Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

Książki (nie)zapomniane: Bardzo wysoka cena marzeń

„Jaka jest cena marzeń, którą warto zapłacić?”. Zastanawia się nad tym każdy, kto lubi zdobywanie wysokich i najwyższych szczytów. To pytanie stawia również Martyna Wojciechowska, cytowana na okładce czwartego wydania książki „Broad Peak. Niebo i piekło” BARTKA DOBROCHA (ur. 1982) i PRZEMYSŁAWA WILCZYŃSKIEGO (ur. 1977).

To była kolejna polska zimowa wyprawa na Broad Peak. Pierwsza (nieudana) próba miała miejsce w 1988 roku. Jeden z jej uczestników, Maciej Berbeka, wówczas nie wiedział, że za 25 lat zmierzy się z górą i jej niezdobytym szczytem po raz kolejny. I ostatni…

Kierownikiem wyprawy z 2013 roku został Krzysztof Wielicki. 5 marca, we wtorkowe późne popołudnie, szczyt zaatakowało czterech: wspomniany Maciej Berbeka (1954-2013), Adam Bielecki (1983- ), Tomasz Kowalski (1985-2013) i Artur Małek (1979- ). Nie takie były pierwotne ustalenia. Najpierw mieli iść dwaj najbardziej doświadczeni, ale niemal w ostatniej chwili zdecydowali, że zrobią to razem. Cel osiągnęli. Dwóch zginęło. Informacja o zdobyciu niedostępnego dotąd szczytu natychmiast dotarła do Polski. Smutne wieści – nie od razu. Ale i na nie przyszła pora. Początkowa euforia zamieniła się w koncert oskarżeń. Szukano przyczyn tragedii. Wskazywano winnych. Raport specjalnie powołanej komisji był bolesny. Uznano w nim zachowanie dwójki ocalałych za nieetyczne. Himalaistom trudno było się bronić. Argumentacji, że sami byli w potwornym niebezpieczeństwie i musieli podjąć walkę o własne życie, nikt nie chciał przyjmować.  

Tragiczne dzieje tej wyprawy znamy. Powstały o niej książki i artykuły. Niektóre pełne emocji, nierzetelnie ukazujące fakty. Praca Dobrocha i Wilczyńskiego – wnikliwa, dokładna, szczegółowa – nie tylko odtwarza wydarzenia niemal minuta po minucie, ale również rzuca je na szerokie tło historii himalaizmu, a szczególnie polskich zimowych wypraw. Autorzy relacjonują liczne rozmowy przeprowadzone ze świadkami wstrząsających wydarzeń, przyjaciółmi uczestników oraz te, które najbardziej wzruszają - z rodzinami. Jak błyski pojawiają się liczne postaci. Nie tylko bezpośrednio zaangażowane w wyprawę. Na moment ukazują się w pełnym blasku i ustępują miejsca innym. Charakteryzują członków wyprawy, przedstawiają biogramy i dokonania, ale w taki sposób, że te osoby stają się czytelnikowi boleśnie bliskie. Artur Małek – cichy i małomówny… Tomasz Kowalski – zaplanował z  dziewczyną całą przyszłość, której nie doczekał: miejsce zamieszkania, liczbę dzieci… I Wielkie Oczekiwanie na: przygodę, skompletowanie wyprawy, zakończenie aklimatyzacji, sprzyjającą pogodę. Zachowanie himalaistów wobec najbliższych. Odwlekanie powiadomienia żon o podjętej decyzji. Informowanie niby mimochodem. Także Czekanie rodzin – na powroty. To ostatnie - najbardziej bolesne i dramatyczne. Jest wreszcie aksjologia. Trudne pytania: o granice etyki i pasji w sytuacji ekstremalnej… O sztukę wyboru między egoizmem a poczuciem obowiązku wobec kolegów… O motywację działania: chęć zdobycia sławy… Pychę… Potrzebę „zmierzenia się z losem”… Pragnienie poczucia nieskrępowanej wolności…

Ciąg dalszy wysokogórskiej epopei. To, co nastąpiło wkrótce po tragedii na Broad Peak. Atak terrorystów pod Nanga Parbat… Śmierć Artura Hajzera… I to, co będzie. Tamten dramat nie powstrzymał wówczas kolejnych ataków na niezdobyte zimą ośmiotysięczniki. Nie stanie się też przeszkodą dla następnych. Kolejni będą wracać w wysokie góry, dopisując następne rozdziały Księgi Życia i Umierania w Górach.

Suplement. Novum w tym wydaniu jest rozdział o kulisach powstania filmu na temat wydarzeń w Karakorum („Broad Peak” reż. Leszek Dawid, prod. Maciej Rzączyński i Dawid Janicki).

Ps. „Człowiek Everestu” Tenzinga Norgaya TUTAJ. Bardzo osobiste wspomnienia o śląskich himalaistach TUTAJ. „Górska” prasówka TUTAJ.

Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński, Broad Peak. Niebo i piekło, wyd. 4, Poznań 2022. ISBN 978-83-67461-30-6 (sygn. 183027).

piątek, 5 września 2025

Książki (nie)zapomniane - "Szczyty iskrzyły się w słońcu i ich wezwanie było silniejsze niż głos rozsądku" (Lionel Terray)

Dwie książki o tematyce górskiej: "Dotknięcie pustki" (Touching the Void) JOE SIMPSONA (ur. 1960) i "Niepotrzebne zwycięstwa. Od Alp do Annapurny" (Les conquérants de l'inutile. Des Alpes à l'Annapurna) LIONELA TERRAY (1921-1965). Pierwsza stanowi maleńki wycinek z życiorysu autora. Druga - prawie kompletną biografię, pozbawioną jedynie ostatniego aktu, dopowiedzianego w posłowiu. Obie napisane z takim literackim talentem, że - zamiast szerszego omówienia - wystarczy kilka cytatów...

"Dotknięcie pustki" Joe Simpsona - brytyjskiego alpinisty i literata - to porażający, wstrząsający pamiętnik z wyprawy na Siula Grande w Andach peruwiańskich (1985 rok), zakończonej tragicznym wypadkiem w czasie zejścia ze szczytu. Simpson rozpoczyna opowieść, by kilkakrotnie "udzielić głosu" koledze, z którym się wspinał, Simonowi Yatesowi. Tę drugą część historii (napisaną kursywą, którą zachowamy) napisał także Simpson. 
 
Chwila. Zerwana lina. Złamana noga. Przeszywający ból. Wewnętrzne rozdarcie:

"Simon wbija we mnie twarde spojrzenie. Potem gwałtownie odwraca głowę, jakby czując, że patrzył za długo i zbyt intensywnie. Zdążyłem (...) uchwycić w jego twarzy wymowny błysk i odgadłem, co znaczy. On wie, że już nie jesteśmy razem. Odbiera mi to resztę odwagi (...). W jego oczach chaos uczuć i myśli. Litość. Dystans, przepaść między człowiekiem a rannym zwierzęciem, któremu nie da się pomóc."

"Wiedziałem, że Joe poleciał (...). Dopiero stojąc przy samym skraju lodu zobaczyłem go niżej na polu śnieżnym (...). Wiedziałem, że jest ranny (...). Wiedziałem, że w naszej sytuacji ma zero szans. Już był martwy. Do głowy mi nawet nie przychodziło, że ja też mógłbym zginąć."

" Zerknąłem za siebie, by zobaczyć ze zdumieniem, iż Joe trawersuje w poprzek stoku (...). Z opuszczoną głową, całkowicie pochłonięty walką, wlókł się bokiem przez zbocze (...). Obserwowałem go dość obojętnie. Nie mogłem mu w niczym pomóc, a sądziłem, że najpewniej i tak spadnie. Nie przejmowałem się tym. Miałem nawet coś w rodzaju nadziei, że tak się stanie. Dopóki o siebie walczył, nie mogłem go zostawić, a nie miałem pojęcia, jak mu pomóc. Sam nie będę miał problemu z zejściem, jeśli natomiast zacznę go sprowadzać, możemy obaj zginąć. Wprawdzie nie bałem się tego, ale przecież byłaby to czysta strata, po prostu rzecz bez sensu. Gapiłem się na niego, niejako wyczekując, że zaraz poleci..."


Tu nie ma miejsca na sentymenty. Brak jakiegokolwiek idealizmu czy romantyzmu. Jest wyłącznie twarda walka o przetrwanie. A jednak Simpson nadludzkim wysiłkiem doczołgał się do bazy. Nikt już wówczas nie wierzył, że żyje. Tę bolesną odyseję opowiada w najdrobniejszych detalach...

Joe Simpson, Dotknięcie pustki, tł. Danuta Hołata, Wacław Sonelski, Katowice 2004. ISBN 8360429006 (sygn. 168902).

"Niepotrzebne zwycięstwa. Od Alp do Annapurny" Lionela Terray. Początek autobiografii, szczegółowo dokumentującej (nie tylko) górskie dokonania:

"Urodziłem się u stóp Alp. Zdobywałem laury w jeździe na nartach, byłem zawodowym przewodnikiem, robiłem wielkie drogi alpejskie, brałem udział w ośmiu ekspedycjach w Andy i Himalaje. Całe życie poświęciłem górom."

Terray. Koleżeński, dzielny, czasem balansujący na granicy heroizmu (np. podczas zdobywania Annapurny). Bezinteresowny i ofiarny ratownik górski, któremu wielka sława nierzadko... przeszkadzała w pracy, bo nie każdy chciał korzystać z usług osoby mającej tak wielkie życiowe osiągnięcia. Instruktor narciarski w Chamonix. Niesamowicie wytrzymały. Na przykład w skałkach Saussois uległ poważnemu wypadkowi. Po złamaniu sześciu żeber trafił do szpitala. Lekarze kazali mu leżeć w łóżku przez pięć tygodni, a leżał... pięć dni. Zdobywał góry Europy, Azji, Ameryki Północnej i Południowej. Z czasem zwolnił tempo, gdyż obiecał to żonie, Marianne. Jako przewodnik miał więcej czasu dla niej i dwóch adoptowanych synów - Nicholasa i Antoine'a. Wrócił więc tam, gdzie zaczął wspinaczki. I tam zginął. 19 września 1965 r., w niedzielę, na wschodniej ścianie Gerbier w masywie Vercors, na południe od Grenoble. Razem z nim życie stracił młody przewodnik, Marc Martinetti. Janusz Kurczab napisał w posłowiu:

"Pogromca wysokich szczytów i stromych ścian, wytrawny alpinista i znawca gór - zginął na niewielkim wapiennym urwisku, otoczonym idyllicznymi łąkami i zbliżającym się ku jesieni lasem..." 

Żona przeżyła go o 42 lata. Oto zakończenie autobiografii. Nie spełniły się ostatnie zdania: 

"Po dwudziestu latach walki na wszystkich górach świata mam w sobie więcej sił i entuzjazmu niż posiada go większość moich młodych towarzyszy. A jednak (... ) tyle lat wysiłków, cierpienia i niebezpieczeństw zmienia człowieka. (...) Gnany nieposkromionymi siłami mojej namiętności, we wszystkich ekspedycjach (...) szedłem zawsze na czele (...) największe ryzyko i najcięższą odpowiedzialność przyjmowałem zawsze z pogodnym sercem. (...) Dzisiaj moja wola nie jest już tak nieugięta i cofnęły się granice mej odwagi. (...) Inni atakować będą szczyty (...). A ja tymczasem obniżać się będę po stopniach drabiny. Słabnąć będą moje siły i odwaga (...). Jeżeli naprawdę żaden serak, żaden kamień, żadna szczelina nie czekają na mnie gdzieś w świecie, by zatrzymać bieg mego życia, nadejdzie dzień, kiedy stary i zmęczony odnajdę spokój pomiędzy zwierzętami i kwiatami. Koło zamknie się i wreszcie zostanę prostym pastuchem, którym tak bardzo chciałem być w dzieciństwie!..."

