Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Matki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2025

„To nieprawda, że latem pachną hiacynty / Najpiękniej pachną w zimie, w imieniny matki” (Antoni Słonimski)

Dzisiaj ich święto. Matki. Bardzo wdzięczny temat. Niektóre bohaterskie Mamy przedstawiłyśmy TUTAJ, a  filmowy portret jednej z nich – TUTAJ. Wspomniałyśmy niektóre Matki pisarzy: Anny Kamieńskiej i Tadeusza Różewicza – TUTAJ, Marka Hłaski – TUTAJ. Dziś przedstawimy kobiety, które urodziły literackich Patronów Roku 2025. W tej grupie znajdzie się również Matka Józefa Tischnera, który twórcą literatury pięknej nie był, ale napisał niemało książek i artykułów o treści filozoficznej i teologicznej.

Eugenia Maria Słonimska z domu Goldman (wersja błędna: Goldblum, 1869-1934). Matka Antoniego Słonimskiego. Druga żona starszego od niej o szesnaście lat Stanisława, szanowanego dermatologa i internisty, prawdopodobnie pierwowzoru Szumana z „Lalki” Prusa. Pobrali się w 1894 r. Pochodziła z Radomska, ale za mężem przybyła do Warszawy. Oprócz Antoniego mieli jeszcze dwoje dzieci - Halinę i Piotra Wacława. Nie wywarła zbyt wielkiego wpływu na poetę, gdyż ten zdecydowanie wolał towarzystwo ojca. Mówił o niej rzadko i niechętnie. Incydentalnie wymieniona jest w jedynym jego wierszu - w "Hiacyntach".

Joanna Kuciel-Frydryszak, Słonimski. Heretyk na ambonie, Warszawa 2024. ISBN 978-83-68121-10-0 (sygn. 182635).

Franciszka Józefa Żeromska z domu Katerla (1833-1879). Matka Stefana Żeromskiego. Pochodziła ze zubożałej rodziny szlacheckiej, jej ród miał ponoć źródła we Włoszech. Odebrała staranne wychowanie klasztorne. Była kobietą uczuciową, wrażliwą, subtelną, prowadzącą bogate życie duchowe. Kochała poezję, dużo czytała. Za Wincentego - wesołego, towarzyskiego, choć niezbyt zamożnego dzierżawcę - wyszła w 1858 r. Odtąd niemal co roku zmieniali miejsce zamieszkania. Urodziła pięcioro dzieci: cztery córki (Aleksandrę, Wincentynę, Wacławę, Bolesławę) i upragniony syna, z których tylko troje przeżyło. Przyszły pisarz kochał matkę, będącą jego pierwszą nauczycielką języka i historii. Sportretował ją w swych dziełach. To Borowiczowa z „Syzyfowych prac”, Barykowa z „Przedwiośnia”, Daszkowska z „Ludzi bezdomnych”. Jak ta ostatnia bohaterka, także ona przedwcześnie zmarła na gruźlicę. Pięć lat po niej odszedł także mąż.

Artur Hutnikiewicz, Stefan Żeromski, wyd. 3, Warszawa 1963 (sygn. 44805) i wyd. późniejsze.
Stefan Żeromski, Dzienniki (wybór), Wrocław, Kraków 1980. ISBN 8304005867 (sygn. cz D VI-3/15).


Maria Anna Kossak z domu Kisielnicka (1861-1943). Matka Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec i Jerzego Kossaka. Żona malarza Wojciecha Kossaka, za którego wyszła w 1884 r. Od narzeczonego, a później męża otrzymała ponad 1150 listów miłosnych. Dobrali się wyśmienicie. Szlachcianka z charakterem. Odważna i nieugięta w postanowieniach. Patriotka. Kochana przez teściową, Zofię, i siostry męża oraz mająca w nich oparcie i pomoc. Prawdziwa pani Kossakówki, w której stworzyła dom otwarty dla artystów. Gościli tam m.in. Wincenty Lutosławski, Ignacy Paderewski, Henryk Sienkiewicz. Jej wartościowe życie nie całkiem przeminęło. Dworek, w którym stworzyła niepowtarzalną atmosferę, stoi do dziś.

Elżbieta Hurnikowa, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. (Zarys monograficzny), Katowice 1999. ISBN 83-7164-127-3 (sygn. 151985).
Magdalena Samozwaniec, Maria i Magdalena, wyd. 7, Kraków 1978 (sygn. 85055) i inne wydania.


Antonina Rejment z domu Kupczyńska (1838-1890). Matka Władysława St. Reymonta. Urodziła się w Mierzycach i tam zmarła. Pochodziła z rodu szlachty krakowskiej, z czasem zubożałej. Żona Józefa, organisty, z którym doczekała się pięciu córek (Katarzyny, Anieli, Marii, Kamili, Joanny) i dwóch synów. Starszy, Franciszek, został farmaceutą. Sama była najstarszą z jedenaściorga rodzeństwa. Marzycielka, amatorka śpiewu i muzyki, lubiąca i znająca literaturę i sztukę, szczera patriotka i czcicielka Matki Boskiej Gidelskiej. Skoligacona z wieloma rodzinami ziemiańskimi, w wykształceniu dzieci szczególnie mogła liczyć na stryja, księdza kanonika Szymona Kupczyńskiego. Była też wielkim autorytetem dla całej rodziny, a po jej śmierci mąż zamknął się w sobie i dom już nigdy nie był taki sam.

Barbara Kocówna, Reymont. Opowieść biograficzna, wyd. 2, Warszawa 1973 (sygn. 58506).
Witold Kotowski, Pod wiatr. Młodość Reymonta, Łódź 1979. ISBN 83-218-0029-7 (sygn. 87504-5).
Stefan Talikowski, Reymont w kręgu rodzinnym, Łódź 1973 (sygn. 58839).


Weronika Tischner z domu Chowaniec (1904-1993). Matka Józefa Tischnera. Urodziła się w Jurgowie na Spiszu. Została nauczycielką, a jej siostry - Maria i Krystyna - wstąpiły do zakonu serafitek (w którym przyjęły imiona Benigna i Świętosława). W 1930 r. wyszła za Józefa Tischnera. Zamieszkali w Tylmanowej i podjęli pracę w miejscowej szkole. Z czasem przenieśli się do Łopusznej, gdzie mąż otrzymał posadę dyrektora szkoły. Urodziła trzech synów: Józefa (najstarszego), Mariana (później profesora weterynarii) i Kazimierza (zootechnika). Szczególnie interesujące było przyjście na świat pierworodnego – w drodze do nowosądeckiego szpitala. Nawiasem mówiąc, niemal na drodze, a konkretnie w stojącej na jej uboczu karczmie, urodził się także Adam Mickiewicz… Weronika żyła długo. Ponoć sypiała tylko dwie, trzy godziny na dobę. Spodziewając się odwiedzin synów, każdemu z osobna gotowała jego ulubioną zupę. Odeszła w czerwcu. Pogrzeb odbył się w ulewnym deszczu, a Józef tak przeżył to wydarzenie, że przez długą chwilę nie był w stanie powiedzieć żadnego słowa...

Wojciech Bonowicz, Tischner, Kraków 2001. ISBN 83-240-0057-7 (sygn. 175110, cz M XVIII-4/58).


piątek, 26 maja 2023

Nasze Skarby – „Rady dla matek (…)” Karola Gregorowicza (1863), „Serce matki” Weroniki Tropaczyńskiej-Ogarkowej (1938)

 Dzisiaj przedstawimy dwa „skarby”: „Rady dla matek (…)” Karola Gregorowicza i „Serce matki” Weroniki Tropaczyńskiej-Ogarkowej.

„Rady dla matek obejmujące przepisy pielęgnowania i wychowania dzieci od niemowlęctwa do wieku w którym rozpoczynają nauki. Poświęcone matkom polskim” KAROLA GREGOROWICZA (1819-1869), ukazały się drukiem w 1863 roku.

Ze „Wstępu”: „Olbrzymi jest okres życia ludzkiego! Olbrzymia jest też nauka, która wyłącznie zajmuje się życiem, zdrowiem, chorobą wyzdrowieniem, uniknieniem lub ubieżaniem chorób, która duszę ma ucieleśnić, ciało udochowić! Z tego pobieżnego określenia, rozumie się, że hygiena nie tylko zbratała się ze wszystkiemi naukami, których nauczają nas szkoły w najrozciąglejszem znaczeniu tego wyrazu, ale nadto jest nauką i sztuką zarazem badania i zbadania natury ludzkiéj tak w szczególe każdym, jakoteż i w ogóle, że zatem obejmuje wszystko, co może i powinno przyczyniać się do błogiego stanu zdrowia naszego, a tem samem szczęścia.”

Potem następuje historia higieny. Część właściwa obejmuje rozdziały (przytoczymy wszystkie, bo są naprawdę interesujące - pisownia oryginalna): „Życie i zdrowie; Konstytucje i temperamenta; Temperament nerwowy; Temperament krwisty; Temperament  chłoniczny (limfatyczny); Temperament mięszany; Ogólne uwagi nad wiekiem dzieciństwa pod względem fizyologicznym; Uwagi ogólne nad stanem małżeńskim; O brzemienności i zachowaniu się kobiet w tym stanie; Ubranie; Ruch i spoczynek; Spoczynek; Pierwsze starania około nowo-narodzonego dziecięcia; O żywieniu dzieci; Moralne przymioty mamki ;Dawanie dziecku piersi; Karmienie bez piersi; Kiedy odłączyć dziecko od piersi; Karmienie mięszane; Starania o piersiach po odsadzeniu dziecka; Pierwsze ząbkowanie. Uwagi anatomiczno-fizjologiczne; Stan zdrowia dziecka wczasie pierwszego ząbkowania; Kąpiele; O powietrzu; Światło; O cieple; O zimnie; O wilgoci; O elektryczności; O głównych zasadach moralnego wychowania dzieci; nauka; Zabawy.”

Zaglądamy do poszczególnych rozdziałów. Bardzo zainteresowały nas fragmenty od rozdziału „Uwagi ogólne nad stanem małżeńskim”. Cóż znajdujemy? Wynotowujemy kilka myśli:

„Tradycja biblijna o Adamie i Ewie przetrwała do naszych czasów (…) zawsze zgodzimy się na to: że te dwie (…) istoty są godłem małżeńskiego stanu.”

„Dobrze wychowana kobieta, najmniej ma zachwciwanek w stanie brzemienności.”

„Zwyczaj kąpieli dla nowonarodzonych nie jest szkodliwy, można bez obawy zostawić dziecię w kąpieli tak długo, jak wymaga tego porządne obmycie, byleby przednia część głowy i twarzy wystawione były na zewnętrzne działanie powietrza, a woda nie chodziła do uszków, ust i nosa, bo te organa dopiero żyć rozpoczynają.”

„Do trzech miesięcy dziecko krzyczy nie płacząc, bo gruczołki łazawe nie wyrabiają jeszcze łez, w późniejszym dopiero wieku, po trzech miesiącach, przy każdym krzyku spływają łzy po licach;”

„Wychowanie moralne zaczyna się w kolebce.”

Cytować można bez końca… A co przynosi intrygujący rozdział „O elektryczności”? Opis zachowania matki i dziecka podczas burzy. Nie zapomniano nawet o tej sprawie! Nieco ponad 200 stron, a bardzo szerokie spektrum zagadnień. Warto zajrzeć. To nie tylko ciekawostka. Na przykład uwagi o zachowaniu podczas wyładowań atmosferycznych – jakże aktualne…

K. Gregorowicz, Rady dla matek obejmujące przepisy pielęgnowania i wychowania dzieci od niemowlęctwa do wieku w którym rozpoczynają nauki. Poświęcone matkom polskim, Warszawa, w Drukarni I. Krokoszyńskiego, 1863 (sygn. ZS 35422).

WERONIKA TROPACZYŃSKA-OGARKOWA (1908-1957) to pisarka i nauczycielka, autorka podręczników historii. Przed wojną uczyła w szkole wiejskiej w Mogilicy i w Uniwersytecie Ludowym w Tywonii. Organizowała biblioteki, kursy dla analfabetów, udzielała się społecznie. Redagowała „Płomyk”. W czasie okupacji działała w konspiracyjnym Ludowym Związku Kobiet, pisząc piosenki dla Batalionów Chłopskich i broszury o życiu kobiet na wsi. Jej mąż, Franciszek Ogarek  – więzień Ostaszkowa – został zamordowany w Twerze (1940 r.). Po wojnie związana z Polskim Stronnictwem Ludowym, przygotowywała audycje radiowe o tematyce wiejskiej oraz stworzyła kilka  książek dla dzieci i młodzieży. W zbiorach mamy „Serce matki” jej autorstwa - opracowanie sceniczne utworów literackich, przeznaczone do użytku szkolnego, biorące tytuł od utworu Kazimierza Przerwy-Tetmajera, zaprezentowanego TUTAJ.

W nocie „Od Wydawcy” czytamy: „Niewątpliwie jest to książka w treści i nastroju smutna, ale nie beznadziejna. Autorka przeprowadza nas przez tragiczne zaułki ludzkiej duszy, ukazuje cienie i smutki życia, ale z świadomością i wiarą, że po nocy będzie ranny świt i dzień słoneczny.”

Książeczka – złożona z trzech części („Serce matki”, „O nową wieś i niepodległą Polskę”, ”Zbudujemy życie nowe”) – adaptuje utwory Przerwy-Tetmajera, Marii Konopnickiej, Władysława Orkana, Stefana Żeromskiego. Wykorzystuje też wiersz Juliana Tuwima i teksty autorki. Tak, to niewesołe widowiska. Ale bardzo prawdziwe.

Weronika Tropaczyńska-Ogarkowa, Serce matki, Warszawa, Instytut Teatrów Ludowych, 1938 (sygn. ZS 15765).

poniedziałek, 23 maja 2022

Nasze (wydziałowe) dzieci

Mamy w wydziale mamy. A jeśli mamy mamy (nadążamy, prawda?), to również należy wspomnieć o ich dzieciach. Właśnie dzisiaj skupimy się na tych ostatnich. Miło jest patrzeć, jak rosną, zmieniają się, bogacą język. Nieustannie nas zadziwia, jak bardzo kreatywne potrafią być w tej ostatniej sferze. Oto autentyczne „wydziałowe” przykłady.

Najpierw całe zdania sześciolatka:
"Uderzyłem do niej, ale rzuciła mnie jak szmatę."
"Zaś beczy, czujesz to?"
"Dziadziuś, ucisz dziób od tych swoich mądrości. To nie są słowa cioci, tylko ja to powiedziałem Z SERCA."
"Ciociu, byłaś wczoraj na przeglądzie?" (= U lekarza).

Także czterolatki:
"Nie podniosłam na to dowodu." (Co to miało znaczyć, nie do końca rozumiemy).

Jeszcze rzeczowniki i czasowniki czterolatki: chumy (chmury), kepucz (keczup), opisina (ośmiornica), weznąć (wziąć), wpychmę (wepchnę).

I dwulatki: kasianie (kochanie), kol (król), owułek (ołówek), potentuj (poczęstuj się).

Przy okazji przypominamy, że w zbiorach posiadamy naprawdę wiele wartościowych pozycji o języku dziecka. Nie licząc podręczników z psychologii rozwojowej jest to ponad 100 książek oraz 200 artykułów z czasopism i pozycji zwartych. Z jednego spośród licznych artykułów wybieramy kolejne cytaty – o mamach, które pod koniec maja z czułością wspominamy. Konkretnie, wypowiedzi pięcio- i sześciolatków z tekstu "Kilka słów o tym, co dzieci mówią i myślą o dorosłych" Haliny Zgółkowej, opublikowanego w „Charakterach” 2020, nr 11, s. 36-40 (sygn. cz M XXVIII-8/4):

"Mama to nie ludź; mama to mama.
Mój świat się zaczyna i kończy na mamie.
Moim wzorem jest zawsze mamusia.
Moja mama jest kobietą. Kobietę można poznać po piersiach i po oczach, że są ładne.
To ty, mamo, nie żyłaś wtedy, kiedy na ziemi były dinozaury?
Mamuś, wiem, że jak chodzę do przedszkola, to ty boisz się o mnie.
W tym roku nie będzie mojej mamy na święta. Mama pracuje, a ja już za nią tęsknię (…). Nie chcę prezentów, chcę mamę."

O języku młodzieży także warto byłoby wspomnieć. Ale może już przy innej okazji?

wtorek, 24 maja 2016

Nasze Mamy - jak dobrze, że je mamy! Pięć ujęć literackich i dwa napisane przez życie

Maj. Chciałoby się poetycko powiedzieć, że wszystko w tym miesiącu rozkwita dla Matek. My też chcemy im podarować wiosenny bukiet… Ze słów.


 Zacznijmy od końca powyższego podtytułu, czyli od historii napisanych przez życie. Pierwszą opowiadała mi moja Mama, która znała wspomniane w niej osoby, a drugą poznałam przez środowisko studenckie.
*
Zawsze byli ubogą rodziną, ale sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy mąż został wywieziony na roboty do Niemiec, a ona została z sześciorgiem dzieci. Największe nadzieje pokładała w najstarszym, szesnastolatku. I to właśnie on stracił w wypadku nogę. Załamany, postanowił popełnić samobójstwo. Pilnowała go dniem i nocą, tłumaczyła, wreszcie – wskazała cel. Zostanie krawcem. Ludzie będą go potrzebować. Do mistrza, który miał go przyuczyć do zawodu, było 5 km w jedną stronę. I tak go woziła. Latem – na taczce, zimą – na sankach. Podczas lekcji wracała, by zająć się młodszymi dziećmi i domem. O stałej porze znowu była w oznaczonym miejscu. Wracali. Sąsiedzi z szacunkiem patrzyli na jej spracowane ręce. Wreszcie chłopak zdał ostatnie egzaminy. Matka jednak odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy poznał dziewczynę, która go pokochała. Syn znowu zapragnął żyć.

Urodziła trzech synów. Jeden z nich, Krzysztof, u progu dorosłego życia zapadł na rzadką chorobę kości. Odważnie stanęła przy nim, pocieszała, szukała specjalistów, pisała mnóstwo próśb o pomoc materialną, apelując do znajomych i nieznajomych. Dodatkowym dramatem było odejście męża, który nie dorósł do roli głowy rodziny. Wreszcie trafiła z Krzysztofem do francuskiej kliniki. Niemało przyczynili się do tego koledzy ze studiów, którzy z bólem patrzyli na nierówną walkę sympatycznego chłopaka i jego matki z ciężką chorobą. Bez skargi, bez pytań, ale z widocznymi oznakami cierpienia na twarzy przeżywała jego remisje i nawroty. Przez wiele miesięcy była przy nim codziennie, pozwalając sobie tylko na krótkie chwile wypoczynku (zawsze za namową personelu medycznego), a w ostatnich tygodniach – dniem i nocą.

Na pogrzeb Krzysia przyszło sporo osób. Tuż przy grobie stała ona, podtrzymywana przez młodszego syna. Poruszał się już o kulach, bo jego także niedawno gwałtownie zaatakowała ta sama choroba kości, która zabrała mu brata...
*

Teraz ujęcia literackie. Chyba nie ma osoby, która by nie wymieniła co najmniej kilku! Matki z największych tekstów kultury: biblijna matka Machabeuszów (2 Mch 7), kobieta prosząca Salomona o sprawiedliwy wyrok (1 Krl 3,16-28), mitologiczna Niobe czy Demeter. Także wzruszająca Pani Rollison z Dziadów części III Adama Mickiewicza, mama Marcysia z noweli Dym Marii Konopnickiej, śliczne liryki Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (Piosenka o Wicie Stwoszu, Spotkanie z matką)… Ale dziś wspomnimy inne. Także piękne. Poza jednym – wszystkie powstały w XX wieku.

Nie mogłyśmy pominąć Heinricha Heinego (1797-1856), ponieważ w tym roku przypada okrągła, 160. rocznica jego śmierci. Inteligentny, dowcipny, czasem cyniczny. Wiele życiowych błędów popełnił. I niemało cierpiał - także fizycznie. Wystarczy wspomnieć osiem ostatnich lat jego życia, które przeleżał ciężko chory, sparaliżowany i niewidomy. Ale przedtem był czas zachłyśnięcia się życiem. A jego konsekwencją – po latach – autorefleksja. Powrót do domu. Oto drugi spośród sonetów dedykowanych matce (Do Matki mojej, Betty Heine z domu Van Geldern, II, tłumaczył Zygmunt Łempicki):

Niegdyś rzuciłem cię w szaleńczym błędzie;
chciałem po krańce zwędrować świat cały
i chciałem wiedzieć, czy znajdę – zuchwały
tę wielką miłość, co mym szczęściem będzie.

Szukałem jej wśród ulic świata wszędzie,
u bram się dłonie moje wyciągały,
żebrząc o datek tej miłości mały.
Lecz prośba tylko nienawiść zdobędzie.

I zawszem ścigał miłość, całe lata
próżnom miłości szukał w wirze świata
aż w dom wróciłem smutny, z chorym ciałem.

Wtedy Tyś wyszła naprzeciwko syna.
A to, com ujrzał w oczach twych, Jedyna,
to była miłość, której tak szukałem.

Przejdźmy do utworów powstałych w XX stuleciu. Oto piękny fragment ze zbioru opowiadań Miasto mojej matki Juliusza Kadena-Bandrowskiego (1885-1944):
Ojciec to honor, siła i obrona. Gdy się człowiekiem staniesz, oddać mu będziesz mógł honorem, siłą i  obroną. Ale matce nigdy nie oddasz, dłużny już na zawsze. Bo nie masz tyle serca dla niej, ileś z niej wziął. Jak młody dąb nie odda soków z dobrej ziemi     wziętych, a które krążą teraz w jego bujnej koronie.

Wielką miłość do mamy wyraziła w swej twórczości Anna Kamieńska (1920-1986). Poświęciła zmarłej wzruszający tomik Dobranoc matce, ale przez całe życie wspominała jej mądrą dobroć w licznych wierszach. Także w prozatorskim Notatniku 1973-1979. Przytoczymy dwa fragmenty:
Czułam, jak to jest, gdy się ma matkę. To znaczy brać od rzeczywistości więcej, niż ona daje.
Kiedy się już przecierpi wszystko swoje, trzeba jeszcze przecierpieć cierpienia swoich dzieci. To właśnie znaczy - być matką.

Tomem upamiętniającym zmarłą jest też Matka odchodzi Tadeusza Różewicza (1921-2014). Zawiera utwory poetyckie i prozatorskie przemyślenia. Tu jednak oddamy głos jego bratu, Stanisławowi, który stwierdził lapidarnie:
To, co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama.

Wreszcie francuski pisarz, bardzo popularny także w Polsce. Éric-Emmanuel Schmitt (ur. 1960). Dziecko Noego. Bohater tak wspomina mamę:
Nie pytajcie mnie, jak wyglądała moja matka: czyż można opisać słońce?

W maju wszystko kwitnie dla Nich. Przyroda swym pięknem wyraża im wdzięczność. My - słowami. Nasze Mamy. Dobrze, że je mamy!