„Absalomie, Absalomie...”. Oto kolejna wielka powieść WILLIAMA FAULKNERA (1897-1962) ukazująca obraz amerykańskiego Południa przed i po zakończeniu wojny secesyjnej.
Thomas Sutpen to niejednoznaczna postać. Szkot przybyły i osiadły nad Missisipi w dość niejasnych okolicznościach. Zakupiwszy od rdzennych mieszkańców ziemię za bezcen, zatrudniając niewolników na plantacji, dorobił się pięknej posiadłości i sporej fortuny. Nietrudno było mu pozyskać serce córki miejscowego notabla, a gdy kobieta – już jako szacowna małżonka - urodziła Judith i Henry’ego, wydawało się, że pozycja rodziny w lokalnej społeczności jest ostatecznie ugruntowana. Nic bardziej błędnego.
Mijały lata. Dzieci dorosły. Pewnego dnia Henry przywiózł do domu na święta kolegę z uniwersytetu, Charlesa Bona, który zainteresował się Judith. Znowu upłynęło trochę czasu. Zakochana para zaplanowała ogłoszenie zaręczyn. Właśnie wtedy Thomas zorientował się, że narzeczony córki jest… synem jego i Eulalii, kobiety, którą niegdyś poznał pracując na plantacji w Indiach. Judith była zdruzgotana, a przyrodni bracia z trudem przyjęli do wiadomości tę rewelację. Wtedy wybuchła wojna secesyjna. Obaj zaciągnęli się do wojska. Walczyli dzielnie. Wydaje się, że pogodzili się już z myślą o swym pochodzeniu. Ale uprzedzenia rasowe - hodowane przez lata na Południu – odżyły, a w ich wyniku Charles zginął…
Potem było już tylko gorzej. W społeczeństwie sytuacja jako tako ustabilizowała się, a w rodzinie Sutpenów wszystko się waliło. Kolejne złe decyzje (także matrymonialne) głowy rodu spowodowały, że założona przezeń „dynastia” zaczęła podupadać. Zabójstwa, pożar, nieumiejętność stawienia czoła przeciwnościom, wreszcie zwykłe ludzkie pomyłki doprowadziły ją do ostatecznej ruiny. Trochę to przypomina wielki, bolesny finał "Wściekłości i wrzasku” tegoż autora.
Książka rozpoczyna się… od końca, to znaczy narrację zasadniczo prowadzi i akcję inicjuje Quentin Compson - wnuk przyjaciela zmarłego już Thomasa. Mężczyzna wraca pamięcią do przeszłości. Wspomina minione czasy w niezupełnie linearnym ciągu. W jego wypowiedź włączają się inne osoby. Narracje przeplatają się, a każda coś dodaje lub (reinterpretując) – zaciemnia. Faulkner pełnymi garściami czerpie z nowatorskich rozwiązań powieści XX wieku, wkomponowując w tekst rozbudowane zdania, elementy strumienia świadomości i inne techniki przedstawiania zdarzeń. W warstwie treściowej aluzyjnie nawiązuje do biblijnego sporu pomiędzy Absalomem i jego ojcem, Dawidem. To wielowymiarowe dzieło zawiera też inne literackie odniesienia. Wdzięczna rola przypada więc ich tropicielom. Fabuła i „forma” są tu ściśle powiązane i sugerują jeszcze jedną, „naddaną” możliwość interpretacji, czyli… iluzoryczność zuchwałej pewności w jednoznacznej ocenie człowieka. Klęski Sutpena stanowią konsekwencję jego (niedobrych) wyborów i czynów. Chcąc ustabilizować i umocnić pozycję rodu, doprowadził do jego ruiny. Ale co tak naprawdę można powiedzieć (pewnego) o człowieku, nie znając jego myśli i motywacji? Posiadłość ostatecznie trafiła w ręce tego najbardziej „niegodnego”, niezdolnego do jej zarządzania. Czyli kogo?
William Faulkner, Absalomie, Absalomie..., przeł. Zofia Kierszys, wyd. 3, Warszawa 1974 (sygn. 60662).
piątek, 9 sierpnia 2024
Książki (nie)zapomniane - Chcąc umocnić pozycję rodu, doprowadził do jego ruiny
piątek, 26 lipca 2024
Książki (nie)zapomniane - Klęski spadają na nich jak deszcz meteorów
Literackie „dzieje upadku rodziny”. Pierwsze skojarzenie – „Buddenbrookowie”. A drugie – już nieoczywiste, bo nie zawiera go podtytuł (jak u Manna), ale wynika z kilkugłosowej narracji, jaką odnajdujemy we „Wściekłości i wrzasku” (The Sound and the Fury) WILLIAMA FAULKNERA (1897-1962).
„Life (…) it is a tale
Told by an idiot, full of sound and fury”
- to słynny fragment z Szekspirowego „Makbeta”. I boleśnie brzmi w przebiegu opowieści. Jak ponury komentarz do działań i zaniechań bohaterów.
Rodzina Compsonów z miasta Jefferson w stanie Missisipi… Niegdyś jej członkowie należeli do arystokracji. Dobrze im się wiodło. Obecnie zmagają się ze sporymi problemami. Wszystko trzeszczy, wręcz rozpada się. Ruina finansowa jest faktem. Utrata szacunku lokalnej społeczności – także. Najgorsza jest jednak tragiczna śmierć kilku postaci.
Quentin, Jason i Benjamin są braćmi. Każdy z nich staje się ośrodkiem jednej z powieściowych części. Jest jeszcze Caddy – ich siostra, rozwiedziona i wygnana z domu po urodzeniu nieślubnej dziewczynki. W ostatniej części na pierwszy plan wysuwa się postać Dilsey - starej, wiernej służącej, a sporo zawiłych spraw zostaje wyjaśnionych (rozwikłanie wszystkich nastąpi w dodatku). Osiemnaście lat z ich życia - ukazanych w powieści - to zapis nieszczęść bez ustanku doświadczających rodzinę.
Quentin, którego wypowiedź stanowi drugą część utworu, nie wytrzymuje presji czasu i wydarzeń. Inteligentny i wrażliwy, nieumiejętnie próbuje skonfrontować się z rozwiązłym życiem siostry. Czuje się winny, chociaż nie wie – dlaczego. Wreszcie wybiera samobójstwo. Benjamin (jego perspektywa otwiera narrację) nie jest w pełni sprawny psychicznie. Miesza wątki, powraca do już wspomnianych wydarzeń, myli się i gubi. A Jason – ulubieniec matki - to materialista, kombinator i szubrawiec. Nędznik zapatrzony w siebie. Odpychający i zły. Wrogo nastawiony do domowników, chociaż starający się tę nienawiść ukryć.
W powieści nie ma wszechwiedzącego narratora, a każdy z bohaterów ma swoje (cząstkowe) racje. Nawet ten najgorszy. Nad rodziną unosi się trudno uchwytne, ale wszechobecne fatum. Klęski spadają na nią jak deszcz meteorów. Ranią. Nawet odbierają życie. Egzystencja postaci nosi cechy bolesnej przypadkowości. Jest dojmującym krzykiem zranionego szaleńca.
William Faulkner, Wściekłość i wrzask, tł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Warszawa 1971 (sygn. 51627).

