Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albert Camus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albert Camus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2024

Książki (nie)zapomniane - W zaułkach Amsterdamu, czyli współczesny Dante i jego Inferno

„Każdy dzień jest dniem sądu bez kary
jak w niepamięć idące pożary
niewidzialny - na ziemi - nisko,
niechwytany przepala wszystko.”
(Krzysztof Kamil Baczyński, Dzień sądu)

Gdyby ALBERT CAMUS (1913-1960) czytał Baczyńskiego, mógłby ten cytat z „Dnia sądu” uczynić mottem do „Upadku” (La Chute).

Jean-Baptiste Clemence był szanowanym paryskim adwokatem. Pomagał słabym, skrzywdzonym, ubogim, wdowom i sierotom. Z tego powodu miał o sobie wysokie mniemanie i bardzo się starał, by inni go podziwiali. Ale oto nastąpiła chwila próby. Wracając od kochanki, w mrokach jesiennego wieczoru dostrzegł na moście sylwetkę kobiety. Minął ją. A po chwili usłyszał plusk wody. Domyślił się przyczyny, ale nie zawrócił, by pomóc samobójczyni. Nie chciał narażać własnego zdrowia czy życia. Po jakimś czasie – również na moście – usłyszał śmiech. Odtąd nie potrafił już go w sobie stłumić. Teraz siedzi w amsterdamskim barze „Mexico City” i opowiada tę historię nieznajomemu (sobie samemu?!). Tak, to najwybitniejszy literacki przykład monologu wypowiedzianego. Noc. Bliskość portu. Co chwila rozlegają się dźwięki okrętowych syren - jak wezwanie do bolesnego rachunku sumienia. Jean-Baptiste wspomina, że podał nieprawdziwe nazwisko. A Clemence (fonetycznie!) kojarzy się z łacińskim „clamans” - „wołając, krzycząc”. Opowieść o moralnym upadku człowieka przypomina strukturę moralitetu: nieustanne napięcie pomiędzy autooskarżeniem i próbami samousprawiedliwienia czynu.

Paryż i Amsterdam. Dwa miasta. Paryż – pełen strzelistych wież i cudownych budowli - „jest prawdziwym złudzeniem optycznym, wspaniałą dekoracją”, zaś Amsterdam, położony poniżej poziomu morza, to „jeden z najpiękniejszych negatywnych pejzaży! (…) Same linie poziome, żadnego blasku, przestrzeń bez koloru, martwe życie”. Więcej, „koncentryczne kanały Amsterdamu przypominają kręgi piekła”, a dzielnica z barem znajduje się w ostatnim. I jeszcze jedna ważna uwaga. Narrator mieszka tu „na miejscu jednej z największych zbrodni w historii” – w dzielnicy, w której w czasie wojny było żydowskie getto.

Nawiązania do Dantego są oczywiste. Tu jednak mamy ruch niejako w odwrotnym kierunku. Bohater „Boskiej Komedii” idzie z Piekła do Raju. Clamence zaczął od „rajskiego” życia w Paryżu, a teraz – w retrospekcjach analizując swój tchórzowski czyn - ukazuje poprzednie kręgi, po których zstępował. Na końcu - spada już nieodwołalnie. Na dno. Śmiech nie do zagłuszenia pochodzi z jego wnętrza. Inferno jest w nim. Rozrasta się. Chce je zagłuszyć… ulegając mu. „Ludzie zaczynają sądzić, żeby sami nie byli sądzeni”. A że jest w nim coś, co można sądzić, więc atakuje. Walczy z wyrzutami, pokazując, że wina jest WSPÓLNA. Pojawia się u niego pogarda dla ludzi. Rośnie nienawiść do nieszczęśliwych i przegranych, którym kiedyś ostentacyjnie pomagał. „Każdy żąda dla siebie niewinności za wszelką cenę, nawet jeśli dla tego miałby oskarżyć rodzaj ludzki i niebo (…) chcemy jednocześnie nie być winni i nie czynić wysiłku, żeby się oczyścić”. Jednak teraz już wie, że był pełnym pychy hipokrytą. A wyrzuty sumienia nie milkną.

Jean-Baptiste to człowiek, którego przeżyciem pokoleniowym była II wojna światowa. Poznał gorzką prawdę, że właśnie ludzie są najbardziej pomysłowi w sądzeniu, więc może powiedzieć: „Niech pan nie czeka na sąd ostateczny. Sąd ostateczny jest co dzień”. I dodać: „Tak, straciliśmy światło, poranki, świętą niewinność człowieka, który wybacza samemu sobie”. Niewinnych na świecie już nie ma. Edenu nie Ziemi nie będzie. Tak kończy się jeszcze jedna spowiedź dziecięcia - tym razem dwudziestego, okrutnego i krwawego - wieku.

Albert Camus, Upadek, w: tegoż, Dżuma; Upadek, przeł. Joanna Guze, wyd. 6, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992, s. 201-272 (sygn. 137723).

Fot. Amsterdamu - z Pixabay.com

piątek, 10 listopada 2023

Był tym, który usprawiedliwiał

7 listopada minęła 110. rocznica urodzin Alberta Camusa - wielkiego pisarza i humanisty. Wspomnieniowe Zaślubiny i swoiste memento dla świata, może szczególnie Europy „Lato” - zaprezentowałyśmy TUTAJ, a „Dżumę” - TUTAJ. Dzisiaj będzie trochę pięknych cytatów o życiu, twórczości, etyce, obowiązku, które warto rozważyć. I może nawet wykorzystać podczas lekcji? A na końcu - szczególny dodatek.

„Zadaniem sztuki nie jest wydawanie dekretów czy zasiadanie na tronie, jej najważniejszym celem jest zrozumienie. Żadne (...) dzieło geniuszu ludzkiego nie było zbudowane na nienawiści i pogardzie. Dlatego artysta (...) nie jest sędzią, lecz tym, który usprawiedliwia.”

„Wolność sztuki nie byłaby cenna, gdyby jej celem była tylko wygoda artysty”.

„My, pisarze XX wieku, nie będziemy już nigdy samotni. Przeciwnie, powinniśmy wiedzieć, że nie wolno nam usuwać się poza zasięg ogólnej niedoli i że jedyna rzecz, jaka nas może usprawiedliwić - jeśli w ogóle może nas coś usprawiedliwić - to mówienie o tych, którzy tego robić nie mogą.”

„Córka garncarza Dibutadesa, która kochała pewnego chłopca, nakreśliła ostrzem cień jego profilu na ścianie. Jej ojciec, widząc rysunek, odkrył styl ornamentacyjny waz greckich. Miłość jest u początku wszystkich rzeczy.”

„Iść aż do końca. Zniknąć. Roztopić się w miłości. Wówczas twórcą będzie siła miłości, nie ja.”

„Tu rozumiem, co nazywają chwałą: Prawo do miłości bez granic." (Te słowa wyryto także na nagrobku pisarza).

„Są ludzie, którzy usprawiedliwiają świat, pomagają żyć samą swoją obecnością.”

„Ludzie sądzą, że zrobili dość, nie zabijając nikogo. W rzeczywistości żaden człowiek nie może umierać w spokoju, jeśli nie zrobił wszystkiego, co trzeba, aby inni żyli.”

„Zawsze jest rzeczą próżną chcieć się odciąć, choćby nawet od głupstw i okrucieństwa innych. (...) Albo się z nim współdziała, albo się je zwalcza.”

„Godna uwagi w człowieku jest nie rozpacz, ale przezwyciężenie i zapomnienie rozpaczy. Literatura rozpaczy nigdy nie będzie uniwersalna.”

„Każda filozofia jest usprawiedliwianiem siebie. Jedyną filozofią oryginalną byłaby taka, która  usprawiedliwiałaby drugiego.”

Wreszcie - szczególny dodatek. Dwie poetyckie wypowiedzi o Camusie:

„Jestem z rodu zwycięzców, a żyję śród klęsk,
Toczę bitwy o przyszłość kruszejącą w oczach (...)
Czas nasz jest mrocznym nurtem zadawanych cierpień
I podniety, że człowiek je może zadawać,
Co nam więcej zostało niż bunt pokonanych
I smak straconej sprawy, nieznany helotom.”
(Kazimierz Wierzyński, Z myślą o Albercie Camus)

„Wreszcie cóż jest pisarstwo
To urobienie ręki żeby nie zadrżała
Powściągnięcie języka - on jest płomień strachu
Ćwiczenia myśli (...)
Wreszcie cóż jest pisarstwo
Naucz się przebaczać
Każdego rana powtarzaj jąkanie Czekaj
Przyjdzie być może twoja chwila dżumy
byś umiał wyrzec słowo.”
(Ernest Bryll, Albertowi Camus)

Źródło zdjęcia TUTAJ.

środa, 29 marca 2017

Kącik Maturzysty – 55. Wielkie powieści XX wieku. Camus Albert (1913-1960). Dżuma

Rozpoczynamy cykl Wielkie powieści XX wieku. Jedna z takich powieści (do wyboru przez nauczyciela) może być przedmiotem szkolnej analizy. Niezależnie od tego, którą on(a) wybierze, warto – z wielu powodów - przeczytać wszystkie. W najbliższych odcinkach omówię cztery. Dziś – Dżuma Alberta Camusa.

I wydanie. 1947 rok.

Treść i sens. Motto - z Dziennika roku zarazy Daniela Defoe'a. Czas akcji. 16 kwietnia 194* - połowa lutego następnego roku. Miejsce akcji. Oran - miasto dostatnie, zajęte robieniem interesów. Treść. Kronika zarazy. Parabola (czym jest – pisaliśmy TUTAJ – w części: Aneks. Inne ważne pojęcia). Trzywarstwowa metafora: 1/ zaraza; 2/ II wojna światowa (zob. daty!); 3/ odwieczne zmaganie się człowieka ze złem, które jest w nim.
Źródło
Bohaterowie. Właściwym bohaterem jest całe społeczeństwo miasta, a treścią (...) w dużej mierze różnorodne reakcje i próby przystosowania się obywateli do okrutnych czasów zagłady (Aniela Kowalska). Ich bunt, psychoza, lęk, histeria, apatia, kapitulacja, nawet przyzwyczajenie - cała gama reakcji. Dramat postaw moralnych. Niektórzy heroicznie walczą z chorobą, gdyż mają poczucie obowiązku wobec wspólnoty. Inni stopniowo przekonują się, że walka jest ich wspólnym zadaniem. Jeszcze inni - chcą uciekać, by ratować osobiste szczęście. Są też jednostki zadowolone z zamieszania, bo mogą w nim ukryć własne przestępstwa. Wreszcie, niektórzy widzą w zarazie słuszną karę za nieprawości, za grzechy. Przyroda - jak zaraza - także staje przeciwko człowiekowi. Zaczyna się nieludzki upał. I w tej dantejskiej scenerii dantejskie sceny (Kowalska). Wizja zagłady.

Osoby:
- Bernard Rieux. Narrator i porte-parole autora. Syn robotnika. Doktor. Ok. 35 lat. Samotny w zmaganiach z dżumą (żona zaraz na początku powieści wyjeżdża na kurację, a pod koniec dowiadujemy się o jej śmierci). Zmęczony życiem, ale wytrwale walczący ze złem, na które się nie godzi, choć ma świadomość tymczasowości swych nikłych zwycięstw (por. jego reakcję na śmierć małego synka sędziego Othona). Kocha, choć nie potrafi znaleźć słów, by to wypowiedzieć (por. jego milczące kontakty z matką, godzina spędzona z Tarrou nad morzem). Żyje ascetycznie (umie spokojnie tracić).

- Jean Tarrou. Człowiek bliski doktorowi Rieux i jego rówieśnik. Nieco tajemniczy. Przybył nie wiadomo skąd, ma bogatą przeszłość człowieka walczącego o wolność różnych narodów. Znalazł się w Oranie krótko przed rozpoczęciem się epidemii. Przenikliwy (zob. jego ocenę matki Rieux). Nieco melancholijny (widzi kruchość ludzkich uczuć), smutny. Choć obcy w Oranie, pierwszy podaje projekt zorganizowania pomocniczej służby sanitarnej. Pod koniec (z jego zwierzeń przed Rieux) dowiadujmy się, że jest synem zastępcy prokuratora generalnego i - zabrany do sądu jako dziecko - widział swego "dobrodusznego" ojca, domagającego się kary śmierci dla oskarżonego. Dlatego staje po stronie ofiar i interesuje go świętość bez Boga.

- Raymond Rambert. Paryski dziennikarz, przebywający czasowo w Oranie (przeprowadza ankietę o warunkach życia Arabów). Niecierpliwy (z powodu przymusowej rozłąki z ukochaną), ale dojrzewający do wielkich decyzji, do wielkodusznego podjęcia walki z własnym egoizmem i z dżumą (w szeregach ochotniczych formacji sanitarnych).

- Joseph Grand. 50 lat. Urzędnik merostwa. Nienaganny pracownik o dużym poczuciu godności. Nieefektowny, skromny i dobry. Ucieleśnienie milczącej cnoty. Ma swe małe dziwactwo - pragnienie napisania doskonałego pod względem stylistycznym zdania. Współpracownik ochotniczych formacji sanitarnych. Jako jedyny przetrzymuje atak zabójczej gorączki.

- Ksiądz Panneloux. Uczony jezuita. W miarę rozwoju wydarzeń zmienia pogląd na temat zarazy, ale nie narusza to jego wiary, gdyż - jego zdaniem - tylko w tym oświetleniu można zrozumieć sens nieszczęścia spotykającego miasto. Przyjmuje dobrowolnie śmierć jako ofiarę za męczarnie niewinnych.

- Castel. Stary doktor. Milczący i rzetelny współpracownik Rieux. Wytrwale pracuje nad udoskonaleniem serum.

- Cottard. Rentier. Niedoszły samobójca. Skonfliktowany z prawem, żyjący w ciągłym strachu przed aresztowaniem. Zadowolony z zarazy, podczas której łatwiej mu ukryć podejrzane interesy. W chwili otwarcia miasta strzela w radosny tłum, bo ta masowa radość jest jego klęską.

Kobiety - słabo zarysowane sylwetki. Matka dra Rieux - pełna cichej dobroci oraz jego żona, uśmiecha się i dzielnie powstrzymuje płacz. Jeanne - była żona Granda. Narzeczona Ramberta - ładna i miła.
Źródło
Kompozycja. Pięć rozdziałów. Powieść - kronika. Narracja. Brutalny realizm opisów. Zjawisko narracji wymiennej, nakładającej się na siebie i oświetlającej problemy i ludzi z różnych stron. Ale specyficzność tej techniki nie rzuca się w oczy, ponieważ autor sam na początku zapowiada narratora i to anonimowego. Dopiero na końcu dowiemy się, że był nim dr Rieux (jego wypowiedź brzmi więc jak spowiedź powszechna), który także posłużył się zapiskami Jeana Tarrou - ostatniej ofiary dżumy (stąd te słowa brzmią również jak testament). Powstaje więc narracja dopełniająca się, kronika w kronice (= zapiski Tarrou, które wnoszą element ostrego, nawet zjadliwego humoru, balansującego na granicy karykatury). Całość zachowuje jednak ton obiektywnej relacji - z elementami refleksji medycznej, etycznej, historiozoficznej i socjologicznej.
Źródło
Egzystencjalizm. Powieść reprezentuje światopogląd egzystencjalizmu (w swym nurcie laickim), który głosił zainteresowanie jednostką oraz rozdarcie otaczającej ją rzeczywistości na sferę świadomości i rzeczy, co prowadzi do jej wyobcowania. Człowiek jest wolny, sam tworzy wartości i ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Żyje w zagrożeniu i lęku przed śmiercią, ponieważ zdany jest tylko na siebie. Inspirację stanowiła filozofia Sørena Kierkegaarda, a jej reprezentantami byli: Martin Heidegger, Karl Jaspers i Jean-Paul Sartre. Egzystencjalizm miał także wariant chrześcijański, reprezentowany przez Nikołaja Bierdiajewa i Gabriela Marcela. W obu swych nurtach wywarł wielki wpływ na literaturę (głównie na powieść i dramat).
Źródło
Bibliografia (wszystkie pozycje dostępne w PBW)
Klechta Jerzy, Bunt, wolność, absurd, " Przegląd Powszechny" 2010, nr 11, s. 89-106.
Kowalska Aniela, Dżuma Alberta Camusa, Warszawa 1968.
Kuncewicz Piotr, Samotni wobec historii, Warszawa 1967, s. 87-94.
Natanson Wojciech, Heroizm i odpowiedzialność, w tegoż: Szczęście Syzyfa, Kraków 1980, s. 45-58.
Węglewska Paulina, Różne oblicza "Dżumy" Alberta Camusa, "Polonistyka" 2010, nr 2, s. 56-59.
Wojda Dorota, Dżuma Alberta Camusa. Kronika oblężonego miasta, w: Kuziak Michał (oprac.), Lektury bez tajemnic, [cz.] 2, Literatura współczesna, Kraków 1999, s. 90-101.

piątek, 7 sierpnia 2015

Książki (nie)zapomniane (12) - Portowe miasto, lato i noc.

Czas wakacji. Ciepło. Nawet gorąco. Zaproponujemy dziś dwa zbiorki esejów, których tytuły - a raczej ten drugi - wyraźnie sugeruje, jaką mamy porę roku.

Zaślubiny oraz Lato ALBERTA CAMUSA (1913-1960) pochodzą z połowy ubiegłego wieku, a ponieważ są niewielkie objętościowo, edytor umieścił je w jednym woluminie. Są tu opisy miast - ulic, bulwarów, plaż, pomników, roślin, ludzi i ich czynności. Zapytani o słowa-klucze obu zbiorów, moglibyśmy wymienić: Algier, Oran, lato i noc. Tę ostatnią trzeba by może nawet przenieść na pierwsze miejsce. Camus musiał kochać noc na północy Afryki, skoro pisał o niej tak pięknie (w nawiasach podajemy tytuł tomu i eseju):
Potem drzewa zaludniły się ptakami. Ziemia lekko wzdychała przed pogrążeniem się w mroku. Za chwilę, wraz z pierwszą gwiazdą, noc spadnie na scenę świata. ("Zaślubiny", "Zaślubiny w Tipasie").
Noc nie spada na morze, przeciwnie: wznosi się ku blademu jeszcze niebu z głębi wód, czerniejących stopniowo od gęstego popiołu zatopionego już słońca. ("Lato", "Morze z bliska (dziennik pokładowy)")
Są noce tak łagodne, tak długo trwa błogość, aż myśl, że to będzie po nas na ziemi i morzu, godzi nas ze śmiercią. ("Lato", "Morze z bliska (dziennik pokładowy)")

Jest też światło:
Świat się (...) co dzień odradza w ciągle nowym świetle. Światło! - okrzyk wszystkich postaci antycznego dramatu, stojących w obliczu losu. ("Lato", "Powrót do Tipasy")

Wspomnienie pięknych nocy nad Morzem Śródziemnym nasunęło pisarzowi skojarzenia z posągowymi dokonaniami kultury i cywilizacji greckiej. W tomie Lato szczególną uwagę przykuwa esej Wygnanie Heleny, poruszający najbardziej ważkie treści. Warto przeczytać niektóre fragmenty bardzo dokładnie - jako przestrogę. Jako memento:
Żyjemy (...) w epoce wielkich miast. Świat został zuchwale odcięty od tego, co stanowi o jego trwałości: od natury, morza, pagórka, wieczornych rozmyślań.

I dalej:
Myśmy piękno wygnali, Grecy się o nie bili. (...) Myśl grecka opierała się zawsze na idei umiaru. (...) Wszystko brała pod uwagę, równoważąc cień światłem. Nasza Europa przeciwnie, w swej pogoni za pełnią jest naznaczona przesadą. Odrzuca piękno, jak wszystko, czego nie apoteozuje. Apoteozuje zaś (...) tylko jedną rzecz: przyszłe królestwo rozumu. W swym szaleństwie przesuwa odwieczne granice i w tej samej chwili mroczne erynie rzucają się na nią, by ją rozszarpać. Nemezis czuwa - bogini miary, nie zemsty. Wszystkich, którzy przekraczają granicę, bezlitośnie karze.(...) Europa nie filozofuje już waląc młotem, lecz waląc z dział. A przecież natura wciąż jeszcze istnieje. Przeciwstawia swoje spokojne niebiosa szaleństwu ludzi. Aż przyjdzie chwila, kiedy atom też się zapali i historia dokona się w triumfie rozumu i w agonii gatunku.

To już bardzo poważne rozważania egzystencjalisty. A może właśnie lato, które powinno nieść więcej spokoju i czasu na refleksję, jest właśnie porą, by je przemyśleć?
I jeszcze to: w każdym z dwu tomików jest cały Camus - człowiek zbuntowany. Po tamtych filozoficznych rozterkach głęboką nadzieją tchną słowa z tomiku Zaślubiny:
A żyć to znaczy nie rezygnować. ("Lato w Algierze")

oraz z Lata, kończące książkę:
Miałem zawsze wrażenie, że żyję na wysokiej fali, zagrożony, wypełniony potężnym szczęściem. ("Morze z bliska (dziennik pokładowy)")


Camus Albert, Zaślubiny; Lato, przeł. [z fr.] Maria Leśniewska, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1981. ISBN 83-08-00519-5. (Sygnatura: 95633)