Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbiory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

Książki (nie)zapomniane: Bardzo wysoka cena marzeń

„Jaka jest cena marzeń, którą warto zapłacić?”. Zastanawia się nad tym każdy, kto lubi zdobywanie wysokich i najwyższych szczytów. To pytanie stawia również Martyna Wojciechowska, cytowana na okładce czwartego wydania książki „Broad Peak. Niebo i piekło” BARTKA DOBROCHA (ur. 1982) i PRZEMYSŁAWA WILCZYŃSKIEGO (ur. 1977).

To była kolejna polska zimowa wyprawa na Broad Peak. Pierwsza (nieudana) próba miała miejsce w 1988 roku. Jeden z jej uczestników, Maciej Berbeka, wówczas nie wiedział, że za 25 lat zmierzy się z górą i jej niezdobytym szczytem po raz kolejny. I ostatni…

Kierownikiem wyprawy z 2013 roku został Krzysztof Wielicki. 5 marca, we wtorkowe późne popołudnie, szczyt zaatakowało czterech: wspomniany Maciej Berbeka (1954-2013), Adam Bielecki (1983- ), Tomasz Kowalski (1985-2013) i Artur Małek (1979- ). Nie takie były pierwotne ustalenia. Najpierw mieli iść dwaj najbardziej doświadczeni, ale niemal w ostatniej chwili zdecydowali, że zrobią to razem. Cel osiągnęli. Dwóch zginęło. Informacja o zdobyciu niedostępnego dotąd szczytu natychmiast dotarła do Polski. Smutne wieści – nie od razu. Ale i na nie przyszła pora. Początkowa euforia zamieniła się w koncert oskarżeń. Szukano przyczyn tragedii. Wskazywano winnych. Raport specjalnie powołanej komisji był bolesny. Uznano w nim zachowanie dwójki ocalałych za nieetyczne. Himalaistom trudno było się bronić. Argumentacji, że sami byli w potwornym niebezpieczeństwie i musieli podjąć walkę o własne życie, nikt nie chciał przyjmować.  

Tragiczne dzieje tej wyprawy znamy. Powstały o niej książki i artykuły. Niektóre pełne emocji, nierzetelnie ukazujące fakty. Praca Dobrocha i Wilczyńskiego – wnikliwa, dokładna, szczegółowa – nie tylko odtwarza wydarzenia niemal minuta po minucie, ale również rzuca je na szerokie tło historii himalaizmu, a szczególnie polskich zimowych wypraw. Autorzy relacjonują liczne rozmowy przeprowadzone ze świadkami wstrząsających wydarzeń, przyjaciółmi uczestników oraz te, które najbardziej wzruszają - z rodzinami. Jak błyski pojawiają się liczne postaci. Nie tylko bezpośrednio zaangażowane w wyprawę. Na moment ukazują się w pełnym blasku i ustępują miejsca innym. Charakteryzują członków wyprawy, przedstawiają biogramy i dokonania, ale w taki sposób, że te osoby stają się czytelnikowi boleśnie bliskie. Artur Małek – cichy i małomówny… Tomasz Kowalski – zaplanował z  dziewczyną całą przyszłość, której nie doczekał: miejsce zamieszkania, liczbę dzieci… I Wielkie Oczekiwanie na: przygodę, skompletowanie wyprawy, zakończenie aklimatyzacji, sprzyjającą pogodę. Zachowanie himalaistów wobec najbliższych. Odwlekanie powiadomienia żon o podjętej decyzji. Informowanie niby mimochodem. Także Czekanie rodzin – na powroty. To ostatnie - najbardziej bolesne i dramatyczne. Jest wreszcie aksjologia. Trudne pytania: o granice etyki i pasji w sytuacji ekstremalnej… O sztukę wyboru między egoizmem a poczuciem obowiązku wobec kolegów… O motywację działania: chęć zdobycia sławy… Pychę… Potrzebę „zmierzenia się z losem”… Pragnienie poczucia nieskrępowanej wolności…

Ciąg dalszy wysokogórskiej epopei. To, co nastąpiło wkrótce po tragedii na Broad Peak. Atak terrorystów pod Nanga Parbat… Śmierć Artura Hajzera… I to, co będzie. Tamten dramat nie powstrzymał wówczas kolejnych ataków na niezdobyte zimą ośmiotysięczniki. Nie stanie się też przeszkodą dla następnych. Kolejni będą wracać w wysokie góry, dopisując następne rozdziały Księgi Życia i Umierania w Górach.

Suplement. Novum w tym wydaniu jest rozdział o kulisach powstania filmu na temat wydarzeń w Karakorum („Broad Peak” reż. Leszek Dawid, prod. Maciej Rzączyński i Dawid Janicki).

Ps. „Człowiek Everestu” Tenzinga Norgaya TUTAJ. Bardzo osobiste wspomnienia o śląskich himalaistach TUTAJ. „Górska” prasówka TUTAJ.

Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński, Broad Peak. Niebo i piekło, wyd. 4, Poznań 2022. ISBN 978-83-67461-30-6 (sygn. 183027).

piątek, 6 lutego 2026

Książki (nie)zapomniane – Jedna doba z życia marionetki

Jedna doba z życia marionetki. Nie, to nie luźne nawiązanie do tytułu filmu Bergmana, w którym marionetki występują w liczbie mnogiej, ale "Urodziny Stanleya" (The Birthday Party) HAROLDA PINTERA (1930-2008) - dramat utrzymany w poetyce teatru absurdu.

Stanley Weber to mężczyzna w średnim wieku, o niejasnym pochodzeniu. Chyba był muzykiem, bo zarabiał (dorabiał?) grą na fortepianie. Od roku mieszka w nadmorskim pensjonacie Meg i Petera Bolesów. Czas spędza głównie na leniuchowaniu. Na ogół nie mówi o swej przeszłości i nie ma żadnych planów na przyszłość. Żyje z dnia na dzień, nierzadko dokuczając gospodyni, która traktuje go ze sporą dozą wyrozumiałości. Od dawna jest przecież w ich domu jedynym gościem. Jednak pewnego dnia sytuacja nieco się zmienia. Dwaj nieznajomi przychodzą z zamiarem wynajęcia pokoi. Nathan Goldberg, mężczyzna pod pięćdziesiątkę, oraz Seamus (Dermot?) McCann, jego podwładny, młodszy o około dwadzieścia lat. Ich przybycie zwiastuje zburzenie spokoju Stanleya, rezydującego samotnie w pensjonacie (oprócz, rzecz jasna, jego właścicieli). Goście natychmiast przejmują inicjatywę i postanawiają urządzić mu przyjęcie urodzinowe. W zaplanowanie wieczornej imprezy ochoczo włącza się Meg, zapraszając jeszcze młodą przyjaciółkę, Lulu.

Staje się rzecz nieoczekiwana. Następuje „przebudzenie” Stanleya. Wiecznie znudzony, gnuśny mężczyzna zaczyna oponować. Nie chce fetowania. Przecież jego urodziny przypadają w zupełnie innym terminie. Prawdę powiedziawszy, odmiany zapragnął już kilka godzin wcześniej. W nagłym porywie zaproponował Lulu zerwanie z codzienną rutyną, chociaż – sądząc z bezsensowności ich dialogu – raczej nieziszczalne:

„Stanley: Wyjechałaby pani ze mną?
Lulu: Dokąd? (…)
Stanley: Nigdzie. Nie ma dokąd jechać. Moglibyśmy po prostu wyjechać. Wszystko jedno, dokąd.
Lulu: Możemy równie dobrze zostać tutaj.
Stanley: Nie. Tutaj niedobrze.
Lulu: A gdzie jest dobrze?
Stanley: Nigdzie.”

Goście i gospodyni jednak nie rezygnują. Rozpoczyna się niechciana przez rzekomego solenizanta impreza, w której konsekwencji Stanley – wzięty w krzyżowy ogień coraz bardziej agresywnych pytań – doznaje rozstroju nerwowego. O poranku Goldberg i McCann wywożą go (uprowadzają?) na badania psychiatryczne. 

O czym jest ten dramat? O niepewności i nieprzewidywalności tego, co wydaje się pewne, ustabilizowane, poukładane…? O kruchości poczucia bezpieczeństwa…? O zagrożeniu czającym się w najbardziej niespodziewanych chwilach i przychodzącym ze strony nawet pozornie przyjaznych ludzi…? O wielkiej niewiadomej, jaką jest (nie tylko drugi) człowiek…?

A jednak… Lulu wyraziła przekonanie, że Stanley i McCann znali się wcześniej, niż nastąpiło ich spotkanie w pensjonacie. Czyli jeden z katów już dawniej podążał za ofiarą? Zatem może jednak Stanley tak sromotnie nie przegrał rozgrywki z mężczyznami, bo  zawsze  b y ł  przegrany? Teraz nastąpiła brutalna i okrutna szansa na zmianę – choćby otoczenia, w którym z nudów tkwił przez rok, ale którego na pewno nie akceptował. Chciał uciec z pensjonatu, swego dobrowolnego „więzienia”. I został z niego zabrany. Czy do kolejnego więzienia?

Harold Pinter, Urodziny Stanleya. Sztuka w 3 aktach, tł. Adam Tarn, "Dialog" 1960, nr 10, s. 37-77 (Czytelnia).

piątek, 30 stycznia 2026

Nasze Skarby: Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny (1928); Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej (1939); Kubiak Irena i Krzysztof, Chleb w tradycji ludowej (1981)

O chlebie jako znaczącym motywie tekstów kultury pisałyśmy TUTAJ i TUTAJ. Dzisiaj zaprezentujemy trzy szacowne pozycje, z których dwie liczą już sobie naprawdę sporo lat.

„Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny” Witolda Gądzikiewicza to niejedyna książka tego autora w zbiorach. Inne dzieła lekarza, profesora trzech uniwersytetów (w Krakowie, Warszawie i Poznaniu) oraz krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej i AWF, to m.in.: „Badania książek szkolnych pod względem higienicznym” (1923), „Higjena książki” (1925), „Ważniejsze zaburzenia zdrowia w wieku szkolnym i zapobieganie ich powstawaniu” (1933).

Co jednak zawiera „Chleb i piekarstwo…”? Oto treść niektórych rozdziałów: produkty surowe służące do wypieku chleba, przechowywanie mąki; wyrób chleba (na drożdżach, na kwasie); piece i pieczenie chleba; nadpiek (czyli różnica między wagą chleba a zużytą do jego wypieku ilością mąki, wyrażona w procentach); przechowywanie chleba, ulepszanie, badanie (np. objętość, stosunek wagi skórki do miękiszu, ciężar właściwy, wchłanialność wody, zawartość błonnika i popiołu); stan sanitarny piekarń; choroby piekarzy, ich śmiertelność i długość życia.

Szczególnie zainteresowały nas ostatnie kwestie. Dowiadujemy się, że piekarz to zawód, w którym jest zatrudniona największa liczba ludzi młodych. Na poparcie tej tezy znajdujemy liczne dane statystyczne i ujęcia tabelaryczne. Ponoć jest to fach, którego wykonawcy cieszą się zwykle dobrym zdrowiem, ale to się zmienia po 50 roku życia - na wyraźną niekorzyść piekarzy w stosunku do innych zawodów. Do tego stopnia, że wniosek ogólny nie jest optymistyczny: „przytoczone fakty o zachorzeniach i śmiertelności piekarzy dobitnie wskazują, że nie cieszą się oni dobrem zdrowiem i długiem życiem.” A jakie są (były?) przyczyny chorób? Kto chce je poznać, niech zajrzy do opracowania.

Całość wieńczy bibliografia („Polskie piśmiennictwo o chlebie i piekarstwie”), w której znajdujemy m.in. takie tytuły: „Chleb z ignamów” (nasz dopisek: chyba chodzi o kłącze bulwiaste zwane też pochrzynem), „O molu mącznym”, „Zacofanie naszego piekarstwa”, „O nowym amerykańskim sposobie ulepszania chleba”.

Witold Gądzikiewicz, Chleb i piekarstwo w oświetleniu higieny, Warszawa 1928 (sygn. 10370).

Druga perełka, to „Błogosławiony chleb ziemi czarnej” Jana Wiktora, po wojnie znanego prozaika. Pozycja jest znacznie obszerniejsza, liczy prawie 450 stron. Oto jak ją przedstawił wydawca:

„Nowa książka rdzennego pisarza wsi i znawcy ludu (…) wprowadza nas w splot aktualnych zagadnień, związanych z wsią polską, a zarazem poprzez dzisiejszą kulturę duchową i materialną ludu polskiego sięga do prehistorii naszych praojców w Prasłowiańszczyźnie. (…) Piękne i prastare obrzędy ludowe sięgające czasów prasłowiańskich łączą się w wyobraźni pisarza w jedną całość z zabytkami kultury materialnej naszych praojców odkrytej w Biskupinie.”

Dodaje, że naprawdę w porę ukazuje się książka, która jest „silnym reflektorem rozjaśniającym zagadkę wsi polskiej”. A co konkretnie zawiera? Spis treści brzmi bardzo górnolotnie i jest ujęty w trzy części: „Obrzędy”, „Kamienie i ziarna spadające na wieś”, „Siejba o świtaniu”. Rozdziały w każdej z nich też zapisano w podobnym, poetyckim stylu. Przytoczymy je (część 1 i 2), bo najbardziej zachęcają do lektury:

„Część 1. W grodzie naszych praojców (o Biskupinie); Kiedy gwiazda zwiastuje narodzenie miłości; Wyprawa po wężową głowę mającą czarodziejską moc; Babry, babrosie i babrule; Po uzdrawiającą wodę; O czarowniku bacy; Pod opieką gruchających gołębi; Za progiem niezwykłej plebanii.
Część 2. Matka wiodąca do światła; Żar w zaciśniętej dłoni; Kryzysowa niedola wsi polskiej; Z potu jego i mordęgi – los narodu; Kto zdoła odkopać wielkie twórcze zdolności; Ślepiec, który pokazuje drogę widzącym; Gdzie pług w polskich garściach, tam Polska; Ci, których tracimy.”

Prawda, że ładne? Jak baśń lub pradawna legenda…

Jan Wiktor, Błogosławiony chleb ziemi czarnej, Lwów, Warszawa 1939 (sygn. 7529).

I trzecia „perła”. Wprawdzie „młoda”, ale wielokrotnie cytuje się w niej bardzo dawne teksty. „Chleb w tradycji ludowej” Ireny i Krzysztofa Kubiaków. Sześć rozdziałów plus wybór tekstów. Szczególnie ten ostatni nas zainteresował. Oto treść: „Zwyczaje związane z wypiekiem chleba; Chleb w zwyczajach dorocznych; Chleb w obrzędach rodzinnych; Chleb w wierzeniach ludowych; Rola pieczywa w magii, lecznictwie i wróżbach; Zwyczaje, obrzędy, wierzenia związane z narzędziami do wypieku i przechowywania chleba”.

Może – dla zachęty – coś o leczniczym działaniu chleba? Oto wartościowa (?) porada: „Kto cierpi na zęby, niech jada ten chleb, który myszy nadgryzły, a nie będą go zęby bolały ani próchniały.” I jeszcze jedna: „Kto nie może spać albo od rozumu odejdzie, wziąć mąki jęczmiennej, upiec chleb, i tym ciepło obłożyć głowę.” 

Irena Kubiak, Krzysztof Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981. ISBN 83-205-3338-4 (sygn. 96288).

Źródło fot. Pixabay.com

piątek, 23 stycznia 2026

Książki (nie)zapomniane - Człowiek z przeznaczeniem wypisanym na twarzy

Niedługa powieść o "klasycznej" czystości, niemal przejrzystości, łącząca kilka prastarych motywów: miłość, śmierć, samotność. I morze, czyli wyzwanie. "Jak ślady na wodzie" (Sillages) VERCORSA (właśc. Jeana Marcela Brullera, 1902-1991).

"Są ludzie, którzy mają swoje przeznaczenie wypisane na twarzy: nikt się nie dziwi nieszczęściom, które ich spotykają. Czy tak było w jego wypadku? Czy smutek i melancholia stanowiły już jakąś zapowiedź?"

Laurel Hardy, młody Irlandczyk, to oficer mechanik, wypatrzony na frachtowcu "Lewis Carroll" przez narratora - dziennikarza udającego się tuż po wojnie do Ameryki. Jednostka, na której płynął, służyła do repatriacji cywilów, a wśród pasażerów była też żona oficera, Armandine.

Pokładowe życie. Jednostajność, wypełniana rozmowami o minionej wojnie i przyglądaniem się towarzyszom podróży. Bez trudu można było dostrzec, że Hardy, choć młody, jest "rozczarowany i zmęczony życiem" i że żona go nie kocha, choć niedawno się pobrali. W czasie wojny, rozłączeni, czekali na siebie, teraz - nie potrafili być ze sobą blisko. Ona nawiązała romans z przystojnym Jacquebertem, jakby ostentacyjnie dając mężowi do zrozumienia, że oboje czują smak życia, gdy (ze sobą?) walczą. Leniwa atmosfera dnia powszedniego rujnowała ich związek.

A jednak coś się zaczęło dziać, czyli "rzeczy, które miały uczynić z tej podróży przygodę pełną wydarzeń pozornie zupełnie nieszkodliwych, ale przecież stanowiących jakby pewną zapowiedź fatalnych następstw". Najpierw - przymusowy przestój wywołany złą pogodą i złowrogie, brzmiące jak memento słowa pani Hardy: "mam nadzieję, że nic się nie stanie na tym statku". Następne: alarm wywołany sztormem i postój na Azorach, awaria komina i cisza przed kolejną "burzą", tym razem już nie atmosferyczną, czyli "epidemia śmiertelnej nudy".

I wreszcie stało się! Mechanik Hardy nie stawił się na wachtę. Zaginął. Każdy na swój sposób był przekonany, że mężczyzna nie żyje, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć głośno przed Armandine. A ona czuła, że ją oszukują, ale odpowiedzi na liczne pytania oczekiwała tylko u narratora...

Tu się jego opowieść urywa...

Retrospekcja. Hardy badał log. Przysnął, gdy statek uczynił gwałtowny skręt. Obudził się pod wodą. Instynkt kazał mu utrzymywać się na niej. Aż dziewięć godzin. Myślał tylko o żonie. Płynął dla niej. Wspominał wspólne chwile. Wiedział, że go szukają. Ale nie wiedział, czy znajdą. Czy zdążą...

Niedługa powieść Vercorsa. Złożona z kilku motywów. Krystalicznie przejrzysta. Jak woda. I jak miłość, która bardzo boli...

Vercors, Jak ślady na wodzie, tł. Jacek Trznadel, Warszawa 1977 (sygn. 75269).

piątek, 9 stycznia 2026

Książki (nie)zapomniane – Historia odbita w lustrze rzeki

„Byliśmy jak rycerze ze starej legendy, co żeglują przez jakieś tajemnicze jezioro do nieznanego królestwa zmierzchu, ku wielkiej krainie zachodu słońca.” Tak opowiadali o przygodzie, którą wspólnie przeżyli. Przedstawił ją w pierwszoosobowej narracji jeden z "Trzech panów w łódce nie licząc psa" (Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog)) JEROME’A K. JEROME’A (1859-1927).

Jerome, Harris i George. Trzej młodzi ludzie oraz czworonóg Montmorency. Pewnego dnia spotkali się u pierwszego z nich i zaczęli narzekać na przepracowanie i związane z nim rozmaite choroby. Żaden nie przyznał się do hipochondrii, bo wszyscy byli przekonani, że te liczne dolegliwości naprawdę odczuwają. Po wymianie opinii znaleźli na nie remedium: dobre powietrze i spokój, które zapewni im dwutygodniowy rejs łodzią w górę Tamizy, na trasie Kingston - Oksford. I wyruszyli. Powieść nie jest jednak kroniką wyprawy. Wydarzenia nie stanowią głównego tematu, bo rytm podróży był dość unormowany i jednostajny: żegluga, posiłki, noclegi, wizyty w karczmach. To, co w książce urzeka, to humorystyczne opisy niektórych prozaicznych wydarzeń (np. obierania ziemniaków) oraz - przede wszystkim! - mnogość bardzo interesujących dygresji dotyczących dziejów mijanych miejsc, które w całości tworzą wzorzystą tkaninę dziejów Anglii.

Wypłynęli z pamiętającego czasy Cezara Kingston, które w X stuleciu było miastem koronacyjnym angielskich królów. Równie bogatą historię mają Hampton i śluza w Sunbury... W Corway Stakes Cezar przekroczył Tamizę podążając za  Cassivelaunusem... Pięknym miejscem jest Weybridge, gdzie do Tamizy wpadają dopływy, zaś śluza w Bell Weir i usytuowana obok niej Magna Charta Island mają związek ze słynnym dokumentem Jana bez Ziemi... Potem – posuwając się w górę rzeki - są Staines, "snobistyczne miasteczko" Maidenhead, śluzy w Boulter i malownicza wioska Cookham... Dramatyczne historie wiążą się z Marlow, „ruchliwą i gwarną mieściną”, nawiedzaną przez Upiora Świętej Damy... Wieś Bisham oferuje - dla odmiany - wyciszenie... W Medmenham stare, ufundowane w XII stuleciu opactwo, majestatycznie panuje nad rozłożystą wodą... Są jeszcze inne wioski: Wargrave (z urokliwymi domkami) i Sonning... Przy zbiegu Tamizy i rzeki Kennet usytuowało się starodawne miasto Reading. Współcześnie są w nim aż dwa uniwersytety! Dalej Tamiza płynie przez Streatley i Goring – urocze miejscowości, opasuje Wallingford i Dorchester – grody pamiętające jeszcze czasy Brytów, a pośród ulic Abingdon wije się ulicami. Ta ostatnia jest „mieściną cichą, niezmiernie przyzwoitą, czystą i rozpaczliwie nudną”, a jej historia przez wieki była związana z miejscowym opactwem Benedyktynów pw. św. Marii - pierwszym klasztorem w kraju, zbudowanym w 675 roku.

Pod koniec drugiego tygodnia podróży panowie i pies znaleźli się w pobliżu śluzy w Iffley - cichego przedmieścia Oksfordu o atmosferze małego miasteczka. Przy obsadzonych zielenią ulicach ujrzeli stare domy i tradycyjne puby. Sam Oksford - od XIX wieku nazywany „miastem rozmarzonych wież” - zaskoczył ich mnogością psów. To stare miasto; osadnictwo na jego terenie sięga IX wieku. A  okolice nad górną Tamizą - co bez trudu dostrzegli - są pełne pamiątek po Rzymianach. Ślady ich osadnictwa znaleziono w  Pangbourne, zaś chrześcijańskie dzieje znaczy zbudowany w XII wieku i istniejący do dzisiaj kościół św. Jakuba. Właśnie w tutejszej przystani przyjaciele zostali zmuszeni (przez niesprzyjającą pogodę) do zakończenia przygody i powrotu do Londynu koleją. Przez kilkanaście dni ich znikome dzieje splotły się z wielowiekowymi losami kraju, którego piękno na nowo odkryli.

"Trzech panów w łódce nie licząc psa" jest także opowieścią o samej rzece:

„Rzeka – kiedy słońce iskrzy się wśród roztańczonych fal i pozłaca szarozielone pnie buków, błyska na ciemnych i chłodnych ścieżkach leśnych, goni cienie po mieliznach, sypie diamenty z kół młyńskich, śle pocałunki liliom, baraszkuje ze spienionymi wodami śluz, srebrzy okryte mchem stare mury i mosty, opromienia maleńkie wiosczyny, zdobi każdą ścieżkę i łąkę, wplątuje się w krzaki, uśmiechnięta wyziera z każdej zatoczki, wesoło połyskuje na dalekim żaglu, przepaja słodyczą powietrze – wtedy rzeka jest złotą bajką. Ale rzeka – zimna i posępna, gdy deszcz bez ustanku siąpi na jej brunatne i gnuśne wody (…), gdy lasy, nieme i posępne, okrywają się całunem gęstej mgły, a drzewa stoją na brzegu jak widma (…) taka rzeka jest tylko nawiedzaną przez duchy wodą w krainie próżnych żalów. Słońce – to krew życia Natury”.

Piękna, zabawna, a czasem wzruszająca powieść, w której stulecia odbijają się w falach Tamizy - szumiącym świadku niezliczonych wydarzeń. Wielkich, wiekopomnych, ale też zupełnie nieznanych, jednostkowych, które utonęły w pomroce dziejów jak w płynących od stuleci wodach.

Jerome K. Jerome, Trzech panów w łódce nie licząc psa, tł. Kazimierz Piotrowski, wyd. 3, Warszawa 1986. ISBN 83-203-2293-6 (sygn. 166816).
Jerome K. Jerome, Trzech panów w łódce nie licząc psa, tł. Kazimierz Piotrowski, wyd. 4,  Warszawa 1988. ISBN 83-05-12114-3 (sygn. 126470).

 Forografie pochodzą z Pixabay.com

piątek, 26 grudnia 2025

Książki (nie)zapomniane – Pisał i śpiewał o tym, co najważniejsze

Literat, kompozytor, piosenkarz. Bard. LEONARD COHEN (1934-2016). Tomik "Słynny niebieski prochowiec" (nawiązujący do utworu „Famous Blue Raincoat”) zawiera wybór wierszy i piosenek.

Pisał i śpiewał o życiu, codzienności, miłości, wierze, przemijaniu. O tym, co istotne. Oto niektóre (ważne) tematy…

… Los, cierpienie, odniesione rany, np. "Miejski Chrystus", "Co ja tu robię".
… Tradycja, historia, etyka, np. "Opowiadanie Izaaka"… Postacie historyczne, np. "Królowo Wiktorio", "Dzisiaj tu, jutro tam" (George Washington, Franklin D. Roosevelt) … Ciężar sławy, np. brzemię dziejów spadające na ramiona słabej dziewczyny, czyli "Joanna D'Arc":

"Tylko płomień biegnie za Joanną
Kiedy jedzie konno przez ciemność
Nawet księżyc jej zbroi nie złoci
Jest sama wśród dymu i nocy
I mówi - Już mnie ta wojna zmęczyła
Chcę być znowu taka jak byłam"

(Tł. Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

… Trwanie, ludzie warci pamięci, np. "Są ludzie".
… Niepewność czasu, w którym żyjemy, niepokoje codzienności, np. "Uliczne opowieści":

"Dokąd wiodą te autostrady
Skoro jesteśmy już wolni?
Dlaczego maszerują armie
Które wróciły z wojny?"

(Tł. Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

„Wciąż wojna trwa między biednym i bogatym
Wojna między mężczyzną i kobietą
Między tymi którzy mówią tak
I tymi którzy wiecznie przeczą"

("Wciąż wojna trwa", tł. Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

… Porażająca zwyczajność zła, np. "Wszystko, co należy wiedzieć o Adolfie Eichmannie".
… Bliskie sercu miejsca, np. "To tylko miasto, kochanie".
… Miłość, tęsknota, smutek, mijanie, ciało, np. "Zabierz tęsknotę", "Prawdziwa miłość nie zostawia śladów", "Okno", "Tańcz mnie po miłości kres", zwykle możliwa do opisania w poetyce paradoksu, np. "Posiadając wszystko":

"Martwisz się, że odejdę.
Nie odejdę od ciebie.
Tylko obcy wędrują.
Posiadając wszystko,
nie mam dokąd odejść."

(Tł. Maciej Karpiński)

… Droga, wędrówka, wygnanie, np. "Zabłąkany Kanadyjczyk", "Zuzanna":

"Pan Jezus był żeglarzem (...)
Gdy upewnił się że tylko
Mogą widzieć Go tonący
Rzekł - Żeglować będą ludzie
Aż ich morze wyswobodzi..."

(Tł. Maciej Zembaty)

… Bóg, np. "Dzisiaj tu, jutro tam":

"Zapytałem raz Jezusa, czy nienawiść w sercu ma
do ludzkości, co skazała Go na krzyż?
- O miłości lepiej mów,
nie mam czasu, bywaj zdrów;
tyle jeszcze do zrobienia, muszę iść."

(Tł. Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

… Przyroda, chwile, piękno, chociaż czasem bolesne, np. "Modlitwa o zachód słońca", "Letnie haiku dla Franka i Marian Scott".
… Autotematyzm, np. "Jak mówić poezję":

"Nie rób ze słowa czegoś, czym ono nie jest. (...) Nie próbuj wzbić się w powietrze, kiedy mówisz o lataniu. Nie zamykaj oczu i niech głowa nie opada ci na ramię, kiedy mówisz o śmierci. (...) Jakiego wyrazu domaga się nasza epoka? Nasza epoka nie domaga się żadnego wyrazu. (...) Wymawiaj słowa, podawaj dane, usuń się w cień." (Tł. Maciej Karpiński)

… Testament, modlitwa wstawiennicza, czyli "Jeśli wola Twa":

"Jeśli wola Twa
to umilknę znów 
i uciszę głos
tak jak kiedyś już (...)
Jeśli wola Twa
prawdą zabrzmi głos
i z Kalwarii tej 
pieśń zaśpiewam swą"

(Tł. Maciej Zembaty)

Leonard Cohen, Słynny niebieski prochowiec. Wiersze i piosenki, tł. Maciej Karpiński, Maciej Zembaty, Bydgoszcz 1990. ISBN 83-7003-095-5 (sygn. 132260).

piątek, 12 grudnia 2025

Książki (nie)zapomniane - "Miesiąc nocy najdłuższej, bezlitosny grudzień"

Stan wojenny w Polsce. Wprowadzony 13 grudnia 1981, zawieszony 31 grudnia 1982,  zniesiony 22 lipca 1983. W tym okresie powstała sporo wierszy autorstwa nie tylko niegodzących się z rzeczywistością amatorów, ale także wybitnych poetów, np. "Przywracanie porządku" Stanisława Barańczaka, "Scena przy kominku" Ernesta Brylla, "Do Ryszarda Krynickiego - list" Zbigniewa Herberta, "Pieta Polska" Anny Kamieńskiej,  "Szczególnie obraźliwe" Ryszarda Krynickiego, "La Pologne martyre" Czesława Miłosza, "Hymn" Jana Polkowskiego, "Kęska" Adama Zagajewskiego. Także tomik "Czas zamarły. Wiersze stanu wojennego" TADEUSZA KIJONKI (1936-2017).

Smutne wiersze. Wymienimy kilka dominujących tematów i motywów, czyli...
... Nawiązanie do polskiej historii, zwykle łączące patriotyzm z religijnością i podkreślające  rolę Matki Bolesnej w ojczystych dziejach, np. "Męski rym", "Jeżeli jesteś":

"Co pokolenie – pokonane,
Strzaskany sztandar za sztandarem.
Pod niebem polskim błędnych planet
Znów próżne siły na zamiary. (...)
Co dom o zmroku matki bledną,
Że każda znów się stanie pietą"

... Motyw Bożego Narodzenia i przywołanie znanych kolęd, np. "Pasterka 1981":

"Znikąd gwiazdy betlejemskiej: po rękojeść wbity nóż.
Dmą syreny milicyjne zamiast łun anielskich trąb. (...)
Martwa noc. (…)
Jednak wyszli przed północą, jak na szychtę twardo brną.
W skrzepach mrozu, w ostach wiatru głuchoniemy łomot stóp.
Bo na murach zwiastowania słowa zaszły czarną krwią,
I co serce lęk, czy jeszcze żłóbek tam – czy boży grób."


i dalej - jak na poetę ze Śląska przystało - wspomnienie tragedii w KWK "Wujek":

"Słychać – wzbiera – krok za krokiem pióropuszy czarny szum:
Z „Wujka” idą, placu śmierci –
lulaj, lulaj w błyskach kul.

Lulaj, lulaj, ty, ziarenko światła śród podziemnych skał.
A na rękach niosą w darze –
Dziewięć przestrzelonych ciał."


oraz podziemnego strajku górników w kopalniach Piast" i "Ziemowit", np. "Zwiastowanie":

"Jak zwęglone zwłoki ciała powalone -
Ktoś tam czasem westchnie: pod Twoją obronę...
Pełznie pieśń błagalna, to grzmi, to opada –
Głazy ciężkich głosów błądzą po pokładach.
I znów cisza czarna wypala źrenice –
Ile dni minęło, jak nieba nie widzę?"


... Codzienna walka o zdobycie podstawowych środków do życia, np. "Mięso":

"Punkt szósta wybiegają ludzie do kolejek,
Tam tulą się do siebie w kostniejący mróz. (...)
Gdyby nie dekret, każdy byłby jeszcze wcześniej;
Gdy racje są wojenne liczy się i kość.
Co do grobu prócz mięsa człowiek z sobą weźmie
I prócz kości -
Czy jeszcze jest w człowieku coś?"


... Jednoznaczne ujęcie systemu wartości i antywartości, np. nawiązanie do postaci Kaina - archetypu pierwszego mordercy w "Braciach" i Hamleta z jego moralnymi dylematami w "Być":

"Od ojcobójstwa większą zbrodnią jest tyrania. (...)
Hamlet wie: nawet myśli już są na podsłuchu. (...)
I Hamlet musi zginąć, by pozostać sobą.
Sumienie nie ma granic, państwo - to granice."


... Wyjaskrawienie cech nieludzkiego czasu poprzez zobrazowanie dziecięcych marzeń, np. "Baśń" (tytuł także wiele "mówi"):

"Dzieciom śni się ogromna jak czołg…
Czekolada.

Jedzie, staje przed domem, kiwa lufą z wieży.
Znów ten zapach kakao z niemożliwych marzeń.
Nagle z czołgu wychodzi gromadka żołnierzy:
Są także czekolady -
Nadziane grylażem."


... Wykorzystanie religijnych gatunków literackich, np. kolędy (np. "Cicha noc") i pastorałki (np. "Pastorałka grudniowa"), pieśni, requiem (w tytule tomiku lub "Matce górniczej") oraz żałobnych ujęć wersyfikacyjnych, np. dystych elegijny skontrastowany z dziecięcą naiwnością podmiotu w "Rymowance".

Post factum. Stan wojenny zniesiono, ale epopeja cierpienia trwała. Dlatego w tomiku znalazł się wiersz "Ecce homo", upamiętniający męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki:

"Tę trumnę prostą niósł na barkach naród
Jak krzyż, co w niebo wrósł, by stać się wiarą"


Smutne wiersze. Świadectwo ciemnego czasu i wydarzeń, o których nie wolno zapomnieć.

Ps. Temat pokrewny: kolędy patriotyczne TUTAJ i TUTAJ.

Tadeusz Kijonka, Czas zamarły. Wiersze stanu wojennego, Warszawa 1991. ISBN 830702224X (sygn. 138829).
Można przeczytać
Krystyna Heska-Kwaśniewicz, Powrót Czasu zamarłego, „Śląsk” 2011, nr 12, s. 13.
Krystyna Heska-Kwaśniewicz, Przyszli nocą w uśpiony dom. Literackie echo tragedii w kopalni "Wujek", "Śląsk" 2006, nr 12, s. 15-17.
Mieczysław Inglot, O poezji stanu wojennego, „Język Polski w Szkole Średniej” 1992/93, z. 1, s. 4-16.


piątek, 28 listopada 2025

Książki (nie)zapomniane – Warownia zbudowana z prawd podstawowych

Osobliwa, niezwykła książka. Raczej nie powieść, bo praktycznie nie ma akcji. Prędzej przypowieść. Może traktat. Pojawiają się w niej między innymi (idealny?) władca - przywódca ludu i  cesarski syn, czyli narrator. Zatem utopia? „Twierdza” (Citadelle) ANTOINE’A DE SAINT-EXUPÉRY’EGO (1900-1944). Niedokończone opus magnum pisarza.

„Twierdza” to swoiste kompendium filozoficznych uogólnień będących konsekwencją obserwacji życia i osobistych przemyśleń. Ponieważ zawiera niezliczoną ilość sentencji, może należałoby o niej napisać właśnie tak – zestawiając najważniejsze tematy. Są to na przykład…

Czas, wartość czekania, cierpliwość: „Nie potępiaj błędów tak, jak to robi historyk, który osądza minioną epokę. Kto będzie robił wyrzuty cedrowi, że jest dopiero nasieniem albo łodyżką, pochylonym prętem? Poczekaj. Spośród pomyłek i błędów wyrośnie cedrowy las, z którego w wietrzne dni jak dym kadzidła będą ulatywać ptaki.”

Bogactwo i ubóstwo, posiadanie, własność: „zamożność sprzyja powstawaniu złudzeń i pogoni za czczym bogactwem. Natomiast mieszkańcy pustyni albo klasztoru, nieposiadający nic, widzą naocznie, skąd się bierze radość i w ten sposób łatwiej chronią źródło swojej żarliwości.”

„A bogactwo polega właśnie na wierceniu studni, czekaniu na dzień odpoczynku, wydobywaniu diamentu z wnętrza ziemi i zdobywaniu miłości. Nie zaś na tym, aby studnie, dni wolne od pracy, diamenty i swobodę miłości - posiadać.”

„Nieważne jest w moich oczach, czy człowiek będzie mniej czy więcej posiadał. Ważne jest, czy będzie mniej czy bardziej człowiekiem.”

Czyn, wysiłek, trud niezbędny do duchowego postępu: „nie wolno wam unikać wysiłku, chyba po to, żeby podjąć wysiłek jeszcze większy; gdyż zadaniem waszym jest rosnąć.”

„Bo smutek rodzi się zawsze z czasu, który upływa, a nie zostawia owocu.”

„Im cięższa praca, w której się spalasz, tym więcej daje ci radości. Im więcej dajesz, tym bardziej rośniesz. Ale musi być ktoś, kto będzie brał. I nie jest dawaniem tracić na darmo.”

Ład, harmonia, wolność: „Ale jak wolność nie jest swawolą, tak i ład nie jest brakiem wolności.”

„Nie rozumiem, dlaczego oddzielać przymus od wolności. Im więcej wytyczę dróg, tym większą masz swobodę wyboru. A przecież każda droga jest przymusem, gdyż ogrodziłem ją z obu stron płotem.”

Bóg, miłość: „Ukaż mi się, Panie, bo wszystko staje się okrutne, kiedy utracona jest obecność Boga.”

„Kiedy pewnego dnia będziesz przyjmował Twoje stworzenie do Twych spichlerzy, otwórz nam szeroko (…) wierzeje, i wpuść nas tam, gdzie nie będzie odpowiedzi, bo i pytań nie będzie, tylko sama szczęśliwość, która jest zwornikiem wszystkich pytań i obliczem, które daje ukojenie.”

Pokój i wojna: „Pokój nie jest stanem, który można osiągnąć poprzez wojnę. Jeśli wierzę w pokój wywalczony bronią, zginę, rozbroiwszy się. Gdyż pokój można osiągnąć tylko budując pokój.”

Życie i śmierć: „Bo żyć możesz tylko tym, za co zgodzisz się umrzeć. (…) Choć słowa „śmierć” i „życie” drwią z siebie nawzajem, możesz żyć tylko tym, za co gotów jesteś umierać.”

„ten, co odszedł, jeśli czcimy jego pamięć, jest potężniejszy i bardziej obecny od żywych.”

Czym zatem jest tytułowa twierdza? „Budowlą” powstałą z prawd podstawowych – z elementów najtrwalszych, właściwie niezniszczalnych, bo niematerialnych.

Ps. Edycja, która przedstawiamy, zewnętrznie wygląda jak maleńka twierdza, czy raczej kunsztownie wykonana szkatułka, ozdobiona starannie dobranymi cytatami, rzucającymi pewne światło na wielowymiarową zawartość utworu. 

Osoba i dzieła de Saint-Exa na tym blogu: TUTAJ (pisarz), TUTAJ (motywy i cytaty), TUTAJ ("Pilot wojenny"), TUTAJ ("Poczta na Południe")  

Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza, tł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa, Warszawa, Ożarów Mazowiecki, 2023. ISBN 978-83-11-17121-3 (sygn. 183028).


piątek, 14 listopada 2025

Książki (nie)zapomniane – W ludzkim piekle kwarantanny, czyli obraz zuniformizowanego społeczeństwa

Kolejna metaforyczna powieść o epidemii? Było ich sporo (np. TUTAJ, TUTAJ). Co jakiś czas pojawiają się nowe, bo temat fascynuje. Zwykle nie jest literalnym opisem zarazy, ale skłania się ku metaforze. “Miasto ślepców” (Ensaio sobre a cegueira) JOSÉ SARAMAGO (1922-2010) porównuje się do „Dżumy” Alberta Camusa (TUTAJ).

Dzień jak co dzień? Zaczyna się zwyczajnie, ale pod wieczór już będzie wiadomo, że był inny niż wszystkie. W kraju i mieście nieznanym z nazwy pojawia się epidemia tzw. białej ślepoty. Ludzie nagle zaczynają tracić wzrok. Prawdopodobnie zarażają się wzajemnie. Narrator nie wymienia ich imion ani nazwisk. Są to między innymi dziewczyna w ciemnych okularach, okulista, żona lekarza, złodziej samochodów. Poruszają się bez celu. Potrącają się wzajemnie. Nie wiedzą, dokąd idą. W życie społeczności szybko wkrada się chaos i zatacza coraz szersze kręgi.

„odgłosów pełna ciemność
Szum drzew kroki własny oddech co słuchaniu wadzi
Cóż z groźnych przeczuć Pójdę tam gdzie ślepiec poprowadzi”
(Jacek Kaczmarski, „Przypowieść o ślepcach”)


Motyw ślepców ma sporą tradycję w tekstach kultury. Poczynając od biblijnej przypowieści będącej fragmentem nauczania o zagrożeniach płynących dla ogółu ze strony złych przewodników (Mt 15,14-20), co znacząco poszerza perspektywę odbioru. Tę samą myśl wyraża obraz „Ślepcy” (De parabel der blinden) Pietera Bruegla Starszego i dramat Maurice’a Maeterlincka (TUTAJ).

Władze nienazwanego miasta decydują, by zarażonych mieszkańców odseparować od widzących w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Poddanych kwarantannie lawinowo przybywa. Świat, społeczeństwo jako zakład dla obłąkanych - tu znowu mamy czytelne nawiązania do znanych utworów. Wystarczy wspomnieć „Salę nr 6” Antona Czechowa (TUTAJ), "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya lub - szerzej – każdy szpital, np. "Oddział chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna.

I oto szpital - pilnowany przez uzbrojonych żołnierzy – przestaje się czymkolwiek różnić od więzienia. Więcej, wytwarza się w nim swoista subkultura, podział na katów i ofiary. Walka o przetrwanie, żywność, załatwienie najprostszych potrzeb stają się udręką:

„Z ręką na cudzych plecach iść poniżenie i męczarnia
Każdy z nich inną kryje myśl w inną się stronę garnie
Przy żarciu też ten pierwszy syty się poczuje
Kto szybciej zmaca gdzie jest chleb i szybciej go przeżuje (…)
O tak jak teraz Padam na nich kłębią się pode mną
A każdy swoje ciało ma i własną w ciele ciemność”
(Jacek Kaczmarski, jak wyżej)


Codzienność osadzonych (to właściwe słowo!) jest katorgą. Łamanie regulaminu, gwałty, przekraczanie kolejnych granic upokorzenia. Nasuwają się skojarzenia z kolejnymi książkami, szczególnie z „Ludźmi w sytuacjach pokusy i upokorzenia” Marka Kosewskiego i opisem okrutnego eksperymentu, czyli z „Efektem Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?” Philipa Zimbardo. Także z perspektywą świata jako obozu w „Opowiadaniach” Tadeusza Borowskiego (TUTAJ).

W ludzkim piekle kwarantanny zrazu nikt nie wie, a z czasem coraz więcej osób się domyśla, że jest wśród nich jedna osoba, która widzi. Żona lekarza. Dobrowolnie przyszła z nim do tego miejsca. Jej obecność jemu niesie nadzieję, a innym – tak im się wydaje – zagrożenie, bo gdy zabija nożyczkami herszta ciemiężycieli i gwałcicieli, wielu… ma jej to za złe. Przywykli do niewoli? A może przestali wierzyć, że ich los się zmieni, bo przecież – jak zaznacza narrator - „ślepota jest przede wszystkim utratą nadziei”. Kolejna tradycja literacka to antyutopia? Społeczeństwo skłócone, nieznajdujące wspólnego celu, sprowadzające egzystencję do spraw materialnych (przetrwania), zuniformizowane?

„Cóż nam zostało kiedy świata zabrakło dookoła
Kije i sakwy i kapoty i palce w oczodołach
Powiewy wiatru słońca promień na chciwe twarze brać
Padać i wstawać padać i wstawać padać i wstawać padać i wstawać
I wstać”
(Jacek Kaczmarski, jak wyżej)


Pora wstać. Wydarzenia następują szybko: bunt ślepców, podpalenie szpitala, odzyskanie wolności. Ale gdzie iść? Skąd wziąć żywność? Gdzie znaleźć dach nad głową? Żona lekarza prowadzi, pomaga, zdobywa pokarm. 

„Będziemy walczyli milcząc na ślepo
I choć pójdzie wielka na ślepców obława
Nie obejmie prawo pozbawionych prawa”
(Jacek Kaczmarski, „Przysięga”)


I oto w pewnej chwili ludzie zaczynają stopniowo… odzyskiwać wzrok. Ogólna radość. Wydaje się, że niebawem wszystko wróci do normy. Tak, wydaje się, bo przecież pozostaje jeszcze ostatni, niepokojący akapit, najbardziej przypominający powieść Camusa, tylko bez perspektywy czasowej. Z „kiedyś” skróconym do „dziś”. Jak go rozumieć?
 
Ps. Powieść została sfilmowana w 2008 roku przez Fernando Meirellesa. Wstrząsający obraz dla ludzi o bardzo mocnych nerwach. 

Jose Saramago, Miasto ślepców, tł. Zofia Stanisławska, Warszawa 1999. ISBN 83-7200-483-8 (sygn. 151554).

piątek, 17 października 2025

Książki (nie)zapomniane - Przekazał innym w udziale trochę swego nieba

"Przekazał nam w udziale trochę swego nieba" napisał o nim jeden z kolegów. „Pilot alpejskich lodowców” (Geiger, pilote des glaciers) to zawodowa autobiografia HERMANNA GEIGERA (1914-1966). W tym wydaniu dołączono do niej "Przedmowę" F. Germaina oraz "In memoriam" A. Guexa, napisane po śmierci autora.

Geiger. Szwajcarski lotnik i ratownik górski. Pionier lądowania na lodowcach Alp Szwajcarskich. Pierwszy człowiek, który pobił rekord wysokości lądowania na helikopterze: 4370 metrów. Spędził ponad 20 000 godzin życia w powietrzu. Miał na koncie 35 000 lądowań w górach i setki akcji ratowniczych.

Urodził się 27 października 1914 r. w Savièse, na południe od Sion. Miał dziewięciu braci i cztery siostry, czyli - jak to fachowo porównał - prawie trzy eskadry rodzeństwa. Od dziecka bliskie mu były góry. Największe osiągnięcia w lotnictwie odniósł jako ratownik. Pierwszą taką akcję odbył 2 lipca 1952 r. Spieszył na ratunek ludzi, chociaż nie zawsze mógł przywozić żywych. Poszukiwał zasypanych przez lawiny. Dokonywał zrzutów drewna na opał dla domostw odciętych od świata przez obfite opady. Ratował od głodu zwierzęta: kozice i owce. Zrzucał żywność i organizował zbiórki pieniędzy na ich dokarmianie. Użalił się nawet nad... spróchniałym krzyżem leżącym na dnie parowu. Wylądował, by go zabrać i przybić do ściany własnego domu.

Geiger z wielką sympatią pisze o wszystkich: kolegach, uratowanych ludziach, ptakach i świstakach. Wspomina niezwykłe wydarzenia, np. Mszę św. odprawianą w wysokich górach, gdzie skrzydło samolotu było ołtarzem, a witrażem niebo. Dostrzegając domy nielicznych mieszkańców tych okolic uogólnia ich (i swoją?) egzystencję: "Szczęśliwi są ludzie żyjący w pobliżu nieba".

Oto fragment "Przedmowy" F. Germaina:

"Hermann Geiger, człowiek-ptak, a nawet bardziej ptak niż człowiek, skoro ziemia, ojczyzna człowieka, wydawała mu się mniej pewna niż powietrze, ojczyzna ptaków!"

I dalej: 

"jako ratownik wysokogórski, odpowiedzialny wobec swoich kolegów-ratowników za pomoc niesioną w górach, za ich trudy, ryzyko, pot i krew, pragnąłem na własne oczy zobaczyć człowieka, który dokonał tylu niezwykłych wypraw ratowniczych i doprowadził je do pomyślnego zakończenia wśród niebotycznych, dzikich, przeoranych lodowcami masywów, na pozór prawie niedostępnych. I oto poznałem człowieka najprostszego pod słońcem. (...) Był lotnikiem miłującym swój zawód. (...) Był także człowiekiem (...) kochającym ludzi (...), który uważał za rzecz zupełnie naturalną natychmiastowy odzew na pierwszy krzyk rozpaczy. Gdy chodziło o ratunek narciarza, alpinisty lub robotnika zagubionego gdzieś wśród skał, startował nie zwracając uwagi na słotę czy trudny teren (...). Geiger kochał także zwierzęta miłością głęboką i naturalną. (...)  Ponoć na podstawie stosunku narodów do zwierząt ocenia się stopień ich cywilizacji; chyba znacznie lepiej można na tej podstawie ocenić charakter człowieka i jego ludzkie uczucia niż stopień jego cywilizacji".

Parę faktów z "In memoriam" A. Guexa... Śmierć dosięgła Geigera 26 sierpnia 1966 r. - tam, gdzie zaczynał przygodę z lotnictwem, czyli na lotnisku Sion, gdy startował do instruktażowego lotu. W tym samym czasie jeden szybowiec podchodził do lądowania. Tory obu maszyn znalazły się dokładnie jeden nad drugim. Szybowiec uderzył w helikopter Geigera. Obie maszyny spadły. Geiger zginął. Jego pasażerka przeżyła. Charles-Albert Gabioud - pilot szybowca - zmarł dziewięć dni później. 

„Człowiek-ptak” miał piękny pogrzeb. Na jego trumnę i cały kondukt żałobny zrzucono z przestworzy mnóstwo róż. Sypały się jak barwny śnieg... Tak, Guex miał rację, że los Geigera "stał się także jego odwetem (...), dosięgając go na równinie, a nie w górach, nawet śmierć nie zdołała podważyć mistrzostwa jego techniki". 

Ps. Do treści wspomnień dołączono fotografie, rysunkowe schematy oraz niektóre listy od uratowanych, pełne wdzięczności, pieczołowicie przechowywane przez żonę. 

Hermann Geiger, Pilot alpejskich lodowców; A. Guex, In memoriam, tł. Janina Karczmarewicz-Fedorowska, przedm. F. Germain, Warszawa 1970 (sygn. 49645).

piątek, 3 października 2025

Książki (nie)zapomniane – Opowieść tak piękna, jak życie poświęcone innym

„Czy to bajka, czy nie bajka…” . To nie opowieść o krasnoludkach i sierotce. „To nie bajka. To prawda”. Tak JANUSZ KORCZAK (właśc. Henryk Goldszmit, 1878 lub 1879-1942) zaczyna swoją – jednak nieco baśniowo zaprezentowaną, choć arcypradziwą – opowieść o Wielkim Człowieku. „Uparty chłopiec. Życie Ludwika Pasteura”. I wszystko jasne? By poznać jego dokonania wystarczy sięgnąć do encyklopedii. Jednak nie! U Korczaka ta biografia to fascynująca opowieść. Realistyczna, a z delikatną nutką poezji... Dyskretnie i ujmująco moralizatorska… Piękna jak życie poświęcone innym...

„Trudne jest życie wielkiego człowieka, ale wspaniałe. Jak dziwna bajka.  Jaj najpiękniejsza z bajek.”

Kilka znanych faktów z jego wartościowego życia... 
... Ojciec, Jean-Joseph Pasteur, wcześnie osierocony, weteran wojen napoleońskich, pracował jako garbarz. Matka, Jeanne-Étienne Roqui, była ogrodniczką (jej pierwsze imię Louis nada później najstarszej córeczce). Pobrali się i zamieszkali w małym domku. Ich pierwsze dziecko, dziewczynka, żyła tylko cztery miesiące.
... Louis przyszedł na świat tuż po Świętach Bożego Narodzenia, 27 grudnia 1822 roku. To było niejako przedłużenie radości. Po jakimś czasie urodziły się jeszcze dwie jego siostry. 
... Jako dziecko dużo rysował i malował. Miał talent. Ludzie mówili, że zostanie malarzem.
... Lubił słuchać, a co usłyszał, pamiętał. Kolega ojca często gościł w ich domku, by powspominać kampanię Cesarza. Był lekarzem, więc mówił o medycynie, o bolesnych, niegojących się ranach. Inny kolega, Romanet, nalegał, by kształcić chłopca.
... W szkole bywało różnie. Z historii i geografii miał oceny dostateczne. Ale podziwiał jednego nauczyciela, Daunasa, pozwalającego dociekliwym pytać i cierpliwie tłumaczącego niejasności. Louis w przyszłości postępował z własnymi uczniami i studentami jak on.
... Rodzice często zmieniali miejsca pobytu. Wędrował wraz z nimi. Chwilowo podjął pracę jako nauczyciel w Besançon.
... Paryż. Stolica. Sporo możliwości. Tu poznał profesora Biota, krystalografa, który dziesiątki lat zajęło szukanie odpowiedzi na to, co Louis odkrył w bardzo krótkim czasie. Zaprzyjaźnili się. A młody naukowiec chciał wiedzieć coraz więcej. Jego lista pytań z każdym dniem się wydłużała:

„Dlaczego cukier rozpuszcza się w wodzie? (…)
Dlaczego do chleba potrzebne są drożdże?
Dlaczego chorują motyle i owce?
Dlaczego człowiek choruje?”


... Kolejna przeprowadzka. Do Strasbourga. Tu zawarł związek małżeński z Marie Laurent, córką profesora. Mieli pięcioro dzieci: Jeanne, Jeana Baptiste’a, Cécile, Marie-Louise i Camille. Tylko dwoje - Jeana Baptiste i Marie-Louise - doczekało dorosłości.
... Smutne chwile. Śmierć matki. Śmierć ojca - w dniu pierwszokomunijnej uroczystości wnuczki, Cecylii.
… Uniwersytety. W Lille, potem na Sorbonie. Odnosił znaczące sukcesy, więc też zaczęło mu  przybywać wrogów.
… Lata spędzone w laboratorium. Badania nad odpornością poszczepienną, tyfusem, wścieklizną, wąglikiem, cholerą. Nad chorobami ludzi i zwierząt.
… Doznał paraliżu. Podniósł się. Wybuchła wojna francusko-pruska. Jego jedyny syn znalazł się w armii. Przeżył. Po klęsce Francji trudniej było mu powstać. Zwrócił wszystkie nagrody otrzymane od rządu pruskiego. Bo „wiedza nie ma ojczyzny, uczeni mają ojczyznę”.
… Zwiększało się grono oszczerców. Na dowód, że Louis mylił się w badaniach, obiecali pokazać mu… kurę. Nie pokazali. Nie było jej. Ponieważ trudno przyznać się do błędu stwierdzili, że klatka była otwarta i kurę zjadł pies. Czy wiedzieli, jak bardzo się ośmieszyli?
… W ciągu pracowitego życia napisał ponad 230 książek… i sporo listów do chłopców, których leczył, bo dla nich zawsze miał czas… 

„Życie wielkich ludzi jest jak bajka, jak trudna bajka.”

Ps. Korczak o prawach dziecka TUTAJ, Korczak we wspomnieniach Idy Merżan TUTAJ.

Janusz Korczak, Uparty chłopiec. Życie Ludwika Pasteura, w: tegoż, Dzieła. 12, Kajtuś czarodziej; Uparty chłopiec; Opowiadania (1918-1939), Warszawa 1998, s. 213-296 (sygn. 156130/12). Także w Wolnych Lekturach (TUTAJ).

Il. poniżej Pixabay.com 

piątek, 19 września 2025

Książki (nie)zapomniane – Człowiek, który widział (prawie) wszystko

Egipt i Bliski Wschód około 1400 r. p.n.e. Mozaika ludzi i zdarzeń. Wielkie chwile dziejowe i te niemające znaczenia dla ogółu, prywatne, utopione w mroku odległych tysiącleci. Na ich tle jeden człowiek o imieniu zmienionym na Ten, Który Jest Samotny, czyli „Egipcjanin Sinuhe” (Sinuhe egyptiläinen) MIKI WALTARIEGO (1908-1979).

Sinuhe. Uczestnik i świadek największych wydarzeń swego czasu. Widział i przeżył (prawie) wszystko… Wstrząsy dziejowe, wynoszące na trony władców i z nich strącające… Liczne państwa starożytnego świata i krainy: Syrię, Babilonię, Mitanni, Kretę… Poznał przedstawicieli elit i nędzarzy… Smak bogactwa i gorycz nędzy… Miłość, nienawiść, samotność i wygnanie…

Nikt zaś nie poznał pochodzenia Sinuhe. Został znaleziony – jak Mojżesz – w łódeczce płynącej Nilem. Kipa zabrała go do domu w Tebach, gdzie dorastał w otoczeniu kobiety i jej męża, Senmuta, lekarza biedoty. Zrazu myślał o karierze żołnierza, ale ostatecznie poszedł w ślady ojca. Znajomy rodziny, Ptahor, umożliwił mu wejście do Domu Życia, gdzie – będąc kapłanem najniższego stopnia – mógł uczyć się medycyny. Jako student poznał kurtyzanę, Nefer, a fascynacja złą kobietą spowodowała z czasem fatalne skutki. Ale wówczas wszystko przebiegało po jego myśli. Zaczął robić zawodową karierę. Dotarł nawet na dwór Amenhotepa IV i otrzymał stanowisko królewskiego trepanatora. Za pracę otrzymywał pieniądze z dworu faraona, więc mógł sobie pozwolić na zakup niewolnika, Kaptaha. Ten – nieco ułomny (nie miał jednego oka), ale bardzo sprytny – szybko zdobył zaufanie swego pana. Dobra passa trwała. Do czasu…

Pewnego dnia jego droga życiowa ponownie skrzyżowała się ze ścieżką uczęszczaną przez podstępną Nefer. I zaczął tracić to, co zgromadził. Dla tej kobiety roztrwonił dobytek własny i rodziców, a po ich zgonie nie miał nawet środków na pochowanie najbliższych. Ciała przyjęła pustynia…

Zemsta na Nefer nie była słodka. Nie miał już nic… oprócz Kaptaha. Razem wyjechali z Egiptu do ościennego kraju. Odtąd nieustannie wędrowali dalej i dalej… Przystanek nastąpił przy boku Merit, dziewczyny pracującej jako służąca w karczmie, która urodziła Sinuhe syna, Tota. Po chwilowym zwolnieniu życiowego biegu znowu zasiadł na dziejowej karuzeli. Przeżywał niezliczone przygody, a gdy wreszcie postanowili wrócić do Egiptu, władzę przejął nowy faraon, Horemheb, niegdyś jego przyjaciel. Czy Wiecznego Wędrowca czekał wreszcie odpoczynek po trudach? Nie. Władca posłał go na dożywotnie wygnanie…

Odludny brzeg Morza Czerwonego. Fale biją o brzeg. Myśli biegną ku temu, co było. I ku temu, co niebawem nastąpi. Starzec spisuje dzieje swojego burzliwego życia. Tak, to Sinuhe. Wygnaniec. Prawie Archetyp. Człowiek.

Ps. Starożytny Egipt w literaturze TUTAJ. Literacka starożytność TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

Mika Waltari, Egipcjanin Sinuhe, t. 1-2, tł. Zygmunt Łanowski, wyd. 5, Warszawa 1987. ISBN 83-07-01108-6 (sygn. 118739/1-2). Także wyd. 6, 1989. ISBN 8307011086 (sygn. 128407/1-2).
Można zobaczyć
Egipcjanin Sinuhe (The Egyptian). Reż. Michael Curtiz. 1954. USA. 139 min. Główne role: Edmund Purdom, Peter Reynolds, Peter Ustinov, Jean Simmons, Michael Wilding, Angela Clarke, Bella Darvi.

piątek, 22 sierpnia 2025

Książki (nie)zapomniane – Barwna mozaika ludzi i zdarzeń

Był taki czas w szkole podstawowej (wspomina p. Basia), że chyba lepiej znałam historię Anglii niż dzieje ojczyste. A niemały wpływ na ten stan rzeczy miał… księgozbiór biblioteki. Znajdowałam tam sporo książek pisarza, który szybko stał się jednym z moich ulubionych. Proza GEORGE’A CHANDOSA BIDWELLA (1905-1989) to cudowna mozaika. Powieści obyczajowe, których akcja rozgrywa się na tle autentycznych wydarzeń, ale przede wszystkim - wspaniale napisane biografie. Przez karty tej prozy przewijają się…

… Słynne postaci… John Churchill i jego żona,  Sara Jennings (“John i Sara księstwo Marlborough”, sygn. 97455)… Filantrop i działacz na rzecz zniesienia niewolnictwa - William Wilberforce („Hebanowe ładunki. William Wilberforce i brytyjski handel niewolnikami”, sygn. 79871)… Działaczka na rzecz praw kobiet - Emmeline Pankhurst („Bunt długich spódnic”, sygn. 55953)… Jeden z najsłynniejszych prozaików - “Walter Scott” (sygn. 99530).

Odkrywcy, podróżnicy, kolonizatorzy, żeglarze i korsarze, kupcy i przemysłowcy… Sir Francis Drake („Pirat królowej”, sygn. 97603)… „Dynastia” Drake’ów („Saga rodu Hawkinsów”, sygn. 54470)… George Brydges Rodney („Admirał jego królewskiej mości”, sygn. 67318), Robert Clive (“Zdobywca Indii”, sygn. 71156, 106822), David Livingstone („Livingstone”, sygn. 27091) i Cecil Rhodes („Król Diamentów”, sygn. 87511).

Nade wszystko jednak – władcy. Dzielny „Zdobywca Anglii Wilhelm I z Normandii” (sygn. 91360)… Nieustraszony Ryszard „Lwie Serce” (sygn. 100419, 100667) i takiż Henryk V, czyli prawdziwy „Ostatni rycerz króla Artura” (sygn. 79280)… Ryszard III York - ponoć „Diabelski pomiot” (sygn. 61716)… Wielokrotnie żonaty Henryk VIII („Rubaszny król Hal”, sygn. 170362)… Największa i najsławniejsza - Elżbieta I („Najcenniejszy klejnot”, sygn. 107363)… Monarchowie niespokojnej pierwszej połowy XVII stulecia: Jakub I („My z Bożej Łaski Król Anglii”, sygn. 41105) i Karol I Stuart ("Boś lud swój pomordował...", sygn. 65646)… Tak zwany Śliczny Książę Karolek („Cudzą krwią. Opowieść o Karolu Edwardzie Stuarcie”, sygn. 59045, 86463)…

Galeria barwnych postaci. Mozaika ludzi i zdarzeń. Historia podana w przystępny i fascynujący sposób. Proza naprawdę warta czytania.

piątek, 8 sierpnia 2025

Książki (nie)zapomniane - Dwie bajki

Te utwory JEANA GIRAUDOUX (1882-1944) dzieli ponad 20 lat. Pierwszy jest debiutancką powieścią z 1921 roku, drugi – słynnym dramatem, wielokrotnie wystawianym na deskach światowych teatrów.

Zuzanna i Pacyfik (Suzanne et le Pacifique). „Jeśli mężczyzna się nudzi, trzeba go rozruszać; jeśli kobieta się nudzi, trzeba ją powstrzymać”. Tak brzmiała zwycięska maksyma w konkursie na hasło dotyczące nudy, ogłoszonym i ufundowanym przez „Sydney Daily”. Nagrodą była podróż dookoła świata. Triumfatorka - tytułowa Zuzanna - udała się więc do Australii, by rozpocząć  rejs. Nie przypuszczała, że czeka ją niesamowita, groźna przygoda, a do kraju wróci dopiero po latach...

Do równika podróż przebiegała bez większych problemów. Aż do momentu... buntu załogi. Odtąd wszystko zaczęło toczyć się jak w mało realistycznym śnie. Burza. Tratwa ratunkowa. Brzeg nieznanej wyspy na Oceanie Spokojnym. Tu spędziła rok. W następnych latach były... kolejne wyspy. Na szczęście - hojnie uposażone w krystalicznie czystą wodę i pożywne rośliny. Świetnie sobie radziła w samotności. Wreszcie wróciła do cywilizacji - bogata w doświadczenia, niemal odrodzona po długim kontakcie z naturą. Jeszcze jedna robinsonada, ale "ulepszona" starymi, oświeceniowymi ideami na temat dobroczynnego wpływu dzikiej przyrody na człowieka. Raczej przyjemna bajka, niewiele mająca wspólnego z tym, co jej autor stworzył później, a dzięki czemu przeszedł do historii literatury XX wieku.

Jean Giraudoux, Zuzanna i Pacyfik, tłum. Cezary i Maria Gawryś, Warszawa 1981. ISBN 8306006941 (sygn. 95589, 124038).

Wariatka z Chaillot (La Folle de Chaillot). Kolejna „Bajka” - pisana w cudzysłowie i z dużej litery, bo to zarazem podtytuł dramatu.

Paryska kawiarnia „Chez Francis” jest stałym miejscem spotkań czterech dyrektorów dużej firmy poszukującej ropy naftowej... pod ulicami francuskiej stolicy. Na szczęście, ich haniebne plany poznaje niezupełnie zrównoważona, ale pogodna i dobra hrabina Aurelia. Z pomocą obytego w światowych sprawach przyjaciela przystępuje do działania. Organizuje wokół siebie ludzi ze społecznego marginesu oraz takie jak ona, niezbyt mądre idealistki. Wspólnie postanawiają przepędzić z miasta (do podziemia!) chciwych "biznesmenów". Tak też czynią. Harmonia i ład społeczny - zakłócone przez pazerność, korupcję i urzędniczą bezduszność - zostają przywrócone.

Krytycy zawsze dopatrywali się w dramacie drugiego dna, odczytując go jako satyrę na uległość marionetkowego rządu okupowanej Francji wobec agresora. Spostrzegany w tym kontekście, byłby to może jeszcze jeden utwór z długiej listy tekstów reprezentujących tradycję sowizdrzalską, w której głupi okazywał się mądrym, siła musiała abdykować przed sprytem i "chłopskim rozumem", a władcą zostawał ten, na którego nikt nie liczył. Taka literatura zawsze przynosiła konsolację. W chwilach ucisku dawała nadzieję na zwycięstwo sprawiedliwości. Pomagała żyć pomimo przeciwności. I zawsze będzie potrzebna.

Jean Giraudoux, Wariatka z Chaillot [online]. Zob. TUTAJ.

piątek, 25 lipca 2025

Książki (nie)zapomniane - W kręgu mrocznych tajemnic

Trzy siostry. Anne, Charlotte i Emily. Ta ostatnia - najbardziej znana. Wychowywane w posępnej, ponurej atmosferze. Nieco tajemnicze. Wychylają się z romantycznych mroków i do dziś zachwycają niesamowitą wyobraźnią. Przypomnimy „Dziwne losy Jane Eyre” (Jane Eyre) najstarszej z nich, CHARLOTTE BRONTË (1816-1855).

Jane - narratorka i tytułowa bohaterka - opowiada swoje niełatwe życie. Wcześnie została sierotą. Już jako dziecko trafiła do niegościnnego domu krewnej, Sary Reed. Ciotka nie potrafiła jej pokochać. Faworyzowała własne dzieci, a dziewczynkę za wszystko - czyli za winy popełnione i wymyślone - surowo karciła, by wreszcie wysłać ją do zakładu dla sierot w Lowood, w którym na dziecko czekały kolejne upokorzenia, surowa dyscyplina i spartańskie warunki bytowe. A jednak Jane - inteligentna i zdolna - zdołała ukończyć szkołę. Więcej, otrzymała w niej posadę nauczycielki. I wkrótce odeszła z własnej woli. Otrzymując odpowiedź na zamieszczone przez siebie prasowe ogłoszenie, podjęła pracę guwernantki w domu Edwarda Rochestera. Tu rozpoczyna się kolejny etap jej trudnego życia. Chyba najważniejszy...

Posiadłość Thornefield Hall skrywa swoje tajemnice. Przede wszystkim zagadką jest jej właściciel - samotny ojciec Adèle. Ale co z matką dziewczynki? To - jak się później okaże - dawna kochanka Edwarda, zaś jego żona, Bertha Mason, obłąkana i głęboko nieszczęśliwa, mieszka pod tym samym dachem. Zrazu wydaje się, że Jane znajdzie bezpieczną przyszłość, a może nawet szczęście w ramionach doświadczonego życiowo gospodarza, który proponuje małżeństwo. Właśnie wtedy na jaw wychodzi okrutna prawda. Mroczny sekret narzeczonego rzuca długi, złowrogi cień na oboje. Kobieta nie chce być żoną bigamisty. Wspólna przyszłość okazuje się niemożliwa. Postanawia uciec…

Ostatkiem sił dociera do domu Riversów, dalekich krewnych. Dwie siostry i brat użyczają schronienia. Więcej, St. John planuje wyjazd na misje i chętnie widziałby Jane u swego boku. Ale ta myślami jest już daleko. Usłyszawszy odległe wołanie i rozpoznawszy głos Rochestera, porzuca chwilową bezpieczną przystań i wraca do mężczyzny, którego naprawdę kocha. Edward stracił posiadłość... i wzrok we wznieconym przez żonę pożarze. Nie ma już wiele do zaoferowania. Czy miłość Jane okaże się tak wielka i wspaniałomyślna, że z nim pozostanie?

Tak, romantyzm to była szczególna epoka. Wołanie, które rozlega się w przestrzeni (?), w sercu bohaterki (?), swoisty zew, na pewno nie należy do w pełni realistycznych elementów świata przedstawionego. Ale nie bądźmy drobiazgowi, bo czegóż innego można się spodziewać po książce o miłości?

Charlotte Brontë, Dziwne losy Jane Eyre, przeł. Teresa Świderska, wyd. 2, Warszawa 1971 (sygn. 52197).
Charlotte Brontë, Dziwne losy Jane Eyre, przeł. Teresa Świderska, Warszawa 2020. ISBN 9788381397797 (sygn. 180361).

piątek, 11 lipca 2025

Książki (nie)zapomniane - To tylko gra

Oto współczesna interpretacja średniowiecznej historii o Tristanie i Izoldzie. Napisana z punktu widzenia osoby mającej w życiorysie doświadczenie wojny światowej i wyzbytej złudzeń. "Tristan 1946" MARII KUNCEWICZOWEJ (1895-1989).

Pensallos w Kornwalii. Od jakiegoś czasu bezpieczna przystań Wandy Gaszyńskiej, wdowy w średnim wieku. Wojna rozdzieliła ją z synem, Michałem. Nie kochała jego ojca, nie bardzo tęskni też za dzieckiem. Ale wysyła zaproszenie. Niebawem wejdzie w rolę służącej Brangien.

Michał - uczestnik Powstania Warszawskiego, a później jeniec z obozu wyzwolonego przez Amerykanów - poznaje w Kornwalii Kathleen McDougall, Irlandkę, studentkę psychofizjologii i laborantkę w szpitalu psychiatrycznym, gdzie sam chodzi na zabiegi. Rozkwita romans, która nie ma przyszłości, gdyż młodzi chyba nie kochają się dość mocno, by przezwyciężyć pojawiające się przeszkody. A może trochę boją się obudzić z tego czarownego snu, w którym - trochę jak lunatycy - uporczywie trwają, nie chcąc zmierzyć się z otaczającą ich, niełatwą powojenną rzeczywistością. Dziewczyna ostatecznie wyjdzie zatem za mąż nie za wyśnionego kochanka, ale za siedemdziesięcioletniego profesora, Jamesa Bradleya. Michał poszuka sobie żony w Ameryce - kobiety po przejściach, matki nieślubnych córek.

A jednak, po latach, na wieść o wypadku Michała, Kathleen podejmie trud dalekiej podróży, by... przekonać się, że nie ma nic do powiedzenia swojej dawnej fascynacji. Bo przecież nie miłości, skoro nie chciała doń wrócić nawet po śmierci starego profesora. Więcej, potrafiła "usunąć" dziecko Michała. A mężczyzna też nie próbuje jej zatrzymać. Oto koniec legendy. Pozostaje to, co zaobserwowała Wanda:

"Miałam go za cynika, za kabotyna. On nie był ani cynikiem, ani kabotynem. Po prostu nie wierzył, przeżywszy w Polsce wojnę totalną, że istnieje jakiś wspólny mianownik ludzkich spraw i wspólny ludzki język."

Dlatego lawiruje, oszukuje, przeinacza. Kathleen i Michał to przelotne ptaki, okaleczone w przeszłości, za którymi snuje się długi cień minionych spraw. Tych dwoje nawet nie próbuje zbudować swojego schronienia ani wejść do tego, który już jest (to w przypadku Michała, który nie umie zobaczyć w Wandzie matki, nazywając ją stale "przyjaciółką"). Żyją na niby, wśród kłamstw, pustych słów i nieszczerze odgrywanych ról.

Smutna powieść. Pesymistyczna. Współczesna wersja średniowiecznej historii, w której był jednak heroizm. W tej go z pewnością brak. 

Kuncewiczowa M., Tristan 1946, Warszawa 1984 (sygnatura: 106150). Mamy także inne wydania.

piątek, 27 czerwca 2025

Książki (nie)zapomniane - "Upadek jest podstawą powodzenia, powodzenie - stopniem wiodącym do upadku"

Egzotyka i Tajemnice Wschodu. Miłość i udręka. Życie i śmierć. "Malowany welon" (The Painted Veil) W. SOMERSETA MAUGHAMA (1874-1965).

Kitty Fane jest mężatką z zaledwie dwuletnim stażem. Wyszła za Waltera, gubernialnego lekarza - bakteriologa, nie kochając. Zamieszkali w Chinach, gdzie poznali Karola Townsenda, lokalnego urzędnika, oraz jego dużą rodzinę, czyli żonę, Dorotę, i trójkę ich dzieci. Kitty prędko rozpoczęła romans z biuralistą. Jednak stale zadręcza się myślą, że mąż odkrył jej niewierność. Sama nie potrafi (czytaj: nie chce) zakończyć tej przygody. Cichy, przygnębiony Walter rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby wiedział. Ale nie czyni ukochanej wyrzutów.

W jednej z prowincji wybucha epidemia cholery. Mężczyzna ofiarowuje pomoc zakonnicom prowadzącym. szpital. Planuje podróż i prosi Kitty, by mu towarzyszyła. Wówczas dochodzi między nimi do szczerej rozmowy. Walter dowiaduje się o zdradzie i żąda, by Karol zdecydował, z którą kobietą chce dzielić życie. Ale karierowicz ujawnia egoistyczne oblicze. Marzy o godności gubernatora. Kochanka może mu w tym przeszkodzić, a Dorota - pomóc...

Kitty przystaje na propozycję męża. Także podejmuje pracę w szpitalu, ale jako opiekunka młodszych dzieci. I odkrywa, że jest w ciąży. Z kim? Nie wie. Epidemia zatacza coraz szersze kręgi. Walter chce chronić żonę i prosi, by wróciła do domu. Sam przypłaca swą ofiarność życiem. Śmiertelnie zakaził się podczas medycznego doświadczenia. Przypadkiem czy celowo przeprowadzając je na sobie?

Wspaniałomyślna Dorota proponuje kochance męża zamieszkanie ze swą rodziną. Dla Kitty - nadal zauroczonej Karolem - taka sytuacja jest nie do zniesienia. Musi coś postanowić...

Orientalna mądrość głosi: "Upadek jest podstawą powodzenia, powodzenie - stopniem wiodącym do upadku"...

W. Somerset Maugham, Malowany welon, przeł. Franciszka Arnsztajnowa, Warszawa 2009 (sygn. 178401). 

piątek, 13 czerwca 2025

Książki (nie)zapomniane: Życie na śmietniku (cywilizacji?)

Niezwykła, niepokojąca, nieco mroczna, wręcz absurdalna opowieść, czyli „Wyspa” (Concrete Island) JAMESA GRAHAMA BALLARDA (1930-2009).

Kto to jest? Robinson Crusoe? Piętaszek? Nie. Nazywa się Robert Maitland. Jest londyńskim architektem. Ma żonę, ośmioletnią córkę, dobrą pracę i zasobny portfel. Niczego mu w życiu nie brakuje… oprócz sensu.

Dzień taki sam jak zwykle. Maitland przemierza srebrzystym jaguarem plątaninę miejskich dróg. U zbiegu trzech autostrad, pędząc bez zwracania zbytniej uwagi na przekroczoną prędkość, doznaje wypadku. Wyrzucone z trasy auto ląduje u stóp nasypu. Na „wyspie”, a dokładniej – na nieoficjalnym wysypisku śmieci, zamkniętym, niedużym terenie ogrodzonym siatkami i wałami. Nikt go tu nie słyszy ani nie dostrzega, a hałas nieustannie jadących samochodów skutecznie zagłusza wołanie o pomoc. „Rozbitek” nie potrafi samodzielnie wdrapać się na skarpę, bo – potrącony jeszcze przez inny pojazd - doznał poważnych i dokuczliwych obrażeń.

Robert podejmuje kilka nieudanych prób wydostania się z potrzasku. Bez skutku. Nie pomaga podpalenie samochodu. Ognisko nie przyciąga uwagi bezustannie podróżujących. Strumień samochodów wciąż płynie. Potem nadciąga ulewa, która też krzyżuje jego plany. Pisze ogłoszenia, ale deszcz (albo ktoś?) je zmywa. I oto w pewnej chwili na tym odludziu pojawia się „dzikus”, a nawet dwoje. Jak się okazuje, teren jest miejscem zamieszkania Proctora – niedorozwiniętego intelektualnie włóczęgi w średnim wieku, byłego akrobaty, oraz Jane Sheppard, prostytutki. Właśnie dziewczyna jako pierwsza wyciąga życzliwie dłoń. Transportuje rannego do gruzowiska, w którym wraz ze swym towarzyszem urządziła swoistą kwaterę. Kobieta niedawno przebyła traumę (utratę dziecka) i nie potrafi w pełni zapanować nad wybuchami złości, które mieszają się u niej z momentami czułości. To sprawia, że chwilami taktuje Maitlanda niemal jak dziecko, by po chwili odnosić się do niego gniewnie i opryskliwie.

Mija kilka dni. Mężczyzna czuje się lepiej. Dziwne, że nikt go nie szuka. A on też już nie bardzo spieszy się do opuszczenia „wyspy”. Uczy Proctora – „Piętaszka” pisać, bez oporów zjada wyrzucane przez kierowców resztki, które tamten zbiera. Jednak na autostradzie coś się zmienia. Przyjeżdżają robotnicy, by naprawić jej popsuty element. Proctor ginie. Jane ucieka w obawie przed policją. Robert zostaje sam. Czy właśnie o tym podświadomie od początku marzył? Wreszcie musi zmierzyć się z konkretnym wyzwaniem – koniecznością przetrwania, bo do tej pory wszystko miał na wyciągnięcie ręki.

"Byłeś na wyspie na długo przedtem, zanim się rozbiłeś" usłyszał od dziewczyny. I chyba tak jest w istocie. Ona codziennie znajdowała klientów przy autostradzie. Maitland też z łatwością mógł zatrzymać którykolwiek pojazd. Wyjście przez skarpy nie było przecież niemożliwe. Ale prawdopodobnie wolał zamienić wygodne życie (dla niego wegetowanie!) na przygodę, choćby na śmietniku. Na śmietniku cywilizacji? Bo to chyba nie Proctor, ale on był Piętaszkiem. Ten pierwszy „wydostał się” z matni. Zginął w trakcie prezentowania ostatniej życiowej „akrobacji”. Zauważmy, że imię Proctor pochodzi od średnioangielskiego rzeczownika „proketour,” oznaczającego nadzorcę, menedżera, czyli kogoś panującego nad sytuacją. To  R o b e r t  chciał „zdziczeć”. "Właściwie nie czuł już potrzeby opuszczenia wyspy i to samo potwierdzało, że objął ją w posiadanie". Teraz postanawia, że utnie sobie drzemkę, a później zaplanuje sposoby wydostania się z pułapki. Na pewno?

„Wyspa” fascynuje hipnotyczną atmosferą. Oszałamia możliwościami interpretacyjnymi. Skrywa nawiązania do wielkich tekstów kultury. W plątaninie – nie ulic, ale znaczeń – każdy ma szansę odnaleźć własne tropy i na chwilę (?) stać się panem tego bogactwa utajonych sensów.

J. G. Ballard, Wyspa, tł. Lech Jęczmyk, Warszawa 1982. ISBN 83-07-00524-8 (sygn. 98099).

piątek, 30 maja 2025

Książki (nie)zapomniane - Nikt nie zna całej prawdy o człowieku

"Bo dziecinadą nazywają często ludzie i te rzeczy, z których już wyrośli, i często te rzeczy, do których jeszcze nie dorośli". Marzenia a rzeczywistość. Tęsknota za prawdą i ponawiane przez wieki pytanie: Co to jest prawda?” Oto refleksyjny dramat (komedia?) „Żeglarz” JERZEGO SZANIAWSKIEGO (1886-1970).

Portowe miasto. Zapewne niemałe, bo jest tu uniwersytet i siedziba admiralicji. Zbliża się pięćdziesiąta rocznica bohaterskiej śmierci lokalnego bohatera, kapitana Nuta. Władze planują odsłonięcie jego pomnika i muzealną ekspozycję. Rzeźbiarz już tworzy podobiznę, ogłasza się zbiórkę pamiątek po zmarłym. I tu jest problem, bo ich po prostu… brak. Nie istnieje nawet wiarygodna fotografia, a każdy z nielicznych znajomych inaczej go charakteryzuje.

W pracowni Rzeźbiarza spotykają się siostra artysty, Med, miejscowi notable, a wkrótce dołącza do nich Jan – narzeczony dziewczyny. Właśnie wrócił z trwającej półtora roku podróży. Szukał śladów po kapitanie. I znalazł, ale nie takie, jakich się spodziewano. Z demaskatorskim zapałem ujawnia „prawdę”. Listy Nuta do Lady Peppilton – istniejące tylko w odpisach i świadczące o romantycznej miłości – to fałsz. Wcale ich nie było. Jedyny świadek, Stary Marynarz, sprowadzony przez Jana, twierdzi, że kapitan – rzekomo nie chcąc oddać statku wrogom - nie podpalił go i na nim nie zginął. W rzeczywistości ogień powstał przez nieuwagę jednego z członków załogi, który zasnął z fajką w składzie bawełny. Gdy pożar się rozprzestrzeniał, kapitan uciekł razem z załogą.

Zebrani nie chcą słuchać tych rewelacji. Jeden po drugim wychodzą, uprzednio usiłując usprawiedliwić nieheroiczne czyny swojego bohatera. Rzeźbiarz myśli podobnie. Zwraca się do Jana: "Kiedyś tu wszedł - toś powiedział – „To jest kapitan Nut". Skąd poznałeś, że to on? Zobaczyłeś (...) takiego, jakiego widziałem ja. Więc... może był taki, jak ten". Ale Jan nie daje za wygraną. Co więcej, znajduje sojusznika w Wydawcy, który kusi pieniędzmi za demistyfikującą książkę: "zarobimy dobrze, bo to ludzie kupią... A kupią dlatego, bo (...) lubią, gdy się bliźniego z imieniem i nazwiskiem obniży". Jan się waha. Po raz pierwszy nie ma pewności, czy dobrze czyni. Wstrzymuje się z decyzją.

I oto nadchodzi drugi kusiciel: Paweł Szmidt. Dopowiada, że Nut handlował opium, by wreszcie ujawnić, że sam jest kapitanem, a jednocześnie… dziadkiem Jana. Wyjaśnia sprawę rzekomych listów do Lady Peppilton ("nie piękne listy mówią o pięknej miłości"). Jan rzeczywiście nie przypomina sobie sytuacji, by babka źle mówiła o Pawle. Co więcej, mężczyzna zgromadził niezły majątek i chce go przekazać wnukowi. Przestaje mu też zależeć na tym, czy ten ujawni informacje zgromadzone w toku poszukiwań.

Następuje uroczysty dzień odsłonięcia pomnika. Czy w Janie zwycięży duch „prawdy” (jak ją rozumie), czy tęsknota za ideałem? Czy jego „prawda” nie okaże się zbyt mała wobec Legendy?

W interpretacjach dramatu często powtarza się, że człowiek potrzebuje mitu. Trudno się z nimi zgodzić. Przeczą im słowa Wydawcy. Raczej jest to utwór o zapalczywym młodzieńcu, widzącym świat w czarno-białych barwach, który wreszcie zrozumiał, że nikt nie zna całej prawdy o człowieku. Często myślimy, że ten drugi jest gorszy. A co, jeśli jest lepszy?

Tego autora: "Adwokat i róże" (TUTAJ), "Kowal, pieniądze i gwiazdy" (TUTAJ), "Most" (TUTAJ).

Jerzy Szaniawski, Żeglarz. Komedia w trzech aktach, Kraków 1958 (sygn. 130279). Także kilka innych wydań.

piątek, 2 maja 2025

Książki (nie)zapomniane - Niepowtarzalna uroda ojczystych dziejów

Duchy na posterunku Milicji Obywatelskiej i funkcjonariusz pudłujący podczas wielokrotnej próby strzelania do nich... Widmo pojawiające się w sylwestrowe noce i nieodmiennie zwiastujące pomyślność... Znikająca z portretu postać prymasa, a po jakimś czasie powracająca na swoje miejsce... To nie jest fantazja. To wydarzyło się (dzieje się?!) naprawdę. Zostało poświadczone przez konkretne osoby i opisane w pełnej uroku książce...

"Duchy polskie czyli krótki przewodnik po nawiedzanych zamkach, dworach i pałacach” BOGNY WERNICHOWSKIEJ (-2024) i MACIEJA KOZŁOWSKIEGO (1937-2002). 49 rozdziałów, kilka czarno-białych ilustracji. Autorzy we wstępie tak tłumaczą swój zamysł: „naszym celem nie było opisanie zjawisk parapsychologicznych, lecz ukazanie bogactwa i niepowtarzalnej urody (...) ojczystych dziejów”. I to się udało znakomicie! Przedstawiono tylko te miejsca, co do których istnieje stwierdzenie autentyczności związanych z nimi legend, czyli można wskazać konkretne osoby, które z tymi zjawami się "spotkały". Ciarki już przechodzą po plecach, prawda?

Śląsk reprezentują rozdziały: "Więzień olsztyńskiego zamku (chodzi o Olsztyn koło Częstochowy); Upiorna beczka; Jeździec bez głowy z Dankowa; Tajemniczy obelisk z Kruszyny; Skarby i zjawy z Toszka; Baron-hazardzista z Ryczowa". Z pogranicza Śląska i Małopolski mamy "Czarnego Psa z Ogrodzieńca".

Dolny Śląsk? Kilka opowieści: "Rycerz z Chojnika; Czerwony upiór z Grodźca; Zbrodnicza kasztelanka z Grodna; Myśliwy z Książa; Błazen z Bolkowa".

Wielkopolska? Jest i ona: "Czarna Księżniczka z Szamotuł; Zjawy z Baranowa; Biała Dama z Kórnika; Dama z Uniejowa". Z Wielkopolski, z granicy z Dolnym Śląskiem, pochodzą "Opowieści z Rydzyny", a z ziemi lubuskiej - opowiadanie o "Rycerzu w płomieniach".

Małopolska jest wspomniana wielokrotnie: "Rycerz z Melsztyna; Kochankowie z Dębna; Fantomy z Pieskowej Skały; Alchemik z nowosądeckiego rynku; Zjawy z Wiśnicza; Sroga pani suskiego zamku; Biała Dama z niedzickiego zamku; Złowróżbne malowidła i nawiedzony dom; Czarna Dama z krakowskiego magistratu". Inne regiony,  h i s t o r y c z n i e należące do Małopolski, reprezentują opowieści: "Tajemniczy rumak z Chęcin; Husarz na zamkowych murach; Kroki w biskupim pałacu". Na Lubelszczyźnie, na skraju Małopolskiego Przełomu Wisły, pojawia się "Czarna Dama z Janowca".

Podkarpacie też liczy sporo ważnych obiektów nawiedzanych przez cienie sprzed lat: "Bielica z Krasiczyna; Smutna wdowa z Leska; Mała Pani z Odrzykonia; Karzeł z Dubiecka; Zjawy z Łańcuta; Mnich z Zagórza; Kareta z Lipowca". Między Mazowszem a Podkarpaciem pojawia się zaś "Żółta Dama".

Mazowsze, czyli: "Zmory z Szydłowca; Upiorny Kardynał z Nieborowa; Opowieści z Wilanowa".

Na Warmii i Mazurach również bywa strasznie. Przeczytajmy "Błędne ogniki w Reszlu"! Na ziemi pałuckiej - nie inaczej. Tu grasują "Diabeł Wenecki" i "Nieszczęsna starościanka z Gołańczy".

Wreszcie Pomorze ze swymi zjawami, czyli: "Komtur z Bytowa; Widma z Tuczyna; Duchy golubskiego zamku; Blada Pani z Bobolic".

Do opowieści napisanych pięknym stylem i z gruntowną znajomością ojczystych dziejów (oraz miłością do nich, co wyczuwa się na każdej stronie), dołączono - dziś już w dużej mierze pewnie zdezaktualizowane - informacje turystyczne. Wskazuje się w nich drogi dojazdu, pobliskie punkty noclegowe, gastronomiczne i inne informacje. Kto lubi podróże (i nie boi się za bardzo!), wykorzysta opisane tu historie ku swojemu pożytkowi. A może do "Duchów polskich" zajrzą też nauczyciele języka ojczystego, historii, geografii? Czyż takie opowieści nie zainteresowałyby uczniów?

Bogna Wernichowska, Maciej Kozłowski, Duchy polskie czyli Krótki przewodnik po nawiedzanych zamkach, dworach i pałacach, il. Janusz Stanny, wyd. 2, Warszawa 1985. ISBN 83-7005-065-4 (sygn. 112655). I wyd., 1983 (sygn. 104095).