Lionel Terray, Niepotrzebne zwycięstwa. Od Alp do Annapurny, tł. Danuta Knysz-Rudzka, Oprac. Janusz Kurczab, Kazimierz Marcinek, Warszawa 1975 (sygn. 65141).

Ps. Do tematyki górskiej jeszcze niebawem wrócimy.


piątek, 11 sierpnia 2017

Jerzy Kukuczka smażył ślimaki, Wanda Rutkiewicz podróżowała „karawaną”, TOPR nieustannie dyżuruje…, czyli (nie) tylko dla tych, którzy kochają góry

W bieżącym roku minęła 25 rocznica dotąd niewyjaśnionej śmierci Wandy Rutkiewicz. Mnożyły się wówczas fantastyczne teorie. Niektóre nadal trwają. Góry zawsze inspirują. Mamy lato. Sporo osób odpoczywa w górach. Przypomnijmy sylwetki tych, którzy je kochali. Zajrzyjmy do ustaleń badaczy próbujących zrozumieć psychikę „sportowców ekstremalnych”. Oto po prostu przegląd kilku arcyinteresujących artykułów.

Hytrek-Hryciuk Joanna, Karawana do marzeń. Wanda Rutkiewicz (1943-1992), „Pamięć.pl” 2013, nr 2, s. 42-44

Była niekwestionowaną gwiazdą polskiego i światowego himalaizmu: trzecią kobietą, która zdobyła najwyższą górę świata – Mount Everest; pierwszą na szczycie K2, który uchodzi za najtrudniejszy ze wszystkich ośmiotysięczników. Wzorem Jerzego Kukuczki chciała zdobyć „Koronę Himalajów i Karakorum” – wszystkie czternaście ośmiotysięczników. Kukuczce udało się to w 1987 roku, jej zabrakło sześciu szczytów – w maju 1992 roku zginęła pod jednym z nich.

Wanda Rutkiewicz. Zapowiadała się na znakomitą siatkarkę i dobrego naukowca (ukończyła elektronikę w Politechnice Wrocławskiej). Jednak uwiodły ją góry. Najpierw była Europa. Tatry, Alpy. Potem siedmiotysięcznik – Pik Lenina w Pamirze, dalej: Noszak – najwyższy szczyt w Afganistanie i Gaszerbrum w Karakorum. Wreszcie – Mount Everest. Ale tego jej było za mało. Słynęła z apodyktyczności, konfliktowości i dążenia do celu za wszelką cenę. Może to stało się także przyczyną jej skomplikowanego życia prywatnego. A czym była „karawana do marzeń”? Planem wejścia na osiem szczytów w ciągu 2 lat! Nie zrealizowała go. 12 maja 1992 r. razem z Meksykaninem, Carlosem Carsolio, wspinała się na Kanczendzongę. Mężczyzna zdobył szczyt, a ona… Nikt do dziś nie znalazł jej ciała i nie wie, co naprawdę się stało.
Źródło
Kukuczka Cecylia, Pasje Jerzego Kukuczki, rozm. przepr. Karolina Drwal, „Śląsk” 1999, nr 11, s. 47-51

- Jak poznała Pani swojego przyszłego męża?
- To było zupełnie przypadkowe spotkanie w 1970 r., mimo że oboje mieszkaliśmy w Katowicach. On już wtedy wspinał się w Tatrach, a ja czasami wędrowałam w góry, jako turystka. W czerwcu 1975 roku odbył się nasz ślub w pięknym, drewnianym kościółku w Istebnej, na zboczu Kubalonki.


Dlaczego to miejsce wybrali na ślub? Jak on przebiegał? Jakim człowiekiem i mężem był słynny himalaista? Dlaczego zostawiał maskotki na zdobytych szczytach? Co najbardziej lubił śpiewać? Dlaczego wśród kolegów-alpinistów miał przezwisko „Golonka”? Czy małżonce smakowały ślimaki usmażone przez niego na patelni? Czy synowie, Maciej i Wojciech, odziedziczyli po ojcu zamiłowanie do gór? Jak wyglądały przygotowania do tej ostatniej wyprawy, z której nie wrócił… O „znakach” zapowiadających tragiczny finał, o przerażającym śnie małego synka, Maćka, w noc, gdy wydarzyła się tamta tragedia… O tym wszystkim niezwykle interesująco opowiada żona himalaisty.
Źródło
Winter Marek, Między ziemią a niebem, „Śląsk” 2013, nr 4, s. 20-23

Dziś wszyscy, którzy nie wrócą już do domu, śpią snem spokojnym w swoich podniebnych sarkofagach, w wielowiekowej lodowej krainie, tak blisko nieba, tak blisko wieczności. I on wśród nich, pierwszy i największy wojownik, pogromca grani i szczytów, gladiator himalajskiej areny, człowiek, który jako jeden z nielicznych upokorzył wszystkie ośmiotysięczne szczyty świata.

Subtelne, bardzo osobiste, piękne pod względem stylistycznym wspomnienie o Jerzym Kukuczce. O rozmowie w katowickiej redakcji i późniejszych spotkaniach. O życiu i śmierci wśród gór.

Plutecka Nawoja, Mazurek Krzysztof, Sporty ekstremalne jako atrakcyjna forma aktywności rekreacyjnej, „Kultura Fizyczna” 2007, nr 9-10, s. 20-24

Przy definiowaniu sportów ekstremalnych w rozumieniu wąskim, w ich skład wchodzą (…) formy aktywności fizycznej (…) których uprawianie wiąże się z wysokim ryzykiem utraty zdrowia lub życia.

Wyniki badań 207 osób uprawiających sporty tego typu. Na wspinaczkę wskazało 14,65 % respondentów (nie określili jednak wysokości gór!). Jakie dyscypliny i jakie motywy ich uprawiania wymieniano? O tym w artykule. 
Źródło
Próchniak Piotr, Stosunek do śmierci osób uprawiających ekstremalne sporty, „Roczniki Psychologiczne” t. 11, nr 1 (2008), s. 95-104

Podejmowanie ekstremalnego ryzyka w uprawianiu sportu dotyczy najczęściej takich form aktywności, jak wspinaczka wysokogórska, spadochroniarstwo, nurkowanie itp. Istotą tych sportów, odróżniającą je od innych, jest możliwość doznania poważnych szkód fizycznych, utrata zdrowia, a nawet śmierć w trakcie walki z siłami natury.

Autor przeprowadził badania, w których problem został postawiony następująco: „Jaki stosunek do śmierci mają osoby uprawiające ekstremalne sporty?” Założył, iż charakteryzują się niskim lękiem wobec śmierci, zastanawiają się nad zagadnieniem śmierci i wierzą, iż w sytuacji śmiertelnego niebezpieczeństwa umieją uchronić się przed utratą życia. Czy badania potwierdziły te tezy?
Źródło
Szatkowski Wojciech, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (1909-2009) - historia i teraźniejszość, „Wiadomości Historyczne” 2009, nr 2, wkładka „Muzea, kolekcje, eksponaty”, s. 2-8

Początki TOPR były trudne, trzon organizacji tworzyło 12 ratowników stałych rekrutowanych spośród najlepszych przewodników tatrzańskich (…). Pierwszym Naczelnikiem Straży Górskiej został Mariusz Zaruski (…).

W początkowych latach istnienia organizacji najcięższą wyprawą było poszukiwanie Stanisława Szulakiewicza na północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu (sierpień 1910 r.), w której zginął pierwszy ratownik – Klimek Bachleda… Zwięzła, bogato ilustrowana historia TOPR-u.

 
Budynek TOPR-u w Zakopanem, źródło
Wierchy. Rocznik poświęcony górom [i góralszczyźnie]


Czasopismo ukazało się po raz pierwszy w 1923 r. we Lwowie. Od 1927 r. wydawało je Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w Krakowie, a od  1951 r. stało się organem Komisji Turystyki Górskiej Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Pierwszym redaktorem naczelnym był Jan Gwalbert Pawlikowski. Początkowo przeważała w nim tematyka Tatr i Karpat Wschodnich. Po wojnie pisano również o Sudetach oraz polskich wyprawach wysokogórskich (Andy, Hindukusz, Kaukaz i Himalaje). W zbiorach mamy numery z lat: 1927, 1930, 1932, 1936, 1984-5, 1987-91.

piątek, 28 października 2016

Książki (nie)zapomniane – „Żaden człowiek nie otrzymuje więcej, niż dał z siebie”, czyli historia Wielkiego Marzenia

Dla człowieka z Zachodu jest to tylko daleki, obcy zakątek, w dalekim, obcym kraju. Ale dla mnie to oznacza dom.

Tak napisał o swej nepalskiej ojczyźnie góral, jeden z najsłynniejszych himalaistów, który - wraz z Edmundem Hillarym - jako pierwszy stanął na Mount Evereście. "Napisał", choć tej sztuki nie posiadł, gdyż narzecze Szerpów nie ma pisowni, a co za tym idzie - żadnych kronik czy dokumentów. Człowieka Everestu TENZINGA (1914-1986) spisał James Ramsey Ullman, ale bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, że był bardziej osobą nadającą artystyczny kształt wypowiedzi tamtego, niż autorem.
Z żoną i dziećmi

Dla Tenzinga wszystko, co najważniejsze, wydarzyło się w maju. W tym miesiącu urodził się i zmarł. Także w "błękitny poranek majowy" (jak sam określił dzień 29 maja 1953 roku) stanął - wraz z Edmundem Hillarym - na najwyższej górze Ziemi. Książka jest autobiografią - od narodzin do okresu następującego bezpośrednio po zdobyciu góry.

Długa to była droga, o tak! Od podnóża Everestu na szczyt. Od pastwisk Solo Khumbu do domu Pandit Nehru i przyjęcia w Pałacu Buckinghamskim. Od tragarza górskiego objuczonego ładunkiem, do posiadacza całego rzędu medali (...). Była to droga wzwyż. Dokądkolwiek mnie za sobą wiodła, zawsze w końcu wyprowadzała mnie z powrotem w góry.

Przyszedł na świat jako jedno z trzynaściorga dzieci. Otrzymał imię Namgyal Wangdi, które niebawem jeden z lamów zmienił na to, pod którym stał się znany. Młody pasterz marzył o górach. Przeniósł się do Dardżylingu, gdzie formowano ekspedycje. Jak mówił: Szerpa niesie swój ciężar w grę lub w dół i w tym właśnie leży sens jego życia. Przez 20 lat zakładał obozy, dźwigał ciężary, wchodził na szczyty. Na przykład...

... Nanga Parbat (8 126 m) ... Daleko na zachodzie Himalajów (...) stoi góra grozy i śmierci (...). Z biegiem lat pochłonęła ona tyle istnień ludzkich, ile ich zabrały wszystkie inne góry razem wzięte.

... Nanda Devi East (7 816 m) ... Ostatnimi laty zapytywano mnie nieraz, która z moich dróg była najtrudniejsza i najbardziej niebezpieczna. Spodziewano się usłyszeć, że Everest. Ale to nie był Everest. To Nanda Devi East.

... Mount Everest (Czomolungma, 8 848 m). Atakowany sześciokrotnie. Bez powodzenia. Za siódmym razem - zwycięstwo! Ale wymagające odpowiedniej postawy: Kiedy jest oddany wielkiej sprawie, musi jej nieść w darze wielkie serce.

I pokory: 

Zdobyć Everest (...) pragnąłem nade wszystko w świecie. Próbowałem siedem razy. Nie z pychą i nie przemocą jak żołnierz, co idzie na wroga, lecz z miłością dziecka, które wspina się do kolan matki (...). Na szczycie Everestu pochyliłem głowę i pomyślałem o Bogu. (...) A z Bogiem jest tak jak z wielką górą: cała rzecz w tym, aby zbliżać się do Niego nie z obawą, lecz z miłością.

Oto lapidarne streszczenie tego, co najważniejsze – momentu ostatecznego "pokonania" góry:
Szliśmy wolno i równomiernie. Po chwili stanęliśmy na szczycie. Hillary pierwszy, a ja za nim.
John Hunt, Edmund Hillary i Tenzing

Uogólnienie sensu wspinaczek: Everest jest nie tylko szczytem takiego czy innego kraju, lecz szczytem Ziemi. Zdobyli go ludzie ze Wschodu i Zachodu. Należy do nas wszystkich.

A potem... Sława. Zaproszenia i dalekie podróże. Także do Europy. Nagrody. Odznaczenia. Laudacje i... dociekania, który z dwóch był jednak pierwszy... Wreszcie - założenie Himalayan Mountaineering Institute w Dardżylingu. Zapytany, czego chce w nim uczyć młodych, wskazał trzy główne zasady:

(...) bez względu na zdolności nie można być dobrym alpinistą, jeśli się nie ma w sobie pogody ducha i koleżeńskości. Zdobyć przyjaciół to równie ważne osiągnięcie.
 
(...) kluczem do zwycięstwa jest zespołowość, podczas gdy samolubstwo czyni (...) człowieka małym.

 
(...) żaden człowiek, czy to będzie w górach, czy gdzie indziej, nie otrzymuje więcej, niż dał z siebie... Bądź wielki i szlachetny. Staraj się aby i inni byli tacy - oto, czego się nauczyłem sam i czego może się nauczyć każdy od potężnej bogini Czomolungmy. 


Prosty, pokorny Szerpa z Nepalu. Niewielu filozofów mogłoby mu dorównać w mądrości.


Tenzing, Człowiek Everestu, oprac. James Ullman, tł. Maria Skroczyńska, Warszawa 1957 (sygnatura: BS 26783).  Ps. Wszystkie fotografie pochodzą z tej edycji.

poniedziałek, 5 października 2015

O Tych, którzy doszli najwyżej.

Na moją miarę były moje szczyty. Tak napisał Paul Éluard w jednym z wierszy. 2 września (w Polsce – około dwa tygodnie później) wszedł na ekrany Everest Baltasara Kormákura. 

Miałam w życiu wielkie szczęście (pisze p. Basia). Poznałam wspaniałych ludzi. Tych, którzy doszli bardzo wysoko. Nierzadko – najwyżej. 

Już jako dziecko miałam okazję widywać w szkole - gdzie przychodził na wywiadówki dotyczące syna - doktora Michała Glińskiego (1937-2011), uczestnika górskich wypraw w różne części świata. Szczególnie pamiętną była ta na Kohe Tez, podczas której operował – pod kopułą nieba! - ropiejące, połamane nogi jednego z uczestników tragicznej wspinaczki. Himalaista przeżył, a na pogrzebie lekarza dawał o tym fakcie świadectwo.

W liceum zorganizowano nam, uczniom, spotkanie z Jerzym Kukuczką (1948-1989). Przyniósł sprzęt wysokogórski. Pokazywał. Wyjaśniał. Cierpliwie słuchał pytań. Wspominał wydarzenia i ludzi. Wszyscy patrzyli i słuchali jak urzeczeni. 

W trakcie studiów poznałam Artura Hajzera (1962-2013). Był starszy ode mnie. Studiował na tym samym wydziale, ale na innym kierunku. Jego studia trwały długo, ponieważ w sesji egzaminacyjnej nierzadko… zdobywał szczyty. W 1989 roku spotkaliśmy się ostatni raz. Już ukończyłam naukę, a on odbierał pamiątkowy dyplom. Za to, że zorganizował wyprawę ratunkową w celu odszukania zaginionej ekspedycji. Z uzasadnienia wynikało, że otrzymał go za… pracę społeczną.

Poznałam także matkę Rafała Chołdy (1957-1985). Wówczas on już nie żył. Inteligentna, sympatyczna, elegancka. I dobra. Zawsze miała w pamięci ten jesienny dzień, gdy dowiedziała się, iż jej ukochany syn spadł z wysokości około 8300 metrów w trzykilometrową przepaść na skrajnie trudnej południowej ścianie Lhotse. Nie wiem, czy kiedykolwiek doznała ukojenia.

Góry wciągają. Wołają. Potrafią oczarować. I zwodzić. Kto je pokochał, to już na dobre i złe. Na zawsze. Oto niektóre wypowiedzi tych, którzy je darzyli miłością. 


W części północnej znajduje się boski Himalaja, władca gór,
sięgający od wschodniego do zachodniego oceanu (…)
Tam bogowie przebywają w cieniu chmur
przepływających nad łańcuchami górskich wierzchołków. 
(Kalidasa, Kumarasmbhawa)


Góry za nami i góry przed nami
Światła z ciemnością zmagania milczące
Tuż, tuż jest wszechświat z naprężonym grzbietem
A my tak drobni między powiekami
I serca pod skórą krwawiące. 
(Jules Supervielle, Zstąpienie olbrzymów)


Wysoko w górach często stawia się pytania
i bardzo rzadko potrafi się na nie odpowiedzieć.
(Jerzy Kukuczka)

Nie ma odpowiedzi na uparcie przez wielu stawiane pytanie o sens wypraw
w wysokie góry. Nigdy nie odczuwałem potrzeby takiej definicji.
Szedłem w góry i pokonywałem je. To wszystko.
(Jerzy Kukuczka)

W momencie, kiedy staje się na wierzchołku, nie ma wybuchu szczęścia -
szczęście przeżywa się, gdy wszystko pozostaje jeszcze przed tobą,
kiedy wiesz, że do celu masz jeszcze kilkaset, kilkadziesiąt metrów, 

gdy jesteś tuż przed.
To właśnie jest czas szczęścia. 
(Jerzy Kukuczka)


Góry pozwalają doświadczyć trudu wspinaczki,
strome podejścia kształtują charakter,
a kontakt z przyrodą daje pogodę ducha.

(Św. Jan Paweł II)

W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty.
Jest w tym mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego.
Do tego trzeba mieć pewną wyobraźnię, filozofię życiową.
Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce.
Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności.

(Krzysztof Wielicki)

Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami,
przeżywający klęski i zwycięstwa.
I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny.

(Andrzej Zawada)

Wyżej niż na Everest nie wejdę, a bardziej samotnie niż w pojedynkę – nie można.
Trzeba się rozejrzeć za nowym wyzwaniem.

(Reinhold Messner)


I jeszcze książki (a w prezencie – jeden artykuł). O górach. Dziś – tylko o najwyższych. Mamy ich trochę w bibliotece. Wymienię kilka: 
  • Brański Wojciech, Do Himalajów wiecznych śniegów skarbnicy, Warszawa, „Nasza Księgarnia”, 1981. ISBN 83-10-07836-6 (Sygn.: 96420).
  • Karaś Romuald, Himalajska tragedia, Warszawa, „Czytelnik”, 1976. (Sygn.: 70057).
  • Kowalewski Zbigniew, Kurczab Janusz, Na szczytach Himalajów, Warszawa, „Sport i Turystyka”, 1983. ISBN 83-217-2412-4 (Sygn.: 101582).
  • Kowalewski Zbigniew, Paczkowski Andrzej, Mount Everest. Dzieje zdobycia i podboju, Warszawa, „Sport i Turystyka”, 1986. ISBN 83-217-2527-9 (Sygn.: 117564).
  • Kukuczka Cecylia, Pasje Jerzego Kukuczki, rozm. przepr. Karolina Drwal, „Śląsk” 1999 nr 11 s. 47-51. (Sygn.: cz K XXXI-8/5).
  • Kurczab Janusz, Ostatnia bariera. Wyprawa na K2 - drugi szczyt świata, Warszawa, „Sport i Turystyka”, 1980. ISBN 83-217-2268-7 (Sygn.: 88941).
  • Malatyński Marek, W cieniu Kangczendzengi, Warszawa, „Iskry”, 1978. (Sygn.: 81808).
  • Tenzing, Człowiek Everestu, oprac. James Ullman, tł. Maria Skroczyńska, [wstęp W. Żuławski], Warszawa, „Iskry”, 1957. (Sygn.: BS 26783).