piątek, 19 lipca 2019

Książki (nie)zapomniane - Wolności nie zdobywa się nieustannie uciekając

Kiedy jesteśmy wolni? Czy tak trudne, fundamentalne pytanie można odnieść do banalnych sytuacji, życia wśród nieustannych aluzji, uszczypliwości, czasem otwartych kłótni, z których składa się codzienność człowieka uwikłanego w związek z matką, (drugą) żoną i czwórką dzieci (swoich i nieswoich)? Chyba trzeba, gdyż tak wygląda egzystencja tysięcy, może dziesiątków tysięcy mężczyzn... Farma JOHNA UPDIKE’A (1932-2009) jest portretem jednego z nich.

Joey Robinson (narrator) pracuje jako konsultant reklamowy w firmie szkoleniowej na Manhattanie. Ma za sobą małżeństwo z Joan, którą zostawił z trójką dzieci, by ożenić się z Peggy. Teraz wiezie nowo poślubioną małżonkę i jej jedenastoletniego syna, Richarda, na wieś, na trzydniowe odwiedziny do samotnie mieszkającej matki. 

Peggy nie chciała tej wizyty, ale z trudem zgodziła się. Już od pierwszej chwili pobytu na farmie okaże się, że przeczucia jej nie zawiodły. Teściowa nie akceptuje wybranki syna, więcej – chętnie upokarza drobnymi niedopowiedzeniami, złośliwymi przytykami, opiniami wygłaszanymi z pozycji osoby wiedzącej o życiu niemal wszystko. A pośrodku dwóch kobiet toczących bój o ukochanego mężczyznę znajduje się on sam – bezwolny, słaby, nieskutecznie, bo może niechętnie walczący o prawo do głosu. Najlepiej, jak się wydaje, radzi sobie w tej sytuacji Richard, o którego „babcia” ostentacyjnie zabiega, by także w ten sposób dokuczyć jego rodzicielce.

Oto przykład świetnego dialogu. A takich jest w książce sporo:

Chłopiec wydaje się bystry – powiedziała matka. (…) Ciekawa rzecz, bo matka nie robi tego wrażenia. (…)
- Dziwię się bardzo – ciągnęła (…).
- Czemu się dziwisz?
- Że potrzebujesz głupiej kobiety, aby nabrać pewności siebie.
- Nic o niej nie wiesz. Nie chcesz wiedzieć.
- Wiem, co się rzuca w oczy. (…)
- Zatrułaś moje pierwsze małżeństwo, nie życzę sobie, żebyś się wtrącała do drugiego. Masz być grzeczna dla mojej żony. (…) Sama nas zaprosiłaś (…).
- Ja przecież mówię tylko, że chłopak musiał odziedziczyć inteligencję po swoim ojcu – powiedziała.


Kilkadziesiąt godzin na farmie to nieustanna walka kobiet i defensywne zachowania chwiejnego Joey’a, który prędko dochodzi do wniosku, że jednak niemądrze postąpił żeniąc się powtórnie i zaczyna postrzegać Peggy bardzo przedmiotowo, co każe nam zastanowić się, czy ją naprawdę kocha:

Niewykluczone, że mogłem zatrzymać ją jako kochankę, póki by jej uroda nie zwiędła, pozostając mężem Joan.

Ale czy kocha także matkę? Gdy mijają dni wizyty, Joey bez żalu opuszcza kobietę, która właśnie zachorowała. Jego myśli wędrują już do Nowego Jorku. To człowiek nieustannie uciekający od ostatecznych konsekwencji swoich czynów. Szuka wolności – chowając się w głąb siebie. Nie angażując się do końca. Zostawiwszy za sobą zrujnowane małżeństwo, powoli rozkłada - jak się wydaje – również drugi związek. Wolności nie zdobywa się nieustannie uciekając.

Updike John, Farma, przeł. Maria Skibniewska], wyd. 2, Warszawa 1993. ISBN 83-06-02309-9 (sygnatura: 139058)

poniedziałek, 15 lipca 2019

Wiedzą, kto wybił szyby

To było kilka lat temu. Jedna z pracownic księgowości zapytała z przerażeniem w głosie: Kto wybił szyby? Gdzie? I już pewnie w głowie obliczała, ile to będzie kosztowało. A skąd to pytanie? Otrzymała fakturę „za Wybite szyby”, czyli za książkę pod takim tytułem, której tematem jest praca amerykańskiej policji.

24 lipca przypada Święto Policji. Uczcimy je skromnie – zaprezentowaniem czterech pozycji z naszych zbiorów. Nie oznacza to, że tylko tyle ich mamy. To tylko przykłady. Zaczniemy – rzecz jasna – od Wybitych szyb. Następnie pokażemy bardzo obszerną monografię, po czym wrócimy na polskie podwórko, by przypomnieć – jako ciekawostki - dwa artykuły z historii Policji (wówczas – Milicji Obywatelskiej).
Kelling George L., Coles Catherine M., Wybite szyby. Jak zwalczyć przestępczość i przywrócić ład w najbliższym otoczeniu, przeł. Bolesław Ludwiczak, Poznań [2000]. ISBN 83-7278-005-6 (sygnatury: cz K XV-7/50, 156944-6)

Nadszedł czas, aby dokonać zasadniczej zmiany naszego sposobu myślenia i postrzegania przestępczości. Jeśli bowiem chcemy zrozumieć, jak podchodzą do tego zagadnienia mieszkańcy osiedli i ludzie interesu, musimy najpierw znaleźć dla niego nową, lepszą definicję - wykraczającą poza dotychczasowe założenia, którymi kierowali się politycy i stróże prawa. Jeżeli chcemy zmienić niekorzystną sytuację i poprawić jakość życia obywateli, konieczne jest postępowanie według strategii i założeń taktycznych uwzględniających ich potrzeby, wnioski i żądania. Aby osiągnąć te cele, najpierw należy zacząć poważnie traktować panoszące się coraz bardziej w naszych miastach zjawisko naruszania ładu i porządku.

Obraz działania policji w środowisku lokalnym, czyli przykłady praktycznej realizacji założenia, że wzrost „dużej” przestępczości jest konsekwencją braku reakcji na „małe” przewinienia, takie jak np. tytułowe chuligaństwo.
Hołyst Brunon, Policja na świecie, wyd. 2 zm. i rozszerz., Warszawa 2013. ISBN 978-83-7806-483-1 (sygnatura: cz  K XV-6/4 d)

Niektórzy historycy zapewniają, że gatunek ludzki - Homo sapiens - występował w Afryce lub w Azji przynajmniej 250 000 lat temu. Ponieważ pisemne dokumenty pochodzą dopiero z około 3200 r. p.n.e., jest oczywiste, że snucie domysłów musi odegrać istotną rolę w ustaleniu scenariusza, jak pierwszy „policjant" wykonywał swoje obowiązki. Można śmiało założyć, że w najwcześniejszych społecznościach ludzkich głowa rodziny była odpowiedzialna za utrzymanie dyscypliny w swojej grupie. Jeśli między członkami grupy dochodziło do sporu, przywódca wzywał zwaśnione strony, słuchał ich wypowiedzi oraz opinii świadków i wydawał orzeczenie.

Duży format. 1321 stron, czyli kolejne, rozszerzone wydanie znanej monografii. Kompendium wiedzy o policji: historia zawodu, szkolenie i doskonalenie zawodowe, administracja, misja, psychologia, style działania, rola w społeczeństwie. Ponadto – przegląd systemów organizacji i funkcjonowania policji w wybranych państwach i na wszystkich kontynentach (łącznie – w 92 państwach!).
Adamów Katarzyna, Pierwsza milicjantka Polski Ludowej, „Pamięć.pl” 2013, nr 7-8, s. 10-13

Warszawiacy znali ją jak jako Lodzię Milicjantkę. Stała się bohaterką wielu artykułów prasy codziennej i czasopism. Pokazywano ją sobie na ulicy, czytano o niej w gazetach, podziwiano ją w kinach w trakcie projekcji Polskiej Kroniki Filmowej. Zaskarbiła sobie sympatię mieszkańców stolicy i nie tylko. Niespodziewanie dla niej samej, Leokadia Krajewska (z domu Kubanowska) stała się ikoną PRL-owskiej „kobiety pracującej”.

Pani Leokadia urodziła się w 1928  roku w Wirowie, w pobliżu Sokołowa Podlaskiego. Jako trzylatka straciła ojca. Jej matka zabrała wówczas dzieci i przeniosła się do Warszawy. Pod koniec wojny nastolatka pracowała jako sanitariuszka w Polskim Czerwonym Krzyżu, a kwietniu 1945 roku, licząc lat siedemnaście, zwróciła się do Komendy Milicji Obywatelskiej m.st. Warszawy z podaniem o przyjęcie do pracy. Tak zaczęła się jej popularność wśród przechodniów i zmotoryzowanych, a śmiało można powiedzieć, że nawet sława. Uchodziła za wzór rzetelności zawodowej i zawsze potrafiła obdarować uśmiechem. Podziwiano także jej urodę. Do dziś mieszka w stolicy. Cały artykuł można przeczytać TUTAJ.
Marek Łucja, Rodzina milicyjna - wzorem rodziny socjalistycznej
„Pamięć.pl” 2013, nr 3, s. 28-31

Fikcyjny porucznik milicji Sławomir Borewicz w jednym z odcinków popularnego serialu 07 zgłoś się (1976–1987) wyznał, że zawarł ślub kościelny, a właściwie, że to na jego prośbę przyszła małżonka otrzymała zgodę kurii diecezjalnej na ślub z nim, osobą niewierzącą. W ten sposób zasugerował, że w rodzinach milicyjnych mogły współistnieć dwa przeciwstawne światopoglądy: materialistyczny (marksistowsko-leninowski) funkcjonariusza i idealistyczny (religijny) jego najbliższych. Rzeczywistość PRL była diametralnie odmienna. (…) Istotnie, nie sprecyzowano modelu rodziny socjalistycznej. Skupiono się na jednym aspekcie – na tym, aby była ona laicka, unikała praktyk religijnych oraz jakichkolwiek związków z Kościołem i wiarą. Działania tego typu prowadzono jednak nie tylko w środowisku milicyjnym i wojskowym. Władze PRL stawiały sobie za cel pełną laicyzację życia społecznego. Atrakcyjne laickie święta, obrzędy i obyczaje miały odciągać obywateli od kościelnych uroczystości i praktyk religijnych. Do udziału w świeckich rytuałach zachęcano prezentami i okolicznościowymi pamiątkami.

Szkic na temat obyczajowości tzw. rodziny socjalistycznej, a w tym przypadku - rodziny milicjanta(-ów). Cały tekst można znaleźć TUTAJ.
źródło
 

piątek, 12 lipca 2019

Nasze skarby - Panteon wielkich twórców poezji i prozy (…)

Dzieło wielkie pod względem rozmiarów oraz imponujące zawartością, czyli 27 cm wysokości i około 2000 stron. Konkretnie: pierwszy tom ma ich 1044 (pominąwszy nieliczbowane), a drugi – 904. Panteon wielkich twórców poezji i prozy. Antologia literatury powszechnej. Wydawcą tego monumentalnego dzieła była oficyna „Trzaska, Evert i Michalski”. Nasz egzemplarz pochodzi z 1959 roku.

Szczegółowa zawartość tomu 1 – według opisu na stronie tytułowej (tak w oryginale!) – to: Literatury: chińska, japońska, indyjska, sumero-akkadzka, babilońska i asyryjska, egipska, starohebrajska, żydowska, arabska, perska, turecka, grecka, rzymska, łacińska wieków średnich, włoska, staro- i nowoprowancka, francuska. Zawartość tomu 2 - Literatury: hiszpańska, portugalska, rumuńska, celtycka, angielska, północno-amerykańska, australijska, niemiecka, islandzka, norweska, szwedzka, duńska, holenderska i flamandzka, fińska, estońska, łotewska, litewska, węgierska, rosyjska, ukraińska, białoruska, czeska, słowacka, łużycka, Jugosławji, bułgarska, bizantyńska, nowogrecka. Dzieła zamieszczone w antologii (niektóre w całości, obszerniejsze - we fragmentach) reprezentują bardzo szeroki zakres chronologiczny: od czasów najdawniejszych do XX stulecia.

Parę słów należy się redaktorowi, Stanisławowi Lamowi (1891-1965). To interesująca postać. Urodzony w Tarnopolu, zmarły w Paryżu, sam zapisał sporą kartę w historii polskiego edytorstwa i literaturoznawstwa. Był nie tylko wydawcą, ale także bibliofilem, dziennikarzem, krytykiem i historykiem literatury. Studiował i doktoryzował się we Lwowie. Przed wojną współpracował z wieloma czasopismami literacko-kulturalnymi. Był także redaktorem naczelnym licznych wydawnictw encyklopedycznych firmy „Trzaska, Evert i Michalski”. W czasie II wojny światowej więzień hitlerowskich obozów. Przebywając we Francji – kierował Księgarnią Polską w Paryżu. Należał do Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie (od 1960 r.).

O przydatności tego dzieła przekonałyśmy się w Wydziale, gdy poproszono nas o znalezienie tekstu XV-wiecznego dialogu, reprezentującego literaturę starofrancuską. Był! W całości!

Panteon wielkich twórców poezji i prozy. Antologja literatury powszechnej, t. 1 (…), w oprac. J. Bromskiego, pod red. Stanisława Lama, [tł. z różnych jęz.], Warszawa 1959 (sygnatura: ZS 26471/1)
Panteon wielkich twórców poezji i prozy. Antologja literatury powszechnej, t. 2 (…), w oprac. Emila Biedrzyckiego [i in.] ; pod red. Stanisława Lama, [tł. z różnych jęz.], Warszawa 1959 (sygnatura: ZS 26471/2)

poniedziałek, 8 lipca 2019

O tym, co można znaleźć w książkach i czasopismach (jeszcze raz)

Owszem, pisałyśmy na ten temat. Ale ciągle natykamy się na interesujące znaleziska, które warto pokazać światu. Bo czyż na przykład to zwierzątko nie jest śliczne?

albo taki samochód policyjny:

Jest też pomysłowe wykorzystanie rewersu (na mini notatnik kulinarny):

i archiwalny kwitek za wykonanie xero. Tu warto się zatrzymać, by z satysfakcją zauważyć, iż u nas ceny spadają. W tym wypadku spadły aż o połowę! Obecnie za jednostronną kserokopię płaci się 0,20 gr (a było dwa razy tyle, co na załączonym obrazku):
Wreszcie bilet autobusowy z poprzedniego stulecia (co widzimy na pieczątce):
oraz Anioł Stróż, pilnujący pewnie także książek, gdyż w jednej z nich się znajdował:

piątek, 5 lipca 2019

Książki (nie)zapomniane - Bez miłości

Czy książka z "miłością" w tytule może być książką o braku miłości? Chyba jest nią Pustynia miłości FRANÇOISA MAURIACA (1885-1970).

Paweł Courreges jest wiejskim lekarzem. Spośród swoich pacjentów szczególnie lubi odwiedzać (i pocieszać) Marię Cross, która nie ma jeszcze trzydziestu lat, a już została ciężko dotknięta przez los. Utraciła syna. Potem sama uległa wypadkowi? Przeżyła próbę samobójczą? Kobieta darzy doktora szacunkiem, ale nie dostrzega wyjątkowej sympatii, jaką ten jej okazuje, nawet jest znudzona jego częstą obecnością. Nie widzi też zazdrości, którą budzi w medyku widok jej obecnego kochanka, Larousselle'a, bo w trakcie tych wizyt myśli o licznych mężczyznach, krążących w jej pobliżu jak ćmy wokół światła. Jej serce szybko i głośno bije jedynie dla nieznanego chłopaka, widywanego regularnie w tramwaju. Zdążyła się już zorientować, że młokos również jest nią zainteresowany. Imponuje jej to.

I oto pewnego dnia chłopiec podchodzi do stojącej na przystanku Marii. Osiemnastolatek przedstawia się kobiecie i otwarcie stwierdza, że wyłącznie z jej powodu wybiera tramwaj o tej porze. Rajmund ani jego ojciec nie wiedzą, że są rywalami. Ale Maria już teraz wie...

Minęło siedemnaście lat. Rajmund i Maria spotykają się w Paryżu. Ona jest obecnie nieco starzejącą się, ale wciąż interesującą Wiktorową Larousselle. I chyba nieszczęśliwą. Ich rozmowa przeradza się w słowną potyczkę, w której jedno chce zadać jak najwięcej ran drugiemu. Mężczyzna dowiaduje się, że Maria go jednak kochała, ale udawała obojętność, co go drażniło. Nie widząc wyjścia z sytuacji, w której musiała oszukiwać i ojca, i syna (oraz przyszłego męża!), próbowała samobójstwa. Nie udało się. Przeżyła. Jeszcze jedna tajemnica wychodzi wkrótce na jaw. Rannego w wypadku Wiktora próbuje ratować najpierw Rajmund, ale niebawem wzywa na pomoc ojca. W drodze powrotnej ojciec przyznaje się synowi do prawdziwego powodu dawnych wizyt u Marii...

Czy namiętność - niszczącą relacje małżeńskie, rodzinne, społeczne - można utożsamić z miłością? Co z niej zostało po latach? To jest chyba przede wszystkim książka o braku miłości. Bohaterowie umieją pragnąć czy pożądać, ale nie potrafią kochać. I w ten sposób powiększa się pustynia. Między Pawłem a żoną. Między ojcem a synem. Między Marią a jej narzeczonym. Między wszystkimi bohaterami tej smutnej opowieści.

Mauriac François, Pustynia miłości, tł. Stefania Zgórska, wyd. 3, Warszawa 1984, ISBN 83-211-0539-4 (sygnatura: 111639)

poniedziałek, 1 lipca 2019

Nasz Mały Leksykon Filmowy – Lato na ekranie (część 2)

Oto kolejne filmy z „latem” w tytule.

Letnie gry i zabawy (Giochi d'estate, reż. Rolando Colla, Szwajcaria, Włochy, 2011). Toskania. Nadmorski kurort. Dwie rodziny przybywają na wakacje. Nico i Marie są rówieśnikami i każde boleśnie odczuwa problemy w swoich rodzinach. Ta nić porozumienia, która ich łączy, wkrótce zamienia się w miłość.

Letnie przesilenie (Summer Solstice, reż. Ralph Rosenblum, USA, 1981). Małżeństwo Turnerów trwa już 50 lat. Joshua i Margaret postanawiają pojechać na Cape Cod, gdzie się poznali i zakochali. W retrospekcji oglądamy dzieje ich wspólnej życiowej drogi.

Letnie przesilenie (reż. Michał Rogalski, Niemcy, Polska, 2014). Guido (niemiecki żołnierz) i Romek (uczący się zawodu maszynisty), kilkakrotnie spotykają się na polskiej prowincji. Trwa II wojna światowa. Wszystko powinno ich dzielić, a jednak odczuwają do siebie coraz silniejszą sympatię. Są młodzi. Chcą żyć. A wokoło szaleje śmierć.

Letnie wino (The Wine of Summer, reż. Maria Matteoli, USA, 2013). James jest młodym prawnikiem. Ścieżka kariery stoi przed nim otworem, a jednak postanawia ją porzucić na rzecz aktorstwa, o czym marzył od dzieciństwa. W ten sposób poznaje sztukę hiszpańskiego dramatopisarza, Carla Lucchesiego, więc - zafascynowany jej treścią – wyrusza do Hiszpanii. W Europie poznaje pisarza. Ten zaś, związany z piękna i młodą kobietą, opowiada mu o kobiecie, którą naprawdę kochał. I utracił.

Mało upalne lato (reż. Ryszard Maciej Nyczka, Polska, 2004). Cztery epizody połączone osobą księdza – narratora, czyli historie: dwóch dziewcząt lubiących opalanie nago, niedocenianej pisarki, przybyłego zza morza hrabiego i nabywcy walizkowej bomby.

Ona tańczyła jedno lato (Hon dansade en sommar, reż. Arne Mattsson, Szwecja, 1951). Göran – po zdaniu matury – przybywa na wieś, do wuja, by tu spędzić wakacje. W sąsiedztwie mieszka równie młoda i śliczna Kerstin, którą rodzice niebawem wysyłają do innej wioski. Chłopak podąża za nią. Rozkwita miłość, ale wakacje się kończą. Göran wraca do miasta, ale nie może i nie chce zapomnieć o dziewczynie. Postanawia pojechać do niej. I oto radosna wspólna jazda motocyklem kończy się tragedią. Kerstin ginie. Film posiada ramę kompozycyjną – samotne, gorzkie rozmyślania Görana nad urokliwym jeziorem, nad którym krótko byli szczęśliwi, snute podczas pogrzebu ukochanej.

Ostatni dzień lata (reż. Tadeusz Konwicki, 1958). On (młody) i ona (niemłoda) spotykają się na bezludnej plaży. Spędzą tu sześć godzin… na rozmowie, podczas której okaże się, że to chłopak szukał kontaktu, dyskretnie obserwując ją od jakiegoś czasu. Ale ona nie chce porzucić swej samotności. Ciągnie się za nią długi cień bolesnych wspomnień z minionej wojny, w której straciła kochanego mężczyznę, spotęgowanych warkotem często przelatujących nad tym pustkowiem odrzutowców. A chłopak także niesie jakiś bagaż z przeszłości, którego nie ujawnia. Oboje pragną tego samego – ludzkiej bliskości, obecności, ciepła. I żadne z nich nie potrafi tego ani dać ani przyjąć.

Ostatni sen lata (reż. Bruno Brejt, Polska, 2015). Film fabularny krótkometrażowy, zainspirowany Ostatnim dniem lata Tadeusza Konwickiego.

Pewnego letniego dnia (reż. Jakub Z. Ruciński, Polska, 1985). Krzysztof jest młodym naukowcem, który w czasie wakacji dorabia jako akwizytor. Pewnego dnia poznaje Roberta i jedzie wraz z nim do opuszczonej posiadłości. Niebawem okaże się, że Robert jest dilerem narkotyków, a Krzysztof zostanie zamieszany w zabójstwo…

Pierwszy dzień lata (reż. Krzysztof Liwiński, Polska, 2016). Jan lata balonem i rozbija się nad bezludna wyspą, na której znajduje go Ryta. Od tej chwili oboje muszą znaleźć wyjście z matni, w której się znaleźli. Otaczają ich ciemności nocy i lasu, a także tajemniczy myśliwi. Lecz by przetrwać, muszą sobie zaufać.

W środku lata (reż. Feliks Falk, Polska, 1975). Elżbieta i Adam Grońscy są młodym małżeństwem, spędzającym lato w odludnej leśniczówce. Myślą, że ten pobyt w samotni scementuje ich pękający związek. Udaje im się to do chwili, gdy dowiadują się o tragedii na jeziorze – utonięciu kobiety. Następnego dnia, pod nieobecność męża, Elżbieta poznaje kolejne szczegóły o tamtym nieszczęściu, opowiedziane przez tutejszego weterynarza, Burdę. Zaczyna zastanawiać się, czy to był wypadek. A może morderstwo lub samobójstwo? Więcej, niebawem wokół leśniczówki zaczyna kręcić się Nieznajomy. Adam zaprasza go na kolację. Wreszcie pojawia się milicja poszukująca tajemniczego sprawcy zabójstw młodych kobiet. Adam - domyślając się, że w czasie jego wyjazdu do miasta Nieznajomy spotkał się z Elżbietą – bierze udział w obławie i maltretuje tamtego, myśląc, że jest mordercą. A tymczasem milicjanci prowadzą zatrzymanego sprawcę…

Wspomnienie lata (reż. Adam Guziński, Polska, 2016). Polska prowincja w latach 70. ubiegłego wieku. Piotrek wraz z matka spędzają tu wakacje, które okażą się najważniejsze w życiu nastolatka, bo wówczas pozna smak przyjaźni, miłości i utraty. 

Zeszłego lata w Czulimsku (Proshlym letom v Chulimske, reż. Wiktor Diemient, Rosja, 2014). Adaptacja filmowa sztuki Aleksandra Wampiłowa. Rosyjska prowincja, czyli głusza w tajdze. Wszyscy nieliczni mieszkańcy doskonale się znają. Są to: szefowa bufetu w knajpie i jej nieślubny syn oraz mąż, wolący towarzystwo przyjaciela – przybłędy, lokatorka, młoda pracownica bufetu (Walentyna) oraz dwaj stali goście – śledczy i miejscowy dygnitarz. I nieoczekiwanie w tym niewielkim gronie coś się zmienia. Śledczy, który boi się zeznawać jako świadek w procesie o zabójstwo, nagle nabiera pewności siebie. Za sprawą młodziutkiej, naiwnej Walentyny, która go pokochała. 

Warto też przeczytać artykuł o filmowych wakacjach i urlopach: Dąbrowska Diana, Kilka uwag przed rozpoczęciem podróży, „Kino” 2018, nr 8, s. 40-43.

Ps. Niebawem zaprezentujemy książki z tytułowym „latem”.

piątek, 28 czerwca 2019

Nasz Mały Leksykon Filmowy – Lato na ekranie (część 1)

Lato. Wakacje i urlopy. Kilka lat temu zestawiłyśmy filmy i książki z „wakacjami” w tytule (TUTAJ). Dzisiaj przypomnimy niektóre filmy zawierające w tytule „lato”.

Błysk tamtego lata. Nigdzie nie znalazłam informacji o tym filmie. Pewnie w oryginale (japońskim) jego tytuł brzmiał inaczej. Oglądałam go w latach 80. minionego wieku. To była wzruszająca historia kobiety, która przed laty straciła wzrok w wyniku wybuchu bomby jądrowej w Hiroszimie.

Cudowne lato (reż. Ryszard Brylski, Polska, 2010). Czarna komedia. Rudy i Konrad pracują dla konkurencyjnych firm pogrzebowych i obaj walczą o miłość lokalnej brzyduli, Kitki. Nad wyborem życiowym dziewczyny będzie czuwać „doświadczona” matka…

Dwa tygodnie lata (reż. Wojciech Fiwek, Polska, 1965). Film fabularny, krótkometrażowy, którego akcja rozgrywa się na obozie harcerskim.

Jak spędziłem koniec lata (Kak ja provel etim letom, reż. Aleksiej Popogrebskij, Rosja, 2008). W surowej scenerii rosyjskiej stacji badawczej nad Oceanem Arktycznym pracują dwaj mężczyźni. Wykonują rutynowe czynności: codzienne pomiary itp. Starszy, Sergiej, to człowiek doświadczony, dokładny i obowiązkowy, a Paweł jest młodym praktykantem. Znudzony stale powtarzającymi się czynnościami, umila sobie czas słuchaniem głośnej muzyki oraz nadmiernym użytkowaniem komputera. Konflikt jest nieunikniony…

Kapryśne lato (Rozmarné léto, reż. Jiříego Menzel, Czechosłowacja, 1968). Krokovy Vary,  znane kąpielisko, tego deszczowego lata jest pustawe. Przychodzą tu tylko trzej niemłodzi panowie, by wieść nudne dyskusje o sprawach nader ogólnych. Sytuacja ulega zmianie, gdy do miasteczka przybywa akrobata z piękną asystentką. Mężczyźni bezskutecznie usiłują uwieść dziewczynę. I nie zauważają, że w tym samym czasie żona jednego z nich… uwodzi akrobatę. Ekranizacja opowiadania Vladislava Vančury.

Koniec babiego lata (reż. Ewa Kruk, Polska, 1974). Babie Lato to nazwa wsi. Józek  i jego dziewczyna, Misza, postanowili tu przyjechać na wypoczynek do krewnych chłopaka. Banalne spotkania i rozmowy nieoczekiwanie zakłóca stary Klimek, snując opowieści o niewiernościach i zdradach w rodzinie Józka. Misza zaczyna wątpić w sens związku z mężczyzną…

Koniec lata (Kohayagawa-ke no aki, reż. Yasujirô Ozu, Japonia, 1961). Manbei Kohayagawa pracuje wraz zięciem w wytwórni sake. Ma jeszcze dwie córki, wdowę i niezamężną, które nie mieszkają wraz z nim. Rodzinna zgoda, która dotąd panowała między członkami rodziny, zostanie zburzona w chwili, gdy Manbei zapragnie znaleźć mężów dla dwóch córek, a sam wróci do dawnej kochanki.

Koszmar minionego lata (I Know What You Did Last Summer, reż. Jim Gillespie, USA, 1997). Grupa młodych wraca nocą z potańcówki, podczas której oblewali zakończenie roku szkolnego. Pijani, potrącają samochodem przechodnia. Sprawcy początkowo myślą, że ofiara nie żyje i postanawiają wrzucić ją do morza. Chociaż niebawem zauważają, że mężczyzna się porusza, nie rezygnują z pomysłu. Po roku, gdy grupka już się nie spotyka, bo każdy poszedł swoja drogą, jedna z uczestniczek tamtego zdarzenia otrzymuje informację, że ktoś wie, co zrobiła rok temu. A w okolicy zaczynają ginąć ludzie. „Umarły” wrócił, by się zemścić?

Kronika jednego lata (Chronique d'un été, reż. Jean Rouch, Edgar Morin, Francja, 1960). Eksperymentalny film – manifest  cinéma vérité. Latem 1960 r. reżyserzy i była więźniarka obozu koncentracyjnego, Marceline, spacerując po ulicach Paryża zadają przypadkowym przechodniom pytanie: „Czy jesteście szczęśliwi?" Odpowiedzi udzielają m.in. pracownik zakładów samochodowych, maszynistka, student filozofii. Nikt niczego nie gra, wszystko jest spontaniczne, autentyczne. Po przeprowadzonych wywiadach Marceline i realizatorzy omawiają ich rezultaty (przed kamerą). Interesujące jest także to, iż na ręce kobiety można dostrzec obozowy numer, który prawie nikogo z rozmówców nie zainteresował. Prawie, bo zwróciło na niego uwagę tylko dwóch kongijskich studentów.

Królowie lata (The Kings of Summer, reż. Jordan Vogt-Roberts, USA, 2013). Trzej zbuntowani chłopcy postanawiają uciec z domów i zamieszkać w lesie. Jak na ogół bywa w filmach o nastolatkach, także tutaj mamy przyjaźń (wystawioną na próbę), młodzieńczą miłość, skomplikowane relacje międzypokoleniowe (wszyscy chcą jak najlepiej, ale nikt nie wie, jak trafić do drugiego człowieka). A wszystko to w aurze humoru, bujnej przyrody i sentymentalnej nutki tęsknoty za młodością.

Lato leśnych ludzi (reż. Władysław Ślesicki, Polska, 1984). Serial. Adaptacja filmowa prozy Marii Rodziewiczówny. Akcja przedwojennej powieści zostaje przeniesiona do lat 80. XX wieku. Kilkunastoletni mieszczuch spędza wakacje w leśniczówce. Poznaje tu przyjaciół i piękno przyrody oraz odkrywa nowe, nieznane mu przedtem wartości.

Lato miłości (reż. Feliks Falk, Białoruś, Polska, 1994). Aleksander, student, przybywa do podupadłego majątku wuja, gdzie wita go Sonia, kuzynka. Obrotna i przedsiębiorcza dziewczyna rychło wprowadza młodzieńca w „dorosłe sprawy”, ale – chcąc zmylić wuja – zapoznaje Aleksandra z przebywającą w dworku Nathalie, pełna wdzięku, ale subtelną i cichą Polką. Ten układ stanie się niebawem przyczyną wewnętrznych konfliktów studenta i coraz większych napięć między trojgiem bohaterów. Adaptacja filmowa opowiadania Nathalie Iwana Bunina.

Lato miłości (My Summer of Love, reż. Paweł Pawlikowski, Wielka Brytania, 2004). Rozwydrzona i bogata Tamsin wyjeżdża na lato do Yorkshire i poznaje mieszkającą tu Monę – dziewczynę zdemoralizowaną, znudzoną, którą pragnie sprowadzić ze złej drogi brat, także kiedyś wiodący niezbyt układne życie. Jednak nie on, ale kapryśna dziewczyna z college’u wywrze na nią naprawdę znaczący wpływ.

Lato na Mazurach (Ein sommer in Masuren, reż. Karola Meeder, Niemcy, 2015). Sabine, chora na zespół Aspergera, trafia na Mazury, gdzie odziedziczyła działkę. Nieufna wobec ludzi, podejrzewa opiekunkę ojca, Dorotę, o pozbawienie go oszczędności. Niebawem okaże się, jak bardzo się myliła.

Lato w mieście (reż. Agnieszka Gomułka, Polska, 2012). Na warszawskim osiedlu pojawia się tajemniczy mężczyzna, który niedawno wyszedł z więzienia. Otoczenie jest wobec niego nieufne. A jednak właśnie on zmieni bardzo wiele w życiu przeżywającej kryzys młodej mężatki oraz skonfliktowanej z matką nastolatki. 

Letni sen (Sommarlek, reż. Ingmar Bergman, Szwecja, 1951). Marie jest tancerką, która z trwogą zauważa, iż otacza ją coraz większe grono młodszych koleżanek. Popada w przygnębienie. Pewnego dnia znajduje pamiętnik swej młodzieńczej miłości, Henrika, tragicznie zmarłego po nieudanym skoku do wody. A ona – zraniona i nieszczęśliwa – szukała wtedy pociechy u znającego się na kobietach Erlanda. Postanawia wrócić na wyspę, na której wówczas przebywali. Rozrachunek z przeszłością przynosi jej ukojenie.

Ps. Dokończenie -  1 lipca.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Uzależnienia… Uzależnienia…

Uzależnienia… Trudno z nimi walczyć. „Dni walki z” lub „Dni bez” są raczej symboliczne, tym niemniej warto kilka wspomnieć. 31 maja obchodzimy więc Dzień bez Papierosa, 1 czerwca - Dzień bez Alkoholu (w Polsce), zaś cały sierpień to Miesiąc Trzeźwości. 26 czerwca przypada Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii (Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Nadużywaniu Środków Odurzających i ich Nielegalnemu Handlowi), a  15 lipca - Dzień bez Telefonu Komórkowego. Tak, fonoholizm w opracowaniach jest umieszczany w grupie tzw. „nowych uzależnień”. Dzisiaj wrócimy do tych „starszych”. Może będzie trochę zabawnie, ale problem jest – jak wiemy – poważny.

Francuska księżna Ludwika Małgorzata Conti słynęła z licznych romansów. Pewnego dnia prosiła swego starszego brata, Franciszka Gwizjusza, by już nie grywał w karty, bo go to rujnuje.
- Siostro – powiedział Gwizjusz – nie będę grał, jeśli ty zaniechasz miłostek.
- Ach, cóż za człowiek – odpowiedziała. – Chyba jednak nie zdołam go powstrzymać.

(Plotki z brodą, „Mówią Wieki” 2007, nr 7, s. 64)
Maurice Utrillo, znany z alkoholizmu, dowiedziawszy się od lekarza, że choruje na puchlinę wodną, powiedział:
- Ja, który przez całe życie nie wypiłem ani kropli wody???

I jeszcze raz o malarzu. James Whistler przyjechał do nieznanego mu miasta. Było to w czasie prohibicji, więc zapytał cichutko portiera w hotelu:
- Gdzie tutaj dostanę kieliszek wódki?
- Widzi pan ten kościół?
- Co, w kościele???
- To jedyny budynek, w którym pan NIE dostanie wódki.

(Kiejstut Roman Szymański (zebrał i oprac.), Anegdoty, dykteryjki... Warszawa 1988. ISBN 83-202-0673-1, sygnatura: 125048)

Teraz coś o sejmikach szlacheckich, a raczej o obżarstwie i pijaństwie podczas obrad: Panowie i można szlachta częstowali się na sejmikach uczciwie potrawami wybornymi i trunkami dobrymi, najwięcej winem węgierskim, którego im gdzie więcej i lepszego dawano, tym większa tam była schadzka. (…) Od rana dano wódki raz, drugi i trzeci, postawiono na stole kilka bochnów chleba, kilka brył masła i kilka pieczeniów w zrazy pokrajanych, co naprędce w stojączki między siebie rozerwano; kto czul po tym posiłku pragnienie, dano mu piwa. Z resztą obżarstwa wstrzymowano ich, aby mogli utrzymać się przy zmysłach i władzy do roboty sejmikowej (…).

(Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, różne wydania, sygnatury: ZS 1430, ZS 56208, 59080, 110711, cz D V-2/88, cz II D-5/1 a)

Albert Einstein nałogowo palił. Należał nawet do Klubu Palaczy Fajek w Montrealu. Ta skłonność – jak łatwo się domyślić - nie wpływała korzystnie na jego zdrowie. Naukowiec lekceważył zalecenia lekarzy i bardzo często kłócił się o to z żoną, chcącą wyperswadować mu ten nałóg. Gdy pewnego dnia wyliczyła mu, jak dużo pali, odpowiedział:
- Czy uważasz, że znasz matematykę lepiej ode mnie?!

(Kiejstut Roman Szymański (zebrał i oprac.), Anegdoty, dykteryjki... Warszawa 1988. ISBN 83-202-0673-1, sygnatura: 125048)
 
 

piątek, 21 czerwca 2019

Książki (nie)zapomniane - Kto zapali światło nad smutną Ziemią?

Ta powieść została opublikowana w 2006 roku. Jej twórcą jest CORMAC MCCARTHY (ur. 1933), czyli jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich. Twórca dzieł mrocznych, nierzadko pełnych okrucieństwa i przemocy, ale wyrażających w ten sposób ogólnoludzkie prawdy o pełnych grozy skłonnościach ludzkiej natury, nad którymi trzeba nieustannie panować.

Droga. Wizja świata po totalnej katastrofie. Wojnie? Klęsce ekologicznej? Autor nie precyzuje. Niedookreślony pozostaje również czas wydarzeń. Połączywszy brak tych podstawowych danych i zaprezentowaną ponurą, bezbarwną rzeczywistość z przykuwającym uwagę poetyckim stylem, absolutnie nieprzystającym do tego, co zostało przedstawione – domyślamy się paraboli. Drogi z pewnością nie powinno się czytać jednowymiarowo, lecz metaforycznie, nawet archetypicznie.

Głównymi bohaterami są ojciec i jego kilkuletni syn. Bez imion. Bez szczegółowej charakterystyki. Postaci jak z moralitetu. Jakimś cudem ocaleli z wszechogarniającej katastrofy. Chłopiec ma świadomość Zła. I chce stać po stronie Dobra. Ojciec  już częściowo zatracił różnicę między tymi pojęciami. Czując ciężar odpowiedzialności za życie dziecka, ucieka przed ludźmi. Bo w tej rzeczywistości największym zagrożeniem jest człowiek. Po drogach grasują grupy zgłodniałych kanibali. Puste domy zieją martwotą, a jednocześnie stanowią potencjalne zagrożenie. W niejednym czai się banda ludożerców. Martwa przyroda nie przynosi ukojenia, bo jej prawie nie ma. Wszystko spowija szarość. Nigdzie nie jest bezpiecznie. Nigdzie nie ma przystani. Znikąd nie ma ratunku.

Bohaterowie idą do Oceanu. Wracają – chciałoby się powiedzieć – z Końca do Początku. Z Apokalipsy do Genesis. Do czasów, gdy Duch unosił się nad wodami. Martwy świat znowu trzeba będzie zapełnić żywymi istotami. Trzeba będzie też odbudować system wartości. Kto przeżyje? Kto zapali światło nad smutną Ziemią? I kiedy? Trwoga ogarnia odbiorcę tej wstrząsającej powieści, gdy pomyśli, że takie nieszczęście może spaść na bezbronną planetę za wiele lat… lub jutro.

McCarthy Cormac, Droga, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2010. ISBN 9788308044230 (sygnatury: 166663, 169355).

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Promujmy czytelnictwo!

Sezon wakacyjno-urlopowy za kilka dni uznamy za oficjalnie rozpoczęty. Nikomu nie chcemy sugerować, jak ma go spędzić, ale dyskretnie pozwolimy sobie przypomnieć wszystkim zainteresowanym popularyzacją czytelnictwa, nauczycielom, wychowawcom, rodzicom, animatorom kultury, że w uroczej Rabce - jak co roku - odbędzie się "Rabka Festival", czyli impreza kilkakrotnie nagradzana (także przez IBBY!) i ze wszech miar godna uwagi. Jedna z nas uczestniczyła w niej, była pod wrażeniem, poleca. Tym razem będzie trwała od 10 do 13 lipca.
Festiwal ma część otwartą i zamkniętą. Na tę drugą trzeba się (było) zgłosić wcześniej. Właśnie dziś rozpoczynają się warsztaty, ale o tym każdy bywalec na pewno wie(dział) i wysłał zgłoszenie. Na zdecydowanie większą część imprez wstęp nie jest limitowany. Właśnie o nich piszemy. To literacka zabawa dla małych i dużych. Przybywają na nią grupy kolonijne, których w tej miejscowości zawsze jest sporo, ale także rodziny.

Oddajmy głos organizatorom. Jak nas informują w ulotce, w tym roku przygotowali 60 wydarzeń, zaprosili 40 twórców (niektóre nazwiska podamy za chwilę), przeprowadzą 30 warsztatów, 10 prelekcji dla dorosłych, 8 spotkań autorskich oraz 4 wieczory wspólnego czytania w Parku Zdrojowym. Zorganizują 3 wystawy, 1 grę miejską i 1 czytelnię "na polu". Wstęp na wszystkie wydarzenia będzie bezpłatny. Na spotkania autorskie, wieczorne czytanie książek i zajęcia w czytelni "na polu" nie będą obowiązywać żadne limity. Tylko warsztaty zaplanowano w mniejszych grupach (więc będzie trzeba wcześniej zgłosić udział). Zapisy - to ważne! - zostaną przeprowadzone w dwóch turach: od dziś, czyli 17 czerwca - 50 % miejsc oraz od 8 lipca - 50 % miejsc.

A oto zaproszenie, które wystosowano do nas wszystkich (w nim także nazwiska niektórych twórców):

Teraz specjalne zaproszenie dla dorosłych:

Ps. O imprezie informowałyśmy już kilkakrotnie. Zawsze czynimy to bez jakiejkolwiek specjalnej zachęty ze strony organizatorów, ale z wewnętrznej potrzeby zainteresowania imprezą bliską naszemu bibliotekarskiemu sercu. Tam naprawdę warto pojechać. Zobaczyć entuzjazm dzieci, rodziców, innych gości oraz zaangażowanie organizatorów. I zainspirować się minimum na kolejny rok, a może nawet na lata.

piątek, 14 czerwca 2019

Ciekawostki geograficzne i architektoniczne, kosmetyki, antyczna medycyna, bezpieczny escape room. Prasówka z aktualnych czasopism

Świat. Panorama, „Geografia w Szkole” 2019, nr 1, s. 47-50

Oto kilka ciekawostek ze świata:

W Polsce aktualnie mówi się 17 rdzennymi językami i odmianami językowymi – i nie są one bynajmniej różnymi odmianami polskiego. Dlaczego więc ta informacja brzmi zaskakująco? Ponieważ większość z tych języków – jak np. wilamowski czy łemkowski – zagrożona jest wyginięciem. (Jak ratować języki?)

Nie 612 metrów n.p.m., a niemal 614 metrów n.p.m. ma najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich, Łysica – wynika z badań naukowców Politechniki Świętokrzyskiej. Co ciekawe, najwyższy punkt znajduje się nie na tym wierzchołku wzniesienia, który zdobywają turyści, a na sąsiednim. (Łysica wyższa o 2 m)

Decyzją rządu od 1 stycznia 2019 r. prawa miejskie uzyskało 10 miejscowości (…). Dzięki temu liczba miast w Polsce wzrośnie do 936. (Nowe miasta w Polsce)

33-letni Colin O’Brady jako pierwszy człowiek w historii samotnie i bez jakiegokolwiek wsparcia przeszedł całą Antarktydę (…). Podróż na trasie liczącej ponad 1500 km, dotychczas uważana za niemożliwą, zajęła mu 54 dni
. (Pierwsze przejście przez Antarktydę bez wsparcia)

Jak informuje Eurostat liczba funkcjonariuszy policji w UE powoli spada w ostatnich latach. W 2016 r. UE miała 1,6 miliona funkcjonariuszy policji, o 3,4 % mniej niż w 2009 r. (Ile policji w EU)
Szmaj-Kupny Ewa, Kremy, mydła, maść na odciski. Preparaty kosmetyczne i ich producenci na Górnym Śląsku w latach 1918–1939, „CzasyPismo” 2018, nr 1, s. 146-152

W okresie II Rzeczypospolitej wytwarzanie preparatów higienicznych i kosmetycznych było ściśle związane z przemysłem chemicznym, a konkretnie perfumeryjno-mydlarskim. Można wręcz mówić o wyodrębnionej z produkcji chemicznej branży chemii gospodarczej. Wśród produkowanego asortymentu wyróżniano wówczas: „oleje, tłuszcze, mydła, smary, proszki i płatki do prania, środki czystości, pasty do podłóg i obuwia, proszki i mydełka do zębów”, a także perfumy, wody toaletowe, kremy, pudry szminki i inne utensylia, takie jak np. świece, lepy na muchy, maść na odciski, co potwierdza trafność łączenia tej grupy produktów w odrębną gałąź produktów przemysłu chemicznego.

Jak na tym tle wyglądała produkcja preparatów chemicznych na Górnym Śląsku? O tym szczegółowo (miejsca produkcji i sprzedaży, ceny) możemy poczytać w artykule, ilustrowanym także fotografiami dawnych reklam. To dodatkowe źródło wiedzy. Na przykład mydło Palmolive (już wtedy było!) kosztowało 90 gr, a  w Tarnowskich Górach produkowano mydło o  bardzo „regionalnie” brzmiącej nazwie – „Młotek i Perlik”.
Pawłowska-Kubik Agnieszka, Paluchowski Piotr, Nie tylko Hipokrates. Medycyna w okresie antyku, ”Wiadomości Historyczne z Wiedzą o Społeczeństwie” 2019, nr 1, s. 32-36

W szkolnych programach nauczania historii na zagadnienia związane z historią nauki i te zajmujące się życiem codziennym ludzi na przestrzeni wieków wciąż nie przeznacza się wiele miejsca. Tymczasem dynamicznie rozwijające się antropologia historyczna i mikrohistoria przynoszą od wielu lat interesujące spostrzeżenia, które pozwalają ukazać przeszłość nie przez pryzmat wielkich wydarzeń politycznych i wybitnych postaci, ale z perspektywy zwyczajnego człowieka: jego aspiracji, problemów i zmagań z codziennością. Jednym z istotnych zagadnień życia codziennego ludzi w przeszłości jest kwestia zdrowia i choroby.

Interesujący artykuł, w którym przedstawiono medycynę Sumerów, Egipcjan, Greków i Rzymian. Można też dowiedzieć się z niego, co to jest paleopatologia, jaki był związek starożytnej medycyny z religią, dlaczego balsamowano zwłoki oraz znaleźć odpowiedzi na dziesiątki innych pytań.
Olesiak Grzegorz, Architektura i design. Trendy przyszłości w projektowaniu dla osób (nie)pełnosprawnych, „Psychologia w Praktyce” 2019, nr 1, s. 52-57

Architekci i designerzy już w drugiej połowie ubiegłego wieku zauważyli, że odpowiednie zagospodarowanie przestrzeni ma znaczący wpływ na proces leczenia oraz komfort osób potrzebujących - innymi słowy: przestrzeń ma potencjał rehabilitacyjny. Wspólnie z psychologami, neuropsychologami. gerontologami, neurologami, psychiatrami projektanci stworzyli nowe paradygmaty w designie i architekturze.

W artykule scharakteryzowano dwa trendy architektoniczne - Universal Design (UD) oraz Evidence Based Design (EBD) – oraz podano przykłady każdego z nich. Np. UD można zaobserwować w Szpitalu św. Olava w Trondheim, Hamaren Activity Parku w Norwegii, Schandorff Plass w Oslo, Szkole Hazelwood w Glasgow. Z kolei przykłady EBD, to: Nümberger Kompetenzzentrum für Menschen mit Demenz, Haaptmans’s Schlass w Berbourg (Luksemburg), De Hogeweyk (Holandia), oddział dzienny dla osób starszych w Vialonga na przedmieściach Lizbony. A po szczegóły odsyłamy do tekstu.

Ankiewicz-Kopicka Magdalena, Chemiczny escape room, „Chemia w Szkole” 2019, nr 1, s. 18-21

W przedstawionym (…) przykładzie chemicznego Escape roomu uczniowie muszą rozwiązać serię zagadek oraz wykonać zadania, które nie tylko odwołują się do wiedzy z zakresu chemii, ale również wymagają spostrzegawczości, logicznego myślenia, sprawnego kojarzenia faktów i współpracy, a także kształtują kompetencje językowe. Wszystko to przebiega w bezpiecznych warunkach pod czujnym okiem nauczyciela, uczniowie nie są zamykani w żadnym pomieszczeniu, a z idei Escape roomu pozostaje zabawa polegająca na poszukiwaniu końcowego klucza.

Prezentacja zastosowania popularnej metody, uwzględniająca przede wszystkim bezpieczeństwo uczniów. Jak zatem zorganizować arcyinteresujące zajęcia na lekcji chemii w liceum ogólnokształcącym, eliminując jednocześnie największe zagrożenie wynikające z zamknięcia pomieszczeń?

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Bora, euroclydon, zonda, chinook, harmattan, czyli wiatry wieją także w literaturze

Bora i euroclydon są chłodne, suche i porywiste. Surazo i mistral - zimne. Fen i solano - przeciwnie - ciepłe. Harmattan, s(c)irocco i samum - gorące. Wiatr. Ma wiele nazw. Przypomnijmy niektóre jego literackie ujęcia dostępne w PBW, a okazją niech będzie Światowy Dzień Wiatru (Global Wind Day), przypadający corocznie 15 czerwca.
źródło: Pixabay.com
W mitologii greckiej mamy synów Astrajosa i Eos, czyli bogów czterech głównych wiatrów: Boreasza (północnego), Notosa (południowego), Zefira (wschodniego) i Eurosa (zachodniego). Groźne wichury - to potworne harpie, dzieci Taumasa i Elektry, zaś cyklony - to dzieci Tyfona. W Odysei Homera wzmiankuje się o Eolii, pływającej wyspie, na której mieszkał Eol (Ajolos) - król wiatrów, ojciec 6 córek i 6 synów, których ożenił między sobą, by mieć ich blisko siebie.

W Biblii wspomina się o Bogu jako potężnym Władcy wiatru (np. Ps 18,11; Ps 104,3). Wichura nie jest jednak miejscem, w którym przebywa (1 Krl 19,11-14). Wiatr stanowi też symbol nietrwałości (Hi 7,7; Koh 5,15). Kojarzy się nadto z tajemnicą powtórnych narodzin z Boga (J 3,8) i zesłaniem Ducha Świętego (Dz, 2,2-4), co zapowiedziane jest już w Pieśni nad Pieśniami (PnP 4,16).

W historii literatury polskiej mamy niemało utworów prozatorskich z "wiatrem" w tytule, np. Wiatr od morza Stefana Żeromskiego, Noce i dnie (t. 4, Wiatr w oczy) Marii Dąbrowskiej czy  historyczny Huragan Wacława Gąsiorowskiego. Zapewne mniej znane są Zastępy Anielskie (t. 2, Siewca Wiatru) Mai Lidii Kossakowskiej, Tak trzymać! (t. 1, Wiatr od lądu) Stanisławy Fleszarowej-Muskat, Wiatrołomy Eugeniusza Paukszty, Podmuch malowanego wiatru Wiktora Woroszylskiego lub opowiadania Chłodny wiatr odpędza ptaki Albina Siekierskiego i pamiętnik Popiół i wiatr Aleksandra Jurewicza. Nie zapomnijmy o opisie burzy w Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza i rozdziale Przyjdź z Ludzi bezdomnych Żeromskiego – oczywiście, już nie w tytułach.
źródło: Pixabay.com
Wiatr jest bohaterem licznych baśni, np. Darów wiatru północnego Wacława Sieroszewskiego i Bajek o czterech wiatrach Hanny Januszewskiej. Nie brakuje go w literaturze młodzieżowej (np. Dziewczynka tańcząca z wiatrem Katarzyny Zychli).

Podobnie - w literaturze powszechnej. Mamy tam bardzo znane tytuły (np. Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell, Wichrowe wzgórza Emily Brontë, Tajfun Josepha Conrada, Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna, Inny wiatr z cyklu Ziemiomorze  Ursuli K. Le Guin), ale też rzadziej czytywane (np. Drzwi z wiatru Hermanna Stahla, Srebrny wiatr Frány Šrámka, Zatrzymać wiatr Colina Stuarta).

Bardzo okazale wiatr wieje w poezji. Wystarczy wspomnieć Wiatr i słońce Krzysztofa Niemirycza, Wiatr koczowniczy Leopolda Staffa, Dwa wiatry Juliana Tuwima, Wiatrak Bolesława Leśmiana, Popiół i wiatr Antoniego Słonimskiego, Huragan i *** [Moja miłość przeszła w wichr wiosenny] Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Sprzedaj się wiatrom oraz Tak bosko rzucać na wiatr swoje słowa Kazimierza Wierzyńskiego, Wieczorem wiatr... Czesława Miłosza, Pokolenie [Wiatr drzewa spienia], Wiatr oraz Z wiatrem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Warszawski wiatr Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Oczywiście, chłodne wiatry "zawiewają" też w Na lipę Jana Kochanowskiego. Śliczny tekst to anonimowe Polskie kwiaty [Śpiewa ci obcy wiatr]. Podobne frazy czytamy u Wierzyńskiego. Przeniknięte liryzmem jest też Życie Kazimierza Przerwy-Tetmajera:

Od jesieni do jesieni
życie w biegu się nie leni
i od lata znów do lata
jak kurzawa z wichrem zmiata.
źródło: Pixabay.com
Poezja światowa to np. Wiatr wojny Anny Achmatowej, czy Blowin’ in the wind Boba Dylana (piosenka, którą zaliczamy do najpiękniejszych przykładów poezji i której polskie tłumaczenia pokazałyśmy TUTAJ). A skoro już o piosence mowa, to koniecznie trzeba znowu posłuchać My friend the wind (słowa S. Vlavianos, muz. Alec R. Costandinos, wyk. Demis Roussos) i Closer to heaven (tekst i muz. Eric Woolfson i Alan Parsons, z płyty Gaudi). Piękne!

Osobny temat to filmy, np. Wichry wojny (1983), Wichry namiętności (reż. Edward Zwick, 1994), Twister (reż. Jan de Bont, 1996), Kto sieje wiatr (reż. Stanley Kramer, 1960), Huragan (reż. Rob Cohen, 2018). Także seria Zwariowane melodie (od 1948), w której po ekranie hasa Struś Pędziwiatr. Może kiedyś wrócimy do tego zagadnienia.
źródło: Pixabay.com
Ps. Dla zainteresowanych - artykuł: Meyer H. Abrams, Wiatr - odpowiednik stanów duchowych. O pewnej romantycznej metaforze, przeł. Zdzisław Łapiński, "Pamiętnik Literacki" 1971, z. 4, s. 279-298.

piątek, 7 czerwca 2019

Książki (nie)zapomniane - Nie trzeba patrzeć życiu w oczy

Nie było potrzeby patrzeć życiu w oczy. Wystarczyło je czuć. A jaki to miało sens?

Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu książki nasuwa się nieodwołalnie. To same sterylne otoczenie. Rodzaj luksusowego więzienia, czyli - po prostu - sanatorium z Czarodziejskiej góry Thomasa Manna. Ale w przypadku tej powieści jest inaczej. Nie stanowi - jak tamta - olśniewającej metafory, nie da się jej raczej odczytać w duchu Zeitroman czy moralitetu. Jest melancholijnym studium spotkania dwojga ludzi. Zapisem ostatnich miesięcy ich życia. Nieco szalonych, ale przenikniętych niepokojącą nutką fatalizmu. Tylko i aż tym. Nim nadejdzie lato (Der Himmel kennt keine Günstlinge) ERICHA MARII REMARQUE'A (1898-1970).

Clerfayt, kierowca wyścigowy, przyjeżdża w szwajcarskie Alpy, chociaż nie w pełni wie, po co. Decyduje się odwiedzić kolegę, Hollmanna, kurującego się w sanatorium Bella Vista. W zamkniętym światku wszyscy się znają i niejedno o sobie wiedzą. Nie sposób więc przeoczyć dwudziestoczteroletniej Lillian Dunkerque, przebywającej "na górze" od czterech lat i rozpaczliwie pragnącej raz jeszcze zasmakować życia "na dole". Bo jest śmiertelnie chora i niebawem umrze. Clerfayt - w jakimś niezrozumiałym dla siebie samego odruchu - postanawia zabrać ją ze sobą. Kobieta z radością wyjeżdża, bo nikt jej tu nie próbuje zatrzymać.

I zaczyna się szalona pogoń Życia i Śmierci. Jedno ucieka drugiemu. Każdy dzień stanowi tymczasowe zwycięstwo Życia. Jest także kolejnym krokiem w kierunku Śmierci. Kobietę i mężczyznę zrazu łączy niezobowiązująca znajomość. Spotykają się w restauracjach, hotelach, kasynie. Trochę wspólnie podróżują i często rozstają. On zalicza kolejne wyścigi - Sycylię, Monte Carlo, Brescię. Ona szuka smaku kruchego istnienia w zakupach i zmianach miejsca pobytu. Paryż. Riwiera. Wenecja. Wszystkie kierunki stoją dla niej otworem. A tylko nie może pojąć, dlaczego rajdowiec tak bardzo naraża życie. I coraz bardziej boi się o niego. Nie dostrzega, że jej codzienność to także szczególny wyścig.

Miłość? Tak. Ale gdy Clerfayt dozna olśnienia, że ją kocha i zapragnie małżeńskiej stabilizacji, Lillian znowu spróbuje się wymknąć. Boi się osiąść w jednym miejscu. Wie, że to nie byłoby ich mieszkanie, ale miejsce jej śmierci... Dopóki jest w drodze - żyje. Przynajmniej tak jej się wydaje. Dlatego postanowiła odejść po najbliższym wyścigu. Usadowiwszy się na trybunach, sprawdza nawet, czy bilet do Zurychu gdzieś się nie zapodział. Ale jest w torebce.

Kierowcy ruszają. Szum. Ryk maszyn. Krzyki publiczności. Jakiś komunikat podawany przez megafony. Kto miał wypadek? Kogo wiozą do szpitala?

I znowu sterylna biel. Szpital. Jak to możliwe, żeby kobieta czekająca na śmierć żyła, a zdrowy, wysportowany mężczyzna wyprzedził ją w Podróży? I oto zatrzaskują się wszystkie okna w przestronnej Europie. Jest jedno miejsce, które czeka. Sanatorium "na górze". Tam trzeba na te ostatnie chwile powrócić... 

Ps. Powieść została zekranizowana przez Sydney'a Pollacka
w 1977 roku. Film nosi tytuł Bobby Deerfield. Bohaterowie noszą inne nazwiska: Lillian Morelli i tytułowy Bobby Deerfield. W tych rolach wystąpili Marthe Keller i Al Pacino.

Remarque Erich Maria, Nim nadejdzie lato, Warszawa 1992. ISBN 83-07-02292-4 (sygnatura: 137293)

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Nie tylko o chochlikach (drukarskich)

4 czerwca świętują drukarze. Składając im życzenia, najpierw napiszemy nieco o chochlikach drukarskich (ale absolutnie nie w złej intencji, ale po to, by było weselej), a następnie zaprosimy do krótkiego testu wiedzy, którym można zainspirować się na lekcji czy w innym miejscu.

Zatem coś o literówkach, przeoczeniach drukarskich i pomyłkach składaczy. Oto kilka przykładów:

W londyńskim "Dzienniku Polskim" podano w 1944 r., że hrabina X "założyła wypożyczalnię młodych panienek". Wypadł fragment: "książek przeznaczonych dla".

Katolicki "Czas ogłosił, że "marszałek Diaz zmarł na grypę, był bowiem człowiekiem pobożnym". Tu wypadł wiersz: "opatrzony świętymi sakramentami".

"Sprawa o honor", czyli obrażenie osoby, wymagała przeprosin w prasie. Kiedyś ukazało się ogłoszenie: "Przepraszam pana ... za obnażenie go przy świadkach".

W "Tu i Teraz", w rubryce "Kalendarium polskie" podano, iż "H. Jabłoński ogłosił zniesienie przez Radę Państwa stanu wojennego na terytorium całego raju".

(wg: Stefan Garczyński, Gafy, Komizm mimowolny, Warszawa 1986. ISBN 83-7001-137-3, sygnatura: 117188)
 
 Test wiedzy

Pytania
1. Kim z zawodu był Bi Sheng (Pi-Szeng) – wynalazca ruchomej czcionki?
2. Jak naprawdę nazywał się Johannes Gutenberg?
3. Jaki był nakład 42-wierszowej Biblii Guntenbega?
4. Gdzie obecnie w Polsce znajduje się (jedyny) egzemplarz tej Biblii?
5. Coś o technikach ilustracyjnych. Co oznaczają te nazwy: kopersztych, litografia i linoryt?
6. Co jest godłem drukarzy?
7. Z jakiej części rośliny papirusa wyrabiano materiał piśmienny?
8. Gdzie w Polsce powstała pierwsza papiernia (XV w.)?
9. Jak oznacza się klasy papieru: a/ I (najlepsza) – X (najgorsza) czy b/ I (najgorsza) – X (najlepsza)?
10. Jaki dokument reguluje standardowe rozmiary arkusza papieru stosowane w drukarniach i rysunku technicznym?

Odpowiedzi
1. Niektóre źródła twierdzą, że kowalem, inne, że kupcem.
2. Johannes Gäns(e)fleisch.
3. Prawdopodobnie 200 egzemplarzy.
4. W Muzeum Diecezjalnym im. bpa Stanisława Wojciecha Okoniewskiego w Pelplinie.
5. Kopersztych = miedzioryt. Litografia – 1/ technika graficzna (druku płaskiego), w której rysunek przeznaczony do powielania wykonuje się na kamieniu litograficznym; 2/ odbitka wykonane tą techniką. Linoryt - technika graficzna (druku wypukłego), w której rysunek żłobi się w linoleum; 2/ odbitka wykonane tą techniką.
6. Gryf. W różnych krajach ten symbol ulegał modyfikacjom. W Polsce XVI-wiecznej był to gryf w koronie królewskiej z tamponami i wierszownikiem, wokół którego rozwijał się łaciński napis: „Pieczęć towarzyszy sztuki drukarskiej pierwszej szkoły królewskiej w Krakowie”.
7. Z łodygi.
8. W Prądniku Czerwonym (koło Krakowa).
9. a/ I (najlepsza) – X (najgorsza).
10. Norma ISO 216.


Warto także zajrzeć do (między innymi):
Lakshmi Bhaskaran, Czym jest projektowanie publikacji? Podręcznik projektowania, [tł. Katarzyna Więcek], Warszawa 2007. ISBN 978-83-922797-7-8 (sygnatura: 176511)
Leonard Cichocki (red. nauk.), Poligrafia ogólna, Warszawa 1982. ISBN 83-02-01391-9 (sygnatury: 100422-3)
Jan Stanisław Kopczewski, 500 zagadek dla miłośników książek, wyd. 2, Warszawa 1969 (sygnatura: 113251)
José Scaglione, Laura Meseguer, Cristóbal Henestrosa, Jak projektować kroje pisma. Od szkicu do ekranu, tł. Nina Pluta, Kraków 2013. ISBN 978-83-927308-7-3 (sygnatura: 176507)
Hans Peter Willberg, Friedrich Forssman, Pierwsza pomoc w typografii. Poradnik używania pisma, [tł. Marek Szalsza], wyd. 3, Gdańsk 2015. ISBN 978-83-7453-346-1 (sygnatura: 176509)

piątek, 31 maja 2019

Nasz Mały Leksykon Filmowy – Filmy (nie)zapomniane: Mikio Naruse, „Mateczka” (1952)

Ten film nie ma wyraźnego początku ani zakończenia. Po prostu – płynie. Jak życie. I emanuje niezwykłym ciepłem osobowości tytułowej Mateczki.

Toshiko Fukuhara jest młodą dziewczyną, nieco buntowniczo nastawiona do życia. Jej oczami obserwujemy codzienność ubogiej rodziny we wczesnych latach powojennych.

Mała pralnia, zniszczona podczas niedawnych bombardowań. Teraz wznowiła działalność, ale z trudem daje utrzymanie małżeństwu z czwórką dzieci. Właściciel ciężko choruje i po kilku latach umiera. Wkrótce po nim odchodzi także syn. Zostaje troje dzieci, a trud ich wychowania i troska o byt spadają na ramiona bardzo już zapracowanej Masako Fukuhary. Zakład nie przynosi jednak takich zysków, by wystarczyło pieniędzy na chleb dla wszystkich. Młodszą córkę trzeba oddać na wychowanie bogatemu małżeństwu. Dorastająca, zadziorna córka pozostaje i przysparza matce niemało dodatkowych trosk.

I oto pojawia się pomocnik. Samotny mężczyzna, którego kiedyś zatrudniali, ale z czasem (w rozpaczliwej sytuacji materialnej) został odprawiony. Teraz okazuje się niezwykle przydatny i staje się niemal członkiem rodziny.

Nastoletnia Toshiko, poznająca pierwsze uroki miłości, zaczyna rozumieć, że również matka ma prawo do cichego szczęścia. I coraz baczniej obserwuje ją i jej pomocnika. Kobieta jednak zabija w sobie własne pragnienia, gdyż woli całkowicie poświęcić się dzieciom. Cieszy się ich dorastaniem. Ich małymi radościami. A gdy starsza córka nietaktownie zapyta ją, czy jest szczęśliwa, nie otrzyma odpowiedzi…

W czym tkwi niezwykły urok tej prostej opowieści? Dostrzegamy go w twarzy wiecznie zapracowanej Masako. Pełnej miłości, troski i bezgłośnego wyrzeczenia. W twarzy osoby autentycznie dobrej. I w ogromnej wartości jej cichej egzystencji.

Mateczka (Okaasan). Reż. Mikio Naruse. 1952. Japonia. 1 godz. 38 min. Główne role: Kinuyo Tanaka (Masako Fukuhara) i Kyoko Kagawa (Toshiko Fukuhara).
źródło
Bibliografia
Stanisław Janicki, Film japoński. Fakty, dzieła, twórcy, Warszawa 1982, s. 83-84 (sygnatura: 97427)

poniedziałek, 27 maja 2019

Szukając Eldorado

Któż nie szuka(ł) Krainy Szczęścia? Ponoć Eldorado (lub El Dorado) naprawdę istniało. Poszukiwano go już od drugiej dekady XVI wieku na rozległych przestrzeniach pomiędzy południowymi stanami USA a Kolumbią i Wenezuelą. Bezskutecznie.

W bieżącym roku przypada 210. rocznica urodzin i 170. rocznica śmierci Edgara Allana Poe’a, jednego z – powiedzmy - literackich konkwistadorów. Jego Eldorado zdobyło w literaturze wielką popularność. I co interesujące, postać z wiersza (konkretnie: „a pilgrim shadow”)… zdradza tajemnicę. Mówi, gdzie można znaleźć Krainę Szczęścia. Przytoczeniem oryginału oraz kilku polskich tłumaczeń oddajemy symboliczny hołd wielkiemu pisarzowi.

źródło

Gaily bedight,
A gallant knight,
In sunshine and in shadow,
Had journeyed long,
Singing a song,
In search of Eldorado.

But he grew old -
This knight so bold -
And o'er his heart a shadow
Fell as he found
No spot of ground
That looked like Eldorado.

And, as his strength
Failed him at length,
He met a pilgrim shadow -
"Shadow," said he,
"Where can it be -
This land of Eldorado?"

"Over the Mountains
Of the Moon,
Down the Valley of the Shadow,
Ride, boldly ride,"
The shade replied -
"If you seek for Eldorado!"

Tekst wg: TUTAJ

źródło

Oto tłumaczenie modernistycznego poety, Antoniego Langego:

Rycerz na schwał
Na koniu w cwał
W dzień jasny i w noc bladą -
Śpiewając rad,
Wędrował w świat
I szukał Eldorado.

Przeminął wiek -
Osiwiał człek,
Duch troską drżał mu bladą -
Bo nigdzie mu
Nie błysł kraj snu
Rojone Eldorado.

A gdy już był -
Bez sił, bez sił,
Napotkał - marę bladą...
O, cieniu, mów,
Gdzie kraj mych snów
Mów, gdzie jest Eldorado?

Za szczyty gór,
Za kresy chmur
W krainę cieniów bladą -
Spiesz noc i dzień.
(Odrzeknie cień)
Tam znajdziesz Eldorado!

Tekst wg: „Życie. Tygodnik”, Rok II (1898), nr 1

źródło

A teraz przekład Jerzego Żuławskiego, pochodzący z tej samej epoki:

Jak gdyby w tan
rycerski pan
dniem jechał, nocą bladą
wśród pól i drzew
i śpiewał śpiew,
szukając Eldorado.

Lecz z biegiem lat
ten rycerz chwat
twarz schylił smutkiem bladą:
jak wielki ląd -
ni jeden kąt,
by był jak Eldorado!

U schyłku sił
napotkał był
pielgrzyma - marę bladą.
„Maro! - rzekł - stój!
gdzie kraj ten mój
być może, Eldorado?”

„Za srebrny mur
Księżyca Gór,
w Dolinę Cieniów bladą
goń, śmiało goń!
- Cień rzecze doń -,
a znajdziesz Eldorado!”

Tekst wg: Poe Edgar Allan, Poezje, t. 4, Lwów 1908



I wreszcie tłumaczenie współczesne, dokonane przez Stanisława Barańczaka:

Przypasał broń
I siadł na koń:
„Furda mi gwałt czy zdrada!” –
I ruszył w świat,
Czy śnieg, czy grad,
Szukając Eldorada.

Mijają dnie,
Na serca dnie
Wciąż gęstszy mrok osiada;
Siwieje skroń
I słabnie dłoń –
Nie widać Eldorada!

Aż w pewien dzień
Wędrowny cień
Napotkał i powiada:
„Mów, cieniu, jak
Mam znaleźć szlak
Do mego Eldorada?”

„Przez łańcuch gór,
Przez zwały chmur,
Przez twarz księżyca bladą
Pomknij na wskroś –
Tam znajdziesz coś,
Co nazwiesz «Eldorado»!”

Tekst wg antologii poezji amerykańskiej: Od Walta Whitmana do Boba Dylana, Kraków 1998

Można przeczytać
Citati Pietro, W dwusetną rocznicę urodzin Edgara Allana Poego. Wzrok wpatrujący się w ciemność, tł. Joanna Ugniewska, „Odra” 2009, nr 9, s. 57-59
Lyra Franciszek, Edgar Allan Poe, Warszawa 1973 (sygnatura: 58770)
Pyra Hanna, Edgar Allan Poe i jego niesamowity świat. Konspekt zajęć w szkole ponadgimnazjalnej, „Biblioteka w Szkole” 2004, nr 10, s. 20-21