Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2024

Książki (nie)zapomniane - „Prawdziwa siła nie czyni wrzawy, ona jest i działa. Prawdziwa etyka zaczyna się tam, gdzie milkną słowa”

„Życie” (Die Lehre der Ehrfurcht vor dem Leben) ALBERTA SCHWEITZERA (1875-1965). Malutka książeczka. Niespełna 70 stron. Zawiera podstawy etyki czci dla życia i zbiór myśli z innych dzieł, wybranych przez samego autora (m.in. z autobiografii - TUTAJ) i spisanych w gabońskim Lambaréné.

Sześć tekstów. Pierwszy - „Problem etyki w wyższym stadium rozwoju myśli ludzkiej” – to odczyt wygłoszony we Francuskiej Akademii Nauk, 20 października 1952 roku. Łączy myśl Wschodu i starożytnej Grecji z filozofią Zachodu. Tematycznie oscyluje wokół definicji działania etycznego i pojęć mu towarzyszących: ofiarności, życzliwości, poszanowania życia będącego synonimem etycznej zasady miłości. Kolejny - „Kultura etyczna” – przynosi uwagi o odpowiedzialności. Dwa następne - „Stosunek człowieka do człowieka” i „Stosunek człowieka do stworzenia” – rozszerzają zasięg działania etycznego na wszystko, co żyje. Wreszcie ostatnie teksty - „Pokój czy wojna atomowa” oraz „Zaniechać niehumanitarnego sposobu myślenia! Zaniechać zbrojeń atomowych!” – stanowią żarliwy apel o porzucenie przemocy w stosunkach międzyludzkich.

Schweitzer to jedna z tych osób, które można by nazwać sumieniem świata. Wszystko, co o nim napiszemy, może okazać się za małe. Dlatego oddamy głos jemu samemu. Oto kilka cytatów. Ku rozważeniu. Ku medytacji.

„Prawdziwa siła nie czyni wrzawy, ona jest i działa. Prawdziwa etyka zaczyna się tam, gdzie milkną słowa.”

„Ten, kto zamierza czynić dobro, nie może oczekiwać, iż ludzie będą mu usuwać kamienie z drogi, ale musi być przygotowany na to, że mu będą je rzucać na drogę.”

„Tak jak fala nie może istnieć sama dla siebie, lecz stale uczestniczy w falowaniu oceanu, tak nie możemy przeżyć naszego życia wyłącznie dla samych siebie, lecz zawsze tylko we współprzeżywaniu otaczającego nas życia.”

„Pierwszym naszym etycznym osiągnięciem jest rozszerzenie kręgu solidarności z innymi ludźmi.”

„Etyka poszanowania życia jest etyką miłości rozszerzającą się na cały wszechświat. Jest to wynikająca z przesłanek rozumowych etyka Jezusa.”

„Ten, kto ma odwagę sądzić i osądzać samego siebie, staje się lepszy.”

„Dopóki człowiek nie obejmie współczuciem wszystkich żywych stworzeń, dopóty on sam nie będzie mógł żyć w pokoju.”

„Istotą dobra jest życie utrzymać, życiu sprzyjać, życie wznosić na jego najwyższy stopień. Istotą zła jest życie unicestwiać, życiu szkodzić, a także życie hamować w jego rozwoju.”

„Wydawało mi się niepojęte, że w wieczornej modlitwie mam się modlić tylko za ludzi. Dlatego, gdy moja matka pomodliła się ze mną i obdarzyła pocałunkiem na dobranoc, po kryjomu odmawiałem jeszcze dodatkową ułożoną przez siebie modlitwę za wszystkie stworzenia: Kochany Boże, chroń i błogosław wszystko, co oddycha, zachowaj od wszelkiego zła i daj spokojny sen.”

Albert Schweitzer, Życie, przeł. Jerzy Piechowski, słowo wstępne G. Goetting, Warszawa 1974 (sygn. cz LV-6/5 d).

piątek, 26 stycznia 2024

Książki (nie)zapomniane – Co pozostało czyste po tej brudnej wojnie?

Drzewo. Pod nim leży jabłko. Obok widać ogród ze studnią. Ale to nie jest drzewo wiadomości, ale okaleczone drzewo historii. Nikogo nie interesuje, jaką wiedzę skrywa, bo wszystko jest już jasne. To obrazek z pierwszego rozdziału - epizodu, których w sumie jest dziewięć. Początek niedługiej powieści „Gdzie byłeś, Adamie?” (Wo warst du Adam?) HEINRICHA BÖLLA (1917-1985).
 
Całość poprzedzają dwa motta. Oto pierwsze:

"Katastrofa światowa może służyć do niejednego - także do tego, aby znaleźć alibi przed Bogiem. Gdzie byłeś, Adamie? - Byłem na wojnie światowej" (Theodor Haecker, "Tag und Nachtbücher").

Drugie pochodzi z "Lotu do Arras" Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. A potem następują migawki z wojennej codzienności…

… Rumuńskie przedmieście. Porucznik rozmawia z żołnierzem, Feinhalsem, architektem i utalentowanym rysownikiem. A w tle rysuje się krajobraz po kolejnej przegranej bitwie…
…Pułkownik Bressen – w cywilu pracownik restauracji hotelowej – zastanawia się nad (bez)sensem sytuacji, w jakiej się znalazł…
…Węgry. Lato. Trwa pospieszna ewakuacja. Żołnierze strzelają na oślep. Trafiają w budynek mieszkalny. "Dopiero później spostrzegli, że z tamtej strony nie padł ani jeden strzał"
…Greck - chorowity prawnik, doktor nauk – siedzi na huśtawce i wspomina matkę, która nie jest z niego dumna, bo "gdy przyjeżdżał do domu, wszyscy patrzyli na jego pierś, a na jego piersi widniały tylko nędzne odznaczenia". Inni mieli wyższe, więc kobieta bardziej ich ceni i niejednokrotnie (niby niechcący, ale z pełną premedytacją) o tym wspomina…
…Feinhals spotyka Ilonę, węgierską Żydówkę. Serce bije mu szybciej, gdy mówi, a później  prosi: "czy jesteśmy zwierzętami, że tak się nas boicie? (...) Nie odchodź (...). Nie trzeba odchodzić, gdy jest wojna". A jednak gubi ją z pola widzenia…
…Podoficer Finck. Ginie, taszcząc kuferek wina, które później inni wypiją…
…Schröder rozmawia z kolegą o córeczce. Obaj wiedzą, że wojna jest anomalią. Ale nie Filskeit - posłuszny wykonawca rozkazów. Chociaż sytuacja jest niemal beznadziejna, trwa bezładna ucieczka, on czeka na kolejne zadanie…
…Słowacja. Budowa, a zaraz potem - wysadzenie mostu…
…Niemcy. Gospoda Fincka. Feinhals - w cywilnym ubraniu - wraca do domu. To już naprawdę blisko. Nie mówi rodzinie zabitego Fincka, jak zginął. Jest tu też żołnierz Berchem, który długo unikał mobilizacji, i poszedł na wojnę, gdy się kończyła. Wszyscy czekają, by Amerykanie zajęli wieś. Ale nie zajmują. Miejsce nie ma strategicznego znaczenia…
…Zakończenie opowieści? Tragiczne. Ogłuszające. Przerażające. Absurdalne.

Co pozostało czyste po tej brudnej wojnie? Ilona - pobożna węgierska Żydówka. I biała flaga (prześcieradło), na dachu domu rodziców Feinhalsa, wywieszona za późno... Za późno...

Heinrich Böll, Gdzie byłeś Adamie?, przeł. Wanda Kragen, wyd. 2, Warszawa 1973 (sygn. 59243).

piątek, 20 października 2023

Książki (nie)zapomniane – Odyseusz z XIX stulecia

Jako ośmiolatek powiedział: "Kiedy dorosnę, odkopię Troję". Zrealizował marzenie ponad 40 lat później. Heinrich (dokładniej: Johann Ludwig Heinrich Julius) Schliemann, bohater "Snu o Troi" (Der Traum von Troja) HEINRICHA ALEXANDRA STOLLA (1910-1977). Opowieść biograficzna zachwyca nie tylko wiernym odtworzeniem życia i dzieła archeologa samouka, ale także czarownym językiem. Nie będziemy szczegółowo omawiać przystanków na jego drodze, bo nie da się opowiedzieć ich piękniej, ale rzucimy kilka snopów światła na niektóre fragmenty biografii.

Dzieciństwo. Matka (Luiza): skromna, pokorna, nie zabrakło jej serca dla stale powiększającej się gromadki. Ojciec (Ernest): zdolny, leniwy, skłonny do płaszczenia się przed wyżej postawionymi i do pogardy wobec osób z niższych szczebli społecznej drabiny. Gdy sprowadził do domu młodziutką „pomoc” o wielkim biuście, żona przeczuła swój bliski koniec. Tak się stało. Umarła po cichu, a tamta od razu zaczęła rządzić. Dziewięcioletni Heinrich prędko zrozumiał, co się stało. Siadywał na grobie mamy i płakał.

Pierwsze „wygnanie” – do domu wujka. Przerwana nauka (z powodu braku pieniędzy) i rozpacz, że język grecki, który pragnął zgłębić, „odsunął się w nieosiągalną dal, jak gałąź z owocami znad głowy Tantala.” Żelazna wola i zdolności jednak pozostały. Praca w sklepie kolonialnym dawała nikłe dochody. Trzeba było szukać dalej.

Kolejne olśnienie. Pewnego dnia usłyszał dobiegający z okna śpiew kobiety: "Szczęście jest tam, gdzie nas nie ma". Pojął, że to nieprawda. "Jeżeli się nie znajdzie szczęścia w jednym miejscu, trzeba go szukać gdzie indziej. (...) Jeśli z dostatecznym uporem za nim gonić, gdzieś wreszcie będzie można uchwycić je za skrzydło."

Kochał podróże i języki obce (poznał ich aż 13 - w tym polski). Odyseusz z XIX stulecia rozpoczął podróże kupieckie. W tym fachu dorobił się majątku. I w dwa lata opłynął cały świat. Wreszcie zlikwidował przedsiębiorstwo, ale zgromadzone fundusze procentowały.

A życie prywatne płynęło mu jak wzburzona fala. Po rozpadzie małżeństwa z Jekateriną, zawarł kolejne – z młodziutką Greczynką. Sophia okazała się godna swego imienia. Niestraszne jej było życie żony archeologa – pełne wędrówek i niewygód. Trójka dzieci z pierwszego małżeństwa nieco podrosła, gdy pojawiły się kolejne, noszące historyczne imiona: Agamemnon i Andromacha.

Wreszcie dla Heinricha nadeszła dogodna pora na realizację dziecięcych marzeń. Miłość do antyku dzielił z ukochaną kobietą. Po upływie wieków okręty znów płynęły w kierunku Hellady. Pojawiały się czarowne krajobrazy i barwy jońskiego archipelagu: "wszystkie odcienie błękitu, bieli i koloru żółtego, aż do czerwieni zardzewiałego żelaza." Sen urzeczywistnił się jednak w Azji Mniejszej. Ziemia nie mogła już zatrzymać swoich tajemnic. Oczom poszukiwaczy stopniowo odsłaniały się - przysypane kurzem tysiącleci - skarb Priama, niemityczna, a całkiem realna Troja (w dziewięciu warstwach!), Mykeny (grobowce królewskie, grób i maska Agamemnona), Tyryns. Pojawiły się sława… i zawiść. Bo "Schliemann był (...) tym, który lekturę Homera wyswobodził z czczych rozważań nad składnią i gramatyką i jako pierwszy wlał w nią barwy i kipiące życie."

Wreszcie nastąpił ostatni grudzień. Śmierć zastała go we Włoszech. "Tego dnia niemało uczonych zazdrośników odetchnęło z ulgą, bo nareszcie przestali się obawiać przeszkód i zakłóceń w swojej spokojnej pracy gabinetowej - zakłóceń, jakie tyle razy bezceremonialnie wnosił do ich pracowni, tak odległych od wszelkich terenów wykopalisk, ten (...) parweniusz nauki, ten pełen temperamentu obcy ich środowisku człowiek."

Sporo osób po nim jednak szczerze płakało. Na przykład matka zmarłego kolegi - towarzysza dziecięcych zabaw, której wypłacał comiesięczny zasiłek. I ubodzy z Meklemburgii, korzystający z kapitału wynoszącego 70 000 dolarów w złocie, zdeponowanego w Hamburgu, z którego odsetki już dawno przeznaczył wyłącznie dla ich. Jak mityczny władca – hojnie rozporządził majątkiem…

H.A. Stoll, Sen o Troi. Opowieść o życiu Schliemanna, przekład autoryzowany Halina i Stanisław Kowalewscy, wydania z lat 1980-1988 (sygn. 91421, 123780).

piątek, 26 lutego 2021

Książki (nie)zapomniane - Życie napisało pasjonującą historię

Nieszczęśliwy marzyciel, niezrozumiany w swojej epoce. Rówieśnik romantyków, a nie romantyk. Żyjący w dobie rozkwitu weimarskiego klasycyzmu, a nie klasyk. Po stu latach zapomnienia - triumfalnie wrócił do historii literatury i w niej pozostał. Powieść to czy nie powieść? Fabularyzowana biografia? Vie romancée? Jednak powieść. Biograficzna. Hölderlin PETERA HÄRTLINGA (1933- 2017).

Urodził się w 1770 roku w malowniczej dolinie Neckaru. Tu będzie wracał po życiowych klęskach. O tej rzece napisze hymn. Na nią będzie patrzył umierając we wieży w Tübingen. Wychowywały go smutna matka, która straciła dwóch mężów i czworo dzieci, oraz babka. Ta pierwsza - jako córka pastora - pragnęła, by studiował teologię. Ale on kochał poezję. I swą rodzicielkę. Gdziekolwiek się znalazł, pisał do niej listy. Jak Słowacki.

W życiu młodego, wrażliwego poety musiała pojawić się miłość. Nosiła imię Stella. A naprawdę Luiza Nast. Była kuzynką jego kolegi. Ale niebawem zerwał z nią. I wyruszył w długą drogę. Bez sukcesów pracował jako guwerner w Niemczech, Szwajcarii i Francji. Wreszcie podjął studia filozoficzne, których nie ukończył. Czasem przymierał głodem. I pisał. Ale nie dało się z tego żyć. Wrócił do matki.

Niebawem - we Frankfurcie nad Menem - rozpoczął kluczowy etap życia, który miał rzutować na całe jego przyszłe losy. Został wychowawcą dzieci bankiera, Jakuba Gontarda. I znalazł tę, która - pośród jego rozlicznych romansów - była chyba jedyną prawdziwą i trwałą miłością. Susette, żona pana domu, kobieta o fiołkowych oczach i tycjanowskich włosach, oczytana i delikatna w obejściu, została pokrewną duszą artysty słowa. Szanowała go i nigdy - w przeciwieństwie do męża - nie okazywała swej wyższości. Chętnie słuchała jego gry (na kilku instrumentach). Wspólnie czytali. W ten sposób wkroczyła do europejskiej literatury jako uduchowiona Diotyma z "Hyperiona" - do dziś uchodzącego za najwybitniejszy poemat Hölderlina.

Czarowne chwile nie mogły trwać wiecznie. Poeta - głęboko urażony przez Gontarda - przeniósł się do Hamburga. Dużo pisał. Jakby gorączkowo. I znowu pociechę, choć krótkotrwałą, znalazł u matki. Wyjechał do Stuttgartu, a stamtąd - to tu, to tam. Ciągle zmieniał miejsca pobytu, bo już wówczas cierpiał na depresję. Ze Szwajcarii, gdzie - prędko zauważywszy stan jego zdrowia psychicznego  podziękowano mu za guwernerkę - przedostał się do Francji. Wyruszył w warunkach surowej zimy, a do kraju wrócił (pieszo, pokonując wysokie góry!) za rok, w upalne dni. Przypadkowo idące ulicą matka i siostra z trudem go poznały. Co się stało w Bordeaux? Znowu go wyrzucono? Sam zrezygnował? Susette zawołała?

Stał się cieniem człowieka. Miewał coraz częstsze zmiany nastrojów. Napady furii mieszały się z okresami apatii. Wszystko odbijało się w twórczości. Wiersze z tego okresu charakteryzują się nagłymi zmianami tonacji i nastroju. Pisał je wizjoner czy obłąkany?

Diotyma umarła. A on na prawie czterdzieści lat pogrążył się w psychicznej chorobie. Bardziej wegetował niż żył. Jedynym promieniem, który rozjaśniał ten mroczny czas, była miłosierna dobroć prostego tybińskiego stolarza, Ernesta F. Zimmera i jego rodziny. Ci ludzie go przygarnęli. Zamieszkał we wieżyczce, do której Zimmerowie nosili mu żywność i dbali o jego potrzeby. Po śmierci matki rzadko opuszczał swe odosobnienie, a współcześni zapomnieli o nim lub myśleli, że nie żyje. Jego ostatnie lata były jednak pogodne. Pełne ładu i harmonii. Jak kończący się, dzień, który - zanim zamieni się w mrok - śle światu ostatnie, pełne słodyczy promienie. Odszedł cichutko. Niemal nagle. W czerwcu 1843 roku. Na progu lata.

Geniusz i obłąkanie. W życiu Hölderlina pojawiły się w duecie. Jak u niejednego artysty. Życie znowu napisało pasjonującą historię.

Härtling Peter, Hölderlin, przeł. Sława Lisiecka, Warszawa 1983. ISBN 8307004594 (sygnatury: 96260, 97168).

piątek, 27 września 2019

Książki (nie)zapomniane – "Odwrotna strona szczęścia"

Nie jesteśmy już umarli. I nie jesteśmy jeszcze umarli. Tak mówią o sobie młodzi ludzie, których miłość wybuchła jak wiosna podczas wojennej nocy. Na krótko. Na chwilę. Na jeden żołnierski urlop.

Tytuł Czas życia i czas śmierci (Zeit zu Leben und Zeit zu Sterben) – powieści ERICHA MARII REMARQUE’A (1898-1970), uznanej za jedną z najlepszych w dorobku pisarza – można by odwrócić. „Czas śmierci i czas życia” brzmiałby bardziej adekwatnie do tego, co w utworze widzimy. Jest to wszechobecna Śmierć, szalejąca nie tylko na polach bitewnych, ale także poza nimi. A jednak Życie - jej wydarte - także rozpaczliwie walczy.

Ernst Graeber jest żołnierzem na froncie wschodnim. Armia niemiecka ponosi tu już liczne klęski. A on właśnie teraz dostaje urlop. Jedzie do domu z nadzieją, że spotka rodziców. To, co zastaje w mieście, jest bardzo dalekie od oczekiwań. Dom zamienił się w gruzowisko, otoczenie również. A naloty – z małym przerwami – trwają i dokonują dzieła zniszczenia. Wszędzie panuje strach przed donosicielami tropiącymi defetystów. Spotkanie z dawnym nauczycielem zamienia się w gorzką refleksję nad ideologią, którą jeden przekazywał, a drugi przyswajał – po to, by zatruła życie obu. W pobliżu wznoszą się w niebo – jak aureola z cierni – druty obozu koncentracyjnego, za którymi jest miejsce i dla obcych, i swoich, którzy zwątpili w idee czystości rasy.

I oto w ten smutny krajobraz wkrada się promień „czarnego szczęścia” lub „odwrotnej strony szczęścia”. Miłość do Elżbiety, zwieńczona szybkim małżeństwem. Miłość w cieniu sypiących się – jak koszmarne meteory – bomb. Na przekór mrocznej rzeczywistości. Wbrew wszystkim, którzy wieszczą Kres.

Urlop się kończy. Trzeba wracać na front. A tam czeka znowu otchłań zimna, głodu, grozy. I Śmierć zaprasza do tańca…

Remarque Erich Maria, Czas życia i czas śmierci, przeł. Juliusz Stroynowski, wyd. 5, Warszawa 1991 (sygnatura: 135424). Także wydanie wcześniejsze, z 1975 roku (sygnatura: 67657).

piątek, 7 czerwca 2019

Książki (nie)zapomniane - Nie trzeba patrzeć życiu w oczy

Nie było potrzeby patrzeć życiu w oczy. Wystarczyło je czuć. A jaki to miało sens?

Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu książki nasuwa się nieodwołalnie. To same sterylne otoczenie. Rodzaj luksusowego więzienia, czyli - po prostu - sanatorium z Czarodziejskiej góry Thomasa Manna. Ale w przypadku tej powieści jest inaczej. Nie stanowi - jak tamta - olśniewającej metafory, nie da się jej raczej odczytać w duchu Zeitroman czy moralitetu. Jest melancholijnym studium spotkania dwojga ludzi. Zapisem ostatnich miesięcy ich życia. Nieco szalonych, ale przenikniętych niepokojącą nutką fatalizmu. Tylko i aż tym. Nim nadejdzie lato (Der Himmel kennt keine Günstlinge) ERICHA MARII REMARQUE'A (1898-1970).

Clerfayt, kierowca wyścigowy, przyjeżdża w szwajcarskie Alpy, chociaż nie w pełni wie, po co. Decyduje się odwiedzić kolegę, Hollmanna, kurującego się w sanatorium Bella Vista. W zamkniętym światku wszyscy się znają i niejedno o sobie wiedzą. Nie sposób więc przeoczyć dwudziestoczteroletniej Lillian Dunkerque, przebywającej "na górze" od czterech lat i rozpaczliwie pragnącej raz jeszcze zasmakować życia "na dole". Bo jest śmiertelnie chora i niebawem umrze. Clerfayt - w jakimś niezrozumiałym dla siebie samego odruchu - postanawia zabrać ją ze sobą. Kobieta z radością wyjeżdża, bo nikt jej tu nie próbuje zatrzymać.

I zaczyna się szalona pogoń Życia i Śmierci. Jedno ucieka drugiemu. Każdy dzień stanowi tymczasowe zwycięstwo Życia. Jest także kolejnym krokiem w kierunku Śmierci. Kobietę i mężczyznę zrazu łączy niezobowiązująca znajomość. Spotykają się w restauracjach, hotelach, kasynie. Trochę wspólnie podróżują i często rozstają. On zalicza kolejne wyścigi - Sycylię, Monte Carlo, Brescię. Ona szuka smaku kruchego istnienia w zakupach i zmianach miejsca pobytu. Paryż. Riwiera. Wenecja. Wszystkie kierunki stoją dla niej otworem. A tylko nie może pojąć, dlaczego rajdowiec tak bardzo naraża życie. I coraz bardziej boi się o niego. Nie dostrzega, że jej codzienność to także szczególny wyścig.

Miłość? Tak. Ale gdy Clerfayt dozna olśnienia, że ją kocha i zapragnie małżeńskiej stabilizacji, Lillian znowu spróbuje się wymknąć. Boi się osiąść w jednym miejscu. Wie, że to nie byłoby ich mieszkanie, ale miejsce jej śmierci... Dopóki jest w drodze - żyje. Przynajmniej tak jej się wydaje. Dlatego postanowiła odejść po najbliższym wyścigu. Usadowiwszy się na trybunach, sprawdza nawet, czy bilet do Zurychu gdzieś się nie zapodział. Ale jest w torebce.

Kierowcy ruszają. Szum. Ryk maszyn. Krzyki publiczności. Jakiś komunikat podawany przez megafony. Kto miał wypadek? Kogo wiozą do szpitala?

I znowu sterylna biel. Szpital. Jak to możliwe, żeby kobieta czekająca na śmierć żyła, a zdrowy, wysportowany mężczyzna wyprzedził ją w Podróży? I oto zatrzaskują się wszystkie okna w przestronnej Europie. Jest jedno miejsce, które czeka. Sanatorium "na górze". Tam trzeba na te ostatnie chwile powrócić... 

Ps. Powieść została zekranizowana przez Sydney'a Pollacka
w 1977 roku. Film nosi tytuł Bobby Deerfield. Bohaterowie noszą inne nazwiska: Lillian Morelli i tytułowy Bobby Deerfield. W tych rolach wystąpili Marthe Keller i Al Pacino.

Remarque Erich Maria, Nim nadejdzie lato, Warszawa 1992. ISBN 83-07-02292-4 (sygnatura: 137293)

piątek, 1 lutego 2019

Książki (nie)zapomniane - Mroczna kurtyna historii

Obraz starożytnego świata, pełnego sprzeczności, oszałamiającego i tajemniczego, jak sny w świątyni Baala-Marduka. W ten sposób autor krótkiej notki na okładce przedstawia Noc zapada nad Babilonem, historyczną powieść KLAUSA HERRMANNA (1903-1972).

Schyłkowy okres panowania Aleksandra Wielkiego. Medios z Larissy, Grek, przybywa do miasta, by skontrolować funkcjonowanie warsztatów założonych przez jego zarządcę. Jest bowiem właścicielem zakładów płatnerskich, które produkują broń dla walecznego władcy. Brat Mediosa, Kleomenes, służył w wojsku Aleksandra. Podobno zginął, ale mężczyzna chciałby poznać szczegóły tej śmierci. Wstępuje do świątyni Baala-Marduka. Tu, odurzony nieznanymi specyfikami, zapada w sen...

Odpływamy w przeszłość. Ojciec Mediosa, przyjaciel rodziny Aleksandra, poznaje młodzieńców ze sobą. Chłopcy niebawem zaprzyjaźniają się. Lecz Aleksander - stale podburzany przez matkę, Olimpię - już marzy o podbojach. Zaczyna dostrzegać, że świat... to bardzo mało... Niebawem zostaje zamordowany król, Filip. Chłopak sięga po tron. Może urzeczywistnić to, do czego popycha go serce i zachłanna matka. I wyrusza, by zdobywać. Tak upłyną mu lata.

Wracamy do teraźniejszości. Przebudzenie Mediosa nie jest radosne. Dowiaduje się, że Kleomenes zginął (jako buntownik) na rozkaz Aleksandra. Kapłan Kojes podsyca w nim ducha zemsty. Istotnie, zatrute ziarenko kiełkuje w Medosie, a ten je starannie pielęgnuje. Nie pozwala uschnąć. I oto dochodzi do spotkania dawnych przyjaciół. Aleksander - choć świadom tego, że w otoczeniu ma wielu wrogów, którzy nie chcą dalszych podbojów - wydaje w Babilonie wielką ucztę, na którą zaprasza także Mediosa. A ten podaje władcy zatrute wino...

Imperium zaczyna trzeszczeć, by niebawem upaść. Jest już coraz mniej miejsca na misterne intrygi dworskie, które do tej pory oplatały monarchę. Teraz rozpoczyna się otwarta walka o władzę, zakończona podziałem królestwa. Jej ofiarą pada także ostrożny Medios, zepchnięty do wody - jak kiedyś jego brat - przez ręce nieznajomego...

Ta powieść opalizuje plastycznymi obrazami z odległej przeszłości. Pachnie orientalnymi przyprawami, mieni się blaskiem migotliwych gwiazd podczas upalnych wschodnich nocy, ale także chwilami przeraża ludzkim okrucieństwem. Wreszcie nad wszystkim zapada mroczna kurtyna oddzielająca zamknięty rozdział dziejów od nowych czasów, które nadejdą i także nie będą promienne.

Herrmann Klaus, Noc zapada nad Babilonem, przeł. [z niem.] Ireneusz Maślarz, Kraków, Wrocław 1983. ISBN  83-08-00757-0 (sygnatura: 101445)

piątek, 18 stycznia 2019

Książki (nie)zapomniane – Gdy Prawda coraz bardziej odbiega od „prawdy”, czyli zimne wichry historii

Co to jest Prawda? Echo słynnego pytania rozbrzmiewa także w literaturze współczesnej. I w tej opowieści, miejscami stylizowanej na kronikę, czasem na powiastkę filozoficzną, a w jeszcze innych fragmentach – na powieść historyczną (to nie wyczerpuje listy gatunków, o czym niebawem wspomnimy), ale zredagowanej przez pryzmat bolesnych doświadczeń XX stulecia. Czyli przez pisarza – uczestnika lub świadka wielu wydarzeń minionego wieku.

Osią fabularną Raportu o królu Dawidzie STEFANA HEYMA (1913-2001) pozornie jest fragment z dziejów Narodu Wybranego, ale:

Żadna historia nie zaczyna się od swego początku; ukryte przed okiem są korzenie drzewa, lecz sięgają aż do wód podziemnych.

Ocena nie jest moją powinnością. Zbieram, porządkuję, rozdzielam, skromny sługa w domu wiedzy; objaśniam, starając się przedstawić postać rzeczy i zapisać ich bieg. Lecz słowo ma swój własny żywot i nie można go schwytać, zatrzymać, okiełznać, jest dwuznaczne, odkrywa i zasłania zarazem, a w każdej linijce czyha niebezpieczeństwo.


Takie stanowisko prezentuje Etan z Ezry, narrator, któremu król Salomon zlecił napisanie Raportu o swym ojcu, by wyplenić z umysłów ludu niewiarę w obietnice dane przez Jahwe. Historyk podejmuje – chociaż nie bez wahań – trudne zadanie. Chcąc być wiernym Prawdzie, a nie „prawdzie oficjalnej”, na której potwierdzenie czeka monarcha, u kresu poszukiwań przekona się, że jako historyk… został skazany na milczenie.

Niełatwe są pytania, na które Etan próbuje znaleźć odpowiedzi. Nawet wtedy, gdy nikt nie żąda, by je stawiał. Pytając, dociera do świadków i źródeł. A Prawda coraz bardziej odbiega od dotychczas (u)znanej „prawdy”… I gdy wreszcie – po żmudnych poszukiwaniach - zdecyduje się ją opublikować (a nie będzie to panegiryk), odbiera się mu prawo do zabrania głosu.

Dziwna to książka. Można by powiedzieć – wielogatunkowa. Na pierwszym planie jest kronikarz i jego poszukiwania, podróże, rozmowy, ustalenia. Ale on sam, jako narrator, raz po raz wplata w swoją opowieść inne formy wypowiedzi. Mamy tu – rzecz jasna – elementy  k r o n i k i, ale także fragmenty  n o t a t e k Etana z przeprowadzonych  w y w i a d ó w,  m o- w y skierowane do Komisji pomagającej mu w pisaniu, l i s t ę  zwycięstw Dawida nad różnymi ziemskimi wrogami, cytaty z  w i e r s z y  króla i  z  p a  m i ę t n i k a  Natana,  z e z- n a n i a  przesłuchanych po śmierci Uriasza,  m o d l i t w ę  Etana. Wypowiedź skrzywdzonej Tamar przebiega w formie   s t r u m i e n i a  ś w i a d o m o ś c i. Zdanie takie, jak to: Zimne są wichry, które zmieniają świat, stanowią przykład - częstych w tekście -  a f o r y z m ó w  lub filozoficznych uogólnień. O stosunkach w królestwie, udziale w życiu publicznym, naturze władców… I właśnie ich wszechobecność otwiera nową, szerszą perspektywę odbioru. Losy Dawida są zaledwie pretekstem do wyrażenia sądu o roli historyka – miłośnika autentycznej Prawdy i jego (ograniczonym, bądź skrajnie nikłym) wpływie na to, co pozostanie po osobach, ale i narodach, po szaleństwach wojen i chwilach niepewnego pokoju. Po czasach, których w osobniczym przeżyciu nie pamiętamy, a które przetrwają w zbiorowej pamięci lub będą z niej wymazane na zawsze. W wyniku ograniczonej pojemności ludzkiego mózgu lub ingerencji jednostek w to, co ma być zapomniane. To również opowieść o funkcjonowaniu społecznego „zapotrzebowania” na pewne namiastki prawdy, pozwalające nieco ogrzać te zimne wichry zmieniające świat.


Heym Stefan, Raport o królu Dawidzie, przeł. Krzysztof Jachimczak, Kraków 1992. ISBN 83-08-02387-8 (sygnatura: 137737)

piątek, 4 stycznia 2019

Książki (nie)zapomniane - Spotkanie Artysty i Filozofa, czyli synteza (pozornych) przeciwieństw

Połączenie w harmonijną jedność Uczucia i Rozumu, czyli Spotkanie Artysty i Filozofa. Nieoczekiwana, ale przecież nie aż tak rewolucyjna, jak mogłoby się wydawać, konstatacja, że jedno i drugie ma tę samą wartość poznawczą, więc oba mogą prowadzić do Pełni. Pokonanie dualizmu (lub usprawiedliwienie go, znoszące krańcowość właściwą przeciwieństwom) jest możliwe. Tak brzmi, jak się wydaje, przesłanie Narcyza i Złotoustego - wielkiej, olśniewającej barwami średniowiecza powieści HERMANNA HESSEGO (1877-1962).

Niemiecki klasztor Mariabronn. Młodziutki Narcyz ukończył nowicjat i ujawnił wszelkie cechy doskonałego zakonnika: pokorę, opanowanie, zamiłowanie do ascezy. Ponadto niebywałe zdolności, dlatego zlecono mu nauczanie w klasztornej szkole, do której pewnego dnia przybył Złotousty - chłopak prędki w działaniu, popędliwy. I zmysłowy. Jego osobowość zdawała się być drugą - zaprzeczoną, świadomie odrzuconą naturą Narcyza, czego mnich zdawał się mieć świadomość. Darzył podopiecznego wyjątkową sympatią - nawet wówczas, gdy tamten uciekł i po manowcach świata gonił wciąż za nowymi przygodami, łapczywie chłonąc uroki i grozę życia, by wreszcie zdobyć rozległą, praktyczną wiedzę o rozkoszy, ale też o cierpieniu.

Długo już wędrował Złotousty, rzadko nocując dwa razy w tym samym miejscu, wszędzie pożądany i uszczęśliwiany przez kobiety, opalony od słońca na brązowo, wychudzony od wędrówki i skąpego jadła. Wiele kobiet żegnało się z nim o brzasku i odchodziło, niektóre ze łzami (...). Żadna nie prosiła go poważnie, aby pozostał, żadna nie prosiła, aby ją zabrał, nie była gotowa z miłości podzielić z nim dolę i niedolę wędrówki.

I on żadnej kobiecie tego nie proponował, bo bardziej od nich kochał wolność. Wreszcie na dłużej zatrzymał się u mistrza Mikołaja. Ponieważ posiadał wielki talent, zaczął tworzyć posąg świętego Jana (to też imię Narcyza jako opata, o czym nie wiedział!), będący połączeniem wysublimowanej zmysłowości z najczystszą duchowością. To jakby on i Narcyz - Jan w jednej osobie. Utrwalił w nim własne grzeszne życie i najwznioślejsze tęsknoty.

Ale i stąd uciekł. Tym razem... do piekła, czyli wprost w ognisko Zarazy. Szedł przez królestwo orgiastycznego nihilizmu i okrucieństwa, niemal depcząc po piętach tańczącej Śmierci.

A Narcyz czekał na powrót marnotrawnego brata. I dawny chłopak, a teraz już dojrzały, poorany przeciwnościami życia mężczyzna, wrócił. Został klasztornym rzeźbiarzem, ale wnet przekonał się, że natchnienie umiał znaleźć tylko tam, gdzie czuł się wolny. Na gościńcach i bezdrożach świata.

Znowu odszedł, by jeszcze raz wrócić. Po raz ostatni. Wyniszczony, zmęczony, słaby. Już nie miał siły, by uciec. A jednak niespokojny duch znalazł drogę. Uleciał. W zaświaty.

I Złotousty, i opat Jan odkryli Tajemnicę, której każdy z nich poszukiwał inaczej. Połączyła ich wyjątkowa więź zrozumienia, ponieważ w istocie tworzyli jedność. Pełną, ludzką naturę. Rozum wzniósł się ku Prawdzie, a zmysły już nie przeszkadzały w dotarciu do Niej. Poznali Ją, bo każdy z nich - jeden w klasztorze, drugi w wirze świata - dogłębnie poznał siebie.

Hesse Hermann, Narcyz i Złotousty, [przeł. z niem. Marceli Tarnowski], Warszawa 1991 (sygnatura: 132733)

piątek, 22 grudnia 2017

Książki (nie)zapomniane - Historia wydobyta ze studni dziejów

Ta historia wydarzyła się kilka tysięcy lat temu. Miała niejedno literackie opracowanie. Wystarczy wspomnieć (w polskiej literaturze) renesansowy dramat Castus Joseph Szymona Szymonowica. Jej obszerną, prozatorską, kilkutomową interpretację stworzył THOMAS MANN (1875-1955).

Powieść Józef i jego bracia jest tetralogią. W jej skład wchodzą: Historie Jakubowe, Młody Józef, Józef w Egipcie oraz Józef żywiciel. Oto pierwsze słowa Prologu: Głęboka jest studnia przeszłości. Czy nie należałby jej nazwać bezdenną? Motyw studni, można stwierdzić - centralnego wydarzenia w życiu Józefa, powtórzy się w utworze kilkakrotnie. Na przykład do niej porówna się więzienie, w którym zostanie osadzony, niewinny, już w Egipcie. Ale studnia to też przepaść dziejów. Wzloty i upadki poszczególnych ludzi, rodów i narodów. Autor wydobywa z niej materię dla swej opowieści.

Historię Jakuba i jego dwunastu synów zapewne znamy. Dla przypomnienia, w telegraficznym skrócie wygląda tak...

Patriarcha Józef długo czekał na możliwość poślubienia kochanej Racheli. Wreszcie, będąc już ojcem kilku synów jej siostry, Lei, doczekał się pierworodnego od umiłowanej. I to dziecko zawładnęło jego sercem tak samo jak matka. A dorastający bracia zazdrośnie patrzyli. Wreszcie sposobność wywarcia na nim zemsty nadeszła. Wrzucili go do studni na pastwisku. Ostatecznie chłopak nie został pozbawiony życia, ale sprzedany egipskim kupcom.

Nad Nilem. Nowy rozdział życia. Dwór Putyfara. Tu uroda najpiękniejszego z ludzi przyciągnęła wzrok małżonki pana domu. Gdy młodzieniec odrzucił jej natarczywe zaloty, z zimną krwią oskarżyła niewinnego, który w konsekwencji jej pomówień trafił do więzienia. Po dwóch latach nadarzyła się sposobność opuszczenia tej "studni". Wyjaśniając faraonowi zawiły sen, otrzymał jego zaufanie i władzę dużo większą od tej, którą miał na dworze rządcy. A gdy głód zapanował na świecie (co przepowiedział swemu władcy), bracia przybyli do Egiptu po żywność. Józef - poddawszy ich kilku próbom - ujawnił wreszcie swoją tożsamość. I sprowadził do siebie ojca oraz rodziny braci, żywił ich i otaczał miłością.

Historia z Księgi Rodzaju stała się tematem olbrzymiej rozmiarami powieści Manna. Ale nie jest to opowieść "linearna". Można by powiedzieć, że raczej stanowi poemat dygresyjny prozą. "Przecinają" ją liczne inwersje czasowe, np. powrót do czasów potopu czy budowy Wieży Babel. Nierzadkie są wstawki popularnonaukowe lub wręcz naukowe, np. dociekania, gdzie był usytuowany biblijny Eden. Pojawiają się rozważania teologiczne (grzech pierworodny), mitologiczne (mitologia egipska) i archeologiczne (wykopaliska). Nie brakuje uwag autotematycznych, poświęconych warsztatowi pisarskiemu. W ten sposób autor stworzył swoistą mozaikę lub barwny kobierzec, na którym rozsiane są wzorzyste wyspy - inspirujące zagadnienia. A czytelnik stąpa po tym dywanie, podziwia kunsztowny wzór - raz z lupą w dłoni, raz z lotu ptaka. Historia Józefa i jego braci wkomponowuje się w historię narodu, ta znowu - w dzieje ludzkości. Usytuowana na osi czasu - pomiędzy Prapoczątkiem a eschatologicznym Końcem - stanowi znikomy punkcik. Ale bez niego czegoś brakowałoby w tej unikatowej mozaice. Czy to zatem poemat prozą, powieść, albo raczej już przypowieść?

Mann Tomasz, Józef i jego bracia, t.1-3, tł. Edyta Sicińska, Warszawa 1961. (Sygnatura: BS 31597/1-3)

piątek, 24 listopada 2017

Książki (nie)zapomniane – Królewski wyrok

Ten dramat nawiązuje do tradycji plebejskiej, ale wzorzec tematyczny czerpie z posiadających zawrotnie długą historię tekstów kultury. Kaukaskie koło kredowe BERTOLTA, a właściwie Euzebiusza Bertolta Fryderyka BRECHTA (1898-1956).

... wszystko, co tylko jest na tej ziemi,
winno należeć do ludzi, co mają serca po temu -
więc dzieci sercom matczynym, by się chowały w radości,
więc wóz dobremu woźnicy, by jazda szła sporo i gładko,
dolina zaś nawadniaczom, by przynosiła owoce.


Takimi słowami Pieśniarz zamyka utwór, którego osią treściową jest potęga dobroci i miłości kobiety do dziecka.

Malownicza Gruzja. Kołchoz. Narrator (mamy do czynienia z dramatem epickim!) snuje opowieść o kredowym kole. Opada kolejna kurtyna czasowa. Rozpoczyna się "teatr w teatrze".

Wchodzimy w przeszłość. W czas feudalnych wojen i rozruchów. Grusza Wachnadze, prosta, dobra wiejska dziewczyna, pracuje u żony Gubernatora. Bogaczka pozornie posiada wszystko, ale nie ma jednego. Miłości. Porzuca swoje dziecko, które służąca z narażeniem życia ratuje. Ona - w przeciwieństwie do tamtej - nie ma nic... prócz serca.

I pewnego dnia obie spotykają się w sądzie. Matka postanawia jednak odzyskać dziecko. Ale Grusza wie, że mu w tamtym domu nie będzie dobrze. Pragnie je sama wychować. Kłamie, że to jej. Nieślubne. Nie wspomina, jak wiele zniosła upokorzeń i krzywd, by ocalić mu życie. Nawet heroicznie wyrzekła się ukochanego Simona.

Dziwny to proces i jeszcze bardziej niezwykły sędzia. Azdak naprawdę jest wiejskim pisarzem, pijakiem i łapownikiem. "Fałszywą mierzy miarką", ale ma głębokie poczucie sprawiedliwości. Pomaga ubogim. Teraz też wie, że Grusza nie mówi prawdy. Ale docenia jej poświęcenie. Zarządza próbę kredowego koła.

I do "akcji" wkracza wielka tradycja kulturowa. To już nie jest tylko ludowy moralitet. Schemat przebiegu wydarzeń został zaczerpnięty z dawnej chińskiej legendy i klasycznej sztuki przypisywanej Li Hsing-Tao. Także z Biblii. Konkretnie, z I Księgi Królewskiej (1 Krl 3, 16-28). Pamiętamy tę historię, prawda? Nie zaszkodzi przypomnieć. Dwie kobiety mieszkały w jednym domu. W podobnym czasie urodziły dzieci. Jedna swoje (niechcący) udusiła. W nocy przyniosła śpiącej sąsiadce martwego syna, zabierając jej chłopca. Tamta w świetle poranka rozpoznała, co zaszło. Dzieciobójczyni zaprzeczyła. Sprawę przedstawiono mądremu władcy, który nakazał rozciąć dziecko mieczem, aby każda dostała po połowie. Wiedział, że fałszywa matka zaakceptuje tę nieludzką decyzję, zaś prawdziwa - nawet odda maleństwo, byle tylko nie wyrządzono mu krzywdy. I tak się stało. Chłopca przyznano tej, która go naprawdę urodziła.

Azdak w niczym nie przypomina mądrego, wielkiego króla. Bo też "władzę" sądowniczą ma jedynie chwilową. I sławy jego nie głoszą narody, gdyż znany jest tylko w tej okolicy. Lecz posiada zdrowy rozsądek i wrażliwe serce. To wystarcza, by po królewsku rozsądzał.

Kaukaskie koło kredowe. Niezwykły dramat. Nieskomplikowany treściowo, a jednak misternie skonstruowany. Iluzja w iluzji. Osadzony w realiach oddalonej od cywilizacyjnych centrów Gruzji, ale jednoznacznie nawiązuje do ponadczasowej, liczącej tysiące lat tradycji. Inna rzecz, że gruziński koloryt lokalny został odmalowany raczej powierzchownie. Dramat, a pełen epickich wstawek. I elementów poetyckich. Pieśniarz (samo określenie ewokuje lirykę) - jak epicki narrator opowiada widzom tę historię. Niezwykły, przedziwny dramat.
B. Brecht - Źródło

Brecht Bertolt, Kaukaskie koło kredowe, przeł. Włodzimierz Lewik, w: Tegoż, Dramaty, Wrocław 1976, s. 453-602. (Sygnatury: 72732, 169963, cz D IV-4/184).

wtorek, 5 maja 2015

O tym, jak żyć i życia nie „przeczekać”.

Trwają egzaminy maturalne i zaczyna się sesja w szkołach wyższych. To także czas trudnych decyzji o wyborze drogi życia czy kierunku dalszego kształcenia. Wszystkim młodym Czytelnikom dedykujemy piękny cytat:
Dorośli łatwo znajdują upodobanie w smutnej powinności uprzedzania młodych, że kiedyś będą traktować jako iluzje większość z tego, co teraz porusza ich serca i umysły. Głębsze doświadczenie życiowe każe jednak przemawiać do młodzieży inaczej. Każe ją zaklinać, by przez całe życie zachowała myśli, które ją wprawiały w uniesienie. W młodzieńczym idealizmie człowiek ogląda prawdę. W nim znajduje bogactwo, którego nie powinien wymienić na nic innego.
Podoba się? Nam – tak! Nie pozbyłyśmy się marzeń. Przeciwnie – mamy ich coraz więcej! Niektóre realizujemy… na blogu! :)
A kto napisał wyżej przytoczone słowa? ALBERT SCHWEITZER (1875-1965). Lekarz, muzykolog, organista, filozof, teolog i pastor protestancki, który wiele lat spędził w Lambaréné (Gabon), w spartańskich warunkach pomagając chorym na trąd. Sumienie XX stulecia, przez wielu i nie bez racji uważanego za nieludzkie.


Moje życie, czyli cytowana książka, jest autobiografią. Obejmuje jednak tylko dziecięce i studenckie lata. Zatem jest „autoportretem” z czasów młodości, ale napisanym z perspektywy czasu. Całkowitym milczeniem autor pomija ofiarną służbę na rzecz trędowatych. Ale o tym fragmencie życiorysu Schweitzera też mamy książkę. Wszystkie pozycje o tej wyjątkowej postaci, które można u nas wypożyczyć, podajemy poniżej. A przedtem – jeszcze kilka cytatów z Mojego życia: o relacjach międzyludzkich, o tym, jak żyć i życia nie „przeczekać”. Coś dla młodych idealistów – niezależnie od stopnia zaawansowania młodości. Warto przeczytać. Oczywiście, po sesji! :)
...wielu ludzi dało mi coś lub było czymś dla mnie, wcale o tym nie wiedząc. Oddziałali na mnie tacy, z którymi nigdy nie zamieniłem słowa, nawet tacy, których znałem tylko ze słyszenia. Wniknęli w moje życie i stali się w nim siłą. (...) Dlatego zawsze mi się zdaje, że duchowo żyjemy tym, co nam dali ludzie w ważnych godzinach naszego życia. 
Nikt z nas (...) nie wie, co budzi w ludziach i co ludziom daje. Jest to przed nami ukryte i niech takie zostanie. Tylko niekiedy dane nam jest dostrzec jakieś znamię naszego wpływu, abyśmy się nie zniechęcali.
Nie wolno nam trwać w absolutnej obcości wobec człowieka, którego nie znamy. Żaden człowiek nie jest nigdy całkowicie i na zawsze obcy dla drugiego człowieka. Człowiek należy do człowieka. Człowiek ma prawo do człowieka. (...) Zasada powściągliwości istnieje po to, by ją łamało prawo serdeczności. (...) Odmawiamy sobie wzajemnie tego, co chętnie byśmy dali innym i za czym oni tęsknią. Wiele chłodu panuje wśród ludzi z tej racji, że nie ośmielają się ujawniać odruchów swego serca.

Schweitzer Albert, Moje życie, [przeł. z niem. Krystyna Krzemieniowa], Lublin, Daimonion, 1991, (Wszechnica Myśli Etycznej). ISBN 83-900135-8-4. (Sygnatury: 135463-4, 135644, cz XIX-1/2 g).
Gaertner Henryk, Albert Schweitzer, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1978, (Nauka dla Wszystkich, nr 283). (Sygnatury: 82175, 82176).
Gotting Gerald, Spotkanie z Albertem Schweitzerem, [przeł. Witold Jankowski], Warszawa, Instytut Wydawniczy „Pax”, 1961. (Sygnatura: BS 31075).
Lazari-Pawłowska Ija, Schweitzer, Warszawa, „Wiedza Powszechna”, 1976, (Myśli i Ludzie). (Sygnatury: 70365, 70366). 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Günter Grass

Dzisiaj, w Lubece, zmarł niemiecki pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla - Günter Grass.
Autor "Kota i myszy" był również dramatopisarzem, poetą, eseistą, a także rzeźbiarzem i grafikiem.
Miał 87 lat.

Plakat do ekranizacji "Blaszanego bębenka", w reżyserii Volkera Schlöndorffa.

W naszej Bibliotece można znaleźć książki Güntera Grassa oraz opracowania jego twórczości.