Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henry James. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henry James. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 marca 2024

Książki (nie)zapomniane - Nikt by jej nie dostrzegł w tłumie

Nie wyróżniała się urodą ani błyskotliwą inteligencją. Nikt by jej nie dostrzegł w tłumie. A jednak stworzono o niej bijące rekordy popularności broadwayowskie widowisko, a dwoje sławnych reżyserów przeniosło smutną historię jej niespełnionej miłości na duży ekran. Bohaterka "Domu na Placu Waszyngtona" HENRY'EGO JAMESA (1843-1916), mistrza w portretowaniu kobiet. Może właśnie ten kunszt stanowi o nieprzemijającej sławie mało atrakcyjnej, niepozornej Catherine Sloper.

Połowa XIX stulecia. Nowy Jork. W tytułowym domu mieszkają Austin Sloper (bogaty lekarz), jego krewna (Lawinia) oraz córka - Catherine, której narodziny odebrały życie matce, a tego Austin nie potrafi i nie chce dziewczynie wybaczyć. Podświadomie wini ją o śmierć pięknej i inteligentnej żony. Pomimo otaczającego bohaterów dobrobytu, w posiadłości panuje jakiś niewytłumaczalny smutek. Lawinia jest wdową, która nigdy nie zaznała radości macierzyństwa, a Catherine, chociaż "dobra, potulna i uległa", nie potrafiła sprawić, by żywiej zabiło dla niej serce jakiegokolwiek mężczyzny. Jej młodość nieodwołalnie się kończy...

I oto pojawia się uroczy Morris Townsend. Jego zainteresowanie nieśmiałą panną zaskakuje wszystkich. Powoduje konsternację. Budzi podejrzenia... niezupełnie bezpodstawne. Doktor prędko odkrywa, że przystojny mężczyzna jest na utrzymaniu wielodzietnej siostry, bo sam nie posiada żadnej fortuny. Tę niewielką, którą do czasu dysponował, nieodpowiednio wydał. Austin próbuje więc wyperswadować córce małżeństwo. Najpierw grozi jej wydziedziczeniem, a później zabiera w długą podróż po Europie, by - zaznawszy nowych wrażeń - zapomniała o bawidamku szukającym bogatej narzeczonej. Catherine godzi się na wyjazd, bo jest pewna uczuć ukochanego. Sprytny Townsend liczy jednak tylko na siłę perswazji dziewczyny, potrafiącej skłonić ojca do zmiany decyzji w sprawie dyspozycji majątkowej. Życie krzyżuje wszystkie nadzieje. Nikt nie osiąga tego, czego pragnął.

Mijają lata. Catherine nieodmiennie kocha łajdaka, którą ją porzucił, odmawiając ręki kolejnym, uczciwszym kandydatom. Pozostaje wierna jedynej miłości. Ojciec umiera, a ona pozostaje dużym domu tylko z ciotką Lawinią. Pewnego dnia niespodziewanie powraca Morris. Wie, że Sloper nie pozostawił dziewczynie w spadku pieniędzy, przeznaczając je na inny cel. Pragnie ją jednak odzyskać. Spóźniona miłość? Głos rozsądku? Obawa przed samotną starością? Wówczas kobieta postępuje tak, jak nikt by się chyba nie podziewał. Irracjonalnie czy roztropnie?

Coś jednak było w niepozornej, nieśmiałej pannie Sloper, co przyniosło jej trwałe miejsce wśród literackich bohaterek...

Ps. "W kleszczach lęku" ("Dokręcanie śruby") Jamesa - TUTAJ.

Henry James, Dom na Placu Waszyngtona, tłum. Maria  Skroczyńska-Miklaszewska, Warszawa 1974 (sygn. 65205).


piątek, 5 stycznia 2018

Książki (nie)zapomniane - Groza czai się wszędzie

Z pozoru - klasyczna powieść gotycka. Stara, posępna posiadłość, otoczona rozległym parkiem. A z czasem pojawią się duchy. Cała historia stanowi fragment pamiętnika kobiety zatrudnionej do opieki nad dwójką rozkosznych dzieci. Czy to zatem jest horror, czy powieść psychologiczna? W kleszczach lęku HENRY'EGO JAMESA (1843-1916). Niedługi, niesamowity utwór, nad którego interpretacją nadal głowią się literaturoznawcy i "zwykli" czytelnicy.

