piątek, 8 marca 2024

Książki (nie)zapomniane - Trzeba kochać morze, aby tak o nim pisać

Trzeba kochać morze, aby tak o nim pisać. Ale Joseph Conrad twierdził, że w przypadku FREDERICKA MARRYATA (1792-1848) to nieprawda. Doświadczony wilk morski chyba się pomylił. Marryat pracę w brytyjskiej marynarce wojennej zaczął jako chłopiec okrętowy, a skończył w stopniu komandora. Zasłynął stworzeniem sygnalizacji flagowej. Jako pierwszy wprowadził szalupy ratunkowe. Był też grafikiem i literatem. Na Wyspie Świętej Heleny sportretował umierającego Napoleona. Napisał niemało powieści. "Okręt-widmo" (The Phantom Ship) i "Peter Simple" są najbardziej znane. Druga uchodzi za arcydzieło.

"Okręt-widmo" nawiązuje do legendy o Latającym Holendrze. Filip Vanderdecken dowiedział się od konającej matki, że w pokoju, do którego przez lata broniła mu wstępu, znajduje się list przekazany przez ducha jej zmarłego męża. Bo ojciec Filipa był marynarzem. Gdy z powodu burzy nie mógł opłynąć Przylądka Dobrej Nadziei, uciszył bunt załogi wyrzucając za burtę kapitana Schriftena, przywódcę rebelii, i przysiągł na relikwię krzyża (własność żony), iż dokona dzieła nawet za cenę żeglowania "do sądnego dnia". Stało się, jak powiedział. Za bluźnierstwa został ukarany koniecznością nieustannej wędrówki, a wybawić mogło go wyrażenie szczerej skruchy i ucałowanie relikwii przywiezionych z lądu. Ale każdy, kto chciałby mu w tym pomóc, musiał zginąć...

Filip postanowił wybawić duszę ojca. Mijały lata naznaczone nieudanymi próbami. Postarzał się, żona zginęła oskarżona o czary, a jemu samemu skutecznie przeszkadzał nieodstępny, odrażający pilot - duch utopionego kiedyś buntownika. Gdy Vanderdecken wreszcie zrozumiał, z kim ma do czynienia, wspaniałomyślnie przebaczył mu krzywdy, a tym samym otrzymał możliwość uratowania duszy ojca. Bo za zło płaci się dobrem. Załoga fantomowego okrętu została zbawiona za cenę najwyższą, uiszczoną przez syna...

Ps. Fascynujące losy nie tylko Latającego Holendra, ale i innych niezwykłych okrętów - TUTAJ.

Frederick Marryat, Okręt-widmo (online - TUTAJ) i Project Gutenberg - TUTAJ.

"Peter Simple" - prostolinijny chłopak, uznawany w rodzinie za niezbyt rozgarniętego (zob. jego nazwisko!) – decyzją rodziny został przeznaczony do służby w marynarce. Europą wstrząsała kampania napoleońska, odciskająca piętno także na innych kontynentach. Peter trafiał w wir niesamowitych przygód, z których on i jego stały towarzysz, kapitan O'Brien, nieodmiennie wychodzili zwycięsko. We francuskiej niewoli poznał oficera o irlandzkich korzeniach i nazwisku identycznym z tym, które nosił dowódca. Tamten nie tylko nie uczynił mu krzywdy, ale oddał rannego w ręce czułej opiekunki, własnej siostry. Odtąd losy Simple'a znaczyły nie tylko spiski, ucieczki, pogonie, ale również miłość do ślicznej Celestyny.

Przez utwór przewija się barwna galeria osób, które bohater poznał.  Przystojny, szarmancki i zabawny bosman Chucks... Blagier Kearney... Gawędziarz Swinburne... Apatyczny i leniwy kapitan Horton... Sprawiedliwy lord Belmore i wiele innych... Jednak najwięcej krzywdy wyrządził mu stryj, choć i z tej przygody ostatecznie wyszedł zwycięsko, otrzymawszy nadto największy życiowy "awans" - na męża i ojca...

Dwa utwory. Bardzo różne. Pierwszy to zasadniczo powieść grozy, drugi - klasyka gatunku awanturniczo-przygodowego. Łączy je temat marynistyczny. Czy o człowieku, który tak plastycznie kreślił żeglowanie, huragan, sylwetki marynarzy można powiedzieć, że nie kochał morza? Z pewnością nie.

Frederick Marryat, Peter Simple, t. 1-2, przeł. i opatrzył posłowiem Marian L., Pisarek, Gdańsk 1973 (sygn. 57214/I-II).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz