poniedziałek, 29 grudnia 2025

„Maleńki budyneczek z pleksyglasową półkulą, wewnątrz sieć korytarzy, pracownie, jadalnia, świetlica i sypialnie”

Na dworze zimno? Bardzo zimno? No to poczytajmy taka ciekawostkę…

14 grudnia 1911 roku, około godziny 15, Roald Amundsen zdobył południowy biegun Ziemi. Miesiąc później – pokonując nadludzkie trudności - stanął tam Robert Falcon Scott. Wstrząsający pamiętnik tego drugiego przedstawiłyśmy TUTAJ. A kiedy przybył tam nasz rodak?

Pierwszym Polakiem na biegunie południowym był redaktor Czesław Nowicki, który – jak podaje Piotr Köhler (z Pracowni Badań Polarnych Instytutu Botaniki Uniwersytetu Jagiellońskiego) - 7 listopada 1961 r. odwiedził amerykańską stację badawczą Amundsena-Scotta (zob. TUTAJ). Tę datę podają też inne źródła, np. TUTAJ i TUTAJ. W bibliotece posiadamy zaś książkę („Polskie nazwy na mapie świata” Bolesława Kuźmińskiego, sygn. 101957) wskazującą inną datę. Przeczytajmy (podkreślenie nasze):

„Na zaproszenie rządu amerykańskiego odbył (…) w 1962 roku podróż na Antarktydę, jako wysłannik (…) popularnego miesięcznika „Problemy". 6 listopada wyruszył drogą lotniczą do Nowego Jorku, a po dwóch dniach dalej, na Antarktydę. Po zbadaniu stacji polarnej Mc Murdo - głównej bazy polarników amerykańskich - 17 listopada na potężnym samolocie Herkules, którego moc silników prawie dwukrotnie przewyższała moc silników naszego okrętu flagowego Batory, odleciał na biegun, gdzie wylądował na znajdującej się tam pomocniczej stacji badawczej Amundsen-Scott. Oto jego wrażenia opisane w „Problemach":

‹o godzinie 16 czasu miejscowego lądujemy w odległości kilkuset metrów od stacji Amundsen-Scott. Oczekują nas pracownicy stacji. Rozglądam się dookoła. Gdzie ta stacja? Maleńki budyneczek z pleksyglasową półkulą i maszty antenowe wskazują kierunek. Zimno zapiera oddech. Temperatura na termometrach stacyjnych -46°C. Jak oka w głowie pilnuję aparatów fotograficznych, żeby nie zamarzły. Trzymam je pod ciepłym skafandrem. Głębokim tunelem, wyrytym w śniegu, wchodzimy do stacji. Zbudowana w 1956 roku na powierzchni, dziś pokryta wielometrową warstwą śniegu. Wewnątrz sieć korytarzy, pracownie, jadalnia, świetlica i sypialnie. Oglądamy wszystko dość pośpiesznie, ponieważ chcemy jak najprędzej stanąć na Biegunie, który znajduje się w odległości kilkuset metrów od stacji. Maszt stojący na Biegunie widzieliśmy już z daleka. Idziemy początkowo dosyć szybko, potem coraz wolniej brniemy przez zaspy. Ale nie one były przyczyną zwolnienia tempa. Jesteśmy na wysokości ponad 3000 m i początkowo o tym zapomnieliśmy. Idę trochę podniecony, bo przecież bądź co bądź będę pierwszym Polakiem na Południowym Biegunie Geograficznym. Na ostatnich kilkudziesięciu metrach przyspieszam kroku, zadyszany zbliżam się do masztu. Jestem na Biegunie. Ogarnęła mnie (…) trochę może samolubna, cicha radość. Spojrzałem na zegarek. Jest godzina 17. Fotografujemy się. Ale trwa to bardzo krótko, bo po chwili aparaty zamarzły. Termometr na słupie wskazuje -60°C. Wiatr, który się zerwał, zmusił nas do odwrotu. Nauczeni doświadczeniem, mimo siarczystego mrozu wolnym krokiem wracamy na stację. Tu pochłaniamy jednym haustem filiżankę gorącej kawy. Wstępuje w nas błogie ciepło. Zdejmujemy kaptury, czapki, skafandry. Na stacji temperatura +20°C. Trochę jesteśmy osowiali. To chyba szok tej 80-stopniowej różnicy temperatury. Druga i trzecia filiżanka kawy przywraca nam równowagę.›”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz