piątek, 13 kwietnia 2018

Książki (nie)zapomniane - Ambiwalencja przyciągania i odpychania, czyli schyłek prehistorii

Kto pamięta Walkę o ogień Josepha H. Rosny'ego, z łatwością wyobrazi sobie klimat prezentowanej dziś prozy. Podobna tematyka. Jednak wielki moralista nie byłby sobą, gdyby nie umieścił tu głębszych refleksji o źródłach etyki i próby zdefiniowania człowieczeństwa. Spadkobiercy (The Inheritors) WILLIAMA GOLDINGA (1911-1993). Niedługa powieść, wydana w 1955 roku, która polskiego tłumaczenia doczekała się 34 lata później.

Wiosna. Niewielka grupa Neandertalczyków powraca na swoje tereny łowieckie. Na miejscu okazuje się, że Lok, Liku, Mal, Fa, Nil, Ha i malutka Oa będą mieli niechciane "towarzystwo". Instynktownie kryją się w gęstwinie, bo nieznani przybysze są lepiej wyposażeni w środki transportu (czółna) i broń (łuki). Lok, z którego perspektywy - wyłączając ostatni rozdział - jest prowadzona narracja, i jego towarzysze po raz pierwszy spotykają przedstawicieli gatunku Homo sapiens. Swoich spadkobierców.

Pod względem cywilizacyjnym "dzicy" nie dorównują "obcym". Są skazani na klęskę. I rzeczywiście - ubywa ich. Najpierw Ha - zafascynowany ludźmi - odchodzi z nimi lub wpada do wody. Tego jednoznacznie nie powiedziano. Potem umiera chory Mal. Jakby na przekór usiłowaniom topniejącej grupy istot pragnących przedłużyć jego życie - nawet za cenę głodowania pozostałych. Później "nowi" zabierają Liku, a mała Oa zaczyna czuć coś na kształt sympatii względem Tanakil - dziewczynki z tamtego plemienia. Fascynacja połączona z obawą, ambiwalencja przyciągania i odpychania, nie są też obce pozostałym. Przede wszystkim Lokowi.

Wydawałoby się, że również czytelnik powinien patrzyć na praprzodków - Homo sapiens - życzliwym okiem. A jednak nie sposób ich polubić. Są hałaśliwi, brutalni i agresywni. Neandertalczycy - przeciwnie - odznaczają się silnym przywiązaniem do najbliższych, swoistą opiekuńczością i tą fatalistyczną słabością, właściwą przegranym. Ich czas i rola w prehistorii nieodwołalnie się kończą, co wyrażone jest również w narracji. Oto na przykład taka wypowiedź:

Po dłuższym okresie ciszy zabrali się do jedzenia. Zauważyli, że zmęczenie spowija ich jak mgła. Zabrakło Ha i Mala. Odczuwali pustkę.

Właśnie, styl. Maksymalnie oszczędny. Ascetyczny. Krótkie zdania. Niedopowiedzenia. Elipsy. A między nimi - animizujące opisy, obrazowo ujmujące wzmagające się wyobcowanie bohaterów w otoczeniu dotychczas przyjaznym jak dom. Kolejne dwa przykłady:

Była noc, a zapach miał szpony i kocie zęby.

Ogień obsunął się z rykiem i kaskadą iskier.


Dopiero ostatni rozdział odsłoni cechy "nowych". Okaże się, że także grupie "zdobywców" nieobce są lęk, poczucie zagubienia i niepewności. Ale muszą walczyć, aby wyłonić się z pomroki dziejów i zacząć tworzyć historię ludzkiego gatunku. Niestety, pełną cierpienia, łez i krwi...

W tej krótkiej powieści jest cały Golding. Moralista. W zarysach mamy to, co było rozbudowane we Władcy Much - jego najwybitniejszej powieści (pisałyśmy o niej TUTAJ). Odwieczne problemy. Dobro. Zło. I gdzieniegdzie - metaforyczne uogólnienia, niezmiernie charakterystyczne dla jego pisarstwa.

Golding William, Spadkobiercy, tłum. Ryszarda Grzybowska, Warszawa 1989, ISBN 83-07-01934-6. (Sygnatury: 128367, 128540).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz