poniedziałek, 5 lutego 2024

Nasz Mały Leksykon Filmowy - Filmy (nie)zapomniane: „Ludzie za mgłą” Marcela Carné (1938), „Mała, urocza plaża” Yvesa Allégreta (1949)

Dwa filmy. Wszędzie mgła lub deszcz. Ciemność. Chłód. A jednak jest w tych obrazach jakieś nieuchwytne piękno. W pierwszym jest też dobra twarz Jeana Gabina, w drugim – smutne oblicze Gérarda Philipe'a. W pierwszym – wszechobecny bezpański pies. W drugim - bohater  j a k  bezpański pies. Oba są utrzymane w konwencji czarnego realizmu poetyckiego.

"Ludzie za mgłą" (Le quai des brumes). Jean zdezerterował z kolonialnej armii i zamierza – przez port w Hawrze – uciec jak najdalej. Może do Ameryki Południowej. Jest na to szansa, bo – trafiając do podrzędnej knajpki mężczyzny nazywającego siebie Panama – spotyka się z życzliwością jej właściciela i markotnego malarza. Artysta filozoficznie oświadcza: "Mimowolnie maluję rzeczy, za którymi kryją się inne. Na przykład pływak niemal od razu jest dla mnie topielcem". Następnego dnia Jean dosłownie powtórzy te słowa do kapitana okrętu mogącego odtransportować go do Nowego Świata, gdy – po samobójczej śmierci artysty - przejmie jego odzież i tożsamość. Jednak w lokaliku była też Nelly, uciekająca przed swym opiekunem i (słusznie) podejrzewająca go o zamordowanie mężczyzny, którego kochała. Ona i Lucien (jej kolejny kandydat na narzeczonego) koszmarnie pokrzyżują plany Jeana.

Oto oszczędny dialog dezertera i dziewczyny:
„ - Dokąd idziesz?
- Nie wiem.
- Więc idziemy w tę samą stronę."

I wchodzą w pełną uroku noc, rozświetloną lampkami lunaparku. Ale nastaje dzień. Nelly musi wrócić do Zabela - krewnego i protektora. Ten wreszcie wykrzykuje swój ból: "To straszne - kochać jak Romeo, gdy ma się gębę Sinobrodego." A na ulicy czai się Lucien, poprzednio dwukrotnie upokorzony przez Jeana. Ponury i zły. Trzyma pistolet w ręku… Tak, ucieczka okazuje się niemożliwa... Okręt odpłynął…

"Ludzie za mgłą" (Le quai des brumes). Francja. 1938. Reż. Marcel Carné. 91 min. Główne role: Jean Gabin (Jean), Michèle Morgan (Nelly), Michel Simon (Zabel), Pierre Brasseur (Lucien Le Gardier), Édouard Delmont (Panama).


“Mała, urocza plaża” (Une si jolie petite plage). Północna Francja. Nadmorski kurort, opuszczony o tej porze roku przez turystów. Listopadowy wieczór. Do jedynego otwartego hoteliku „Mahieu” przybywa z Paryża mężczyzna o imieniu Pierre. Tyle o sobie zdradza. Ale nieliczni mieszkańcy prędko zauważają, że nie jest tu całkiem obcy. Na pewno zna to miejsce. Jednak nikomu się nie zwierza. Woli samotne spacery. Niemy ojciec właściciela budynku chyba go rozpoznaje, ale – siłą rzeczy – nie może podzielić się swoją wiedzą.

Pierre nawiązuje znajomość tylko z zatrudnioną w hoteliku Marthe i z równie jak ona źle traktowanym chłopakiem – popychadłem, umieszczonym tu przez władze lokalnego sierocińca.

Ale oto pojawia się Fred - człowiek z przeszłości. Zna Pierre’a. Jego smutne dzieciństwo… identyczne z tym, jakie przeżywa sierota z hotelu. I mroczną tajemnicę: związek z podstarzałą artystką, mamiącą młodzieńca ułudą Paryża, a kończący się tragedią. Tak, Pierre zabił kochankę i teraz szuka ukojenia. Sprzyjają mu Marthe i mechanik George. Próbują udzielić pomocy. Organizują ucieczkę, która nie jest możliwa, bo największe zagrożenie dla Pierre’a znajduje się w nim samym. Musi rozliczyć się z minionym, by uczynić miejsce dla nowego. Ścigany przez Freda i policję wybrał samobójstwo? Chociaż… Gdyby potraktować chłopca z hotelu  jako alter ego Pierre’a (a ich biografie i przyzwyczajenia są takie same), to może jednak umarł, ale… tylko młodzieniec z przeszłości. Skąd takie przypuszczenie? Stąd, że ciała nie ma, a ślady na piasku oddalają się w przeciwną stronę niż ta, w którą uciekał… Co to oznacza? Definitywne zamknięcie pewnego rozdziału, czyli jednak nadzieję? Ale czy byłby to jeszcze "realizm"...

„Mała, urocza plaża” (Une si jolie petite plage). Francja, Holandia. 1949. Reż. Yves Allégret. 91 min. Główne role: Gerard Philipe (Pierre Monet), Jean Servais (Fred), André Valmy (Georges), Madeleine Robinson (Marthe), Jane Marken (Pani Mahieu).

Można przeczytać

Tadeusz Lubelski, Marcel Carné i duch czasu, „Kino” 1997, nr 2, s. 19-21 (Czytelnia).
Zbigniew Pitera, Leksykon reżyserów filmowych. Reżyserzy zagraniczni, wyd. 2 rozszerz., Warszawa 1984, s. 13, 46-47 (sygn. 109353, 109558).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz