młodzież na śmierć.

Na świecie pogardliwie mówiono o nich kamikadze. W Japonii tę formację nazywano Tokkotai (Siły Specjalnego Przeznaczenia). We wspomnianych latach zginęło w jej oddziałach około 3 000 licealistów i 1 000 studentów. Ci ostatni w miejscach zgrupowań, z których wyruszali, by wypełnić ostatnie życiowe zadanie, pisali pamiętniki i listy do najbliższych. Czasem wiersze. A potem - lecąc w samolotach pozbawionych paliwa na drogę powrotną - wbijali się w amerykańskie okręty. Ginęli w dusznych torpedach. Po latach profesor EMIKO OHNUKI-TIERNEY (ur. 1934) przeprowadziła wnikliwą analizę tych tekstów i wydała - wraz z obszernym komentarzem - Dzienniki kamikadze. Poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów. Nareszcie świat poznał prawdę: ci młodzieńcy nie chcieli umierać. To nie byli samobójcy. Nie oddali życia dobrowolnie. Zmuszono ich do tego. Przygotowano z zimną krwią (jak pisze jeden z nich) plan pozbawienia ich życia. Zginęli zatem jako żołnierze. Polegli, a nie - odebrali sobie życie. Odfrunęli za biały obłok - lekki jak płatek kwiatu rozkwitającej wiśni.

Przed laty polski autor książek o tematyce lotniczej, Bohdan Arct, uczynił jednego z nich bohaterem powieści Kamikadze - Boski wiatr. A dziś przedstawimy dokument. Trudno mówić o chłopcach, mających swoje marzenia i plany, z których zostali odarci. Za każdym słowem, które pozostawili, kryją się dramaty. Ich własne oraz najbliższych. Kochanych. Zazwyczaj sporo piszą do matek i o nich. Dzisiaj przemówią oni sami. Oto kilkanaście cytatów z wierszy i listów dwóch studentów. Cała książka jest równie przejmująca.

Najpierw Takushima Norimitsu (1921-1945). Student na prywatnej uczelni. Syn przedsiębiorcy. Kochliwy, romantyczny poeta. W pamiętniku często przywoływał dziewiętnastowiecznych pisarzy i filozofów. I oto już jego słowa:

Romantyzm jest kwiatem wieczności
rozkwitającym nocą.

Uczuciem, które - jak myślę - wygasło we mnie, jest miłość. W końcu jestem samotny. Nie mogę odczuwać dumy z przeszłości i nie mogę uwierzyć w teraźniejszość.

Popełniłem błąd przychodząc na świat w tym stuleciu.

(...) stajemy w obliczu fatum przygotowywanego przez rząd z zimną krwią.

Na inny świat, gdzie żyje w samotności moja matka,
Zaniosę honor bitewny.


O matce pisał też Hayashi Ichizo (1922-1945). Obu różnił światopogląd. Tamten był ateistą, ten - gorącym chrześcijaninem. Śmierć mieli jednakową. Oto kilka jego słów spoza białego obłoku:

Abstrakcyjne rozprawianie o śmierci, takie, jakie uprawiali klasycy filozofii, jest łatwe. Ale ja boję się śmierci prawdziwej i nie wiem, czy zdołam zapanować nad tym lękiem. (...) Choć przeznaczono mi śmierć, będę trzymał sie życia. (...) Będę żył! Będę próbował odnaleźć życie wieczne.

Nawet z krótkiego życia zachowuje się wiele wspomnień. Bardzo trudno rozstać się z życiem, w którym zaznało się tyle dobra. Ale wkroczyłem na ścieżkę bez prawa powrotu. Muszę wbić się w nieprzyjacielski okręt (...). Nie sądzę, bym umiał sprostać śmierci... Daremnie próbowałem (...) uciec przed nią. Nie mam już wyboru. Muszę dzielnie stawić jej czoło.

Szczerze mówiąc, nie mogę powiedzieć, żebym z całego serca pragnął umrzeć za cesarza. Ale
[i tak] przeznaczono mnie na śmierć za cesarza i umrę za cesarza.

Jesteśmy skazani na śmierć (...). Istoty ludzkie przeznaczone na zgubę.

Nie będę lękał się śmierci w chwili, kiedy nadejdzie. Ale obawiam się, ze ów lęk zatruje mi życie przed ową chwilą.

To wszystko przypomina sen. Jutro nie będę już żywy. Ci, którzy wyruszyli wczoraj, wszyscy zginęli - nie mogę jeszcze uznać tego za fakt dokonany. Czuję się tak, jakby za chwilę mieli powrócić.


Chłopcy ukryci za mgłą. Powracają we wspomnieniu. W filmie. W piosence. W potężnym sprzeciwie wobec bezsensowności wojen, które nadal toczą ludzie, by pozostawić na polach bitewnych białe obłoki dymów i powiewne wspomnienia ludzkich dramatów.
Ohnuki-Tierney Emiko, Dzienniki kamikadze. Poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów, [przekł. Wacław Sadkowski], Warszawa 2007. ISBN 978-83-61159-00-1. (Sygnatura: 163537)

piątek, 25 grudnia 2015

Książki (nie)zapomniane – ruchome piaski życia.

Nazwano go „japońskim Kafką”. Gdy przeczytamy Kobietę z wydm ABE KOBO (1924-1993), przekonamy się, że porównanie jest uzasadnione.

Mężczyzna przybywa do oddalonej od cywilizacyjnych centrów wioski, położonej wśród ruchomych wydm. Nie znamy jego imienia, ale dowiadujemy się, że jest nauczycielem szukającym owadów. I zostaje w tej miejscowości, dzieląc dom z trzydziestoletnią, samotną kobietą. A tam, skąd pochodzi, po siedmiu latach nieobecności zostaje uznany za zaginionego.

Prosta, ascetyczna historia. Jednak niezwykła. Jak u Kafki. Mieszkańcy siłą (?!) zatrzymują mężczyznę u siebie. Dlaczego zostaje? Co tutaj właściwie robi przez tyle lat? – Walczy z wszechogarniającym piaskiem, zasypującym dom, w którym mieszka, oraz sąsiednie posesje, właściwie – całą wioskę.
            - Czy żyje się tu tylko po to, by kopać piasek?
            - Przecież nie możemy po prostu uciec stąd nocą, prawda?
To jest cel życia – walczyć z piaskiem:
Wszystko, co posiada formę, jest ułudą. Jedynie pewny jest ruch piasku, negujący wszelkie formy. Za cienką ścianą z desek kobieta nie przestawała kopać. Czego właściwie chce dokonać swymi słabymi ramionami?

Praca bezsensowna, syzyfowa, czy niezbędna? Jeśli przestanie się kopać, wszystko zostanie zasypane. Jeśli porzuci się to wyczerpujące zajęcie… No, właśnie! Co się stanie? Przecież jest inna możliwość. Można się przesiedlić. Dlaczego jednak nie można? Dlaczego takie wyjście byłoby dezercją? Matnia. Albo smak Tajemnicy.


Abe Kobo, Kobieta z wydm, przeł. z jap. Mikołaj Melanowicz, wyd. 2, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1971. (Sygnatura: 52002).

piątek, 3 kwietnia 2015

Książki (nie)zapomniane - Ci, którzy będą sądzeni


Morze i trucizna Shūsaku Endō. Przykład wielkiej literatury moralistycznej. Ta książka nie należy do łatwych w odbiorze. Pewną trudność sprawia już sama tematyka – rozrachunek z japońską przeszłością wojenną, a konkretnie: z eksperymentami medycznymi na amerykańskich jeńcach. Niełatwa dla czytelnika jest również kompozycja. Całość podzielono bowiem na trzy części (Morze i trucizna; Ci, którzy będą sądzeni; Zanim nastanie świt), zaś tę środkową - jeszcze na kolejne trzy (Pielęgniarka; Student medycyny; Trzecia po południu). W konsekwencji otrzymujemy misternie, acz klarownie zbudowaną relację z wiwisekcji na młodym, nieświadomym swego przeznaczenia żołnierzu, ukazaną z punktu widzenia czterech narratorów: dwóch uczestników zdarzenia – pielęgniarki i stażysty (studenta medycyny), narratora w 3 osobie (ale z punktu widzenia doktora Jiro Suguro), wreszcie narratora pierwszoosobowego, który rozpoczyna tę historię (z pozycji osoby żyjącej po wojnie i dociekającej, kim naprawdę jest, a raczej był leczący go doktor).
Endō jest moralistą. Stawia wielkie pytania. Na przykład to: kto jest zbrodniarzem?  Ten, kto zabija? Czy także ten, kto nie przeszkadza, gdy inni zabijają; pozwalający na zło, niemal obojętny świadek zdarzenia?
Trudna książka. Czasem odnosimy wrażenie, że czytamy reportaż, a czasem, że solilokwium. Albo pamiętnik. Do tego te antycypacje i retrospekcje… A jednak przejrzysta w konstrukcji. Przejrzysta…  jak woda.
Morze i trucizna. Słowa-klucze. Woda – może coś zabierać lub niszczyć, także: zacierać ślady. Jest zmienna – jak człowiek. Ale też oczyszcza… Trucizna – to już słowo łatwiejsze dla zrozumienia idei utworu. Jednoznacznie negatywne znaczeniowo. A połączenie obu? Swoiste katharsis. Tak, ta i kunsztowna, i jednocześnie prosta narracja pozostawia czytelnika w sytuacji niemal identycznej z tą, w której znajdowali się widzowie antycznej tragedii. Bo czyż jest na świecie człowiek na tyle doskonały, który nie potrzebuje żadnego oczyszczenia?

Endo Shusaku, Morze i trucizna, przeł. Izabella Denysenko, Warszawa, Instytut Wydawniczy „Pax”, 1974 (sygnatura: 62552)