poniedziałek, 12 stycznia 2026

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Filmy (nie)zapomniane: "Cyrk straceńców" (1969) Johna Frankenheimera

Nostalgiczny, smutny film. Jeden z tych, które boleśnie tkwią w pamięci. "Cyrk straceńców" (The Gypsy Moths) JOHNA FRANKENHEIMERA (1930-2002).

Tytułowe (oryg.) ćmy cygańskie to gatunek motyli-szkodników, żywiących się liśćmi niektórych drzew, głównie dębów. Czy można je porównać do... wyczynowych skoczków spadochronowych? Owszem. Tak nazwali swoje trio.

Mike Rettig, Joe Browdy i Malcolm Webson. Ryzykanci. Pierwszy - najbardziej doświadczony, trzeci - początkujący w niebezpiecznym fachu. Objeżdżają prowincjonalne amerykańskie mieściny, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. Za liche pieniądze wykonują niebezpieczny program pod kopułą nieba. Może lubią mocne wrażenia, bo chcą czuć pełnię życia, a może przeciwnie - zbrzydło im życie i szukają efektownej śmierci.

Zbliża się Czwarty Lipca. Mieszkańcy niewielkiego Benton (stan Kansas) otrzymają z tej okazji popis, a ponadto Rettig zaprezentuje paniom w miejscowym klubie sztukę składania spadochronu. Zatrzymują się w domu Elizabeth i Johna Brandonów, czyli ciotki i wuja Malcolma Websona. A on, choć jest tu wśród swoich, sprawia wrażenie niezainteresowanego życiem mieszkańców. Stoi obok wydarzeń. Skupia się na zadaniu do wykonania? Może rozpamiętuje przeszłość, czyli wczesną śmierć rodziców i konieczność wyjazdu z tych stron, gdyż jego obecność nieustannie przypominała wujowi o miłości Elizabeth do zmarłego ojca chłopaka... A może też po prostu skupia się na zadaniu do wykonania?

W miasteczku jest niewiele atrakcji. Na pewno jedną z nich będzie pokaz. W poprzedzający go wieczór każdy z mężczyzn próbuje się odprężyć. Joe – na zewnątrz hałaśliwy wesołek, żyjący przelotną chwilą – skrzętnie skrywa nieodmiennie towarzyszący mu niepokój. Bawi się w lokalu, wykazując nadmierne zainteresowanie roznegliżowaną tancerką. Cichego Malcolma pociąga lokatorka krewnych, studentka Annie Burke. Mike – od dłuższego czasu obojętny na wszystko i wszystkich – dostrzega urodę pani domu. Podczas wieczornego spaceru towarzyszy kobiecie znudzonej małżeństwem z nijakim małżonkiem. Zostaje z nią na kolejne godziny. Mąż jest tuż za ścianą. Wszystko słyszy…

Świąteczny poranek. Mike – zwykle ponury, nieprzenikniony i chmurny – podejmuje ważną decyzję. Prosi Elizabeth, by z nim wyjechała. Zapragnął stabilizacji, odrobiny bliskości, miłości? Kobieta odmawia. A on nie ma już nic do stracenia. Płomyk zainteresowania życiem, który w nim na chwilę zamigotał, ponownie gaśnie. Kulminacją popisów podniebnych kaskaderów jest skrajnie niebezpieczny, solowy numer Mike’a. Skacze w dużej pelerynie. Istotnie przypomina ćmę. Wiruje w chmurach, wysoko. Po wykonaniu kilku akrobacji zaczyna się zniżać. Ziemia jest coraz bliżej. Niebezpiecznie blisko. Zachwyt widowni zamienia się w niepokój, konsternację, a wreszcie w przerażenie. Skoczek nie otwiera spadochronu… Wszyscy wiedzą, że uczynił to celowo, ale nikt nie ma odwagi głośno tego powiedzieć…

Jeden z nich kiedyś wspominał:

"Miałem w Armii przyjaciela, sierżanta, skoczka spadochronowego od około dwudziestu lat. Mawiał, że skakanie jest nie tylko sposobem na życie, ale również sposobem umierania.”

Nastaje smutna noc. Malcolm nie chce być sam. Zostaje z nim Annie. On, najmłodszy, wpatrzony w kolegów, zaczyna rozumieć, że był członkiem ekipy ludzi wiecznie uciekających przed samymi sobą, że on czyni to samo i jedynie opóźnia chwilę, w której będzie musiał spojrzeć życiu (śmierci?) w oczy. O poranku należałoby wyjechać, ale przedtem trzeba pochować kolegę. A za pogrzeb należy zapłacić. Aby zdobyć pieniądze, ten najmłodszy decyduje się na wykonanie ekstremalnie niebezpiecznego skoku, będącego dotychczas popisowym numerem w repertuarze zmarłego…

Ćmy cygańskie. Uważa się je za szkodniki. Gryzą i niszczą, czyli coś bezpowrotnie przeobrażają, zmieniają… Co lub kogo przemienili trzej straceńcy? Ludzi z prowincjonalnego miasteczka? Siebie? Na dłużej czy na chwilę?

Cyrk straceńców (The Gypsy Moths). Reż. John Frankenheimer. 1969. USA. 107 min. Na podstawie powieści Jamesa Droughta. Główne role: Burt Lancaster, Deborah Kerr, Gene Hackman, Scott Wilson.

Można zajrzeć
Frankenheimer John, w: Zbigniew Pitera, Leksykon reżyserów filmowych. Reżyserzy zagraniczni, Wyd. 2 rozszerz., Warszawa 1984, s. 119 (sygn. 109558).
Idziemy do kina, „Film” 1971, nr 39, s. 15 [online]. Tryb dostępu: https://www.filmopedia.org/archiwum/1971/1177/47426/1971-film-39-015jpg.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz