ANTONIEGO BOLESŁAWA DOBROWOLSKIEGO (1872-1954) przedstawiać nie trzeba. Przyrodnik, geofizyk, meteorolog, podróżnik (uczestnik wyprawy słynnej „Belgiki”) i pedagog (przed wojną - profesor Wolnej Wszechnicy Polskiej, po wojnie - Uniwersytetu Warszawskiego). Autor jedynej polskiej… monografii lodu. Jego „Męczennicy polarni” stanowią nade wszystko hołd oddany ofiarom polarnych katastrof.
To nieduża książeczka (56 stron, 17 cm). Niesamowite, że w skromniutkich rozmiarach udało się zmieścić aż tyle fascynujących opowieści z białego świata. Oto początek:
„Wśród majestatu najosobliwszych, odosobnionych krain wieczyście śnieżnych duch ludzki majestatowi swemu wzniósł pomnik najosobliwszy, odosobniony, z najprzedniejszego, wiecznego, śnieżnie białego budulca. Nigdzie pojęcie walki nie wcieliło się w tak idealnej postaci. Człowiek nie gnębił tu człowieka. Były to wielkie bitwy - może największe z tych, które żądza poznania staczała z nieznanym a groźnym, myśl i wola - ze ślepym żywiołem: jedyna postać walki, jaka ludziom naprawdę przystoi (…). Nigdzie żywioły nie przeciwstawiały się tak wrogo, tak potężnie, tak uparcie. Nigdzie człowiek nie wytrzymał takiej próby wytrwałości, hartu, męstwa. (…) Dlatego to dzieje tych walk ludzkość powinna by mieć w czci szczególnej, zamknąć w osobnej złotej księdze. I uczyni to, gdy dojrzeje.”
I dalej - w tym samym podniosłym tonie:
„Wieczne zimno i wieczny lód – oto dwie podstawowe, sprzężone ze sobą osobliwości natury polarnej. Życiowo, po ludzku znaczy to: większa niż gdzie indziej na globie niedostępność i wrogość, większe niż gdzie indziej trudności podróżowania i życia. Toteż osobliwemu piętnu fizycznemu odpowiada tu osobliwe piętno życiowe, ludzkie, wyciśnięte na całych dziejach podróży polarnych: łańcuch katastrof – męczarni i śmierci, tragiczny cień ciągnący się za walką polarną, nieuchronny haracz, który los ściąga z walczących”.
Prezentację największych polarnych katastrof podzielono na dwie części: „W Arktydzie” (!) i „W Antarktydzie”. Pierwszą rozpoczyna wspomnienie przygód średniowiecznych Normanów, a po niej następują: „męczeństwo” Barentsa, Erichsena i ich towarzyszy, koszty Wielkiej Wyprawy Północnej, katastrofy Willoughby’ego, „Jeannette”, Greely’ego, André’ego, Tolla i Seeberga, Franklina:
„By uratować życie garści zaginionych, a potem – by tylko ich trupy odnaleźć i godnym uczcić pogrzebem, przez lat trzydzieści z górą idzie na walkę z lodami nie mniej, niżeli czterdzieści wypraw, groźny labirynt morski roi się od statków, a sanie przebiegają wzdłuż i wszerz lądy lodowatego archipelagu”.
Dalej: wyprawa Rasmussena i realizacja ważnego programu naukowego, dokonania wybitnego fizyka, Alfreda Wegenera oraz – szczególnie wyeksponowana - katastrofa „Italii”, śmierć Malmgrena i bohaterski koniec Amundsena (o wydarzeniu szerzej TUTAJ). Ten fragment jest jednocześnie prozatorskim hymnem na cześć Amundsena – wikinga XX stulecia, „największego z największych”. Na marginesie warto zaznaczyć, że nie tylko Dobrowolski złożył hołd podróżnikowi. Uczynił to także Kazimierz Wierzyński w pięknej „Pieśni o Amundsenie”.
Część dotycząca Antarktydy to przygody „Belgiki” i dwie „szare, zwykłe ofiary podróży” - koledzy piszącego, który był przy ich śmierci, oraz katastrofa wyprawy Scotta (wstrząsający dziennik organizatora ekspedycji - TUTAJ), przedstawiona jako wynik swoistego fatum:
„Równocześnie ze zwycięskim marszem Amundsena gotowała się straszna katastrofa Scotta. Kroczyła wolno a nieubłaganie; jej czarny cień złowieszczym proroctwem coraz wyraźniej kładł się na wypadkach. Amundsen musiał zwyciężyć – Scott musiał zginąć”.
Wreszcie – „męczarnie Mawsona i śmierć Ninnisa i Mertza”, czyli losy niefortunnej wyprawy australijskiej oraz przebieg i tragiczny finał drugiej ekspedycji Shackletona (o nim i innych podróżnikach - TUTAJ i TUTAJ).
Tak, nie tylko morze i podniebne przestworza czasem żądają ofiar. Śmiertelne żniwo zbierają również Arktyka i Antarktyda.
A. B. Dobrowolski, Męczennicy polarni, Lwów 1937 (sygn. 12070).
piątek, 29 sierpnia 2025
Nasze Skarby: Antoni Bolesław Dobrowolski, „Męczennicy polarni” (1937)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz