Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze w literaturze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze w literaturze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2020

Książki (nie)zapomniane – Na granicy cienia

Z pozoru – powieść marynistyczna. Patrząc głębiej, dostrzeżemy prozę psychologiczną. Dlaczego zatem Smuga cienia. Wyznanie (The Shadow Line. A Confession) JOSEPHA CONRADA (1857-1924) bywała i nadal czasami jest uznawana za… horror? Bo może ma jeszcze kolejne dno (lub dna). Czy to tylko autobiograficzne wspomnienie?...

Gdzieś na wschodnich morzach rozegrała się tragedia. Zmarł nielubiany dowódca statku. W tym samym czasie młody marynarz z innego okrętu, czyli narrator, podjął decyzję o opuszczeniu go i powrocie do dalekiej ojczyzny. Wyszedł na ląd w Bangkoku. 

Załoga pierwszej jednostki i narrator spotykają się w tym samym porcie. Zaczyna się ciąg nieoczekiwanych zdarzeń. Doświadczony dowódca, akurat tu przebywający, podpowiada Josephowi, by zrezygnował z podróży do ojczyzny i przyjął wakujące stanowisko. Można by powiedzieć, że wywiera na niego dyskretną, ale skuteczną presję. Młody człowiek podejmuje wyzwanie.

Wypływają. I zaczynają się problemy. Najpierw sprawia je Burns, pierwszy oficer. Niełatwo dostrzec, że żywi sporą niechęć do zmarłego. Niebawem okaże się, że coś więcej. Jawną wrogość. Potem nastanie cisza morska. I niemiłosiernie będzie się przeciągać. A załoga zacznie chorować na febrę. Wówczas wyjdzie na jaw, że zapasy chininy zostały podmienione i w apteczce znajduje się bezużyteczny proszek.

Choroba dziwnym trafem omija tylko dwie osoby: narratora i kucharza Ransome’a. Ci dwaj muszą przejąć wszystkie obowiązki załogi. Pracują nad siły. Bez wytchnienia. Dniem i nocą. W jakimś transie. Wreszcie wiatr zaczyna wiać. Słabo. Ale można żeglować. A Burns nie chce odpoczywać. Złorzeczy zmarłemu kapitanowi, obciążając go winą za obecne niepowodzenia. Widzi w nich działanie nadprzyrodzonych, niesprzyjających sił. I siłą woli pomaga prowadzić okręt do bezpiecznego przeznaczenia.

Gdy po trzech tygodniach gehenny wszyscy dopływają do celu, nikt nie potrafi stwierdzić, jakim cudem przeżyli. Kapitan słania się na nogach i czuje się już w pełni dojrzałym człowiekiem. Jakby przeżył nie dni, ale lata. Zaś uczynny i pomocny Ransome nagle zaczyna drżeć o swoje życie. Dopiero teraz może pozwolić sobie na słabość. 

Łatwo dostrzec, że tytuł – literalnie – nie oznacza „smugi” lecz zdecydowaną granicę między światłem a cieniem. Oczywista interpretacja przychodzi natychmiast: to nieoczekiwane, brutalne wkroczenie młodzika w wielowymiarową „dorosłość”. Czyli powieść jawiłaby się w tym kontekście jako swoista Bildungsroman. Ale mnie (pisze p. Basia) podczas czytania nieoczekiwanie nasunął się fragment ze Słowackiego:

Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie.


Przecież doświadczony kapitan kazał porzucić myśl o ojczyźnie i wyruszyć z nową załogą. Jeszcze dalej od Domu. Pewnie to tylko luźne skojarzenie, bo poza tą uwagą narrator nigdzie nie rozwija wątku, ale – w kontekście późniejszej twórczości Conrada, a głównie Lorda Jima - może mam prawo tak pomyśleć…

Niech każdy zinterpretuje utwór, jak zechce. Może to proza wspomnieniowa, autobiograficzna. A może powieść psychologiczna. Nawet kryminał czy horror. Byle ją czytać, bo warto. Ten pisarz uchodzi za „trudnego”. Ale swoją twórczością otwiera tajemnicze okno, przez które wdziera się w nasze życie ożywczy wiatr z dalekich mórz i lądów. Wiatr egzotyczny, swobodny, pełen niejasnych obietnic i kuszących tajemnic. Obietnica Przygody.

Ps. O twórczości Conrada pisałyśmy kilkakrotnie, przedstawiając m.in. Amy Foster (TUTAJ), Zwierciadło morza (TUTAJ), Jądro ciemności (TUTAJ), jego poglądy na temat zatonięcia "Titanica" (TUTAJ), adaptacje filmowe prozy (TUTAJ i TUTAJ) oraz portret Conrada w utworach innych pisarzy (TUTAJ).


Conrad Joseph, Smuga cienia, przekł. i posłowie Jan Józef Szczepański, Wrocław, Warszawa 1994 (sygnatura: cz D VIII-7/9).
Conrad Joseph, Smuga cienia. Wyznanie, przeł. Jan Józef Szczepański, Warszawa 1973 (sygnatura: cz D I-1/18 a).
Conrad Joseph, Smuga cienia. Wyznanie, przeł. Jan Józef Szczepański, Katowice 1989. ISBN 83-7025-011-4 (sygnatury: 129344, 129960).

piątek, 2 sierpnia 2019

Książki (nie)zapomniane - Wartościowe świadectwo czasu, który minął

KAROL OLGIERD BORCHARDT (1905- 1986) to jedna z najbardziej znanych postaci polskiej marynarki. Oficer żeglugi wielkiej i utalentowany pisarz, którego książki przed laty cieszyły się ogromną popularnością, a dziś także niektórzy chętnie do nich wracają. Przedstawię trzy.

Znaczy Kapitan. Chyba najsławniejszy, debiutancki utwór Borchardta. Zbiór opowiadań, których głównym bohaterem jest barwna sylwetka Mamerta Stankiewicza, przedwojennego kapitana żeglugi wielkiej. Tytuł nawiązuje do słówka znaczy, którym oficer zaczynał każde zdanie. Był niezrównanym dowódcą, kochanym, wręcz uwielbianym przez podwładnych, a żył w niełatwych czasach tworzenia polskiej państwowości po z górą stuletnim okresie zaborów. Borchardt - świadek budowy ojczystej marynarki handlowej i wojennej - przedstawia ówczesnych nieustraszonych ludzi morza i ich dokonania z humorem oraz sentymentalną nutką, właściwą tym, którzy mają świadomość zamknięcia pewnej epoki, stanowiącej dla nich niewyczerpane źródło najpiękniejszych wspomnień.

Szaman Morski. Zbiór opowieści prezentujących postać Eustazego Borkowskiego, kolejnego dowódcy z okresu międzywojennego dwudziestolecia. To był człowiek o nietuzinkowej osobowości, której wyjątkowość sam chętnie rozgłaszał, zyskując sobie tym na równi podziw i niechęć. Lubiący pochwały i niemal wymuszający je, uwielbiany przez niektórych pasażerów i członków załogi, uważany za bufona przez innych, w skrzących się humorem anegdotach Borchardta pozostaje jednak postacią bardzo sympatyczną. Wielu czytelników wspomina, że spośród olśniewających przygód kapitana transatlantyków najbardziej zapamiętali tę, która - po jego pełnej elokwencji przemowie skierowanej do kapelana - zakończyła się... ochrzczeniem bizonów przez duchownego.

Krążownik spod Samosierry. Kolejny tom opowiadań, jednak już nie tak interesujący (pod względem stylistycznym), jak dwa wyżej wspomniane. Migawki autobiograficzne, w których pojawiają się między innymi wspomnienia z pobytu w szkole morskiej i końcowego egzaminu (te akurat bardzo wciągające i opisane z wielkim poczuciem humoru), przedwojennych rejsów na statkach pasażerskich i handlowych oraz trudnych lat II wojny światowej. Niestety, obok uroczych, zabawnych gawęd mamy tu historie pełne dramatyzmu, a nawet przepełnione ogromnym smutkiem. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to dość przypadkowa składanka. Stanowi jednak wartościowe świadectwo czasu, który minął. Przywołuje z mroków przeszłości osoby i zdarzenia, które mogłyby na zawsze utonąć w oceanie niepamięci. Ocala od zapomnienia niemały fragment historii polskiej marynarki cywilnej i wojennej. Przede wszystkim zaś - powstała (jak dwie poprzednie) z autentycznej miłości do morza.

Borchardt Karol Olgierd, Znaczy Kapitan, wyd. 8, Gdańsk 1977 (sygnatura: 77289)
Borchardt Karol Olgierd, Szaman Morski, Gdańsk 1985. ISBN 83-215-5190-4 (sygnatura: 120268)
Borchardt Karol Olgierd, Krążownik spod Samosierry, wyd. 4, Gdańsk 1980. ISBN 83-215-5177-7  (sygnatura: 90730)

piątek, 1 czerwca 2018

Nie tylko Latający Holender. Najsławniejsze okręty widma

W czerwcu w Szczecinie będą obradować eksperci branży morskiej z całego świata. Odbędą się też liczne imprezy kulturalne, sportowe i rekreacyjne. Światowe Dni Morza, największe święto morskie ONZ, zagości nad Bałtyk! Z tej okazji chcemy napisać coś o tematyce marynistycznej. Może o najsławniejszych okrętach widmach?
źródło
Najstarsze legendy o nich pochodzą z Indii, Skandynawii i Rosji. Są znane również w folklorze amerykańskim, angielskim, chińskim, duńskim, francuskim, irlandzkim, kanadyjskim, niemieckim i szkockim. Według T.R. Bassetta (Legends and Superstitions of the Sea, 1924) widuje się je na Bałtyku i Morzu Sargassowym, zaś jeden z nich, próbując sforsować kanał La Manche, spowodował rysy na skałach nieopodal Dover. Inny autor, R.L. Brown (Phantoms of the Sea, 1972) opisuje straszne zjawiska, a wśród nich amerykańskiego Bezgłowego Marynarza, Statki Widma z Mielizny Goodwin i Głosy z Dna Morza, wydawane przez żeglarzy - topielców. A teraz kolejne przykłady.

Baychimo. Statek należący do firmy Hudson's Bay Company, przeznaczony do odbierania futer od Eskimosów i zaopatrywania ich w żywność. W 1931 r. został uwięziony wśród lodów w pobliżu Alaski. Załoga opuściła go i na lądzie oczekiwała na poprawę pogody. Jednak w nocy rozpętała się burza śnieżna, po której Baychimo zniknął. Uważano, że zatonął, ale do 1969 r. był często widywany na wodach terytorialnych Alaski.
źródło
Carroll A. Deering. W 1921 r. osiadł na mieliźnie w pobliżu Cape Hatteras (Północna Karolina). Ratownicy, którzy dotarli do niego po kilku dniach, nie stwierdzili żadnych uszkodzeń, ale zniknął dziennik pokładowy, sprzęt i łodzie ratunkowe. Spośród żywych istot pozostał tylko kot. W tym samym czasie w równie dziwnych okolicznościach zaginęło kilka innych statków.
źródło
Celeuche. Okręt piękny, oświetlony, pełen muzyki i śmiechu. W Chile jest nazywany statkiem czarowników. Pojawia się tylko na kilka chwil każdej nocy nieopodal wyspy Chiloe. Następnie znika lub zanurza się. Miejscowa legenda głosi, że pływają na nim duchy wszystkich ludzi, którzy utonęli w morzu.