Całość posiada kompozycję pozornie ramową. Pozornie, gdyż rozpoczyna się w wieczór wigilijny, podczas którego jeden z bohaterów opowiada zebranym o manuskrypcie swej przyjaciółki, guwernantki w wiktoriańskim dworze, a potem zostaje przytoczony ów rękopis. Nie ma natomiast "domknięcia" historii w postaci powrotu do wigilijnej sytuacji. Zapiski kobiety urywają się w najbardziej przerażającym momencie - i to jest również koniec całej książki. Ale po kolei...

Nieznana z imienia guwernantka przybywa do wiktoriańskiego dworu, pełnego tajemniczych pokoi, korytarzy i zakamarków, zamieszkanego przez panią Grose (gospodynię) oraz dwie sieroty - dziesięcioletniego Milesa i ośmioletnią Florę. Chłopiec został wyrzucony ze szkoły za bliżej niesprecyzowane przewinienie, a dziewczynka nigdy nie pobierała instytucjonalnej edukacji. W oddali pozostaje jeszcze wuj, który zatrudnił kobietę, ale nie pozwala kontaktować się ze sobą listownie ani w żaden inny sposób. Dzieci wydają się uosobioną niewinnością, a pomoc domowa - przyjazna i pomocna. Nic nie zapowiada dramatycznych, mrocznych wydarzeń.

Z czasem sytuacja się zmienia. Najpierw guwernantka, spacerując, dostrzega na narożniku wieży niemiłą, rudowłosą postać o bladej twarzy. Bierze ją za jakiegoś dziwaka zamieszkującego poddasze i nie chcącego kontaktować się z domownikami. Jednak niebawem, w deszczowe popołudnie, dostrzega za oknem tę samą osobę. Pani Grose - zmuszona do wyznania prawdy - niechętnie wyjawia, że to widmo nieżyjącego Piotra Quinta, służącego byłego pana tej posiadłości. Quint uwielbiał (z wzajemnością) Milesa i miał na niego demoralizujący wpływ.

Znowu upływa kilka dni. Tym razem guwernantka dostrzega kobietę w czerni, siedzącą na parkowej ławce. Zauważa z przerażeniem, iż słodkie aniołki, którymi się zajmuje, też widzą ducha, ale uparcie milczą. Grose przyznaje, że to nieżyjąca Miss Jessel, poprzedniczka obecnej opiekunki rodzeństwa, równie zła jak służący, a za życia zaprzyjaźniona z Florą.

I tak - dzień po dniu, noc po nocy - wychodzą na jaw kolejne mroczne fakty z przeszłości. Podopieczni także przysparzają guwernantce wciąż nowych zmartwień, która coraz mocniej utwierdza się w przekonaniu, że to nie są niewiniątka, ale wyrachowane, okrutne osoby, zachowujące się i wypowiadające jak zmanierowani dorośli. Więcej, jak bestie. A groza czai się już teraz wszędzie. Osacza młodą, przerażoną kobietę, pragnącą uchronić dzieci przed zgubnym wpływem zwycięskich widm, przed czymś, co nieubłaganie nadchodzi, a nie ma nazwy ani kształtu... Sytuację potrzasku potęguje rezygnacja z próby ucieczki, bo wiąże ją tu poczucie obowiązku. I niemożność skontaktowania się z tajemniczym wujem, bo wyraźnie tego zabronił, chociaż nie wiadomo, dlaczego. Czy to urojenia osoby popadającej w obłęd (narracja pierwszoosobowa, a więc subiektywna!), czy realnie dziejąca się rzeczywistość?

Zakończenie przeraża. Nie zdradzę go. Jednocześnie poczucie zamknięcia w pułapce - pomimo rozległych przestrzeni i obiektywnej łatwości wydostania się z posiadłości, w której nikt nikogo nie zatrzymuje - nie zostaje złagodzone. Nie ma (jak już wspomniałam) konstrukcyjnej ramy. Weszliśmy w narrację pierwszoosobową i w niej pozostaniemy...

Ps. Drugie, niedawne tłumaczenie (Jacka Dehnela) nosi tytuł Dokręcanie śruby (w oryginale The Turn of the Screw) - i tak też prowadzona jest narracja. Obawa przechodzi w lęk, a ten - w grozę. Zapytajmy jeszcze raz: frenezja czy opis faktów?

Książka posiada trzy adaptacje filmowe. Pierwszą, The Innocents (1961), wyreżyserował Jack Clayton. Drugą, The Turn of the Screw (1999, TV) - Ben Bolt. Trzecią, pod takim samym tytułem (2009, TV) - Tim Fywell.

James Henry, W kleszczach lęku, tł. Witold Pospieszała,  Poznań 1990, ISBN 83-210-0847-X (sygnatura: 130594)