piątek, 6 stycznia 2017

Książki (nie)zapomniane – Żeglarz z baśniowych wód

Wydawca tej książki napisał na okładce, że jest to liryczna opowieść o wrażliwym, obdarzonym poetycką wyobraźnią, porzuconym dziecku, żyjącym w dalekiej leśniczówce w górach San-Tasz. Niezrozumiany przez swych jeszcze dzikich i prymitywnych opiekunów chłopiec zamyka się w świecie baśni; ucieka doń od wszystkich smutnych przeżyć, aż w końcu marzenia zastępują mu rzeczywistość. Chłopiec odpływa "do swojej bajki" na zawsze. Biały statek CZINGIZA AJTMATOWA (1928-2008).

Kirgizja. Górzysta kraina. Mała osada, złożona z trzech domów. W pierwszym mieszka zmyślny Momun - dobry staruszek ze złamanym sercem. I z drugą żoną. Cierpi z powodu nieudanego życia swoich córek. Pod tym dachem jest jeszcze siedmioletni wnuczek, chłopiec o bujnej fantazji i bogatej osobowości. Zasłuchany w opowieści dziadka, materializuje w swej wyobraźni te historie i one coraz bardziej zastępują mu realne życie. Został porzucony przez rodziców. Matka (z innym mężczyzną) z trudem wiąże koniec z końcem w mieście, a ojciec jest marynarzem na dalekich wodach. Chłopczyk jednak wyobraża sobie, że tata pracuje na białym statku, pływającym po obserwowanym przezeń z oddali jeziorze. Trzeba tylko zamienić się w rybę i podpłynąć... Pewnego dnia, gdy codzienność będzie już nie do zniesienia, uczyni to...

Ale jeszcze nie teraz. Bo właśnie ma iść do szkoły. Dostał prezent - teczkę. Rozmawia z nią. I z kimś jeszcze. Z Rosochatą-Matką-Łanią, która - jak z lasu - wybiegła z jego snu. Lubi śnić na jawie historie-legendy opowiadane przez dziadka. Łania uratowała swego czasu dwoje dzieci z pogromu, jaki spadł na plemię zasiedlające okoliczną krainę. Potraktowała je jak własne. Wykarmiła i wychowała. A po latach potomkowie tych dwojga podnieśli rękę na marala, z którym łączyły ich braterskie więzy. Zasmucona Łania odeszła z górzystej krainy na długie lata. Ale oto ktoś niedawno widział tu znowu jelenie.

Dziadek i wnuk wierzą, że to dobry znak. Lecz z opinią dziadka nikt się nie liczy. W osadzie "włada" mieszkaniec drugiego domu - jego zięć, leśniczy Orozkuł. Pijak, okrutnie traktujący niepłodną żonę, ale dający utrzymanie pozostałym. To znaczy dziadkowi, jego żonie i lokatorom trzeciego domu - robotnikowi leśnemu z rodziną. Nikt się nie buntuje przeciwko tyranii gwałtownika. Nikt nie protestuje.

Aż do TEGO dnia. Dziadek chce odebrać wnuka ze szkoły. Orozkuł, którego raną jest brak potomstwa, ma inny plan. Wreszcie Momun, którego chyba raczej na pośmiewisko nazwano "zmyślnym", zostaje przez zięcia przymuszony do polowania na marale. Do zadania śmiertelnego ciosu kolejnym potomkom Rosochatej-Matki-Łani, o której niemal ze czcią opowiadał wnukowi. A po nim - w prostackiej pijatyce.

W krainę baśni brutalnie wkracza okrutna rzeczywistość. Chłopiec widzi dziadka, bełkoczącego i zataczającego się po sporej dawce alkoholu. I wybiera. Woli pozostać w świecie, który sobie wymarzył, wyśnił na jawie. W rzeczywistości, którą pokochał i uczynił prawdą. Już zdecydował, jak należy postąpić. Trzeba tylko zamienić się w rybę i podpłynąć do białego statku, który majestatycznie, bezszelestnie przesuwa się po wodach jeziora Issyk-Kul. A gdy wchodzi do kryształowej wody i głęboko w niej się zanurza, w nagłym olśnieniu dociera do niego świadomość, że człowiek nie może stać się rybą. Ale idzie głębiej... Idzie w kierunku dna...

Ps. Inną książkę Tego pisarza, Dzień dłuższy niż stulecie, wspomniałyśmy TUTAJ.
Czyngiz Ajtmatow - źródło
Ajtmatow Czingiz, Biały statek, przeł. Maria Okołów-Podhorska, wyd. 2 samodzielne, Warszawa 1985. ISBN 83-7018-022-1. (Sygnatura: 114957).
Ajtmatow Czingiz, Biały statek, w: tegoż, Żegnaj, Gulsary!, Biały statek, przeł. Maria Okołów-Podhorska, wyd. 2, Warszawa 1977, s. 157-270. (Sygnatura: 78615).

środa, 4 stycznia 2017

Lektury z gwiazdką - 43. Adam Mickiewicz, Dziady. Poema [Część II], Dziady. Część III (cz. 1)

 Ta lektura zostanie omówiona w dwóch częściach. Dziś - część 1, za tydzień - część 2.

Uwaga wstępna. Ponieważ „gwiazdkę” posiadają tylko cz. II i III utworu, nie będziemy się skupiać na pozostałych (chociaż cz. IV jest w Spisie lektur obecna). Nawiążemy jednak do nich wtedy, gdy ich pominięcie zaburzyłoby ogólną wizję dzieła (np. omawiając czas powstania, chronologię zdarzeń itp. Nie będziemy się natomiast skupiać np. na szczegółowym omówieniu cz. IV).
Źródło
Czas powstania. Dziady wileńsko-kowieńskie, tzn. cz. II i IV powstawały w latach 1820-1822, a drukiem ukazały się w Wilnie w 1823 r. (w 2 tomie Poezji). Do nich został dołączony wiersz Upiór. Natomiast Dziady. Widowisko (czyli cz. I) opublikowano dopiero w 1860 r. (w dziełach zbiorowych). Dziady drezdeńskie, tzn. cz. III, powstały w krótkim czasie (ok. miesiąca) w 1832 r., a opublikowano je w Paryżu (w 4 tomie Poezji).

Chronologia treści. Numeracja części nie odpowiada kolejności ich powstania,  nie wynika też z następstwa ukazywanych wydarzeń (por. forma otwarta dramatu romantycznego). Kolejność zdarzeń:
- Część I. Bohater i bohaterka dopiero się szukają.
- Część II. Noc zaduszna, do godz. 12 (pianie koguta) i później (gdy pojawia się Widmo).
- Część IV. Ta sama noc zaduszna, między godz. 9 wieczór (może wcześniej) a 12 w nocy (zniknięcie Widma). Zdarzenia z cz. II i IV częściowo dzieją się więc równocześnie.
- Część III. W prologu mamy datę przemiany Gustawa w Konrada, tj. 1 listopada 1823 r. i dzieje tej nocy, zaś ostatnia, 9 scena, rozgrywa się rok później, także w noc zaduszną, ale jeszcze na cmentarzu, przed rozpoczęciem obrzędu w kaplicy. Wydarzenia z cz. II są tu wspominane jako zaistniałe „przed laty wielu”, a naprawdę jest to parę lat (o czym świadczy widok lecących na Północ kibitek, tj. wspomnienie czasu zakończenia procesu wileńskiej młodzieży).
Źródło
Kompozycja. Osie kompozycyjne całości (wszystkich części):
Obrzęd:
- Cz. II: pierwsza część obrzędu Dziadów, czyli trzykrotne przywoływanie duchów i ich dialog z gromadą.
- Cz. III: pojawienie się ducha Gustawa po zakończeniu obrzędu, co go wyróżnia od pozostałych duchów i budzi zaskoczenie uczestników. Jako zesłaniec – także jedzie osobno, na czele, ubrany na czarno (por. indywidualizm bohatera romantycznego!).
Bohater:
- „jednostkowy” – ta sama postać, choć znana pod różnymi imionami, tzn. Gustaw, Upiór, Widmo, obiekt modlitw Ewy z cz. III, żałowany przez Pasterkę i Kobietę z cz. II i III, Konrad, Pielgrzym z Ustępu;
- zbiorowy –
1/ anonimowa gromada: wiejscy uczestnicy obrzędu (cz. II);
2/ naród:
a/ spiskująca młodzież z Wilna i Warszawy – zbiorowość  h i s t o r y c z n a (cz. III);
b/ przedstawiciele innych grup społecznych – zróżnicowani, czyli „towarzystwo stolikowe”(kosmopolityczna arystokracja: urzędnicy, literaci, damy, wojskowi, ogólnie - ludzie zaprzedani) i ich przeciwieństwo – wspomniana młodzież i dwóch „starych Polaków” (cz. III, sc. 7 i 8).
Konstrukcja wewnętrzna, w odróżnieniu od zewnętrznej (por. uwagi o luźnej konstrukcji dramatu romantycznego!) ma swoje elementy powtarzalne i konsekwencję, np. trzy „rodzaje” duchów w cz. II, trzy gasnące świece (w ciągu trzech godzin) w cz. IV, początek obrzędu w cz. II i jego koniec w cz. III.
Kompozycja cz. III - zasada kontrastów-opozycji: 1/ między scenami realistycznymi a mającymi charakter symboliczny (Sen Ewy, Widzenie ks. Piotra) lub sielankowy; 2/ między scenami, w których główna rola przypada jednostce (Konrad, Ewa, ks. Piotr), a zbiorowymi; 3/ między tragizmem a komizmem, np. podniosła wypowiedź Konrada i figle diabłów w scenie Wielkiej Improwizacji, straszliwe słowa i czyny Senatora – obok karykaturalnych, śmiesznych postaci Pelikana i Bajkowa (sc. 8). Własna dramaturgia każdej sceny, połączona z dramaturgią całości. Włączenie w obręb utworu gatunków, które nie należą do dramatu, czyli długich fragmentów narracyjnych i lirycznych, np. opowiadania (Sobolewskiego, Kaprala, Januszkiewicza), modlitwy, paraboli (o odroczonej karze dla zbrodniarza, wypowiadanej przez ks. Piotra), apokaliptycznej, proroczej wizji (ks. Piotra), bajki (Goreckiego), pieśni i piosenki. Te dwie ostatnie – obecne są w większym stopniu w cz. II i IV. Por. też literackie motta (cz. II – ze Shakespeare’a, cz. IV – z Jean-Paula, cz. III – z Ewangelii wg św. Mateusza). Cz. III nawiązuje ponadto do średniowiecznych misteriów i moralitetów (Wielka Improwizacja, diabły, egzorcyzmy, anioły). We wszystkich częściach Dziadów jest dużo komentarzy autorskich (przypisów, wyjaśnień, dedykacji, didaskaliów itp.).
Uwaga! Cechy dramatu romantycznego, zob. TUTAJ.
Źródło
Problematyka Dziadów – przegląd najważniejszych zagadnień. Motywy:

Ludowość. Obrzęd Dziadów w cz. II – przywoływanie duchów zmarłych, by udzielić im pomocy. Złożony z elementów pogańskich i chrześcijańskich. Magiczne pochodzenie motywów kądzieli, wódki i ziela, palonych w celu przywołania duchów. Także – magiczna wiara, że imię stanowi ważną część człowieka (Upiór nie reaguje na przyzywanie, bo zmienił imię). Ludowego pochodzenia są: wierzenia, obyczaje, pieśni, sposoby zaklinania. Mitologiczno-ludowe motywy, to np. duchy ofiar złego Pana (drapieżne ptaki). Idea przewodnia cz. II: Kochać ziemskie, dążyć do niebieskiego (Józef Kallenbach).

Fantastyka i cudowność (metafizyka). Duchy, widma, upiory, sny, widzenia, karzący piorun. Podobnie jak pomieszanie elementów pogańskich i chrześcijańskich, występuje tu fantastyka obok metafizyki. Motywy fantastyczne (np. upiór) i sceny fantastyczne (np. przemiana Gustawa w Konrada). Cudowność, tzn. „fantastyka, która ma zakorzenienie w wierze w istnienie metafizyki”. Sceny tego typu: walka o duszę Konrada, dręczenie Senatora przez diabły w trakcie jego snu, egzorcyzmy, spełnienie się przepowiedni ks. Piotra o śmierci Doktora od pioruna, śmierć Bajkowa, spotkanie Konrada z Oleszkiewiczem. Z dziedziny metafizyki – także sny, widzenia (np. apokaliptyczne – ks. Piotra lub mistyczne – Ewy) i przeżycia, z towarzyszącą im wizją (Mała Improwizacja) lub poczuciem obecności Boga (Wielka Improwizacja). Postaci z obszaru cudowności: Anioły, diabły.

Bohater romantyczny. Dynamiczny (zmienia się w utworze), ceniący cierpienie, nie znajdujący zrozumienia u przyjaciół, osamotniony, nieszczęśliwie zakochany, indywidualista. Te cechy posiada Gustaw. (Cechy bohatera romantycznego - zob. TUTAJ). Po przemianie w Konrada jest: więźniem (wyobcowanym, nie znajdującym u nich zrozumienia), poetą-wieszczem, potrafiącym oddziaływać na innych (Rollison!), dumnym (uważającym się za godnego "rozmówcę" Boga) i z pogardą odnoszącym się do innych, zdystansowanym wobec otoczenia, chociaż deklaratywnie kochającym ludzi, grzeszącym brakiem wiary i nadziei, wątpiącym w Boże miłosierdzie. W ostatniej scenie cz. III widzimy go zaś w pełni odmienionego. To już nie pyszny upiór samobójcy, ale "wygnaniec, zesłaniec, męczennik, ale i winowajca" (Cieśla-Korytowska). Także pielgrzym (por. Ustęp, Petersburg). Ma znak na czole ("piętno Kaina") jako symbol tego, że przyczynił się do śmierci Rollisona (?). Guślarz zaś mówi, że "tę ranę sam sobie zadał", czyli - nosi znamię bluźnierstwa, które zniszczyło jego osobowość i którą będzie musiał dopiero w przyszłości odbudować. Kolejne przemiany tego bohatera: Gustaw (samobójca, nieszczęśliwy kochanek) - tajemnicza, niepozorna przemiana, w której wyniku znajduje się we więzieniu - Gustawa w Konrada - po Wielkiej Improwizacji: z poety-egotyka w anonimowego pielgrzyma, jednego z zesłańców - w perspektywie: wielka i ostateczna zmiana, także imienia ("czterdzieści i cztery").
Źródło
Ciąg dalszy - za tydzień.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Od Anonima do Kaczmarskiego, czyli historia w polskich kolędach (cz. 1)

Tradycja podaje, że autorem pierwszej kolędy był św. Franciszek z Asyżu. W Polsce upowszechniły się w XIV i XV wieku i już na stałe związały się z naszymi dziejami. Zaczęły pojawiać się w nich elementy świeckie, regionalne. Układano je na melodie znanych tańców. W  żłobie leży – to polonez, Hej bracia, czy wy śpicie – krakowiak. Były też mazurki, oberki, melodie góralskie. Bliska sercom Polaków kolęda towarzyszyła im w radościach, ale też – może nawet częściej – w niedolach. Przedstawimy kilka scen z ojczystej historii. Utrwalonych w kolędach.
Źródło
Lata 1830-1831. Powstanie listopadowe. Wówczas powstaje Hymn do Boga (na melodię Bóg się rodzi):

Twórco Świata! przed Twym tronem,
Lud polski – z pokorą staje
I z czołem w ziemię schylonym
Hołd Ci winny z czcią oddaje.
Kieruj małymi siłami
Lub złącz – z Przodków popiołami.

           
Rok 1848. Znowu krótki błysk nadziei. Z tego czasu mamy na przykład parafrazę Bóg się rodzi... Tym razem autorstwa Gustawa Ehrenberga:

Bóg się rodzi, moc truchleje,   
hymn żalu wznoszą narody,
Piosnkę zemsty lud już pieje,
piosnkę zemsty i swobody (...)
We krwi ludów tyran brodzi,
Opiekuńcze widzisz duchy?
Już piękniejsze słońce wschodzi,
wnet opadną z nóg łańcuchy.


Lata 1863 -1864. Powstanie styczniowe. Mogło być zwycięskie. Upadło. Smutek. Kolęda Stefana Surzyńskiego jest bardzo podobna do poprzedniej. Stanowi właściwie jej wariant:

Już nie w grobie, ale w żłobie
Z Bogiem wstaje polski ród,
Jakby skrzydła ręce obie
Wznosi, wielbiąc niebios cud.
Śmiało - śmiało, Boże ptaszę
Obleć całe plemię nasze,
Zanieś smętnym dobrą wieść:
Że nam w sercach Bóg się rodzi -
Gwiazda wschodzi, Polska wschodzi
Chwała Bogu, Polsce cześć! -

Źródło
Rok 1905. Kolejna próba odzyskania niepodległości. Oto  Kolęda robotnika polskiego M. Markowskiego „Kruka”. Wyraźnie brzmi w niej nadzieja:

Naszej męki – siew bogaty
Kruszy zamki, łamie kraty,
Rwie więzienne zapory.

           
Rok 1914. Wybuch Pierwszej Wojny Światowej. Józef Piłsudski tworzy Legiony Polskie. W kolędach patriotycznych zaczyna dominować entuzjazm. Kolęda żolnierska Artura Schroedera:

Lulajże, Jezuniu, lulajże lulaj,
A Ty go Matulu w płaczu utulaj.
Nic już nie przerwie snu Najświętszego
Nic już nie grozi głowinie Jego,
Bowiem o wrota stajni oparta
Polskich żołnierzy niezłomna warta (...)
A ty w podzięce dasz na zachętę
Nam ucałować Twe nóżki święte,
Więc teraz lulaj... Gra pieśń eolska:
Zmartwychwstająca wita Cię Polska.

           
Rok 1918. Radosna parafraza Bóg się rodzi, Pan nad Pany! nieznanego autora:

Bóg się rodzi, Pan nad Pany,
Prawa boskie nam przynosi,
Wolność, równość, równe stany,
Dziecię niebios dziś nam głosi.

Pękły niewoli kajdany,
Wpadli w nie ciemiężcy sami,
Wolność już staje się ciałem
I zamieszka między nami.
Dokończenie (głównie kolędy wojny i okupacji oraz stanu wojennego) - w przyszły poniedziałek.

piątek, 30 grudnia 2016

Podmiot liryczny leżał na katafalku, czyli humor ze szkolnych wypracowań (1)

Czegóż to uczeń nie potrafi wymyślić?!... Przed laty, podczas studiów na kierunku filologia polska (pisze p. Basia), miałam przedmiot Kultura języka polskiego. Jako temat pracy zaliczeniowej otrzymaliśmy prześledzenie... cytatów z uczniowskich wypracowań (każda osoba inne) i objaśnienie błędnych form. Wdzięczne (z pozoru) i zabawne zadanie, okazało się niełatwe do wykonania. Bo przecież charakterystyka Kreona, władcy z Antygony Sofoklesa, iż oparł swoją władzę na mordzie jest arcytrafna, ale - właśnie! - dlaczego śmieszy? Co w tym zdaniu jest "nie tak"? Pracę jakoś zaliczyłam, ale (niezamierzony) humor uczniowski zainteresował mnie do tego stopnia, że nawet po latach chętnie czytam opracowania do niego nawiązujące.

Mamy w zbiorach archiwalne numery miesięcznika "Wszystko dla Szkoły". Obecnie radykalnie zmieniło charakter i pod tym tytułem ukazują się wyłącznie materiały ikonograficzne, pomocne głównie przy opracowywaniu wystawek. Zatem już go nie prenumerujemy, ponieważ przydaje się zdecydowanie bardziej nauczycielom w szkołach niż nam. Ale przez kilka lat regularnie zamieszczano w nim – w stałej rubryce - Kwiatki polskie. Nie, to nie była parafraza poematu Juliana Tuwima, ale autentyczne cytaty z prac uczniowskich. Intelektualne arcydzieła! :) Zacytujmy niektóre, tylko języka polskiego. Od razu rozjaśnimy sobie ten jesienny dzień promiennym humorem. A dla Czytających małe zadanie (można odpowiedzieć sobie samemu): do jakich utworów literackich lub postaci nawiązują wspomniane wypowiedzi?

Makbet zaczął kombinować pod naciskiem Lady Makbet.

Dziecko miało dziury w spodniach, przez co można było zobaczyć, ze pochodzi z biednej rodziny.

Jan Christian Andersen nie miał rodziców, urodził się u obcych ludzi.

Niewolnicy nie posiadali własnych narzędzi i dlatego nie mogli zakładać rodzin.

Jan Andrzej Morsztyn w swoim utworze poruszył miłość nieszczęśliwą do trupa.

Kreon zakazał grzebać Polinejkesa, który był jego wrogiem, który zabił Eteoklesa, który był jego bratem.

Izabela kierowała w kierunku do niego sprzeczne sygnały.

Opowiadanie to jest epickim przykładem stosunków, jakie panowały na wsi w dziewiętnastowiecznej Polsce. Świat przedstawiony ma miejsce w dwóch okolicznych wsiach.

Kochanowski potraktował drzewo jak człowieka, co świadczy o jego niebywałym talencie poetyckim.

Na pustyni mały Książę spotyka rozbitego pilota.

Był on o twarzy groźnej, uzbrojonej od stóp do głów.

Nie mogąc strawić czarnej polewki, Jacek ożenił się.

Również czytelnik może przywłaszczyć sobie słowa tych zjaw.

Żeromski pokazuje Cezaremu Laurę w całej jej okrasie.

Antek tak ściskał Jagnę, że aż dychać nie mogła.

Podmiot liryczny leżał na katafalku.


Ciąg dalszy (kiedyś) nastąpi :). A przy okazji: WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU!

Źródło


środa, 28 grudnia 2016

Kącik Maturzysty – 42. Lektury z gwiazdką – Aleksander Fredro, Zemsta

Geneza. Komedia powstała w latach 1832-1833. Jej punktem wyjścia był ślub pisarza z Zofią z Jabłonowskich Skarbkową. W posagu otrzymał połowę zamku w Odrzykoniu. Druga połowa należała do innego właściciela. Przeglądając akta majątku, Fredro ponoć natrafił na dokumenty procesowe Piotra Firleja i Jana Skotnickiego, właścicieli zamku w połowie XVII w. Ten drugi wygrał sprawę, ale kłótnie trwały, zakończone wreszcie ślubem Piotra Firleja z Zofią Skotnicką.

Premiera teatralna. 17 lutego 1834 r. (Lwów).

Treść. Komedia współczesna, rozgrywająca się na mazowieckiej wsi i ukazująca szczególny okres "spotkania" trzech pokoleń należących do trzech formacji kulturalnych: reliktów czasów saskich, epoki stanisławowskiej i preromantycznej. Splot tradycji (komedii oświecenia) i nowoczesności (np. "romantyczny" zamek) - bardzo tu istotny. Temat:

Bohaterowie (…) znaleźli się we wspólnym posiadaniu jednego domostwa. Żadnemu z nich nie przychodzi na myśl przeprowadzka, odsprzedaż czy też pomysł budowy osobnego domu. Przeciwnie – każdy z nich, kierowany irracjonalną i przesadną zawziętością, dąży do pozbycia się współlokatora (…). W tym układzie scenariusz „Zemsty” przypomina treść bajki (…) „Paweł i Gaweł”. Groteskowo (…) wygląda główny  (…) przedmiot sporu – ów mur graniczny. Rejent zna plany swego syna i jego randki przez dziurę w murze. Chce zdecydowanie odgrodzić się od kontaktów ze znienawidzonym sąsiadem. Zamierza naprawić mur na własny koszt. Cześnik protestuje gwałtownie. I nielogicznie. Przecież i jemu powinno zależeć na pełnej izolacji, i to jeszcze za cudze pieniądze. Ale rozpoczyna spór – już nawet nie o mur – lecz o prawo do jego naprawy. Tym samym zawziętość wyolbrzymia każdy drobiazg i czyni bohaterów ślepymi na sprawy o dalekosiężnych skutkach. Taką centralną sprawą jest miłość Wacława i Klary. Stoi jej na przeszkodzie mur nienawiści. Ale zawziętość i przekora obalają ową przeszkodę.  Upór Rejenta, który konsekwentnie  (…) chce zniszczyć miłość młodych, wywołuje równie konsekwentną zawziętość Cześnika. I logika tej „kontrzawziętości” prowadzi do ślubu. (Mieczysław Inglot)

Osoby:
- Cześnik Maciej Raptusiewicz. Cechy: bujna, żołnierska, zawadiacka przeszłość (ale także patriotyczny akcent - konfederacja barska), warcholstwo, szeroki gest. Człowiek zamożny. Komizm, biorący się z działań obcych jego naturze (np. intrygi i autorstwo zaproszenia na schadzkę).
- Rejent Milczek. Charakter kontrastowy (jak w komedii oświecenia!) wobec Cześnika. Pracownik wymiaru sprawiedliwości (palestrant), obłudnik, skrywający zawziętość pod pozorami pokory, skąpy, dorobkiewicz.
- Wacław Milczek (syn Rejenta) i Klara (bratanica Cześnika). Para amantów. Wacław - walczący o szczęście swoje i dziewczyny, biegły w "sztuce miłowania" (czarował wcześniej Podstolinę).
- Podstolina. Wdowa po trzech mężach, szukająca kolejnego.
- Papkin. Żołnierz-samochwał. Modny kawaler, tchórz, hulaka, który po utracie fortuny żył z gry w karty i usług świadczonych prowincjonalnym panom. Literacki rodowód tej postaci, to Pyrgopolinices z Żołnierza samochwała Plauta, Falstaff z kilku komedii Szekspira, kapitan z commedii dell'arte czy Papageno z opery Czarodziejski flet Mozarta.
- Dyndalski. Stary sługa. Rówieśnik Cześnika, odnoszący się do niego z szacunkiem i lojalnością.  (Por. romantyzm: Gerwazy i Protazy w Panu Tadeuszu Mickiewicza, Grzegorz w Kordianie Słowackiego).
Źródło

Parodia motywów preromantycznej powieści gotyckiej:
- miejsce akcji: zamek. Tu: kontrast między "poetyckim" miejscem a "prozaicznością" mieszkających w tym historycznym miejscu postaci;
- walka toczy się nie o budowlę (jak w powieści gotyckiej), ale o będący w ruinie mur graniczny (por. rola ruin w romantyzmie!); ponadto jest toczona "prostackimi" metodami - kijami czy gwintówką;
- sporu nie toczą dwa rody (jak w powieści gotyckiej), ale dwaj nowi lokatorzy;
- wątek miłosny w powieści gotyckiej, to miłość skłóconych bohaterów do tej samej kobiety lub jednego z nich do córki drugiego. Tu - połączenie obu motywów, tzn. romans Wacława Milczka z Klarą Raptusiewiczówną i - jednocześnie - zabiegi Cześnika i Rejenta o Podstolinę;
- w powieści nienawiść rodowa, przeszkadzająca kochankom, prowadziła do katastrofy (zwykle - wymuszonego ślubu). Tu - Cześnik zmusza do ślubu wychowanicę, ale (na złość Rejentowi) nakazuje małżeństwo parze kochających sie osób!

Komizm. Jego źródła: charaktery, akcja i język.

Język. Sporo przysłów (np. Zamienił stryjek za siekierkę kijek), zabawne makaronizmy (np. Łapes capes), zbliżenie do mowy potocznej. Indywidualizacja języka postaci. Związek z mową potoczną epoki, w której żyją postaci.
Wiersz. Ośmiozgłoskowiec trocheiczny, ze średniówką po czwartej sylabie. Utwór składa się z 2032 wierszy.

Dodatek. Pojęcia: komedia, satyra - zob. TUTAJ.
Źródło

Bibliografia (wybór, pozycje dostępne w PBW)
Inglot Mieczysław, Wstęp, w: Fredro Aleksander, Zemsta, wyd. 11 rozszerz., Wrocław, 1986. ISBN 83-04-01693-1 (i wydania wcześniejsze).
Inglot Mieczysław, Zemsta Aleksandra Fredry, Warszawa 1983. ISBN 83-02-01961-5 (i wydania późniejsze).

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Pracowite pszczoły, zwierzęta na ławie oskarżonych, geografia planetarna, niespokojne Milenium… Prasówka z aktualnych czasopism

Szyszko Piotr, Ciekawostki z życia rodziny pszczelej, „Ekonatura” 2016, nr 10, s. 21

Rodzina pszczela jest niezwykłym organizmem, który tak świetne funkcjonowanie zawdzięcza współpracy oraz doskonałemu podziałowi ról.

 
Czy wiecie, że… 1 litr miodu jest cięższy od wody o  około 40 %... Skrzydła pszczoły uderzają około 12 000 razy na sekundę… Najstarszą pszczelą skamielinę odkryto w Birmie… Robotnica lata z prędkością 30 km/godzinę… Pszczoły miodne nigdy nie śpią… Pszczoły rozróżniają tylko kilka kolorów. Na przykład „nie widzą” barwy czerwonej… Te i wiele innych ciekawostek w artykule napisanym przez zawodowego pszczelarza z Kanady.


Fesnak Gabriela, Zwierzęta w średniowiecznym i nowożytnym sądzie,  "Mówią Wieki” 2016, nr 10, s. 36-39

Od XIII wieku przez ponad trzy stulecia zachodnioeuropejskie sądy prowadziły procesy przeciwko zwierzętom. Tylko na terytorium Francji w latach 1266-1586 odnotowano ok. 60 postępowań przeciwko trzodzie chlewnej, gryzoniom oraz robakom. Niekiedy na oskarżonych nakładano także ekskomunikę.

Rok 1386. Francuskie miasteczko Falaise. Na szafot dociera – przywleczona przez konia – świnia ubrana w ludzki strój. Za chwilę kat dokona na niej egzekucji. Widowisko obserwują tłumnie zebrani mieszkańcy oraz gapie przybyli z okolicznych wsi, a honorowym gościem jest wicehrabia Rigault. To nie początek powieści, ale omówienie autentycznego zdarzenia. W artykule pisze się o nim bardziej szczegółowo. Na przykład dowiadujemy się, za jakie przestępstwo zwierzę „siedziało” we więzieniu, jak odbył się proces, nawet, że miało obrońcę. Oczywiście, to początek. Następnie przytacza się przykłady kolejnych spraw przeciwko zwierzętom. A kiedy było ich największe nasilenie? W XVI stuleciu.



Trojan Krzysztof, Geografia planetarna – wyzwanie dla odkrywców XXI wieku, „Geografia w Szkole” 2016, nr 5, s. 4-7

Nazwa dziedziny – geografia pozaziemska – budzi pewne zastrzeżenia ze względu na greckie słowo geos (Ziemia). Trudność w opracowaniu mniej dwuznacznego terminu wynika z faktu, że cała terminologia geograficzna posiada pierwotne odniesienie do naszej rodzimej planety. Aby więc zaznaczyć odrębność tej gałęzi nauki słowo geografia łączone jest z wyrażeniem określającym przedmiot badawczy owej nauki – pozaziemski. Spośród licznych propozycji najczęściej pojawia się egzogeografia (exogeography) lub geografia planetarna, zaś w odniesieniu do jej poszczególnych dyscyplin zwykle stosowany jest przedrostek astro (np. astrogeologia, astrohydrologia) lub określenie planetarny (np. geologia planetarna).  Do badania konkretnych pozaziemskich obiektów tworzy się nazwy analogiczne do geografii, takie jak np. selenografia – nauka o Księżycu lub areografia – nauka o Marsie.

Początki tych nauk sięgają czasów starożytnych, ale ich rozwój przypada na początek XVII wieku (powstanie pierwszych map Księżyca). Prawdziwy „skok” w przestrzeń pozaziemską to jednak XX stulecie. I ciekawostka: na Tytanie nazwy kraterów nadawane są według imion bogów i bogiń mądrości z różnych wierzeń, zaś pasma górskie otrzymują te nazwy, które znamy z Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena. Opis wyników obserwacji najlepiej poznanej planety - Marsa oraz „mniej przyjaznych ziem” znajdziemy w interesującym artykule.



Wrona Jerzy, Geograficzne przydomki krajów. Część 2. Azja, „Geografia w Szkole” 2016, nr 5, s. 40-44

Laos to „Kraj Miliona Słoni”. Jest to nawiązanie do świetlanej historii, kiedy to w XIV w. w tej części Półwyspu Indochińskiego powstało potężne Państwo – Królestwo Miliona Słoni pod Białym Parasolem, którego częścią był obecny Laos.

Kontynuacja artykułu sprzed dwóch miesięcy. Który kraj do lat 70. minionego wieku był nazywany „Szwajcarią Bliskiego Wschodu”? Które azjatyckie królestwo zwie się „krajem smoka”? Dla ułatwienia dodamy, że w dialekcie tybetańsko-assamskim brzmi to Druk Yul, czyli: Ziemia Grzmiącego Smoka. A „łza Indii” – co to takiego? A „Kraj Białego Słonia” lub „Kraj Spokojnego Poranka”? Nazwy kusząco piękne. Jak kraje, które oznaczają. Te oraz kilka innych przedstawiono w bogato ilustrowanym artykule.


Prewęcka Karolina, Park Narodowy Vatnajökull, „Eko i My” 2016, nr 10, s. 24-27

Zjawiskowe formy, wyraziste kolory i niewyczerpana siła. Tu, w Islandzkim Parku Narodowym Vatnajökull Ziemia odsłania cały swój majestat. Wobec potęgi i piękna tego miejsca człowiek uspokaja się, a nawet pokornieje do tego stopnia, że – patetycznie rzecz ujmując – dziękuje za życie na swojej planecie.

Park narodowy zajmuje jedną dziesiątą powierzchni całego kraju. Powstał w 2008 roku. Każdego roku przybywa tu około milion turystów. Więcej nie powinno, gdyż zaszkodziłoby to lokalnemu środowisku. Można tu zobaczyć ogromne lodowce, jaskinie, czynne wulkany i gejzery, jeziora z płynącymi po nich bryłami lodu, rzeki i spienione wodospady. Interesujący artykuł, piękne fotografie i wspaniałe podsumowanie: Tylko na Islandii związek lodu i ognia stworzył pejzaże pełne jednocześnie ciszy i siły.




Suplement. Ponieważ w bieżącym roku uroczyście świętowaliśmy 1050. rocznicę Chrztu Polski, warto jeszcze przeczytać, co działo się w 1000. rocznicę tego zdarzenia, czyli 50 lat temu (na Śląsku). Było zupełnie inaczej niż obecnie. Niespokojnie, a nawet - patrząc z dzisiejszego punktu widzenia - nieco groteskowo.

Marek Łucja, "Straszny obraz państwa, które służy partii". Obchody Milenium Chrztu Polski w Sosnowcu (1967 rok), „CzasyPismo” 2016, nr 1, s. 84-92

W sobotę od wczesnych godzin rannych władze prowadziły akcję „wyludniania” miasta, aby ograniczyć do minimum liczbę uczestników obchodów. Uczniowie mieli obowiązek stawić się w szkole o godz. 8.00. Po sprawdzeniu obecności udali się pod opieką nauczycieli na Stadion Ludowy, gdzie zorganizowano dla nich imprezę pt. „Czterej pancerni i pies”. Na niedzielę zaplanowano wspólne klasowe oglądanie programu telewizyjnego – obecność była obowiązkowa. Młodzież szkół średnich zobowiązano do uczestniczenia w koncercie zespołu Czerwone Gitary. Dla dorosłych zorganizowano bezpłatny wyjazd na mecz Polska – Belgia (eliminacje przedolimpijskie), na który mieszkańcy Sosnowca mieli darmowy wstęp. Urządzono także bezpłatne wycieczki samochodami Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego do miejsc wskazanych przez pasażerów.

W tekście omówiono przebieg uroczystości milenijnych, zaplanowanych – ze względu na negatywne stanowisko władz państwowych – na 20 i 21 maja 1967 roku i wyłącznie na terenie należącym do Kościoła. Padały zarzuty ze strony czynników państwowych o próbę „zawłaszczenia” przez duszpasterzy terenu „Czerwonego Zagłębia”, na którym, jak argumentowano, potrzeby religijne ludności są znikome. Jak się później okazało, ta opinia nie w pełni była prawdziwa.

Banaś Kornelia, 1966 - piekarskie Deo per Mariam gratias maximas, „CzasyPismo” 2016, nr 1, s. 77-83

Wysoko ocenione przez stronę kościelną piekarskie obchody milenijne ściągnęły na władze województwa nieprzyjemności ze strony zwierzchników. Według relacji bp. Herberta Bednorza w czasie spotkania z płk. Jerzym Ziętkiem w dniu 6 VI 1966 r. przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej nadmienił o telefonach z Warszawy i przykrościach jakie spotkały jego i Edwarda Gierka.

Zagadnienia poruszone w artykule: walka władz z przygotowywanymi w Piekarach Śląskich obchodami milenijnymi, połączonymi z doroczną pielgrzymką mężczyzn i młodzieńców (22 maja 1966 r.). Powołanie „Kolektywu” do „należytego przygotowania i politycznego kierowania” akcją przeciwdziałania uroczystościom. Elementy tych działań: zorganizowanie atrakcyjnych imprez sportowo-turystycznych i rozrywkowych (m.in. interesujący repertuar kin, teatrów, telewizji), zatrzymanie „świeckiego aktywu kościelnego” w zakładach pracy lub delegowanie go do innych województw, drastyczne ograniczenie komunikacji miejskiej, przeprowadzenie aż 407 rozmów z proboszczami oraz odmowa jakichkolwiek zezwoleń na zorganizowanie pieszych pielgrzymek. Przebieg samej uroczystości, na którą – pomimo akcji zniechęcającej do uczestnictwa – przybyło ponad pół miliona mężczyzn.

piątek, 23 grudnia 2016

Książki (nie)zapomniane - Kładka do Krainy Dzieciństwa

Pamiętam ją jako "książkę z podziemia". Nie dlatego, że byłaby przez kogoś zakazana, ale ze względu na miejsce, w którym ją często widziałam. Szatnia w szkole podstawowej, do której uczęszczałam, znajdowała się w piwnicy. W tym ciemnawym miejscu, przy stoliku oświetlonym słabą lampką, siadywała woźna. Na blacie zawsze leżała książka. Duży format. Chłopczyk na okładce. Serce. Opowiadania miesięczne EDMUNDA DE AMICISA  (1846-1908).

Autor unieśmiertelnił się przez ten jeden utwór. Chyba nikt (poza zawodowymi historykami literatury włoskiej) nie pamięta innych. Bo nic nie było większe od Serca.

Pisane z miłości. Powstało na podstawie pamiętnika prowadzonego przez syna de Amicisa. Ot, przeżycia szkolne ucznia z Turynu oraz teksty do literackich comiesięcznych zadań domowych dały impuls do napisania niezapomnianego zbioru. Właśnie owe opowiadania miesięczne. Pierwsze kompletne wydanie ukazało się w Italii 17 października 1886 roku (pierwszy dzień roku szkolnego). Od tamtego czasu zaczęła się zawrotna kariera dzieła, którego urok nie przemija.

Losy dziecięcych bohaterów, ich radości, troski i rany, rzucone w kontekst niespokojnych czasów wojny o zjednoczenie Włoch, do dziś wzruszają. Pomijam wymiar historyczny dzieła, zamknięte w nim prawdy i nieprawdy (niekiedy się o tym wspomina w fachowych opracowaniach), bo to temat dla „zawodowców”. Skupiam się na przeżyciach dzieci. Oto dwa najpiękniejsze, jak uważam, przykłady.

Mały pisarczyk z Florencji. Uroczy chłopczyk z ubogiej rodziny. Ukochany synek ciężko pracującego i dorabiającego po nocach ojca. Na wszelkie nalegania syna, że chętnie pomoże w pisaniu nazwisk abonentów dziennika, tata pozostaje głuchy. Ale gdy o północy, zmęczony kończy zajęcie, chłopiec - umiejętnie podrabiając charakter pisma rodzica - potajemnie je kontynuuje. Jednak młodego, rozwijającego się organizmu nie można oszukać. Dziecko otrzymuje coraz gorsze oceny, a ociec - nie domyślając się prawdy - czyni mu gorzkie wyrzuty. Malec cierpi. Czuje się odrzucony. Jednocześnie nie potrafi zaprzestać zajęcia, dzięki któremu tato przynosi do domu więcej pieniędzy. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Tych dwoje ze wzruszeniem przeprasza się wzajemnie. Wreszcie dziecko spokojnie zasypia. Po raz pierwszy od wielu miesięcy...

To opowiadanie było jedną z moich szkolnych lektur. Od Apeninów do Andów. Trzynastolatek z robotniczej rodziny wybiera się z Genui do Ameryki Południowej w celu odszukania matki. Pojechała do Buenos Aires, by zarobić na oddłużenie domowników. Gdy po trudnej, niebezpiecznej podróży chłopak stawia stopę na lądzie Nowego Świata, trudności zaczną się wręcz nieprawdopodobnie piętrzyć. Gdziekolwiek przybędzie, dowie się, że matka jeszcze niedawno w tym miejscu była. Ale już jej nie ma. Wreszcie, po niezliczonych przygodach, niemal chcąc już dać za wygraną, znajduje ją w szpitalu. Ciężko chorą. Czy kobieta przeżyje? Co ją może uleczyć? Jest tylko jedno lekarstwo...

Miłość. Chyba właśnie ona jest wiodącym tematem opowiadań i zarazem stanowi o ich nieprzemijającym uroku. Miłość do bliskich i najbliższych. Do kraju rodzinnego. I czar dzieciństwa - krainy nadziei i marzeń, pragnień i oczekiwań, która była własnością nas wszystkich. Nie zawsze beztroska. Czasem bolesna. Wzniosła, a nawet heroiczna. Zależnie od momentu historycznego, na który przypadła. Ale "kraj lat dziecinnych" - wraz z posuwaniem się po osi czasu - ulega dyskretnemu retuszowi. Idealizacji. Pomimo dziejowej zawieruchy świeci nad nim czyste słońce. Jak w opowiadaniach miesięcznych.

Nie będę tchórzem, nie! Ale chodziłbym z dużo większą ochotą do szkoły, gdyby nam nauczyciel opowiadał co dzień takie rzeczy, jak dziś z rana. Ale cóż! Tylko raz w miesiącu ma być jedno takie opowiadanie i mamy je dostać na piśmie, i będzie zawsze o pięknym i dobrym czynie jakiegoś małego chłopca.

Tak zaczyna się książka. "Piękny i dobry czyn". Piękno tworzące syntezę z dobrem. Jedno z drugim ma iść w parze. Jedno drugiemu nie może zaprzeczać. To zjednoczenie widzimy w postawach małych bohaterów. "Tylko raz w miesiącu". A chciałoby się je czytać jak najczęściej... My - możemy. Ilekroć zapragniemy wejść po wąskiej kładce barwnych wspomnień do Krainy Dzieciństwa. Ile razy zechcemy wyciągnąć rękę po książkę z dziecięcych lat.

Źródło

Amicis Edmund de, Serce. Opowiadania miesięczne, tł. Maria Konopnicka, Warszawa 1956. (Sygnatura: 24982).