Joyita. Jego zaginięcie nastąpiło w 1955 r. Poszukiwania trwały pięć tygodni. Po zlokalizowaniu statku okazało się, że dryfuje w znacznej odległości od docelowego portu. Nie  znaleziono liczącej 25 osób załogi ani ładunku, a jedynie torbę lekarską i zakrwawione bandaże. Żaden załogant nigdy się nie odnalazł.
źródło
Lady Lovibond. Żaglowiec zatonął w piątek, 13 lutego 1748 r., wraz ze wszystkimi osobami znajdującymi się na pokładzie. Miało to miejsce podczas uczty weselnej kapitana (Simona Peela). Przy sterze znajdował się niejaki Rivers, zakochany w pannie młodej i z zemsty skierował statek w rejon niebezpiecznej mielizny Goodwin (południowo-wschodnie wybrzeże Anglii). Odtąd co pół wieku powtarza się tu katastrofa z udziałem widmowego żaglowca i wszystkich ofiar tragedii. Relacja – w Haunted England (1940) Christiny Hole. 
źródło
Latający Holender (Flying Dutchman). Widywany od stuleci w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. W 1641 r. – dowodzony przez kapitana Hendrika Vanderdeckena - płynął tym szlakiem do Amsterdamu. Podczas straszliwej burzy kapitan krzyknął, że woli żeglować do Sądnego Dnia niż postawić okręt w dryf. Podobno musi tak pływać do czasu, aż znajdzie kapitana, który przyjmie od niego list z prośbą o przebaczenie. Jednak ci wolą go omijać, bo zwiastuje im pewną zgubę. Jest obecny w tekstach kultury, np. w operze (Holender tułacz Richarda Wagnera) i literaturze (Okręt Widmo Fredericka Marryata).
źródło
Mary Celeste. Brytyjski statek Dei Gratia napotkał tę amerykańską brygantynę 5 grudnia 1872 r. na morzu między Azorami a Lizboną. Była piękna pogoda. Marynarze brytyjscy, którzy weszli na Mary Celeste, nie zastali tam żadnej żywej istoty, chociaż szczątki nie dojedzonych potraw i nadpalona fajka wskazywały na to, że opuszczono ją w pośpiechu. Zapiski w dzienniku pokładowym urywały się na 25 listopada i nie wynikało z nich nic niepokojącego. Por. np. Poltergeist Over England (1945) Harry’ego Price’a.
źródło
Octavius. Płynął do Anglii ze Wschodu, kierując się w stronę Przejścia Północno-Zachodniego na Atlantyku. 1775 r. został odnaleziony (wraz z zamarzniętą załogą) u wybrzeży Grenlandii. Kapitan zamarzł siedząc i kończąc wpis do dziennika pokładowego z datą... 1762 roku! Statek dryfował więc 13 lat.

Ourang Medan. W 1947 r. jeden z członków jego załogi wysłał sygnał z prośbą o pomoc w pobliżu Cieśniny Malakka. Zawiadomił, że oprócz niego nikt nie żyje, a on sam umiera. Ratownicy z dwóch amerykańskich statków, którzy przybyli na miejsce, znaleźli nieuszkodzony okręt i martwą załogę. Wszyscy mieli przerażenie wymalowane na twarzach. Nikt jednak nie zdążył rozwikłać tej tajemnicy, bo prawie natychmiast rozpętały się pożar i seria eksplozji. 

Palatine. Żaglowiec amerykański, wiozący w 1752 r. grupę holenderskich emigrantów. Gdy dopływał do wybrzeży Rhode Island, w czasie straszliwej burzy zmarł jego kapitan, a zbuntowana załoga złupiła statek i uciekła na ląd w szalupach. Pozostawieni na łaskę losu pasażerowie przez kilka dni dryfowali po morzu, aż osiedli na mieliźnie u brzegów Block Island. Wówczas wdarli się na pokład tubylcy, a widząc, że nic nie pozostało do ukradzenia, podpalili statek i zepchnęli go z mielizny. Wypłynął na morze i od ponad dwustu lat, w kolejne rocznice tych wydarzeń, pojawia się u brzegów Ameryki Północnej.

Statek umarłych. Znana w wielu krajach legenda głosi, że ten statek - potrafiący żeglować w powietrzu - przypływa po marynarzy (szczególnie piratów) zmarłych na lądzie (wg A Survey of the Occult, 1935).

Takarabune. Legendarny japoński statek widmo, wiozący skarby i zawijający do portu w Nowy Rok. Przynosi szczęście każdemu, kto go zobaczy.
źródło
SS Valencia. Statek amerykański, płynący w 1906 r. z San Francisco do Seattle. Zatonął u wybrzeży Vancouver po uderzeniu w rafę podczas burzy. Spośród 108 pasażerów tylko 37 zdołało ocalić życie. Odtąd miejscowi rybacy widywali go ze szkieletami na pokładzie.
źródło
Dodatek 1. Nocny Człowiek (Night Man). Duch pojawiający się na wyspie Man (Morze Irlandzkie), nastawiony przyjaźnie wobec ludzi. Ostrzega przed mającymi nastąpić sztormami krzykiem lub ukazaniem się w obłoku mgły.
źródło
Dodatek 2. Titanic wprawdzie nie straszy, ale należy mu się specjalne wspomnienie. Pisałyśmy o nim TUTAJ. I jeszcze kilka najsławniejszych książek o okrętach: Joseph Conrad i Frederick Marryat - zasadniczo wszystko, co napisali, bo należą do wiodących marynistów, Polowanie na Czerwony Październik Toma Clancy'ego, Czerwony Korsarz Jamesa Fenimoore'a Coopera, Robinson Crusoe Daniela Defoe, Wilk morski Jacka Londona, Moby Dick albo Biały Wieloryb Hermana Melville'a, 20 000 mil podmorskiej żeglugi Julesa Verne'a.
źródło

piątek, 16 września 2016

Książki (nie)zapomniane – Z miłości do morza

Ta książka jest wyznaniem miłości. Do morza, które urzekło jej autora do tego stopnia, że już tylko o nim potrafił pisać. Zwierciadło morza JOSEPHA CONRADA (1857-1924).

Dzieło niezwykłe. Opowieść - jak precyzuje podtytuł. Bez akcji, bez fikcyjnych bohaterów czy dialogów, ale fascynująca. Historia wielkiego, ogarniającego całe życie zachwytu. Oto kilka zdań ze wstępu:
 

Poza linią morskiego widnokręgu świat dla mnie nie istniał, tak jak nie istnieje dla mistyków, którzy chronią się na szczyty wysokich gór. (...) Ale jakkolwiek by nazwać tę moją miłość, jedno pozostaje niezbite: była czymś zbyt wielkim do wyrażenia w słowach.

Kilkanaście rozdziałów, w których poznajemy okrętowe życie, zwyczaje i ludzi. Rutynę kojącą wzburzone umysły. Upływ pozostawianego za burtą czasu. To, co zachwyca w codzienności. I detale. 


... Na przykład kotwica - "wykuta i ukształtowana dla wierności". Godło nadziei w niepewnych chwilach. 

... Na przykład maszty. Słupy pnące się ku niebu, zuchwale chwytające wiatr - dar dla dumnych żagli. Czasem wyprężone, czasem uginające się "pod gniewem zachmurzonego nieba".


... Na przykład sztorm. Groźny indywidualista. Bez niego nie sposób wyobrazić sobie morza. Huk, wrzask wzburzonych wód:


Nieskończona jest rozmaitość sztormów na morzu i wyjąwszy osobliwy, straszliwy,tajemniczy jęk przewijający się niekiedy wśród ryków huraganu - wyjąwszy ten dźwięk niezapomniany, ponury, który brzmi, jakby się wyrwał z udręczonej duszy wszechświata - to właściwie ludzki głos nadaje sztormowi piętno ludzkiej świadomości.

... Na przykład wiatr. Swobodny władca bezkresu:


Nie ma miejscowości w świecie wybrzeży, kontynentów, oceanów, mórz, cieśnin,     przylądków i wysp, która by nie podlegała władzy panującego wiatru, monarchy, od     którego zależy pogoda. Wiatr rozstrzyga o wyglądzie nieba i działaniach oceanu.


Ma coś wspólnego z niektórymi ludzkimi władcami. Wojowniczość. Kapryśność. Samowolę. Napastliwość i awanturniczość. Wielcy królowie i dwa królestwa: Wschodniego i Zachodniego Wiatru. Także władcy mniejsi - gwałtowne szkwały. I pasaty, posiadające jednak mniej potęgi, bo ograniczone do międzyzwrotnikowej strefy. 


... I są mielizny. Pojawiają się, gdy zachłanny ląd zamyka okręty w żelaznym uścisku. Ale ten uchwyt zawsze jest konsekwencją błędu człowieka. Każdy kapitan długo i boleśnie go przeżywa.


... I są ujścia rzek, a wreszcie - porty. W tych ostatnich statek wygląda "jak więzień rozmyślający o swobodzie". Wolny duch, a zniewolony. Oplątany siecią trzymających go na uwięzi łańcuchów i lin. 


Na morzu miały miejsce wielkie podróże i rozgrywały się straszne dramaty. Bitwy i rzezie. Szczególnie drogie autorowi - Morze Śródziemne. "Tylko Rzymianie władali nim bezspornie". To "morze klasycznych przygód". Czarowne. Drugi dom Odyseusza.


Są "statki zaprzyjaźnione i statki zaginione". Jak "umierają"? W konsekwencji uporczywego pecha, sztormów, niekończącej się ciszy, złych wiatrów, lodu, niepogody. Ale istnieją też mniejsze jednostki - parowce. Ich życie jest "pogardliwym ignorowaniem morza". Słabną na falach i na nich kończą życie.


Statki kocha się bezinteresownie. Bo bezmiar wód potrafi być wobec nich okrutny. Zabiera je w swoje głębie. A jednak, jeśli kocha się okręt, to również kocha się morze. Mimo wszystko. Chociaż pochłania. Nienasycone. Marynarz czuje respekt przed jego potęgą, ale jeśli ofiarował mu serce, to na zawsze. Przetrwa nawet jego niewierność:


Przepadło moje wyobrażenie o wspaniałomyślnej wierności morza. I patrzyłem na morze prawdziwe - morze, które igra z ludźmi, póki z nich sił nie wypije, i zadręcza statki na śmierć.
Nic nie jest w stanie wzruszyć posępnej goryczy jego ducha. Otwarte na wszystkich i nie dochowujące wierności nikomu, roztacza swój czar na zgubę najlepszych. Niedobrze jest je kochać. Nie zna więzów danego słowa, nie dotrzymuje wiary w nieszczęściu, nie uznaje długoletniej zażyłości, długoletniego oddania.

Bo właśnie taka jest miłość. Ze strony morza - niestała. Ze strony człowieka - niewzruszona. Nieujarzmiona jak ono. Gwałtowna. To oddanie całkowite. Bez reszty. Joseph Conrad oddał morzu serce i wielu - przy pomocy swego pisarskiego kunsztu - nauczył je kochać. 

Conrad Joseph, Zwierciadło morza, przeł. Aniela Zagórska, Warszawa 1972, (Dzieła, t. 9). (Sygnatura: 57135/9).
Conrad Joseph, Zwierciadło morza, przeł. Aniela Zagórska, Warszawa 1949. (Sygnatura: BS 5987).

piątek, 17 czerwca 2016

Navigare...


Panta rhei - nauczał Heraklit z Efezu. Navigare necesse est, vivere non est necesse - przekonywał Pompejusz. - Znowu piszemy o wodzie. Dlatego, że czerwiec obfituje w "wodniste" wspomnienia. Wymieńmy:
  • 8 czerwca - Dzień Oceanów.
  • 15 czerwca - Dzień Marynarza, Dzień Żeglarza.
  • 27 czerwca - Światowy Dzień Rybołówstwa.
Dziś wypłyniemy na (literackie) morza. Z Robinsonem Crusoe, gdyż 285. rocznica śmierci Daniela Defoe przypada właśnie w bieżącym roku. Konkretnie - przedstawimy kilka robinsonad. Co to za gatunek? Jego podstawowe elementy, to: rozbitkowie, bezludna wyspa, wyprawa w głąb wyspy i zagospodarowanie jej, okręt jako oczekiwany ratunek, tajemnica, dzikus, którego rozbitkowie cywilizują. Najważniejsze utwory:

Oczywiście, Przypadki Robinsona Crusoe (1719). Tę historię znamy. Wiemy, że Robinson istniał naprawdę i nazywał się Alexander Selkirk. Niezły to był awanturnik, wcale nie taki porządny, jak go podretuszował Defoe. Ale pisarz miał do tego prawo, bo nie stworzył literatury faktu, ale powieść.

Do tej (powieściowej) postaci nawiązał szwajcarski pastor, Johann Wyss, w Robinsonie szwajcarskim (The Swiss Family Robinson, 1812). Tym razem na bezludną wyspę trafia cała rodzina. I w przemyślny sposób organizuje sobie na niej życie. Oczywiście, do czasu powrotu do cywilizacji. Klasyka dydaktycznej literatury młodzieżowej.
 
Jules Verne. Utworów z tego gatunku mamy u niego kilka. Na przykład Szkoła Robinsonów (L'Oncle Robinson, 1882). Godfrey, marzyciel, nieco znudzony dobrobytem w domu wuja, postanawia odbyć podróż dookoła świata. I ląduje na bezludnej wyspie. Tu przekonuje się, że los rozbitka nie jest taki romantyczny, jak uprzednio myślał. Czeka go też deziluzja. Brzmi tajemniczo? Kto przeczyta, ten się dowie.

Najlepsze robinsonady Verne'a z tego gatunku to Tajemnicza wyspa i Dwa lata wakacji.

Tajemnicza wyspa (1874). Uciekinierzy z Richmond, skąd wydostali się balonem w trakcie wojny secesyjnej, lądują gdzieś na Pacyfiku. Wyspa jest piękna, pełna przydatnych minerałów, a nadto obfituje w rośliny i niegroźne (zdatne do oswojenia) zwierzęta. "Koloniści", jak ich nazywa narrator, są patriotami i tęsknią za Ojczyzną. Jednak z konieczności urządzają tu sobie w miarę wygodne życie. Do czasu. Pewnego dnia zagrozi im śmiertelne niebezpieczeństwo... 
Źródło
Dwa lata wakacji (1888). Historia chłopców, którzy nieopatrznie oddryfowali z bezpiecznego portu i znaleźli się na wodach groźnego oceanu. Pełna przygód akcja, rozłam wśród kolegów, zagrożenie w postaci wrogo nastawionych przybyszów - to wszystko sprawia, że po książkę (zasadniczo przeznaczoną dla młodego czytelnika) z przyjemnością sięga odbiorca w każdym wieku.

W historii literatury mamy również swojską robinsonadę. Przygody młodzieńca, czyli Robinson polski (1891) Adolfa Dygasińskiego – obraz bohatera, który nie jest kolonizatorem bezludnej wyspy, ale żyje w nadwiślańskich warunkach i w nich stara się tworzyć swą przyszłość.

I jeszcze niezwykła powieść. Władca much (1954) Williama Goldinga. Realizuje omawiany schemat, ale zasadniczo jest dającą wiele do myślenia antyutopią. Można ją ponadto odczytywać jako współczesny mit lub parabolę, ale też powieść przygodową, katastroficzną, fantastyczną, nawet polityczną. Mroczne, fascynujące, trudne dzieło. "Rajska" wyspa i symbolizujące niewinność dzieci. Ale ich pobyt tutaj nie okaże się idyllą, lecz piekłem. W ich szeregi niespodziewanie wśliźnie się wąż niezgody, nieuchronnie prowadząc do tragedii...

Elementy robinsonady zawierają ponadto: Wyspa Koralowa (1858) Roberta Michaela Ballantyne'a, Wyspa skarbów (1881-1883) Roberta Louisa Stevensona, Księga dżungli (1893-4) Rudyarda Kiplinga i cykl o Tarzanie (od 1912) Edgara Rice'a Burroughsa.

Bibliografia (wybór)
Borowska Magdalena, Robinson Crusoe Daniela Defoe jako utwór chrześcijański, „Roczniki Nauk Społecznych”, t. 34, z. 2: Pedagogika (2006), s. 186-198.
Evans, Arthur B., Miller Ron, Jules Verne - wizjoner nie zrozumiany, „Świat Nauki” 1997, nr 6, s.70-75.
Michałek Barbara, Współczesny mit czy parabola? ("Władca much" Williama Goldinga), „Wszystko dla Szkoły” 2008, nr 2, s. 13-16.
Moczydłowska Krystyna, Juliusz Verne - "Tajemnicza wyspa", "Język Polski w Szkole dla klas IV-VIII” 1993/1994, z. 5, s. 37-43.
Ruszała Jadwiga, „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza w kontekście "Robinsona Cruzoe" D. Defoe, „Polonistyka” 1986, nr 9, s. 673-680.
Watt Ian, Narodziny powieści. Studia o Defoe'em, Richardsonie i Fieldingu, przeł. Agnieszka Kreczmar, Warszawa 1973.