poniedziałek, 6 grudnia 2021

Guziki i guziczki

12 grudnia „świętujemy” Światowy Dzień Guzika. Pierwsza wzmianka o guzikach pochodzi z XII wieku. Są małe, jednak w literaturze nierzadko mają duże znaczenie. Wystarczy przypomnieć gafę towarzyską, której bohaterami byli Rejent i Dobrzyński w ostatniej księdze Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, Szynel (Płaszcz) Nikołaja Gogola lub detektywistyczną powieść Guzik z kamei Rodriguesa Ottolengui. A oto kilka innych - już poetyckich - przykładów...

Źródło: Pixabay

Najpierw autotematyczny Asonans Beaty Obertyńskiej:

Wiersz dawniej – bywało –
swój żupan papuzi
zapinał sumiennie
na ostatni guzik.

    …Dziś tak się spieszy okropnie,
    że nawet pyjamy nie dopnie.

Tak moda. Gdy minie,
na powrót wypukłe
strofę na guzy rymów
pozapina szmuklerz…


I filozoficzne, nostalgiczne zamyślenia:

... szept grzech
wielki grzech
trwoga i drżenie
jak morze
śmierć zamieni w życie
w mały
śmieszny guziczek
odpadniesz od świata
jak od ubrania

(Tadeusz Różewicz, Bez tytułu)

...nie ma ludzi niezastąpionych
bo przecież moja matka
łagodna i nieubłagana
cała w czasie teraźniejszym niedokończonym
wychyla się z nieba
żeby mi przyszyć oberwany guzik
kto to lepiej potrafi
w czyich palcach drży igła jak drucik ciepła...

(Jan Twardowski, Czas niedokończony)

Jeszcze raz ks. Twardowski:

Pan Guzik pojął za żonę pannę Pętelkę
po jej śmierci wziął jej siostrę rodzoną
gdy wszyscy zmarli
na grobie pisali
tu leży pan Guzik między Pętelkami
Boże zmiłuj się nad nami.

(Nagrobek)

źródło: Pixabay
Guziki Zbigniewa Herberta - niemi, ale bardzo ważni świadkowie historii:

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las
tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte

guziki z płaszczy i mundurów

Wyraźne nawiązanie stylistyczne do biblijnej Mądrości w Księdze Eklesiastesa Tymoteusza Karpowicza:

Jest czas otwarcia powiek i zamknięcia łóżka,
czas nakładania koszuli i zdejmowania snu
czas śpiącego mydła i na pół rozbudzonej skóry
czas szczotki do włosów i iskier we włosach
czas nogawek czas sznurowadeł czas guzików...


Wreszcie coś na wesoło - fraszka Szczęście Jana Sztaudyngera:

Szczęście owszem się zdarza,
Starczy mieć guzik i spotkać... kominiarza!


oraz Leń Jana Brzechwy:

Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię? (...)
Przepraszam, a tranu nie piłem?
A uszu dzisiaj nie myłem?
A nie urwałem guzika?
A nie pokazałem języka?
A nie chodziłem się strzyc?
To wszystko nazywa się nic?


Tak, to już jest coś. Mały guzik, a taki ważny... w literaturze.

piątek, 3 grudnia 2021

Książki (nie)zapomniane - Prometeusz nie może być wolny

... cieniem władzy jest myśl nieustanna,
Iż władzę można stracić.


Tak dywaguje wszechpotężny Zeus. Aby pozbyć się ewentualnego kandydata do odebrania mu władzy, skazuje Prometeusza na cierpienie. Wyrok wykonuje rękami syna, Hefajstosa, oraz Przemocy i Siły. Wędrówka skazańca na miejsce kaźni jest punktem wyjścia kolejnej reinterpretacji mitu, czyli dramatu Prometeusz. Widowisko JERZEGO ANDRZEJEWSKIEGO (1909-1983).

Zeus - tyran chciałby zapłakać nad losem nieszczęśnika, ale łzy zostawia ludziom. Zaś sam Prometeusz godzi się ze swym losem. Wie, że takie jest jedno z praw historii: Gdy tyran szaleje, muszą być ofiary. Nie jest jednak osamotniony na skale boleści. Najpierw odwiedza go Okeanos. Tłumaczy, że nikt jeszcze nie wygrał z władzą. Mężny męczennik zaprzecza: Nowi władcy wygrywają. I odrzuca propozycję mediacji z Zeusem.

Kolejni "goście", to Io oraz Temida. Ta druga, matka, zdradza mu wielką tajemnicę. Pojawi się bohater, Herakles, który pokona władcę i skróci mu męki. Zarzuca jednak synowi, że jest niepoprawnym marzycielem. Poświęcił się dla ludzkości, która go wyśmiała...

A Zeus się boi. Dlatego zsyła na ludzi liczne klęski. Plagi nie są obojętne także bogom. Teraz oni sami - również poszkodowani - sprzeciwiają się Gromowładnemu. Bo Dionizos stracił dorodne winnice. Afrodyta stwierdziła, że ludzie nie chcą się kochać w mule i błocie. Hebe dostrzegła, że mieszkańcy Ziemi się starzeją. Atena okazała się bezsilna w spełnianiu zanoszonych do niej prób, zaś ogniska w kuźni Hefajstosa pogasły...

Zeus nie zna tajemnicy powierzonej Prometeuszowi. Posyła zmyślnego Hermesa, by wymógł na nim jej zdradzenie, chociaż w duszy podejrzewa, iż syn sam marzy o odebraniu mu korony. Prometeusz wyjawia tajemnicę, ale postanawia spokojnie czekać na swój los, czyli na oswobodziciela - Heraklesa. Nie godzi się na wcześniejsze opuszczenie skały.

I heros przybywa. Olimp się zapada, a uwolniony Prometeusz idzie przed siebie, gdy nagle słyszy:

Strefa zakazana! Stać! Ręce do góry!

Nie reaguje. Idzie dalej. Padają strzały...

Prometeusz nie może żyć swobodny. Zniewolenie - w takiej czy innej formie - zawsze będzie istnieć. I zawsze będą tacy jak on. Zbuntowani marzyciele? Idealiści? Bohaterowie? Pełni miłości do tych, którzy ich odrzucą. Mit przetrwa, by pewnego dnia - może, może - doczekać się spełnienia.

Post scriptum. Interpretując utwór nie sposób uciec od kontekstu historycznego, czyli czasu, w którym powstał. Jego wymowa jest jednak aktualna także i w kolejnych latach. Jedno z bardzo interesujących scenicznych odczytań zaprezentował  Krzysztof Babicki w spektaklu z 1987 roku. Można go było zobaczyć w Teatrze Telewizji. Tytułową postać zagrał Jerzy Radziwiłłowicz.

Inny utwór tego autora, przedwojenną powieść Ład serca, przedstawiłyśmy TUTAJ.

Andrzejewski Jerzy, Prometeusz. Widowisko, Warszawa 1973 (sygnatura: 55836).

poniedziałek, 29 listopada 2021

(Polska) „Lokomotywa” na europejskich (i światowych) torach

25 listopada przypadło Święto Kolejarzy, mogące stać się także… świętem poliglotów. Pisząca te słowa pamięta akademickie zajęcia z literatury dziecięcej i młodzieżowej. Konkretnie, głośne czytanie Lokomotywy Juliana Tuwima. Nikt spośród biorących w nich udział nie przeczytał tekstu na ocenę bardzo dobrą! Może Profesor był (zbyt) wymagający? Tak się pocieszaliśmy. Dzisiaj znowu sobie poczytamy początek wiersza. Po angielsku, czesku, francusku, łacinie i niemiecku. Ps. Można się do woli inspirować podczas własnych lekcji!

The Train

A locomotive stands at the station,
Heavy, enormous, drips perspiration:
Greasy oil.

She stands, gasping, panting and blowing,
The heat from her boiling belly glowing:
BANG how hot it is!
    CLANG how hot it is!
        PUFF how hot it is!
            HUFF how hot it is!


Lokomotiva

Na dráze stojí lokomotiva,
paří se, olej s povrchu splývá,
ospale zívá.

Syčí a sípe, zhluboka dýchá,
pára jí dmýchá z horkého břicha:
Že je to vedro?
Jó - to je vedro!
Jé to  to je vedro!
Ne!... To je vedro.


La Locomotive

Regarde la locomotive
Énorme, pesante, poussive.

Sa noire carcasse suant l'huile grasse.
Elle est là soufflant le feu
de son flanc.
BOUH Qu'elle a chaud!
OUH Qu'elle a chaud!


Vaporitrahea

Stat in statione vaporitrahea,
Gravis grandisque, et stillat ex ea
Pinguis olea.

Stat et sibilat, hiat et exhalat,
Ardor ex ventre flammato halat:
HEU! ut ardenter!
HEI! ut ferventer!
HEM! ut fervide!
HEI! ut calide!

Die Lokomotive

Auf der Station steht schwer und heiss
die Lokomotive.
Ől tropft aufs Gleis, das ist ihr Schweiss.

Steht da und keucht und stosst ein Gepfauch aus.
Ihr runder, glühender Bauch bläst Rauch aus.
Puh, welche Hitze!
    Hu, welche Hitze!
        Uff, welche Hitze!
            Puff, welche Hitze!


Źródła cytatów (wszystkie pozycje dostępne w Czytelni)
1.    Jacek Baluch, O tłumaczeniu Lokomotywy na czeski, „Polonistyka” 2012, nr 1, s. 14-21.
2.    Małgorzata Grzelczak, Mirosława Krajkowska-Macuk, Stefania Kruszewska-Kościuszenko,  Lokomotywa po polsku, niemiecku i rosyjsku, „Języki Obce w Szkole”2003, nr 4, s. 139-141.
3.    Dorota Żuchowska, O Julianie Tuwimie po łacinie, „Języki Obce w Szkole” 2006, nr 6, s. 241-248.


piątek, 26 listopada 2021

Człowiek z pasją - Miał rozległą wiedzę, umiejętność opowiadania i niesamowite poczucie humoru

Miał mnóstwo pomysłów i jeszcze więcej talentów. Pisał, rysował (pięknie!), popularyzował naukę, chętnie konwersował (w kilku językach). KAROL SABATH (1963-2007).

Gdzie się pojawiał, wiele się działo. Pamiętam (pisze p. Basia), gdy przed trzydziestu laty byliśmy – jako spora grupa młodzieży – we Wiedniu. Zwiedzaliśmy Muzeum Historii Naturalnej. W jednej sali był wyeksponowany olbrzymi dinozaur (na pewno miał dokładniejszą nazwę). Precyzyjnie - zajmował trzy sale. W pierwszej miał głowę, w drugiej – korpus, a ogon docierał do trzeciej. Gdy Karol go zobaczył, niemal oszalał ze szczęścia. Biegał, fotografował, notował. Cieszył się jak dziecko.

Urodził się w Katowicach, ale kilka wczesnych lat spędził w Afryce. Później uczęszczał do IV Liceum Ogólnokształcącego im. Marcelego Nowotki (obecnie gen. Stanisława Maczka). Z naszej biblioteki dojdziemy tam w kilka minut. Już wtedy wiedział, co chce w życiu robić i imponował rozległą wiedzą z zakresu paleontologii. Po maturze wybrał dwa kierunki studiów w Uniwersytecie Śląskim: biologię i nauki geologiczne. Ukończył je z wyróżnieniem. Kariera naukowa stanęła przed nim otworem.

Podjął współpracę z Instytutem Paleobiologii im. Romana Kozłowskiego Polskiej Akademii Nauk - najpierw jako asystent, a niebawem starszy asystent, wreszcie kustosz i konsultant naukowy Muzeum Ewolucji PAN. Był członkiem ekspedycji, np. na Pustynię Gobi. Prowadził zajęcia dydaktyczne z paleontologii kręgowców (w Uniwersytecie Warszawskim) i ewolucjonizmu (w kieleckiej Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach i warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego).

Współpracował z naukowcami z całego świata i z redakcjami wydawnictw specjalistycznych  (np. „Acta Palaeontologica Polonica”) oraz popularnonaukowych (np. "Świat Nauki", "Wiedza i Życie", "National Geographic Polska”). Współtworzył serwis Dinozaury.com. Przetłumaczył wiele książek (w bibliotece mamy Zanim człowiek stał się człowiekiem Roberta Foley’a, sygn. 155799). Współredagował podręczniki do biologii dla szkół ponadgimnazjalnych i hasła encyklopedyczne. Konsultował programy i wystawy o tematyce paleontologicznej. A rozpoczął bardzo wcześnie, wyrażając - jako uczeń szkoły podstawowej! – opinię na temat tworzonej wówczas w chorzowskim parku Skalnej Kotliny Dinozaurów. Kilka lat później napisał plansze informacyjne do tamtejszych eksponatów.

O dinozaurach wiedział chyba wszystko. Swoją pasją zapalał innych. Wszędzie go było pełno. W radiu, telewizji, muzeach, na obozach naukowych, festiwalach i piknikach. Zawsze z aparatem fotograficznym i notesem. Ludzie go lubili i chętnie słuchali, bo miał nie tylko rozległą wiedzę, umiejętność opowiadania, ale też niesamowite poczucie humoru.

Lubił rysować. We Wiedniu, gdzie byliśmy zimą, stały na ulicy walce do asfaltu, unieruchomione przez śnieg. Wyjął notesik i po chwili już miał narysowane „najpiękniejsze walce wiedeńskie”. Gdy wsiedliśmy do autokaru, w którym po włączeniu ogrzewania zaczął się topić szron na szybach, naszkicował „wykapany nasz autobus”. Nade wszystko jednak rysował dinozaury. Jego prace znajdują się w kilku muzeach oraz w Bałtowskim Parku Jurajskim i Parku Dinozaurów w Rogowie. Pisząca wspomnienie ma po nim taką, niestety, czarno-białą pamiątkę:

Do dziś nie wiemy, co się naprawdę stało, że opuścił nas tak młodo, w wieku 44 lat. Dziwna, nieznana choroba zaatakowała znienacka. Jego grób jest na cmentarzu w Katowicach-Bogucicach. Pozostały jednak wymierne dzieła. Nagroda jego imienia. Pamięć koleżanek i kolegów. Wspomnienie błyskotliwych ripost i głośnego śmiechu.

Można przeczytać
Katarzyna A. Kaszycka, Karol Sabath (1963-2007), „Anthropological Review. The Official Publication of the Polish Anthropological Society ”, vol. 70 (2007), s. 86-87 (sygnatury: cz K XXII-5/80).

poniedziałek, 22 listopada 2021

Nasze Skarby – J.A. Święcicka, Książka w świetlicy

Każda pozycja poświęcona rozwijaniu czytelnictwa wzbudza nasze zainteresowanie, toteż Książka w świetlicy Jadwigi Aldony Święcickiej, chociaż niewielkich rozmiarów (19 stron), także została dostrzeżona. To odbitka z dzieła zbiorowego Książka w pracy oświatowej.

Najpierw kilka słów o autorce. Żyła w latach 1900-1995. Inspektor oświaty pozaszkolnej, bibliotekarka, członkini Polskiego Czerwonego Krzyża. Związana z organizacjami niepodległościowym, w czasie II wojny światowej służyła m.in. w Pomocniczej Służbie Wojskowej Kobiet przy Polskich Siłach Zbrojnych, a po jej zakończeniu działała w kręgach londyńskiej emigracji.

Święcicka - wychodząc ze słusznego założenia, że świetlica stanowi naturalny teren „budzenia potrzeby książki i szerzenia czytelnictwa” - przedstawia w artykule metody pracy, których podstawą były zajęcia praktyczne, obserwowane i przeprowadzone w 1934 roku na terenie Kuratorium Obwodu Szkolnego Warszawskiego. I tutaj nasz „skarb” zaczyna budzić pewne wątpliwości. O tym za chwilę. Najpierw same metody. Oto one: odgadywanie (np. jakiego przedmioty znajdują się w pomieszczeniu, z czego są wykonane itp.),  wielcy ludzie, śpiew, "mów dalej" (dokańczanie rozpoczętej przez nauczyciela opowieści), zabawa w bibljotekę, głośne czytanie, inscenizacje, konkursy dobrego czytania, konkursy samokształceniowe, czytelnictwo gazet, żywa gazeta.

A teraz wątpliwości. Dotyczą nie metod, ale przykładów, którymi posłużono się realizując treści z ich pomocą. Na przykład Wielcy ludzie stanowią "mieszankę" bardzo różnych, nie zawsze chlubnych postaci. Oto fragment:

Wiadomości dotyczą osoby, z którą się rozmawia, ale punkt ciężkości tej zabawy polega na umiejętnem stosowaniu (…) wiadomości, od mających najmniejsze znaczenie lub najmniej znanych faktów, aż do kwestyj zasadniczych. Jeśli przy takiej rozmowie Hitlera z Mussolinim jakie pierwsze pytania padną kwestje: „Dlaczego pan nosi czarną koszulę?”, a z drugiej strony: „Dlaczego pan wypędza Żydów?” – to gra nie jest przeprowadzona zupełnie, gdyż od pierwszej chwili wiadomo o kim mowa (…). Od osobistości życia współczesnego przechodzimy do postaci historycznych, uczonych (Kopernik – Curie-Skłodowska), odkrywców, wynalazców, a jeśli chodzi o książkę – autorów i bohaterów powieściowych (np. Sienkiewicz i Rodziewiczówna, Dr. Judym i Wokulski).

Teraz Zabawa w bibljotekę. Niełatwo tu dostrzec nadrzędną zasadę tematyczną doboru książek:

Występuje bibliotekarz i ogłasza, że zamierza stworzyć bibljotekę. Wobec tego potrzebuje książek i zaczyna je sobie dobierać, starając się, aby tytuł książki był dopasowany do właściwości psychicznych i fizycznych osoby, uosabiającej ją, a więc: „Głód”, „W ludzkiej i leśnej kniei”, „Lalka”, „Pralnia sumienia”, „Nasza szkapa” itd.

I jeszcze Żywa gazeta, czyli "odgrywanie" zawartości zawartych w niej artykułów:
 
Może to być ujęte w formie inscenizacji przebiegu danego faktu, jak np. opracowanie fragmentu posiedzenia Rady Ligi Narodów na podstawie wiadomości, zawartych w depeszach politycznych, lub przerabiana na kursie w Spale inscenizacja rozmowy Ministra Wysockiego z Hitlerem (…).

Metoda interesująca, ale przykłady "granych" artykułów... jednak budzą pewien sprzeciw. Chciałoby się powiedzieć: warto dziś także inspirować się metodami, ale rozważniej dobierać przykłady. Bo "wielki" człowiek to niekoniecznie ten, który jest powszechnie znany. Jeśli ten artykuł jest perełką, to - powiedzmy - czarną perełką. Na pewno wartą przeczytania, ale bardzo krytycznego. Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że stanowi ważny, cenny dokument dla historyków przedwojennej oświaty. Dlatego nazywamy go "skarbem" i o nim piszemy.

J. A. Święcicka, Książka w świetlicy, Warszawa, [wydawca nieznany], 1935 (sygnatura: 30867).

piątek, 19 listopada 2021

Książki (nie)zapomniane – Mozaika wrażeń pod niebem Italii

Kilka dni z życia człowieka. Najważniejszych, bo ostatnich. Śmierć w starych dekoracjach TADEUSZA RÓŻEWICZA (1921-2014).

Bohater opowiadania (a jednocześnie narrator) to przeciętny, stary człowiek, ale bystry obserwator. Anonim. Quidam XX wieku. Pierwszy raz w życiu leci samolotem. Do obcego kraju, do Włoch, pełnego pamiątek z przeszłości swoistego muzeum świata. Zamierza odmienić życie konfrontując się z tym, co minęło. Dokonać rewizji hierarchii wartości. Ogląda największe dzieła sztuki i sklepowe wystawy. Bywa na placach i ulicach, gdzie przed wiekami tworzono Historię. Rozmyśla o stosunku przeszłości do teraźniejszości. O kruchości i trwałości. Zauważa ciągłość tradycji i kultury. Dochodzi do wniosku, że dorobek materialny i duchowy stanowi główny element ludzkiej wspólnoty.

Podchodzi do świata krytycznie. Przytłacza go współczesny  n a d m i a r  wszystkiego. Rzeczy. Dzieł. Słów. Próbuje zrozumieć swoją rolę w tym, co go otacza. I sens istnienia własnego i otaczających go ludzi. Ale sam się nieco od innych dystansuje. W narracji skupia się na własnych przeżyciach. W sobie ogniskuje niejako cały świat. Spotkanych w samolocie towarzyszy podróży pomija milczeniem lub niewielką wzmianką. Jak na przykład Jadziaka, planującego otwarcie pensjonatu i… zakup ortalionowego płaszcza.

Mozaika wrażeń doznanych pod niebem Italii nabiera wielkiego, zdawałoby się - nieprzemijającego sensu. Nawet wówczas, gdy pojedynczy człowiek przemija. I gdy odchodzą całe pokolenia. Końcowe zdania – epilog tej historii – zostały dopowiedziane przez innego narratora. Współczesnego Quidama znaleziono w starych dekoracjach operowych. Zmarł nieoczekiwanie. Jak wielu przed nim i po nim. Ale właśnie tacy ludzie tworzą Dzieje w ich zasadniczym zrębie. Bo śmierć jest codą w symfonii życia.

Różewicz Tadeusz, Śmierć w starych dekoracjach. Wydania z lat 1970-1980 (sygnatury: 52365, 63972, 90129).

poniedziałek, 15 listopada 2021

Nasze Skarby - „Mały atlas ptaków krajowych” (1925-1930)

Kto by się spodziewał, że przed wojną wydawano książki tak piękne pod względem kolorystycznym? Większość pozycji z tego okresu, które posiadamy w zbiorach, jest czarno-biała.

Oto dwie książeczki stanowiące całość. Nieduże pod względem rozmiarów. Każda liczy nieco ponad 20 stron tekstu, kilkanaście stron barwnych tablic i 18 cm „wzrostu”. Mały atlas ptaków krajowych.

Tematyka poruszana w książeczkach, to: budowa i życie ptaków, jaja ptasie, rzędy i podrzędy ptaków oraz ich przedstawiciele. Omawia się tu wygląd ptaków, rozmnażanie, żywienie się,  przyzwyczajenia, miejsca występowania. Kolejne rozdziały dotyczą ich ochrony, dokarmiania zimą i budowy karmników, a konkretnie – z czego i jak je wykonać, jaki rodzaj pożywienia do nich wkładać. Przypomina się też o konieczności dodawania wody.

Każdy tomik zawiera indeks (Spis) oraz 60 barwnych rysunków. Kochasz przyrodę? Lubisz ptaki? Naprawdę warto zajrzeć do przedwojennego Atlasu! To nie tylko ciekawostka, ale również źródło (niekiedy wciąż aktualnej) wiedzy. A już na pewno – dokument stanu wiedzy ornitologicznej sprzed stulecia.

Mały atlas ptaków krajowych. Cz. 1-2, Warszawa, Wydawnictwo M. Arcta, 1925-1930 (sygn. 20165/1-2).